Tytoń – uprawa, przygotowanie

15 stycznia 2010
Autor:

Nie wystarczy zerwać z krzaka liścia tytoniu, wysuszyć, pokruszyć i władować do fajki. Uprawa tytoniu jest trudna i żmudna. Przygotowanie tytoniu do palenia to bardzo skomplikowany proces. Natomiast złożenie konkretnej mieszanki, czyli blendu, stanowi prawdziwą sztukę…

Ojczyzną tytoniu jest Ameryka, gdzie od wieków zażywany był on w rozmaitej formie i w różnych celach. Był żuty, niuchany i palony. Już Krzysztof Kolumb podczas swojej pierwszej wizyty w tamtej części świata, zauważył Indian palących go w liściach kukurydzy. Hiszpańscy konkwistadorzy zaobserwowali, że spreparowany tytoń był żuty przez tubylców w trakcie forsownych marszów i był też wykorzystywany w leczeniu rożnych przypadłości przez miejscowych szamanów. Natknęli się też – np w dzisiejszej Panamie i w Peru na starannie prowadzone, rozległe uprawy tej rośliny.

Indianie północnoamerykańscy tytoń palili – zarówno w formie naprędce zwijanych cygar, jak i w fajkach. Dla niektórych plemion miało to charakter wyłącznie obrzędowy, nieliczne szczepy paliły go rekreacyjnie.

Do Europy nasiona tytoniu przywieźli Hiszpanie i Portugalczycy. Na początku hodowany był jako roślina ozdobna i lecznicza w ogrodach. Hiszpańscy żeglarze natomiast pokazali Europejczykom sposoby jego użycia. W armadzie palono go w glinianych fajkach, żuto i zażywano tabakę.

W ogrodzie swojej rezydencji hodował tytoń poseł francuski w Lizbonie – Jean Nicot. Leczył nim niemal wszystkie swoje dolegliwości. W roku 1560 wysłał nasiona do Katarzyny Medycejskiej, żony króla Francji Henryka II. Przesyłkę opatrzył starannym opisem właściwości rośliny oraz sposobami jej zażywania. To od jego nazwiska tytoń otrzymał łacińską nazwę systematyczną – Nicotiana

Francuzi zaś przez następne stulecia masowo zażywali tabakę.

Rozpowszechnienie się tytoniu świat zawdzięcza flocie. Od Hiszpanów jego używanie przejęli Anglicy i Holendrzy. W XVII wieku palenie fajki było domeną niższych stanów, ale jak mogło być inaczej, skoro po całej Europie obyczaj ten rozwlekli żołnierze – na początku zaciężni z Anglii i Holandii, a później już całe armie zaangażowane w wojnę trzydziestoletnią (1618-48). Dowódcy popierali palenie – fajka zabierało wojsku czas i dawała zajęcie. A wojak zajęty jest mniej konfliktowy podczas postojów.

Pod koniec stulecia paliła cała Europa i imperium osmańskie. Tytoń trafił na dwory i salony. Popyt na tę używkę osiągnął apogeum. Gotowi byli na tę okoliczność koloniści z Ameryki – podczas gdy Europa poddawała się nowemu obyczajowi, w Nowym Świecie wypracowano metody uprawy, wyselekcjonowano nowe odmiany oraz nauczono się przygotowywać tytoń do palenia. Teraz zbierano tego owoce – do Europy ekspediowano statek za statkiem.

W XVIII stuleciu z nasion amerykańskich wysiewano tytoń na sporych areałach w Hiszpanii, we Francji, w Rosji , w Turcji.. Do Polski nasiona trafiły z Konstantynopola za sprawą posła Uchańskiego w roku 1660. Pod koniec stulecia tytoń uprawiany był powszechnie na Bałkanach oraz w południowych Niemczech, a w XIX w. fajkę palił cały świat, trafiła nawet na Daleki Wschód za pośrednictwem Turków i Rosjan oraz w głąb Czarnego Lądu.

Tytoń wsiewano wszędzie, gdzie się tylko przyjmował, choć wciąż największe znaczenie miały amerykańskie plantacje.

Uprawa i zbiór tytoniu

Tytoń należy do rodziny psiankowatych, podobnie jak papryka i pomidor. Uprawia się je bardzo podobnie w złożonym procesie ogrodniczym. Wysiewa się do inspektów, pikuje, rozsadza, zaś sadzonki przenosi do gruntu. Poza nielicznymi krajami jest to zazwyczaj ręczna robota, więc plantacje nie są zbyt rozległe. W Stanach Zjednoczonych, w Niemczech, we Francji, w Rosji uprawy znacznie zmechanizowano, więc zajmują one większe powierzchnie.

Tytoń wyrasta i dojrzewa przez 3-4 miesiące. O jakość roślin trzeba stale zabiegać – obcina się kwiatostany, później ogławia (pozbawia stożka wzrostu), obłamuje boczne odrośla i sprawdza na bieżąco dojrzałość liści. To praca ręczna.

Wirginia, orientale, perique, latakie zbierane są w kolejnych etapach – najpierw wcześnie dojrzewające liście znajdujące się blisko ziemi, a następnie liście z wyższych partii łodyg, w miarę ich dojrzewania.

To znów praca ręczna. Żmudna i kosztowna wszędzie tam, gdzie praca ludzka jest droga. I zabierająca dużo czasu. Amerykańskie dążenie do mechanizacji kazało wynaleźć Burleya – rośliny są dosłownie „koszone”, zbierane i suszone w całości. Liście są odrywane od łodyg już po wyschnięciu.

Niewielu jest już w świecie i Europie tradycyjnych konserwatywnych trafikarzy, ale wciąż można się natknąć na starszych panów, którzy w swoim sklepiku samodzielnie i wedle gustu klienta sporządzają doskonałe blendy. Właściwie już tylko oni zdają sobie sprawę, że jakość tytoniu, nasycenie nikotyną, słodkości, kwaski, owocowe posmaczki, zależą także od tego, z którego miejsca krzaka liście zostały zerwane i w jakim to było okresie.

Do rzadkości należy określanie przez wielkie firmy, skąd liście na konkretny blend zostały zerwane, choć z rzadka można się jeszcze na takie informacje natknąć. Nic nie przebije naturalnych smaków i zapachów, ale coraz mniejsza liczba fajczarzy zdaje sobie z tego sprawę.

Primers, czyli najstarsze liście, a po polsku resztki, obłamywane zostają jako pierwsze. To najgorszy surowiec, który wykorzystywany bywa do lichej jakości papierosów, cygaretek i cygar. Zawiera sporo nikotyny – rzecz jasna, w zależności od odmiany tytoniu – mało cukrów i niewiele smaczków . Usuwanie Primers to pielęgnacyjny zabieg sanitarny. Trudno mówić o dojrzałości liści – rwie się je, kiedy zaczynają żółknąć.

Za dojrzałe uważa się liście, które zaczynają zmieniać barwę i pokrywają się tzw. smółką, lepką, stopniowo wysychającą substancją. Pierwsze dojrzewają liście na dole. Pora na zbiór przedwstępny, którego efektem jest surowiec określany jako Lugs. Zawiera on więcej nikotyny, trochę więcej cukrów i tzw. smaku. Jeśli przeznaczony do cięcia fajkowego, wykorzystywany bywa głównie jako podstawa do tańszych mieszanek.

Cutter otrzymuje się z liści obłamywanych w czasie tzw. zbioru pośredniego lub głównego. Liście zawierają najwięcej soków, najwięcej nikotyny i wydzielają najwięcej smółki. Ten materiał wykorzystywany jest do produkcji większości mieszanek. Dojrzewa i zbierany jest w najcieplejszym, najmniej deszczowym okresie, bywa na ogół najbardziej higroskopijny po wysuszeniu, więc stanowi także bazę przy blendach aromatyzowanych syropami.

W ostatnim zbiorze otrzymuje się dobry jakościowo surowiec, ale ma on mniej nikotyny, natomiast sporo cukrów i innych zawartości wpływających na smak. W regionach z dłuższym okresem wegetacyjnym zbiera się niekiedy odrębnie bardzo dobre liście, zwane leaf i nieznacznie późnej obcina szczyty krzaka z kilkoma najdrobniejszymi listkami, czyli tzw. tips.

Leaf to dobry surowiec do delikatnych i mniej mocnych mieszanek, Tips natomiast na ogół musi być „sztucznie dojrzewany” w słomie, ale materiał świetnie nadaje się do najlżejszych blendów.

Niestety w ramach cięcia kosztów, zbiór przemysłowy bardzo często ogranicza się do dwóch etapów. Część liści bywa wówczas „przejrzała”, część niedojrzała. Na giełdy rolne  trafiają więc wielkie ilości tytoniowych bel z niesortowanych liści. Trudno więc się dziwić, że w składzie firmowych mieszanek  wielkich producentów nie podaje się już szczegółowych danych.

Suszenie i fermentacja

Zebrane liście nawleka się na sznury lub druty i suszy w różny sposób. Najpopularniejsze jest suszenie w pomieszczeniach o ażurowych (żaluzjowych) ścianach, dzięki którym możliwe jest regulowanie obiegu powietrza oraz wilgotności, ale proces przebiega naturalnie. Trwa około dwóch miesięcy. Pierwsza część suszenia odbywa się na sznurach, druga w pęczkach, tak aby liście nie wysychały nadmiernie.

Liście suszy się także w halach ze stopniowo podnoszoną temperaturą. Ta metoda wymaga specjalistycznych budowli oraz rygorystycznych procedur, siłą rzeczy więc odbywa się przede wszystko przy największych plantacjach – trwa za to najkrócej, bo ok. tygodnia i daje dobry surowiec o jednolitej barwie i wyrównanych właściwościach.

W niektórych regionach świata suszy się liście na słońcu, co także nie trwa długo, za to wymaga znajomości rzeczy, gdyż materiał nadmiernie wyschnięty traci na jakości i cenie.

Na Bliskim Wschodzie oraz na Bałkanach na niewielką skalę proces suszenia odbywa się w dymie, czyli tytoń jest po prostu podwędzany.

Za dobrze wysuszone uznawane są liście, które po zmięciu w garści nie kruszą się, nie pękają i powoli powracają do poprzedniego kształtu. Zawierają ok. 18 proc. wody.

Obecnie liście są najczęściej skupowane po wyschnięciu i powiązaniu w pęczki zapobiegające nadmiernemu wysuszeniu. Fermentacja odbywa się jedynie w nielicznych, wysoko wyspecjalizowanych plantacjach lub  w regionach, gdzie fermentowanie tytoniu jest długą tradycją dającą w efekcie tytonie unikatowe.

Fermentacja odbywa się w odrębnych przedsiębiorstwach albo bezpośrednio w u producentów mieszanek – w silosach, w kadziach, koszach, beczkach lub w stosach. Niewiele ma wspólnego z procesem znanym z przetwórstwa alkoholu. Ale tak jak tam, odbywa się przy zminimalizowanym udziale tlenu i powoduje zmiany chemiczne, niekiedy znaczące.

Fermentację tytoniu daje się porównać do pierwszych etapów kompostowania. Przekłada się pęczki kilkukrotnie z wierzchu do środka. Koniecznością jest umożliwienie mierzenia temperatury w poszczególnych partiach fermentującego tytoniu. Proces uważa się za zakończony, jeżeli wszystkie pęczki przebywały w najcieplejszej strefie i osiągnęły pożądaną ciepłotę.

Dane technologiczne, a więc stopień wilgotności, temperatury, czas trwania – w większości firm objęte są tajemnicą.

Niekiedy już przed fermentacją dodaje się substancji smakowych, cukru, ziół, a niekiedy – o zgrozo – konserwantów podobnych do spożywczych. Ba, tu i ówdzie dolewa się nawet ekstraktów nikotynowych, w celu zwiększenia mocy.

Fermentację przerywa się poprzez rozluźnienie stosów i dopuszczenie tlenu. Potem pęczki się suszy. Z wysuszonego i sfermentowanego tytoniu można już produkować cała gamę znanych i doskonałych blendów. Do niektórych mieszanek potrzebna jest druga fermentacja.

Bardzo spowolnione procesy fermentacyjne mają miejsce także w belach, w które zbijany jest tytoń do sprzedaży lub do produkcji. Ba, trwają one także w szczelnych puszkach z gotowymi mieszankami. Przemiany te porównywane są do leżakowania alkoholi w beczkach i butelkach. Bardzo często tytoń przechowany w puszce przez kilka a nawet kilkanaście lat nabywa niezrównanego smaku, o którym nie pomyślał żaden blender. Dojrzewa!

Dojrzewa się wyłącznie tytonie bez dodatku chemii i substancji smakowych oraz aromatyzujących.

Lekkie aromaty, do których dodano jedynie naturalnych składników – suszonych i kandyzowanych owoców, przypraw, płatków kwiatowych mogę też niekiedy dojrzeć w zaskakująco smakowity sposób.

Zaszufladkowany w kategorii Fajka w teorii w dniu 15 stycznia 2010 , 13:01

22 komentarzy do “ Tytoń – uprawa, przygotowanie ”

  1. Koneser
    Koneser dnia 12 listopada 2010 o godzinie 16:03

    tytoń ma niezwykły aromat.. nieprawdasz ?

  2. kolejarz1986
    kolejarz1986 dnia 10 stycznia 2011 o godzinie 22:12

    Dostałem w prezencie worek tytoniu. Wirginia lubelska, pierwsza klasa. Trochę tego jest ale na zrobienie kopczyka nie ma szans, bo i miejsca nie mam do tego. Zachęcony opisami w książkach sfotografowanych przez Janka z FMS, zabrałem się do najprostszej i najszybszej metody opisanej w tych książkach- wymoczyłem tytoń w wodzie, pokroiłem i wysuszyłem na patelni z cukrem pudrem. Smak? Ledwo znośny, bardzo słaba, trochę słodka, bez złożoności, bez smaczków. Paliłem ten swój blend w skręcie bo fajki nie miałem w domu ze sobą. Może w fajce lepiej posmakuje ale wątpię.
    Muszę się wziąć za fermentację naturalną, tytoń zroszę lekko wodą, potem ułożę w jakimś naczyniu, pod kaloryfer i 10 dni potrzymam, mierząc temperaturę w środku kopczyka. Potem połowę z tego wypalę a połowę sfermentuję drugi raz. Ciekawe co mi wyjdzie.
    ktoś ma jakieś doświadczenia i pomysły co z tym tytoniem zrobić?

    • jalens dnia 10 stycznia 2011 o godzinie 23:02

      Jeśli masz worek, to podeślij mi kopertę bąbelkową tego. Popatrzę. Obawiam się jednak, że polski surowiec skupowy pierwszej klasy nie oznacza tytoniu pierwsza klasa.

      Co do domowego przerobu – sieć jest pełna informacji i obrazków na ten temat. Nawet można kupić „maszyny” do domowej produkcji tytoniu. Nigdy jednak nie robi się tytoniu fajkowego z surowca przemysłowego.

      • yopas
        yopas dnia 11 stycznia 2011 o godzinie 08:43

        No chyba, że chciałoby się kultową machorkę uzyskać – bo trzeba pamiętać, że słowo owo ma również znaczenie bez wiązania z pewnym gatunkiem tytoniu i jest to określenie pejoratywne.

        • jalens dnia 11 stycznia 2011 o godzinie 10:54

          Postulowałbym pewną „merytoryczną czystość formy” – machorka, to cały zbiór odmian wyprowadzonych z Nicotiana rustica. Wirginia, nawet lubelska, to odmiana wywodząca się od Nicotiana tabacum, a więc tytoniu szlachetnego.

          W tym znaczeniu machorką jest więc cała masa najznakomitszych odmian tytoni cygarowych. Natomiast machorką nie jest największe nawet wirginiowe gówno.

          • yopas
            yopas dnia 11 stycznia 2011 o godzinie 11:15

            Kontrargumentując podaję link:

            [sjp.pwn.pl]

            w którym ni słowa, co to za tytuń miałby być.

            A kojarzy mi się to z różnymi dziadkami, którzy ową „machorkę” popalali z braku porzundnego tytuniu… i chyba coś na rzeczy nawet w kultowym Turku (książce) jest.

            • jalens dnia 11 stycznia 2011 o godzinie 11:30

              Paweł, ja nie wytykam, nie strofuję – to postulat. Po prostu trochę się lękam, że jeśli będziemy swobodnie korzystać z kolokwializmów, to cybuch przez wieki pozostanie synonimem główki fajki :)

              • yopas
                yopas dnia 11 stycznia 2011 o godzinie 11:45

                Jacku, język jest, jaki jest. Jest słowo – słowo ma znaczenie (Matko! do czego to dochodzi, żeby ścisłowiec wykładał humaniście (choć nie wiem, Ty jesteś humanista z zawodu?)) i ja tego znaczenia nie mylę (w przykładzie z cybuchem to znaczenie jest pomylone).

                Z drugiej strony, oczywiście masz rację. O czym wielokrotnie słyszałem, oglądając pana prof. Miodka, że język żyje i jest kształtowany (patrz niewłaściwie, a nagminnie używany „cybuch”) i w tej konwencji oczywiście postulat przyjmuję i reprezentując portal fajka.net będę używał terminu „machorka” w odniesieniu do konkretnych, nierzadko szlachetnych, gatunków i odmian tytoniu, a nie gównianej wirdżini.

              • jalens dnia 11 stycznia 2011 o godzinie 12:05

                Masz moją dozgonną wdzięczność. Poniekąd jestem humanistą i to kilkukrotnym :) I na dodatek lubię stare oraz nowe słowa :)

            • Jacek A. Rochacki dnia 11 stycznia 2011 o godzinie 11:41

              A czy to nie jest kolejny przypadek, kiedy to ten sam termin znaczy tak naprawdę co innego, a w języku potocznym znaczy, czy jest używany na określenie czego innego ?

              Od dziesięcioleci poram się z tym problemem na codzień w zakresie moich specjalności zawodowych – np. terminologia stosowana w dawnym złotnictwie. Jest to tematem licznych referatów, dyskusji, artykułów etc. w gronie historyków sztuki specjalizujących się w dawnym złotnictwie. Publikacje tworzone porzez nie fachowców a przeciętnych, „uniwersalnych” redaktorów czynią niepowetowane szkody. Ostatnie moje prace przy opracowywaniu haseł dla Słownika wydawanego przez „Arkady” potwierdzają tą sytuację.

  3. Jacek A. Rochacki dnia 11 stycznia 2011 o godzinie 12:14

    Z wykształcenia jestem humanistą – artysta plastyk, historyk sztuki, natomiast zawsze miałem tzw oddaloną relację dla wystrojów typu „dusza artystyczna” etc. jako ekskuza dla nieładu myślowego i tym samym braku odpowiedzialności, bo się tworzy mętlik pojęć. Jedną z moich specjalności jest historia i praktyka dawnego warsztatu rękodzielniczego, a więc bez ścisłości fizyki czy chemii ani rusz.

    Język jest, jaki jest…OK, ale to chyba jest taka refleksja na temat świadomości społecznej. Czy to znaczy, iż w każdym przypadku należy akceptować myślenie typu: „Sytuacja ma rację” ? natomiast używanie danych określeń niezgodnie z ich wlaściwym znaczeniem powoduje narastającą niekomunikatywność. Pan Jacek podał określenie „machorka” w ścisłym tego słowa znaczeniu, natomiast oczywiste iż w języku potocznym jest tak, jak za PWN podajesz. To jak z Elektroluxem, która to nazwa stała się od pewnego momentu synonimem odkurzacza.

    Dokładnie doswiadczyłem/doświadczyliśmy takiego problemu na przykładzie najstarszego w historii nowożytej Europy podrecznika złotniczego tzw. Traktatu Mnicha Teofila powstałego ok. roku 1122. Rzecz była wielokrotnie wznawiana, aliści wznowienia/opracowania dokonywane były nie przez fachowców znających z autopsji to, o czym pisze autor. No i w końcu książka została zaliczona do durnych bajęd, stała się takim dowodem na „Mroki Średniowiecza” interesującą co najwyżej dla historyków kultury etc.

    W latach ’80 wybitny specjalista – i praktyk i teoretyk zasiadł wraz z grupą „pomocników” do pracy nad Traktatem Teofila, posługując się jednym z najwcześniejszych zachowanych odpisów. Rzecz została wydana w roku 1987 i stała się przysłowiową „bombą”. Okazało się iż wszystko co autor podaje jest nie tylko prawdziwe ale i wiele podanych receptur czy procedur są bardziej przydatne w praktyce warsztatu rękodzielniczego niż narastające i w sumie rozpanoszone od czasow Oświecenia „nowinki”. A sprawa polegała na tym, iź kolejni „redaktorzy” nie znali właściwego sensu, znaczenia opisów w tekście, który opracowywali, no i narosła „góra” przekłamań.

  4. yopas
    yopas dnia 11 stycznia 2011 o godzinie 14:08

    Ech Jacki, Jacki, muszę sobie Panów jakoś odgradzać, bo piszę do jednego, a dwóch mnie napaduje – a jak mówi (nie dla wszystkich jednakowo)stare podwórkowe porzekadło: „Banda Łysego – dwóch na jednego!”. (bardzo mrugam)

    A zatem:
    Pan Jacek A.R. napisał:
    Język jest, jaki jest…OK, ale to chyba jest taka refleksja na temat świadomości społecznej. Czy to znaczy, iż w każdym przypadku należy akceptować myślenie typu: „Sytuacja ma rację”?

    Ależ oczywiście, że nie. I jeśli jeszcze tego Pan nie zauważył, ja mam wbudowaną alergię na bezrefleksyjne (żeby nie powiedzieć bezmyślne) stosowanie słów wbrew ich pierwotnemu znaczeniu. Tyle, że język rozwija się (degeneruje?) również przy pomocy uzusu. Wystarczy, że jakaś forma jest stosowana przez odpowiednio długi czas, zyskuje ona status poprawnej i uzasadnionej. Dzieli nas Panie Jacku kilkadziesiąt lat różnicy i ja dziś otwierając Słownik Języka Polskiego nie widzę przy definicji słowa machorka w sensie: „kiepski tytoń” znacznika (pot.). Być może ktoś o tym zapomniał, a może zgodnie z zasadą uzusu, status tej definicji zmienił się przez te kilkadziesiąt lat różnicy w naszych doświadczeniach z językiem.

    Ze „swoich pólek” też mogę podać w biegu kilka przykładów, z których szydzę np. ulubione przez „współczesnych młodocianych poetów” utożsamianie znaczenia słowa „entropia” ze znaczeniem słowa „chaos” czy nazywanie przez dziennikarzy wędkarskich substancji wabiących ryby słowem atraktor, czy wreszcie nagminne mylenie znaczeń słów estymacja i predykcja(prognozowanie).

    Tak, jak już to wyżej napisałem dla podkreślenia powagi sytuacji oraz nie psucia samopoczucia Naszemu Naczelnemu (mrugam) postaram się utożsamiać wyraz „machorka” z roślinami gatunku nicotiana rustica.

  5. maciej_faja dnia 11 stycznia 2011 o godzinie 14:38

    po otwarciu linku wskazanego przez @yopasa wpisałem w pole szukaj słowo „machorka”
    poniżej jest efekt:
    [pwn.pl]

  6. Julian
    Julian dnia 11 stycznia 2011 o godzinie 19:10

    Na podłej jakości tytonie dowolnej proweniencji może używać zatem określenia „machora”? :-)

    • jalens dnia 11 stycznia 2011 o godzinie 19:21

      I najlepiej właśnie w cudzysłowach. Leżę i rotfluję :)

  7. Gawel0202 dnia 11 lutego 2011 o godzinie 13:23

    Panowie profesorowie..
    Jak domowym sposobem wysuszyć tytoń, przefermentować go wstępnie i zaawansowanie??
    Czy tytoń fajkowy należy sosować??

  8. roblobo
    roblobo dnia 25 lutego 2011 o godzinie 16:34

    Machorka , czy tytoń , jak go zawał tak zwał , wszyscy wiedza o co chodzi. Czytając ten artykuł przypomniały mi się dzieje , które być może niektórzy pamiętają , gdy w czasach realnego socjalizmu brakowało papierosów i wyrobów tytoniowych a później były na kartki. Tak się składa , że w tym czasie miałem okazję popracować właśnie przy uprawie i suszeniu tytoniu. Było to na Zamojszczyźnie w powiecie Hrubieszowskim. Pieliłem tytoń a motyka do tego celu jest nieco inna. Szeroka , zamontowana na żelaznym kółku z dwoma rączkami jak dawny konny pług. Pracowałem również przy zbiorze „podrywaniu” tytoniu. Zwoziliśmy go konnymi wozami z pagórkowatych pól. Na wozie układało się go w powiązanych pęczkach , niczym snopki. A na koniec siedząca robota. Cała rodzinka gospodarza i letnicy , jeśli się tacy trafili , siadali na ziemi w kółeczku i dawaj nadziewać liście na druty. Druty też było trudno dostać w GS-sie. Każdy nadziany tytoniem drut zaczepiało się na specjalnie skonstruowanej drewnianej ramie. Dłonie mieliśmy czarne i sztywne od smoły. Co jakiś czas pocierało się dłonią o dłoń i po chwili między nimi była czarna twarda smolna kulka , średnicy mniej więcej złotówki. A , zapomniałem dodać, że tam gdzie byłem , na polach , często za stodołami stały takie małe murowane , lub drewniane domki – budki z kominem. Może widzieliście takie ? I to są właśnie suszarnie do tytoniu. A tak przy okazji , sam , własnymi rękami pomagałem przy budowie takiej suszarni. Ale to tak na marginesie. Wracając do tematu , pełne tytoniowych sznurów ramy zawiesza się w takiej suszarni i zamyka. Taka suszarnia ma dwa pomieszczenia. Jedno duże , zamykane na drzwi z szybką , rurami grzewczymi i kominem , oraz umieszczonym w środku termometrem. Drugie pomieszczenie , przypomina raczej zadaszoną wiatę zabudowaną z trzech stron. I w nim jest palenisko , złożone drewno , oraz miejsce na drzemkę dla gospodarza. Palenisko to początek rury blaszanej coś jak w przydomowej wędzarni , która w zasadniczej suszarni zawijasami trafia do komina. Napisałem , że jest tam miejsce dla gospodarza na drzemkę , bo prawdziwie spać to on nie może. Nie pamiętam temperatur jakie są w trakcie suszenia tytoniu , jednak pamiętam , że gdyby w początkowej fazie była zbyt wysoka temperatura to tytoń ususzy się na zielonkawo. Natomiast za niska temperatura powoduje jego zbrązowienie. Dla tego temperatura suszenia musi być różna a do gospodarza należy jej pilnowanie , dzień i noc , non stop. Na koniec złociutki tytoń pakowany był w specjalne skrzynki i wieziony na skup , gdzie pan selekcjoner określał klasę tytoniu. Najmniej oczywista , było klasy pierwszej bo najdroższa. Ale i tak można było wyżyć z uprawy tytoniu. Zawsze wracając do domu miałem torbę takiego pierwszej klasy tytoniu. Można było go pognieść w dłoni a on i tak się nie pokruszył. Rozwijał się jak kartka papieru. Ciąłem go drobno w paseczki i nabijałem fajkę. Koledzy w firmie robili sobie z niego skręty w specjalnych maszynkach do papierosów. Ach co to był za zapach , łagodny i delikatny. I zawsze gdy palę Wirginię No 1 , przed oczami mam obraz tamtych chwil. Oczywiście tamtego tytoniu nie przetwarzałem , paliłem czysty , ale jego zapach był niemal identyczny z tym który dziś kupuję. Pewnie myślicie że w tak prymitywnych warunkach wysuszony tytoń jak ten o którym pisałem nadaje się tylko na przysłowiowe „Sporty” , teraz chyba już nie ma takich papierosów. Otóż nasz tytoń wędrował między innymi do Philip Morris International Inc. skąd wracał do Polski w markowych wyrobach tytoniowych.
    Oczywiście tytonie gorszej klasy , lub wtedy nazywane „podścianowe” czyli suszone pod ścianą stodół czy innych budynków nie miały takiego aromatu i były ostre w smaku. Te były przeznaczone dla naszego rodzimego przemysłu tytoniowego.
    To tyle pokrótce z moich doświadczeń uprawy i palenia surowego tytoniu.

  9. Tak sie robi pieniądze… | fajka.net.pl dnia 5 września 2011 o godzinie 20:44

    […] O, tutaj… Zachęcamy do przeczytania tekstów na podobne tematy:Senat kombinujeKilka wrzoścowych obrazkówZamęczą nas!Poprawki senatuJak nas znajdują…Powered by Contextual Related Posts […]

  10. smakosz dnia 19 listopada 2011 o godzinie 11:10

    witam,z braku pieniedzy byłem zmuszony ukrasc tyton;p kilkanascie lisci,zastanawiam sie jak go spreferowac aby był jak kupczy…

    • yopas
      yopas dnia 19 listopada 2011 o godzinie 16:26

      Najlepiej według własnych preferencji.

  11. jaracz dnia 17 stycznia 2012 o godzinie 02:55

    zanim go spreferujesz, tzn. zrobisz przynajmniej fermentację, to pewnie zdobędziesz pieniądze żeby sobie kupić paczkę tytoniu albo fajek :P
    Popieram, że sama fermentacja to jednak za mało, chociaż sam nie raz Z braku laku paliłem i palę taki tytoń, to jednak to nie jest mój smak. Dopiero zaczynam eksperymentować, wyhodowałem jednego roku na próbę Virginie Gold, która w zasadzie jest bardziej tytoniem fajkowym, a z fajki korzystam rzadko, prędzej robię skręty. Mam zamiar tego roku zmieszać go z Barleyem i zobaczyć jaki będzie smak po samej fermentacji, czy zmieni się bardzo. W zasadzie sama Virginia w porównaniu do papierosów kupowanych w sklepie kopie słabo, jednak ma mocny smak. Dla polepszenia tego smaku zacząłem eksperymentować mieszając tytoń z winem i miodem. W sumie to i tak leży już dłuższy czas w słoikach wysmarowanych miodem. Przyznam że efekt jest całkiem ciekawy, nawet koledze posmakował skręt i zachwalał, że to jest o wiele lepsze niż to „gówno ze sklepu” :) Obecnie zacząłem eksperymentować z sokami robionymi na glukozie, nie wiem jakie będą efekty, zobaczymy za kilka dni. Mam zamiar jeszcze popróbować z gliceryną albo glikolem.

  12. luki dnia 5 listopada 2012 o godzinie 20:24

    jak zakwasic liscie tytoniu pomurzcie

Skomentuj ten artykuł

*