Kolega Fidela

26 marca 2011
By

Mam nadzieję, że koledzy, którym w głowach się nie mieści, że ktoś może palić elektroniczne fajki i papierosy, pozwolą mi jednak dalej o nich pisać. Taką mam sytuację, że nie palę zwyczajnych, podpalanych płomieniem papierosów od kilku tygodni, zaś od ponad 2 tygodni miałem możliwość zapalenia fajki tylko w czasie 24. godz. przepustki ze szpitala.

Znam co najmniej kilka osób z naszego fajkanetowego kręgu, których sytuacja wcale daleko nie odbiega od mojej. Może choć im się to moje pisanie przyda, a może nawet bardziej ortodoksyjni koledzy nie wykluczą mnie z fajczarskiego grona za to, że obecnie posługuję się głównie – jak to określono pod poprzednim tekstem – namiastką fajki. Ja sam fajczarzem pozostaję, mgiełka z waporyzera nie odebrała mi ani kawałeczka z tego, co o fajce wiem i jeszcze się dowiem.

I co? Nie wyglądam jak kolega E-Commandante?

Przez dziesięciolecia posługiwałem się lekceważącym powiedzonkiem, że jeśli rzucę palenie, to umrę zdrowszy. Kilka tygodni temu dowiedziono mi, że dzięki odstawieniu żywego, tlącego się w fajce tytoniu mam szansę umrzeć nie tylko zdrowiej, ale i później. Tej szansy się chwytam i mam w dupie udawanie Lindy i Banderasa. Kilku przyjaciół podtrzymuje mnie na duchu, piszą nawet: „Jacek, nie daj się”. No to się nie daję – jak się da i jak potrafię.

Wybór mam – pokazałem już podstawy wiedzy o tradycyjnym elektronicznym papierosie, zaprezentowałem przepiękną e-fajkę. Dziś pora na „namiastkę” cygara na prąd…

Jestem kolegą Fidela

Niemal od początku przygody z chmurzeniem palę => El-Cigaro, od ponad dwóch tygodni szokuję personel medyczny i współpacjentów wielkim elektrycznym cygarem z => cigo.pl.

el Cigaro

Moje El Cigaro

A to było tak… Po wprowadzeniu na rynek e-fajki, prekursor e-palenia, czyli chińska firma Ruyan, zabrała się za torowanie drogi elektronicznym cygarom. Taka kolejność – e-fajka, e-cygaro, e-papieros – determinowana była głównie przez wielkość i pojemność baterii z tamtych czasów (2004-2006) oraz z faktem, że nawet najmocniejsze akumulatorki błyskawicznie się wyczerpywały, pracując „na ciągłym zwarciu”, czyli podczas zasilania mikrogrzałki z drutu oporowego. Ogniwa malały, malały też inhalatory nikotyny.

Chińczycy na początku postawili na dwie sprawy: na „zdrowszość” takiej formy zażywania nikotyny oraz na wygląd urządzeń – miały jak najdokładniej naśladować fajki, cygara i papierosy… No to tradycyjnie – krótki schemat „ideologiczny” inhalatora od wirtualnego żaru do ustnika…

Dioda imitująca żar, akumulator, mikrochip… No właśnie, po co ten mikrochip w rurce bateryjnej? Dla „wyrównania prądu” – bez tej elektronicznej wstawki, grzałka atomizera rozpalałaby się coraz słabiej w miarę spadku napięcia w ogniwie, co skutkowało by coraz lichszą mgiełką i mniej intensywnym smakiem. Taki „słabnący” w miarę palenia e-papieros po prostu by się nie sprzedał. Trzeba było dodać elektroniczny element, który do osiągnięcia pewnej progowej wartości utrzymywałby pożądaną, zbliżoną moc bateryjki, a co za tym idzie – taką samą moc i smak wdychanej chmurki od pierwszego do ostatniego zaciągnięcia.

Ten sam chip odpowiada także za sposób podawania prądu na grzałkę – baterie mogą być automatyczne i włączać grzałkę, reagując na dźwięk o określonej częstotliwości i natężeniu (baterie akustyczne) lub na różnicę ciśnień (baterie podciśnieniowe). Bardziej zaawansowani waperzy (e-papierosa się „wapuje”, od angielskiego słowa „vaporiser”). Największym jednak powodzeniem cieszą się wśród bardziej zaawansowanych waperów baterie manualne – w których wciska się guzik zasilania podczas zaciągnięcia. Dają najpełniejsze, kontrolowane odczucia…

cigo.p

Cigo.pl postawiło na urodę i wysoką jakość wykonania - nawet ulotek.

Styk elektryczny w formie gwintu lub wcisku, grzałka z drutu oporowego rozgrzewającego się do czerwoności i niepalna watka, gąbka, zwitek włókniny nasączone liquidem…

I to już koniec podstawowego schematu „ideologicznego”.

Cygaro Green Cig (nawiasem mówiąc, diodka żaru pali się na czerwonawo) nie jest oklejone miętym papierem (taka okleina w strukturzeD), jak moje El Cigaro. Udatnie jednak marmurkowym zabarwieniem i przyjazną w dotyku fakturą imituje cygaro znakomitej jakości. Grubością wręcz zarezerwowaną ongiś dla Fidela Castro Cohibę.

Elektroniczne cygaro

Pełny zestaw.

Konkretne e-cygarzenie

Podkreślanie przez cigo.pl wyjątkowej jakości wykonania swoich produktów jest w pełni uzasadnione. Pokazywałem to już przy okazji opisywania e-fajki. Rurki baterii oraz kartridża oklejone są ukośnie marmurkową taśmą w tytoniowym kolorze. Staranność wykończenia ustnika pokazuje ręczną robotę.

Brak stożkowego zwężenia – jak np. w Ruyanie czy w El-Cigaro – nieco utrudnia palenie i sugeruje, że jest przeznaczone raczej dla waperów o namiętnych, całuśnych ustach. Ale i wąskowardzy mogą do grubości ustnika przywyknąć i polubić…

Świeże kartomizery ciągnie się lekko, swobodnie, przyjemnie. Ilość dymu duża, satysfakcjonująca. Styl palenia – cygarowo-fajkowy: dwa, trzy pyknięcia inicjujące i głębokie zaciągnięcie smakowo-mocowe. Ja sam głęboko się zaciągam, do dna płuc – przez skąpstwo; kartomizer wystarcza na dłużej. Po 15 głównych buchach – mam dość, jestem nasycony nikotyną niczym kuna, która wymordowała wszystkie kury z kurnika…

Choć przecież liquid nie należy do najmocniejszych (15mg), to ilość „zaczerpniętego” dymu daje, jak mawiamy w naszym żargonie, potężnego kopa.

opakowanie cigo

Idealne na wyjątkowy prezent.

Co do smaku – nie powiem wprost, ale napiszę, że czekam na firmę, która nie będzie stosowała chińskiego marketingu i nie tłumaczyła z angielskiego tekstów do swoich ulotek i na strony www. Zapewniam z pełną odpowiedzialnością – chiński e-blender nie miał nigdy w ustach żadnego cygara. Żaden liquid nie przypomina palonego tytoniu, ponieważ w płynach do wapowania brakuje 4 tysięcy „przypraw”. I to w tych „przyprawach” tkwi analogowe sedno smaku.

Taki typ reklamy może przekonać głupich Amerykanów czy żyjących w dobrobycie Unitów Europejskich. Dla polskiego konsumenta, podejrzliwego niczym wiecznie kopany wiejski pies, takie reklamowe sabały działają jak płachta na byka. Na dobrą sprawę, w całej wapowej branży obowiązuje ta kalka zachodniej reklamy, jedna Inawera dystansuje się od tej głupawej stylistyki, nadając firmowanym przez firmę liquidom przewrotne, dowcipne nazwy. Reszta daje sobie wciskać kit wyprodukowany przez chińskich, pryszczatych chłopców od marketingu… Daje wciskać i podaje go dalej, niejako firmuje ewidentną nieprawdę.

A nie ma najmniejszej potrzeby uczestniczyć we łgarstwach Pekinu czy innego Seczuanu – wszystkie zawarte w kartomizerach tytoniowe propozycje cigo.pl bardzo mi smakowały. Bardzo! Tytoniowe, bo inne palę wyłącznie w celach poznawczych i testowych. Dla siebie prywatnie wolę kupić „żywą” gruszkę, niż glikol propylenowy z dodatkiem octanu izobutylu.

Obowiązkiem każdego testera jest zrobić dokładnie to samo, co zawsze robią konsumenci. Polscy zawsze zamieniają jednorazowe akcesoria na rzeczy wielokrotnego użytku. I choć Green Cig zrobił sporo, aby utrudnić takie postępowanie, to „złamanie zabezpieczeń” jest dla Polaka betką.

kartomizer e-cygara

Rozłupany kartomizer.

„Rozłupałem” z bólem serca jeden kartomizer z zestawu. Ostrożnie podważając ostrzem modelarskim zaślepkę z „monofonicznym jackiem” (swoją drogą, ta wtyczka jest sama w sobie świetnym rozwiązaniem zasilania grzałki), daje się rozłożyć kartomizer dokumentnie, nie demolując go bezpowrotnie. Rozwiązanie bardzo interesujące – watka znajduje się w szczelnym pojemniczku z miękkiego tworzywa. Grzałka jest ukryta, liquid transportowany na nią przez pęczek (pukiel, kosmyk) syntetycznego i niepalnego włosia.

Te kłaki przewodnie, to stary pomysł, ale jak pokazują kontrowersje wokół akcesoriów bezwatkowych, nikt jeszcze nie wymyślił nic lepszego.

Szczelny pojemniczek wcale nie jest zabezpieczeniem przed wielokrotnym napełnianiem kartomizera – pod wpływem gorąca liquid się poci, skrapla, ale i opary podnoszą się ku górze, czyli wracają na watkę. Mgiełkę wdychamy przez spory rowek z boku pojemniczka – przepływa ona od grzałki do zaślepki ustnika kanalikiem między ścianką kartomizera a tuleją główną..

pukiel

Zbliżenia patentowane

Kartomizer do E-Cigo-ro da się napełnić w idiotycznie prosty sposób – trzeba przez dziurkę ustnika przewiercić lub przepalić jak najmniejszy otworek, taki na szerokość igły (żeby nie zmarnować greencigowkiego patentu z powrotnym nasączaniem watki) i strzykawką uzupełniać płyny. Można sobie też przy okazji robić coś, co w środowisku fajczarskim określa się mianem „random blending”, czyli mieszać smaki dość przypadkowo. Można wstrzyknąć do kartomizera mililitr płynu

Chcący się pokusić o świadome smaki muszą, niestety, rozłupać kartomizer i wymienić watkę na niepokalaną – ja w taki sposób mojego ulubionego MB od Milda wymieniłem na Burleya zaprawionego latakią. Na świeżą watkę można spokojnie podać 1,5-1,8 ml liquidu.

Podsumowując – według mojej opinii, opisane dziś e-cygaro jest najciekawszą propozycją z oferty cigo.pl. Nie tylko ze względu na smak, ilość dymu, możliwość poszpanowania fidelowskim pyskiem, ale także przez naprawdę umiarkowaną cenę zestawu. Kartomizery – i dotyczy to wszystkich proponowanych przez firmę – są stanowczo zbyt drogie, by, jak chce producent, wrzucać je po wysuszeniu.

Opakowanie idealnie się nadaje na prezent – gdybym lata temu coś o tym charakterze dostał od mojej pierwszej teściowej, to miałbym z pewnością o połowę mniej żon niż miałem…

Problemy klatki schodowej

Chmurzyłem jak chiński smok, siedząc na półpiętrze z laptopem na kolanach. Ta fidelówka dymi nadzwyczajnie… Byłem tak zajęty, że nawet nie zauważyłem, jak dyżurny lekarz przycupnął na schodku koło mnie; pewnie schodził na inny oddział, może szedł do bufetu albo zapalić analoga do tajnej palarni przy prosektorium. Najpewniej to ostatnie – jak mi dzisiaj mierzył ciśnienie, to jechało od niego jak z policyjnej spalarni kontrabandy. W czasie poprzedniego pobytu nie czułem tego tak boleśnie, bo paliłem analogi.

– Panie Jacku – powiedział – ja tego nie powiem oficjalnie, ale niech pan, skoro już pan musi, pali te e-papierosy… Nie będzie pan wdychał setek szkodliwych związków…

– A kiedy, doktorze, powiedziałby pan to oficjalnie?

– Kiedy dystrybutorzy tych ustrojstw zgłosiliby je do oficjalnych komisji leków, przeprowadzono by badania wg państwowych procedur i zakwalifikowano by te wasze olejki do stosowania w Nikotynowej Terapii Zastępczej, jak np. środki spod znaku Nicorette…

Tłumaczyłem, że to długi czas, że wszyscy boimy się wywoływać wilka z lasu, że już próbowano podczas ostatniej nowelizacji ustawy antytytoniowej zakazać handlu e-papierosami… Poza tym, nawet gdyby zakwalifikowano część urządzeń i płynów jako lek, to każdy liquid trzeba było by badać jak te wszystkie nurofeny, ibupromy, ibumy, gripexy i inne Goździkowe… To nie tylko czas, to przede wszystkim koszta – i cena za e-liquid czy pełne wkłady lub kartomizery wzrosłaby niewyobrażalnie.

Większość lekarzy w dzisiejszych czasach to nieźli ekonomiści…

– No to macie pat. Nie zgłosić się do komisji leków, to w każdej chwili możecie się spodziewać likwidacji przez polityków… Zgłosić i zostać zakwalifikowanym jak środek leczniczy, to branżowe samobójstwo z powodu ceny e-palenia…

Bezradnie rozłożyłem ręce. Między palcami prawej dłoni dzierżyłem dzielnie tę elektroniczną Cohibę od cigo.pl.

Kiedy coś będzie niejasne, to sugeruję zajrzeć do waperskiego =>Leksykonu lub do =>FAQ.

Zdjęcia autora

Tags: , ,

37 Responses to Kolega Fidela

  1. Alan
    Alan
    26 marca 2011 at 14:18

    :)

  2. Rheged
    26 marca 2011 at 14:34

    E-cygaro wydaje mi się najbardziej przyjaznym urządzeniem z gatunku e-palenia. Po pierwsze dlatego, że wydaje się naturalne, jest estetycznie znakomite, naprawdę przypomina cygaro właściwe. I na to patrzę już zdecydowanie łagodniej, bez palpitacji serca i świętego oburzenia właściwego nikotynistom, jak to mówisz „analogowym”. Na to mógłbym się skusić.

  3. SefaR
    26 marca 2011 at 14:44

    „Umiarkowana cena”? Widzę, że ostatnimi czasy potaniało troszkę,ale według mnie 239pln za 2 wkłady, bateryjkę i ładowarkę to nadal strasznie drogo jak na sprzęt ep. Wychodzi, że płacimy ok 180pln za „akumulatorek w liściu”, a to chyba lekka przesada cenowa. Kiedyś myślałem, że cena El Cigaro jest wysoka. Gdy jakieś pół roku temu zobaczyłem cenę w cigo.pl to aż się przestraszyłem.
    Ps. „Cygara Ruyan zawsze wyglądały jak prawdziwe cygara. Nie zmieniły designu do tej pory i wciąż są nietanie…” Oj, chyba kolega nie za bardzo jest w temacie: kształt najbardziej popularnego e-cygara Ruyan w niczym nie przypomina klasycznego cygara. Poza tym kosztuje ok 165pln , a zestaw 5szt e-cygar jednorazowych Ruyan o klasycznym kształcie kosztuje ok 300pln.

    • jalens
      26 marca 2011 at 16:07

      Masz rację, ale odpowiem wieczorem…

  4. je2bnik
    26 marca 2011 at 15:26

    O jaka zawodowa fota :) normalnie widzę Cię Jacek w jakiejś gangsterskiej stylizacji, cygaro już masz :)

  5. KrzysT
    KrzysT
    26 marca 2011 at 16:11

    Fota zawodowa. Artykuł też. Jako że jestem jednym z nielicznych, który miał okazję oglądać Jacka na żywo z ww ustrojstwem, to powiem, że wygląd jest faktycznie całkiem całkiem – znaczy najbardziej zbliżony do analogu. Fajka w sumie też wygląda dość „prawdopodobnie”, ale ten zielony świetlik w odcieniu filmu o małych ludzikach z Marsa jakoś do mnie nie przemawia…

    • SefaR
      26 marca 2011 at 16:37

      Ten produkt jest dostępny na rynku do ponad 6 miesięcy, więc wiele osób miało okazję „pomacać” już to ustrojstwo . Wiele e-cygar, głównie „jednorazowych” wygląda podobnie, a nawet ładniej.

    • jalens
      26 marca 2011 at 18:06

      Krzysztof, a ja wolę zielone – łatwiej wyjaśnić czepialskim, że to nie jest „na ogień, dym i poparzenia”.

  6. jalens
    26 marca 2011 at 18:04

    Ciekawostką jest, że zarówno jednorazówki jak i wielorazówki Ruyana, jak i te brandowane przez Green Tech wykonane są jakby na plastikowym korpusie z jednej wtryskarki.

    Co do macania – gdyby mi pół roku temu ktoś powiedział, że ja będę głód nikotyny likwidował za pomocą fajki na prąd czy cygara z wtykiem typu mini jack, to pewnie odesłałbym go do psychiatry :) Choć przecież tu jest moje miejsce i z fajczarzy jestem. Zapewne bez tych tekstów koledzy z Fajkanetu patrzyliby na e-papierosy jak ja te 6 miesięcy temu – z obrzydzeniem.I wiedzieli o e-paleniu tyle, co ja wiedziałem kilka tygodni wstecz, zanim trafiłem na zielone forum waperskie.

    O najpopularniejszym paskudztwie Ruyana wolę się nie wypowiadać.Za cygaro raczej tego nie uważam. Jawi mi się jednak w pamięci dość wyraźnie strona ze sklepu amerykanskiego, gdzie pod hasłem Tradycja i najwyżasz jakość handlowano limitowanymi cygarami tej firmy za ponad 200 baksów za sztukę. Muszę poszukać tej strony albo przyznać, się, że mi się przywidziało. Twoje uwagi spowodowały, że poprosiłem Tatę, by na dzisiejsze odwiedziny zakroplił mi parę gigabajtów do Playa na kartę. Bez tego mam raczej ograniczone możliwości zadawania pytań googlownicy. Mam już „pełny modem”.

    Jeśli się pomyliłem, to nie mam raczej problemów, by się do błędu przyznać.

  7. Pendrive
    26 marca 2011 at 20:23

    Chyba już tutaj, gdzieś pisałem, że moim zdaniem, problemem e-palenia jest to, że próbują naśladować to „analogowe” ;)
    Kształty powinny być czadowe, a same papierosy zrobione z… no nie wiem, włókno węglowe + tytan! To by było świetne! :)

  8. johnny
    27 marca 2011 at 04:12

    Dzięki za fajny artykuł. Porównanie zoologiczne tyczące sytości mnie rozbroiło :)
    GGTS z linku powyżej wygląda niesamowicie – normalnie jak z jakiej powieści SF! W sumie wypisz, wymaluj Star Wars – “The Jedi make their own lightsabers” ;) Nie wiedziałem, że tworzone są takie fajne gadżety.

    Przy okazji, szybkiego powrotu do zdrowia Jalens!

    Aha, a ten ”E-papierosy – leksykon” (bateria podciśnieniowa, bateria akustyczna, bateria manualna…) wygląda dokładnie jak taki angielski przekład chińskiego bulszitu marketingowego. Bateria, to bateria – w sumie ogniwo galwaniczne. Tworzenie takich „zlepków” sprawia, że człowiek się „męczy” przy czytaniu. Szczerze mówiąc, brzmi to jak bełkot ignoranta…

    • jalens
      27 marca 2011 at 05:19

      Johny, każda „branża” ma swój żargon i, wbrew pozorom, taki podział baterii na znaczenie. Bateria manualna włącza grzałkę, kiedy naciśnie się guziczek – można dosłownie regulować ilość, a nawet temperaturę dymku. Najfajniej się jej używa, kiedy można poświęcić się głownie przyjemności e-palenia. Nie jest zbyt wygodna np. podczas klepania w klawiaturę – szukaj guzika, o rany. Lepiej mieć wówczas baterię automatyczną. Akustyczna załącza się i odłacza szybko – kiedy dźwięk przedostającego się powietrza osiąga pewną „głośność”. Doskonała podczas pracy na komputerze. Ale np. już nie do knajpy, w której gra muzyka – może rozgrzać grzałkę, leżąc na stole czy nawet w kieszeni, pod wpływem niektórych tonów. Może ją też odpalać jakiś specyficzny hałas z ulicy. Jeśli dysponuje się tylko takimi bateryjkami, lepiej nie nosić skręconego inhalatora w kieszeni w pewnych okolicznościach, bo łatwo o spalenie grzałki.Podciśnieniówka rozgrzewa grzałkę (i zapala diodę żaru) płynniej, stopniowo podczas zaciągania. Świetna np. na dyskotekę… To tylko przykłady, bo tych tajemnic ogniw galwanicznych jest więcej :)

      Przekopiuję naszą rozmowę kolegom, którzy nad Leksykonem pracowali….

  9. johnny
    27 marca 2011 at 05:59

    Ja wszystko rozumiem, ale bateria, to bateria. Żadna branża póki co nie uzurpowała sobie prawa do przywłaszczania i modyfikowania określenia definiującego ogniwo galwaniczne :) Tu się raczej rozchodzi o… hmmm… włącznik, aktywator czy inny wzbudnik jakowy, ale nie o baterię. Przecież to nawet nie brzmi dobrze „bateria akustyczna”.
    – Dzień dobry. Poproszę baterię akustyczną.
    – Oj przykro mi, baterie tylko podciśnieniowe mamy. Proszę po niedzieli pytać.
    ;)

    • jalens
      27 marca 2011 at 06:11

      I tak dokładnie jest, tak się to odbywa w sklepiku…
      Językowo masz rację, dlatego użyłem słowa żargon, a nie np. język środowiskowy. Jak najbardziej chodzi o aktywator… I bardziej dotyczy mikrochipa niż ogniwa…
      My, fajczarze, mamy znacznie większą ilość językowych potworków, skrótów myślowych – choćby ze względu na o wiele dłuższą tradycję…
      A może zainicjujesz powstanie analogicznego leksykonu u nas?
      Uwzględniając, że z niego korzystać mogą także ciekawscy waperzy…

  10. johnny
    27 marca 2011 at 06:20

    „I tak dokładnie jest, tak się to odbywa w sklepiku…” Ale jaja! :)
    „A może zainicjujesz powstanie analogicznego leksykonu u nas?” Słabo to widzę, bo nawet nie mam pomysłu od czego by zacząć. O różnego rodzaju E-substytutach dowiedziałem się od Ciebie :) Za to całkiem sprawnie radzę sobie z trollowaniem cudzych wątków i póki co raczej przy tym zostanę ;)

  11. SefaR
    27 marca 2011 at 08:45

    Z tymi bateriami to nie jest aż taka błahostka- aukstyczna nie nadaje na przykład na wyjście do lokalu z głośną muzyką.
    Jalens- wyprzedaż e-cygara Ruyan jest na przykład na heaven-gifts.com.
    To „cygaropodobne” jest dosyć ciekawą opcją- zwróć uwagę na okres gwarancyjny . No tylko ten kształt… :(

    • jalens
      27 marca 2011 at 10:15

      SefaR, nawet jakby ten wynalazek kosztował 99 eurocentów – po szpitalu jest to dla mnie bajońska suma. Piszę „wynalazek”, bo z kompletu jedynie „tuby” na kartridże przypominają cygara. Ja wiele razy podczas przeglądania sieci widziałem „toto” oklejone nawet fantazyjnym sreberkiem czy różową folią (o jeżu kolczasty!). Zresztą chyba u peleona, także w wyprzedaży, jest coś takiego…

      Żeby koledzy wiedzieli, o czym rozmawiamy:
      http://www.peleon.pl/product.php?id_product=436

      Sam wiesz, że „toto” było także brandowane przez wiele firm, także lokalnych. W Polsce w sklepie Trendy można za niecałą stówkę kupić takiego „nieryuana” – TUTAJ .

      Zaprzyjaźniony sprzedawca stacjonarny na naszym => zielonym forum powiedział mi, że jest to towar kupowany niemal wyłącznie przez wyraźnie pijanych klientów. W sam raz eksponat do => Muzeum Elektronicznych Paperosów

      Jest szansa, że jutro lub pojutrze będę w domu i będę miał dostęp do zakładek w domowym komputerze. Mam nadzieję na kontynuowanie naszej rozmowy o Ruyanie, a może i o innych sprawach :D

    • jalens
      29 marca 2011 at 00:38

      SefaR, usunąłem ten akapit o Ruyanie. Nie znalazłem tej amerykańskiej strony, jednak chyba mi się przywidziało. Serdecznie dziękuję za uważność.

  12. jalens
    28 marca 2011 at 23:34

    Mam nadzieję, że wszystkim fajczarzom Allah pozwoli palić tytoń do końca życia. Zresztą Bóg daje nam wolną wolę. I, na całe szczęście, dołącza też lęk przed śmiercią. „Takie coś” powoduje, że boję się nieco mniej.

    • tatar.tatar
      29 marca 2011 at 10:49

      Witam, oczywiście rozumiem takie a nie inne podejście, w sytuacji gdy zdrówko powie „pa pa” też napewno zrezygnuje ze wszstkich niezdrowych nawyków (człowiek tak ma).

      Sam doceniam zalety e-p (dzięki niemu rzuciłem analogi), jednak dla cygar, czy fajki to dla mnie już tylko substytut którym raczej nie osiągnę satysfakcji. I o ile w papierosach mi się to sprawdziło – bo tam nie liczył się smak tylko kop, a e-p dawało kopa i dodatkowo lepszy smak i brak smrodu i wogóle lepiej, tak w fajce o kopa mi nie chodzi a sam smak jest ok i wręcz dążę żeby go było mozliwie najwięcej :), i ta (dla niektórych smieszna) otoczka, czyszczenie , nabijanie itp. – elektroniczne wynalazki kastrują połowę przyjemności.
      Herbatka nie zastąpi rudej wody na myszach, choć kolor podobny i używa się prawie tak samo, a niektórym nawet bardziej smakuje (profani :P). Herbatka ma nawet na niektórych polach lekką przewagę (mozna prowadzić, nie niszczy wątróbki …). Ale to nie to samo i tyle :(

      • jalens
        29 marca 2011 at 11:48

        Maćku, to, wybacz, stereotypy. Takie założenia z góry podjęte. Na razie nie palę papierosów.Od kiedy palę e-p, wypaliłem jednak kilka fajek. Ostatnią wczoraj wieczorem, niemal natychmiast po powrocie ze szpitala. Mysorską w „naszym” pokerze. Pycha, wielka, prawie dwugodzinna fajka na półleżaco. Bardzo mi tego brakowało.

        I teraz uwaga – nie radzę tego, co poniżej czytać tym, którzy się jeszcze nigdy nie bali…

        Tam gdzie leżałem, było dwóch fajczarzy. Jeden na mojej sali… Obaj mieli nowotwory – jeden wargi, drugi podniebienia. Z tym pierwszym dało się rozmawiać, bo mógł jeszcze artykułować zrozumiałe dźwięki.

        Ja sam do kompletu mam jeszcze tzw. zespół metaboliczny – nadciśnienie, cukrzyca, otyłość. Cukrzyca to już rany na stopach i dolnej części łydek. To ewidentnie skutek upartego powtarzania przez lata hasła „palę bo lubię”. Bóle głowy ustępują, bywa, że i na wiele dni. Nogi bolą mnie zawsze. Czasem nie mogę wytrzymać. Kiedy nie mam odpowiednich proszków – szaleję.

        Udowodniono mi, że szkodliwe substancje ze spalanego tytoniu tak samo – choć wolniej – wchłaniane są do organizmu przez śluzówkę w ustach, przez przewód pokarmowy (fajka), jak przez pęcherzyki płucne. Ja na dodatek lubię się dymem z fajki sztachnąć, a nawet jeśli usiłuję tego nie robić, to zaciągam się mimowolnie.

        Mam obecnie nieodparte wrażenie, że sięgając po fajkę, także robię głupio. Nie paliłem jej, kiedy byłem w szpitalu. Bolało do wytrzymania. Wiem, że jeśli będę palił po 6 fajek dziennie – ból wróci, a nawet będzie się stopniowo wzmagał. No to ja mam w dupie misteria, nabijanie, smaki, czyszczenie… I choć to kocham, to, jak się okazuje, nie muszę tego robić. Jak tego nie robię, to mnie mniej boli. Natężenie bólu jest dla mnie ważniejsze, niż pytanie fajki.

        Powinieniem teraz napisać, że to tyle w tym temacie – a jednak nie. Bo ja polubiłem smaki podczas e-palenia. Dowiadywanie się o tym, stało się moją równoległą do fajczarstwa pasją. Jestem człowiekiem obrzędowym z natury, więc wypracowuję tę obrzędowość i tutaj. Nabijanie kartridży i kartomizerów, mieszanie i próbowanie liquidów, Wiecie, że istnieją obrzędy picia i parzenia herbaty, ukladania badyli w ikebany, obrzędowość związana z sambą, piciem yerby, polowaniem, pobożnością – ja je sobie będę miał przy wapowaniu. Z atropologicznej potrzeby posiadania obrzędów.

        Czy będę palił fajkę – zapewne tak. Pewnie i papierosa zapalę. Albo i cała paczkę. Tylko, że ból nie do wytrzymanie przypomni mi, że robię bez sensu, skoro już wiem, że nie jest to życiową koniecznością – jak jedzenie, picie wydalanie. No i wizyty w burdelu…

    • tatar.tatar
      29 marca 2011 at 11:02

      Ponadto chciałem Jacku zapytać czy twój odwrót fajkowo-tytoniowy (wywołany
      stanem wyższej konieczności), to już tak na stałe, nie przeczytamy Twojej
      recenzji nowego tytoniu itp ?

      • jalens
        29 marca 2011 at 11:51

        Po jednej próbce – na pewno poczytacie. Julian ma dla mnie przecież ten oriental. Poza tym, ja w dalszym ciągu uczę się o fajce i tytoniach.

  13. Pastor
    Pastor
    21 kwietnia 2011 at 09:20

    No cóż. Już bym wolał nigdy więcej nie zapalić, niż włożyć sobie do ust te jakieś druciki, waciki. To udawane fajczarstwo jest zdecydowanie nie dla mnie. Jak w „Seksmisji” – pigułka na obiad: „To czerwone, bardzo dobre!”. Kocham swoją fajkę, a jak można pokochać te waporyzery, kartomizery, liquidy o smaku imitującym naturalny? Nie wyobrażam sobie tego. Dziękuję – plastikowe pseudo-palenie jest nie dla mnie.

  14. jalens
    21 kwietnia 2011 at 09:27

    Znam te opinie i irytacje wielu kolegów, nawet deklarujących się z przyjaźnią – i dlatego wyniosłem się z merytorycznej części Fajkanetu… Więcej artykułów o drucikach na pewno już nie będzie.

    • yopas
      21 kwietnia 2011 at 09:43

      Ech, te muchy w nosie… wysmarkać. Koniecznie WYSMARKAĆ!

    • kolejarz1986
      kolejarz1986
      21 kwietnia 2011 at 09:53

      Co do tego wpisu to nie rozumiem Twojej irytacji Jacku(jeżeli to była irytacja, bo może jej akurat w tym przypadku nie było). Kolega napisał że to jego zdanie. Tego mu zabronić nie można.
      Co do Twoich artykułów to według mnie warto pisać o czymś takim. Nie wiadomo który z brzegu. Ty nie możesz palić fajki(z tego co zrozumiałem) a potrzebujesz nikotyny, to palisz te „druciki”. Każdy artykuł wnosi coś nowego do naszego hobby a takie techniczne rozwiązania które prezentowałeś są, dla mnie ścisłowca, bardzo ciekawe.
      Nie chciałbym, żeby ten portal zmienił się tak jak FMS-napisany poprawnie wpis w dobrym wątku, jest zbesztany, bo komuś nie podoba się czytać o tym, że ktoś fajkę chce kupić fajkę.Bo on chciałby poczytać o czymś ciekawszym. Jak ktoś ma pretensje to niech napisze sam od siebie coś ciekawego.

      • jazz59
        21 kwietnia 2011 at 12:10

        I podpisuję się pod owym „kolejarskim” tekstem oburącz i obunóż…
        Każdy niech tak pali , jak mu się podoba , nawet marychę , czy crack…w końcu to jego jazz.I jego sumienie…

    • jazz59
      21 kwietnia 2011 at 12:17

      Pisz,Jacku,pisz…Twoje teksty są mądre i nienadęte , a tak tego dziś brak…A co do much…to zgadzam się z Pawłem :)
      Ja już niedawno wysmarkałem…chyba…:)
      Pozdrawiam
      Krzysztof

  15. Jacek A. Rochacki
    21 kwietnia 2011 at 12:27

    Przepraszam, iż odzywam się tutaj nieproszony, nie będąc na dodatek zalogowany na tym portalu. Moje niniejsze pisanie spowodowane jest jedynie moją chęcią publicznego wyrażenia solidarności i pełnego zrozumienia sytuacji w której znajduje się nasz Gospodarz. Panie Jacku, proszę przyjąć moje serdeczne i szczere jak najlepsze myśli i zapewnienie, iż jeśli to tylko możliwe, jestem do dyspozycji na miarę moich własnych uwarunkowań.

    Czytając wiele wpisów Przedmówców, ze zdziwieniem odnoszę nieodparte wrażenie, iż nie zdają sobie oni sprawy z aktualnej sytuacji Twórcy tego portalu.

    Jak zawsze

    Jacek A. Rochacki

    • Pastor
      Pastor
      21 kwietnia 2011 at 13:31

      „Czytając wiele wpisów Przedmówców, ze zdziwieniem odnoszę nieodparte wrażenie, iż nie zdają sobie oni sprawy z aktualnej sytuacji Twórcy tego portalu.”

      Proszę mi wybaczyć, ale ja nie mam zamiaru wnikać w czyjeś prywatne czy też intymne sprawy życiowe. Nie mam na to ani ochoty, ani też nie czuję się upoważniony. Jestem czytelnikiem forum i tylko tyle. Jeśli na tym forum o e-paleniu wolno pisać tylko w superlatywach, bo ktoś poczuje się dotknięty, to chyba nie tędy droga. Nie chciałem nikogo urazić swoim postem, jeśli jednak tak się stało, przykro mi. Przepraszam.

  16. johnny
    21 kwietnia 2011 at 16:40

    Jalens, rzekłbym “pies jebał malkontentów” – wliczając w to czasem również moją osobę ;) Fajka.net.pl to jesteś Ty. Jeśli Twoich wpisów tu zabraknie, to portal przestanie być tym czym jest. Choć część użytkowników fajkanetu tego nie przewiduje, to i tak kiedyś pewnie albo rzucą, albo się przerzucą. Tak, tak fajkowy neofito, to do Ciebie! (piszę bezosobowo, więc „nożyce” mogą nie odpowiadać) Mamę oszukasz, tatę oszukasz, kolegę oszukasz, ale Matki Natury nie oszukasz. A wtedy lepiej wiedzieć, niż nie wiedzieć o nikotynowych alternatywach. Podsumowując. Mości Jalens robiąc coś publicznie trzeba, mimo wszystko, wykształcić u siebie twarde dupsko i nie zważać na komentarze rodem z Onet.pl. Może o tym nie wiesz, ale pewnie nie tylko dla mnie jesteś autorytetem. Wolałbym, żebyś się dalej z nami swoją niewąską wiedzą dzielił.

    • Pastor
      Pastor
      22 kwietnia 2011 at 21:59

      to miłe, że kolega życzy mi żeby mnie pies jebał – proszę o skasowanie mojego profilu na tym forum, więcej tu na pewno nie zagoszczę – a porównanie z komentarzami z Onet.pl, to już grube chamstwo, mości kolego

  17. Julian
    Julian
    24 kwietnia 2011 at 00:35

    Ja tam nie wiem, może za młody jestem albo za stary, ale panowie, cóż by szkodziło „w nasze stosunki delikatności trochę wnieść”? Brassens słusznie coś takiego postulował, to naprawdę nikomu nie zaszkodzi. Polecam pod rozwagę.

  18. Julian
    Julian
    2 listopada 2011 at 23:20

    Pożytki z niepalenia fajki

    Palić nie wolno, bo mi szkodzi.
    Gardło i serce grożą strajkiem,
    więc zwodzę nałogowy głodzik,
    chytrze cmokając pustą fajkę.

    I myśl jak ślina tryska bystra,
    mknąc błyskotliwie zamiast głosu,
    gdy ustnik ssę jak klarnecista
    i pieszczę w dłoni łepek z wrzosu.

    Łatwiej się skupić nad pisaniem
    i słuchać snadniej czyjejś ględy,
    dzierżąc podatne na possanie
    wygięte odpowiednio pędy.

    Powie ktoś – ersatz! Hochsztaplerka!
    Pozór i poza! Pusty szyk!
    Gdzie Żaru Oczko, które zerka,
    czy oddech myśli trwa, czy znikł?

    A gdzie ruchome cumulusy
    błękitno-barokowej woni,
    spowite w zmysłów dym pokusy,
    na które życie warto trwonić?

    – Ba! To zadanie wyobraźni
    Podpartej rytmem Rytuału,
    który nie truje i nie drażni,
    w sobie spełniając się pomału.

    I o co tu się wreszcie droczyć!?
    Doceńcie pustej fajki czar:
    nie puszczam sobie dymu w oczy
    i własny mi wystarcza Żar!

    Jacek Kaczmarski
    Osowa, 7.8.2003

  19. greg
    5 listopada 2011 at 23:45

    Jacek Kaczmarski zmarł na zdiagnozowanego raka przełyku. Czy palił fajkę – nie wiem, wielokrotnie widziałem go (wcześniej – jeszcze w XX wieku) jak palił „papierosa od papierosa”.
    Ja osobiście mam zdiagnozowaną cukrzycę (na szczęście jeszcze nieinsulinową), wieńcówkę (stent w lewej aorcie) o otyłości nie wspomnę :)
    „Zjeby” mojego kardiologa spowodowały przerzucenie się z papierochów (1-2 paki dziennie) na fajkę (4-6 dziennie). Najgorzej wychodzi niezaciąganie się.
    Aby nawiązać do wątku – wybierając się do szpitala na wstawienie stenta, wiedząc, że palenie w szpialu to raczej nie przechodzi (szczególnie u leżacego na sali), zainteresowałem się e-paleniem. Dalej mam inteliciga (obecnie na bateriach z milda) i liquidy z papierosowym mentholem. Nie jest to może najnowszy trend w e-paleniu, ale jak dla mnie całkowicie wystarczy.
    I wszystkim „mądzrejszym od radia” mogą powiedzieć jedno – jak jest się w sytuacji, że nie można zapalić, a człowiek dałby wszystko za „dymka” – ten kop nikotyny z e-papierosa jest wszystkim. Dosłownie.
    Dlatego nie dziwię się Jalensowi, wiem co można wyciągnąć z e-palenia (co prawda widząc Jego sprzęt to nie do końca) – biorąc pod uwagę, że papierosy, czy fajka NIE WCHODZĄ W GRĘ!
    Jestem forumowiczem „zielonego” palenia, czasem (w „niepalących miejscach”) waporyzuję swojego evo (menthol 15), kłócę się z „kelnerami” twierdzącymi, że „tu nie wolno palić” i cieszę się, że jeszcze mogę (na ulicy lub w domowym zaciszu) zapyknąc jakiegoś balkana albo (dla żony) lekkiego aromata.
    Dlatego też teksty „[…] wolałbym nie zapalić, niż włożyć do ust te jakieś druciki […]” rozbawiają mnie do łez. Czasem potrzeba nikotyny jest silniejsza, niż najsilniejsza wola (tym bardziej osłabiona chorobą). Niestety nikotynizm jest niewiele słabszą narkomanią jak alkoholizm, kokainizm, heroinizm czy inne – i tylko hamulce osobowościowe panują nad „narkomanem”. Kto nie czytał, niech przeczyta: „Pięć lat kacetu” Grzesiuka, gdzie m.in. opisuje zamianę przydziału chleba na papierosy (albo nawet „zamienniki”) w KL Auschwitz przez ludzi umierających z głodu. Jak jeszcze ktoś uważa, że „palę, bo lubię – ale jak zeczcę to przestanę” – to niech mnie przetanie rozśmieszać.

    Jacku – fajkanet to Ty. Pisz. Pisz o wszystkim. O tytoniach, o fajkach, o „obrządkach”, o e-paleniu, o „e-fajkach”, o metodach preparowania ogórków kiszonych, o „bele czym”. Jak będzie nei na temat fajczarskie, to komantarze na pewno do tych tematów nawiążą, a zauważyłem, że niejednokrotnie komentarze są ciekawsze, niż główny artykuł.

    Ja na razie jeszcze pykam fajeczkę, ale e-papierosa w odwodzie też mam. Tak, że nie zważaj na tych „co jeszcze nie wiedzą” i pisz o wszystkim „co ci w duszy gra”.

    Ja czytam wszystko: o nabijaniu, o ubieraniu się, o czyszczeniu, o cięciu wrzośca, o zakupie nowej fajki itp., itd. i liczą że jeszcze długo będę miał co czytać.

    Co najmniej setki życzy Greg.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*