Historia pewnych odwiedzin z Amphorą w tle

8 października 2018
By

Tydzień temu, po 32 latach, odwiedziłem mojego nauczyciela od angielskiego ze szkoły średniej. Moim zdaniem, był to wtedy nie tylko wspaniały nauczyciel, ale i człowiek. I gawędziarz jak mało kto. Do tego jeszcze palił fajkę! Aromat wspaniałego tytoniu roztaczał się po całej szkole i już wiedzieliśmy, że jest na miejscu i będzie lekcja angielskiego. Może wtedy zakochałem się w fajce? Moje uczucia jednak zrealizowałem dopiero niedawno.

Wracając do mojego nauczyciela. Idąc wraz z kolegą do domu naszego anglisty, spodziewałem się, przyznam szczerze, zobaczyć staruszka, który mało co rozumie i mało co mówi. Ku mojemu zdziwieniu starszy pan (lat 88!) okazał się mało co zmieniony, o umyśle godnym pozazdroszczenia, co również można powiedzieć o Jego pamięci. Bardzo ucieszył mnie ten widok, szczególnie że okazało się iż ów zacny staruszek mimo swoich lat do dzisiaj pali fajkę! Nie wytrzymałem i spytałem się co dawało tak wspaniały zapach, który mnie wtedy urzekł. Otóż tytoniem który palił była, ni mniej ni więcej, jak legendarna Amphora! Nie wierzyłem, bo próbowałem tę legendę i miała się nijak do tego, co czułem, kiedy palił ją 32 lata temu ów anglista. Okazało się, że mój nauczyciel również pamiętał, że Amphora była kiedyś inna, że teraz to już nie legenda, chyba że tylko z nazwy. Zawiedziony tą zmianą i jako zagorzały wielbiciel tego tytoniu postanowił, że napisze do producenta list w tej sprawie. I tu czytajcie uważnie drodzy wielbiciele, fanatycy Amphory, którzy pamiętają lata Jej świetności. Po jakimś czasie mój nauczyciel otrzymał odpowiedź. Kiedyś do tego tytoniu dodawano… opium. Było tego tyle ile główka od szpilki, ale mimo tak małej ilości, Amphora czarowała niepowtarzalnym aromatem. Oczywiście były też skrupulatnie wyselekcjonowane Virginie itp. Oczywiście zabroniono w pewnym momencie tego dodatku z wiadomych przyczyn. Do listu – odpowiedzi, producent dołączył kopertę ze „starą” legendarną Amphorą. Miły gest. Zagadka rozwikłana.

6 Responses to Historia pewnych odwiedzin z Amphorą w tle

  1. Brudny Harry
    10 października 2018 at 10:32

    Nie kwestionuję bynajmniej rzetelności Twojej relacji z przeprowadzonej rozmowy, jednakże zastanawiam mnie, co takiego stoi na przeszkodzie, by i dzisiaj producent delikatnie aromatyzował tytoń np. olejkiem opium (dostępnym bez ograniczeń w necie za jakieś 6 złociszy za buteleczkę)…
    Innymi słowy, współczesna chemia spożywcza, a w niej – szeroki wachlarz substancji aromatyzujących, minimalizują konieczność używania w wielu zastosowaniach naturalnych produktów. Być może, żaden substytut nie dorówna oryginałowi, aczkolwiek – i tak będzie wystarczająco „blisko”. :)

    • zielony
      zielony
      10 października 2018 at 13:23

      Można by w sumie zalać kopertę Amphory i zobaczyć co się stanie :)

      • Brudny Harry
        10 października 2018 at 14:46

        Pewnie by można, a szczególnie, że wiele aromatów jest opartych na glikolu propylenowym, a ten i tak czasami gości w tytoniach fajkowych.

    • Macias
      10 października 2018 at 22:01

      Dzisiejsze czasy są pełne paradoksów i nielogiczności. Z jednej strony zabrania się pewnych substancji z drugiej truje się nas środkami, których słoń by nie przeżył. Myślę, że starać się to ominąć, na przykład w sposób w jaki podałeś.

  2. P_iter
    P_iter
    15 października 2018 at 19:48

    Nie sądzę, że ten stary aromat Amphora zawdzięczała małemu dodatkowi opium. Zbyt duża różnica.

    • Macias
      10 listopada 2018 at 22:24

      Przytoczyłem odpowiedź jaką otrzymał mój anglista od producenta Amphory. Nie mam powodu by nie wierzyć mojemu nauczycielowi.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*