Pianka morska

12 stycznia 2010
By

Fajki z pianki morskiej produkowane są od początku XVII w., a następne stulecie przyniosło prawdziwy rozkwit sepiolitowego fajkarstwa i fajczarstwa. Minerał ten stanowił niemal ideał dla producentów i palaczy – był łatwy w obróbce, pozwalał cieszyć się przez lata traktowaną z szacunkiem fajką, był lekki, porowaty i wchłaniał błyskawicznie nadmiar tytoniowej wilgoci i równie szybko ją odparowywał.

Dopiero „wynalezienie” wrzośca spowodowało stopniowe wycofywanie fajek piankowych z rynku. Duża ilość firm upadła, równie wiele przerzuciło się na produkcję wrzoścówek. Ale pianki nie zniknęły całkowicie z fajczarskich kolekcji. Do dzisiejszego dnia są wytwarzane i palone. A kto zapali w dobrej fajce z sepiolitu, zazwyczaj dość prędko dokupuje nową.

Meerschaum pipe

To piękne fajeczki, w których pali się znakomicie, przede wszystkim bardzo smacznie.

Dziś pianki wracają do łask palaczy – stają się modne i doceniane.

Węgierskie narodziny

Wszyscy wiedzą, że pianka morska pochodzi z Turcji, gdzie była i wciąż jest używana do wyrobu ozdobnych bibelotów – czarek, puzderek, wazoników, brosz, wisiorów, muzułmańskich różańców. Ale dla fajkarstwa Meerschaum odkryty został w Budapeszcie około roku 1720.

Szył tam i naprawiał buty niejaki Karol Kovacs, który był jednocześnie utalentowanym rzeźbiarzem. Bibeloty, jakie wychodziły spod jego dłutek, cieszyły się wzięciem budapeszteńskiej socjety i przynosiły szewcowi wcale niemały dochód.

Znał go także hrabia Andrassy, wielbiciel ozdobnych drobiazgów. Słynął w towarzystwie ze skąpstwa i dociekliwości. Kiedy na Wielkim Bazarze w Stambule zauważył wyroby z białego minerału pomyślał, że Kovacs dałby sobie spokojnie radę z wyrzeźbieniem bibelotów tego rodzaju, a na pewno wyszło by taniej. Przeprowadził małe prywatne śledztwo i zdobył gdzieś dwie bryłki sepiolitu i wrócił z nimi na Węgry.

Poprosił Kovacsa o ocenienie materiału i wycięcie z niego czegokolwiek na miarę talentu. Szewc-rzeźbiarz spróbował narzędzi i starannie obejrzał minerał. Był lekki, śnieżnobiały, łatwo poddawał się ostrzom. Wyglądał też na trwały. Porowata struktura wydała się Kovacsowi – namiętnemu palaczowi tytoniu – interesującym tworzywem na główkę fajki.

O swoich odkryciach powiadomił hrabiego, który także nie rozstawał się z fajeczką i kapciuchem. Ten więc kazał wyrzeźbić rzemieślnikowi główkę. Nie byłby sobą, gdyby nie zaoszczędził – Kovacs wykonał 2 piękne fajeczki, jedną dla pana hrabiego, drugą dla siebie. Druga stanowiła jego wynagrodzenie za tę pierwszą.

Fajki z nienazwanego jeszcze w Europie tworzywa sprawdziły się w pełni. Andrassy bardzo szybko obstalował dostawę sepiolitowych buł do Budapesztu i zlecił rzemieślnikowi produkcję fajek na zasadach z pierwszej umowy. Szewc rzeźbił na przemian jedną fajkę dla siebie, jedną dla hrabiego. Obaj zbywali nadmiar z godziwym zyskiem.

Kovacs przestał szyć buty, przyjął nawet do terminu utalentowanych chłopców z sąsiedztwa. Popyt na nowe fajki rósł z tygodnia na tydzień i po niedługim czasie przewyższył możliwości warsztatu wynalazcy.

Andrassy miał głowę do interesów oraz kontakty w wyższych warstwach. Arystokracja i bogaci mieszczanie od zawsze bywali kosmopolitami i w niedługim czasie fajki z pianki morskiej paliła socjeta w całej Europie. Budapeszt stał się pierwszym ośrodkiem produkcji, ale bardzo szybko powstały warsztaty w Wiedniu, stolicy cesarstwa austro-węgierskiego, który na długi czas stał się również stolicą Meerschaum (z niemieckiego… Meer oznacza morze, Schaum natomiast piankę).

Popyt rósł i rósł. Wytwórnie sepiolitowych fajek powstały w całej Europie, w Austrii, Szwajcarii, w Niemczech. Potem we francuskiej Alzacji i wreszcie w Anglii. A także w tureckiej Anatolii.

Do połowy XIX w. fajki piankowe były drogie i stanowiły towar luksusowy. Potem staniały – z racji rozpowszechnienia się produkcji oraz z powodu konkurencji wrzośca – i gremialnie paliła je także klasa średnia.

I w ten właśnie sposób dociekliwość i skąpstwo Andrassy’ego oraz zręczność Kovasca przyniosła setkom ludzi bogactwo, a tysiącom utrzymanie. Palaczom zaś świetne, smaczne, proste w utrzymaniu i długowieczne fajki. Pianka morska, Meerschaum – to było to!

Turecki kamień

Uwodniony krzemian magnezu jest głównym składnikiem minerału zwanego sepiolitem.. Spotyka się go w zachodniej części Turcji, od Ankary po wybrzeża mórz: Egejskiego, Marmara i Czarnego. Wydobywa się go przede wszystkim na równinach wokół Eskişehir, ok. 200 km na zachód od stolicy Turcji.

Podobno w tym rejonie eksploatowanych jest ponad 4 tys. szybów prowadzących do poziomych chodników i galeryjek, w których szuka się sepiolitowych buł. Wykopane są one w zbitych oraz wilgotnych piaskach i glinach. Niektóre szyby liczą sobie ponad 300 lat, zaś technologia wydobywcza, jako żywo, nie różni się zanadto od tej sprzed wieków. Można obejrzeć to w => tym znakomitym filmiku na Youtube. Pokazuje też kompletny proces produkcyjny – na dobrą sprawę, ten niespełna ośmiominutowy reportażyk zastępuje pięć takich artykulików jak niniejszy….

Niektóre szyby mają głębokość do 30 m.

Sepiolit jest miękkim, nieprzezroczystym minerałem, najczęściej białym, niekiedy jasnoszarym o włóknistej i porowatej strukturze, widocznej dopiero przez mikroskop. Odnajdowany bywa w postaci ciemnych z wierzchu buł. Przeciętna ich wielkość jest porównywalna do męskiej pięści, choć zdarzają się – coraz rzadziej – kamulce o rozmiarach ludzkiej głowy.

Obecnie opłaca się wydobywać bryłki każdej wielkości, opracowano bowiem technologię prasowania sepiolitowego kruszywa i ścinków pod wielkim ciśnieniem. Z takiego tworzywa też się robi fajki, ale materiał traci wiele cenionych przez fajczarzy właściwości i trudno go nazywać naturalnym.

Świeżo wydobyty z ziemi sepiolit jest wilgotny. Można go obrabiać paznokciem.

A skąd się wzięła ta pianka morska? Otóż sepiolit po wyschnięciu jest lżejszy od wody. Czyli pływa. Spotykali go – niekiedy daleko od lądu – żeglarze czarnomorscy. Były to rozbite buły, które odpadły z piaskowych klifów i porwane zostały przez prądy. Ot, pianka morska, która nie wiadomo gdzie powstała.

Pierwsze fajki wykonano w Austrii, kolejne ośrodki zlokalizowano w krajach niemieckojęzycznych. I niemiecka nazwa pianki – Meerschaum – przyjęła się niemal na całym świecie.

W 1970 r. tureckie władze całkowicie zakazały wywozu pianki morskiej za granicę. W sepiolitowym zagłębiu bieda aż piszczała. Dość eksportu taniego surowca, pora eksportować gotowe fajki – zadecydowano. Po kilku latach po zachodnich ośrodkach nie pozostał nawet ślad. Nieliczne, niewielkie zakładziki importują za ciężkie pieniądze sepiolit z okolic greckich Teb oraz z wysp Eubea oraz Samos i rzeźbią unikalne fajki dla bogatych. 99 proc. fajek z pianki morskiej powstaje w Turcji.

Próby zastąpienia pianki morskiej z regionu egejsko-czarnomorskiego nie powiodły się. Sepiolit z niewielkich złóż Maroka, Moraw, Francji, Hiszpanii był trudny do wydobycia i nie miał tak doskonałych właściwości jak materiał turecki. Nawiasem mówiąc, śladowe ilości sepiolitu można znaleźć także w Polsce w okolicach Kamiennej Góry.

I jeszcze jednym nawiasem – dawna polska nazwa fajki lulka pochodziła od tureckiego słowa określającego sepiolit lületasi.

Piankowe rzemiosło

Świeżo wydobyte bryły są „obierane” z wierzchniej warstwy przez kopacza lub jego rodzinę. Zdjęta zostaje jak najcieńsza warstwa zabrudzonego materiału, dotąd aż pojawi się czysta, naturalna biel. Bryły są wilgotne, więc można je kroić jak tani żółty ser. W tym stanie cięte są na klocki o pobieżnym zarysie fajki.

Sepiolit wysychając twardnieje. Prefabrykaty więc się suszy przez kilka tygodni w pomieszczeniach o lekko podniesionej temperaturze. Nie da się iść na skróty – przegrzanie klocka spowoduje zbytnie stwardnienie materiału i zmusi fajkarza do kilkudniowych wodnych kąpieli zmiękczających.

Po odpowiednim wysuszeniu, bloczek trafia pod nóż doświadczonego rzemieślnika. Słowo „odpowiednim” użyte jest nie bez kozery. Każdy wytwórca ma swoją ulubioną twardość. Niektórzy rzeźbią w miękkim jak ser tworzywie (byle nie był plastyczny), inni wolą pracować w materiale bardziej wyschniętym – byle nie pylił.

Główkę obrabia się głównie ręcznie ostrymi nożykami. Do fajek rzeźbionych ich zestaw może być całkiem spory. Niekiedy formowanie okrągłości na górze główki i szyjki odbywa się na tokarce zaimprowizowanej z wiertarki przytwierdzonej do stołu. Przejście w szyjkę oraz podstawa wycinane są ręcznie i doszlifowane zwyczajnym pilnikiem. Na ogół jest tak precyzyjne, że nie potrzeba używać papierów ściernych.

Komin wycina się także ręcznie za pomocą świdra lub specjalnego narzędzia, trwa to kilka sekund, co można zobaczyć w filmiku do którego link znajduje się powyżej. Na nawiert przyjdzie pora dopiero po utwardzeniu główki.

Wprawny rzemieślnik w ciągu 8-10. godz. dniówki jest w stanie wyciąć tuzin standardowych, europejskich główek lub 2-4 rzeźbione.

Czas na wyprażanie/utwardzanie, które można wykonać w domowym piekarniku. Sepiolit nie wymaga wypalania. Nieco ponad 220 st. i 2-3 godz. C wystarczają, żeby stał się twardy i suchy jak pieprz.

Dopiero w takim tworzywie nawierca się gniazdo i kanał dymowy nie penetrujący komina. Końcowy odcinek kanału uchodzący do paleniska wykonuje się ręcznym świderkiem.

Gwintuje się teraz gniazdo ustnika; nigdy nie wkłada się czopa ustnika bezpośrednio w sepiolit. Jest zbyt kruchy i bardzo szybko uległby odłamaniu podczas czyszczenia fajki. Wkręca się więc swoisty reduktorek, w który będzie wtykany spigot ustnika. Najczęściej zrobiony jest z polietylenu lub podobnie elastycznego plastiku.

Pora na wykończenie fajki – usuwa się papierem ściernym wszelkie nierówności, a w modelach rzeźbionych poprawia niedoróbki oraz spasowuje szyjkę z ustnikiem. I surowa główka jest już prawie gotowa.

To, że sepiolit pod wpływem palenia zmienia kolor, zauważył sam Kovacs. W miarę upływu czasu staje się najpierw kremowa, a potem nabiera coraz ciemniejszej barwy, od sepii po bardzo ciemny brąz. Najszybciej brązowieje w miejscach natłuszczonych – szewcowi z Budapesztu najpierw pokazały się własne linie papilarne.

Węgier wtarł w główkę odrobinę oliwy i fajeczka od tej chwili równomierniej ciemniała. Jeszcze ładniej było, kiedy została nawoskowana, na dodatek nawoskowaną główkę można było pięknie wypolerować. „Surowy” minerał był matowy.

Najmodniejsze są obecnie fajki w jak najbielszym odcieniu bieli. Zanurzane są więc w gorącej kąpieli sporządzonej z wody, kilku łyżek oliwy i wosku, obecnie carnauby. Nieliczni wolą jednak główki nieco „spatynowane”, więc wytwórcy najpierw gotują odpowiedniego koloru „kompot” z tytoniu i dopiero potem dodają oliwę i wosk. Klient otrzymuje „starszą” fajkę.

Ważna uwaga – podczas kąpieli komin i gniazdo trzeba zatkać korkiem, aby pierwsze porcje tytoniu nie smakowały jak spalone frytki.

Pozostaje teraz tylko staranne polerowanie złożonej fajki i zapakowanie jej do specjalnego, wykładanego materiałem twardego etui i wysłanie do Europy.

Mity i prawda o zaletach i wadach

Wokół fajek z pianki morskiej wytworzyła się w ostatnich dziesięcioleciach rozległa mitologia. Najczęściej napędzana przez działy marketingu. Część tego bełkotu należy jednoznacznie sprostować…

1. Podobno fajki piankowe są dobre dla nowicjuszy…

Totalna bzdura! To bardzo delikatny sprzęt, wymagający od właściciela wysokiego kunsztu podczas palenia. Musi być palona powoli, tak aby kondensat był wchłaniany równomiernie przez sepiolitowe pory. Po pierwsze, tylko wtedy nabierze smaku określonego typu tytoniu, po drugie, przebarwianie fajki będzie równe i ładnie cieniowane.

Musi być palona chłodno, przegrzania będą powodować spływanie wosku i gotowanie oliwy. Fajka będzie ciemnieć w krowie łaty, a w ścianki komina wsiąknie cała masa najbardziej esencjonalnego kondensatu.

Długie, równomierne i chłodne palenie u nowicjusza? Idę widzieć!

Poza tym fajki te wymagają utrzymania w najwyższej czystości, a więc samodyscypliny i doświadczenia.

2. Fajka z sepiolitu jest lżejsza od wrzoścówki, więc poleca się ją szczególnie tym, którzy trzymają fajkę w zębach.

Że jest lżejsza, to akurat prawda. Nie wiem, jak inni miłośnicy Meerschaumów, ale ja trzymam te fajki w dłoni podczas palenia i to dość kurczowo. Brujerka może wypaść z pyska i walnąć o podłoże, nic jej się nie stanie. Co się stanie w delikatną i drogą pianką – odpowiedź lepiej znać tylko ze słyszenia.

3. Meerschaum jest porowaty i higroskopijny, więc działa jak kryształki filtracyjne ? absorbuje wilgoć i produkty spalania, więc palenie jest bardziej suche.

Jest to prawda, jeśli pali się wolno i równomiernie.

4. Pianka jest neutralna i nie nadaje innych smaków tytoniowi, a więc można w niej palić naprzemiennie rożne tytonie.

Po przeczytaniu informacji z punktu 3. jakoś w to nie mogę uwierzyć. Może i nie nadaje – poza smakami poprzednio palonych mieszanek.

5. Fajki z sepiolitu nie trzeba opalać.

Prawda… Ale nieco bardziej złożona. Nie można bowiem pozwolić na tworzenie się w kominie i przyrastanie nagaru, jego wysychanie bowiem powoduje takie naprężenia, że mogą one zdemolować główkę fajki.

Opalanie fajki z wrzośca ma za zadanie nie tylko wytworzenie powłoki żaroodpornej, ale też uczynienie fajki smaczną. Nagar nie jest wodoodporny, smak umiejętnie palonego tytoniu wsiąka głęboko w drewno. Fajka nabiera smaku przez bardzo długi czas, właściwie przez całe swoje”życie”.

I dokładnie tak samo jest z fajką sepiolitową. Tyle że piance nie grozi przepalenie.

6. Piankę można palić kilka razy dziennie, bardzo szybko bowiem wysycha.

Wysycha szybciej od wrzośca. Wydaje się, że da się w niej zapalić po 12. godzinnym odstawieniu. Fajka palona częściej nie zdąży wyschnąć i zaśmiergnie.

Moja pierwsza turecka pianka jest nie do palenia. Uwierzyłem szczerze w ten podawany niemal wszędzie mit i przez 3 miesiące paliłem ją podczas wyjść do pracy i na miasto. Po 5-6 razy. Odstawiłem ją jako eksponat bardzo dawno temu. Wciąż z niej cuchnie – jakby w jej kominie ktoś wygotował obuwie drużyny trampkarskiej w kompocie z latakii. Smaku palonej nie chcę już poczuć nigdy w życiu.

7. Fajki z pianki morskiej łatwo się kruszą i tłuką.

Pełna prawda, a nawet oczywista oczywistość…

Tags: , , , ,

81 Responses to Pianka morska

  1. 18 lutego 2010 at 14:28

    Z pewnością moja pierwsza pianka nie była *genuine block. No i się obraziła.

  2. Holmes
    14 czerwca 2010 at 21:55

    Nie wytrzymam by się tu nie pochwalić… Niedawno na Allegro znalazłem dość nietypową, używaną fajkę. W opisie aukcji podano iż pochodzi z Tanzanii i sygnowana jest na cybuchu wizerunkiem małego białego słonia. Trochę mnię zaintrygował jej kształt i w ogóle, więc zalicytowałem i… kupiłem (dałem za nią równowartość paczuszki tytoniu średniej klasy:) Od kiedy wyjąłem ją z przesyłki nie dawało mi spokoju – co to jest za biały słonik? Poza tym chciałem wiedzieć z czego ta fajeczka jest zrobiona – materiał przypominał szary, kamienny gips. Poszukiwania w internecie (Pipedia) przyniosły ciekawe informacje. Fajka nazywa się Kiko i wyprodukowana została w Tanzanii z PIANKI MORSKIEJ przez
    Kilimanjaro Pipe Company Ltd.. Ponadto dowiedziałem sie iz wokół jeziora Amboseli w Tanzanii przedsiębiorstwo o nazwie Tanganika Meerschaum Corporation eksploatuje złoża pianki morskiej, która jest jednakże trochę gorsza od tureckiej gdyż jest bardziej zbita i nieco gorzej pochłania wilgoć. Ta pianka w przeciwieństwie do tureckiej jest w procesie produkcji fajek barwiona w odcieniach brązu, czerni i żółtci.
    Moja fajka jest zrobiona z jednej dużej buły pianki. Wyglądem wcale nie nawiązuje do znanych piankówek z Turcji. Na zewnętrznej powierzchni główki ma barwienie – kolor brązowy nie jest wynikiem palenia. Wysokość główki to 6 cm, otwór ma 2,4 cm średnicy. Długość ustnika 13 cm. Faja świetnie leży w ręce. Nabitą Malthausem paliłem 3 godziny. Pali się ją bardzo przyjemnie, daje chłodny dym. Przyznam się iż miałem szczęście – moja była palona przez pierwszego właściciela chyba tylko kilka razy – wewnątrz komina miała jeszcze naturalny kolor bez przepaleń. Oto ona w całej okazałości:

    http://w831.wrzuta.pl/obraz/8cWaqsC8ACO/565f4d69
    http://w520.wrzuta.pl/obraz/05aCIr6Uvum/16118c6c
    http://w294.wrzuta.pl/obraz/7z3cgZDIj9u/1038321335

    P.S.
    Serdecznie polecam piankę z Tanzanii.

    • 15 czerwca 2010 at 08:28

      Dziękuję za ciekawe uzupełnienie artykuliku. Fajki z tańzańskiego sepiolitu warte są wspomnienia, choćby dlatego, że jest to materiał, z którego do tej pory struga się fajki poza Turcją. Swojego czasu np. z afrykańskiego sepiolitu korzystał Barling.
      Większość Gourd Calabashy pochodzenia afrykańskiego miała wkładki właśnie z tej pianki.
      Mała uwaga – sepiolit z Amboseli nie musi byś barwiony, on sam z siebie bywa brązowy a nawet czarny, choć najcenniejszy jest ten barwy starej kości słoniowej oraz czarny jak węgiel. Prawdą jednak jest, że Kiko „maluje” wiele swoich fajek.
      Co do jakości, to Afrykanie twierdzą, że gorsza opinia jest skutkiem tureckiej propagandy.

    • Tomasz
      Tomasz
      10 listopada 2010 at 15:57

      Mam taka sama i potwierdzam pali sie w niej fenomenalnie , pakowna do bólu sama radosc o poranku jak mam dużo czasu i cos fajnego :) do picia ładuje mojego słonia Va do pełna i nic mnie nie obchodzi odlatam ;) po prostu

  3. TomaszG
    30 grudnia 2010 at 13:09

    Witam Kolegów.
    Dostałem fajkę z wkładem z pianki morskiej. Wnętrze jest w opłakanym stanie – pianka w „pajęczynie” z kilkoma wyszczerbieniami w połowie wysokości główki. Moje pytanie dotyczy tego, czy da się ją odnowić – może pipemudować toto, jak to Jacek pisał o podnoszeniu dna komina? A może wywalić całą piankę z komina?
    Zna ktoś jakieś sposoby? Fajka jest zgrabna i z chęcią bym ją przywrócił do życia.

    Pozdrawiam,
    TomaszG

    • jalens
      30 grudnia 2010 at 14:07

      Tomku, odpowiem Ci jak komputer – BRAK DANYCH.

      • TomaszG
        30 grudnia 2010 at 14:20

        :) Może Pan Maciej coś podpowie…
        A jak nie ma sprawdzonych sposobów to popróbuję pipemudować. Bez wkładu z pianki wrzosiec miałby 2,5mm i wywalać to to się trochę boję.

        Pozdrawiam,
        TomaszG

        • yopas
          30 grudnia 2010 at 16:16

          Poszukać, albo na apf albo na FMS. Pamiętam, że była jakaś historia na temat wymiany wkładu piankowego, że się kupuje jakąś tanią fajkę i traktuje jak dawcę… a może to nawet nasz KrzysT robił takie rzeczy. Nie pamiętam. Ktoś robił – to pamiętam.
          To nie był KrzysT, ale cos tam sobie opowiadają

          A może jeszcze inaczej, choć nie wiem, jak to by się rymowało – wywalić wkład i dorobić grzybek, nawet z wrzośca, u którwgoś z naszych Mistrzów – Irek na FMSie pokazywał taką fajkę zrobioną przez Pana Polińskiego z wymiennymi wkładami – ciekawa sprawa.

          • TomaszG
            30 grudnia 2010 at 16:51

            Dziękuję bardzo za trop.
            Pozdrawiam,
            TomaszG

            • jalens
              30 grudnia 2010 at 17:32

              O wiele lepiej naprawia się kominy pianek. Najpierw usuwa się nagar i odrobinę sepiolitu – nagar na lekko wilgotno nożykiem, sepiolit leciutko na sucho. Potem fajkę przemywa się wodą, wodoodporny papier 400-600 „namacza” i szlifuje wnętrze komina. Niezbyt mocno i niegłęboko. Z minerału tworzy się śliczny i kleisty tynk, który zatka wszelkie pajęczynki a nawet pęknięcia.
              Kanał dymowy po wygładzeniu komina mokrym palcem udrażnia się cieńszą stroną wyciora.
              Żadnych pipemudów, to nie wrzosiec. Co najwyżej można zmielić w moździeżu trochę kruszonki pienkowej i zastosować. Obecnie 70 proc. malutkich fajek i niemal 100 proc. meerschaum lines jest wykonywanych z takiego sepiolitowego gipsu.

              • maciej_faja
                30 grudnia 2010 at 18:43

                Ostatnio jak rozmawiałem z Rotm-em, to odradzał używanie glanzpapieru, zalecał gąbkę ścierną ale mówiliśmy o zewnętrznym oczyszczaniu główki.

              • jalens
                30 grudnia 2010 at 18:58

                Tarcie po wierzchu, to faktycznie gwałt. W przypadku komina w opisanym stanie, chodzi jednak głównie o „produkcję gipsu”. Nie teoretyzuję, metodę wypraktykowałem na 2 popękanych wkładkach. Jedną z tak naprawianych fajek palę drugi rok. Nie ma śladu po pęknięciach.

              • maciej_faja
                30 grudnia 2010 at 19:08

                No to mamy wypróbowaną metodę naprawczą.
                Byłem przynajmniej na dobrym tropie :)

              • jalens
                30 grudnia 2010 at 19:12

                Trop 100 % doskonały.

        • maciej_faja
          30 grudnia 2010 at 17:25

          Czuję się wywołany do tablicy. Ukłony Panie Tomaszu :)
          Ponieważ nie czuję się mocny w temacie meerschaumu, odpuściłem sobie temat w poradniku.
          Specjalnie nie przejmowałbym się tą wkładką. Zazwyczaj są robione z pyłu i resztek po Block M. i lepiszcza. W takiej jak opisana sytuacji, nawilżyłbym wnętrze (umieszczenie wewnątrz zwilżonej szmatki dżinsowej byłoby chyba dobrym rozwiązaniem), a później korzystając z tejże szmatki i palucha starałbym się przetrzeć wnętrze komina. Ścieranie powinno „zamulić” uszkodzenia. Wydaje się to być dobrym pomysłem i chyba lepszym niż plomba z pipemudu. Taka plomba prawdopodobnie bardzo szybko zostałaby osunięta podczas czyszczenia fajki po paleniu. Jeśli dżins nie dałby rady, skorzystałbym z jakiejś gąbki czy szmatki ściernej.
          Usunięcie wkładki i wykonanie nowej (takiej wyciąganej jak w kalabaszu) nie wydaje mi się w tym przypadku dobrym pomysłem, prawdopodobnie bardzo zmniejszyłaby się pojemność takiej fajki. Można ew. zrobić korek wrzoścowy, zamontowany na stałe, w którym wykonać można nowe nawierty. Ale czy gra jest tego warta?

          • TomaszG
            30 grudnia 2010 at 19:43

            Bardzo dziękuję Panom za sugestie!
            Jak Jacek zauważył, problem był/jest „głębszy”, gdyż trzeba było zakitować kilka ubytków we wkładzie.

            Zrobiłem tak:
            1. Na mokro i delikatnie zmacerowałem powierzchnię wkładu.
            2. Po tym zrobiłem z piankowego gruzu pozyskanego z filtrów vauen’a pyl w moździerzu.
            3. Dalej, postępując tak samo jak przy podnoszeniu dna ukręciłem błotko i paluchem wygładziłem wnętrze komina.

            Jacku – jak długo fajka musi schnąć? Czy po wyschnięciu stosować jakieś zabiegi przed pierwszym paleniem, czy po prostu uważnie, kilka pierwszych razy?

            Pozdrawiam,
            TomaszG

            • jalens
              30 grudnia 2010 at 19:53

              Oj, z tydzień. Palić pomalutku nabitą luźno do pełna. Broń boże gorąco :)

              • TomaszG
                30 grudnia 2010 at 20:03

                Dziękuję pięknie!
                Po pierwszych paleniach poinformuję czy się udało :)

                Pozdrawiam,
                TomaszG

          • TomaszG
            16 stycznia 2011 at 20:17

            Witam po eksperymencie :)
            Jackowym sposobem udało się oczyścić i wygładzić wnętrze w górnej części komina. Głębiej (tak w 2/3) niestety pianka (czy to co zwane pianką) wykruszyło się po pierwszych paleniach. Samo z siebie, nie przez kołeczek czy grzebanie w kominie.
            Jedno mnie cieszy – fajka zaczyna smakować wybornie. Podszlifować zamierzam tylko na gładko te wnętrze, ale już po tym jak fajka nabierze pełni latakiowego aromatu.
            Przy pierwszych kilku paleniach utrzymywał się taki dziwny zapach i posmak zeszlifowanego pyłu piankowego. Z każdym nabiciem jest coraz lepiej. Myślę, że po pierwszej puszcze BBBB nada się już do palenia wędzonek.
            Dziękując za porady pozdrawiam serdecznie,
            TomaszG

  4. martino
    martino
    27 lutego 2011 at 20:30

    Fajny artykuł, jak zwykle zresztą – połączenie informacji „technicznych” z ciekawymi anegdotami, historycznym i geograficznym podparciem.

    Mam taką „morską” fajkę, którą przed laty przywiozła z Turcji moja pani. Pragnę dodać, że oprócz walorów użytkowych cieszy mnie ta fajka możliwością przyglądania się misternemu rzeźbieniu główki – akurat w moim przypadku jest to brodaty pan w turbanie o arcygroźnym wzroku.
    Pozdrawiam :-)

  5. tarabaz
    tarabaz
    12 września 2011 at 02:30

    Tekst o piance doskonały, ale brakuje rozszerzenia o wrzośce z wkładami piankowymi. No i kilku bardziej użytkowych spraw takich jak np je czyścić i zapobiegać powstawaniu nagaru (nie niszcząc ani nie rozpuszczając zabiegami pielęgnacyjnymi fajki).
    Pozdrawiam :)

    • Julian
      Julian
      12 września 2011 at 10:35

      Mam pewne wątpliwości dot. fajek drewnianych z wkładem z pianki. W rzeczywistości ta pianka to w najlepszym wypadku mieszanka startej pianki z kaolinem. Gdy miałem jedną taką fajkę, przez pierwszy miesiąc smakowała dość specyficznie. Niedawno odnalazłem ten sam smak z standardowej kaolinowej gliniance, natomiast nigdy nie występował w fajce piankowej.

      • yopas
        12 września 2011 at 10:48

        Pamiętam, że kiedyś byłem niezwykle zachwycony możliwościami jakie daje palenie fajki, bez konieczności jej opalania i pilnowania temperatury. Byłem zachwycony, dopóki nie uświadomiono mi, czym te wkłady piankowe są i jak mogą wpływać na smak i jakość palenia (tytoń sam sobie jest niezdrowy, a tu jeszcze dochodzą jakieś dodatkowe substancje klejące, może nieskzodliwe, a może…).

        A @tarabazowi, chciałbym zwrócić uwagę, że to jest portal wolontariacki (tu serdecznie dziękuję Tym, którym się chciało chcieć) i generalnie zdajemy sobie sprawę, jak wiele informacji brakuje. Niestety, jak to bywa z portalami wolontariackimi, pisze się o tym, o czym chce się pisać. Nie wymaga się tu, by każdy temat był wyeksploatowany, w każdym aspekcie. Co z drugiej strony stwarza dobre możliwości dla nowych Użytkowników. Zatem serdecznie zapraszam do współtworzenia, jeżeli czegoś brakuje.

        • marek milczek
          marek milczek
          12 września 2011 at 20:00

          dla mnie jedynym kryterium w fajczarstwie jest smak. Godzę się na szkodliwość tego nałogu. Zupełnie nie kłopoczę się tym, że pianka taka, czy owaka jest bardziej lub mniej szkodliwa. Tak jak nie mam zielonego pojęcia czy zalanie tytoniu jakimś sosem aromatyzującym nie jest przypadkiem większą trucizną niż najgorsze papierochy. Szkoda czasu. A tak na marginesie, mam fajkę przecudną z wkładką – Lindstrom Margate i po higienizacji solą, smakowała jakoś tak szpitalnie. Pomyślałem o wspomnianych przez Ciebie klejach czy lepiszczach. Fajka lądowała w piekarniku przy każdej możliwej okazji. Teraz jest wyborna. Czyszczę ją raz na kilka paleń wiechciem toaleciaka namoczonego w spirytusie, wycierając nim wnętrze pęsetą kilkakrotnie. Działa

          • tarabaz
            tarabaz
            13 września 2011 at 00:04

            Więc widzę, że metodę dbania o wkład mamy taką samą, aczkolwiek u mnie zawsze whiskey. Tak jakoś zostałem nauczony niemal obłąkańczego szacunku do fajki przez ojca swojej byłej. Jak powiadał „Fajka to królowa tytoniowego świata – nie zmuszajmy jej do mezaliansu przy czyszczeniu”.
            Jednak w/g mnie – wkładówka jest najlepszą fajką na rozpoczęcie przygody – nie zraża jak grusza, jest 100 razy prostsza niż wrzoścówka i 100 razy wytrzymalsza niż czysta pianka.

        • tarabaz
          tarabaz
          13 września 2011 at 00:10

          Właściwie to na temat wkładówek przydałby się oddzielny artykuł bo niby to pianka a jednak wrzosiec. Ma trochę z tego i z tego, a co ciekawsze większość punktów z artykułowego „Mity i prawda o zaletach i wadach” wygląda w tym przypadku zupełnie inaczej.

      • tarabaz
        tarabaz
        12 września 2011 at 23:57

        W chwili obecnej moja kolekcja powoli zaczyna być zdominowana przez wkładówki. Tylko niektóre tytonie doczekują się czystych wrzoścówek (czyt. te najulubieńsze, delektowane i celebrowane).
        Fakt taki, że każda – czy to tania Jean Claude, czy lepsiejsza (np. Capitelli) ma specyficzny dość niepożądany aromat zaraz po kupnie. Do pozbycia się go stosuję kilkukrotne namaczanie whiskey i pieczenie. Po 3 seriach zabiegów można zacząć opalanie (tu w znaczeniu pozbywania się smaku tego czegoś i nabierania naszego tytoniu a nie zbierania nagaru). Po miesiącu już czuć tylko nasz tytoń. Pali się doskonale i chyba najwygodniej ze wszystkich fajek, ale jednak smak daleko za wrzoścówką opalaną przez choćby kilka miesięcy.

        • harvester88
          6 października 2011 at 10:00

          Jakbyś mógł przybliżyć bardziej ta metode z whiskey. Namaczamy czyli jak? wlewamy do komina? No i jaka temperatura i czas w piekarniku.

          Pzdr

        • JSG
          JSG
          6 października 2011 at 11:57

          Tak dla uściślenia- najpierw nasączasz fajkę wodą, potem wkładasz do piekarnika? metoda dość ryzykowna… Bez ryzyka, stosować można spirytus lub aceton, ale drewno+woda zawsze wiąże się z pewnymi niebezpieczeństwami.

          Po prawidłowo przeprowadzonej higienizacji fajki, za pomocą spirytusu, można wyrugować niepożądane zapachy z fajki w kilkanaście, kilkadziesiąt godzin, ze sporą szansą że już pierwsze palenie będzie „czyste”. Jeśli nie to to drugie, lub trzecie, ale nie trwa to miesiąc a tydzień.

          • harvester88
            6 października 2011 at 12:03

            Tyle mniej więcej wiem. Chodzi mi natomiast o stosowaną przez kolegę Tarabaza metodę z higienizacją fajek z wkladem z pianki za pomocą whiskey i piekarnika. Ciekaw jestem szczegółów;]

            • JSG
              JSG
              6 października 2011 at 12:53

              Moja odpowiedz dot, nie twojego pytania, a jest próbą przestrzeżenia przed powielaniem tej metody. Jak wiemy Whisky ma 60% wody w swoim składzie, do tego zawiera cukier, dla tego od lat na wszystkich forach i portalach około fajkowych próbuje się wyplenić mit o dobrych właściwościach tego typu procedur.

              • harvester88
                6 października 2011 at 13:20

                W takim razie jak pozbyć się niepożądanych zapachów/smaków z nowej fajki z wkladem z pianki? węgiel, spirytus? piekarnik? Postępować tak jak ze zwykłą wrzoścową?

              • yopas
                6 października 2011 at 13:53

                Harvester88, ja bym ją zwyczajnie zaczął palić. Aż nabierze odpowiedniego charakteru. Do fajki wlewamy substancje tylko wtedy, gdy jest to jakoś uzasadnione (o czym zresztą Janek już wyżej napisał). Jedynym uzasadnionym miejscem dla whisky (whiskey), jakie mi przychodzi do głowy jest własne gardło. A zatem postępowanie wygląda tak: nabijasz fajkę, do naczynia (szklanki) wypełnionego lodem nalewasz whisky (whiskey). Odpalasz fajkę i zaczynasz pykać. Gdy pojawiają się niechciane smaki płuczesz gardło zawartością naczynia(szklanki) z obowiązkowym połykaniem. Czasem może okazać się, że płyn w naczyniu (szklance) się skończył, wtedy ponawiasz procedurę napełnienia naczynia. I tak aż do wypalenia całej fajeczki. Gwarantuję, że wraz z ilością zużytej whisky (whiskey) smak fajki ulega znacznej poprawie.
                Co ciekawe przy zastosowaniu tej metody nie trzeba specjalnie zważac na to, by używana whisky (whiskey) była najtańsza. Bo i tak wychodzi… NA ZDROWIE.
                UkłonY,
                Ps. Dodam jeszcze, że whisky (whiskey) nie jest w tej procedurze krytyczne. Równie dobre rezultaty uzyskuje się z brandy, cogniacem oraz większością nalewek czy destylatów. Ostatecznie może być również zwykłe piwo. Choć jego działanie zdecydowanie rozciąga się w czasie i polecam stosować jedynie w przypadku fajek baaaardzo dużych.

              • 3promile
                21 grudnia 2011 at 21:21

                O ile na whisky on the rocks mógłbym się zgodzić, jeśli to w miarę podły blend, a nie singielek, to whiskey wyłącznie stright up w temperaturze pokojowej. Mocno pokojowej.

  6. harvester88
    6 października 2011 at 14:20

    decyzja podjęta zatem:D kupuje capitello z wkładką z pianki + dużo ginu:D (nie jestem wielbicielem whiskey:D)

    Pozdro i dzieki za odpowiedzi!

    • yopas
      6 października 2011 at 14:25

      Znaczy, żeby było jasne. Ja osobiście nie uważam fajek z wkładką z masy piankowej, za dobre. Te pieniążki jednak wydałbym na Worobca. Ale jakby tu, tego… jałowcówka powinna zniwelować nawet takie różnice.

      • harvester88
        6 października 2011 at 16:24

        mam ochote na tytonie smakowe(wiem ze moze herezje prawie ale taka zachcianka) a do nich chyba najlepsze będzie coś co nie bierze smaków i zapachów. Szkoda paprać wrzoścówki wiśną albo wanilią:D

  7. JSG
    JSG
    6 października 2011 at 15:29

    Do fajek z wkładem stosować należy te same procedury i metody, co w przypadku fajek wrzoścowych.
    Można działać tylko wewnętrznie- metoda profesorska z wariantami, płukanie wnętrza, metoda węglowa. Można też stosować kąpiele.
    http://www.fajka.net.pl/poradniki/fajka-w-praktyce/metody/
    Metoda Yopasa wydaje się całkiem rozsądna… choć ja jak już piłę whsky to raczej z kamieniami niż z lodem, a najchętniej z gwinta- tak to jeszcze jakoś mi smakuje.

    • Alan
      6 października 2011 at 15:39

      Kąpiele? A to między wrzoścem a pianką nie ma jakiegoś kleju, który może zareagować?

      • JSG
        JSG
        6 października 2011 at 16:26

        Wykonywałem takie operacje i nie było problemu. Jeśli jest to klejone, to raczej żywicą, której nawet aceton nie ruszy.
        Drobne ruchy drewna też nie powodują pęknięć. Bardziej bym się obawiał wygrzewania w tym kontekscie- szczególnie po nasączeniu wodą z wódy… .

        • JSG
          JSG
          6 października 2011 at 17:21

          Źle ta wypowiedz „brzmi”… w końcu to nie prawda objawiona a jedynie poparte nielicznymi dowodami domniemania…
          Powinienem napisać- ja kilka razy do tej pory zaryzykowałem i nie zdarzyły mi się problemy z tego wynikające. Nie oznacza to że zawsze tak będzie.

          • je2bnik
            6 października 2011 at 18:09

            Ja bym jeszcze podrążył… Pytanie mi się nasuwa: czy w fajce którą „robiłeś” jako wkład była pianka morska czy „piankowy kit” z pyłu i jakichś substancji wiążących. Jak to jest lita pianka to chyba nic jej zaszkodzi ale w drugim przypadku? U mnie leży taka denicotea z wkładem już drugi rok, jeszcze nie palona, czyściutka jakoś nie mogę się do niej zabrać.

            • JSG
              JSG
              6 października 2011 at 22:12

              Ja miałem do czynienia z fajkami jedynie starymi i bardzo starymi. żadnej nie „zdzierałem” do zera, więc trudno mi ocenić czy to co było wewnątrz było z miału czy z bloku.
              Z drugiej strony, swoją główkę falcona, wykonaną prawie na pewno z miału, maczałem w spirytusie kilka razy i jakoś nie zmianiła się w proch- faktem jest że tej którą maczałem już nie mam- ale nie dla tego że ją zniszczyłem, tylko dla tego że zaginęła w śniegach warmińskich bezdroży.
              Zasadniczo- wymieninonej prz ciebie firym nie znam osobiście i chyba by unikał zakupów tej marki…

              • je2bnik
                6 października 2011 at 23:51

                Kupiłem za 19 zł na alledrogo – nowa, nie używana. Nie mogłem się powstrzymać za taką cenę i nie spróbowac.

  8. harvester88
    7 października 2011 at 11:20

    A może ktoś tutaj orientuje się z czego wynika różnica w cenie fajek capitello miedzy serią Beta jak ta:
    http://sklep-tytoniowy.abc24.pl/default.asp?kat=16308&pro=489911
    a seria Corteccia Meerschaum:
    http://sklep-tytoniowy.abc24.pl/default.asp?kat=16308&pro=86363

    Niby prawie to samo, ten sam producent a w cenie 20zł różnicy. Zastanawia mnie tylko że w opisie tych pierwszych pisza ze wklad jest z sepolitu a w drugich ze z pianki morskiej. Niby to to samo ale pomyslalem że może te pierwsze maja wklad z tej piankowej masy a drugie z litej pianki? Może ktoś zna odpowiedź?
    Droższą brać?

    • Lolek
      7 października 2011 at 14:57

      W obu fajkach to samo, czyli zmielona pianka morska z dodatkiem czegoś co skleja i wciśnięta w komin. 20 zł różnicy to nie dużo więc brać tą, która się bardziej podoba. Pozdrawiam.

      Ps. A najlepiej za tą cenę kupić coś używanego bez wkładek itd ;).

      • harvester88
        9 października 2011 at 17:57

        na pewno używanej nie kupie mam troche fajek ojca które by trzeba poremontować;]
        Chce po prostu fajke czystą, która nie bierze żadnych smaków i zapachów, której nie trzeba opalać przez 30-50 paleń, której przypadkowe zostawienie niedopalonego tytoniu nie zrobi krzywdy. Więc wybór fajki z wkładką jest chyba jedynym słusznym i zrozumiałym.

        Pozdrawiam i dzięki za odp;]

        • Alan
          9 października 2011 at 18:12

          Ja bym pomyślał jeszcze o glinie.

          • yopas
            9 października 2011 at 21:36

            …block meerschaum!

  9. harvester88
    9 października 2011 at 22:37

    na taką mnie nie stać niestety;]
    widzę że fajki z wkładką mają strasznie dużo przeciwników;]

  10. czarnyD
    5 kwietnia 2012 at 01:34

    Witam!
    Panowie, jakieś pomysły na wyczyszczenie powieszchownych opaleń na fajce z sepolitu(o zabarwieniu brązowym) na główce fajki?

    • marcin szarywilk
      marcin szarywilk
      5 kwietnia 2012 at 17:33

      Rozumiem, że mówisz o rimie?
      Można przyłożyć nasączony spirytusem wacik i potrzymać tak dłuższy czas. Według mnie mnie najlepiej położyć wacik, na to rimem do dołu fajkę, a całość umieścić w szczerym pojemniku. Potem otworzyć i pozwolić spirytusowi odparować.
      Co prawda robiłem tak tylko z wrzoścem.

      • R.Woźniak
        zogaor
        5 kwietnia 2012 at 18:14

        Co to jest szczery pojemnik? B „ln” leży dość daleko na klawiaturze od „r” stąd moje pytanie?

        • marcin szarywilk
          marcin szarywilk
          6 kwietnia 2012 at 09:05

          Szczery to taki który uczciwie trzyma szczelność ;D
          Pisałem z telefonu i słownik pewnie tak podpowiedział.

          • R.Woźniak
            zogaor
            6 kwietnia 2012 at 09:34

            Moja pytanie i tak było z tych głupich (czyli tych, które podobno nie istnieją), ale przynajmniej odpowiedź mądra.

  11. carlos cruz
    carlos cruz
    5 kwietnia 2012 at 12:03

    idzie nowe, do niedawna wszyscy się zabijali o pianki opalone, brązowe, czasy widzę się zmieniają. Amerykanie w latach 60/70 robili idealnie białe fajki z jakiejś masy plastycznej, które nie ciemniały, nazwa handlowa to ‚the pipe’ jeśli dobrze pamiętam.

  12. Grimar
    Grimar
    19 maja 2013 at 20:12

    Czy mógłby mi ktoś podać listę firm, co do których można mieć przekonanie graniczące z pewnością, że czynią swe fajki z jednego bloku sepolitu? Oprócz firm SMS Meerschaum, Altinok, Fikri Baki.

    Myślicie, że to np. jest z miału?
    http://www.ebay.de/itm/ESKISEHIR-SEEMANN-BLOCK-Meerschaumpfeife-Meerschaum-Pfeife-PIPE-A-248-/310667196371?pt=Tabakwaren_Zippos_Pfeifen&hash=item48553537d3

    • KrzysT
      KrzysT
      19 maja 2013 at 20:45

      O ile umiem czytać :> to jest z bloku.

      • Grimar
        Grimar
        19 maja 2013 at 21:02

        Umiejętność czytania sprawy nie załatwia, jak sądzę. Na każdej stronie gdzie można kupić meerschaum jest napiane, że z bloku. A skoro popularne jest klejenie na nowo bloków z pyłu (jeśli wierzyć komentarzowi Keilwertha w tymże wątku) to jak odróżnić ziarno od plew?

        • KrzysT
          KrzysT
          19 maja 2013 at 21:26

          Myślę, że nie mając konkretnej fajki w ręku można sobie wyłącznie gdybać. Jakąś wskazówką jest jednak cena. To nie jest najtańsza pianka, bo te są zazwyczaj niewielkich rozmiarów, no i kosztują jednak nieco mniej. Oczywiście jakiejś super wysokiej jakości też się nie ma co spodziewać, ale – o ile pamiętam – to gradacja pianek jest równie złożona jak wrzośca.

    • maciej stryjecki
      20 maja 2013 at 01:35

      Jeżeli moge pomóc… ja akurat kupiłem od Semusa bardzo podobna fajke i jeszcze jedna, gładką. Czyli mam dwie. W zblizonych cenach (troche tańsza i troche droższa)
      Na 99% sa z mielonki. Bo sa bardzo, bardzo ciężkie (duzo cięższe od pianki, wrzościa i w zasadzie tylko troszke lżejsze od porcelany/gliny). Nie sa tez idealnie spasowane z ustnikiem, czuć, że to reczna robota, ale akurat w kontekscie takim, że maszyna wytnie to równiejn )ustnik mocowany z pianka za posrednictwem plastikowej przelotki z gwintem). Albo to może blok, ale jakis taki…kamienny.
      Mimo to, w fajkach pali sie bardzo dobrze, równo się opalają/zmieniaja kolor, nie chloną.
      To dobre fajki, choc cięzkie. Ale generalnie wyglądają dobrze,mają zalety „piankowe”. Tylko pudełka (atłasowe) w które pakuja fajki są tak tandetne, jak dom nowobogackiego Turka :) Taki cygański pałac oblany złotem :)

      • Grimar
        Grimar
        20 maja 2013 at 08:48

        To pewniak, że mielonki są cięższe od klocków? gdzieś czytałem, że fajkę z bloku rozpoznac po tym, że jak się dotknie jęzorem wnętrza komina, to język się delikatnie „przykleja” ;)

        • KrzysT
          KrzysT
          20 maja 2013 at 09:39

          Ja myślę, że waga jest żadnym wyznacznikiem. Gdyż pianka, podobnie jak wrzosiec jest produktem naturalnym i jej gęstość może być po prostu różna, w zależności od miejsca pochodzenia i domieszek. To jest dokładnie analogiczna sytuacja jak z każdym materiałem – czyli że surowiec występuje w różnej jakości. Metody klasyfikacji pianki były (są?) równie skomplikowane, jak wrzośca.
          A „klejenie” się języka jest związane z tym, że pianka jest silnie higroskopijna. I podejrzewam, że „mielonka” też będzie go sklejać, choć może nieco mniej intensywnie.

      • Grimar
        Grimar
        20 maja 2013 at 10:52

        Mówisz, że mimio wszytsko pali się dobrze. Masz może doświadczenie w paleniu meerów z renomowanych firm, które na bank są z klocków? Czy jest duża róznica w smaku, czy tez różnice sprowadzają się do jakości wykonania i wahi?

        • Grimar
          Grimar
          20 maja 2013 at 10:54

          nie „wahi” a „wagi” oczywiście ;)

      • Grimar
        Grimar
        20 maja 2013 at 16:49

        Jeszcze jedno. Przy tej fajce, do której link podałem, jest podana także waga. Nie wydaje się ona „ciężka”. Czyżby w sklepie przekłamywano?

  13. golf czarny
    20 maja 2013 at 12:53

    ogólnie bardzo frapujące wypowiedzi…chociaż szczegółów mało .

    Pokrótce o jednej mojej piance. Jest duża i jest lekka . Pali się zawsze sucho . Ale palę w niej SG CP raczej ew. virginię i jest absolutnym no name ale raczej tureckim po się jakiś ichni kwiatek no i ustnik false amber.

    I teraz o użytkowaniu uzdatnianiu. Fajka trafiła do mnie średnio/lekko brudna.

    Próbowałem czyścić spirytusem i szorstkim wyciorem kanał dymowy. Fajki nie zepsułem do imentu tylko dlatego ,że w porę się ogarnąłem. Jeśli macie benta trzeba próbować to robic na miekko. Działania mechaniczne czymść chociażby nawet lekko twardym i na mokro powodują wydłużenie otworu w dymoewgo w kominie i podciągnie go do góry . No chyba ,ze cała akcja do kominanie podejdzie . Samo czyszczenie komina to tez nie takie oskrobanie na mokro, a potem papier ścieriwo i gotowe. Trzeba dużego wyczucia,żeby skumać gdzie kończy się nagar a zaczyna sepolit. Nożyk na mokro? Niewykluczone ale raczej jak jest gruba warstwa brudu na bardzo wstępne czyszczenie. Sepolit mocno ciemniej wkontakcie z nagarem,a nagar w piankach bywa kleisty. Bynajmniej piszę nagar a jest zwyczajny niechlujny, smolisty brud imo nie powinno go w kominie być. Tylko do białego się nie wyczysći bo pewne jest ,że się fakę dokumentnie rozkalibruje. A dokąd czyścić? Bo ja wiem? Może do ciemnobrązowego? Od początku rezygnowałbym z papierów grubych. Takim sobie pomysłem jest porysować sepolit. a oto łatwo .żeby było ciekawej w tych rysach zostanie zaraz ta smoła. Następną fajkę bedę robił od początku 600 i wyżej. Dobrze dojść by do stanu gdzie fajka będzie w środku , w kominie b. gładka ale nie kleista. Ostatnio kupiłem zestaw gdzie fajka wychodzi ca 22zł w tym są wynalazki jak wkładówka z Keniii jakiś cięzka . to poeksperytmentuję. Moja fajka choć nie nowa dosyć bezceremonialne taktowana sprawuje sie dobrze.

  14. Buldoger
    Buldoger
    5 kwietnia 2014 at 17:45

    Kiedyś przeczytałem, że w fajce z pianki można palić wszystkie rodzaje tytoni, ponieważ pianka nie pochłania zapachów/smaków. Prawda to, czy fałsz?

    • Kien2
      5 kwietnia 2014 at 18:58

      Nieprawda. Pochłania i pachnie tytoniem, który aktualnie w niej palisz. Po zmianie gatunku tytoniu proces przejścia ze „starego” zapachu na „nowy” trwa jakieś 30-40 paleń. Ale lepiej z góry dedykować nową fajkę pod jeden rodzaj mieszanki, np. słabą Virginię, mocną Virginię, Virginię z Perique, mieszankę angielską / bałkańską, Virginię z Burleyem, Virginię z Latakią. Nie wiem, jak pianka „współpracuje” z aromatami, bo nigdy aromatów w swoich piankach nie paliłem.

  15. Wolter
    11 września 2014 at 02:13

    Szanowni Panowie, a co sądzicie o takiej fajce – tak na początek przygody z pianką? Odmiana od wrzośca… Leży toto jakiś czas już na aledrogo, a cena wydaje się nie najgorsza: http://allegro.pl/fajka-z-piany-pianki-morskiej-faja-sepiolit-piana-i4584132115.html

    • Grimar
      Grimar
      11 września 2014 at 13:01

      Kupując piankę no-name, taką bez podpisu konkretnego i sprawdzonego fajkarza, tudzież nie z wiarygodnego sklepu lub firmy, ryzykujesz tym, że:

      1. Fajka może mieć schrzanioną inżynierię, co często spotyka się w przypadku tańszych pianek. Nawiert zarówno w sepiolicie jak i w ustniku będzie tak wąski, że wyciorować będzie go można jedynie włosem. Bulgotanie i męczarnia zagwarantowane.

      2. Fajka może nie być zrobiona z bloku, tylko z miału. Albo może być zrobiona z bloku marnej jakości, który nie wchłaniać będzie wilgoci jak wysokojakościowy meer. A rewelacyjne wchłanianie wilgoci jest jedną z tych właściwości, dla których kupuje się właśnie tego typu sprzęt.

      Mam jedną painkę no-name z ebaya (za którą dałem podobny chajs co w tym ogłoszeniu z allegro), i jedną solidną ze sklepu Al Pascia. Różnica jest powalająca.

      Jeśli kupisz tą fajkę, to zapewne będzie mieć inny smak niż wrzosiec, bardziej neutralny i może Ci całkiem dobrze smakować. Ale myślę, że warto odłożyć pieniądze na sprawdzony produkt.

    • Julian
      Julian
      11 września 2014 at 19:18

      Podobne fajki robi mnóstwo wytwórni w Turcji, te lepsze kosztują około 100 usd, gorsze jakieś 50, ogólnie żaden cymes, chyba że ktoś konieczie chce palić w głowie faceta z bródką.

  16. maciej stryjecki
    11 września 2014 at 19:49
    • maciej stryjecki
      14 września 2014 at 13:52

      Oj, bardzo mi sie spodobała :) Udało mi sie wydębić 10% rabatu, więc pewnie przepłaciłem i tak, ale trudno. Koncaka cięzko kupić, chociaz spory wybór jest w tym sklepie: http://www.pfeifenstudio-frank.de/index.htm Mam świadomość, że to ten sam producent, jednak fajki sygnowane nazwą Bauera są chyba z wyzszej półki (tak mi sie wydaje, choć może sie mylę…), a przynajmniej tak mi wygląda z fotek… :)
      To trochę, jak brandowanie róznymi logami różnych obszarów oferty przez jedną firmę. Fikri Baki bardzo mi sie podobaja, ale chyba producent nie ma nic filtrowego. A ja jednak lubię z filtrem…

      • Grimar
        Grimar
        14 września 2014 at 18:19

        Jak to mawia kolega @Grabarz: są biusta i biuściki. Mi się ta fajka osobiście nie podoba, ale dojrzałem do myśli, żeby zacząć zbierać pieniądze na jakąś markową piankę o sprawdzonej jakości. Bo no-namy to jednak kot w worku. Przeglądam te internety i przeglądam i mam trudny orzech do zgryzienia, ponieważ zdaje się producenci pianek nie mają ochoty tworzyć meerów o szerokich i zarazem płytkich komianach, a taką fajkę bym chciał.

  17. maciej stryjecki
    15 września 2014 at 00:02

    Szerokich i płytkich nie kupisz. Też szukałem. Daremne żale, próżny trud, bezsilne złorzeczenia. :)
    Dobrze się w tym, mimo, że krótko (o to też może chodzić, choć niektórym trudno w to uwierzyć) pali.

    • Andrzej K.
      15 września 2014 at 08:16

      Macieju, odnosząc się wprost do Twojego wpisu – powiem tak:

      Co z treści artykułu wynika,a co potwierdzić mogę empirycznie – pianka jest na tyle prosta i „ustępliwa” w obróbce, że dla normalnie-sprawnego „Kowalskiego”, szukającego fajki płytkiej a szerokiej… nie stanowi żadnego problemu po prostu sobie takowej wykonanie ;)
      Jaka prosta jest obróbka, udowodnić mogę fotką (choć, w moim przypadku cel obróbki był inny niż modyfikacja komina): http://www.fajka.net.pl/wp-content/uploads/2014/09/LHS-UF-w-trakcie-1.jpg
      Wystarczy odpowiednio obrobić komin i główkę gotowej fajeczki, by móc się cieszyć spersonalizowanym palidełkiem. Takie „pimp my pipe” ;)

      Wiem, wiem… nie po to kupujemy gotową fajkę by ją przerabiać…
      Ale, z drugiej strony – po to przede wszystkim, by smacznie i wygodnie w niej palić. Myślę, że w określonych i uzasadnionych przypadkach, prosta przeróbka pozwoli uzyskać optymalne efekty.

  18. maciej stryjecki
    15 września 2014 at 11:12

    Pianka do obróbki jest tak łatwa, że… Ja bym się nie podjął :)
    Trochę szkoda zaburzyć proporcje, tym bardziej, że dobra fajka sporo kosztuje.
    Ale jeżeli ktoś ma doświadczenie, to żaden problem.

  19. Marek Mr❂
    M.M.
    24 stycznia 2016 at 13:09

    Wspaniały artykuł, niektóre fragmenty czytałem po kilka razy. Co do gwałtownego czy „gorącego” palenia, jeśli to ono jest przyczyną powstawania owych „krowich łat”, jak je trafnie nazwałeś, na główce fajki, to pozwolę sobie wyrazić zdanie, że takie wybarwienie mimo wszystko ma swój urok. Jest to oczywiście kwestia gustu. Mój dobry kumpel ma piankę Bena Wade’a z lat 20., zdaje się, tak właśnie wybarwioną. Poza tym, że wyraża ona charakter swojego poprzedniego właściciela, co jest samo w sobie ciekawe, to również wizualnie jest piękna, w moich oczach przynajmniej. Co więcej, namówiony przez tego kolegę, zapaliłem w tej fajce, co zrobiłem z dużą przyjemnością, nie czując żadnych przykrych smaków czy zapachów. Fajki tak właśnie wybarwione są zresztą częścią naszej kultury, czego przykładem jest scena, jedna z kilku, z wielkim Lee Van Cleefem w nieśmiertelnym westernie „Za kilka dolarów więcej”:
    https://www.youtube.com/watch?v=o1DcFhaCCwI

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*