Odnawianie – nie za darmo

18 grudnia 2010
By

Zawsze wydawało mi się, że jestem przy swoich pracach związanych z odnawianiem staroci rozrzutny. Rozrzutny i rozlewny. Schodził mi ten spirytus jak marynarzowi na przepustce – kompletnie bez umiaru i w gargantuicznych ilościach. Dlatego z niejaką ulgą przeczytałem wypowiedź Jacka Rochackiego odnośnie przepłukiwania struktur wrzośca starej fajki litrami spirytusu.

I nie tylko poczułem się usprawiedliwiony, ale nawet zaniepokojony tym, że może używam go za mało.

I dodatkowo zaświtało mi jeszcze, że tak naprawdę rzadko kiedy mówimy o tym, ile materiałów pochłania to nasze odnawianie (celowo unikam tu słowa „renowacja”). Nie czasu, tylko właśnie materiałów, tych zużywalnych. Papierów ściernych, wyciorów, papierowych ręczników i – last but not least – spirytusu. I dlatego, siadając dzisiaj nad stołem, na którym położyłem cztery przeznaczone do odnowienia fajki, postanowiłem pokazać to na obrazkach.

Proszę wybaczyć taką sobie jakość zdjęć i znaczną ilość dygresji w tekście – to nie jest instrukcja odnawiania, a jedynie parę „tips&tricks”, których dopracowałem się czytając i eksperymentując. Zresztą sądzę, że każde dodatkowe zdjęcie, które pokazuje „jak ktoś robi to samo, co my” pozwala na ulepszenie własnego warsztatu i podpatrzenie kilku patentów. Niektórych z rzeczy tu opisanych nigdy nie widziałem – przeczytałem o nich i stosuję z powodzeniem. Jeśli komuś uprości to życie, to będę się cieszył.

Krytyki wysłucham chętnie, a wszelkie uwagi – przemyślę. Tyle słowem wstępu, a teraz – paaajechali.

Pierwszą czynnością, jaką zazwyczaj wykonuję, jest usunięcie nagaru i oczyszczenie komina. Używam do tego papieru ściernego nawiniętego na korek. Tak, na korek. Taki po winie. Rozwiązanie to jest wygodne ze wszech miar – pozwala uniknąć owalizacji komina, łatwo wyrównuje się ewentualne nierówności, oszczędza się – do pewnego stopnia – skórę na palcach.

Tu uwaga, będzie rozwinięcie, czyli nastąpi Saga o Korku. Można się śmiać.

Otóż: korków należy mieć kilka, a nawet kilkanaście. W różnych rozmiarach. Pożądane są korki dłuższe, łatwiej się nimi operuje – w wypadku głębszych fajek mamy niekiedy do czynienia z koniecznością łapania za samą końcówkę, a musimy nim przecież kręcić i wykonywać ruchy posuwisto-zwrotne. Nie jest wygodne łapanie samymi opuszkami.

Korek przycinamy dookoła „po średnicy” oraz – uwaga – przycinamy mu jeden koniec pod kątem, tak, aby lepiej wpasował się w dno komina fajki (patrz zdjęcia). Zmniejszanie średnicy polega na ostruganiu korka, względnie oszlifowaniu go papierem ściernym. Ja preferuję pierwsze rozwiązanie.

Potrzebna jest deska do krojenia oraz ostry nóż o – uwaga! – sztywnym ostrzu. Tę uwagę zamieszczam specjalnie dla tych, którzy tną pluga wysuwanym ostrzem modelarskim. Nie tędy droga, szkoda palców. Scyzoryk z pełnym płaskim szlifem, puukko z zero grind czy convexem będzie ok. Osobiście używam victorinoxowego santoku.

I kolejna uwaga – to nie konkurs piękności, nasze korki nie muszą być idealnie walcowate. Papier i tak nigdy nie ułoży się na nich idealnie. Do kominów konioidalnych jeśli ktoś lubi dubliny czy zulu korek przycinamy odpowiednio – jest to oczywista oczywistość.

Tu kolejna uwaga: z uwagi na konieczność przycinania, a także późniejszą wygodę użytkowania, preferowane są korki o ścisłej strukturze (drobno zmielone kawałki ściśle sklejone) – takie jak w belgijskich piwach czy w winach musujących. O dziwo, całkiem nieźle nadają się pseudo-korki piankowe, jakimi korkuje się teraz niektóre wina. Korki z jednolitego kawałka kory dębu korkowego albo z dużych kawałków, czy też takie z Tesco z działu „zestaw małego winoroba” nadają się średnio – po prostu się łamią w czasie szlifowania. Czy też prościej – korek bardzo miękki jest be, twardy jest cacy.

I jeszcze jedno: do oczyszczenia komina jednej – powtarzam – jednej fajki, musimy mieć minimum dwa korki (częściej trzy). Dlaczego? Ano dlatego, że przy zmianie gradacji papieru będziemy potrzebowali korka minimalnie większego niż poprzedni, żeby szlifowanie było efektywne. Różnica grubości poszczególnych papierów okazuje się większa, niż to się wydaje na pierwszy rzut oka.

Z czasem dorobimy się tylu korków, że będziemy sobie dobierali zestaw w zależności od potrzeb – dlatego usilnie zalecam nie wyrzucać kolejnych po skończonej renowacji, a pieczołowite ich zbieranie, mimo iż pokryte zmielonym nagarem i drewnem prezentują się zazwyczaj niepięknie i brudzą wszystko wokół.

Teraz papier. Ja używam gradacji 240, 320 i 400 – można zacząć od niższej gradacji i skończyć wyżej, zdania są tu podzielone, a rozbieżne uargumentowane opinie do znalezienia na sieci, więc nie będę ich powtarzał.

Dla komfortu pracy warto przygotować od razu odpowiednio większą ilość papieru, pamiętając o tym, iż ilość zużytego papieru danej gradacji jest odwrotnie proporcjonalna do gradacji – czyli im niższa gradacja, tym papieru progresywnie więcej (tak, specjalnie to tak napisałem, w prezencie dla tych, co nie lubią matematyki).

Przygotowanie:
Arkusz papieru formatu A4 tniemy w poprzek na pięć równej szerokości pasków – jak łatwo policzyć 297/5=59.4mm. Jest to plus minus wysokość standardowego korka i – o ile nie mamy do czynienia z bardzo płytką lub bardzo głęboką fajką pozwoli nam wygodnie operować nawiniętym na korek papierem. Oczywiście jeśli odnawiamy tylko poty albo tylko chimneye to warto wziąć poprawkę na szerokość.

I tu kolejny tip: papier warto ponacinać w ząbki, tak jak na zdjęciu. Będzie się ładniej układał do dna komina – porównajcie na zdjęciach, jak układa się zużyty papier. Uwaga: papier okrutnie tępi nożyczki, więc nie zabierajcie kobietom do tych operacji ulubionych nożyczek do manicure.

Potem taki pasek przecinamy na pół i w ten sposób z jednego arkusza mamy dziesięć pasków do owinięcia wokół korka. Owijamy i.. okazuje się, że papieru jest dwa razy tyle, ile potrzeba. I tak być powinno – raz, że nie będzie nam się ślizgało, dwa, że w momencie, kiedy papier się „zapcha”, możemy go zawinąć „w drugą stronę” i szlifować dalej.


I tu kolejny tip: spasowanie papieru i łapanie go… Pasujemy na ciasno. Łapiemy przez złożony kilka razy ręcznik papierowy, ewentualnie rękawiczkę. Skora na palcach wam za to podziękuje. Serio.

I jeszcze porada: zanim wyrzucicie ten cały majdan do kosza, obmacajcie rolki zużytego papieru. Zawsze zaplącze się w nich któryś korek, a jak już pisałem, korków lepiej mieć więcej niż mniej.

No i teraz zużycie materiału:
Fajki ze zdjęć były czyste i ładnie palone. Zużyłem raptem 22 paski papieru różnych gradacji (stosunek gradacji wynosił 3/2/1, czyli znakomita większość – to papier 240). Na cztery kominy. Czyste kominy. Czyli 1 komin=1 arkusz papieru ściernego z kawałkiem. Dużo, mało?

Pamiętajmy, że musimy dysponować papierami o różnych gradacjach, że mówię tylko o kominie, a nie o szlifowaniu główki z zewnątrz (czego zresztą staram się ostatnio unikać), rimu, czy wreszcie o ustnikach, które są może mniej papierożerne, ale za to wymagają użycia innych gradacji papieru (od 600/800 w górę).

Po oczyszczeniu kominy wyglądają tak:

Jak widać, wcale nie są „czysto drewniane”, jak mogłoby się komuś wydawać. Przyznam, że były w całkiem niezłym stanie, w jednym jest pajęczynka. Ewentualnie doszlifuję je jeszcze po spirytusie i wygrzewaniu.

Pora na zajęcie się kanałami dymowymi i rimami. Rim jest częścią fajki, która zaniedbana szybko obrasta niechcianym, nieestetycznym nagarem. Pisał o tym Jacek w tekście „Jak nie zjarać rimu„.

Jeśli nie chcemy szlifować góry główki, to najprościej jest taki nagar odmoczyć. Odmaczamy poprzez położenie główki na nasączonym spirytusem papierowym ręczniku. Co pewien czas kręcimy główką o ręcznik. Kilkadziesiąt minut i po nagarze nie ma śladu – jeśli rim był nadpalony nadpalenia niestety zostaną (te trzeba będzie zeszlifować).

W tej sesji odmaczałem trzy z czterech rimów – dwa, dlatego że mają te rimy stosunkowo cienkie, trzeci – pot – ponieważ został wykończony lekko wypukło i chciałem zachować jego oryginalny kształt.

W tzw. międzyczasie czyściłem namoczonymi w spirytusie wyciorami kanały dymowe w główkach oraz ustnikach. I tu uwaga: warto przy takiej okazji używać różnych wyciorów – grubszych, cieńszych, konioidalnych, miękkich, sztywnych, tych petersonowskich z kłującymi „żyłkami” – i warto używać ich na zmianę. „Kłujące” zdrapią soki tytoniowe ze ścianek przewodu – te miękkie, niskojakościowe Denicotei, elegancko wchłoną zanieczyszczenia. Każdy z nich ma swoją rolę.

Jak oszczędzać? Składać na pół albo używać parami. Zwłaszcza w momencie, kiedy mamy do czynienia z dużymi przewodami w główce. Np. widoczny na zdjęciu pot amerykańskiej LHS (na którym właściciel wydrapał datę „1939”) ma wkręcany wielki aluminiowy skraplacz – w związku z czym średnica przewodu dymowego wymaga złożenia 3 wyciorów razem;  jest po prostu wielką, ziejącą dziurą.

Zużycie materiału? Patrz zdjęcia. Zaznaczam, że to były bardzo czyste fajki – w przypadku czyszczenia fajek po ROTM-owym Panu Niechluju można uzbierać dwu-trzykrotnie większą górkę śmieci…

Uwaga: kiedy będziecie wyrzucać cały ten majdan do kosza na śmieci, to – o ile nie macie go zamiaru od razu wynosić na zewnątrz – warto zawinąć wyciory i ręczniki w szczelną foliową torebkę. Pachną bowiem intensywnie i mało przyjemnie.


I przy okazji jeszcze jeden patent na odmaczanie ustnika, pokazany na zdjęciu wyżej. Odrobina spirytusu, wycior w środku i na noc do szafki. Żeby nie parowało za mocno – przykryć folią aluminiową. Tak, żeby sterczała tylko końcówka ustnika albo wycior (na zdjęciu nie ma folii, a wycior nie wystaje, bo nie dał się wepchnąć… jeszcze).


No i już można zalewać. Jak widać nie zalałem całej główki, ale spokojnie – po prostu słoik stoi w szafce na podpórce, tak, że całość jest zanurzona. A jego wielkość pozwala w razie czego zalać nawet sporego canadiana.

A po ośmiu mniej więcej godzinach mamy coś takiego:


I pierwszy płyn został wymieniony. No i teraz tylko – ile tych zmian, zanim wylewka będzie całkiem czysta…

Nadal ktoś jeszcze uważa, że żeby zabrać się za odświeżanie, nie trzeba mieć żadnych materiałów i nie trzeba się przygotować na koszty? A to dopiero początek…

W sesji udział wzięli:
BBB – **, apple, shape no 160
Civic – apple, shape no 005
LHS – pot
The Nabob – nie wiadomo co :)

Tags: , , , , , ,

53 Responses to Odnawianie – nie za darmo

  1. JSG
    19 grudnia 2010 at 14:12

    Wyciorow mozna uzywac oszczendniej, gradacyjnie, te z ostatniej fazy do fazy pierwszej itp… mozna tez je prac- pod bierzaca woda plynem do naczyn- skompstwo? Pogadamy jak na stole znajdzie sie kilkadziesiat fajek do odswiezenia. Mozna tez uzywac wyciorow na mikrosilniku, co znacznie przyspiesza prace.
    Ideii szlifowania nagaru papierem nie chce komentowac. Na pocztek solidny frez nastawny- to co ty uzyskujesz 20 platkami papieru uzyskam w 5 minut frezem, pozostaja jeszcze 4 kawalki papieru ktorych mozna uzyc. Korki do wina moim zdaniem sa za krotkie, nie zapewniaja dobrego chwytu, szczegolnie przy glebszych fajkach- walki bukowe sa trudniejsze w obrobce srednicy, ale daja wiecej wygody, jak szkoda wam kay poszukajcie na strych starej hustawki. Kolejna metoda na frezowanie nagaru jest noz fajczarski lub inny od ostryg i namaczanie przed frezowaniem o czym juz wielokrotnie nie tylko ja pisalem.
    I tak dalej i tym podobne. Jedno gdzie nie da sie obnizyc kosztow to zuzycie alkoholu. Mozna jednak szukac substytutow.

    • KrzysT
      KrzysT
      20 grudnia 2010 at 12:03

      Jak skończyłem się śmiać po przeczytaniu fragmentu „Pogadamy jak na stole znajdzie się kilkadziesiąt fajek do odświeżenia” to wstałem, otworzyłem szufladę – i policzyłem. W różnym stadium zaawansowania mam 42 sztuki (a i pocztą jeszcze cośtam idzie). Odnowionych na stojakach stoi 64, paru pewnie nie policzyłem, jakieś 10 wydałem.
      Wszystko zrobione tymi masochistycznymi, nieefektywnymi metodami ;)
      No dobra, teraz na poważnie:
      Wałki bukowe są do kitu. Gdyż są twarde i pasowanie wymagałoby regulacji ilością papieru. Próbowałem działać kołkiem i jest to znacznie mniej wygodne niż korek. Za krótkie… jest taka scena w „Samych swoich”, gdzie stary Pawlak mówi zabierając się do młócenia cepem (podczas gdy obok stoi elektryczna młockarnia) „powymyślali te wszystkie maszyny, bo siły w ręcach nie mieli” :P
      Frez/nóż. Do zgrubnego usunięcia nagaru – nie mam zastrzeżeń. Ale ja wolę asekurancko pomału poświęcić dodatkowe 10-20 minut (to tak dużo?) i mieć pewność, że nie naruszę niepotrzebnie komina. Tisze jediesz, dalsze budiesz. Metoda papierowo-korkowa zapewnia znacznie lepszą kontrolę nad procesem niż frez/nóż. Oczywiście mając wprawę pewnie nawet kawałkiem zaostrzonego płaskownika się da, ale jak można dokładniej, to czemu nie zrobić dokładniej.
      Wyciory na mikrosilniku – to samo. Fajne rozwiązanie do szlifowania wnętrza ustnika, ale w momencie, kiedy masz zapchany syfem kanał tak, że z trudem przechodzi wycior i tak trzeba parę poświęcić, namoczyć i pomału oczyścić ręcznie, mikrosilnik w niczym tu nie pomoże. Kanału w główce fajki w ogóle nie ruszę mikrosilnikiem, bo bałbym się porysowania drewna końcówką wyciora – ona jest ostra, o błąd łatwo. Każdy, kto miał w ręku te kilkadziesiąt używek zauważył pewnie, że często na przedłużeniu kanału w główce jest wgłębienie pochodzące od energicznego „wyciorowania w trakcie” – czyli można naruszyć komin wyciorem.
      Oczywiście dochodzą jeszcze osobiste preferencje odnośnie niektórych rozwiązań – ja na przykład nie stosuję wybielaczy chlorowych do ustników – nie lubię tego, przetestowałem, więcej tego nie zrobię. Znowu, za mała kontrola nad procesem, za fajne fajki kupuje,żeby na nich eksperymentować ;)
      Tyle o uwarunkowaniach czysto technicznych.
      Tera będzie filozoficznie :>
      Ja się wcale nie upieram, że metody, które stosuję są najbardziej efektywne, jedyne słuszne czy najlepsze. Cały czas staram się wprowadzać jakieś optymalizacje i – w miarę rozwoju wiedzy i świadomości teoretyczno-warsztatowej- stosować metody możliwie zgodne ze sztuką. Tym niemniej… przedstawione metody się sprawdzają. Jestem zadowolony z efektu i chyba nie tylko ja – tu mogą się ewentualnie wypowiedzieć ci, którzy kupowali ode mnie fajki.
      Druga – ważniejsza – sprawa, że mnie to całe odnawianie zwyczajnie sprawia frajdę. Nie robię tego komercyjnie, nie muszę się spieszyć. To mnie relaksuje, uspakaja, daje kupę radochy. Czas poświęcony na odnawianie fajki jest wartością samą w sobie. Takie szlifowanie papierkiem to medytacja. Każden jeden ma taki zen, na jaki sobie zasłużył :)

      • yopas
        yopas
        20 grudnia 2010 at 12:42

        Ja tam błogosławię moment, gdy zostałem obdarowany porządnym frezem nastawnym. Choć miałem okazję użyć go dopiero dwa razy – bo nie prowadzę warsztatu fajkoodnawiacza ;+). Błogosławię, bo do tej pory nawijałem sobie papier na palec, a przedarcie się przez pierwsze warstwy nagaru, to jest hardkor. Wieczór pracy – tydzień odpoczynku dla paluchów. Zresztą, później wcale nie jest lepiej – dlatego skorzystam w przyszłości z patentu korkowego… tymbradziej, że zdumiony jestem, jak to się ładnie składa z tym cięciem na pięć… zawsze miałem tylko zagwozdkę, jak to zwijać, żeby się nie rozwijało i nie przesuwało. Bo ja zetpetowo to tak mocno średnio rozwinięty. No i fakt, szlifowanie palcem naraża na zniekształcenie tak geometri samego wnętrza komina, jak i rimu (bo się zaobla tu i ówdzie).

        Dzięki Krzysiu, bo fajnie popatrzeć, że inni mają podobnie. Może bardziej poukładane, ale podobnie.

        • KrzysT
          KrzysT
          20 grudnia 2010 at 13:53

          Paweł, odwijanie i przesuwanie w ogóle nie jest tematem – jak masz owiniętą podwójną warstwę papieru, to tarcie jest na tyle duże, że nie ma o tym mowy. Łapiesz też za papier, dlatego jest tak szeroki (no, część się marnuje, ale niewiele). Minusem jest to, że łapanie bezpośrednio za papier naraża skórę na otarcia, dlatego ja trzymam przez papierowy ręcznik.
          A, ja też jestem zetpetowo taki sobie. W zasadzie odnawianie fajek jest pierwszą czynnością ever, którą wykonują bez przymusu, dla czystego funu.

      • 20 grudnia 2010 at 12:50

        a no widzisz, uwaga o praniu wyciorow i sknerstwie nie byla do ciebie, wyprzedzala argument ze wyciory sa przeciez tanie, ktora moze sie pojawiac w tym watku.
        Miałem okazje kilka razy doprowadzać do stanu używalności po kilkadziesiąt fajek na raz, niektóre w opłakanym stanie, dla mnie czas był istotny- z różnych powodów, również tych o których dżentelmeny nie dyskutują…

        Bukowy kołek do odpowiedniej średnicy doprowadzam za pomocą kółka ściernego na wiertarce, lub na szlifierce stołowej- w tym procesie zużycie papieru jest żadne, bo jedno kółko starcza na kilkadziesiąt takich kołków i jeszcze kilka rzeczy wykonanych po drodze. miękkość uzyskuje owijając go papierem ściernym- tak też „poprawiam” średnicę- dla ścisłości- poprawiałem, robiłem itp… na mokro jest jednak skuteczniej, no i kontrola nad procesem jest lepsza- ale to może być kwestia wprawy, lub przyzwyczajenia.

        Ja nie upieram się że twoje metody są złe- moim zdaniem taki sam efekt można uzyskać szybciej, mniejszym nakładem pracy, jest parę rzeczy które sprawiają mi większą przyjemność niż praca- czy zawodowa czy hobbistyczna, dlatego między innymi czas jest dla mnie ważny, bo jak coś robię, to chcę to skończyć i zrobić coś przyjemnego. No i jest jeszcze taki skromny fakt że jeśli pracownie mamy w ledwie ogrzewanym garażu, zimą może być nie przyjemnie dość, z kolei latem będzie w nim dość duszno… co za tym idzie… skracanie czasu pracy ma tu jeszcze jeden wymiar.

      • marek milczek
        marek milczek
        21 grudnia 2010 at 12:58

        Podpowiem Ci, jak zaoszczędzić wyciory. Sam zużywam bardzo niewiele. Otóż odżałowałem kiedyś i poświęciłem ćwiartką spirytusu. Nalałem do słoika, do którego wsadziłem kłębek grubej wełny. Po każdym paleniu zużywam do czyszczenia jeden wycior.Ale gdy chcę gruntownie wyczyścić fajkę to wyciory szłłłłłłłyyyy. Robię tak – miedzianym drutem z zatkniętą na nim wełną przesnówam najpierw ustnik, później fajkę. Kłębek oczywiście cały czas jest w spirycie. Wtedy końcówkę wełny mocuję w imadełku i mając nadzianą fajkę, przesuwam po włóczce. Mocno usyfioną obrywam i tak aż do skutku.

  2. JSG
    19 grudnia 2010 at 14:29

    Jeszcze przez chwile o wyzszosci noza nad papierwm, nagar i lakier zapychaj/zaklejaja papier, nkz uzywany do cyklinowania prwaie sie nie tepi, a nawet jesli to w niewielkim stopniu ale da sie naostrzyc.jednak nie jest to metoda pozbawiona wad, jesli komin jest scentrowany nadpaleniami latwo zniszczyc jego okragly ksztalt, jesli jednak fajka jest dobrze utrzymana nie jest to problem, choc im wiecej wprawy tym lepiej.
    Podsumowujac mozna do odczyszczenia fajki zasiasc z paczka najtanszych wyciorow, odpowiednim nozem i spora iloscia alkoholu, nie zaszkodzi miec troche starych szmat i papierowych recznikow- ktore umiejetnie zwiniete spisuja sie nie rzadko lepiej niz wyciory przy czyszczeniu kanalu dymowego. Ale mozna sie bez tego obyc. Twoje metody sa moze i skuteczne ale rozrzutne- nie tylko jesli chodzi o materialy ale i a moze przede wszystkim wysilek.

  3. Rheged
    19 grudnia 2010 at 20:16

    „Potrzebna jest deska do krojenia oraz ostry nóż o – uwaga! – sztywnym ostrzu. Tę uwagę zamieszczam specjalnie dla tych, którzy tną pluga wysuwanym ostrzem modelarskim. Nie tędy droga, szkoda palców.”

    Hyhyhy. Przyjmuję tę serdeczną uwagę do serducha ;)

    • marek milczek
      marek milczek
      21 grudnia 2010 at 15:14

      skoro tak, to tylko Opinel (ja znów swoje) :)

      • johnny
        24 grudnia 2010 at 18:30

        Wlasciciele Sebenzy maja pewnie inne zdanie ;)

  4. johnny
    24 grudnia 2010 at 18:37

    KrzysT, jeszcze nie sprawdzalem, ale nie daloby sie tego papierka „postrzepic” na drugiej stronie, odwrocic o 180 stopni i dokonczyc szlifowania wnetrza komina?

    Jako, ze nie wszyscy dysponuja multiszlifierkami ciekawi mnie, czy do takiego korka nie daloby sie na szybko korbki z drutu przysposobic, co by troche prace usprawnic. Choc jak o tym mysle, to bylyby pewnie wtedy problemy ze slizgajacym sie na korku papierem sciernym.

    • KrzysT
      KrzysT
      25 grudnia 2010 at 21:29

      Johnny – wszystko się da.
      Postrzępić z drugiej strony i odwrócić da się jak najbardziej, ale praktyka uczy, że nie jest to wygodne z dwóch powodów:
      1. Trzymanie za postrzępione jeszcze bardziej tnie paluchy ;)
      2. Papier w czasie obróbki się niszczy – nie tylko w sensie zużycia powierzchni ściernej, ale również mechanicznie – zagina się, skręca, rozdziera. Przy dwóch zmianach jest to do ogarnięcia, przy większej ilości może to już być trudne w obsłudze. To jest coś, co się zuzywa i ma się zużywać i tyle. Ale w momencie, kiedy nie mamy papieru czy tez chcemy przyoszczędzić pomysł jest jak najbardziej ok.
      Jeśli chodzi o korbkę, to pozostaję sceptyczny o tyle, że korek nie jest najbardziej trwałym materiałem sam z siebie (jest za to miękki – coś za coś) i sądzę, że szybko by się pokruszył. Ponadto kontrolowanie siły docisku byłoby nieco trudniejsze. Patent jest w każdym razie do przemyślenia. Ja „korbkę” stosuję przy wyciorowaniu zginając końcówkę wetkniętego do ustnika wyciora i tam ruch obrotowy sprawdza się doskonale.

      …a jeśli chodzi o Sebenzę, to w tym przypadku czy pełny płaski, czy wysoki wklęsły nie ma to najmniejszego znaczenia ;) Zresztą o ile widzę zaoblenie końcówki Opinela z przeznaczeniem go tylko do fajki to wykonanie takiej operacji na S30V trąci mi masochizmem ;)

      • johnny
        25 grudnia 2010 at 23:49

        Ad 1,2 – fakt, ma to sens.

        BTW, zdaje sie, ze majcher mial byc przeznaczony do ciachania plugow. Pewnie malo kto podjalby sie dokonania skrobanki komina niezaleznie jakiej produkcji bylby kozik. A to, co opisales, prawdopodobnie mozna by porownac do „zerowania” zabytkowej fajki dremelem :)

        • KrzysT
          KrzysT
          26 grudnia 2010 at 10:30

          Fakt, chłopaki komentowały fragment o cięciu pluga, skleiło mi się mentalnie. Do tego Sebenza się nadaje ;)
          Opinel mniej, przynajmniej w wersji z węglówki, bo może pozostawiać obce posmaczki – znam takich, którzy nie używają w kuchni noży z węglówki, a tylko i wyłącznie nierdzewkę.
          Choćby Rotm pisał o „weź ostry nóż ze stali NIERDZEWNEJ” w kontekście cięcia twistów/plugów.
          Niektórym należałoby zapewne wytłumaczyć, co rozumiemy przez ostry nóż, ale podejrzewam, że Tobie akurat nie muszę tego tłumaczyć.
          Tłumaczę zatem reszcie: ostry nóż to taki, który po przejechaniu nim po przedramieniu pozostawia pasek ogolonej skóry. Tak, moje noże są ostre ;)

          • johnny
            26 grudnia 2010 at 12:34

            Dobrze, ze jest zima i nie widac ile komu futra na lapach brakuje ;)

      • marek milczek
        marek milczek
        26 grudnia 2010 at 12:25

        „Zresztą o ile widzę zaoblenie końcówki Opinela z przeznaczeniem go tylko do fajki to wykonanie takiej operacji na S30V trąci mi masochizmem”

        A po co zaoblać. Zobacz na to
        http://www.swissknife.pl/produkt/994,Noz-Opinel-7-JUNIOR.html

        Jest taki – z nierdzewki, zaoblony. Gotowiec.

        • johnny
          26 grudnia 2010 at 12:40

          Fajny. I nie drogi nawet!

          • marek milczek
            marek milczek
            26 grudnia 2010 at 12:55

            I bardzo łatwy do naostrzenia. Pełny płaski szlif ostrze na papierze 1200 rozciągniętym na stole.
            goli włosy aż miło :)

            Do komina wsypuję sól niejodowaną, zalewam spirytem. Po dwóch, trzech godzinach gdy spirytus jeszcze nie wysechł, a nagar miękki – usuwam nożem. Takim właśnie opinelkiem.
            Nadmieniam, że tak robię tylko z zasyfionymi fajkami do renowacji. Swoje fajki utrzymuję na bieżąco frezem nastawnym. Ale robię to baaaardzo rzadko, bo wystarczy, po opaleniu, wycierać komin papierem. Czasem szmatką. Jacek „Jalens” mi podpowiedział.

            • johnny
              26 grudnia 2010 at 13:25

              Dobrze wiedziec, dzieki.

              • Pendrive
                26 grudnia 2010 at 14:11

                Są też specjalne fajkowe Laguiole.
                http://www.cutlery2go.com/knivforpipsm.html

              • marek milczek
                marek milczek
                26 grudnia 2010 at 14:51

                Pendrive, jeden taki Laguiole Pipe Knives kosztuje 540 zeta na polskie. Tyle co 14 Opineli!!! Ale jak ktoś ma kasę…- ładny. No i ma rękojeść z wrzośca. Pełen szpan

              • KrzysT
                KrzysT
                26 grudnia 2010 at 14:59

                Marek, sprawdź, ile kosztuje Sebenza ;)
                Świr subkultury fajkowej w porównaniu do nożowniczej, zwłaszcza w wydaniu customowo-kolekcjonerskim to jest małe miki. Finansowo także.

              • marek milczek
                marek milczek
                26 grudnia 2010 at 15:21

                Krzysiek, są biedaki tacy jak ja i są bogaci czasem do obrzydliwości. Dla nich ten towar. Jak kogoś stać np na taką fajkę
                http://www.cupojoes.com/cgi-bin/spgm?dpt=H&srch=KW&item=dunamr0jade
                do i gadżety do niej kupuje odpowiednie.
                Chyba, że jest maniakiem i bierze kredyt, odejmując sobie od gęby, byle mieć coś… Podobno takich to pół Polski.

  5. Alan
    Alan
    24 grudnia 2010 at 20:37

    Zamiast korka dobrze się też sprawdza nastawny frez – wczoraj sprawdzone ;)

    • johnny
      24 grudnia 2010 at 22:11

      Niewatpliwie masz racje, ze nadaje sie do usuwania „ciasta”. Aczkolwiek mnie bardziej interesuje „wyzerowanie” fajki.

      • Alan
        Alan
        24 grudnia 2010 at 22:17

        W sensie szlifowanie komina? Toć o tym mówię, zamiast korka bierzesz frez, owijasz go papierem i szorujesz. I nie musisz wymieniać korków, jeno przykręcasz frez do odpowiedniej średnicy.

        • johnny
          24 grudnia 2010 at 22:27

          Aaaa, no tak, tak. Masz moze jakiegos linka, co by go poogladac? Zdaje sie, ze frez frezowi nie rowny. Bylbym zobowiazany.

          Mam tez pytanko. Czy wszystkie kominy maja taki sam ksztalt i roznia sie jedynie srednica? Chodzi mi o to, czy taki frez mozna dopasowac do absolutnie kazdej fajki.

          • Alan
            Alan
            24 grudnia 2010 at 22:53

            A taki ło frez http://fajkowo.pl/cgibin/shop?info=689&sid=16f45943

            Kształty komina mogą się różnić – czasem ścianki są równoległe, a czasem zwężają się ku dołowi. Jak się jakiś fajkarski ignorant trafi, to nawet płaskie dno można spotkać (a chyba tak nie powinno być? Poprawić mnie jeśli się mylę). Moim zdaniem najlepszym frezem pozostaje jednak nóż, gdyż to, co podlinkowałem, na małe średnicą fajki się nie nada – po prostu się nie zmieści (i tu przewaga wyszlifowanego korka/kołka). No chyba, że zdarzają się tego typu frezy z mniejszą minimalną średnicą.

  6. Damien
    Damien
    19 listopada 2013 at 21:02

    Panowie, zwariuje zaraz. Jaki zapach ma mieć fajka po 24 godzinach od palenia i po wyczyszczeniu zaraz po paleniu?

    Czy ktoś może opisac dokładnie jaki zapach powinna mieć fajka w której pali się tylko czystą Va?

    Czyszcze, czyszcze, i czyszcze. Używam spirytu i czyszcze a ona wciąż lekko pachnie mi popiołem z papierosów. Dodam tylko że nigdy nie paliłem papierosów ale umiem odróżnić zapach popielniczki od tytoniu :)

    Więc jak to jest? Czytam w wielu miejscach tego forum, że fajki użytkowników nie śmierdzą, nie walą popielniczką lub wręcz pachną.
    Pomóżcie określić ostatecznie ten specyficzny zapach jaki powinna mieć fajka. Co jest dopuszczalne a co jest pożądane. Bo niedługo ta moją fajkę „oberde ze skóry” żeby pozbyć się tego – w zasadzie delikatnego – zapachu papierosów.

    • Lolek
      Lolek
      19 listopada 2013 at 21:27

      Fajka po paleniu czy tam 24 godzinach powinna pachnieć palonym tytoniem czyli lekko popielniczką może zalatywać. Pet z papierosa jak poleży pachnie okropnie, z fajki nie powinno aż tak śmierdzieć ale nadal to jest zapach spalonego tytoniu.

    • KrzysT
      KrzysT
      19 listopada 2013 at 21:28

      Po pierwsze – nie daj się zwariować. Odświeżając fajkę działasz do momentu, aż ten zapach będzie akceptowalny DLA CIEBIE. Dla niektórych będzie to oznaczało „całkowite wyzerowanie” fajki (nie zawsze osiągalne!), dla innych – „naturalny” zapach tytoniu.

      Po drugie – fajka, w której się paliło, pachnie paloną fajką :>
      I może być to zapach diametralnie różny, w zależności od tego, co paliliśmy i jak paliliśmy. Wirginie akurat potrafią pachnąć zarówno, jak to obrazowo mawiał JSG zaszczaną skarpetą jak i petem. W mojej subiektywnej ocenie najładniej pachną fajki po scentedach (aromatem) i po… latakii (wędzonką). A Va zawierają całą gamę możliwości – niektóre pachną pięknie, a niektóre (np. BBF…) pachną okropnie.
      Ponadto, weź pod uwagę, że większość z wypowiadających się tutaj, to jednak palacze z jakimś tam stażem. Im palone „pachnie”, tobie – niepalącemu wcześniej – może śmierdzieć. Tak zwyczajnie i po prostu.
      Proponuję kupić nową fajkę, zapalić i się przekonać. Jak używka nadal będzie „śmierdziała”, to będziesz działał dalej, albo przeznaczysz ją do tytoni pachnących mocniej, co powinno ten smrodek przymaskować.

      Edycja: i pamiętaj, że fajka ma przede wszystkim smakować. To smak jest decydujący, nie zapach po. Zapach niepalonej fajki ma znaczenie tylko wówczas, kiedy psuje smak.

    • kusznik
      kusznik
      19 listopada 2013 at 21:43

      Wyobraź sobie Kobietę…która nie pachnie!

      • Damien
        Damien
        20 listopada 2013 at 19:44

        Kusznik, dobre :). Moja women pachnie perfumami z Paryża za … hmmm, jaki to ten Dunhill był tani:)

    • Zyrg
      zrg
      20 listopada 2013 at 10:30

      Tytoń fajkowy ma to do siebie, że zapachy i aromaty z puszki, są dodatkiem do tytoniu. Czy spalisz aromat, czy Va, czy La – palisz tytoń. Zawsze kilka dni po paleniu fajka pachnie spalonym tytoniem, a więc troszku trącić będzie papieroskiem. Jak dasz jej wypocząć dłużej zapaszek ten będzie zanikał, a po wielu paleniach coraz silniej w fajkę będzie wchodził aromat konkretnej mieszanki. Fajka La będzie pachnieć i smakiwać na sucho wędzonką, po Ennerdale – ennerdale, po waniliach wanilią itd. Ten aromat przenosi się potem na smak kolejnych paleń dlatego fajnie mieć fajkę pod konkretny tytoń lub przynajmniej typ mieszanki. Nie cuduj, żeby po każdym paleniu robić kąpiele, wypalania, profesory itd. Wyczyść komin szmatką, kanały wyciorem, możesz zamoczyć ostatni wycior w dobrym alkoholu (whisky, koniak) i przetrzeć kanały. Jak ten zapach bardzo Cię razi – kup więcej fajek i dawaj im dłużej odpocxąć :) Pozdro

      • Damien
        Damien
        20 listopada 2013 at 16:05

        Przedwczoraj zrobiłem profesora fajce. Dzisiaj nie pachnie niczym :). Jakieś dwie godziny temu zapaliłem czystą Va, porząąąąądnie wyczyściłem i czuje tylko zapach palonego tytoniu, więc dzięki za rady i już jestem spokojny, bo myślałem, że źle czyściłem fajkę… Po prostu nie chciałem jej zapuścić.
        Pozdro

        • Jacek A. Rochacki
          20 listopada 2013 at 19:29

          @ zrg: Zawsze pamiętam, że koniak, whisky, etc., zawierają sporo wody a ta nie sprzyja wrzoścowi. i tak do czyszczenia etc. zabiegów zawsze uzywam spirytusu.

          @ Damien: tzw. metoda profesorska to sól+spirytus. Po jej stosowaniu – a stosowałem ją przez dobę, a często natychmiast powtarzałem z nowym ładunkiem sól+spirytus i tak przez kilka dni chyba bym się obawiał, czy na drugi dzień po zakończeniu wspomnianej procedury fajka będzie wystarczająco wysuszona, aby w niej palić.

          • Damien
            Damien
            20 listopada 2013 at 19:51

            Czyli zrobiłem profesora express. Ile to człowiek musi się nauczyć i ile to moja fajka musiała już znieść :) a ja myślałem, że to Niemcy robią solidnie a tu ciach, jednak angole zrobili coś porządnie. Skłaniam się do tego, że na pierwsza fajkę musisz wybrać coś z górnej półki bo tylko takie coś jest w stanie wybaczyć wiele błędów:).

            • Jacek A. Rochacki
              20 listopada 2013 at 20:04

              Celrm tzw.metody profesorskiej (tak samo, jak zwykłego kąpania w spirytusie) jest przepłukanie/”udrożnienie” struktur wrzośca tak, aby znów mogły spełniać swą rolę A więc chodzi o usunięcie smół, ich produktów, etc. produktów palenia ze struktur wrzośca – nie tylko, co oczywiste, powierzchniowo. Jeśli ta konkretna fajka po jednej relatywnie krótkiej sesji odzyskała swe walory, to OK. Natomiast niech mi będzie wolno powtórzyć, że bardzo bym się obawiał palenia na drugi dzień po traktowaniu wrzośca wilgocią czy zgoła płynem – spirytusowym roztworem soli acz bardzo nasyconym – to grozi wszak pęknięciem nie do końca wysuszonej fajki !

    • Jacek A. Rochacki
      20 listopada 2013 at 22:26

      Jeśli fajka „brzydko pachnie” po paleniu nawet najlepszych Wirginii, to często to oznacza, iż jest palona w za krótkiej rotacji. Liczne wpisy podają jako minimum 24 czy 48 godzin, ale proponuję palić daną fajkę na początku w rotacji tygodniowej. Potem można skracać ten okres, ale moim zdaniem nie krócej nż do 3-4 dni, a i tak co jakiś czas trzeba dać fajce „odpocząć” przez kilka tygodni. Wiele stąd wniosków, m.inn. trzeba zaoptarzyć się w odpowiednią liczbę nam odpowiadających fajek zgodnie z naszą częstotliwością palenia.

      W moim doświadczeniu fajki dobrze palone (nwjczęściej dobrymi Va czy Va+Pq czy + Orientale) i dobrze „prowadzone” nigdy nie pachną „popielniczką, zapach z palerniska jest miły, co przez dekady potwierdzały także nie palące Panie; jakoś przypomina pewne męskie wody toaletowe.

  7. Bartnik
    Bartnik
    19 listopada 2013 at 21:05

    Wypiecz ją i przestań szukać dziury w całym:)

  8. Zyrg
    zrg
    20 listopada 2013 at 21:45

    Panie Jacku – święta racja. Do czyszczenia też używam tylko spirytusu. Natomiast od święta, często po renowacji, celem „dosmaczenia” zdarza mi się używać mocnej whisky „cask strenght” pow 50%. Kolega pytał o pozbycie się niechcianego zapaszku, a uważam, że to się dobrze sprawdza. Co do „profesora” to używam tylko przy zabiegach renowacyjnych i kilka razy oczyściłem tak fajki zasmolone złym spalaniem złego tytoniu. Oczywiście każdy z tych zabiegów wymaga podarowania fajce odpoczynku. U mnie jest to zwykle ok. tygodnia. Mnie jest może łatwiej, bo jestem palaczem sobotnim, ale uważam, że czas podarowany fajce czy to po paleniu, czy po czyszczeniu, czy po zabiegach renowacyjnych jest oddawany z nawiązką w postaci dobrego smaku, dobrej kondycji drewna i całej fajki. Pozdrawiam serdecznie!

    • Jacek A. Rochacki
      20 listopada 2013 at 22:07

      @zrg:
      Bardzo dziękuję za miłe pełne zrozumienia odniesienie się do mego wpisu i serdeczne pozdrowienia. Poruszył Pan arcyciekawy temat a mianowicie „dosmaczanie” czy może: „wychowanie w kierunku oczekiwanego przez nas smaku” danej fajki po jej sanityzacji, renowacji, wyczyszczeniu etc.

      Podtrzymując to, co wiemy o szkodliwym wpływie wody będącej zawartością alkoholi niżej niż spirytus procentowy niech mi będzie wolno podać, iż w czasach kiedy zajmowałem się fajkami stosowałem niekiedy własną tinkturę. Otóż jeśli dana fajka miała być desygnowana do Va, to brałem źdźbło czy dwa np. FVF i w małej probówce zalewałem kilkoma kroplami spirytusu. Taką tinkturą traktowalem wnętrze paleniska i po kilku dniach schnięcia fajka była gotowa do palenia. Zachęcony dobrymi wynikami miałem w pewnym momencie nastawione kilka tinktur – pamiętam iż nastawiałem je na St. Bruno Flakes, na Ennerdale, na Erinmore Flakes, jeszcze na czymś.

      Idąc dalej: dziś często wyrażamy niezadowolenie ze współczesnego pojmowania pojęcia „prekarbonizat”. Nic dziwnego, mieszanina szkła wodnego z tuszem kreślarskim może raczej być elementem kampanii antynikotynowej :)

      I tak zdarzało mi się dodawać do niektórych wspomnianych powyżej własnych tinktur kropelke – dwie – trzy naturalnego miodu. Potraktowane taką nasyconą tinkturą wnętrze paleniska wymagało, rzecz jasna, dłuższego suszenia.

      Może się to na coś w dzisiejszych czasach przyda ? Widząc z radością podnoszenie się poziomu uprawiania naszego hobby serdecznie zachęcam do eksperymentów.

  9. Zyrg
    zrg
    21 listopada 2013 at 09:29

    Po przeczytaniu pańskiego wpisu muszę przyznać, że szukając środków istniejących, nie wpadłem na taką oczywistość jak przygotowanie odpowiedniego nastawu na spirytusie! Pomysł zaiste genialny w swej prostocie, eliminujący problem zawilgocenia drewna wodą. O ile zdarzało mi się miodem traktować kukurydzianki, to w przypadku wrzośca nie wpadłem na takie spirytusowe rozwiązanie. A, że nie kupuję fajek nowych i wszystkie posiadane odnawiam, muszę spróbować takiej metody.

    Jednym z moich ostatnich eksperymentów było traktowanie odświeżonej fajki silnie wędzoną whisky z Islay, w celu przygotowania jej do mieszanek z La. Niestety wypadek i obecny pobyt w szpitalu nie pozwolił dokończyć i sprawdzić efektów tego eksperymentu, ale po powrocie nie omieszkam podzielić się wrażeniami.

    Pozdrawiam serdecznie!

    • Jacek A. Rochacki
      21 listopada 2013 at 10:02

      Przede wszystkim serdecznie życzę zdrowia i jaknajrychlejszego wyjścia ze szpitala.

      Traktowanie wnętrza paleniska miodem w takiej czy innej postaci ma długą historię. Przypomnijmy sobie amerykańskie fajki Yello Bole, oznakowywane, o ile pamiętam : „cured with natural honey”, reklamowane także frazą: „the honey-cured smoke”. Historia tych fajek opisana jest np. tu:
      http://www.tobaccopipes.com/yello-bole-history/

      W pełni rozumiem i w zasadzie popieram stwierdzenie będące swoistą „pochwałą konserwatyzmu” wyrażone wpisem Pana Krzysztofa. Podałem informacje o tinkturach z zamysłem czy to eksperymentalnego „wychowania” danej fajki pod konkretny tytoń, czy to walk z niedobrym „duchem” – „pozostałościami po panu niechluju” jak mawiał legendarny „Rotm”. O „zaprawkach” miodowych wspomniałem w kontekście kwestii prekarbonizatów – jeśli już, to raczej taka droga wydaje mi się być bardziej od szkła wodnego interesująca czy wręcz stosowna.

      • MM
        bak_zlosnik
        21 listopada 2013 at 10:16

        A ja pozwolę sobie zadać Panu pytanie. Napisał Pan:”tzw. metoda profesorska to sól+spirytus. Po jej stosowaniu – a stosowałem ją przez dobę, a często natychmiast powtarzałem z nowym ładunkiem sól+spirytus i tak przez kilka dni”.

        Ja metodę profesorską stosuję tak:
        a) jeśli nie mogę w sposób mechaniczny wyczyścić komina w całości stosuję profesora na ok. 8 godz. w celu ułatwienia dalszych prac
        b) sposób standardowy czyli sól i spirytus na ok. 14 godzin.

        Jak ocenić, czy fajka została już wyczyszczona? W większości fajek stosowałem metodę 2 lub 3 razy, czyli do momentu aż sól nie zabarwiała się w sposób większy niż minimalny bądź była całkowicie czysta. Czy można to ocenić w inny sposób?
        I jeszcze sobie pozwolę zapytać się o ilość spirytusu. W wielu miejscach znajdziemy informację o 2ml. Jednak fajka fajce nierówna. Ja zakraplam sól aż do momentu, gdy jej powierzchnia zrobi się wilgotna. Czy powinno się to robić inaczej?

        • Jacek A. Rochacki
          21 listopada 2013 at 11:55

          Bardzo dziękuję za zaufanie, okazane zadaniem mi tych pytań, odpowiadam najlepiej jak potrafię. I tak: samemu postępowalem tak, jak czytam w Pańskim wpisie. Jeśli fajka bywała bardzo w palenisku „zarośnięta”, to na początek solidnie zalewałem palenisko spirytusem a kiedy się owe „złogi” nagaru, smół etc. „zmiękczyły” to usuwałem je tzw. nożem fajkowym; w tym charakterze może wystąpić dowolne ostrze np. scyzoryka, byle na końcu zaszlifowane „na okrągło”. Banalem jest przypomnienie, że trzeba to robić z wielkim wyczuciem, działania energiczne skutkują często „zeskrobaniem” także warstwy samego wrzośca, co powoduje przecienienie ścianek paleniska i jego „scentrowanie”; Ebay roi się od fajek doprowadzonych do takiego staniu.

          Procedurę sól+spirytus przeprowadzałem identycznie i tyle razy ile było potrzeba aby kolejne „nalanie” nie wykazywało zabarwienia na brązowo. Wymieniałem „ładunki” soli ze spirytusem co dobę, pewno można trzymać je krócej, można też dłużej. Niestety nie znam innego niż według wskazań zabarwienia soli metod na wstępne ustalenie czy fajka jest „wyczyszczona” a raczej – czy już zapewni dobry smak palenia. Ostatecznym kryterium wydaje mi się być samo palenie (oczywiście po starannym wysuszeniu). Zdarzało mi się (i nie tylko mnie), że mimo tak przeprowadzonej procedury fajka nadal nie wykazywała dobrych walorów użytkowych. Tu są różne metody postępowania, opisywane jako wgrzewanie, etc., ja sam stosowałem tylko kąpiele w spirystusie, w słojach zanurzalem calą główkę, s czasem nawet już nie zabarwiająca nawet na „słomkowo” fajka nadal wymagała kontynuacji kąpieli spirytusowych. Zdarzało mi się, że proces „humanizacji” niektórych (straszliwie zresztą zapuszczonych fajek) trwał rok. O podobnym doświadczeniu wspominał kiedyś p. Krzysztof Woźniak – „Rotm”.

      • KrzysT
        KrzysT
        21 listopada 2013 at 10:38

        Panie Jacku, moja wypowiedź nie miała na celu pochwały konserwatyzmu – ot, stwierdziłem fakt. Szczypta autorefleksji jest zawsze pożądana ;) choć nie ukrywam, że z ciekawością czytam o stosowanych przez innych metodach i podejściu. Co oczywiście nie zawsze oznacza, że zamierzam zmieniać własne ;)

    • yopas
      21 listopada 2013 at 10:06

      W ramach przygotowywania fajek pod La, jednak preferowałbym wlać tę whisky do gardła pomiędzy kolejnymi pyknięciami.
      Efekt gwarantowany!

      • Jacek A. Rochacki
        21 listopada 2013 at 10:16

        Sympatyczny wpis Pana Pawła skłania mnie do wspomnień; otóż znałem ludzi z poprzedniej niż moja generacji którzy w domu z racji obecności Pań palili Va niekiedy scented, natomiast w lesie (gospodarstwa leśne, smolarnie, polowania etc.) palili chętnie blendy z Latakią. I opowiadano mi, iż niekiedy przygotowywano fajkę „pod Latakię” traktując wnętrze paleniska podobną do już wspomnianych przeze mnie tinkturą tyle że nastawioną na kilku ziarenkach jałowca.

      • Zyrg
        zrg
        21 listopada 2013 at 19:53

        Jedno drugiego nie wyklucza :)

    • Zyrg
      zrg
      29 stycznia 2014 at 12:27

      Idąc za radą Pana Jacka nastawiłem dla odnawianego pod latakię Barlinga „nalewkę” spirytusową na dunhillowskim London Mixture. Jak na razie pachnie lekko kamforą i wędzonką. Whisky Ardbeg jak dotychczas wygrywa bogactwem aromatu, ale potrzymam nastaw jeszcze kilka dni.

  10. KrzysT
    KrzysT
    21 listopada 2013 at 09:34

    Czytam i widzę, że jestem jednak fajczarską konserwą. Wolę, jak fajka jest możliwie neutralna i nie używałem nigdy niczego, poza spirytusem. Ale zawsze warto dowiedzieć się czegoś nowego…

    • Jacek A. Rochacki
      29 stycznia 2014 at 13:32

      Panie Krzysztofie, na mój własny użytek ja też jestem, jak to od jakiegoś czasu konstatuję, konserwatystą. Do czyszczenia, restauracji, etc. nie stosowałem niczego poza spirytusem. Więcej: wszystkie palone przeze mnie tytonie palę (paliłem) we wszystkich swoich fajkach. Ale czasy się zmieniły, i skoro pojawiło się dedykowanie fajek do poszczególnych tytoni, to kiedyś na użytek takiej „filozofii użytkowania” stosowałem dla Przyjaciół ku ich zadowoleniu wspominane tinktury.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*