Jakie mieszanki polecicie do piwniczki?

5 stycznia 2015
By

Zrobiłem porządki, kilkanaście słoiczków już zamkniętych szczelnie leży w szafie.

Zostały mi trzy puste słoiczki – cóż zrobić, pozostaje dokupić trzy tytonie żeby się słoiczki nie zmarnowały ;)

Polecacie coś szczególnie z dostępnej u nas oferty? Może coś z amerykanów dostępnych od niedawna u pana Niedźwiedzkiego? Czy jakieś szczególne mieszanki wyjątkowo zaskoczyły Was po sezonowaniu?

Tytonie chcę zamknąć, zakleić i zapomnieć na dłuższy czas. Zostawiłem sobie 10 tytoni do palenia, to aż nadto jak na moje potrzeby, więc pozostałe będą miały mnóstwo czasu na dojrzewanie.

Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego w Nowym Roku.

Ps. Duży słoik by tytoń miał luz, czy mały upakowany ciasno?

Tags: , , , ,

15 Responses to Jakie mieszanki polecicie do piwniczki?

  1. Grimar
    Grimar
    5 stycznia 2015 at 13:09

    To wszystko zależy od tego, co lubisz palić. Najlepiej jak wiadomo dojrzewają va+pq, czyste va (najszybciej dojrzewają ciemne), ewentualnie scented. Ja ostatnio rozsmakowałem się w GH Glengarry Flake, ponoć jak poleży kilka lat, to robi się cudowny. Może warto spróbować z nim. Jakiego VaPer – jeśli lubisz – warto dać na dłuższe dojrzewanie.

    • Zyrg
      Zyrg
      5 stycznia 2015 at 13:10

      Glengarry – potwierdzam!

  2. Zyrg
    Zyrg
    5 stycznia 2015 at 13:09

    Ze swoich doświadczeń:

    Dojrzewałem kilka tytoni z Va i La. Generalnie mikstury pakowałem dość ciasno, ale przed nałożeniem do słoika na stole „rozluźniałem” zawartość puszek celem napowietrzenia. To samo z flakami – rozklejałem posklejane i potem pakowałem na nowo.

    Co do efektów: bardzo ładnie dojrzewają płatki SG. Kisiłem (i zakisiłem znowu) Navy Flake, troszkę 1792, a dostałem kilka dojrzałych FVF, Balkana, BBF. Generalnie „stabilizacja” i „przegryzienie” są adekwatnym odnośnikiem do zmian smakowych. Navy mocno też się poprawił w kwestii palności. 2 lata dojrzewał też Squadron leader. Stał się zdecydowanie bardziej w stronę Va, wędzonka gdzieś się wchłonęła. Zrobił się mniej ostry. Mnie ten efekt akurat nie przypadł do gustu, ale poczęstowani byli zachwyceni. Nie powalił mnie też starzony Grousemoor – zdecydowanie wolę świeży.

    Bardzo pozytywne zmiany notują GH. Trzymałem Ennerdale, No7, Glengarry Flake. Wszystkie zyskują mocno z czasem na gładkości, wyrównują się. Te śmiało polecam!

    Bardzo smaczny stał się też London Mixture od Dunhilla (po ok roku + puszka z banderolą z poprzedniego roku)

    Inne aromaty (zwykle te tańsze) nie zmieniały się znacząco. Dość ładnie się wygładził Larsen Unique. Planty itp raczej bez większych zmian moim zdaniem, choć osoby częstowane które potem kupiły świeże tytonie mówiły, że kupiły zupełnie co innego (Bellini Torino, Holger Danske Mango ww. Larsen).

    Moim zdaniem: ma to największy sens w przypadku tradycyjnych mieszanek Va i VaLa made in UK (SG, GH, Dunhill – choć to już akurat nie UK). Blendy od Chemicznego Alego raczej nie są warte czasu i zachodu.

    * Powyższe opinie powstały na podstawie własnych, skromnych doświadczeń w tym temacie. Niech mądrzejsi wypowiedzą się w kwestii Ameryki i tegoczegounasnima.

  3. KrzysT
    KrzysT
    5 stycznia 2015 at 15:42

    Pytanie o tyle bez sensu, że nie wiemy, co lubisz palić. Tym niemniej, na dłuższe leżakowanie wybrałbym VaPer lub Va (włącznie ze scentedami). Jak na krótkie (tak do roku-dwóch) to można i jakiegoś anglika z Latakią.

    • JerzyW
      5 stycznia 2015 at 16:15

      Po wiecej niz 2 latach angliki z latakia pieknie sie kawendiszuja. Mysle ze dla eksperymentu, mozna potrzymac takie blendy dluzej niz 2 lata. Pale teraz 3 letniego London Mixture i potwierdzam wszystko co napisal Zyrg na temat tej mikstury

      • KrzysT
        KrzysT
        5 stycznia 2015 at 20:18

        No tak, ale powyżej tych dwóch lat różnica nie jest już tak drastyczna jak w wypadku Va czy VaPerów. Czyli wygładzać się będą dalej, ale to nie jest taka różnica na plus jak w wypadku Virginii i VaPerów. Co nie zmienia faktu, że jako ogólną zasadę warto przyjąć te pół roku-rok jako minimum dla każdego praktycznie „naturala”. Mało któremu to nie posłuży.

        Zauważyłem, że Autor pytał o tytonie z USA. Tam jest to ciut bardziej złożona sytuacja o tyle, że one w ogóle zazwyczaj bywają „za świeże” prosto z puszki/bulka i większość bezwzględnie wymaga potrzymania w słoiku (niestety, jest to trend, któremu ulega wielu producentów europejskich, wystarczy wspomnieć nowe Dunhille). Z drugiej strony mają miły zwyczaj stemplowania na puszce daty produkcji, co pomaga ocenić, jak stara jest konkretna puszka; ponadto nie pakują tytoniu podciśnieniowo, co powoduje, że już w samej puszce tytoń będzie dojrzewał znacznie skuteczniej niż w wypadku puszek „podessanych”.
        W konkretnej dostawie pana Grzegorza ;) można znaleźć puszki, które mają po rok-dwa, można Go zapytać, które spełniają ten warunek.

        • JerzyW
          5 stycznia 2015 at 21:19

          Chodzilo mi bardziej o to ze w sloju mieszanki z latakia ulegaja troche innej przemianie niz np. naturalne Va. Z FVF czy BBF kawendisza i zrobic sie nie da. Ale juz MM965 czy London Mixture zmienia sie dosc wyraznie moim zdaniem wlasnie w kierunku swietnego kawendisza.

          Pamietam palenia MM 965 z puszki kupionej w 1999 roku po okolo 7-8 latach. Najlepszy kawendisz jaki w zyciu mialem w fajce.

          Co do aromatow to amerykanskie, bardziej tradycyjne ulegaja rowniez pozytywnym zmianom. Oryginalny Captain Black Regular wygladza sie odczuwalnie i nie traci charakterystycznego „keczupowatego” posmaku. Mam kilka saszetek z 2012 roku.

          Z Va+Per nie mam specjalnie doswiadczen, wiec sie nie wypowiadam..

          • KrzysT
            KrzysT
            6 stycznia 2015 at 12:38

            „Chodzilo mi bardziej o to ze w sloju mieszanki z latakia ulegaja troche innej przemianie niz np. naturalne Va. Z FVF czy BBF kawendisza i zrobic sie nie da.”

            A dlaczego się nie da? I co daje ci podstawy do twierdzenia, że mieszanki angielskie „cavendishują”, a Va – nie?
            Jeśli przyjmiemy definicję Cavendisha z tekstu Belliniego, który mamy zamieszczony na portalu – to założenie nie jest spełnione, gdyż, przypomnijmy:
            „Aby otrzymać cavendish, niezbędne są trzy elementy: ciśnienie, temperatura oraz dodatek cukrowy. Od zawsze cavendish jest produkowany w ten sposób.”

            Jeżeli przyjmiemy definicję z tekstu „Tytoniowa typologia” według Jacka mamy:
            „Te tytonie produkowane są z wielu odmian – z Virginii, z Marylandów, z Burleyów. Po raz pierwszy świat o nich usłyszał od Thomasa Cavendisha.

            Nazywa się tak Virginie i Burleye powstałe podczas fermentacji liści ze słodkim dodatkiem – syropu klonowego, cukru trzcinowego, ciemnego rumu, miodu.

            Określa się tym mianem także mieszanki tytoniowe, w których skład wchodzą pocięte już i zbite w bele Virginie, Burleye z dodatkiem tytoni przyprawowych oraz składnikami słodzącymi i smakowo-aromatycznymi. To tzw. druga fermentacja, a właściwie „dojrzewanie”.”

            To tym bardziej nie pasuje ona do twojej teorii.

            Choć z drugiej strony Jacek pisze potem:
            „Na dobrą sprawę mieszanka angielska przechowana w puszce przez kilka lat, też staje się Cavendishem. Ale szlachetnym, dobrym Cavendishem…”

            Ale, zauważ – tę definicję spełnia KAŻDE dojrzewanie. Nie ma podstaw, żeby wyróżniać tu akurat mieszanki w typie angielskim.
            Ponadto – że się tak analnie przyczepię – podawanie przykładu MM965 jest mało sensowne, bo on akurat Brown Cavendisha zawiera.

            • JerzyW
              6 stycznia 2015 at 19:55

              Abstrachujac od tego co twierdza inni, co pisza, oraz na jakiej podstawie, doszedlem do prostych wnioskow, ze mikstury w typie angielskim podlegaja podczas dlugotrwalego dojrzewania procesom, ktore przemieniaja wyjsciowy smak tych mieszanek w cos co ewidentnie kojarzy mi sie z dobrym kawendiszem. Nie zaobserwowalem takich zmian w przypadku czystych i naturalnych Va, choc mialem okazje kilka miesiecy temu popalac prawie 20 letnia FVP.

              Faktycznie MM 965 zawiera w skladzie kawendisz, ale nie jest to dodatek dominujacy w tej mieszance. Zgadzam sie jednak z tym, ze mogl on niejako wyostrzyc po dlugim dojrzewaniu, odczucie mocnego skawendiszowania calej mikstury. Mnie sie zawsze wydawalo, ze podstawa procesu kawendiszowania jest poprostu powtorna fermentacja tytoniu. Poza tym te cukrowe dodatki jakie sa konieczne do procesu kawendiszowania moga pochodzic z ninnych bazowych czesci mieszanki, jak np. wirdzinii.

              Na koniec dodam, ze „kawendisz” jaki sie robi z mieszanki angielskiej, to zupelnie cos innego niz kawendisze jakie mozemy kupic w nawet lepszych aromatach. Takie starzone mikstury latakiowe nadal w duzej mierze pozostaja soba i nikt tego nie pomyli z niczym innym.. Niemniej wydaje mi sie ze samo palenie starzonego London Mixture czy MM 965 jest ciekawym doswiadczeniem samym w sobie

  4. dopeman
    5 stycznia 2015 at 20:48

    Szanowni koledzy, palę tylko dobre tytonie ;) dzięki edukacji forum FMS – na początku przygody z fajką – oraz ponownej edukacji dzięki fajka.netowym fajczarzom :) Nie mam preferencji, muszę mieć pełen wachlarz tytoni, bo lubię zmiany i jestem otwarty na nowe doznania.
    Nie pale aromatów – choć opinia Tomka Zembrowskiego o GH Ultimium postarzonym min.6 m-cy dała mi do myślenia.
    Na chwilę obecną mam 10 tytoni do bieżącego użytku – od La, przez scenty, po vapery i va.
    Dziękuję wszystkim za wypowiedzi. Chodziło mi właśnie o Wasze doświadczenia z ulubionymi mieszankami i efektem ich „kiszenia”.

    KrzyśT Dzięki za sugestię z tymi amerykanami, zaraz wystosuję maila i zapytam o najstarsze egzemplarze.

    Podsumowując z tego co zasłoikowałem, najwięcej mam LA, z VaPerów tylko GH Luisiana Flake – ale to zdaje się aromatyzowane mocno, zapach w każdym razie słodki że aż jeść się chce, nic z octowego zapachu jaki miał czysty Perique od Dan Tobacco.. może z tej okazji jakiegoś amerykańskiego Vapera bym dołożył.

    No to jeden już by był, zostają jeszcze dwa ;)

    • KrzysT
      KrzysT
      5 stycznia 2015 at 20:59

      Niespodzianka – Louisiana Flake jest bardzo naturalnym VaPerem. Tej czekolady, którą pachnie praktycznie nie czuć w paleniu.
      I tak, zyskuje bardzo. Bo to w ogóle znakomity tytoń jest.

  5. Janusz J.
    Janusz J.
    7 stycznia 2015 at 10:34

    Choć nie wiem, jak z dostępnością, to z doświadczenia powiem, iż doskonale sezonują się:
    Dunhill Flake (Va)- już po pół roku tworzą się błyszczące kryształki cukru na płatkach
    Orlikowa Golden Slized (Va z podobno jakimś dodatkiem) – czy sezonowana czy nie, to sama słodycz.
    Solani 633 – z czasem nabiera mocy.
    Smacznego.

    • golf czarny
      9 stycznia 2015 at 10:05

      Wiem wkładam kij i być może wyjdę na durnia ale coraz bardziej wątpię czy proces „dojrzewania” objawia się obecnością białego nalotu na tytoniu. Bardzo dużo dała mi do myślenia lektura strony BAT zaproponowana przez Carlosa. Już wcześniej obserwowałem ,ze nie pasuje mi pojawianie się cukru w jakiejś konkretnej dacie od słoikowania. Moim skromnym zdaniem krystalizacja nie jest spowodowana powstaniem dodatkowego cukru a raczej parowaniem substancji lotnych. Ciecz tworzy z cukrem roztwór a płatek jest „nitką” gdzie osadza się cukier.Nie zaprzecza to ogólnemu stwierdzeniu ,ze z tytoniem pod wpływem powietrza, mikroorganizmów coś się dzieje.

      • Tupador
        Tupador
        10 stycznia 2015 at 07:32

        A może po prostu cukry zwyczajnie krystalizują tak jak miód pszczeli? I czy ten efekt sezonowania tytoniu działa neutralnie, korzystnie, czy niekorzystnie na jego walory? Intryguje mnie również kwestia, czy słoiki z sezonowanym tytoniem lepiej „przewietrzać” co jakiś czas, czy nie ma to znaczenia? Bo jedni fajczarze to zalecają, inni tego nie praktykują… Jeśli zaś przewietrzanie ma mocne uzasadnienie (dotlenienie kultur mikroorganizmów), to czy tytoń w formie plug nie powinno się przed sezonowaniem pociąć na płatki? Wiem, tu nie ma precyzyjnej recepty… Oprócz tej: zakręć szczelnie słoik, schowaj i zapomnij, a po roku czy dwóch latach znajdź i zachwyć się…

        • Zyrg
          Zyrg
          10 stycznia 2015 at 15:01

          Co do zawartości cukru w cukrze to ja bym się zgodził, że co najwyżej mogą wyjść na wierzch/skrystalizować, bo ja nie widzę innej opcji dorobienia nowego cukru do istniejącego w biomasie (No bo niby jak? Energią kosmiczną? Fotosynteza na dnie szafy?). Co do działalności mikrobów to tę da się zauważyć. Wszystkie słoiki jakie miałem przyjemność przetrzymać „zawekowały się”. Luźno odkręcające się nakrętki musiałem podważać i w większości wypadków wieczka wstawały z wyraźnym sykiem. Co do procesu przewietrzania to czytałem gdzieś uczone wywody na ten temat i w skrócie przedstawiało się to następująco: po otwarciu puszki hermetycznej i napowietrzeniu tytoniu przy przekładaniu zaczynają pracować mikroby zużywające powietrze. Potem, przy szczelnym zakręceniu, powietrze się zużywa i mikroby tlenowe padają jak kawki po przymrozku i zaczyna się przetwarzanie przez mikroby beztlenowe, które dokańczają procesu przetwarzania. Nie pamiętam już które co robią (proszę mądrych o ewentualne podważenie głupot), ale generalnie jedne powinny fermentować cukry do alkoholi, drugie tworzyć octany i zakwaszać całość (kiszonka). Wniosek z tamtego wywodu był taki, żeby nie wietrzyć jeśli chcemy przeprowadzić pełny proces, a wietrzyć jeśli chcemy wydłużyć fazę działania tlenowców.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*