„ Na tropie orientu – czyli słów kilka o BBB Oriental Mixture”

4 lipca 2020
By

W poszukiwaniu orientalnych smaków przebrnąłem przez TR, mapę Warszawy z zaznaczonymi trafikami, kilka internetowych witryn sklepów tytoniowych. Szczegół, który determinował poszukiwania, to „mieszanka bez latakii”, nie dlatego, że nie lubię, po prostu ciekaw byłem smaku „tureckich delicji” bez latakiowej domieszki. Na trop czystego tytoniu orientalnego nie trafiłem, zapewne z powodu pobieżnego sprawdzenia materiałów źródłowych, ale wyszukałem coś takiego jak BBB Oriental Mixture. Ponieważ nic tak nie cieszy Polaka jak nieszczęście somsiada, postanowiłem Was uraczyć własną, subiektywną opinią dotyczącą przedmiotowego tytoniu. Tak sobie zamyśliłem, że może komuś przyda się opinia mniej doświadczonego palacza o prostackim poczuciu smaku, który nie wyłapuje różnicy pomiędzy grejpfrutem zielonym a czerwonym, cytryną a limonką, polegającego jedynie na smakach oczywistych, czyli takich do bólu wysyconych, krótko mówiąc poczuję wiśnię dopiero gdy ktoś przytopi mnie w garnku z kompotem.

BBB Oriental Mixture – produkowany przez Kohlhase, Kopp (okolice Hamburga) dla BBB, zawiera w składzie black cavendish, turecki oriental i virginię. To, który składnik skąd pochodzi
i jak był obrabiany w moim przypadku nie ma znaczenia bo palę dla smaku, a niuansów uprawy nie ogarnę tak samo jak chirurgii naczyniowej.

Po otwarciu puszki widać ładne, kulturalne wstążki, black cavendish jest tam ponad wszelką wątpliwość, orientali i virginii nie odróżnię od siebie po kolorze wstążek, aż tak sprytny nie jestem. Tytoń praktycznie gotowy do nabicia, nie jest mokry ale też nie jest suchy. Nos do puszki i … zapach – hmm, po zwąchaniu i poddaniu weryfikacji przez nos żony – a ten jak wiadomo powinien wyczuć wszystko, włącznie z tym czyje dłonie miały kontakt z tytoniem – mogę określić jako kombinację przechodzącą od rodzynek przez czekoladę do czarnej herbaty, aromat jest trwały i przyjemny. Fajkę nabiłem tak aby podczas palenia tytoń rozprężał się swobodnie, czyli bardziej „średnio”. Odpala się bez problemu, po drodze nie gaśnie, daje gęsty dym, nie leje kondensatem
i spala się do końca na srebrny popiół. W smaku jest gładki, nie szczypie, nie drapie, nie gorzknieje nawet przeciągnięty czy przegrzany (też wypróbowałem). Trochę słodki na początku, coś co porównałbym do syropu klonowego, może trochę ciemnej czekolady (w żadnym wypadku nie gorzkiej) ale po kilku minutach zdecydowaną górę bierze tytoń orientalny – wchodzi smak czarnej herbaty, ziół, przeplatany odrobiną kwaskowości – od czasu do czasu, po to by podkreślić orientalny charakter tytoniu, a nie przejąć główną rolę. Smaków towarzyszących jest zdecydowanie więcej, z tym, że ja nie potrafię odnaleźć w odmętach świadomości stosownego porównania. Znacie to uczucie w głowie, kiedy coś chcecie sobie przypomnieć i pomimo ociekających potem skroni nie jesteście w stanie? Takie „o,o,o … chyba wiem”, a potem już tylko demencja.

Faktem jest, że mimo gęstego dymu sam tytoń jest lekki, smakuje dobrze o każdej porze dnia, jednak nie jako coś do codziennego palenia.

Nie jest mocny, raczej dolna średnia, nie stelepie podniebienia i nie zaora gardła, niech pocieszeniem dla fanów mocnego uderzenia będzie informacja, że krew, płuca i mózg wysyca nikotyną w zupełności. Do palenia na siedząco, nie jest tytoniem spacerowym. Paląc go raczej mam ochotę powspominać wiedeńską wiktorię króla Jana III Sobieskiego niż sytuację polityczno-gospodarczą Rzeczypospolitej u zarania XXI wieku. Spokojnie i z czystym sumieniem mogę go polecić.

Z całą pewnością dobór składników nie jest przypadkowy czy dowolny, żaden polityk nie miał nic wspólnego z ustalaniem proporcji podczas tworzenia tego blendu, więc są idealnie dobrane. Od czasu do czasu tylko tak się zastanawiam nad tym black cavendish’em. Nie to żebym mu coś zarzucał, nie jest to „zły” cavendish znany z produktów typu Alsbo, zatopiony glikolem żeby szybciej „doszedł” – o nie – Niemcom można wiele zarzucić: I i II Wojnę Światową, zabór pruski, krzyżaków, drogi lepsze od naszych, ale na pewno nie to, że użyją pośledniej jakości materiałów do stworzenia czegokolwiek. Tak też jest w tym przypadku, to naprawdę wysokiej próby ziele, jednak trochę przeszkadza. Dodanie go do pozostałych składników zapewne miało na celu nadanie całości gładkości w smaku i płynności w paleniu, bo o słodyczy wspominać nie muszę. Dlaczego tak mnie to kłuje? Sami sprawdźcie. Kusi mnie by przy okazji zakupu kolejnej puszki wykiprować zawartość na kartkę, powybierać czarne wstążki cavendisza i złożyć na powrót virginię z orientalem. Pomysł może i nieco ekstrawagancki. Mam przeświadczenie, że bez BC w składzie byłby to tytoń bardzo dobry w swojej klasie (jak dla mnie), a tak stawiam go jako dobry.

Oczywiście na naszym rynku dostępne są mieszanki bez latakii, jak np. Big Ben Flake – ze stajni Samuela Gawith’a, który to zrecenzował Grimar ( w tym momencie zdjąłem czapkę z głowy w geście szczerego uznania), czy Sam’s Flake również od SG, jednak dołożenie BBB Oriental Mixture do wyżej wymienionych to uzupełnienie swego rodzaju orientalnej, bezlatakiowej kolekcji.

ap

16 Responses to „ Na tropie orientu – czyli słów kilka o BBB Oriental Mixture”

  1. Grimar
    Grimar
    5 lipca 2020 at 13:14

    Dzięki za tę recenzję, dobrze i ciekawie napisana. Ten tytoń intryguje mnie do jakiegoś czasu, ale odstraszają dochodzące słuchy o dodatkowej aromatyzacji (tego akurat Tabaccoreviews nie potwierdza). Jak to z tym jest, znalazłeś tam jakąś aromatyzacje, a jeśli tak to jaką i jak głęboką?

  2. Grimar
    Grimar
    5 lipca 2020 at 13:16

    Można się z Tobą jakoś mailowo skontaktować?

  3. ap
    5 lipca 2020 at 15:54

    co do aromatyzacji – raczej nie, to chyba „wieje” od black Cavendish’a, ale powiew orientu jest wyraźny, mocno zaznaczony

  4. KrzesieK
    6 lipca 2020 at 22:37

    Super recenzja. Szkoda że nie potrafię tak fajnie opisywać co czuję w gębie podczas palenia. Ja ostatnio też odwiedziłem kilka trafik w stolicy w poszukiwaniu jakiegoś nowego smaku. Wybór padł właśnie na Oriental Mixture, a przy okazji nabyłem również Black Ambrosia od Mac Barena. Nos żony po otwarciu puszki i saszetki wskazał na ten drugi, ale obydwa palą się sympatycznie :)

    • ap
      7 lipca 2020 at 00:34

      Dzięki za dobre słowo, to moja pierwsza pisana recenzja; zapraszam w takim razie w czwartek na spotkanie PC Warszawa w pubie „pod baryłką” w Warszawie o 19tej, luźna atmosfera, bez spięcia, pogadamy o fajkach i tytoniu – tematy polityczne nie są brane pod uwagę 😁

      • KrzesieK
        7 lipca 2020 at 22:32

        Dzięki za zaproszenie, ale w ten czwartek nie dam rady :(
        Może innym razem, chętnie.

  5. KrzysT
    KrzysT
    7 lipca 2020 at 08:13

    Chwilę człowiek nie zaglądał i proszę, jaka sympatyczna recenzja!

  6. ap
    7 lipca 2020 at 12:41

    Dziękuję, nie nawykłem przelewać myśli na papier, ale popróbuję sił na tym polu, zwłaszcza, że trochę tytoni jeszcze zostało nieopisanych 😁

  7. Tadeiro
    Tadeiro
    7 lipca 2020 at 20:13

    Mam nadzieję, że będziesz kontynuował. Dobrych recenzji nigdy dość! :)

  8. P_iter
    P_iter
    9 lipca 2020 at 13:49

    Świetnie napisana recenzja i zacnie się ją czyta. Proszę o więcej.

    • ap
      11 lipca 2020 at 10:21

      a dziękuję serdecznie, wrzuciłem do „poczekalni” następną, tym razem MacBaren poszedł na warsztat

  9. ap
    21 lipca 2020 at 14:52

    Czcigodne Grono – po intensywnej wymianie opinii z Grimar’em wypada uaktualnić opis o odkrycie aromatyzacji użytej w mieszance, otóż jest – w ogólnych opiniach na temat blendu głównie na TR, nie występują wzmianki o jej zastosowaniu, jednak z uwagi na fakt, iż zarzuciłem Grimarowi, że ma niedomyty słoik wypada mi zwrócić należny mu honor i przyznać rację, aromat użyty przy produkcji to kombinacja owocowo-rodzynkowa, wg mojej opinii smak wynikał głównie z użytego BC, jednak wrażliwy nos specjalisty od początku zwietrzył podstęp. Przy okazji najbliższej środy popielcowej obsypię głowę popiołem za swoją niewrażliwość. Co jednak nie oznacza, że zmieniłem zdanie, nadal uważam, iż to dobra mixtura. Subiektywnie oczywiście.

    • Grimar
      Grimar
      21 lipca 2020 at 15:12

      Moim zdaniem aromatyzacja jest raczej fest. Czuć to szczególnie na drugi dzień w fajce. Zapaliłem w facje do virgnii i to był błąd. Strasznie capi teraz landrynkami.

      • JackTe
        31 lipca 2020 at 19:23

        Eee.. tam. Aromatyzacja na fest to „Mediterraneo”:). Tu jest OK, choć prawdziwego orientu tyle „co kot napłakał”, no, chyba, że to te rodzynki… Dla mnie tytoń „must have” i dobra odskocznia np. od takiego aromatu jak „Tower Bridge” (którego nasze grono spala ostatnio chyba tonami;)

        • Grimar
          Grimar
          4 sierpnia 2020 at 09:04

          Może nie jest to duńczyk, ale włazi w fajkę sztucznym aromatem, co jest dla mnie papierkiem lakmusowym na tytoń aromatyzowany. Jeśli „must have”, to tylko dla miłośników aromatów moim zdaniem, choć i to jest dla mnie dyskusyjne, bo jest sporo lepszych aromatów. W każdym razie nazwanie tego „Oriental Mixture” to dla mnie zbrodnia semantyczna. Jeśli ktoś szuka naturalnego tytoni, który da mu pojęcie o oriencie, to radzę szerokim łukiem omijać ten specyfik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*