Erinmore Flake

25 lutego 2012
By

Postanowiłem ze swoich doświadczeń rozwiać pewną wątpliwość co do różnicy pomiędzy onym Erinmore Flake, a jego wersją Mixture.  Przytoczę najsampierw moje obiekcje co do Mixtury, które zamieściłem na FMS: „Tragiczny burley i piekielne papierosy. Jego chwała i legendarny żywot dla mnie kończyły się po podpaleniu. Czuć tam jakieś kwaski i jakąś lekką słodycz oraz powiew ziółek, ale tak bezczelny aromat niedopałków mię dobił.”.  Jednak z racji interesującej dysproporcji ocen między odmianami Erinmore na tobaccoreviews, na FMS i ze względu na fakt, że wersja Flake była w zasięgu ręki – zaryzykowałem. Zabrałem się też do jego palenia dosyć sprawnie, bo około miesiąca po bezpardonowym wyrzuceniu Erinmore Mixture do słoika z shagiem.

Pierwsza rzecz, która minie zdziwiła to puszeczka, która ledwie jest większą od zapalniczki. Jednakże najmilszą rzeczą wizualną okazały się najpiękniejsze oraz najrówniejsze i pełne elegancji „flaczki” o mozaikowej fakturze i kolorze zmurszałych liści z jaśniejszymi pasmami. O ile aromat z puszki w Mixture określiłbym jako perfumowy i intensywny, o tyle w wersji Flake jawi się on jako subtelny i dystyngowany, o zupełnie innym charakterze. Ponowny cytat z mojej oceny EM: „Zapach wyjątkowy, wieloznaczny. Dla mnie ananasowy z lekko miodową nutą czy też ziołowo-kwiatową, dla znajomego jabłka”. Tutaj zamiast ananasa powiedziałbym, że to leśne owoce z dominantą kwaśnych, wino z owych owoców, a w tle zapach suchego, rozgrzanego lasu i miodu. Nuta zapachowa ananas-owoce leśne jest bardzo dla Erinmore charakterystyczna i zasadniczo wiadomo, że to ten „jeden” tytoń, ale to kompletna różnica „wymiarów” w woni, jak i później w smaku podczas palenia.

Teraz to, co tyczy się samego palenia. Na pełną i średnią fajkę trzeba brać półtora do dwóch flaczków, bo są istotnie maleńkie. Łatwo się formują w snopki, a przy rozkruszaniu prosto o ładne wstążki wzdłuż. Smak jest odbiciem wonności z puszki wraz z dosadną, stonowaną słodyczą i z lekkimi od czasu do czasu kwaskami. Podpisuję się również pod opinią JSG, że ten tytoń ma „pieprzne” akcenty – zwłaszcza od połowy palenia, gdzie zaczyna przeplatać się ze słodyczą, by potem zacząć dominować (tzn. słodycz wciąż się pojawia, ale to są jej takie intensywniejsze „migawki” wśród pikantności). Trudno mi uwierzyć, że owa Virginia i Burley są całkowicie naturalne. Znajduję podobieństwo między Erinmore, a Grousemoor – czyli doaromacanie ziołami (jeżeli tak jest istotnie).

Pali się miło, bez fatygi, lecz ma pewne tendencje do grzania się, czego oczywista nie lubi. Moc tego tytoniu określiłbym jako słabą do średniej, a jego charakter jako iście codzienny. Room note to nektar i ambrozja dla zmysłu powonienia. Aromat pokojowy w Mixturze pasuje do szynku z powieści Dostojewskiego, a Flejka do królewskich kontemplacji i zapewne wabienia dam.

Generalnie jestem oniemiały ze zdumienia, jak może różnić się, jak mi się zdawało, jeden tytoń. To jest – pojmuję zmysłami i głową wpływ cięcia na właściwości tytoniu, jak i późniejsze jego preparacje (choćby przy flejkach), jednakże owa różnica jakości w przypadku EF i EM uważam za wręcz bezczelną (tak jakby do EM dawano co najmniej śmieci, a do EF normalny materiał). Ale jestem przynajmniej rad i kontent, bowiem zdaje się, że doszukałem się owej legendy i tradycji tego tytoniu, choć po odrażających przejściach. Bogiem a prawdą – Erinmore godzien jest polecenia.

Tags: , , , , , , , ,

11 Responses to Erinmore Flake

  1. JSG
    JSG
    26 lutego 2012 at 11:06

    Bardzo podobnie jest z grousemoorem w wersji mixtura i wersji plug. Bardzo.

    • yopas
      26 lutego 2012 at 18:48

      Ja tam sobie popalam Grousemoore’a Mixture i nie narzekam. Jak jest z Erinmore Mixture to nie wiem. Ale pamiętam, że Julian narzekał.

  2. KrzysT
    KrzysT
    31 maja 2012 at 09:18

    Zainspirowany rozmowami na pogadywaczce otworzyłem wczoraj słoik z Erinmore Flake, który stał w nim od bodaj 2009. Podówczas paliłem go kilkakrotnie, głównie w gliniance – smakował ok, ale bez fajerwerków, potem doszły inne tytonie, odłożyłem i zapomniałem.
    No i z perspektywy czasu stwierdzam, że to jest przyzwoity tytoń. Który jednakowoż nie chce mi się zmieścić w kategorii „scented” i zdecydowanie zaliczyłbym go do aromatów. Głównie dlatego, że jego aromatyzacja jest mocna, zdecydowana (utrzymuje się do samego końca) i gra główne skrzypce w smaku, nadając cały ton paleniu. Składniki tytoniowe spod niej „nie wystają”.
    Co nie zmienia faktu, że jest to aromat przyjemny.
    Aromatyzacja to głównie owoce leśne, choć momentami smakuje – i do tego pachnie (!) jak karmelizowany cukier. Niesamowity zapach, bardzo intensywny i słodki.
    Pali się ładnie i sucho, moc jest średnia – wydawało mi się, że będzie mocniejszy, głównie przez tego burleya, ale nie. Spaliłem średniej wielkości fajkę i nie czułem tłuczenia nikotyną po głowie. Porównywany składem St. Bruno poniewiera mnie znacznie bardziej.
    Ponadto pamiętałem tytoń jako znacznie ostrzejszy w smaku, ale nie wiem, czy to kwestia przewagi wrzośca nad glinianką (choć była to długaśna glinianka, więc paliła się chłodno), czy odleżenia.
    Tak czy inaczej – dla mnie nie jest to tytoń codzienny (jest po prostu za słodki), ale od czasu do czasu – czemu nie.

  3. Julian
    Julian
    31 maja 2012 at 17:18

    Czasy zgrabnej puszeczki już się skończyły. Malowanie wieczka kosztuje pieniądze i taniej brać puszki z tej samej wytwórni co (ostatnio) wszyscy. W związku z tym pojawiły się już Flakes w płaskich, niezgrabnych puszkach z koślawą naklejką. Czekam na napis „etykieta zastępcza” – na kawałku gazety.

  4. maciej stryjecki
    31 maja 2012 at 19:01

    Nie przejmuj się. Wkrótce nastąpi ostateczne rozwiązanie estetycznych dywagacji.

    Na każdym tytoniu znajdą sie zdjęcia zniekształconych narządów wewnętrznych, wykrzywionych, niczym syfilisem, twarzy chromych gnomów, a markę i rodzaj produktu rozpoznamy po kodzie paskowym.

    (ma to dobre strony, bo jako miłosnik „Gwiezdnych Wojen” zawsze chciałem mieć na własność pistolet laserowy)

    W następnym wcieleniu puszki będa kopac prądem, jeżeli nie dostana od wszczepionego pod skórę czipa zakodowanego sygnału, że skończyłeś 50 lat i zbliżasz sie do wieku utylizacji przeciwemerytalnej.

  5. Grimar
    Grimar
    3 stycznia 2014 at 09:53

    Smakuje chemią. Not for me.

  6. JerzyW
    3 stycznia 2014 at 11:24

    Erinmore Flake smakuje chemia? A mozesz Grimar opisac jakos bardziej swoje wrazenia?

    • Grimar
      Grimar
      3 stycznia 2014 at 11:35

      Problem polega na tym, że nie potrafię porównać tego smaku do niczego mi znanego w naturze. Może ktoś potrafi, ja nie. Smakuje mi sztucznie, „smak chemiczny” to najlepsze określenie, które przychodzi mi do głowy. Przykro mi.

  7. Buldoger
    Buldoger
    3 stycznia 2014 at 17:50

    Kupiłem ten tytoń za granicą…przepiękny Flake! Wzorcowe, równiutkie płatki o grubości 1,5 mm. S.G. i G.H. powinni się uczyć od Erinmore jak robić Flake!

    • KrzysT
      KrzysT
      3 stycznia 2014 at 18:55

      Dla wyglądu można kupować MacBareny. One też są tak równiutko cięte. Podobnie niektóre produkty Kohlhase.
      Co do smaku i kultury spalania to już niestety tak fajnie nie jest :]

  8. RomanZabawa
    26 kwietnia 2017 at 08:41

    Otworzyłem właśnie puszkę flejków Erinmore’a z 2012 roku.
    Dostałem w facjatę intensywnym zapachem jakby pulpy z mango i brzoskwini.
    Żadnych migdałów,kokosów,ananasów. Panie, multiwitamina!
    Jak ktoś bywał w Chorwacji, we Włoszech, na Słowenii, to może kojarzy takie nektary (w małych zielonych buteleczkach) „Pago” i „Voćko”. To jest właśnie taki nektar.
    Dam znać po wypaleniu fajeczki, czy dalej taki ulepek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*