10 tytoni, których trzeba spróbować

7 maja 2015
By

Drodzy koledzy,

Chciałbym prosić kolegów o pomoc w skompilowaniu listy 10 tytoni, których spróbować trzeba. Chodzi mi niekoniecznie o tytonie ‚najlepsze’, ale o takie, których znajomość stanowi dobrą bazę do dalszej eksploracji i które po prostu znać należy, nawet jeśli się ich nie lubi.

Z listy można wykreślić (bo te kultowe tytonie już znam): Dunhill Nightcap, Dunhill Early Morning Pipe, S. Gawith’s Full Virginia Flake i S. Gawith’s St. James’ Flake.

Dziękuję za pomoc,

PK

90 Responses to 10 tytoni, których trzeba spróbować

  1. Zyrg
    Zyrg
    7 maja 2015 at 13:18

    Moja subiektywna dycha (wg. zadanego klucza – nie wszystko lubię) SG Grousemoor, SG Balkan Flake, SG 1792, GH Glengarry Flake, GH Ennerdale, GH Ultimum, Dunhill My Mixture 965, Dunhill London Mixture, Orlik Golden Sliced, MacBrrr Mixture. No i oczywiście Ålsbo Vanilla (to 11) żeby wyskalować próbnik od dołu :) Jeszcze Navy Rolls od Dunhilla bym gdzieś utknął. Takie 9,3721 :)

  2. yopas
    7 maja 2015 at 14:46

    10, to niezwykle oszczędnie. Raczej nie dam rady. Niemniej ktoś, kiedyś wymyślił takie coś: http://www.pipes.org/my-tobacco-classification-touchstone-blends/, a dyskutowaliśmy o tym krótko tu: http://www.fajka.net.pl/krotkie-pytania/touchstone-blends/.

    • sceptic
      7 maja 2015 at 14:58

      a może jednak spróbujesz? Nie 10, to 15 – moim skromnym zdaniem to całkiem sporo punktów odniesienia.
      Chodzi o to, że niedługo planuję wyprawę do Niemiec (gdzie tytoń jest o jakieś 30% tańszy niż we Francji, a także tańszy niż w Polsce) i chętnie bym przywiózł sobie parę puszek tytoni innego niż ten, który zwykle palę. Na dobrą radę sprzedawców nie mam tam co liczyć.

      • yopas
        7 maja 2015 at 15:29

        Biorąc pod uwagę wyłącznie produkcje europejskie, które paliłem (amerykańskie tytonie znam wyłącznie dzięki uprzejmym kolegom i nazw już nie pamiętam – pewnie trzeba by zacząć prowadzić log pokładowy) i ze świadomością uchybień, spod dużego palca obstawiam następująco (kategorie też należy traktować z przybliżeniem do aktualnych modernizacji składu poszczególnych mieszanek):

        1. Va – Orlik Golden Sliced, GH Bright CR Flake, GH Curly Cut de Luxe, SG Kendal Plug, MacBaren VaNo1
        2. Scented Va – SG Grousemour Plug/Mix, SG RB Plug, GH Glengarry Flake, GH Ennerdale Flake, Erinmore Flake
        3. Va/Per – Escudo, Dunhill De Luxe Navy Rolls, Orlik Bulls Eye, GH Louisiana Flake, Synjeco Ambleside Curly, Rattray’s Old Gowrie/Hal o’ the Wynd
        4. Va/Or – SG Sam’s Flake
        6. Va/La – SG Balkan Flake, SG Commonwealth
        7. Balkan – Balkan Sasieni
        8. Angol (Va/La/Or) – Dunhill Early Morning Pipe, Dunhil My Mixture 965, Davidoff Royalty
        9. Aromat Jasny – SG Firedance Flake
        10. Aromat Ciemny – GH Ultimum

        Tyle z mojego punktu widzenia.
        UkłonY,

      • golf czarny
        7 maja 2015 at 15:39

        Jeśli chodzi o to co powinno spróbować ,żeby mieć jakie takie pojecie to ja na przykład nie odważę sie powiedzieć jednoznacznie. Zaraz się pojawia szereg zagwozdek pytań a dlaczego to nie tamto. Izeby to jeszcze załatwić w Niemczech?
        No dobra subiektywnie:
        1) Orlik Golden Sliced-bright Va,
        2) 3 nuns- charakterystyczne Kentucky,
        3) macBaren-navy flake albo Scotisch mixt. wole to pierwsze,
        4) mediteraneo (planta) albo torino- bo to całkiem palne przejawy aromatu chociaż jest pewnie tysiąc innych
        5)KuK -aged burley ( czy jak mu tam było) ,
        6) tytoń do blendowania turkish , oriental i zmieszac na pół np. z Va mysore
        dostępne w Polsce Grousemoor, Emmerdale, Glengary
        allegro condor, st.Bruno
        i zagwozdka czemu nie 3P- petersona i tu bym zaczął pisać listę amerykańskich ….

  3. JerzyW
    7 maja 2015 at 18:48

    Moja lista z podzialem na typy blendow.

    Czysta wirdzinia w stylu europejskim

    1 Best Brown Flake od SG. Nieco inny, ale w podobnym typie co FVF, ktory juz znasz. Doskonaly, choc trudny w paleniu. Nie warto probowac, jesli nie polezal minimum roku w sloju.

    2 Dunhill Flake. Czysta niczym nie skazona wirdzinia w jasniejszym wydaniu. Lezakowanie w sloju tez odczuwalnie poprawia jakosc blendu. Koneicznie „Must try”

    Wirdzinia perfumowana w typie angielskim.

    3 Ennerdale od G&H. Osobiscie nie przepadam, ale to klasyk ktory warto znac. Wg. mnie to taki punkt odniesienia w kategorii klasycznych angielskich tytonii scented

    4 Condor Zielony. Rowniez tyton z historia. Bardzo popularny scent na wyspach brytyjskich. Inny niz Ennerdale, ale warto sie zapoznac i wyrobic sobie osobiscie zdanie.

    5 Erinmore Flake. Dla mnie to jest jednak wirdzinia scentowana, choc na styl irlandzki. Dzisiejszy juz nie ten co przed kilkoma dekadami, ale jednak nadal ciekawy i warty sprobowania.

    Mikstury angielskie z Latakia.

    6 Dunhill London Mixture. Genialny! Zwlaszcza jak sobie tak polezy przynajmniej kilka miesiecy w sloju, ale i ten prostu z puchy jest naprawde dobry.

    7 Dunhill Aperitif. Od roku mamy remake starego aperitifa w wykonani wspolczesnego Dunhilla (produkcja w Danii) ale jest to swietny tyton, gdzie Latakia gra pierwsze skrzypce.

    Klasyczne kawendisze.

    Tu nikt chyba nie przeskoczy dunskiego Mac Barena.

    8 Mac Baren Navy Flake

    9 Mac Baren Plum Cake.

    Oba warto znac, to takie tytonie z pogranicza swiata aromatow i tytonii naturalnych.

    Tytonie amerykanskie.

    Zupelnie inny typ blendowania, ale warto znac, chociazby po to , zeby miec skale porownawcza.
    z amerykanskich wirdzinii trzeba znac:

    10 Mc Clelland Blackwoods

    Z mieszanek z latakia koniecznie znalesc i sprobowac:

    11 Mc Clellands Yenidiye Highlander ( seria Grand Orientals)

    Aromaty:

    jak juz trzeba to raczej te zrobione z najlepszych mozliwie tytonii bazowych.

    12 Ultimum od G&H

    13 DVC Chocolade od G&H

    Oba wyzej wymienione nie sa moimi ulubionymi, ale to jedne z najlepszych aromatow jakie palilem.

    Na koniec aromatowa klasyka i prostota, choc uczciwa i zawsze taka sama w wykonaniu amerykanow

    14 Captain Black Royal. Granatowa saszetka. Koniecznie oryginalny amerykanski robiony przez Lane Limited. Ten dunski jaki mozna kupic w Europie jest zdecydowanie kiepski :)

    JW

  4. golf czarny
    8 maja 2015 at 14:49

    Jeśli już wypłynęliśmy na szerokie wody atlantyckie to z się Jerzym zgodzę. Jak próbować stoved to po całości- Blackwoods ale z tej firmy także seria Frog z La i Or. Jak próbować po amerykańsku to z rozmachem. G.L.P – Uniom Square- to się nazywa Virginia ! , Old Cumberland – to się nazywa kentucky, Haddo – to się nazywa tytoń ogólnie! Z C&D to nie mam zbytnich doświadczeń. Heart&Home – wszędzie klonowy psik oprócz lataki . Pyszna . Jak CB to inne z Lane klasyki :I-Q.

    • yopas
      8 maja 2015 at 15:22

      Oj tak – Cumberland jest ohydztwem pierwszej wody ;)

      • JerzyW
        8 maja 2015 at 19:12

        a ja sie przyznam, ze chyba nigdy nie palilem tytoniu ze stajni GLP. A przynajmniej nie przypominam sobie :)

        • golf czarny
          9 maja 2015 at 11:49

          Jerzy mam nadzieję, że nigdy nie paliłeś tytoniu z jakiejkolwiek stajni a tym bardziej nie przechowywałeś tam tytoniu. Jak się pojawisz to dawaj znać to poczęstuję takim z piwnicy.

          • golf czarny
            9 maja 2015 at 12:16

            GLP ofc bo warto spróbować. Szczególnie Va , Va/pq, Va /Bu/Ke.

            • KrzysT
              KrzysT
              9 maja 2015 at 12:58

              A ja bym go właśnie poczęstował anglikami od GLP. Bo one mogą trochę namieszać komuś zakochanemu w DLM.

              • JerzyW
                9 maja 2015 at 16:41

                a ktore dokladnie GLP masz na mysli?

              • KrzysT
                KrzysT
                9 maja 2015 at 18:57

                Westminster (sprawdź zamysł blendera ;)). Charing Cross, Chelsea Morning, Abingdon. Raven’s Wing (bo jest genialny sam z siebie)
                To tak dla nadania kierunku, pewnie ktoś bardziej opalony w GLP uzupełni.

              • yopas
                9 maja 2015 at 19:33

                Cairo.

  5. KrzysT
    KrzysT
    9 maja 2015 at 13:20

    To jest strasznie szeroki temat, to „trzeba”.
    Gdyż – IMHO oczywiście – poza tytoniami z, nazwijmy to, grup bazowych (czyli Va, VaPer, anglik, aromat, scented, i tak dalej) istnieją tytonie, które niekoniecznie są szczególnie reprezentatywne dla danej grupy, ale świadomy swojego hobby fajczarz spróbować ich powinien.
    I tak uważam, że wypada się w miarę możliwości zapoznać z tzw. tytoniową klasyką, czyli produktami Dunhilla, ostańcami wielkich tytoniowych tradycji, takich jak Escudo, Three Nuns, St. Bruno czy Balkan Sobranie (oczywiście duńskie „klasyki gatunku” też mają tu swoje miejsce). Jeśli ma się taką możliwość, to wypada i należy z niej skorzystać. Nawet jeśli się okaże, że to nie jest nasz kawałek tortu i nawet jeśli są to wersje, o których ci pamiętający sądzą, że to popłuczyny po dawnej świetności.
    Ponadto istnieje całkiem pokaźna grupa tytoni, które stanowią wyjątki. Sterczą. Są w jakiś sposób nietypowe i również trudno uznać je za reprezentatywne i stanowiące dobry punkt odniesienia. Przykłady?
    Grousemoore, 1792, skrętki – nietypowe, dziwne, te ostatnie turpistyczne. I wypada – choć raz – spróbować. Gwoli świadomości.
    Mimo, że tak naprawdę są to produkty niszowe.
    Identycznym tematem są nieobecne tak naprawdę w szerszym obiegu produkty lokalne, które czasem wchodzą przebojem na rynek – popatrzcie choćby na amerykański szał na semois.
    Przyznam, że osobiście sprawia mi dużą frajdę grzebanie po rynku i wynajdywanie podobnych blendów, czemu zresztą daję czasem wyraz w jakiś minirecenzjach.
    Gwoli „poszerzenia świadomości” warto też popróbować tytoni z innego kręgu kultury blendowania, czyli tytoni spoza oceanu. Gdzie nagle okazuje się, że te definicje grupowe, czyli np. angliki czy czyste Va to coś zupełnie odmiennego od tego, do czego przywykliśmy. Są tacy, którzy zostają w tym kręgu na dłużej – zresztą to jest kawał rynku, który jest na dodatek silny marketingowo, więc siłą rzeczy będzie narzucał pewne mody na świat.

    To powiedziawszy przyznam, że trochę egzotyczną wydaje mi się idea na szukanie punktów odniesienia w niemieckich trafikach. Jeśli chodzi o tzw. klasykę, to mają one do zaoferowania niewiele więcej od tego, co jest dostępne u nas (ok, czasem ceny są bardziej korzystne).
    Proponowałbym raczej szukać tego, czego u nas nie ma z przyczyn prawnych – czyli mieszanek własnych (eigene Mischungen), zwłaszcza, jeśli tworzone są przez blenderów z doświadczeniem. Takim pozytywnym, znanym przez niektórych w kraju przykładem są mieszanki szwajcarskiego blendera Hansa Schürcha. Ciekawa, warta poznania rzecz. Nie wiem, czy są dostępne w DE, ale sam kierunek uważam za słuszny, jak się już jest za granicą.

    • sceptic
      9 maja 2015 at 19:34

      Cóż, we Francji, gdzie mieszkam, kupował nie będę, bo za drogo (Dunhill Nightcap za 19,50, w Niemczech za 12,75 – do sprawdzenia, kto nie wierzy), z tego co wiem w UK też, w Belgii za to prawie równie tanio jak w DE. Co prawda odwiedzam przynajmniej 10 krajów UE rocznie, ale na ogół to bardzo krótkie służbowe wyjazdy, a niedługo będę miał w Niemczech trochę oddechu, to poszukam, nie tam to ówdzie, tylko chciałbym wiedzieć czego, bo tamtejsi sprzedawcy chcą ci na siłę upchnąć jedną markę, z którą mają umowę (w „mojej” trafice to jakiś John Aylesbury – trochę ich spaliłem i wiem, że można lepiej).

      Poza wspomnianymi Nightcapem i Full Virginia Flake palę niemal wyłącznie eigene Mischungen (spróbowałem ich przynajmniej 10, więcej niż nie-eigene ;)), jedna z nich należy do moich ulubionych na równi z Nightcapem (Fincke no. 4), ale jej mam już spory zapas. Na pewno będę jeszcze ich próbował, choć na ogół mnie rozczarowują, to przynajmniej są tanie; póki co, w tym miesiącu, chciałbym kupować według klucza zadanego w pytaniu. Dziękuję za podpowiedzi, zrobię z nich jakąś kompilację i spróbuję się we wszystko zaopatrzyć.

  6. Julian
    10 maja 2015 at 05:01

    Dorzucę propozycję tytoniu, którego może nie trzeba koniecznie (bo go jeszcze nie próbowałem), ale który warto spróbować. Otoż właśnie pojawiła się przywrócona mieszanka Dunhilla Baby’s Bottom (dawna mieszanka Savory’s kupiona kiedyś przez Dunhilla).

    • KrzysT
      KrzysT
      10 maja 2015 at 08:47

      O, wiedziałem o dwóch innych Dunhillach, które się pojawią, ale o tym niekoniecznie. Dzięki Alku za wiadomość.

      • JerzyW
        10 maja 2015 at 10:17

        A mozesz wyjawic jakie to blendy Dunhilla maja sie pojawic?

        • KrzysT
          KrzysT
          10 maja 2015 at 13:13

          Przepraszam, zobowiązałem się, że nie. I tak nadużyłem zaufania mówiąc o samym fakcie.

        • hilson
          11 maja 2015 at 18:09

          Witam,
          czytałem, że :3 Year Mature
          Pzdr.

        • Julian
          Julian
          11 maja 2015 at 20:57

          BB już można tu i ówdzie zamawiać. Ponieważ niedługo wcześniej pojawiły się Durbar i Aperitif, udział tytoni latakiowych w ofercie Dunhilla jest już bardzo duży. Chętnie bym zobaczył teraz jakąś mieszankę aromatyzowaną lub virginiową.

  7. niedzwiecki.pl
    10 maja 2015 at 23:40

    Lane Limitem teraz nazywa się Scandinavian Tobacco US.

  8. sceptic
    11 maja 2015 at 14:58

    Dziękuję wszystkim za odpowiedzi, są bardzo pouczające. Póki co z tej listy wybrałem (a moze nawet coś do niej od siebie dodałem) – bardzo subiektywnie, kierując się własnym widzimisie, a przede wszystkim łatwą dostępnością, co następuje (to oczywiście nie konkurs, więc proszę, żeby nikt nie czuł się zlekceważony):
    Gawith: Fire Dance Flake, Sam’s Flake, Balkan Flake, Grousemoor; Dunhill: My Mixture 965, London Mixture, De Luxe Navy Rolls; McBarren: Mixture (Scottish Blend), Plumcake, Orlik Golden Sliced.

    Mam nadzieję, że temat nie umrze i ktoś do niego od czasu do czasu dorzuci jakieś spostrzeżenie.

    • KrzysT
      KrzysT
      11 maja 2015 at 17:55

      A GH żadnego? Błąd…

      • sceptic
        11 maja 2015 at 19:30

        z pewnością, ale nie mam dowodów na jego dostępność w Niemczech (sprawdziłem dwie trafiki internetowe i nie znalazłem), niestety. A pozostałe wyglądają na powszechnie dostępne.

        • KrzysT
          KrzysT
          12 maja 2015 at 08:33

          Ale na Fajkowo są dostępne – a nie słyszałem nigdzie, żeby odmówili wysyłki za granicę w ramach UE…

          • sceptic
            12 maja 2015 at 09:26

            No właśnie nie wiem, jak to jest z tą wysyłką tytoni wewnątrz UE. Wysyłać można, to pewne, ale *chyba* na miejscu trzeba zapłacić miejscowe podatki, tak przynajmniej wynika z jakiejś rządowej strony w UK, której nie mogę teraz znaleźć. Tak przynajmniej jest w teorii, bo nie wiem, jak w praktyce mogą kazać zapłacić VAT i akcyzę, jak w Schengen nie ma kontroli celnej…

            ZARAZ ZARAZ, przecież UK nie jest w Schengen. Czyli mogę z czystym sumieniem kupić w fajkowie bez dopłat? Mógłby ktoś mnie oświecić w tym zakresie?…

            • yopas
              12 maja 2015 at 09:29

              Zapytaj PiotrkaN.

              • sceptic
                12 maja 2015 at 09:38

                coś w tym musi być, bo wiem, że Francuzi z każdej wycieczki zagranicznej przywożą dziesiątki paczek papierosów… jakby było tak łatwo, to by sobie w Internecie kupili…

    • golf czarny
      12 maja 2015 at 00:30

      Mam wielki sentyment do miksturki ale uparcie polecam Navy flake. Jest to tytoń zbliżony ale imo jakościowo o schodek wyżej.

  9. niedzwiecki.pl
    11 maja 2015 at 23:13

    Sprostuję moją poprzednią wypowiedź:
    STG LANE LTD.
    Co do zakupu w DE to bym koniecznie kupił The Nuns które jest tam w akceptowalne cenie. McB Mixture wybrałbym w wersji flake jeśli występuje taki w DE.

    • sceptic
      11 maja 2015 at 23:24

      Three Nuns jest, faktycznie. Ciekawa historia z tym tytoniem, dzięki!
      Mac Baren Mixture jest w kopertach 50g i puszkach 100 i 250g – ale czy w tych puszkach jest flake, tego nie wiem (nic na to nie wskazuje). To mnie trochę odstręcza od Mac Barena, że większość jest tylko w kopertach (te, które wybrałem, są w puszkach 100g). Nie lubię kopert :)

      • niedzwiecki.pl
        12 maja 2015 at 01:06

        Mac Baren we flake jest prawie kwadratowych puszkach od góry, nie licząc zaokrąglonych rogów.

        • sceptic
          12 maja 2015 at 07:52

          to takiego nie widać – w takich puszkach z Mac Barena jest tylko navy flake. Chyba go wciągnę na listę. Ale lepszy Navy flake Mac Barena czy Navy Flake Gawitha?

          • JerzyW
            12 maja 2015 at 08:06

            Nie mozna ich porownywac wg. mnie. To zupelnie inne tytonie. Jak szukasz klasycznego kawendisza ( czyt. nie czarnego kawendisza w stylu niemieckim) to idz zdecydowanie w strone mac baren navy flake niz scottish mix. Jest to lepszy smakowo tyton w tym samym stylu co szkocka mikstura. Golf dobrze radzi :)

  10. sceptic
    11 maja 2015 at 23:14

    Swoją drogą, ciekawi mnie, że nikt nie wspomniał żadnego tytoniu Petersona. O Connaisseur’s Choice czytałem wyłącznie superlatywy i byłem pewien, ze się chociaż w jednym zestawieniu znajdzie. Czyli jednak Pete to nie ta liga co Gawith i Dunhill?

    • golf czarny
      12 maja 2015 at 00:27

      Ja wspominałem. Ale fakt, gremialnie nie był Peterson chwalony (i chyba nie będzie , przynajmniej przeze mnie)Dlaczego? U mnie powód jest jeden nieodmiennie ten sam . Po co mam kupować tytoń za 59 zł skoro mogę kupić za góra 55 zł lepszy. Może spróbuj „hyde park” . Na pewno jest to Peterson , prawdopodobnie wykonał go Gawith a ponoć smakuje mniej więcej jak tytonie z Kendal. I wtedy to się opłaca . W końcu 3 w jednym.

      • sceptic
        12 maja 2015 at 07:50

        Nie będę zatem Petersonów do mojej listy dodawał, ale tytułem informacji wspomnę, że w Niemczech kosztują one 10,40, podczas gdy Gawithy i Dunhille: 12,85. To duża różnica.

        • Obzon
          Obzon
          12 maja 2015 at 08:23

          Nie wszystkie dunhille w niemczech kosztuja 12 euro. Ja kupowalem London Mixture za 10 euro. Mozna jeszcze sprobowac jakiegos Ashtona. W Niemczech kosztuja okolo 10 euro. Ja polecam Gold Rush. Calkiem przyjemna jasna Va.

          • sceptic
            12 maja 2015 at 08:28

            Prawda, London i Standard są po 10,95.

  11. sceptic
    11 maja 2015 at 23:31

    Jak już będę miał taki zapas, to naturalną koleją rzeczy następnym pytaniem będzie: jak przechowywać. Z full virginia flake (a podobno wszystkie ich flejki takie mokre) robię tak, że otwieram puszkę i odstawiam na miesiąc, a potem jeszcze jeśli trzeba suszę dodatkowo indywidualne płatki przed nabiciem (max. 24h). Taka puszka mi starczy na jakieś 2-3 miesiące, pod koniec w zasadzie są już wióry, ale też się smacznie palą.
    Teraz pewnie będę chciał szybko wszystkiego spróbować – planuję je zatem prosto z puszek poprzekładać do słoików (takich na oko ze 300-400 ml) i odstawić do piwnicy, niech sobie tam leżą ile chcą (chętnie spróbuję w przyszłości takiego kilkuletniego flake’a). Dobry plan?

    • Zyrg
      Zyrg
      12 maja 2015 at 09:31

      Dobry. W puszkach (zwłaszcza SG i GH, zakręcane na gwint są lepsze) tytoń szybko wysycha. Osobiście wszystko z „zatykanych” puszek i torebeczek przekładam od razu do słoików twist-off i wyciągam i suszę tyle ile potrzeba. Puszki z gwintem (typu Dunhill/peterson) są w miare szczelne o ile dba się o dobre zamknięcie po użyciu.

      • sceptic
        12 maja 2015 at 09:36

        I aromaty też przekładać do słoików (bo sporo na mojej liście aromatów)? Nie wywietrzeje z nich malyna? ;)

        • Zyrg
          Zyrg
          12 maja 2015 at 12:44

          Na pewno mniej niż w puszce. Ja trzymam. Niektóre mają po kilka lat i są OK. Z tym że ja mieszanki trzymam raczej w małych słoikach – kaliber ketchup/konfitura i dość mocno ubijam (jak kapustę). Zachowują wilgoć i aromat.

    • poeta
      poeta
      12 maja 2015 at 09:37

      Jeśli chodzi o FVF to nie przesuszaj jej na siłę, ja przynajmniej unikam takiej sytuacji od razu z puszki do słoika żeby nie wyschła za bardzo, podsuszaj tytoń przed paleniem, jeśli palisz flejki w snopku to po prostu wyciąg go na 8 godz. przed paleniem niech się delikatnie suszy. A inne jak nie palisz mogą siedzieć w puszkach, ale tytonie SG i GH najlepiej po zakupie w słoik (źle trzymają i jak ktoś ostatnio pisał rdzewieją w środku)

      • sceptic
        12 maja 2015 at 09:44

        Dzięki!

    • yopas
      12 maja 2015 at 09:38

      Może być. Są na świecie fajczarze, którzy brzydzą się palenia tytoniu wprost po zakupie. Palą wyłącznie blendy/mieszanki wysezonowane. Są też tacy, którzy palą co bądź i jak leci.

      O czym można poczytać zarówno w fajkanetowych artykułach, jak i komentarzach pod nimi.

      Zachęcam do indywidualnej pracy z tekstem oraz samodzielnego wyciągania wniosków, bez konieczności każdorazowego klepania po pleckach.

      Na tym portalu osiągnęliśmy dość zadowalający poziom zasobów dotyczących wiedzy okołofajkowej.
      Pozdrowienia
      y,

      • sceptic
        12 maja 2015 at 09:43

        Kolego yopasie, kolega jest tak zupełnie bezinteresownie nieuprzejmy? Przeczytałem oba fajkanetowe artykuły o „dojrzewaniu” (oba z resztą bardzo ciekawe) i po ich lekturze mam (chyba uzasadnioną) wątpliwość co do sezonowania aromatów. A ponieważ większość tytoni z mojej listy to tytonie aromatyzowane, więc pytam.

        Znalazłem też np. ciekawe przestrogi dotyczące rdzewienia puszek od SG.

        • yopas
          12 maja 2015 at 09:54

          Tak. Jestem znanym chamem i wszędzie, gdzie się pojawiam pozostają wiechcie słomy.
          PozdrowieniaY,
          Edit:
          Od niechcenia kliknąłem sobie w tag: „dojrzewanie”, a tam wyskoczył między innymi taki artykuł: http://www.fajka.net.pl/krotkie-pytania/jakie-mieszanki-polecicie-do-piwniczki/, a w komentarzach jest wypowiedź @Zyrga na temat przechowywania aromatów…
          EditEdit:
          A jest tam jeszcze drugi artykuł (po kliknięciu w tag „dojrzewanie”): http://www.fajka.net.pl/poradniki/sekrety-tytoniu/stare-kartofle/, a w komentarzu, moje przerośnięte ego, pisze, co radził na temat przechowywania tytoniu legendarny Rotm…

          • KrzysT
            KrzysT
            12 maja 2015 at 10:42

            Zapomniałeś o dziurach po widłach. Tych, co zostawiasz w podłodze.

            Przeczytałem tekst Pawła kilkukrotnie i naprawdę myślę, że to nie jest kwestia braku uprzejmości, tylko zbyt mocno napiętej gumki w stringach. Proponuję poluzować.

          • sceptic
            12 maja 2015 at 11:57

            To wszystko jasne. Będę nosił ze sobą miotłę.

            I ja to wszystko przeczytałem i nadal mam pytania. Coś musi być ze mną nie tak.

            • yopas
              12 maja 2015 at 12:08

              To pytaj. Najwyżej dostaniesz odpowiedź: słabo szukałeś ;).
              PozdrY,

            • golf czarny
              12 maja 2015 at 13:03

              Sceptic i ja się zabawię w odsyłacza do odpowiedniego stosowania . (A odpowiednie stosowanie to już wiesz czy to pachnie;)I Otóż , poczytaj wypowiedzi Maćka Stryjeckiego, swoistego rodzaju „waryata” jeśli chodzi przechowywanie. Podaje on dosyć szczegółowe wytyczne. Ja posiadałem przez chwilę taki słój od Maćka i robiło to wrażenie zdecydowanie większe niźli taka badziewiasta puszka od SG. Słoje twisty nie żadne weki. I koniecznie sprawdzaj czy nawet nowa zakrętka nie śmierdzi i odpowiednio mocno się zakręca( nie może się przekręcać). Jak to sprawdzić? Zakręć słoik. I za dobę otwórz i powąchaj. Jeśli wg Ciebie jest zapaszek pokrywce mówimy bye.Inna sprawa,że w Pl jest trudno nabyć nieśmierdzące fabrycznie pokrywki . Ja w przypadkach wątpliwych pakuje tytoń w folię (np. strunówki) i dopiero słoik albo pozostawiam w słoju wyściółkę z puszki. Prawda jest jednak taka ,że są wrogowie połączenia tytoń + tw. sztuczne. I jeszcze jedno za 30 lat nie dostaniesz tej kasy za puszkę otwartą co za zamkniętą.

              • sceptic
                12 maja 2015 at 18:26

                właśnie się zastanawiam czy by w celach inwestycyjnych, nawet krótkoterminowych, nie szarpnąć się na np. jakiś tuzin FVF albo st. james’ flake, upewniwszy się uprzednio, że są wyprodukowane w „starej” fabryce… A o przechowywaniu zrobiłem research na „zachodnich” (:D) forach, profesjonaliści piszą o tym artykuły i każdy pisze trochę co innego, ale dominuje chyba pogląd, że najlepiej tytoń dojrzewa we własnej puszce, beztlenowo.

              • yopas
                12 maja 2015 at 19:09

                Profesjonaliści, na zachodnich forach… nonono… bo tu, to banda amatorów ofc…
                dziękujemy Ci essidżonson.
                PozdrY,

  12. Zyrg
    Zyrg
    12 maja 2015 at 18:39

    O ile puszka nie zardzewieje i nie wyjmiesz chrupków (co wcale nie jest takie rzadkie:))

  13. sceptic
    12 maja 2015 at 19:21

    O forach „zachodnich” napisałem z bananem (podpowiem: :D) na ustach i w cudzysłowie. Tak, trafiłem na artykuły ludzi którzy zawodowo trudnią się mieszaniem tytoniu, więc można ich z czystym sumieniem nazwać profesjonalistami. Jak każdy wie, na forach amerykańskich (w odróżnieniu chyba od polskich) jest cała masa nawiedzonych ludzi, którzy piszą: „opowiem wam, bo mamy tu wolność słowa, jak ja sezonuję mój amerykański tytoń u mnie w Teksasie, ale to nie ma zastosowania do tych europejskich tytoni, bo w Europie nie umieją robić tytoniu i nie mają wolności słowa ani demokracji. Otóż posypuję go prochem strzelniczym i czytam mu biblię, oraz ubijam łuską od naboju. God bless America”. Ich nie nazywam profesjonalistami. Nigdzie nie napisałem, że na fajkanecie profesjonalistów nie ma. Ktoś już coś napisał (profesjonalista, zda się) o luzowaniu gumki od stringów.

    • KrzysT
      KrzysT
      12 maja 2015 at 20:37

      Jaki tam profesjonalista. To ja napisałem.

      • sceptic
        12 maja 2015 at 20:43

        Z poprzedniego Twojego wpisu w tym wątku („Wiem o dwóch innych Dunhilach) wywnioskowałem, że tytoniem zajmujesz się zawodowo. Jeśli się pomyliłem, to przepraszam.

        • KrzysT
          KrzysT
          12 maja 2015 at 21:06

          A co, amator nie może dysponować insider knowledge? ;)
          A poważniej, to zawodowców w takim sensie, o którym tu mówisz, to – poza chłopakami z Fajkowo – tu nie ma.

          • sceptic
            12 maja 2015 at 21:17

            może, czemu nie. Ale częściej dysponują nią zawodowcy. Chociaż faktycznie, w takiej materii jak palenie fajki (zaznaczam, że ten wątek dyskusji dotyczy dość obiektywnie mierzalnego zagadnienia przechowywania tytoniu) profesja nie czyni z nikogo autorytetu. Dla ilustracji, w jednym z filmików na youtube pan Voisin, fajkarz, czwarte już bodaj pokolenie właścicieli paryskiej À la pipe du Nord twierdzi zupełnie poważnie, żeby fajkę po paleniu tylko wyciorować, a porządne czyszczenie (specjalnym płynem do tego przeznaczonym fundować jej zaledwie co 15-20 paleń. Mi 20 paleń z jednej fajki zajmuje tak ze dwa lata (mało palę, mam sporo fajek)… Ten sam pan stuka też radośnie fajką o kant tradycyjnej szklanej popielniczki w celu usunięcia resztek tytoniu po paleniu. Ot, ciekawostka.

            • Julian
              Julian
              12 maja 2015 at 22:31

              Myślałem, że każdy tak robi

              • sceptic
                13 maja 2015 at 07:02

                raz ktoś wystukał moją fajkę o krawędź popielniczki – do tej pory ma ślady na rimie. Zły dotyk boli przez całe życie.

    • yopas
      12 maja 2015 at 21:15

      Ja mam bardzo luźne podejście dopóki rozmawiamy o mnie. Natomiast w przypadku dotykania zawartości portalu czy Społeczności z nim związanej, dopóki mój nick będzie figurował w stopce, zawsze będę podchodził w ten sam sposób. Bo mam ogromny szacunek do ogromu pracy, wiedzy i serca, jakie zostawili tutaj obecni i nieobecni już Użytkownicy.

      To tak też tytułem wyjaśnienia, skoro już zaczęliśmy sobie tłumaczyć własne intencje.

      Pozdrowienia
      y,

      Ps.
      A czy wiedza tu zgromadzona jest bardzo odległa od tej „zachodniej”? Nie sądzę. Acz nie aspiruję do bycia w tej materii, jak zwykł mawiać Jacek (@jalens), alfonsem i omegą.

      • golf czarny
        13 maja 2015 at 00:44

        Skoro sprawę traktować profesjonalnie to wykluwa się nowa,życiowa perspektywa. Pójdę do pomaturalnej na przechowywacza. Dostanę bumagę, cyknę kaskę na startupa i będę Wam profesjonalnie tytoń przechowywał ( bo mi się dogłądanie ubogich w inteligencję a z przerośniętym sprytem ostatecznie przejadło)

        • sceptic
          13 maja 2015 at 06:59

          słuszny koncept. Profesjonalni przechowywacze np. win i książek – już na rynku są.

          • KrzysT
            KrzysT
            13 maja 2015 at 08:13

            Perwersja. To się pije albo czyta, a nie przechowuje ;)

            • sceptic
              13 maja 2015 at 08:18

              A jaką ludzie są skłonni kasiorę na to wydać. Jak na każdą perwersję! Nie zdziwiłbym się, gdyby były np. przedsiębiorstwa trudniące się przechowywaniem cygar. To ponoć lepsza inwestycja od wina.

              • golf czarny
                13 maja 2015 at 12:45

                Jak są skłonni dawać kasiorę to ja preferuję tzw. przechowanie nieprawidłowe- w schemacie Ty dajesz kasę ja ją wydaję . I jesteśmy kwita ;)

                Aczkolwiek ,żeby było jasne, gdyby ktoś zaproponował mi ,że będzie przechowywał mój tytoń do fajki to hmmm…zignorowałbym drania. Albo lepiej! Dałbym mu już spleśniały a potem obsobaczył,że nie umie. T tym podstępem starałbym się niegodziwy pomysł wyeliminować. Doprawdy NIE MOŻNA na wszystko rynku tworzyć :(

              • Julian
                13 maja 2015 at 14:25

                Owszem, istnieją.

              • sceptic
                13 maja 2015 at 15:01

                Nie chodzi tu przecież o przechowywanie do celów konsumpcyjnych (Janek, wyjmij mi na jutro płatek FVF żeby się podsuszył, to ja rano wpadnę i sobie wyjaram), tylko inwestycyjnych. Są z pewnością ludzie, którzy inwestują w tytoń (głównie w cygara) i są oni skłonni zapłacić sporo, żeby tę inwestycję chronić przez odpowiednie przechowywanie. Na metodach tych ludzi należy się z pewnością wzorować (z zachowaniem proporcji) przechowując tytoń do celów konsumpcyjnych.

  14. golf czarny
    13 maja 2015 at 15:35

    Sceptic tytoń fajkowy a cygara to jest analogia typu jeśli można na traktorze jeździć to można i latać. Z natury rzeczy nietrafna. Powszechnie wiadomo, ze wino i cygara (szczególnie właśnie cygara) muszą być przechowywane w warunkach odpowiednich normalnie nie występujących . Stąd humidory , skrzynki . Chociaż Dulski miał na piecu i też smakowało (bo ukradkiem). Z kolei jeśli inwestować w tytoń fajkowy to proponuje tytoniu nie dojrzewać. Nie wiem czy nawet kupować puszki. Chociaż ? Na ebayu chodzą całkiem ładnie , ale co w nich jest? A raczej nabywać pługi szczelnie zamknięte i próżniowo opakowane. Nabywca, przynajmniej w tej chwili, jest ciekawy jak naprawdę smakował tytoń wiele lat temu , a nie jak smakuje ten tytoń po 30 latach dojrzewania. Co do dzisiejszych puszek. Maciej Stryjecjki pisał o pakowaniu puszek na pakowarce próżniowej. Ja od niego nabyłem takie puszki GH. I po trzech miesiącach wszystkie trzy miały luźną folię. Co to oznacza?Że tytoń pracuje a po 10-20 latach nie wiadomo co w takiej niby zamkniętej na zicher puszce zastaniesz. Być może ktoś zechce tytoń trzymać w próżni? To będzie profeska.

    • sceptic
      13 maja 2015 at 16:28

      Nie znam się na winach ani na cygarach, ale tutaj to raczej Twój argument jest nietrafny: tytoń w cygarach z całą pewnością również ‚pracuje’, tj. fermentuje, więc jego smaku nie da się utrwalić czy ‚zamrozić’. Odnoszę jednak mimo wszystko wrażenie, że niektórzy są ciekawi jak dany blend fajkowy smakuje po 30 latach fermentacji. Na fermentacji też się nie znam, ale ze szkoły pamiętam, że ta może zachodzić zarówno w postaci tlenowej, jak i beztlenowej. Tytoń fermentujący tlenowo przez 30 lat będzie zapewne smakował inaczej niż fermentujący beztlenowo (tj. w szczelnie zamkniętej puszce, jak w Twoim przykładzie). Jedni piszą, że lepiej tytoń fermentować tlenowo, inni – że beztlenowo (w obu obozach są przedstawiciele radykalni). Jeszcze inni, że kilka czy kilkanaście miesięcy może sobie leżeć z tlenem, ale jak się chce, trzymać 30 lat, to tylko beztlenowo (na biochemii też się nie znam, ale to, co Ci wzdęło torebki, to chyba nie był tlen – chociaż nie wiem). To chyba kwestia gustu. Zaznaczam, że zboczyliśmy mocno z tematu, bo ja tych 10 tytoni (czy 15) nie zamierzam przechowywać dla potomności, a jedynie nie „zniszczyć” ich nieumiejętnym przechowywaniem przez kilka miesięcy.

      • Zyrg
        Zyrg
        13 maja 2015 at 17:35

        Zakręć w czysty słoik i cześć. It’s not a rocket science – jak mawiają amerykanie :)

        • sceptic
          13 maja 2015 at 17:51

          tak zrobię. Przy okazji z każdego sobie po trochu uszczknę.

          ja mam taki zawód, że ze wszystkiego muszę robić rocket science, wtedy mi płacą. Zły to zawód, ktoś powie. A ja lubię.

      • golf czarny
        13 maja 2015 at 22:14

        A czy ja powiedziałem ,że nie pracuje? Ale w odróżnieniu od tytoniu fajkowego do smaku , konsystencji i ogólnej zdatności do spożycia potrzebny jest humidor. Stąd są nawet takie specjalistyczne, większe polecam zerknąć do sklepu alma .Wina przechowywało się tradycyjnie w piwnicach o stałej temperaturze (nie mówię o winie gruzińskim ). I nie żebym się jakoś specjalnie znał a chwalę się wiedzą powszechną. Stąd , pewnie ,że można świadczyć wyrafinowane usługi w postaci udostępniania humidora ciekłokrystaliczniewilgotnego o klasie energetycznej AAAAAA oraz starego lochu w Pirenejach. To może być potrzebne ponieważ odpowiednich optymalnych warunków w domu nie można uzyskać . Niemniej jednak jest taka szczęśliwa sytuacja ,że od wieki wieków tytoń trzymano w kredensie , często w słoju , kamionce a kupowało się na tytki luzem lub puszki (kiedyś szczelnie lutowane). Jako ,że postęp uszczelnił nam słoiki fundując twistoffy to się szczęśliwie składa,ze przy zachowaniu sprawdzonych warunków domowych tytoń fajkowy możemy przechowywać bez pomocy bliźniego. A co tworzenia analogii uparcie przy swoim obstaję: traktor nie samolot tytoń fajkowy nie cygaro.Chociaż jak uczy życie elementy cygara (byleby nie traktora) może posiadać .

        • sceptic
          13 maja 2015 at 22:29

          nie wiem, jak się kiedyś przechowywało tytoń fajkowy, u mnie w rodzinie nie ma fajkowych tradycji (a szkoda), ale z literatury coś mi się kojarzy, że chyba często w piwnicy, a to już nie są pokojowe warunki. Jeszcze nie wiadomo, czy to z oszczędności miejsca w domu, czy celem poprawienia lub ochrony smaku tytoniu. Ale nazwa tobacco cellar chyba znikąd się nie wzięła.

          • golf czarny
            13 maja 2015 at 23:44

            A ja z przyspiewki wiem, w murowanej piwnicy tańcowali zbójnicy i się zapytam dlaczego w piwnicy? Na to samo wyjdzie stosując retorykę;)

            • KrzysT
              KrzysT
              14 maja 2015 at 08:01

              Nie wiem, o jakiej literaturze mówimy, ale lektura reklam tytoniu i leafletów trafik z lat 50-60 jednoznacznie mówi o tym, że tytoń, który poleżał był traktowany jako towar drugiego sortu. Nikt nie mówił o dojrzewaniu, przeciwnie, podkreślano świeżość produktu.
              Realnie wtedy trafika była na każdym rogu, więc nikt nie przechowywał tytoniu w większej ilości, jeśli już, to przechowywali jak popadło i nikt do tego ideologii nie dorabiał.
              Inna sprawa, że wtedy producenci dbali o klienta i nie przerzucali na niego konieczności doprowadzenia tytoniu do optimum smaku (porównać choćby starsze i obecne Dunhille, gdzie różnica jest znacząca).
              To dopiero od jakiegoś czasu mamy do czynienia z modą na dojrzewanie i robienie zapasów, które mają niewiele wspólnego ze zdrowym rozsądkiem – wszystkie te kuriozalne przykłady zza Oceanu, gdzie dostawa Gawithów schodzi na pniu w ciąg trzech dni, a ludzie pokazują piwniczkę z zapasem 50 kg tytoniu.

              • sceptic
                14 maja 2015 at 09:15

                Bardzo ciekawe. Istotnie, to z USA zdają się pochodzić wpisy o dojrzewaniu i gromadzeniu. Jest nawet wpis o tym, co by było gdyby przyszła tytoniowa prohibicja, i uczestnicy chętnie odpowiadają, że mnie to komunistyczne mambo-jambo niestraszne, bo mam tytoniu na 30 lat i niech mnie Obama cmoknie, God bless America.

                Usilnie próbuję się zastanowić, skąd mi się w głowie wziął obraz piwniczki z tytoniem, i chyba z Hobbita, gdzie na początku jest szeroki opis wielopoziomowej spiżarni i piwnicy Bilba. Musiałbym poszukać, a byłby to jakiś trop, bo Tolkien był przecież zawołanym fajczarzem. Starych reklam tytoni przyznam, nie widziałem.

              • KrzysT
                KrzysT
                14 maja 2015 at 09:54

                Ja myślę, że raczej z lektury forów amerykańskich, gdzie zwrot „tobacco cellar” jest dość popularny.
                BTW: http://tobaccocellar.org/
                ;)

                A lektura wpisów zwłaszcza starszych wiekiem forumowiczów na tych forach bywa nader pouczająca, bo ładnie pokazuje, jak nasze hobby zmieniało się w czasie. Niestety te najciekawsze wypowiedzi często nikną gdzieś pomiędzy wierszami. Pamiętam bardzo znakomitą wypowiedź starszego pana ze Szkocji bodaj, który mówił, że w jego czasach tytoń fajkowy od Gawithów to było takie tanie aromatyzowane coś dla pospólstwa i każdy postrzegał to jako towar z niższej półki. Interesujące, nieprawdaż.

                A reklamy i leaflety można sobie obejrzeć m.in. na stronie Chrisa Keena, pipepages. Odnośnik jest w naszej linkowni.

              • yopas
                14 maja 2015 at 10:08

                Generalnie lepiej wyrabiać sobie opinię na podstawie źródeł odległych od baśni i klechdy. W przeciwnym razie może się okazać, że tytoń najlepiej przechowywać w murowanej piwnicy, starej zawalonej kamienicy, gdzieś na obrzeżach Londynu, pomiędzy ludzkimi zwłokami, jak miał to w zwyczaju robić prof. Moriarty. Zaczynałbym od tego: http://www.fajka.net.pl/fajkowe-linki-2/?uid=ef.
                PozdrY,

            • sceptic
              14 maja 2015 at 09:07

              To akurat oczywiste, dlaczego w piwnicy – bo balowali w ukryciu, na, jak to się mówiło za moich studenckich czasów, tajnych baletach.

  15. golf czarny
    13 maja 2015 at 22:19

    P.S a jak blend smakuję po 30 latach fermentacji można się łatwo przekonać. Kupić puszkę na allegro. Powodzenia na loterii winszuję.

    • sceptic
      13 maja 2015 at 22:32

      a chyba się nawet skuszę. Pierwsza oferta brzegu – polski tytoń z Raciborza z lat 50-tych, 100g w dwóch paczkach za 40 zł. Tak raczej na eksponat niż do palenia chyba – 60 lat w torebce…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*