Song o kukurydziance

2 marca 2010
By

Niełatwo zrozumieć, dlaczego kukurydzianki mają tylu wielbicieli. Jeszcze trudniej pojąć, dlaczego najsławniejszy producent corncob pipes ma w nazwie słowo Meerschaum, skoro fajek z pianki morskiej nie produkuje. Ale wszystko przecież da się wyjaśnić…

W południowych stanach USA najlepsze fajki z kolby kukurydzy można kupić na stacji benzynowej, w drogeriach i niemal w każdym sklepiku za 5 dolarów. Czyli za równowartość wypasionej kanapki na ciepło. Kiedyś i hamburger czy hot dog, i fajka z kaczana kosztowały po 50 centów, sto lat temu kilkanaście centów. Taniocha.

Farmerska pianka morska

W roku  1859 Henry Tibbe, Holender z pochodzenia, z zawodu stolarz, w mieście Washington w Missouri rozpoczął produkcję fajek z kolb kukurydzy. Potomkowie kolonistów z Europy w takich fajkach palili od chwili przejęcia tytoniowych obyczajów od rdzennych mieszkańców. Ale w kaczanach palili też Majowie – co znaleziono na reliefach w ich miastach.

Dla farmera z Południa tego typu fajka była codziennością – wystarczyło wybrać w stodole sporą podeschniętą kolbę kukurydzy, ściąć kozikiem ziarno, wydrążyć tym samym nożem miękki rdzeń oraz zrobić dziurkę z boku i wsadzić w główkę cybuszek z dzikiego ryżu, trzciny czy jakiejkolwiek rośliny z pustą łodygą. To dosłownie kilka minut roboty.

W kukurydziankach mógł palić nawet najprostszy Murzyn z plantacji – o czym przekonują ilustracje do pierwszych wydań „Chaty wuja Toma”.

Podobno jakiś farmer, któremu nawet pokręcić scyzorykiem się nie chciało, poprosił Tibba, by użył swoich stolarskich narzędzi do zrobienia kilkunastu fajek na zimę. Okazały się tak dobre, że Holender kilka z nich wstawił do sklepu. I po krótkim czasie zamiast stolarką, zajmował się wyłącznie produkcją fajek z kolb kukurydzianych.

W chwili obecnej Missouri Meerschaum założone przez Tibba produkuje 5 mln corncobów rocznie.

Ale skąd ten Meerschaum w nazwie fabryki?  Głównie z marketingowego talentu byłego stolarza. Prawidłowo wykonane fajeczki z kaczana, czyli takie, w których pozostawiono na bokach komina przylegającą do twardzieli część miękkiego rdzenia, chłoną wilgoć lepiej od sepiolitu. Szybciej też wysychają – nie wiadomo, kto pierwszy nadał kaczanom nazwę farmer’s meerschaum. Podejrzewa się samego Tibba: w każdym razie był to genialny chwyt reklamowy. Fajki z sepiolitu były bardzo drogie; w drugiej połowie XIX w. trzeba było wyłożyć na nie niemal sto razy więcej niż na przemysłowo wytwarzane corncoby.

Dzisiaj za tanią fajkę z wrzośca można kupić tuzin najdroższych fajeczek z MM, dwadzieścia z innych, mniej znanych firm, a w ostatnich latach nawet 3 tuziny zupełnie przyzwoitych corncob pipes made in China.

Corncob, patriotyczny obowiązek

Fajki z kaczana kojarzą się z Ameryką niemal tak samo jak płatki kukurydziane i Fordy T. Palili je słynni Amerykanie – Mark Twain oraz bohater jego książek Huckleberry Finn.

Widywano z nią Eleonorę Jackson, żonę Andrew Jacksona, siódmego prezydenta Stanów Zjednoczonych. We wszystkich fajczarskich serwisach pisze się o niej „Pierwsza Dama”, tymczasem pani z fajką zmarła na atak serca 3 miesiące przez zaprzysiężeniem męża i oficjalnie tytułu First Lady nie nosiła nawet przez jeden dzień. Była kobietą kontrowersyjną i w trakcie kampanii w 1828 r. prasa oraz przeciwnicy polityczni małżonka potwornie ją szkalowali. Jej zdjęcie z corncobem w zębach urosło potem niemal do rangi godła sufrażystek i feministek.

Najsłynniejszym jednak Amerykaninem z kukurydzianką był gen. Douglas MacArthur. O nim i o jego fajkach powstało mnóstwo anegdot – między innymi ta, że przedłużał on żywotność swoich pupilek, wkładając na dno jednocentówkę. Tymczasem, jak opisują jego biografowie, wsadzał fajkę w zęby specjalnie do fotografii, a napalał się cygaretkami. Fajek miał ze 30, podobnie jak mundurów i był pozerem, jakich świat niewielu widział. Prasa z kręgów mu przeciwnych pisała nawet, że jest próżny jak May West, cycata aktoreczka z czasów II  wojny światowej. Było to porównanie nie do zniesienia dla starego żołnierza, ponieważ zdjęcia gwiazdki używane były przez proste wojsko głównie do celów masturbacyjnych.

Jakkolwiek było, zdjęć z fajką zrobiono generałowi mnóstwo, jego nazwiskiem zostały ochrzczone największe fajki z połówki kolby. MacArthur uznawany jest przez miliony Amerykanów za wzór patriotyzmu. Patriotycznym obowiązkiem prawdziwego Amerykanina jest więc palenie corncobów, a nie europejskich wrzoścówek czy bisurmańkich pianek.

Amerykański styl palenia

Przez większość europejskich fajczarzy amerykański styl palenia uznawany jest za obrzydlistwo. Najtańsze fajki i najpodlejsze tytonie… Burleye, jakieś zasłodzone melasą czarne kawendisze, wirginie z dolnych liści…

Poprosiłem znajomego ze Stanów o przysłanie takiego typowego amerykańskiego tytoniu towarzyszącego amerykańskiemu ludowi wiejskiemu z Południa w jego amerykańskim śnie. Dostałem taki farmers blend w niewielkiej, funtowej torebce. Ondraszek, Grodzki, z których czasami kręcę papieroski, jest mniej więcej tej samej jakości i smaku.

Na internetowych forach dyskusyjnych zza oceanu jednym z argumentów procobowych jest powszechna opinia, iż nawet ostatni burley palony w kukurydziance staje się słodki i smaczny. Jako że moja wiara w Amerykę jest mniej więcej identyczna, jak mój niegdysiejszy stosunek do Ruskich, kupiłem kilka  kukurydzianek mini w bielańskiej trafice…

I otóż, Ondraszek w takiej fajce jest całkiem smaczny i kiedy nie chce mi się zrobić skręta czy nabić gilzy w chwili nikotynowego głodu, palę w kukurydzianej miniaturce – raz ciamkając za smakiem, raz zaciągając się jak małpa kitem. Jestem napalony i z pewnością jest to o wiele smaczniejsze od papierosa.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym nie zapalił w corncobie prawdziwego tytoniu. Najpierw w tych małych fajeczkach, potem już w doroślejszych. To smaczne fajki, nie wiem przez jaki czas będą równie słodziutkie ani kiedy je przepalę, ale sięgam po nie chętnie i pale z przyjemnością jako coś innego. Palą się sucho, chłodno i słodko. Zaczynam więc po troszę rozumieć fakt, że w Stanach powstają stowarzyszenia i społeczności wielbicieli fajek z kaczana kukurydzy.

Na miasto jednak ich nie zabieram. Mają bowiem ten sam typ urody, co rodowite Kurpianki – są paskudne  i wstyd się z nimi pokazać. Ale na ryby, na spacer w leśne ostępy – owszem.

Uwielbiam je dla ich niesamowitej lekkości – można je godzinami trzymać w zębach. Jeden z niewielu dobrych żartów, jakie spotkałem u Amerykanów – to znakomite fajki do joggingu i na siłownię. I jeśli sprowokowały one naszych nowych sojuszników do błyśnięcia poczuciem humoru subtelniejszym od prezentowanego przez Ala Bundy, to muszą być fantastyczne.

Po corncoby sięgam też przy komputerze, kiedy się zakręcę pracą i zaczynam wyjmować z paczki papierosa za papierosem. Nabijam wówczas największy model kukurydzianki, ładuję go po sam rim,  rozpalam i wsadzam do pyska. Jak się wypali, to odsypuję popiół i ssam na sucho. Jest pięknie i fajkowo. Choć haniebnie ze względu na te Ondraszki.

Na razie paliłem w jednej z nich – tej ondraszkowej miniówce – kilkadziesiąt razy. Nie dostrzegam śladów nadpalenia. Dbam o nią wg wskazówek poniżej…

Kukurydziany tutorial

Według zaleceń na amerykańskich forach fajkowych o kukurydzianki dba się podobnie, jak o fajki z pianki morskiej. Czyści się je papierowym ręcznikiem lub szmatkami z naturalnej tkaniny. Po każdym pleniu i zdecydowanie, aby nie narastał nagar. Nagar pozbawi bowiem lub znacznie ograniczy wchłanianie wilgoci przez miękisz kukurydziany. Z tej samej przyczyny doradza się zrezygnowanie z wkładania monety na dno fajki.

Kukurydziankę można palić kilka razy dziennie, byle raz na jakiś czas pozwolić jej porządnie wyschnąć.

Zdaniem ekspertów z corncobowych społeczności wirtualnych, fajka palona przez nowicjusza, a więc przegrzewana i ociekająca wilgocią, zachowa sprawność przez 150 paleń. Używana przez doświadczonych fajczarzy może przetrwać nawet 500 paleń. Jednak pytania o żywotność corncobów oraz sposoby na jej przedłużanie, uważane są za nietakt.

Zużytą fajkę się wyrzuca i pali nową – brzmi odpowiedź.

Fajkę można dodatkowo dosłodzić, smarując ją co kilka paleń wodą z miodem. Także wymiana cybucha na kawałek trzciny cukrowej może się okazać dobrym rozwiązaniem. To przeczy mottu wielu miłośników wrzoścówek, że fajki się nie pali, ale tytoń. W przypadku kukurydzianek może być zupełnie na odwrót. To fajka może nadawać smak paskudnym i neutralnym smakowo, lichym oraz czystym burleyom.

Po skonfrontowaniu tych wiadomości z kukurydziankami, niektóre z tych argumentów – choć z pewną podejrzliwością – do mnie trafiają. Lubię swoje corncoby i kilka sobie zapewne dokupię.

Polecam te fajeczki kolegom po pipie – raczej doświadczonym, których ciekawość jest powodem do sięgania po rzeczy niezwyczajne. Podejrzewam, iż koledzy rozpoczynający przygodę z paleniem fajki, wybiorą raczej gruszczanki, są one bowiem twardsze. Czy trwalsze od kukurydzianek – tego jeszcze nie wiem.

Oda do kukurydzianki

I takie powstają. To nie tylko twórczość amatorska i pasja rymowania charakterystyczna dla internetu. Paul Laurence Dunbar, amerykański poeta i prozaik z przełomu XIX i XX w., pierwszy znany przedstawiciel poezji murzyńskiej w Stanach Zjednoczonych, napisał wiersz o swojej fajce… Poezja i proza Dunbara nie doczekała się tłumaczeń na polski, ale często się z niej korzysta w naszych szkołach językowych, w których uwzględniają american-english.

Ja się nie pokuszę o przekład, bo ciężko jest oddać tę bluesową rytmikę komuś, kto się chował na programie nauczania sprzed 40 lat. Ale na pewno pełno w tym wierszu wznoszenia do gwiazd, cnót większych niż zagraniczne cygara, niemal biblijnego uwielbienia, łąk kwitnących koniczyną, wonności najlepszych perfum i kościelnych kadzideł, owoców w sadzie i pocałunków słońca, arabskich tancerek za zasłoną czarczafu. Jednym słowem, fajka najlepszą przyjaciółką faceta i poety… Dunbar nie tylko palił dużo, także pił tęgo i umarł w 33 roku życia… Ale kolegom znającym angielski, szczerze polecam ten wiersz o fajce kukurydziance…

Może też przyda się Alanowi, który ułoży do wiersza jakąś fajną melodyjkę?

MY CORN-COB PIPE

Men may sing of their Havanas, elevating to the stars
The real or fancied virtues of their foreign-made cigars;
But I worship Nicotina at a different sort of shrine,
And she sits enthroned in glory in this corn-cob pipe of mine.

It ‚s as fragrant as the meadows when the clover is in bloom;
It ‚s as dainty as the essence of the daintiest perfume;
It ‚s as sweet as are the orchards when the fruit is hanging ripe,
With the sun’s warm kiss upon them – is this corn-cob pipe.

Thro’ the smoke about it clinging, I delight its form to trace,
Like an oriental beauty with a veil upon her face;
And my room is dim with vapour as a church when censers sway,
As I clasp it to my bosom – in a figurative way.

It consoles me in misfortune and it cheers me in distress,
And it proves a warm partaker of my pleasures in success;
So I hail it as a symbol, friendship’s true and worthy type,
And I press my lips devoutly to my corn-cob pipe.

Tags: , , , ,

63 Responses to Song o kukurydziance

  1. Rheged
    2 marca 2010 at 22:18

    Frazę o Kurpiankach już sobie z Jackiem wyjaśniliśmy, odnotowuję jeno tutaj, iż niegodzi się tak o krajankach moich prawić! ;)

  2. Tomek
    Tomek
    2 marca 2010 at 22:23

    mmm… chciałoby się natychmiast spróbować, a z dostępnością u nas gorzej-może rzeczywiście zrobić by sobie kilka takich późnym latem. Miło się czytało :)

    Wyręczę Alana-pod zdjęciem chińskiego corn-coba – „Palili” vs. „Pilili” ;)

    • Rheged
      2 marca 2010 at 22:29

      Korekta zaspała, poprawione. Podziękować!

      • Alan
        Alan
        2 marca 2010 at 22:30

        Korekta odpoczywała po zdawaniu krwi. Dziękuję za zastępstwo ;)

  3. takvindu
    4 marca 2010 at 06:04

    Powiem w temacie że podzielam wzmiankę co do smaku kukurydzianki na jakimkolwiek tytoniu moja pierwsza i jak do tej pory jedyna była
    Made in Moje Ręce . Niebyła to zwykła słodka kukurydza ale odmiana pastewna hodowana dla zwierząt hihh lub bydlęcia jak ja .
    Jest to moja ulubiona brak tego cukru którego nie lubię w jedzeniu oprócz ciast . Obecnie nie ryzykował bym zerwania z pola bez uprzedniej pogawędki z właścicielem uprawy !!!/ Trujące Opryski/!!!.
    Smak wyborny Pierwsze co powiedziałem po zapaleniu sobie to
    => Skąd tu tyle Masła????
    Polecam kupić przetestować po zużyciu wykorzystać ustnik i wystrugać własnoręcznie.

  4. MASERATI
    MASERATI
    4 marca 2010 at 15:31

    Jest trudno samemu zrobić taka kukurydziankę?

    • Tomek
      Tomek
      4 marca 2010 at 22:05

      Wcale nie trudno, a koszt to jedynie bambusowy patyk, czyli około 1 zł :D oto moja fajka z dumnym właścicielem:
      http://img401.imageshack.us/img401/8968/corncob1.jpg

      Największą trudnością może okazać się znalezienie kolby kukurydzy, mieszkając w dużym mieście. Ja mieszkam w Rzeszowie, wiec mówiąc w skrócie-nie miałem żadnego problemu :)
      Środek kaczana można wydłubać łyżeczką z niezbędnika, jeśli jest zaostrzona. Przydatny jest też długi i cienki śrubokręt do przebicia się przez patyk bambusowy. Na jego koniec można zamontować „ustnik” z cygaretka-zastosuję to wkrótce.
      Co do palenia…celowo wybrałem Va no1 i muszę powiedzieć, że nie pamiętam w ogóle, kiedy tak smacznie mi się palił ;)

      • lgatto
        lgatto
        4 marca 2010 at 22:13

        Ładna fajeczka, ale na kilku innych fajkach kukurydzianych widziałem „ornament” poprzecinanego ziarna. Twoja kukurydza była za świeża, czy też po prostu trzeba trafić na jakąś odmianę której się bardziej ziarno trzyma kaczana?
        No chyba że mnie wzrok myli i tam jest ziarno…

        • MASERATI
          MASERATI
          5 marca 2010 at 14:54

          A jak by tak w ogóle nie wyciągać ziarenek też był by może niezły efekt :)

          • Alan
            Alan
            5 marca 2010 at 15:03

            A nuż byśmy sobie zrobili prażoną kukurydzę na zagryzkę ;)

      • Alan
        Alan
        4 marca 2010 at 22:16

        Zatem czekamy na komiks tworzenia swojej własnej fajki z kaczana! :D

  5. Tomek
    Tomek
    4 marca 2010 at 22:27

    Kolba na moją fajkę została pozbawiona ziaren na chwilę przed jej transformacją, ale sezonowała od zeszłego roku. Komiks mógłbym zrobić, pomyślę. ;) Na razie mam dwie fajki i zobaczymy, jak długo wytrzymają. :)

    • 4 marca 2010 at 22:30

      Koniecznie, koniecznie komiks!

  6. MASERATI
    MASERATI
    5 marca 2010 at 14:16

    Mam nie daleko do dyspozycji parę Tyś. hektarów kukurydzy do wykorzystania z kolbami nie będzie tak źle wiec mogę nazrywać pod koniec sezonu:) uroki wsi są piękne:P

  7. PiotrekN
    5 marca 2010 at 22:50

    Od dziś dostępne także i u nas:
    http://fajkowo.pl/cgibin/shop?info=2912
    Jeśli się przyjmą, sprowadzę jeszcze kilka rodzajów. ;)
    Pozdrowienia !

    • Alan
      Alan
      6 marca 2010 at 10:58

      DZIĘĘĘĘĘKUUUUJEEEEEEMYYYYYY :D:D

    • lgatto
      lgatto
      6 marca 2010 at 14:46

      No to następne wezmę od was razem z glinką od p. Parola ;) będzie test MM i Chińczyków ;)
      Jeśli mógłbym coś podpowiedzieć, to radziłbym sprowadzenie dłuższych cornów typu MacArtur albo General (wg. oznaczeń Missouri Merschaum), bo jakoś u nas nie mogę ich znaleźć. Byłbym chętny z miejsca kupić ze 2.

  8. 6 marca 2010 at 00:38

    Ja w tej chwili w tym KeCzengu palę całkowicie naturalny SkandinaviK Aromatic. :)

  9. lgatto
    lgatto
    9 marca 2010 at 14:14

    Przyszły 2 fajeczki (Missouri Merschaum), zastanawiam się właśnie co w nich palić. W związku z tym mam pewne uwagi.
    Po pierwsze wykończenie ich pozostawia wiele do życzenia, przeraża mnie zwłaszcza końcówka patyka-cybucha. Ciekaw jestem czy to palić się nie będzie i ogólnie jak się będzie zachowywać w spotkaniu z żarem.
    Po drugie podczas transportu kruszy się :/ Widać, że ładnie było wykończone kleikiem MM, ale kilka ziaren się wykruszyło i widoczne są takie ubytki.
    No ale co chcieć za 20zł/sztuka ;) Jestem cholernie zadowolony.

    • 9 marca 2010 at 14:50

      Cały „Song” był także i po to, by nadmierne oczekiwania nie były przyczyną rozczarowań. Kukurydzianka nie jest fajką piękną. Ceniona jest i lubiana także przez to, że jest fajką tanią. Że jest smaczna. Ale przecież kukurydziana słodkość kiedyś się „wypali” i wówczas ma ją zastąpić smak tytoniu, który pięknie wsiąka w fajkę.

      Kukurydzianka w US Army wyparła tanie fajeczki gliniane. I jednej, i drugiej, kiedy wypadła z żołnierskiej gęby, nikt nie podnosił, by nie łamać szyku.

      Wystający do komina fragment cybuszka zwęgli się – i tak ma być. Zwęglanie zatrzyma się, kiedy spalenizna dojdzie do ścianki komina. Kiedyś cybuszki wykonywano z drewna sosnowego, także w MM, i to z tzw. bieli, miękkiej, ale nie noszącej żywicy. Zwęglenie następowało błyskawicznie. Zmiana na drewno liściaste nastąpiła w przyczyn natury raczej marketingowej.

      Kleik MM, to taka gładź gipsowa, która zalepia dziury i nieco wygładza powierzchnię fajki – ale ani nie zapobiega odłupywaniu, ani nie dodaje urody. Chińczycy gipsowanie olali i wcale nie zrobili głupio.

      Jak ktoś potrzebuje palić w kukurydzy i mieć ładną fajkę, to kupuje fajkę drewnianą przystosowaną do wkładów z systemu Aristocob (art. o fajkach systemowych polecam) albo rozwierca dużą fajkę wrzoścową z tych najtańszych. Kupuje się je w paczuszkach po 3 sztuki.

      Porad dla miłośników palenia w kukurydzy jest na amerykańskich forach setki. Jedna z moich KeCzengów jest pomalowana bejcą i zalakierowana neutralnym lakierem wodnym. I ma dziesięciogroszówkę na dnie. Czy nabrała urody? Nie wiem, jest trochę cięższa i ciemna oraz nieco błyszcząca. Smakuje na razie tak samo.

      • lgatto
        lgatto
        9 marca 2010 at 16:14

        Jak dla mnie ten kleik na bazie mączki kukurydzianej chyba jest. W każdym razie ma mniej więcej taką fakturę u mnie. Spróbuję, jak będę robił kukurydziankę, posmarować ją takim kleikiem, zobaczę co wyjdzie (w razie czego wywalę do kosza pół kukurydzy).
        Najbardziej mnie przeraził ten kawał drewna w kominie, ale po przejrzeniu netu widzę, że tak jest we wszystkich tego typu fajach. No i ok, zobaczymy jak to będzie.
        Boję się trochę palić Smoker’s Pride BC, bo wykończył mi już on dwie gruszki (nie wiem czemu, czy za gorący, czy za mokry, w każdym razie wylot komina wygląda jak jajo i rozszczepia się). Pewnie jedna do Latakii pójdzie (ciągle szukam słodkiej La więc może corn to jakiś pomysł), drugą bym jakimś burleyem napełnił, ale nie mam więc pewnie VA i Pq pójdzie.

        • Alan
          Alan
          9 marca 2010 at 16:19

          Mi kukurydzianka jakoś niedołącznie kojarzy się z Virginią (czystą jak i z dodatkami w roli Perique czy Kentucky) i taki tytoń będę w niej palił.

          Słodka Latakia? SG Skiff Mixture polecam. Perfection też się nada.

          • lgatto
            lgatto
            9 marca 2010 at 19:00

            U mnie Latakia poszła w odstawkę do późnej wiosny, otwartych okien itp itd. Perfection, jak i Chocolate Flake i Squadron Lider są w mojej kolejce zakupowej, o Skiff pomyślę jak tak doradzasz, ale boję się, że tego mojego smaczku, który mam na myśli, nie da się w sposób naturalny uzyskać i Latakia musiałaby mieć trochę chemii. Co czyni cały projekt bezsensownym…

            • Alan
              Alan
              9 marca 2010 at 19:15

              Cóż, jeśli chodzi Ci o jakiś konkretny aromat to raczej pozostaje Ci mieszać tytonie na własną rękę. Jednakże Skiffa warto spróbować, słodka Virginia z jeszcze słodszymi Orientalami (na pierwszym planie) i Latakią na dosmaczenie i nadanie blendowi rześkości. Ja wypaliłem kilka fajeczek tego tytoniu, po czym wrzuciłem do hermetycznego słoja. Otworzę, jak już lato przybędzie – powinien wtedy pasować ;)

        • 9 marca 2010 at 18:10

          Na stronach MM, a także i w naszym „Z czego się robi fajki” o tym „kleiku” troszkę jest. Substancja jest nie za bardzo spożywcza.

          • lgatto
            lgatto
            9 marca 2010 at 18:56

            „Trociny kukurydziane” to pewnie stąd to skojarzenie z mączką. Ale jak będę obrabiał kaczan, to po wysuszeniu przeciągnę go mączką z wodą, zobaczę jak wyjdzie.

            Fajkę palę i polecam. Pierwsze uderzenie gotowanej kukurydzy dla mnie było średnim przeżyciem, bo nie lubię jakoś tego smaku, ale potem to kawał dobrego i osłodzonego palenia.
            Druga fajeczka jednak pójdzie pod TNN :D

  10. Alan
    Alan
    18 marca 2010 at 17:41

    Właśnie palę sobie Old Gowrie w tej chińskiej kukurydziance. Faktycznie na początku czuć lekką woń gotowanej kukurydzy, ale to szybko mija. Tytoń smakuje w niej naprawdę słodko, pali się bardzo przyjemnie i sucho. Minusem może być mała średnica komina, bo jeno 15mm, ale po rozdrobnieniu tytoniu w młynku nabija się bardzo łatwo. A spala się równiutko i gładko, żar niemal ciągle jest na całej powierzchni tytoniu :D

    Fajna rzecz, będzie dla mnie taką „papierosówką” – na szybkiego, nikotyzującego dymka.

    • 18 marca 2010 at 20:22

      Nikotyzująco to ja mam – dostałem od znajomka jakiś czysty zburlej z Orlika i w nim zapaliłem w KeChengówce. Pełna Ameryka, choć nieco via Chinatown z Kopenhagi.

      • Alan
        Alan
        18 marca 2010 at 20:42

        Szacun, czystego burleya bym chyba nie zdzierżył. I smak kukurydzianki dużo by nie zmienił w moim odczuciu :D

        • 18 marca 2010 at 20:52

          A próbowałeś, czy tak z analizy tekstów?

          • Alan
            Alan
            18 marca 2010 at 20:57

            paliłem tytonie z dużą zawartością Bu – jak na mój gust straszna susz w gębie. Choć bywają gorsze, niekoniecznie związane z tytoniem…

            • lgatto
              lgatto
              19 marca 2010 at 09:08

              Eee tam, sam rozglądam się za jakimś burleyem do kukurydzianki, bo ostatnio wrzośce poszły w odstawkę ;)
              Ja we wrzoścu paliłem Prince Alberta i paląc bardzo wolno całkiem smaczny się robił, z wyczuwalną nutą orzechową.
              Jacku jakbyś się mógł podzielić nazwą tego tytoniu, który był w tym amerykańskim standardzie…

              • 19 marca 2010 at 09:26

                Burley Mild od Lane.

  11. Franz
    Franz
    25 grudnia 2010 at 20:41

    Od jakiegoś czasu wykonuję sobie takie kukurydzianki. Przyznam, że sprytnie to wymyślili ci Amerykanie. Wpadłem na pomysł (mocno powiedziane, raczej wydedukowałem), aby zamiast monety na dnie wmontować wiśniowy kołek, który niejako przeciwstawił się tej temperaturze w „piekiełku”. Sprawdza się nieźle. Virginia Mac Barena przywdziewa jakby zamorską szatę dzięki tym fajeczkom. Pozdrawiam i życzę spokojnych Świąt. Gdybym wiedział jak to dołączyłbym zdjęcie.

    • jalens
      25 grudnia 2010 at 21:01

      A może by tak o tym komiksik? Lub chociażby mały artykulik? Zdjęcia możesz załadować na serwer i umieścić w tekście podczas pisanie tekstu. Praktyczna porada – najlepiej zmniejszyć je do 600 px. w szerokości. I zapisz, prozę, jako szkic.
      Ile palisz taką fajeczkę?

      • Franz
        Franz
        25 grudnia 2010 at 22:22

        Jestem samoukiem i nie wiem w jakim stopniu postępuję zgodnie z arkanami sztuki tworzenia tych fajek. Niektóre z nich wytrzymały 50 paleń i mając się świetnie nadal są użytkowane. Często odstępuję te fajki znajomym jako oryginalne pamiątki, wiec żadna nie przeszła kompletnego „chrztu bojowego”.
        Co tu dużo mówić, z fajką zetknąłem się w liceum, była to grusza Pana Bróga i Tilbury Full Aroma, dopiero przed rokiem zainteresowałem się powtórnie tematem i ten portal pomógł mi nabyć pewnego rodzaju kręgosłup fajczarski, tak, że dopiero zrozumiałem o co tak naprawdę chodzi.
        Myślę, że artykulik mógłby być dla mnie ciekawym wyzwaniem.

        • Alan
          Alan
          25 grudnia 2010 at 22:27

          Tak! Koniecznie komiks!

  12. Franz
    Franz
    30 grudnia 2010 at 16:10

    Obiecuję, że po Sylwestrze przysiądę.

    • jalens
      30 grudnia 2010 at 17:37

      Czy sam robisz te fajeczki? Jeśli tak, to może postawie Ci kilka pytań, może pomogą w konspekcie :)

  13. Franz
    Franz
    31 grudnia 2010 at 11:25

    Tak. Proszę, możesz pytać.

    • jalens
      31 grudnia 2010 at 12:20

      1. Skąd bierzesz surowiec, czyli kaczany?
      2. Jakie kolby dają sansę na dobrą fajkę?
      3. Jak pozbywasz się ziarenek?
      5. Czy jakoś wklejasz ustnik czy wciskasz?

      A reszta to już na pewno będzie :)

      • vlasij
        vlasij
        19 stycznia 2011 at 21:36

        http://www.youtube.com/watch?v=CEztnhVz3Z0 miał być komiks jest filmik na youtube. Właśnie sobie palę w kukurdziance pierwszy raz. Bardzo przyjemnie. Kupiłem sobie dwie: jedną chińską i jedną z Missouri. Kiedyś też sobie zrobię. Fajne urozmaicenie i bardzo smaczne.
        Pozdrawiam.

  14. sat666sat
    sat666sat
    31 stycznia 2011 at 13:37
    • Pendrive
      31 stycznia 2011 at 14:46

      „pojawiła się…” w sensie że taka z Missouri Meerschaum? W jakimś sklepie internetowym widziałem, więc to chyba ni jest nowość ;).

  15. 26 maja 2011 at 09:54

    A ja sobie zrobiłem fajkę z kolby kukurydzy i metalowej rurki.

  16. tatar.tatar
    26 maja 2011 at 12:27

    A fota gdzie ??? :P

  17. kolejarz1986
    kolejarz1986
    27 lipca 2011 at 13:25

    Jacek napisał:
    „Prawidłowo wykonane fajeczki z kaczana, czyli takie, w których pozostawiono na bokach komina przylegającą do twardzieli część miękkiego rdzenia, chłoną wilgoć lepiej od sepiolitu.”
    Moje pytanie: to znaczy że ziarna kukurydzy nie są skubane tylko cięte? Żeby część ziarna od strony kaczana została na miejscu a reszta została obcięta i wyrzucona? Bo ja tak to rozumuje a nie wiem czy dobrze. I może ktoś wie czy taką „operację” robi się na świeżych kolbach czy może na wyschniętych? Zabieram się za kukurydziankę i nie wiem czy teraz próbować ciąć te ziarna czy jak wyschnie mi ta kolba. Patrzyłem linka od Vlasija ale z tego co zauważyłem to koleś nie ruszał ziaren. Nie wiem czy wtedy waga fajki jest odpowiednia, bo może być za ciężka.

    • admin
      27 lipca 2011 at 15:44

      Kukurydzianek jest sporo rodzajów. Najczęściej robione są z kolb na tzw. „etapie cukrowym”, kiedy ziarna są miękkie. Co prawda, te wykonywane profesjonalnie, wytwarzane są ze specjalnej „fajkowej” odmiany, ale także kukurydza jadalna, ta, którą się gotuje i zjada na ulicy, daje się obrabiać do fajek.

      Wycięcie miękiszu także jest najprostsze w tej fazie. Podsuszone kaczany nie dają się wypreparować tak równo, pełne są zadziorów, a niekiedy nawet wyrywa się „denko” podczas obróbki.

      • kolejarz1986
        kolejarz1986
        27 lipca 2011 at 17:15

        Ale w dalszym ciągu nie wiem czy końcówki tych ziaren zostają zostawione a reszta zostaje ścięta.

        • admin
          28 lipca 2011 at 05:07

          nie bardzo rozumiem :(

          • kolejarz1986
            kolejarz1986
            28 lipca 2011 at 07:18

            To może od początku:
            Kupiłem kilka kolb kukurydzy z przeznaczeniem na produkcję fajek. Jako materiał fajkowy nie były drogie, więc zaopatrzyłem się w 4 sztuki. Patyk bambusowy(a w zasadzie kilka patyków o różnej średnicy)kupiłem w Obi. Wieczorkiem siadłem do moich przyszłych fajeczek. Każdą kolbę pociąłem je według uznania. Wyszło mi 12 sztuk surowego jeszcze materiału do produkcji fajek. Podzieliłem je na 3 grupy: jedną grupę zostawiłem z ziarnami, drugą grupę próbowałem oskubać(w zasadzie to dałem zonie do skubania bo się wyrywała do tego, ale jak oskubała jedną najmniejszą część to jej się odechciało), ostatnią grupę okroiłem. Skubanie jest męczące i wymaga sporo wysiłku, pozostawione ziarna będą coś ważyć nawet po wyschnięciu. Jak okroiłem kilka kawałków(a szło naprawdę szybko bo kukurydza jest na „etapie cukrowym” jak to napisał Jacek)to jest okazało że już teraz są w miarę lekkie. Potem we wszystkich wykroiłem miękisz. Wnioski po pierwszej obróbce: średnica moich przyszłych fajek pozostawia sporo do życzenia. Tylko kawałki ucięte od strony łodygi, czyli w najgrubszym miejscu, są w miarę zadowalające.

            Teraz zastanawiam się co dalej. Czy mi te półprodukty wyschną i będę mógł w nich palić, czy może mi zapleśnieją i nic z tego nie będę miał. W filmiku z youtube.pl wywnioskowałem że koleś nie skubał kolb, tylko zapiekał w piekarniku przez 3 godziny. W zasadzie nie uśmiecha mi się tego robić a nie wiem czy nie będę musiał.

            • admin
              28 lipca 2011 at 13:08

              Heheh, suszył, nie zapiekał. :) Taki proces odbywa się w Missouri Meerschaum na skalę przemysłową. Podobnie jak przemysłowo przebiega kontraktacja oraz zbiór kolb ze specjalnych upraw „fajkowej” odmiany kukurydzy. Nawet z tych, wyjątkowo wielkich kolb o dużym przekroju, rzadko kiedy udaje się wyciąć materiał na więcej niż 2 fajki. Często jest to jedna fajka.

              Tak jak piszesz, skubanie jest czynnością żmudną i nudną. Stąd po prostu ziarno się tnie. Co prawda, widziałem fajki z ziarnem pozostawionym, ale na forach narzekano, że takie fajki się rozgrzewają, a nawet zaczynają tlić, czy wręcz pękać jak prażona kukurydza. Nie bez kozery miękisz kaczanów nazywa się „sepiolitem” – jest niemal niepalny. Ziarno pali się niemal jak huba czy przetrzymany w piecu chleb.

              W to lato mogą być kłopoty z wysuszeniem kolb z postaci cukrowej – faktycznie, są bardzo wilgotne. Doradzam piekarnik i temperaturę 55-60 st. C. Jak do podgrzybków. Nie większą, bo skoro wydrążyłeś kominy, to fajki mogą popękać. Dlatego też wielu amatorów własnych corncobów drąży je dopiero po wysuszeniu – ale trzeba mieć wówczas specjalny, ostry świderek wybierający, a to narzędzie specjalistyczne i dość kosztowne.

              By zapobiegać pęknięciu, przed suszeniem w piecyku pędzluje się powierzchnię fajki roztworem wodnym kredy. Może być gips, ale nie ten szybko wiążący.

              I, niestety, to wszystko, co na ten temat wiem. W tej materii jestem tylko teoretykiem-oglądaczem z trzeciej ręki.

              • kolejarz1986
                kolejarz1986
                28 lipca 2011 at 13:40

                To jednak suszył! A ja myślałem że piekł je(nie znam angielskiego bo mnie w szkole ruskiego uczyli ). Jak napisałeś o tych grzybkach to przyszło mi do głowy że kupię trochę kolb i zawiozę do domu a trochę rozłożę na kaloryferze w mieszkaniu, tylko muszę poczekać na sezon grzewczy. W domu rodzinnym przy kuchni węglowej będą miały odpowiednie warunki do schnięcia(nad kuchnią czasami suszyły się grzyby).
                Poeksperymentować można, będzie miał kto je palić bo pewnie chłopaki na spotkaniu nie pogardzą prezentem.

              • admin
                28 lipca 2011 at 17:25

                Eksperymenty to podstawa :)

  18. Tomek
    27 października 2012 at 09:22

    Jestem bardzo miło zaskoczony jak wyjątkowo smaczne i kompletnie bezstresowe jest palenie w kukurydziance. Czysta virginia czy mieszanka z dodatkiem latakii – bez różnicy, w obu przypadkach palę chłodniej i smaczniej niż we wrzoścu. Kukurydzianka (bez filtra) plus dwa-trzy kryształki Denicool = w moim przypadku uśmiech na gębie i wyborny smak na języku.

    Czy w Polsce można zakupić inne modele niż Washington i Legend? Z dnia na dzień staję się coraz większym fanem tych tanich fajeczek…

  19. kusznik
    kusznik
    29 listopada 2012 at 13:37

    Właśnie sobie taką „kukurydzianeczkę” sprawiłem i….”banan” na gębie! Tego mi trzeba było! Bezstresowe palenie, smaczne i suche,cóż chcieć więcej! Idealna sprawa do pracy, gdzie mam 30 minut przerwy..

  20. aquarius
    aquarius
    23 kwietnia 2013 at 21:45

    Zachecony opiniami moich poprzednikow zakupilem dwa egzemplarze Corn Cob-ow made in USA model Washington . Palenie faktycznie moze sprawiac przyjemnosc. Szyjka fajki jest tak zainstalowana ze jej koncowy element widac w dnie komina , nie to jednak mnie zainteresowalo ale spoiwo ktorym jest mocowana w kominie a ktorego fragmenty widac w tej wlasnie koncowce, ok jest to masowa produkcja ale coz to u licha moze byc za klej ….wikol?! haha.Poza tym nie ma sie do czego czepiac w koncu to fajeczka za nieduze pieniadze i nie na „wieczne” palenie.Popalalem w niej Wirginie i smakowala ok. Jesli wytrzyma kilka lub kilkanascie palen to zapewne zyska w mojej ocenie…

    • golf czarny
      23 kwietnia 2013 at 23:02

      Z tego co wiem ów „klej” to coś w rodzaju naturalnego mazidła.
      Nie upadaj na duchu jeśli odzieli ci się główka od szyjki. na powrót można razem wszystko złożyć w sprawną całość. Natomiast nieściągaj i nie gub virolki bo się pojawią luzy ustnika.

      Czyszczenie patyka nie jest takie ważne. Takie szparki pomiędzy paleniskiem (ściętym patykiem)a ścianą komina powinny zarosnąć. Powodzenia

    • Zyrg
      zrg
      24 kwietnia 2013 at 13:44

      Ja swoją paliłem już ze 20-30 razy i nie ma śladu nadpaleń ani nic. Nie powinno się zostawiać w niej nagaru – jak się zrobi trzeba zdrapywać, ale nie zbyt silnie (ja to robię stopką niezbędnika), bo potrafi się zacapić (pierwszą pomimo wyciorowania kanału zasmrodziłem i mi „wujkowie” przepalili). Ten patyk ma tak wystawać, żeby zbierać ciąg ze środka. Z czasem się ponadpala (a z długim czasem potrafi się ponoć spalić dokumentnie do ścianki). Klej to klajster ze skrobii z kukurydzy (tak się kiedyś też kleiło skóry np). Jak bardzo Ci zależy na kilku drobinach tytoniu co wpadają miedzy komin i patyk – możesz szczeliny zakitować popiołem rozrobionym ze śliną, ale nie powinno się tego robić, bo miękisz z rdzenia kolby pod patykiem odbiera wilgoć i likwiduje kondensat. Ten kaczan to jedna z fajniejszych fajek jakie mam. Według wielu te fajki, dobrze utrzymane i nie nadpalane, wytrzymują powyżej 500 paleń. Pozdro!

  21. Krzywy
    23 kwietnia 2013 at 22:06

    ta fajka potrafi wytrzymać dużooooo więcej niż kilkanaście paleń:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*