Rattray’s Red Rapparee

8 lipca 2013
By

raprre

 

Filozofia nauki to badzo ciekawa dziedzina wiedzy. Można się z niej nauczyć wielu pożytecznych rzecz. Chociażby tezy Duhem-Quina. Sprowadza sie ona mniej więcej do przekonania, iż przed werdyktem doświadczenia nigdy nie stawiamy wyizolowanej teorii – którą chcemy w eksperymencie sprawdzić – lecz ową teorię wraz z całą siecią towarzyszących jej mniej lub bardziej uświadomionych założeń. Choćby założeń co do skuteczności teorii, na których opieramy funkcjonowanie przyrządów pomiarowych użytych w danym badaniu, założeń ontologicznych na temat struktury świata, czy też złożeń co do możliwości poznawczych podmiotu. Każde sprawdzanie  jest de facto sprawdzaniem całej tej rozgałęziającej się sieci mikro-teorii. Gdy doświadczenie zadaje kłam testowanemu przekonaniu, to nigdy nie wiemy co tak naprawdę zostało sfalsyfikowane: nasza główna teza, czy któreś z towarzyszących jej założeń. Dzieje się tak, ponieważ eksperyment weryfikuje zawsze „zespoloną” całość.

Podejrzewam, że Quine i Duhem palili angliki. I podobnie jak ja zmagali się z problemem, który to smak z serwowanej naszemu podniebieniu mieszanki  jest tym osławionym orientalem.  Wszak mamy zwykle do czynienia z Angielską Trójcą Świętą, z Fajczarskimi Trzema Królami, których inicjały każdy wielbiciel wyspiarskich zajzajerów ma przez cały rok wypisane na frontowych drzwiach: Va + La + Or.  Wyizolować i jednoznacznie poznać konkretny człon trochę nie sposób, ponieważ doświadczamy na języku jedynie owej całości. Czyli orientali wraz ze smakami „towarzyszącymi”. Na dodatek w różnych proporcjach. Nawet jak uda nam się zakupić nominalną „bezlatakiówkę” – jak chociażby Dunhill Early Morning Pipe – to po otwarciu puszki szydzą z naszej naiwności czarne jak smoła wędzone wstęgi. Tak to już jest.

Na szczęście udało mi się nieco przechytrzyć problem Duhema-Quina i zapaliłem – w zasadzie przypadkiem (dzięki Piotrek!) – wyizolowanego z pobocznych naleciałości czystego turka, czyli Torben Dansk Orient. No i już wiedziałem. Los chciał, że w tym samym czasie przywędrował do mnie Red Rapparee. Zamówiony został w w ramach poszukiwań prawdziwej, najeżonej orientalami mieszanki.

Po odkręceniu wieczka i uchyleniu tekturki wdzięczą się przed nami dobrze znane czarne wstążki. Ponoć nie latakia. Ponoć cavendish. Wije się pomiędzy zielonkawymi liśćmi orientu oraz czerwoną virginią. Przytknięty nos od razu detektuje obłędnie apetyczny bożonarodzeniowy aromat kompotu z suszu. Dominuje w nim oczywiście śliwka. Jest to na tyle sugestywny zapach, że człowiek mimowolnie obraca wzrok w stronę kuchni oczekując wjazdu karpia. A więc charakter typowej angielskiej mieszanki. Może ciut bardziej zaprawionej słodyczą i miodowo-kwaśnymi nutkami, którymi czaruje Torben Dansk Orient. To dobry znak. Ale wędzonkę również czuć. Czyżby niedomyty wielbłąd w schodzonych kapciach w śladowej ilości ukrył się pomiędzy czarnym cavendishem? Ponieważ nie jestem ogarem ani świnią szukającą trufli, moje powonienie jest mało konkluzywne. Trzeba zakurzyć.

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

Drobno cięta forma Ready Rubbed w połączeniu z idealną wilgotnością pozwala plastycznie ułożyć tytoń się w kominie. Można odpalać. Oj, ma coś w sobie z Torben Dansk Orient. Nawet sporo. A więc basma. Smak co prawda mniej ostentacyjny, bezkompromisowy i wulgarny w porównaniu z pełnokrwistym turkiem od Dan Tabacco, jednak bardziej zharmonizowany i dojrzały. Mocniej „pufany” zasypie nasze zmysły kłębami korzenno-kwiatowej słodkości, dopełnionej delikatną ostrością imbiru. Smak aksamitny i pełny. Wspaniały i na swój sposób ujmujący. Zdecydowanie pozbawiony latakii. Do tego ładnie harmonizujący z virginią, która zaczyna delikatnie dochodzić do głosu podczas spokojnego, wolnego palenia. Mimo to orientale pozostają dominantą i charakternie pokazują kto tak naprawdę „nosi spodnie” w tym związku. Nie trzeba obniżać temperatury dymu do poziomu ciekłego azotu żeby nagrodzić nasze podniebienie smakiem wspomnianych już kompotowych śliwek. Ów charakter zdaje się utrzymywać do końca sesji fajkowej. Taki bożonarodzeniowy prezent pod choinkę. Merry Christmas.

Nie będę się tu mądrzył na temat black cavendisha. Zatem problem Duhema-Quina powraca od zakrystii, ponieważ smak czystej „podwójnej fermentacji” to wciąż dla mnie terra incognita. Jakoś jej nie poszukuję. Mogę tylko zaryzykować hipotezę – pośrednio nauczony doświadczeniem około-cavendishowych bigosów – że cavendish odpowiada w tej mieszance za wygładzanie charakteru całości oraz za niską zawartość nikotyny. Do drugiego aspektu swoje trzy grosze dorzuca niesłynący w końcu z porażającej mocy oriental. Red Rapperee mieści się poniżej środka skali. Pali się nieźle i raczej sucho, gdyż rzadko ma w zwyczaju zamieniać ustnik bruyerki w rurkę do picia kondensatu. Choć – nie ukrywam – kilka razy zdarzyła mi się transsubstancjacja tytoniu w delikatny mikro-koreczek na dnie, uszy zarejestrowały bulgot, a paskudna goryczka i kwas zawitały na języku. Room note nazwałbym virginiowo-kwaśnym. Receptorów co prawda nie destruuje, ale zwabić to może jedynie meneli sępiących szluga. Czyli bez zachwytu i bez cierpienia. Taka normalka.

Red Rapperee to bardzo dobra mieszanka. Mocno orientalna, lekka i pogodna. Mimo zapachowych skojarzeń z wigilijnym kompotem, bardziej pasuje do słonecznych, sennych popołudni pachnącego lata, niż do ciężkich, zimowych wieczorów. Palę ją od czasu do czasu w mojej wrzoścowej pokerówce w ramach odpoczynku od latakii i virginii. Owszem, ta druga jest tu oczywiście obecna, ale nie dla niej w tym wypadku opróżnia się portfel (a Red Rapparee zostawia w nim niestety sporą dziurę). Polecam specyfik Rattray’sa każdemu, kto chciałby się przekonać czym tak naprawdę tytonie tureckie są, a także tym, którzy zwykli się nimi kompulsywnie szprycować. Bowiem Red Rapparee doskonale oddaje ich charakter. I nie trzeba tu wielkiej filozofii.

Tags: , , , , , ,

12 Responses to Rattray’s Red Rapparee

  1. Marek Juzwa
    juzwa
    8 lipca 2013 at 17:24

    Dzięki za recenzję. Przymierzałem się i przymierzałem do tego tytoniu ale…jakoś nie było po drodze. Teraz już nie czuję się zachęcony, teraz wiem, że chcę go spróbować. Trzeba wybrać się na spacer do „Fajkowa”.

  2. Grimar
    Grimar
    8 lipca 2013 at 20:42

    W drugim akapicie popełniłem błąd. Proszę o poprawienie. Oczywiście nie „Earling” a „EARLY Morning Pipe”.

    • KrzysT
      KrzysT
      8 lipca 2013 at 22:28

      Done. Dobra recenzja.

  3. 3k
    8 lipca 2013 at 22:56

    o, milo ze ktos wyprzedzil mnie w poszukiwaniach. po wypaleniu skiffa od sg zaczalem sie rozgladac za czyms jeszcze slodszym i rownie delikatnym. na razie padlo na black mallory i accountant’s mix ale widze ze czas na kolejne kroki :) dzieki za te recenzje.

    • Grimar
      Grimar
      9 lipca 2013 at 10:55

      Red Rapperee jest trochę inny w wyrazie niż Skiff, którego notabene uwielbiam. Niestety jego zapasy załoikowałem w celach dojrzewania, więc de facto dawno go nie paliłem i mogę się tylko powoływać na swoja pamięć. Zdaje się, że Rattray na pierwszym planie ma ten duszny korzenny posmak i aromat śliwkowego suszu, natomiast Skiff przełamany jest smakiem orzeszków – zapewne wynik uzupełnienia go latakią. Przynajmniej ja tak te smaki odbieram.

  4. Zyrg
    Zyrg
    27 marca 2014 at 09:43

    Obiecany niezależny od producenta opis Red Rappare, zadający (moim skromnym zdaniem) kłam opisowi wytwórcy jakoby nie było latakii w latakii. Jak już mówiłem na gadaczce wydaje mi się, że błąd wynika z kwalifikacji latakii do orientali w niektórych podziałach. Strona wydaje się być dość wiarygodna, zważywszy na pietyzm z jakim opisują tytonie.

    http://www.tecon-gmbh.de/product_info.php?cPath=667_686&products_id=2207

    • Grimar
      Grimar
      27 marca 2014 at 10:01

      Jeśli faktycznie tam latakia jest, to w ilość mniej niż symbolicznych, zdecydowanie zdominowana przez orientale. Ja jej nie wyczułem, ale – nie ukrywam – do bycia miarą wszechrzeczy nie pretenduję.

      • yopas
        30 marca 2014 at 11:53

        Trochę nie rozumiem ocokaman, ale na stronie Kohlhase und Kopp GMBH, która to firma zdaje się układać mieszanki i blendy sygnowane marką Rattray, przy opisie Red Rapparee stoi:

        „Klassischer Blend aus würzigem Latakia, unterschiedlich geschnittenen Virgina-Tabaken, dunklem Cavendish und einem deutlichen Anteil Orient.”

        Więc, jak jest aus würzigem Latakia, to jest.
        Ordnung muss sein!

        • Buldoger
          Buldoger
          30 marca 2014 at 13:11

          W składzie jest, ale w smaku jej nie ma;-)

        • Zyrg
          Zyrg
          30 marca 2014 at 13:35

          Chodzi o to, że nasze orły dystrybucji ukuły taki oto opis: „Radosna i nieuchwytna, oryginalna i uwodzicielska mieszanka tytoniu, w której skład wchodzi Red Virginia oraz aromatyczne tytonie orientalne.”, który jest ciągle powielany do tego stopnia, iż utarło się, że RR to mieszanka Va i turków bez udziału La, czemu przeczy nos, oko i zdrowy rozsądek, jak również niezawodne źródła niemiecke :).

          • Grimar
            Grimar
            30 marca 2014 at 17:31

            Jeśli tak podaje producent, to pewnie tak jest (chociaż różne rzeczy czasem producenci piszą…). Uważałbym z tym „okiem”, bo te czarne wstążki to w większości cavendish. Zapach z puszki rzeczywiście typowo „angielski”, ale ani specjalnie LA nie czuć w paleniu, ani blend nie smrodzi fajek, tak jak inne mieszanki tego typu. Ilość LA według mnie co najwyżej homeopatyczna.

            I nadal podtrzymuję to co napisałem w recenzji: polecam tą mieszankę każdemu, kto chce skosztować orientali. Najbardziej orintalna mieszanka jaką paliłem. Wystarczy zapalić czysty orient, a potem RR, aby przekonać się jak intensywny mają wspólny mianownik.

  5. Buldoger
    Buldoger
    29 marca 2014 at 17:57

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*