Former’s Private Flake – recenzja Alana

3 października 2013
By

former's

No to zobaczmy, jak to jest być po drugiej stronie…

Pierwsza Akcja Recenzja, w której z wyprzedzeniem nie wiem, co jest recenzowane. Dziwnie. I saszetkę nawet dostałem, na podstawie kontentu której trzeba mi przeprowadzić risercz tejstowy i zmieścić się w dedlajnie*.

Zacznę jakby od końca, gdyż sama charakterystyka formy tytoniu już mi mówi, z czym mogę mieć do czynienia (co może okazać się oczywiście fatalnym pudłem) – GH lub F&T. Mianowicie: tytoń broken flake, a biorąc pod uwagę fakt, że to próbka oderwana od całości, to mógł to być wcześniej flake. Wilgotność idealna do palenia, co dla mnie oznacza „ciut przesuszone”, a mimo to tytoń zachował sprężystość. Nie kruszy się i nie łamie, a taką cechę jak dotąd zauważyłem jedynie w GH, DT, F&T oraz Ilsted. Ostatni odpada od razu, próbka nie pachnie ani nie wygląda jak Golden Flake. Dan Tobacco natomiast nie pasuje mi tu jakościowo (o czym później), choć, prawdę mówiąc, chciałbym się pomylić. F&T również raczej należy skreślić, bo do wyboru pozostaje mi jedynie Blackjack, a ten, z tego co pamiętam, wyglądał inaczej.

Zapach bardzo owocowy, lekko siankowato-trawiasty. A’la GH Bright CR Flake, choć bardziej w stronę owoców.

Rozpaliłem na dwa razy – bez problemów. Dalsze palenie również bezstresowe. Przekreśla to kierunek CR Flake, chyba że w końcu trafiłem na idealną wilgotność dla tegoż. Chciałbym.

Smakuje… tak jak pachnie. Tylko owoców jakby mniej. Jakaś miła goryczka w stylu tytoni z Brown w nazwie oraz DT-owska siankowatość. I słodycz bardzo wyraźna, tyle że wybrałem fajkę, która nawet z machory zrobiłaby cukierki.

Wspomniana siankowatość jednak nie jest tu minusem – nie irytuje nudą. Bardzo dobrze wpasowuje się (albo raczej – stanowi bazę) do charakteru całości. Jakby palić GH Broken Scotch Cake w ogródku ze świeżo skoszoną trawą. Lekkie, wypoczynkowe palenie. Moc średnia, można się nasycić, ale bez efektów ubocznych.

Gdyby to było Dan Tobacco, to bym się ucieszył. Oznaczałoby to smaczny tytoń codzienny dla nałogowca. Jednak jeśli to GH lub podobna półka – cóż, mam nadzieję, że po prostu paliłem Bright CR Flake, który w przesuszeniu stracił to, co w nim najlepsze.

*Początkowy zamysł był taki, że, skoro już padło zlecenie, cała recenzja zostanie napisana w stylu języka korporacyjnego, ale kto normalny by to zrozumiał…

3 Responses to Former’s Private Flake – recenzja Alana

  1. miro
    3 października 2013 at 21:27

    Alan, ten komentarz to zupełnie losowo pod Twoim tekstem, ma być refleksja natury ogolnej ;-)
    Widać od jakiegoś czasu, że akcja recenzja wywołuje pęd do zgadywania, co się paliło (i sam mu uległem, nie trzeba nawet wchodzić na drugą stronę głownej żeby to zweryfikować). Co jest jak najbardziej prawem recenzenta, tyle że w założeniach – o ile dobrze pamiętam – było, że recenzja ma być ślepa… znowu pamięć może zawodzić, ale chyba od którejś tam recki Perry’ego zaczęły się zgadywanki. A może tak po prostu… palić i opisać wrażenia, bez presji na trafność typowania?
    Takie tam moje przemyślenia…
    m.

    • Alan
      4 października 2013 at 00:11

      Hehe, w dobrym miejscu o tym napisałeś ;)

      Identyczną refleksję miałem po skończeniu tej recenzji. Już ją chciałem wyrzucać do kosza, ale pomyślałem, że taka droga też jest dobra – określanie nieznanego tytoniu tymi, które się zna. Bo zwykle, choćby autor rozłożył na części pierwsze pochodzenie, skład, godzinę zrywania i wiek zrywacza tytoniu, to i tak zaraz posypią się pytania „a jak to wypada w porównaniu z…?”.

  2. KrzysT
    KrzysT
    4 października 2013 at 07:20

    Ślepa = recenzent nie wie, co pali. Tylko i li. Zgadywanki, spekulacje, szukanie punktów odniesienia i porównania do innych tytoni są jak najbardziej dozwolone.
    Warto również zauważyć, że tego porównywania z jednej strony szalenie trudno uniknąć przy recenzowaniu (oczywiście o ile recenzujący jakąś tam siatkę takich punktów odniesienia ma) i jednocześnie bardzo pomocne dla czytającego (o ile jak wyżej). Poza tym spekulacje dają emocje zarówno recenzentom (zgadłem?), jak i czytelnikom (czy zrg znowu zgadł) i przyczyniają się do powstawania teorii spiskowych, co pomysłodawcę nieustająco cieszy, gdyż obśmiewanie teorii spiskowych, to jedna z jego ulubionych czynności :>

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*