Squadron Leader – raport z misji zwiadowczej

30 stycznia 2014
By

sg_squadronDzień dobry Dowódco Eskadry! Wyglądasz świetnie! Jak prawdziwy angielski dżentelmen. Przybrany w złociste pasemka wirginii, poprzeplatane ciemną jak afrykańska noc, latakią. Jesteś wprost reprezentantem swojej klasy. Arystokracją wśród tytoni. Pachniesz też klasycznym anglikiem. Broń Boże nie „Jakby pomarszczony, wiekowy starzec zasiadał w fotelu. Piękny zapach”. Nie, u Ciebie to raczej naszprycowany adrenaliną młodzian, zasiadający za sterami swojego Beardmore’a. Tak, to zapach prawdziwego mężczyzny.

Dobrze, zaczynamy odprawę. Dzisiaj Twój lot testowy. Nie Twój debiut, bo już latałeś, ale ważny lot zwiadowczy. Na potrzeby misji będziesz nosił przydomek SL. Będziemy zgłębiać tajniki jednej z bardziej znanych i lubianych mieszanek angielskich. Spraw się dzielnie i nie zawiedź mnie, SL. Jak Ci się uda, na pewno zasłużysz sobie na drugą szansę. Na pewno zakupię kolejne puszki. Jak się dobrze spiszesz, mężczyźni będą o Tobie czytać, a później, nieopanowawszy pragnienia, będą walczyć, by móc Cię nabyć. A kobiety… kobiety… hm, powiedzmy, że zrobią wszystko, by Cię znowu poczuć. Tak, to chyba wystarczająca zachęta, by wyciągnąć z Ciebie wszystko, co najlepsze. Jeśli jednak podczas misji coś pójdzie nie tak, to wiedz, że zmuszony będę to zgłosić. Ktoś u góry (pewnie Generałowie Yopas lub KrzysT, tudzież sierżant Antemos, który nie podpisał jeszcze krwią glejtu) mój raport przeczyta, a wtedy, sam wiesz – pójdziesz w zapomnienie. Wylądujesz w słoju zwanym „Latakia garbage”. Wszystko jasne? A, jeszcze jedno. Nie jest to Twój debiut, ale pamiętaj, że to ja w dalszym ciągu pociągam za stery. Ty sugerujesz, radzisz, ale to do mnie należy wydanie rozkazu, a od Ciebie oczekuję całkowitego oddania misji i posłuszeństwa.

Jako dowódca eskadry masz prawo wyboru maszyny: SH Professor, BC Ultima, GBD Fantasy, czy może 309 od Peta?

– Hm, SH za gruby, zbyt wolny, no i ten irlandzki P-lip! GBD zbytnio się poci podczas przeciągnięcia. 309 zbyt cienka i zbyt głęboka, no i znowu P-lip, który kieruje całą siłę ciągu do góry. Nie, to dobre dla gorącej wirginii. Wybieram silnik w układzie V, najlepszy na potrzeby dzisiejszej misji. Najwięcej można z niego wyciągnąć. Sir, proszę załadować Ultimę. Do pełna, sir.

 Chcesz lecieć na filtrze z balsy, czy…

  Ależ sir, filtr?! Proszę mnie nie obrażać.

 Wybacz SL.

Pierwsze odpalenie. Nie ma ciągu. Chyba wilgoć w silniku. Coś  Cię dusi. Drugie odpalenie. Wyrównanie. Tak, „moc jest z nami”. Lecimy. No, pięknie tu na wysokości. Lecisz równo, lecisz sam. Dobra robota jak do tej pory. Rozpoczynamy misję zwiadowczą. Otwórz kopertę z rozkazami. Czytaj:

– Misja zwiadowcza nr 1. Cel główny: Poszukiwanie i zidentyfikowanie ukrytego Turka. Cele dodatkowe: Odnalezienie wirginii, a wraz z nią partyzantki cukrowej. Namierzenie i rozbrojenie szalonej latakii.

– Szefie, to proste jak palenie z fajki wodnej.

– Równo, równo, tak trzymaj. Co za smak! Lot z Tobą to czysta rozkosz SL. Niby słodko, a jednak nie dość, jakby mało wirginii. Za to chłodno i przyjemnie. To pewnie kwestia wysokości na którą wznosi Cię latakia. Tej jednak niezbyt dużo. Tak w sam raz, jak lubię. Wystarczająco, by nie powodować choroby wysokościowej. Bo co by to była za przyjemność z palenia, gdybyśmy musieli maski tlenowe nosić.

SL, coraz lepiej. W zbiornikach masz wystarczająco nikotyny, by starczyło na cały lot. Nie za dużo jednak, by powodować gięcie kolan tuż po starcie, czy torsje przy turbulencjach. Wszystko u Ciebie jest dobrane perfekcyjnie. Może jeszcze tego Turka trochę pogonimy, bo nijak nie mogę go w tych chmurach odnaleźć.

  Z całym szacunkiem Sir, może to jednak brak kontaktu bojowego i walki z orientem? Może ten pyszny smak, którego opisać nie można, niby lekko wędzony, to jednak nie kolejny korytarz latakiowy, a właśnie Turek?

  Hmmm… (Odparłem, nie wiedząc co mądrego powiedzieć).

  Szefie, prośba: nie przeciągaj . Weź kołeczek. Ubij. Wyluzuj. Wyluzuj, bo zapiekę.

 Kiedy te chmury są tak piękne SL! O! Kółka się pojawiają. Ale jaja! Wybacz kolokwializm, ale kółka rzadko mi wychodzą. Może jeszcze beczkę zrobisz SL? Rewelacja!

 Szefie, odpuść! To miał być zwiad a nie wyścig dwupłatów! Komin mi się grzeje! Będziesz tak dalej łapczywie ciągnął, to stracisz cały smak przygody. A później i tak wszystko zwalisz na mnie.

SL do bazy: A nie mówiłem?! Coś mi cieknie, chyba tracę olej. Zalewa mi spód kabiny.

 OK, SL, odpuszczam. Zrobimy przerwę. Przewyciorujemy maszynę. Teraz lepiej? Naprawdę, SL, jesteś prawdziwym dowódcą eskadry angielskich myśliwców. Zaiste, trzeba się postarać by Cię zalać kondensatem. Gotowy do ponownego odpalenia?

Znowu się wznosisz, SL. Choć wiele lotu nam już nie pozostało. Cieszmy się tą końcówką razem. Ważne, że w przeżyciach organoleptycznych jest constans. Dlatego należy Ci się pełne uznanie.

Po dodaniu ognia idziesz równo do góry, nie tracąc mocy i nie przypiekając. Gdy jednak odpuszczać, potrafisz wejść w lot szybowcowy, by odnaleźć ukrytą za latakią wirginię, wraz z całą jej skromną partyzantką. I tak przez cały lot. Do samego lądowania w popiele. Pozostawiasz po sobie naprawdę przyjemne wrażenie.

Raport końcowy: cele dodatkowe – wykonane. Cel główny majaczył w oddali. Może to był ogon tureckiego myśliwca. A może tylko wysokość, na którą wzniosła nas latakia zamroczyła nam umysł.

Squadron Leader godny jest polecenia miłośnikom latakii, bo można ją tam wyczuć, jak i jej adwersarzom (do których sam obecnie się kwalifikuję), ponieważ nie ma jej tam zbyt wiele. To pyszna angielska mieszanka.

Tags: , , , , , ,

32 Responses to Squadron Leader – raport z misji zwiadowczej

  1. Antemos
    Antemos
    30 stycznia 2014 at 10:37

    Fantastyczna recenzja. Świetna gra skojarzeń!

  2. yopas
    30 stycznia 2014 at 10:41

    Baca Wysokogórski!!!
    Szacun!

  3. KrzysT
    KrzysT
    30 stycznia 2014 at 10:48

    Baca, to je najlepszy tekst na Fajkanecie od… od jakiegoś czasu.
    Niektórzy wannabe literaci mogliby Ci za Tobą kierpce nosić, hej!

  4. pigpen
    pigpen
    30 stycznia 2014 at 10:52

    Choć nie tknę tego tytoniu to czytało się wyśmienicie. Co za lot!

    p.s. Szkoda, że na moich puszkach nie ma takich naklejek „Palacze tytoniu umierają spełnieni!” ;)

    pozdrawiam

  5. daddas
    daddas
    30 stycznia 2014 at 10:58

    Ha, ha! :)

  6. R.Woźniak
    30 stycznia 2014 at 10:59

    Sczęka opada jak się to czyta, a i wyobraźnia szybuje w chmurach. Mr SL wygląda na dobrze zapowadającego się lotnika. Aż by się chciało „usiąść za sterami”.

  7. Kamorek
    Kamorek
    30 stycznia 2014 at 11:05

    dobry tekst :D

  8. Zyrg
    zrg
    30 stycznia 2014 at 11:05

    A ja mam sentyment i zapakowany już prawie 2 letni słoik oczekujący na lepsze dni. To była pierwsza moja mieszanka z La. Odrzucenie, wyparcie itd itp. Kilka nieudanych paleń i ostracyzm domowy. Wreszcie samotnie zdobyty szczyt góry, na głazie, w mokrych łachach, po burzy i malutka fajka nabita SL i pośród bukowych dymów odkrycie tego czegoś. Potem inne angliki i fascynacja La… Ale do SL wrócę kiedyś, żeby zobaczyć jak się sprawuje wysezonowany. Fajny tekst!

    PS Jestem troszkę rozczarowany, bo miało być tylko „mniam” ;)

  9. Andrzej K.
    30 stycznia 2014 at 11:21

    świetny tekst!
    A SL to dobry tytoń jest i już! W sam raz zarówno dla pilota oblatywacza, jak i dla Manfreda Albrecht Freiherr von Richthofen na czas relaksu po strąceniu kolejnego Airco DH2 ;)
    Gratuluję!

  10. wulf
    30 stycznia 2014 at 12:15

    Po takiej recenzji chyba coś z latakią aż zapalę :D

  11. gpzagan
    gpzagan
    30 stycznia 2014 at 22:23

    Gratulacje – super tekst :D !

  12. miro
    1 lutego 2014 at 01:59

    Rewelacyjny tekst! Chciałbym umiec tak to opisać.

  13. Janusz J.
    Janusz J.
    1 lutego 2014 at 12:42

    Wszystkim Wam koledzy dziękuję za słowa uznania. Lekko się czerwieniąc i powstrzymując drżenie dłoni, pozwolę sobie nisko się skłonić.

    Pozdrawiam serdecznie.

    • Dexter
      5 lutego 2014 at 07:10

      Do mnie taka forma recenzji nie przemawia jednak tytoń jak najbardziej :D. Grimar mnie zje ale SL stawiam sporo powyżej Skiffa.

      • Grimar
        Grimar
        5 lutego 2014 at 09:19

        Jesteś zbyt kościsty. Skiffa sobie bardzo cenie, to jeden z moich faworytów. Ale prawda jest to, że SL paliłem tylko z puszki, do której latakii sypnięto tyle, co kot napłakał. Po odkryciu wieczka wyglądem przypominał bardziej GH BSC, niż mieszankę angielską. Praktycznie sama wirginia.

        • Dexter
          7 lutego 2014 at 23:45

          Spoko spoko, na pewno będziesz miał jeszcze okazję spróbować ode mnie jeszcze nie raz z tego tytoniu z różnych puszek. Pod warunkiem, że trafisz na przerwę w Fire Dance :D. Wtedy kupię SL.

          Szkoda, że mój studencki budżet nie pozwala na zawalenie piwniczki słoikami tytoni :D. Mam dwa-trzy na raz maks.

  14. Mikael Candlekeep
    Mikael Candlekeep
    5 października 2014 at 18:59

    Recenzja absolutnie genialna – nie wiem, czy nie moja ulubiona na tym portalu (i tu głęęęęęboko się odkłaniam Januszowi, szorując kapeluszem posadzkę ;-) ), ale sam tytoń – już nie. Nie, nie jest zły i nie odrzucam. Ba, jest na pewno wart spróbowania. Ale brakuje mi w nim jakiejś głębi, albo może treściwości. Smaków mnogość, doznań też, ale wszystko to jakieś takie… rozwiane, eteryczne. Wciąż szukam tu swoistej „kremowości”, gęstości, jakiej doświadczam choćby w SG Navy Flake. Kto wie, może to właśnie różnica między żywiołem morza a powietrza? ;-)
    Tak czy inaczej nieco rozczarował mnie ten tytoń. Jak wspomniałem – nie żeby był zły, ale po tak ekstraordynaryjnych opiniach pojawiających się w różnych miejscach spodziewałem się chyba jednak czegoś wybitniejszego.

  15. Buldoger
    Buldoger
    5 października 2014 at 19:37

    Tak się zastanawiam…czy osoby które lubią latakię powinny w ogóle sobie zaprzątać głowę tytoniami typu S.G.:Squadron Leader, Skiff Mixture, Perfection? Kuszą mnie te tytonie, ale S.G. Balkan Flake trafiłem na mało latakiową partię, to co dopiero te które wymieniłem…?

    • KrzysT
      KrzysT
      5 października 2014 at 20:02

      Powinny przynajmniej spróbować.

    • MM
      MM
      5 października 2014 at 22:00

      Powinny, pewnie, że tak. Zawsze warto spróbować coś nowego. Ja na przykład wiem, po wypaleniu kilku puszek SL, że do niego wrócę, nie wiem kiedy ale na pewno kiedyś jeszcze spróbuję. Po spaleniu Perfection wiem za to, że to tytoń slaby, bardzo waniliowy i nie w moim typie. A co do Skiffa, to dzięki niemu dowiedziałem się, że tzw. sikacze, znanego konsumentom niektórych trunków, występuje i wśród tytoniów – bez smaku, ciepłe powietrze, zero nikotyny, świństwo… (więc to chyba nawet gorzej niż „sikacz”)

      • Grimar
        Grimar
        6 października 2014 at 08:37

        Z tym Skiffem, to zaprotestować muszę, mimo, że ostatnio rzadko go palę. Owszem, nikotyny to on nie ma, ale żeby od razu bez smaku? Ja tam dużo smaku znajduję i wcale nie jednowymiarowego.

        Dlatego, Panie Buldoger, jeśli lubisz tytonie orientalne (a Skiff zawiera bodaj Xanti) to polecam Ci go spróbować.

        • KrzysT
          KrzysT
          6 października 2014 at 08:56

          Też się nie zgadzam co do braku smaku w Skiffie.
          To jest kwestia preferencji. Squadron idzie bardziej w stronę Balkanów – jest bardziej intensywny w smaku, Skiff jest raczej subtelny.
          To mniej więcej taka różnica jak przy Dunhillowym 965 i London Mixture.

          • Mikael Candlekeep
            Mikael Candlekeep
            6 października 2014 at 09:06

            No właśnie, Panie KrzysiuT, ja jakoś nie poczułem intensywności smaku Squadron Leadera. Owszem, smak jest, ale zdecydowanie skłaniałbym się ku opinii „subtelny” (czy „delikatny”), a nie „intensywny”. Stąd moje rozczarowanie tym tytoniem. Po przeczytanych opiniach spodziewałem się bowiem czegoś pełniejszego, intensywnego właśnie.

            • KrzysT
              KrzysT
              6 października 2014 at 09:59

              Co wy z tym panem, FFS.
              Odbiór smaku jest kwestią indywidualną. I na dodatek zmienną w czasie.
              Ja ogólnie jestem zdania, że trzeba próbować możliwie wielu tytoni. To właściwie jedyna metoda, żeby się przekonać, jakie grupy smakowe nam pasują i znaleźć w tych grupach jakiś swoich faworytów. Niestety, jest to droga, na której zawsze będą nas czekać jakieś rozczarowania. Ale jeszcze większe czekają nas, jak sobie w głowie stworzymy jakąś legendę ;)

              Jak SL jest za mało intensywny, to z produktów SG został ci już chyba tylko Commonwealth.

              • Mikael Candlekeep
                Mikael Candlekeep
                6 października 2014 at 10:20

                O tak, chyba właśnie ta „legenda” jest źródłem wszelkiego zła ;-) Jak pisałem wcześniej – tytoń jest dobry, tylko w moim odczuciu nie sprostał oczekiwaniom zbudowanym przez przeczytane opinie.
                Cóż, niech więc mój głos będzie takim delikatnym napomnieniem, żeby podejść do SL bez nadmiernie rozdmuchanych oczekiwań.
                A co my z tym panem? Ot, konwencja dyskusji bieżącej ;-)

        • Buldoger
          Buldoger
          6 października 2014 at 09:41

          Grimar, czy lubię tytonie orientalne…cóż mój zapał bardzo zmalał po kupieniu i wypaleniu jednej fajki Rattray’s Red Rapparee – reszta/całość się sezonuje. Myślę, że powrócę do niego wkrótce. Może za wiele oczekiwałem po orientalach, po ich legendzie spowodowanej niedostępnością. Czas pokaże.
          Natomiast bardzo lubię latakię i coś się obawiam, że przedmiotowe tytonie nie są dla mnie…

          • Grimar
            Grimar
            6 października 2014 at 10:03

            Na szczęście nie ma obowiązku lubienia tytoni orientalnych. Red Rapparee jest specyficzny, trzeba pamiętać, że są różne grupy tytoni orientalnych, które różnią się od siebie smakiem.

            • Buldoger
              Buldoger
              6 października 2014 at 10:33

              Masz rację Grimar, tylko u nas możemy się cieszyć niewielką ilością tytoni z orientalami: Rattray’s Red Rapparee, Samuel Gawith Sam’s Flake, BBB Oriental Mixture, Dan Tobacco Torben Dansk Orient, Pipe Cub Imperial Flake, A. G. Rutenberg, Robert McConnell Scottish Flake, Mac Baren HH Mature Virginia, Dunhill London Mixture. W większości orientale są tylko dodatkiem, a już na pewno na puszcze nie ma podanego ich udziału procentowego i pochodzenia. Mam nadzieję, że może kiedyś otworzy się rynek amerykański lub będzie można robić zakupy tytoniowe przez internet z całego świata i wtedy będzie możliwość popróbowania orientali.

              • Grimar
                Grimar
                6 października 2014 at 10:51

                Nie no, blendów z orientalami w Polsce mamy więcej. Choć oczywiście towarzyszy im latakia. I już w tych dostępnych możemy odczuć różnice w smaku: Sam’s Flake zawiera basmę, podobnie Skiff (basmę w wersji Xantii – to moja hipoteza wynikająca z testowania McClelland Yenidje Highlandera), A Dunhill LM ma w sobie zdaje się Katerini (znów hipoteza).

                A wracając do Red Rapperee. Jedna fajka może okazać się mało wiarygodna, bo tytoń ten wymaga dość „świeżych” kubków smakowych: czasami – podczas popijania ciemnego piwa – RR smakował mi bardziej gorzko niż zwykle.

              • golf czarny
                6 października 2014 at 11:07

                Racja Kolego ! Przygodę w szukanie smaku imo nalezy rozpoczynać od tego czego szukamy tzn. palić czystego turka lub orientala a pózniej próbując sobie przypomniec jak smakował łapać ten 10 % dodatek (żeby!) gdzie indziej. Wiem że to słabo mozliwe pomimo tego zaopatrzenia ,ze tytonie do mieszania nie u nas a DT „orient” taki też blady. Ale bez tego trudno coś poradzić. Według subiektywnego mnie połączenie Va + OR daje lekko czekoladowy smak i zupełnie inny posmak. Może tam szukać trzeba.Chociaż znowu jak jest La zupełnie inaczej smakuje. Zresztą imo HH MV zupełnie inaczej od wszystkiego

              • Zyrg
                Zyrg
                7 października 2014 at 10:30

                Jeszcze podobno Old Dublin jest nadziany Basmą. Podobno… (aczkolwiek sądząc po skarpecianym roon note może to być prawdą)

      • Zyrg
        Zyrg
        7 października 2014 at 10:33

        Właśnie kilka dni temu spróbowałem Skiffa – dla mnie taka próba zrobienia London Mixture tańszym kosztem. Poza tradycyjnymi patykami znalazłem kawałek papieru… No i moja partia zabija wilgotnością. Jakby to w wodzie było namoczone, żeby więcej ważyło… Zły nie jest, ale pozostanę przy LM.

Pozostaw odpowiedź Janusz J. Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*