Pierwsza fajka *opcja obstalunek

13 lipca 2010
Autor:

Od jakiegoś czasu męczy mnie przeświadczenie, że nie wiem, jak pomóc początkującemu fajczarzowi w wyborze pierwszej fajki.  Z początku mojej „kariery” internetowego fajczarza pamiętam kilka głupot, które wyszły spod moich palców w formie postów – bo to przecież wstyd polecać komuś fajki z wkładką piankową. A jakich polecać nie jest wstyd na początek?

Gruszanka choć tania, zaraz się pewnie przepali, a i smaku nie odda. Tani, współczesny wrzosiec też wypełniony jest taninami, bejcą, kitem i lakierem. Drogiego wrzośca należy początkującemu żałować, bo niechybnie zepsuje i fajki szkoda. A sepiolit jeśli wycinany z bloczku – co najmniej tak drogi, jak drogi wrzosiec – zaraz upadnie na podłogę i trzeba będzie sobie odtworzyć tańszą wersję z lepionego miału.

Na dodatek dochodzi tu jeszcze problem znaczenia słowa „drogi”. Bo to strasznie istotna rzecz – czy droga jest fajka za 300 PLN, czy droga to ta, co kosztuje 5000?

Gdzieś na FMS udało mi się nawet zapisać subiektywny pseudoalgorytm, według którego wybrać fajkę drewnianą. A wyglądał on mniej więcej tak:

1. Fajka z wrzośca jest lepsza (ja wiem, ja wiem w gruszkach świetnie palą się aromaty…)

2. Fajka z czystego wrzośca (bez lakierów, bejc i karbonizacji) jest lepsza (ja wiem, ja wiem, w tym zielonym Petersonie* St Patrick Day 2008 pali się przeuroczo)

3. Fajka z lepszym usłojeniem jest lepsza (tu wypada zapoznać się, jak z bulw powstają ebuszony)

4. Fajka stara jest lepsza (to, o czym @jar naucza od zawsze!; stara oznacza przed 1960r – przepraszam wszystkich urodzonych)

5. Fajka lepszej marki jest lepsza (eureka!)

Niestety są to wyłącznie uogólnienia. A uogólnienia w świecie fajkowym oczywiście mogą pomóc, ale również doskonale mogą wyprowadzić na manowce. Zbyt dużo jest w tym świecie parametrów związanych z indywidualnymi predyspozycjami zawodnika.

Aktualnie, szczególnie mając na uwadze sakramentalne jackowe J…ł pies pierwszą fajkę , jestem w stanie doradzić pytającemu, by wybrał sobie model, który najbardziej lubi. Mam wrażenie, że na początek istotniejszy jest wybór dobrego tytoniu. Choć on też często bywa już wybrany przez pytającego.  I ciężko odwieść go od magicznej nazwy „Amphora”, stereotypowego zapachu wanilii, śliwki lub wisienki,  choć przecież zapach z fajki, to rzecz wtórna.

I teraz bądź tu mądry i spieraj się z takim, który lepiej wie. Szczęściem po trzeciej próbie mu przejdzie. Albo wyrzuci fajkę, albo polubi. A takiemu można już kilka rzeczy pokazać palcem.

Jakiś czas temu opublikowałem na tym portalu tekst o starych fajkach amerykańskich. Dobrych i tanich. Dobrych zarówno do palenia, jak i ćwiczeń uzdatniających – bo słowo renowacja użyte w tym kontekście wydaje mi się za grube. Za ciężkie. Tym razem chciałbym opisać trochę inną możliwość sprawienia sobie kolejnej fajki. I dla niektórych będzie to droga, aż nadto oczywista.

Nigdy nie miałem zbyt dobrego zdania o polskich wyrobach fajkowych. Te masowe trąciły mi słabą jakością wykonania i użytego materiału. Te indywidualne (autografy) wydawały mi się zbyt drogie, zbyt mało konkurencyjne.

Worobiec na obstalunek

Gdzieś na początku istnienia tego portalu Jacek zrobił wywiad z Henrykiem Worobcem. A pod wpływem tego wywiadu, zdaje się i przy dużym zaangażowaniu PiotrkaN, w sklepie internetowym fajkowo.pl pojawiła się seria Oryginal – fajek średniej klasy, z prawdziwego zdarzenia.

Narzekałem wtedy dużo, że kształty nie moje, że może gdyby… i wtedy dostałem od Piotrka maila z zapytaniem w stylu iście starozakonnym: „Paweł, a jaka ta fajka miała by być?”.  Cóż było robić, napisałem mu, co i jak i… po miesiącu z okładem cieszyłem się, jak dzieciak. Choć nie wiem, czy nie właściwiej byłoby napisać, że jak młody ojciec.

I to jest właśnie ta inna opcja dla pierwszej fajki z prawdziwego zdarzenia– fajka na obstalunek, jakby powiedziała moja babcia.

I na koniec nawiązując do ostatniej burzliwej dyskusji. Ta przygoda nauczyła mnie, że nasi Mistrzowie sroce spod ogona jednak nie wypadli… Tylko popyt musi być.

A zamiast epilogu dodam:

Zaszufladkowany w kategorii Fajka w praktyce w dniu 13 lipca 2010 , 23:07

57 komentarzy do “ Pierwsza fajka *opcja obstalunek ”

  1. jalens dnia 13 lipca 2010 o godzinie 23:29

    Tak prawdę mówiąc, nie spotkałem się jeszcze z tak rozsądną radą dla fajczarskich neofitów. No, może dla tych, którzy już przebrnęli przez pierwsze „tytonie obowiązkowe” – tak jak piszesz.

  2. Rheged
    Rheged dnia 13 lipca 2010 o godzinie 23:34

    Powinieneś częściej pisać, zdecydowanie. Dobre, choć krótkie :)

    Zresztą, to jest pomysł. Najlepsze idee wychodzą zupełnie przypadkiem, tak jak Twoja. Od dzisiaj neofitu trzeba kierować na ten artykuł :)

  3. Alan
    Alan dnia 13 lipca 2010 o godzinie 23:36

    …ebuszony

    Nie lepiej oryginalnie ebauchony? To taka sugestia tylko, bo skoro to mają czytać neofici, to niech wiedzą co dokładnie w wyszukiwarki wpisywać.

    • jalens dnia 13 lipca 2010 o godzinie 23:40

      Już wiedzą, a jak nie mają zwyczaju czytać komentarzy pod tekstami, to niech nie wiedzą. Tak w ogóle fajne słowo, dobre do sprawdzenia jak nas wyszukują google – ja twierdzę, że rano googlownica znajdzie już hasło ebuszony…

      • Alan
        Alan dnia 13 lipca 2010 o godzinie 23:44

        Na razie zero wyników, więc łatwo będzie osądzić ;)

        A ten canadian to rozumiem Twój, yopasie? Robi wrażenie.

        • jalens dnia 13 lipca 2010 o godzinie 23:48

          To dokładnie ten właśnie canadian na obstalunek w 3 rzutach.

        • yopas
          yopas dnia 13 lipca 2010 o godzinie 23:56

          Tak, to mój, zrobiony przez H. Worobca, według jakichśtam moich widzimisię, które zostały Mistrzowi przekazane przez PiotrkaN. Bo z Piotrkiem warto rozmawiać ;+).

          A te ebuszony, to dlatego, bo ja lubię spolszczać obce. Wygląda fatalnie, ale oni też mi napiszą Pawel nie Paweł ;+).

          Aaa i jeszcze Jackowi dziękuję za fotoobróbkę, a Małżonce za wykonanie fotografii ;+)

          bo ja jestem fotograficzna łamaga.
          UkłonY,

          • Alan
            Alan dnia 13 lipca 2010 o godzinie 23:58

            Ja te Twoje spolszczenia bardzo lubię – tutaj tylko z aspektu praktycznego ta sugestia.

          • Rheged
            Rheged dnia 14 lipca 2010 o godzinie 00:12

            Chyba dość krótka ta fajka, prawda? Pojemna?

            • yopas
              yopas dnia 14 lipca 2010 o godzinie 08:57

              Wymiary podałem takie:

              Długość: 128 mm
              Wysokość główki: 42 mm
              Głębokość komina: 36 mm
              Średnica komina: 19 mm
              Średnica główki: 35 mm

              Piotrek mówił, że różnice są rzędu dziesiątych milimetra. Ja nie mierzyłem. Nie miałem potrzeby.

              • KrzysT
                KrzysT dnia 15 lipca 2010 o godzinie 13:19

                Fajka śliczna.
                Daje też niezły argument w dyskusji na temat upośledzonego wzornictwa polskich rzemieślników, bo ten canadian jest niewątpliwie oryginalny i łączy miękkość i obłość linii dla Worobców typową z klasycznym kształtem. Czyli jak chcą, to umieją, tylko trzeba im dać szansę. Nie ukrywam, że jestem mile zaskoczony.

                Przez ten artykuł zacząłem się zastanawiać, czy sobie czegoś podobnego nie zamówić, chociaż jako żywo nie miałem nigdy zamiaru kupować polskiej fajki.
                I to jest Twoja yopas wina. Wyłączna.

                Dzięki za te wątpliwości ;)

                Jak znam życie, to nie maziana w środku czernym i bezfiltrowa? No i najważniejsze – co zagościło w środku?

              • yopas
                yopas dnia 15 lipca 2010 o godzinie 14:23

                A tu jest odpowiedź dla KrzysiaT, bo nie można Mu odpowiedzieć pod:

                Fajka była niestety maziana – ale to niedopatrzenie zamawiającego – już nie jest ;+)

                Na razie paliłem w niej kilka razy Bright CR od GH, a ponieważ już się skończył więc czeka aż odtworzę mały słoiczek z Curly Cut de Luxe od GH.

                Virginia będzie, virginia.

      • Alan
        Alan dnia 14 lipca 2010 o godzinie 10:16

        No i masz – już są „ebuszony” :D

        • jalens dnia 14 lipca 2010 o godzinie 10:59

          I tak się, proszę Państwa, pozycjonuje interaktywną stronę. Jak widać, można nawet „poprosić” Google, żeby się uczyło nowych słów. Co tu kryć – jestem z siebie dumny!

      • sat666sat
        sat666sat dnia 14 lipca 2010 o godzinie 23:14

        Ogłaszam wszem i wobec – hasło ,,ebuszony” – wynik – 1. Google prawdę ci powie.

        • jalens dnia 14 lipca 2010 o godzinie 23:21

          Pojawiło się ok. 9.30 :)

  4. jalens dnia 13 lipca 2010 o godzinie 23:37

    To jest także głos w dyskusji, o której Paweł wspomina.

  5. jazz59 dnia 14 lipca 2010 o godzinie 20:21

    Pomysł znakomity wielce , fajka prześliczna…Ale zamówił znawca.
    Kto ma podpowiedzieć „młodemu” jaka faja?
    Może właśnie Paweł mógłby podpowiadać?
    Bo pomysł jest fantastyczny…

    • Alan
      Alan dnia 14 lipca 2010 o godzinie 23:19

      Jak „młody” zechce szarpnąć się na taką fajkę, to na pewno zechce również wiedzieć jak najwięcej, żeby określić swoje potrzeby. Problem niejako sam się rozwiąże.

      • jalens dnia 14 lipca 2010 o godzinie 23:55

        No i nie ma co na autora nakładać kar dodatkowych :) Ciekawskiemu „młodemu” rzuci się pomagać cała rzesza.

  6. jazz59 dnia 15 lipca 2010 o godzinie 07:48

    No , to już , jak tam sobie chcecie , Koledzy…
    Ale „kącik młodego fajczarza” mógłby powstać…i wtedy takie porady byłyby w jednym miejscu , a nie porozrzucane po tematach.
    I z czasem zrobiłby się z tego może jakiś fajny poradnik dla „freszerów”
    To tylko propozycja , nie wątpię ,że Doświadczeni Koledzy mają lepsze.
    Cóż , ja też jestem „freszer”…

    • jalens dnia 15 lipca 2010 o godzinie 09:16

      Ależ wszystkie porady są bardzo cenne i traktowane przez nas z uwagą. Poza tym o swojej freszerowatości – nie przesadzaj.
      Mogę Ci jednak wyjaśnić, dlaczego nie powstaje u nas dział dla „freszerów” czy coś w rodzaju fajczarskiej szkółki… A taki podział się sam narzuca, nieprawdaż?

      Po pierwsze, dlatego że większość osób piszących tutaj raczej nie ma przeświadczenia, że ich doświadczenie fajczarskie oraz nabywana wiedza predestynuje ich do tego, by uważać się za uprawnionych do jakiegokolwiek profesorowania…

      Po drugie, tego typu nawigacja dzieli Czytelników i jest przez medioznawstwo uznawana za archaizm, a niekiedy nawet za tzw. podstawowy błąd układu zawartości. Sam nie należę do ludzi, którzy łatwo i bezkrytycznie poddają się autorytetom, wiem też np. ile krzywdy zrobiło polskim mediom bezmyślne przyjęcie amerykańskiego stylu prasy, ale z tą tezą zgadzam się jak najbardziej.

      Popatrz na to, Krzysztofie, tak – organizacja takiego działu kieruje do niego osoby o słabszej pozycji na stronie. Jakąkolwiek by do tego dorobić ideologię i jakkolwiek szlachetnymi intencjami pedagogicznymi się kierować, tak właśnie jest i inaczej nie będzie. Wiele osób może mieć zwyczajne psychologiczne problemy, aby w dziale z artykułami zakwalifikowanymi dla freszerów odezwać się w komentarzu.

      Popatrz na to tak, autorzy z najbardziej życzliwym podejściem oraz pewnym zacięciem pedagogicznym – bezcenni dla takiej inicjatywy jak fajkanet – i piszący głównie teksty z poradami dla początkujących także kwalifikują się do pośledniejszej grupy twórców. To jest nie tylko niesprawiedliwe, to jest głupie z redakcyjnego punktu widzenia.

      Artykuły z takiego działu omijane będą skrzętnie przez część czytelników, którzy uważają się za fajczarzy bardziej zaawansowanych. Sam wiesz jak to wygląda w rzeczywistości – o ile mit o rozwoju fajczarza jako o zmierzaniu do palenia wyłącznie latakii jest bzdurą pierwszej wody, o tyle opinia, że prawdziwie dojrzały fajczarz wie, ile może nauczyć się z lektur dla początkujących i ile sobie może przypomnieć w nieustających repetycjach, jest prawdą uniwersalną.

      Sam wielokrotnie kulturalnie dajesz do zrozumienia w swoich wypowiedziach, że irytuje Cię wrzucanie aromaciarzy do mniej rozgarniętej szuflady. Jeśli mielibyśmy konsekwentnie pójść drogą takich „ułatwień nawigacyjnych”, jakie sugerujesz, samo by się nasuwało, że część tytoniowych impresji powinniśmy umieszczać bliżej nauczania początkowego niż matury. A to już kompletny nonsens.

      Rozmawiamy pod świetnym artykułem Pawła – i jak go lokować w strukturze fajkanetu? Jako pozycję dla klas przedszkolnych? Sam wiesz z perspektywy własnego wieloletniego doświadczenia, że absolutnie… Piszesz o tym, w pierwszym komentarzu. Pisze o tym także Paweł w akapicie o tym, że freszer i tak wie lepiej, i że zapewne kupi sobie i tak „nowościowy” standard…

      Paweł opatrzył ten artykuł tytułem „Inna opcja” i podkreślił, że to jest inne rozwiązanie na jedną z pierwszych fajek w życiorysie miłośnika tytoniu. Ten autor taki jest – nie napisze, że obstalowanie fajki u Worobca za pośrednictwem Fajkowa jest fantastyczną alternatywą także dla fajkowego władcy pierścieni, który potrafi na macanego określić po wytłoczkach w srebrze rocznik fajki. Yopas nie poucza doświadczonych, ale świetnie umie zastosować bardzo profesjonalny środek wyrazu zwany kalamburem treści.

      Napisałeś na końcu To tylko propozycja , nie wątpię ,że Doświadczeni Koledzy mają lepsze.
      Cóż , ja też jestem „freszer”…
      Dostrzegam w tym gorycz. Niepotrzebną. Twoja propozycja jest logiczna, pytanie, które przez nią przebija jak najbardziej uzasadnione. Jak widzisz, nie zostało ono pominięte milczeniem, dlatego że Doświadczeni Koledzy (w dziedzinie medialnej z pewnością :D ) mają lepsze. Starałem się Ci opowiedzieć, dlaczego mamy przeświadczenie, że takie rozwiązanie jest lepsze. Jeśli udało mi się Cię choć po części przekonać, bardzo się ucieszę. Jeśli nie – będę starał się przekonywać dalej.

      Niewątpliwie nie jesteśmy profesjonalistami, jeśli chodzi o fajkę. Jeśli rzecz idzie o techniki prasowe, to – być może mitomańsko – takie pretensje sobie rościmy. Jedno mogę zagwarantować – jeśli zapytasz o kuchnię redakcyjną, jeśli zaproponujesz jakieś rozwiązanie, zostaniesz potraktowany z całą powagą i rewerencją. Podobnie jak każdy, kogo interesuje dlaczego korzystamy z określonych rozwiązań.

      • jalens dnia 15 lipca 2010 o godzinie 09:46

        PS. Bardzo mi zależy na informacji z twojej strony, czy choć trochę przekonałem…

        • jazz59 dnia 15 lipca 2010 o godzinie 11:04

          Przekonałeś mnie , Jacku…po prostu nie zakładalem faktu ,że niektórzy nowi strasznie się tej swojej świeżości wstydzą. U mnie to nie występuje…
          Rób swoje , Jacku , bo się na tym znasz…
          A przez moje słowa nie przebija gorycz…znam swoje miejsce w szeregu i nie mam „AMBICYJ”.
          Dzięki za mądrą , wyczerpującą odpowiedź.
          Pozdrawiam
          Krzysztof

      • yopas
        yopas dnia 15 lipca 2010 o godzinie 10:08

        Oj coś czuję, że chyba muszę silić się na poważne odbrązowienie postaci i poprosić Miałżonkę o makabryczną serię zdjęć zawierającą nadpalenia w kominach moich fajek.

        Ja naprawdę wolałbym nie móc zamawiać (chyba) ładnych fajek u Pana Worobca, a cieszyć się samkiem tytoniu podczas każdego palenia od początku do końca… udaje mi się raz na trzy ;+)

        Krzysztof w internecie bardzo łatwo być pozerem, czasem nawet wbrew woli.

        UkłonY,

        • jazz59 dnia 15 lipca 2010 o godzinie 11:54

          Paweł , ja Cię nie stawiam na piedestale , doceniam jeno Twoją znajomość tematu – niemałą…
          Lubię Twoje inteligentne , czasem lekko złośliwe komentarze i uwagi.
          Wkurzają mnie czasem teksty z frazą „prawdziwy tytoń”…ale cóż…każdy ma prawo do własnego zdania.
          Wiem , że w internecie można być supermanem , ale jestem jakoś dziwnie spokojny ,że „tutejszych” ta przypadłość ominęła , za co chwała ci Allahu…
          A fajeczka śliczna i zaraz do Henia napiszę.
          Też lubię canadiany…
          Pozdrawiam
          Krzysztof

          • jazz59 dnia 15 lipca 2010 o godzinie 12:13

            Aha , i nie powiem Wam , Szanowni Koledzy gdzie mam i co dla mnie znaczą wszelkie pedagogiczne niuanse w dziedzinie fajki.
            Ma być wiedza ,a jeżeli młody fajczarz myśli ,że rozumy wszelakie pożarł , to – przepraszam za kolokwializm – powinien dostać po dupie , a nie być obgłaskiwany…
            Przepraszam za ostre słowa , ale wkurza mnie wszelka polityczna poprawność.
            Nigdy nie lubiłem wojskowego drylu , ale on chyba czasem ma sens.
            A jak będziemy się tak z każdym pieścić , to w efekcie otrzymamy bandę narcyzowatych gamoni z przerostem ego…chcecie takiej opcji?
            Pozdrawiam
            Krzysztof

            • jalens dnia 15 lipca 2010 o godzinie 13:12

              Wolę się zagubić w opcji dopieszczania, niż sprusiaczeć. I bez tego da się mówić to, co się myśli.

              • jazz59 dnia 15 lipca 2010 o godzinie 14:35

                JACKU , MASZ ZŁOTE SERCE…
                nie mówiłem nic o „pruskim drylu” , tak , jak nie mówiłem nic o „rosyjskiej duszy”.
                Mówiąc o wojsku , miałem na myśli trochę samodzielności i brak pobłażania dla cwaniactwa , lenistwa i gapiostwa.
                Chcesz prowadzić towarzystwo za rączkę…do kiedy?
                Pewnie ,że łatwiej być dobrym wujkiem…
                No pewnie …trochę powymagać i już „prusactwo”…zapomniałeś dodać ,że wielkopolskie…
                Przykro mi trochę ,że tak nisko cenisz moje intencje…

              • jalens dnia 15 lipca 2010 o godzinie 16:27

                Traktuj moje wypowiedzi trochę lżej. Jako i ja siebie traktuję. Z cała pewnością nie usiłuję się w jakikolwiek sposób czepiać Ciebie, bo jaki miało by to sens. :D Tym bardziej, że intencje doceniam, inaczej nie pisałbym tak rozbudowanych elaboratów skierowanych do Ciebie właśnie.

                „Sprusiaczenie” to moje słowo, nie wkładałem ich Tobie w usta. Przymiotnik „wielkopolski” pasuje do jedynego w naszych dziejach wygranego powstania, nie zaś do popierdułek na łamach niszowego portaliku dla miłośników fajeczek :D

                Rezygnacja ze śmiesznie i dość żałośnie wyglądających wśród dorosłych mężczyzn prób wprowadzania dyscypliny, w żadnym wypadku nie oznacza równie żałosnych prób prowadzenia kogokolwiek za rękę. Przez założenie a priori, że ma się do czynienia z dorosłymi mężczyznami, a posteriori zakłada się ich pełną samodzielność i odpowiedzialność.

                Zdanie o nadaniu priorytetu dopieszczaniu nad jego przeciwieństwem, czyli sprusiaczeniem nie jest informacja o wyborze socjotechnik manipulowania odbiorcami, a deklaracją życzliwości. Taką bardzo po prostu deklaracją, śmiałbym nawet powiedzieć, że życzliwości dość bezwarunkowej.

                Zapewniając, że bardzo po prostu cenię Twoje intencję, pragnę Ci oddać w podobnej formie, to, co przed chwilą powiedziałeś do mnie: Przykro mi trochę ,że tak nisko cenisz moje intencje…

  7. Stereo-typ dnia 15 lipca 2010 o godzinie 15:29

    Uszanowanie. Właśnie znajduje się na początku swej przygody z fajką. Oczywiście popełniłem wiele błędów – najtańsza fajka w której nie dało się palić – gówniany waniliowy tytoń – poparzenia – przypalenia – itp.:). Aktualnie w planach miałem zakup pierwszego wrzośca, myślałem o Capitello, tudzież czymś takim w granicach 150 zł. Bardzo się cieszę, że Autor zwrócił uwagę na zacny produkt made in Poland. Od wczoraj łykam wszelkie artykuły od początku istnienia strony, doprawdy nie ma tutaj słabych produkcji:). Wielce podoba mi się tutejszy styl pisania, taki luźny, przyjacielski, lekko ironiczny. Pozdrawiam Wszystkich i wracam do lektury.

    P.S Czy „inna alternatywa”, która jest w teksie nie jest przypadkiem pleonazmem? Fakt autentyczny, akwen wodny, cofać do tyłu, itp:)?

    • yopas
      yopas dnia 15 lipca 2010 o godzinie 20:02

      Chodziło o inną alternatywę niż [fajka.net.pl], czyli kolejną… ale oczywiście dobry tekst nie potrzebuje autora jako adwokata. Już zmieniam.
      Dziękuję za poczytanie.

      Ps.
      Capitello nie kupuj – prędzej savinellowski Capitol…

      • Stereo-typ dnia 16 lipca 2010 o godzinie 08:12

        Dzięki za sugestię, myślałem też o Capitolu tak więc w sierpniu dokonam zakupu z tej stajni;).

        • KrzysT
          KrzysT dnia 16 lipca 2010 o godzinie 08:48

          A nie masz ochoty poćwiczyć renowacji? Nazbierało mi się trochę fajek z eBaya kupionych przy tzw. „okazji” – kupowałem stojak, fajki były w załączniku i wszedłem w posiadanie kilku całkiem sympatycznych (choć pokitowanych, ale na pewno nie bardziej niż Capitol ;) ) no-name’owych billiardów. A ponieważ fajek czekających w kolejce do restauracji mam kilka… dziesiąt i to klasy nieco lepszej, zatem nie mam ciśnienia na ich odnawianie, a szkoda, żeby leżały.
          Zastrzegam, że cuda to nie są, ale nie mają śladów przepaleń, nie są dramatycznie zajechane i konstrukcja wygląda na przyzwoitą, nawet jeśli wrzosiec nie jest niesamowitej urody. Jedna ma chyba wkładkę z pianki, ale głowy nie dam.
          Ewentualnie mam również kilka fajnych używek odrestaurowanych, których z różnych względów nie palę (bo z filtrem, bo dla mnie za ciężka, bo „nie mój” shape, o czym przekonałem się poniewczasie) i tylko z czystego lenistwa nie wystawiam ich na Allegro.
          W zaplanowanym budżecie miałbyś tych fajek kilka ;) , klasy jak sądzę porównywalnej z Capitolem.
          Jeśli byłoby to dla Ciebie interesujące (bądź dla kogokolwiek, kto to czyta), to odezwij się na adres krzyst7 at gmail dot com.
          Disclaimer: to nie jest próba zrobienia interesu, ja tylko niosę pomoc ;) Jeśli inicjatywa nie jest zgodna z filozofią Ojców Założycieli, to proszę wychrzanić komentarz bez litości :)

          • jalens dnia 16 lipca 2010 o godzinie 08:58

            Filozofia jest zgodna z teorią OZ, nawet jeden z nich cośkolwiek by sobie odnowił, a ostatnio nie wchodzi na bombaja, bo mu pala-paja się wyzerowała :) Być może nawet w celach komiksowych :)

            • KrzysT
              KrzysT dnia 16 lipca 2010 o godzinie 09:04

              Argh. Pisz na maila :)

          • Stereo-typ dnia 16 lipca 2010 o godzinie 11:45

            Doprawdy zacna propozycja! Mail ze szczegółami już poszedł… :)

  8. KrzysT
    KrzysT dnia 15 lipca 2010 o godzinie 15:33

    Chyba jednak tautologią ;)

    • KrzysT
      KrzysT dnia 15 lipca 2010 o godzinie 15:35

      A nie, wróć, coś pochrzaniłem. Chyba masz rację, nie umiem prawidłowo rozróżnić tych pleonazmów, redundancji i tautologii.

      • Stereo-typ dnia 15 lipca 2010 o godzinie 15:46

        Podobnież i ja nie mam pewności więc grzecznie zapytuje, ale tak ogólnie to jest tylko aplauz i zaakceptowanie:).

        • Rheged
          Rheged dnia 15 lipca 2010 o godzinie 16:50

          Pleonazmy, paleontonazwy, czy co tam jeszcze – moim ulubionym jest „czarny murzyn” ;)

      • jalens dnia 15 lipca 2010 o godzinie 16:58

        Jest w porządku, każdy nadmiar określeniowy, a więc także tautologia może być uznana za pleonazm. To dość powszechny środek wyrazu w utworach satyrycznych, np „znam to z własnej autopsji”. W utworach niesatyrycznych niekiedy bywa używany autoironicznie, jest elementem dystansującym autora od posądzenia go o wszystkowiedztwo. Niekoniecznie więc musi być to skutek nieporadności językowej.

  9. jazz59 dnia 15 lipca 2010 o godzinie 17:06

    Racja , nie ma o co kruszyć kopii…dorosły facet powinien się dorośle zachowywać.
    Nie mam żadnych pretensji, jedynie trochę mi głupio , że trzeba niektórych dorosłych za rączkę…i że nie pogonisz ich trochę , bo niektórym by się przydało…
    Proponuję pax aeternam – jeżeli Cię czymkolwiek uraziłem , przepraszam.
    Bardzo Cię cenię , Jacku – i Twoją pracę też…
    Pozdrawiam
    Krzysztof
    PS.Co wcale nie oznacza ,że niektórym by się porządne dupobicie należało…

    • jalens dnia 15 lipca 2010 o godzinie 17:21

      W najmniejszym stopniu nie uraziłeś. Dziękuję za miłe słowo, choć to nie moja praca, a po prostu przyjemna forma spędzania czasu. A tych, którym się należy, jak to określasz, dupobicie, to niech rodzone kobiety tłuką.

  10. yopas
    yopas dnia 5 listopada 2010 o godzinie 13:07

    Można sobie również wymyśleć fajkę niewrzoścową… i Oni (w tym przypadku znów pan Henryk Worobiec) robią takie rzeczy. Ładnie (jakkolwiek rzecz to subiektywna) robią!

  11. jalens dnia 17 listopada 2010 o godzinie 09:24

    O w mordę, ależ to śliczny mortowy obstalunek. I wskazuje na niewątpliwą wyższość Świąt Bożego Narodzenie nad Wielkanocą.

    • yopas
      yopas dnia 17 listopada 2010 o godzinie 09:42

      Gratulacje proszę składać na ręce Pana Henryka oraz PiotrkaN z fajkowo.pl.
      Ps.
      Jak mawiają elektrycy, amperaż mimo, że nie tak popularny, jak napięcie, znaczenie ma równie niebagatelne.

      • jalens dnia 17 listopada 2010 o godzinie 10:04

        Hehe, ale to Ty zainicjowałeś przepływ prądu i zamknąłeś obwód – plus od Ciebie, wzmacniacz zwany Piotrek, urządzenia miksujące i efektowe zwane Henryk Worobiec, na końcu minus i fajka u Ciebie.

        Gratuluję jednak Tobie, boś Ty w tym zapalił z zachwytem. I szczerze, choć z sympatią – zazdroszczę.

        • yopas
          yopas dnia 17 listopada 2010 o godzinie 11:00

          Mimo słabego wytrenowania, odczułem różnice w porównaniu z wrzoścem. In plus. Ile w tym autosugestii – nie wiem.

  12. PiotrekN
    PiotrekN dnia 17 listopada 2010 o godzinie 09:54

    Ja z wykształcenia elektryk, ale tego powiedzenia nie słyszałem ;)

    • yopas
      yopas dnia 17 listopada 2010 o godzinie 10:04

      Tak mawiali moi znajomi na PWr we Wrocławiu.
      Pozostając pod wrażeniem superobsługi pozdrawiam
      PJ

  13. Julian
    Julian dnia 14 grudnia 2010 o godzinie 19:05

    Canadian przepiękny – kształt ładny i nie przekombinowany (męska biżuteria nie może być pretensjonalna), a surowiec i wykończenie robi wrażenie wysokiej klasy. Co do ebuszonów jedna uwaga – całe życie fajkowe stykałem się z wersją „eboszony”. Jakoś tak lżej to mi dźwięczy.

    • jalens dnia 14 grudnia 2010 o godzinie 19:46

      Julianie, Paweł sprawdzał, jak szybko pojawiają się nasze teksty w Google po ich publikacji. Stąd potrzeba zastosowania wyjątkowego słowa :) No i „ebuszony”, to znakomite słowo, ponieważ nie ma takiego słowa… Google na „ebuszony” zareagowało po kilkunastu minutach. I pokazało ten artykuł. Nieźle, prawda?

      • yopas
        yopas dnia 15 grudnia 2010 o godzinie 08:49

        Jest jeszcze wersja nieoficjalna, która mówi, że autor złośliwie odpłaca się Francuzom, za nieudzielenie pomocy w 39 lub, co nawet bardziej prawdopodobne, jest kompletnym ignorantem w zakresie romanistyki.

        • jalens dnia 15 grudnia 2010 o godzinie 09:02

          Pawle, jeśli będziesz dekonspirował szczegóły redakcyjnej kuchni, dowodzące naszej igno… , tfu, potwierdzającej wątpliwości odnośnie mierzalnej wartości rzetelności formuły otwartej naszego portaliku, to zostaniesz postawiony do raportu i ukarany trzema dniami szorowania alabastrowych sedesów ze złotymi klapami w naszym korporacyjnych biurze w centrum stolicy.
          ;)

          • jalens dnia 15 grudnia 2010 o godzinie 09:06

            Albo nawet zostanie Ci odebrane miejsce parkingowe dla służbowego maybacha i będziesz musiał auto zostawiać na parkingu na obrzeżach miasta.

Skomentuj ten artykuł

*