Fajki owocowe

7 kwietnia 2010
Autor:

Wiśniowe fajeczki sygnowane ROPP niemal zawsze można kupić na ebayu. Wytworzono ich bowiem miliony, a bywały okresy, kiedy szalał za nimi cały świat. „Wiśniowe” to nie jest całkiem ścisła nazwa – Eugène-Léon Ropp (1830 – 1907) opatentował bowiem wytwarzanie fajek z dzikiej czereśni Prunus avium, zwanej także wiśnią ptasią.


Bardzo typowa fajeczka-czereśniówka

To dość pospolite drzewo dziko rosnące w całej Europie, Azji Zachodniej aż po Kaukaz. Różne odmiany czereśni – szczepione na podkładce z Prunus avium – rosną powszechnie w sadach i ogrodach i także świetnie nadają się na fajki. Na dobrą sprawę, fajki z sygnaturą Ropp powinno się nazywać czereśniówkami.

Jednak wiele firm, a przede wszystkich amatorów samodzielnego wytwarzania fajek, z powodzeniem korzystała z drewna wiśniowego. Bardzo podobne fajki można także produkować z jabłoni, gruszy (przede wszystkim ze zdziczałych ulęgałek), z dobrze wysuszonej śliwy, głogu, jarzębiny…

Na przełomie wieku XIX i XX fajki z wrzośca były drogie, poza tym ich obróbka była o wiele trudniejsza od wytwarzanych z o wiele miększego drewna owocowego. Potem wybuchła I wojna światowa i dostęp do wrzoścowych bulw uległ znacznemu ograniczeniu. Fajki Roppa trafiły do wszystkich państw Ententy, nawet do Włoch, na Bałkany oraz do francuskiej Algierii. Stały się modne – po prostu bardziej wypadało palić fajeczkę kryzysową, aniżeli nowobogacką wrzoścówkę.

W okresie międzywojennym Europejscy fajkarze postawili na wrzosiec, ale z racji kryzysu owocówki sprzedawały się całkiem dobrze. Trafiły także do Ameryki, gdzie uznane zostały za trwalsze od corncobów, a cenę miały do nich zbliżoną. Znaleźli się także miejscowi producenci podobnych fajek, którzy wdrożyli do wytwórstwa m.in. klon, czarny orzech…

Na innym krańcu świata – na Ukrainie, Huculszczyźnie, oraz w całych Karpatach, w Rosji oraz na Kaukazie strugano fajki z ptasiej wiśni, jabłoni, ulęgałki oraz z głogu… Wrzoścówki jednak zaczęły w Europie brać górę. Wybuchła jednak II wojna światowa i front oddzielił dostęp do najszlachetniejszego surowca. Fajki stały się wręcz elementem propagandy – w armii niemieckiej i włoskiej wrzoścówki weszły niemal w skład podstawowego wyposażenie wojskowego.

Do dzisiejszego dnia w serwisach aukcyjnych trafiają się niziutkie panelówki Denicotei sygnowane swastyką, hitlerowską „gapą”, symbolem SS oraz fajeczki włoskie z rzymskimi orłami faszystów.

Alianci palili, co prawda, rodowe brujerki, ale w kieszeniach podoficerów i żołnierzy pojawiły się kryzysowe czereśniówki. Moda na owocowe fajeczki wróciła, choć firma Ropp jeszcze podczas I wojny otworzyła fabryczkę wrzoścówek w Saint Claude.

Ropp do końca swojego istnienia, czyli do 1991 roku, produkował fajki z ptasiej wiśni, choć było to bardziej wytwórstwo dla kolekcjonerów niż dla czynnych palaczy. Jednak podkreślano, że niemal każda fajka „owocowa” była starannie opalana, także „na salonach”, nawet brytyjskich.

Nawet dzisiaj tego typu fajeczki bywają swoistym szpanem – są, jak się mawia, najbardziej rustykalne na świecie.

Podczas obu wojen światowych oraz w czasie kryzysów finansowych fajki z drewna owocowego (a także z innego drewna liściastego) wytwarzało wiele firm. Wciąż są proponowane na całym świecie, jako tzw. pierwsze fajki. W Polsce prym wiedzie grusza, na Ukrainie jabłoń i dzika wiśnia, w stanach wiśnia, czereśnia oraz różne odmiany klonu, z przewagą cukrowego… W ostatnich latach do „rywalizacji” włączyły się, całkiem udatnie, Chiny.

Drewniane fajki wciąż są w ofercie trafik, sklepów internetowych i cieszą się powodzeniem. A tu i ówdzie, stają się znów modne.

Drewno owocowe oraz wymienione wyżej rodzaje surowców od pokoleń służą fajczarzom do eksperymentowania z własnoręcznym wytwarzaniem fajek domowych. Z wielu rodzajów drewna w domowym zaciszu powstają zarówno fajki „roppopodobne”, jak i o wiele ambitniejsze formy fajkarskie.

Dzisiejszy artykulik oraz strony z bardzo starych katalogów zachęcają do samodzielnych eksperymentów z domowym wytwórstwem fajek. Może warto się zainspirować starymi francuskimi „wiśniówkami”, „rokokiem” z Hong Kongu czy ukraińskimi zaporożankami…

Zanim pod nóż się weźmie wrzoścowy klocek…

Zaszufladkowany w kategorii Fajka w teorii w dniu 7 kwietnia 2010 , 14:04

12 komentarzy do “ Fajki owocowe ”

  1. yopas
    yopas dnia 7 kwietnia 2010 o godzinie 14:36

    Pamiętam, że JSG kiedyś na FMSie pokazywał bardzo fajnie wystruganą fajeczkę z wiśni, czy czereśni. Przepiękne słoje.
    UkłonY,

    • jalens dnia 7 kwietnia 2010 o godzinie 14:45

      Także ją pamiętam, ale nie mam możliwości odszukać linku „po użytkowniku”. To było coś w tym rodzaju, prawda?
      [instructables.com]

  2. lgatto
    lgatto dnia 7 kwietnia 2010 o godzinie 14:48

    Nie chciałem się chwalić, ale suszy się już u mnie troszkę wiśniowych klocków właśnie na próby jakichś samoróbek. Dzięki za artykuł, jak zwykle bardzo interesujący i przydatny.

  3. yopas
    yopas dnia 7 kwietnia 2010 o godzinie 15:03

    Aaa i jeszcze, bardzo lubię te drzewiaste Roppy. Nawet, może zanabyłbym sobie taką fajke. Tyle, że une zawsze takie na maksa wegliste się w środku wydają, a kora z wierzchu wprowadza mnie w konfuzję – jak to reanimować. Raz chyba widziałem nówkę sztukę – nie paloną – za dobre 150 PLN poszła. Nie mało…

  4. Rheged
    Rheged dnia 7 kwietnia 2010 o godzinie 15:28

    Sam mam owocówkę, którą chwaliłem się na blogu oraz na FMS. BaDou K6528 – tak się zwie. Jest absolutnie wyborna, ale niestety tragicznie nietrwała. Ma też szereg błędów konstrukcyjnych, z czego najpoważniejszy jest chyba zbyt wąski kanał dymny w ustniku oraz kruchość drewna. Za to wszystko wynagradza smak. Gdybym wymienił ustnik żyłaby jeszcze jakiś czas. Tak szybko przejdzie na emeryturę. Produkcja Hong Kongu – małe chińskie rączki życzą wszystkiego najlepszego, ale gwarancji nie dają…

  5. JSG dnia 7 kwietnia 2010 o godzinie 19:09

    Widzę że już mnie tu wywołano :d
    W tym wątku jest trochę bałaganu merytorycznego… Ogólnie to jeśli chodzi o doświadczenia- czereśnia i wiśnia są zdecydowanie lepsze od jabłoni i gruszy- mają drewno o bardzie zbitej strukturze, grusza i jabłoń wydaje się być nieco gąbkowata.
    Ostatnio zrobiłem fajkę z wiśniową gruszką i jabłoniowym cybuchem, kiedy ma się ją w ręku widać który materiał jest twardszy, [skitch.com]
    Z mojego wątku alan wybrał tą „gorszą” choć może ciekawszą w kształcie- tu:
    [fajczarze.pl]
    jest fajka w pełni użytkowa, naprawdę fajna, smakowo i wygląda świetnie.
    Co do suszenia, wyciąłem w marcu jabłoń, mam odłożone kilka pieńków, ale fajki to z tego będą najwcześniej za 5 lat :D Najlepiej było by położyć naprawdę tłustą jabłoń i przetrzeć na tartaku na 35/40mm kantówki i wysuszyć w suszarni. Niestety trudno o drewno owocowe.

    Co do fajek wykownywanych w czasie wojny- nie wiem czy bardziej popularny był buk.
    Ogólnie wiadomo że fajkę można zrobić z dowolnego, nietrującego drewna liściastego.
    piękne pawie oczka można uzyskać z czeczoty (guzy na brzozie, klonie itp), jeśli o to chodzi, to choroby drewna są ciekawym materiałem. Ładne usłojenie ma oliwka.

  6. JSG dnia 7 kwietnia 2010 o godzinie 19:10

    w sensie w podlinkowanym wątku nie w tym artykule, który jest bardzo ciekawy.

  7. oskar dnia 2 czerwca 2010 o godzinie 11:05

    Nawiązując do zawartej w tekście informacji o propagandowej roli brujerek w nazistowskiej armii informuję, że w chwili obecnej na Allegro można takie fajki nabyć.
    Znajdują się w kategorii: Kolekcje —› Militaria
    Może kogoś to zainteresuje…

    • oskar dnia 2 czerwca 2010 o godzinie 14:45

      Przy okazji zapytam osoby, którym stare fajki nie obce. Czy to na 100% oryginalne fajki i czy wg Was warto je kupić?
      [tiny.pl]

      • yopas
        yopas dnia 2 czerwca 2010 o godzinie 14:51

        Nie wiem, czy to oryginały, ale ja bym nie kupił… i nie decyduje o tym wstręt do Trzeciej Rzeszy, tylko moje przekonanie, że to raczej fajki mocno takie sobie mogą być.
        UkłonY,

      • jsg dnia 2 czerwca 2010 o godzinie 16:19

        To są niestety fajki najgorszego gatunku. Jest to wyjątek potwierdzający regułę- która mówi że stare= dobre. W tym przypadku raczej nie ma o tym mowy. Cho to oczywiście tylko dywagacje, co prawda miałem taką fajkę w rękach, ale to nie reprezentatywna grupa.

Skomentuj ten artykuł

*