O Union Square od G. L. Pease subiektywnych słów kilka

21 kwietnia 2018
By

Wypaliłem już niemal całą puszkę Union Square od G. L. Pease. Czas najwyższy opisać własne wrażenia z palenia.

 

 

Opis znaleziony na stronie producenta mówi, że Union Square „jest najnowszą propozycją wchodzącą w skład serii Miasta Mgły. Mieszanka składa się z różnego rodzaju wysokiej jakości specjalnie wyselekcjonowanych Virginii, takich jak słodkie jasne, ziemiste czerwone, do których nie dodano cukru czy innych dodatków, które zazwyczaj można znaleźć w tego typu mieszankach. Tytoń został poddany suszeniu ciepłym powietrzem, sprasowany, a następnie pocięty na płatki. Całość tworzy przyjemne i bogate wrażenia zmysłowe pochodzące z naturalnie występujących w tytoniu cukrów. Tytoń pozostawia przyjemny zapach w pomieszczeniu oraz wspaniały posmak. Pozycja obowiązkowa dla poszukujących smaku czystej Virginii.” (tłumaczenie własne)

Opis iście zachęcający do spróbowania czystej Virginii i poznania jej smaku bez żadnych dodatków. Taki w skrócie jest Union Square od G. L. Pease.

Zauważyłem, że każdy tytoń w tej gramaturze w Stanach Zjednoczonych pakowany jest próżniowo w puszcze. Z tego co pamiętam, większe ilości– do 100g, również pakuje się w ten sposób. Skutecznie zabezpiecza to tytoń przed wysychaniem i daje pewność, że po otwarciu nie doświadczymy rozczarowania.

 

 

Zwyczajem amerykańskim, wewnątrz puszki umieszcza się również krótki opis, lub podziękowania i życzenia udanego, pełnego smaku palenia jakie znalazłem i tutaj. Opis zamieszczony wewnątrz mówi, że „Najlepsze tytonie zostały zebrane razem, tworząc zbalansowaną mieszankę zapewniającą doświadczenia, których trudno szukać gdzie indziej. Jest moją szczerą chęcią żebyś wyciągnął z niej tyle przyjemności, ile ja włożyłem w jej stworzenie. G. L. Pease.” (tłumaczenie własne)

 

 

Po otwarciu, do nosa trafia przyjemnie słodki i wytrawny zapach tytoniu. Kiedy wsadziłem nos do puszki, żeby lepiej mu się „przywąchać”, poczułem bardzo złożony aromat wytrawnego wina i majaczącej w tle słodyczy. Przyznam, że tytoń zrobił na mnie bardzo dobre pierwsze wrażenie!

Tytoń podany w formie płatka (ang. flake). W zasadzie bardziej przypomina połamany płatek (ang. broken flake), gdyż większość z nich rozpada się na mniejsze części, a tylko nieliczne jako tako trzymają się kupy. Podobnie jak w przypadku innych tytoni, postanowiłem rekonstruować płatki z mniejszych części dostosowując do wielkości fajki. Nabijałem metodą „snopkową”.

 

 

Niestety, nie znalazłem nigdzie informacji o proporcjach odmian użytych do skomponowania mieszanki. Na oko można powiedzieć, że mieszanka w większej części składa się z ciemnej, czerwonej wirdżinii, poprzeplatanej jej jasną odmianą.

 

 

Wilgotność tytoniu oceniam na akuratną. Nawet nie próbowałem podsuszać, bo w mojej opinii nie było takiej potrzeby. Zauważyłem też, że wolę kiedy tytoń jest raczej bardziej wilgotny niż suchy.

Dodam znowu, że zapach z puszki był naprawdę bardzo przyjemny! Niemal zachęcał do wsadzenia kawałka do ust i skosztowania!

Po nabiciu fajki i wstępnym podpaleniu w celu „przyczarnienia” powierzchni, zapaliłem i czekałem jakich to rozkoszy dostarczy mojemu podniebieniu.

Przyznam, że pomysł czystej mieszanki bardzo mi się spodobał. Możliwość skosztowania czystego tytoniu bez żadnych dodatków dawała obietnicę „poznania” wirdżini taką jaka jest naprawdę.

W smaku na pierwszy plan wysuwa się bogaty, ziemisty, kremowo-słodkawy smak z odrobiną pikantności. Słodycz, jakby pochodząca z suszonych owoców, śmietanki, ale w żaden sposób nieprzesadna, jak naturalnie występujące cukry w owocu. Można też wyczuć smak ciemnych, czerwonych owoców. Jest i trawiasty posmak– jak na wirdżinię przystało. Całość sprawia bardzo smaczne wrażenie.

Dopiero po kilku paleniach udało mi się poczuć „kwaski”, o których mówi się w przypadku tego gatunku tytoniu.

Tytoń spala się, jak na wirdżinię, dość chłodno i powoli. Nie pozostawia dużo wilgoci i nie brudzi fajki. Od początku do końca smakuje tak samo i raczej ciężko żeby „uszczypał”.

Moc tytoniu określam jako średnia do mocna.

Po skończeniu palenia pozostawia bardzo przyjemny posmak.

Cóż mogę dodać…

Bardzo smakowała mi ta mieszanka. Staram się sobie przypomnieć i porównać ją z Full Virginia Flake od Samuel Gawith, która uchodzi za najlepszą mieszankę tego typu, ale nie wiem czy potrafię. Biorąc pod uwagę moje ostatnie doświadczenia z FVF, myślę, że nie zrobiła na mnie aż takiego wrażenia jak bym się po niej mógł spodziewać. Również fakt palenia tytoniu bez żadnych dodatków robi na mnie duże wrażenie. Myślę, że Union Square od G. L. Pease jest, jak do tej pory, najlepszą mieszanką czystych wirdżini jaką miałem okazję spróbować.

Myślę też, że przy następnej okazji uzupełnię zapasy, żeby stale mieć ją pod ręką. Zastanawiam się nawet nad poszukiwaniem tego typu „czystych” tytoni i paleniu samych takich. Może w tej całej „czystości” tkwi największa siła mieszanki?

Życzę udanego kopcenia.

Krzywy

Tags: , , , , , , , , ,

3 Responses to O Union Square od G. L. Pease subiektywnych słów kilka

  1. cortezza
    cortezza
    22 kwietnia 2018 at 21:38

    Ze zdjęć i opisu przypomina mi Cut Virginia Plug Fribourga & Treyera, świetny tytoń.

  2. pigpen
    pigpen
    27 kwietnia 2018 at 12:59

    GLP Union Square to zapewne najlepsza Va jaką miałem okazję palić, choć po pierwszych 8 uncjach wcale tak nie było. Nawet chyba wymieniłem część na coś innego. Druga puszka zmieniła moje myślenie, ale wtedy też mój smak się powoli krystalizował. Po kolejnych puszkach już wiedziałem, że to tytoń bliski ideału. Ma moc, pachnie jak wspomniałeś pięknie, spala się rewelacyjnie. Smakowo to właściwie bym się z Tobą zgodziła poza jednym. Kwaski. Ja ich za wiele nie wyczuwałem. Bardziej była to wytrawność pomieszana ze słodkością. Jak to niektórzy piszą sweet and sour. Co do zapachu to ja bym dodał jeszcze nutę herbacianą?
    Na „łatwość” palenia na pewno ma wpływ czerwona Va, która jest odczuwalna, ale nie powiedziałbym, że dominuje. Podobnie jak ty czułem pikanterię i zastanawiałem się, czy nie ma tam odrobiny Pq, choć nigdzie nie jest to napisane. Czytałem jednak kiedyś na pipesmagazine, że Pan Pease lubi czasem wrzucić nieznaczny dodatek do swoich mieszanek i nie informuje o tym na oficjalnym opisie. Tak jest podobno z uwielbianym przeze mnie Fillmore, gdzie podobno jest niewielki dodatek La dla poprawy palności. Czytałem o tym w dwóch wątkach znalezionych kiedyś w sieci. Kiedyś chyba nawet podawałem linki.
    Warto jeszcze rozwinąć kwestię wilgotności tytoniu, która jeśli chodzi o GLP, jest idealna do palenia. Z tytoni GLP, które paliłem chyba Barbary Coast i Haddo Delight wymagały ewentualnego podsuszenia. Choć to było dawno temu i na 100% nie powiem.
    Z dostępnych u nas (no niedawno dostępnych) drobne podobieństwo odnalazłem w GH CCD, choć oczywiście to całkiem inne tytonie.

    Bardzo żałuję, że tego tytoniu u nas nie ma i nie będzie. Żałuję także, ze nie mam już od dłuższego czasu możliwości sprowadzenia kolejnej puszki do Polski. Jak pisałem powyżej, zapewne najlepsza czysta Va jaką kiedykolwiek paliłem.

    • szydlo
      27 kwietnia 2018 at 16:24

      Byłem szczęśliwcem, który wymienił część pierwszej puszki z Tobą. Paliłem resztkę tego tytoniu akurat wczoraj i muszę powiedzieć, że niestety jest pyszny. Taki, który może natchnąć do palenia czystych Va. Przytoczona w tekście FVF mimo, że momentami bardziej słodka, to drapie w gardło (przynajmniej mnie) i nie ma tej kremowej konsystencji Union Square. Pomimo tej łagodności w smaku ma odpowiednią dawkę nikotyny, a to zawsze cieszy ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*