Tańczący płomyk świecy i nutka dekadencji…

2 grudnia 2012
By

W ubiegły czwartek przypomniałem sobie pewną piosenkę. Wiele razy przymierzałem się już do jej wysłuchania, ale zawsze wydarzało się coś, co czynność tą na powrót spychało gdzieś w głąb zakamarków pamięci. Tego jednak wieczora, w końcu stało się inaczej…

A było to, mniej-więcej, właśnie tak:

Późnym popołudniem, w porze kiedy szaro-bury zmierzch zaczyna wolno ustępować nadchodzącej ciemności nocy, siedziałem wygodnie w fotelu i ćmiąc fajeczkę spoglądałem na odległą o dwie parcele działkę, gdzie nastrojowo i właśnie chybotliwie pląsały sobie purpurowo-żółte płomyki ognia.To niedawno zapalił się dach domu sąsiada. Kiedy na miejscu pojawił się wóz strażacki wysiadło wprzód z niego dwóch dżentelmenów po to, by okiem specjalistów ocenić zaistniały przebieg wydarzeń.

– Spójrz Stevenie, jak ładnie pali się ten dach – z ich gestykulacji starałem się odgadywać treść rozmowy – i ten dym majestatycznie unoszący się pionowo ku górze…
– Masz absolutną rację, Charlesie. To wygląda naprawdę… naprawdę tak…
– Tak viktoriańsko, rzekłbym.
– Słusznie. Jest w tym coś nawet takiego „gotyckiego”…
– O, a co to tak fajnie „jebło” przed chwilą? – sir Charles raczył zwrócić uwagę na malutki snop iskier, który wytrysnął gdzieś spod okapu.
– Myślę, że to ogień dotarł do gniazda przewodów z elektrycznością, Charlesie.
– To nie wyłączono jeszcze prądu? – zadziwił się sir Charles, akcentując swe słowa ujęciem się pod boki.
– No wiesz, nie było kiedy… Dopiero przyjechaliśmy przecież, Charlesie.

Udobruchany sir Charles chwycił w swą męską, silną dłoń służbowy telefon i wykonał połączenie, gdzie w dwóch zwięzłych zdaniach, podrzędnie złożonych, przekazał rozmówcy niezbędne instrukcje. Chowając telefon, na jego twarzy malowało się jednak lekkie zakłopotanie. Rozumiałem go. Ja też mam wyrzuty sumienia, kiedy muszę przerwać komuś relaks przy wieczornej herbacie… Jednak nabyty w wielu bitwach profesjonalizm szybko wyparł uczucie smutku i sir Charles przystąpił do dalszej części działań operacyjnych. W ogóle ci dwaj faceci wydali mi się najbardziej kompetentnymi osobami na miejscu akcji. Reszta zastępu biegała bowiem po ogrodzie niczym wypuszczone z kojców kokiel spaniele – długo, wytrwale i bez sensu…

– Kto tutaj mieszka, Stevenie?
– Z posiadanych informacji wynika, że mieszka tu pewien mężczyzna – z zawodu „Hindus”, a jego hinduska żona pracuje jako pokojówka w sieci hoteli Ramada – zameldował Steven z nienaganną dykcją.
– No, to już jest coś! Słuchaj mnie Stevenie! Ja teraz okrążę całe to miejsce, a ty idź i wydostań kobietę z terenu zagrożonego pożarem! Wnoszę, że powinna przebywać w którymś z pokoi!
– Na boga, Charlesie, skąd masz tę pewność?!
– Przecież sam mówiłeś, że to pokojówka…
– Ach, Charlesie! Jak ty wszystko wiesz!

Dalej już nie chciało mi się prowadzić tej zabawy i całą uwagę skupiłem na prowadzonej akcji gaśniczej. Bohaterscy strażacy stanęli na wysokości zadania (zwłaszcza, że mieli drabiny) i ugasiwszy zgliszcza dachu pojechali dziarsko do swych domów by poznęcać się seksualnie nad żonami. Ja zaś w ciszy i skupieniu wyczyściłem towarzyszącą mi fajeczkę, a następnie przeniosłem się przed ekran komputera aby odszukać ową piosenkę, którą niniejszym wpisem pragnę się z Wami podzielić. Przywołuje ono u mnie bardzo wiele miłych wspomnień. Mam nadzieję, że Wam także.

PS. Ot, takim oto tekścikiem (wynikłym z dumania – oczywiście – przy fajeczce), pragnąłbym przywitać się z Wami – WITAJCIE! Mam nadzieję, że uda mi się wnieść „co nieco” do „Fajka.net-u” – nawet, jeżeli byłyby to tylko wspomnienia. A czas i okoliczności są ku temu sprzyjające. W tym roku nie zawitam na urlop do rodzinnej Gdyni – urlop diabli byli wzięli… Już tęsknie i szlag mnie trafia… Może także przydam się do czegoś… Koleje losu w „odrodzonej” już Rzeczypospolitej – 6 lat temu rzuciły mnie do Londynu.

Do sklikania zatem i przemiłych wrażeń życzę!

PSS. Mówiąc o wrażeniach miałem na myśli utwór Jethro Tull oraz obcowanie z fajką, a nie moje wypociny  :)

Tags:

3 Responses to Tańczący płomyk świecy i nutka dekadencji…

  1. JSG
    JSG
    2 grudnia 2012 at 20:18

    Wesolo tam macie w tej brytwanii…
    Swietny debiut…

  2. yopas
    2 grudnia 2012 at 20:58

    Pozwoliłem sobie zaingerować w formatowanie, odległe od tutejszego.
    Dziękujemy za tekst. Czekamy na kolejne.

  3. KrzysT
    KrzysT
    2 grudnia 2012 at 21:13

    Sympatyczny debiut. Serdecznie witamy :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*