Peterson Sherlock Holmes

23 lutego 2013
By

Jak opisać fajkowy tytoń wywodzący nazwę od imienia najbardziej rozpoznawalnego detektywa? Opis jego smaku i aromatu powinniśmy oddać poprzez wnikliwe śledztwo. Niespełna pięcioletni staż fajczarza to wciąż za mało, by samemu brać taką sprawę, za mało na bogatą ekspertyzę. Mimo to Sherlock Holmes Petersona jest na tyle zagadkowy, że chciałbym odkurzyć jego akta.

peterson sherlock holmes

Będąc jeszcze studentem uczęszczałem na wszystkie wykłady z wiktymologii, kryminologii, kryminalistyki i medycyny sądowej, ażeby utwierdzić się w przekonaniu, że zbrodnie to nie moja bajka i jedyne dochodzenie jakim chcę się zajmować, to te dotyczące sztuki. Wykreowanie odpowiedniej kompozycji smakowo-zapachowej jest wszak formą artyzmu. „Dedukcja, drogi Watsonie, dedukcja”. Zastanawialiście się kiedykolwiek nad kolorystyką puszek tytoni Petersona? Irish Oak nosi nomen omen kolor liści dębu, zaś Gold Blend jest rzecz jasna złota. W przypadku Sherlocka Holmesa to również nie przypadek. Pierwszą powieścią Arthura Conana Doyle’a, w której pojawia się postać najsłynniejszego detektywa jest „Studium w szkarłacie”. Taką też barwę Peterson nadał (jak mniemam w hołdzie) puszce Sherlocka Holmesa.

W poprzedniej recenzji Sherlocka próbowano go opisać poprzez przypisanie go do konkretnego gatunku muzyki: improwizacji jazzowej. Tak, blisko, to dobry trop, aczkolwiek – jakkolwiek irracjonalnie by to nie zabrzmiało –  jazz klasyczny jest w swej zmienności przewidywalny, nawet schematyczny. Wychowałem się na klasycznym jazzie, więc dla mnie jest prędzej acid jazzem ze wstawkami zmiksowanej muzyki orientalnej czyli czymś przyjemnym dla ucha, a jednocześnie dziwnym, odmiennym…

Według fajkowych sondaży to najchętniej nabywany w Polsce tytoń Petersona. Skąd ta popularność? Na swej stronie producent podaje, że mikstura ta bazuje na irlandzkiej recepturze z 1880r. będącej (ponoć) tytoniem najwyższej jakości tamtej doby. Dalej czytamy o pełni naturalnego smaku i aromatu czystej Virginii. Pochłaniam kolejne łyki tytoniu. Coś mi tu nie gra. Peterson słynący z aromatów oddzielił Sherlocka w swym katalogu od swych „słodyczy”, dając do katalogu „Traditional Blend”. Paląc Holmes’a wyczuwam słodycz. Tak, tę typową dla jego aromatów słodycz, jednocześnie niebędącą chemicznie „przesłodzonym” Sweet Killarnery’em czy Gold Blendem. Kończąc puszkę Sherlocka z pewnością mogę postawić tezę: smak jest bardzo sycący, choć lekki. Lekki, chociaż zarazem niezwykle wyrazisty. Wyrazisty, ale nie mocny… pikantny? Na puszce producent uchylił kolejnego rąbka tajemnicy: drugim składnikiem obok Virginii ma być Burley. Mocniej wciągając kolejny kęs mam wrażenie, że to raczej bardzo delikatna pikanteria Perique, grająca drugie skrzypce za pół-słodyczą. Odkąd pierwszy raz paliłem Sherlocka miałem dziwne wrażenie, że mam do czynienia z… cherry. Nie, nie tym tanim winem fajkowym jakim jest Alsbo Cherry czy inna „wiśniówa”, ale na myśl przychodzi coś nieco bardziej wykwintnego: raczej regionalne piwo na bazie naturalnej wiśni z warmińskich sadów (kto pił Wiśnię w Piwie Browaru Kormoran, ten rozumie). Może to niektórym się wydawać wręcz prostackie, ale tak moje kubki smakowe to odbierają.

Całą zeszłą zimę spędziłem na interdyscyplinarnych badaniach naukowych poświęconych analizie sensorycznej w postępowaniu sądowym – jako umysł nieścisły zapamiętałem jedno: ten sam smak jest odbierany przez każdego człowieka w zupełnie inny sposób i nie ma czegoś takiego jak „stała” smakowa. Możliwe, że komuś innemu kosztującemu Sherlocka na myśl przyjdzie malina, czereśnia lub – a są tacy – zwykła czysta Virginia. Należy pamiętać, że przez 133 lata receptura mogła podlegać zmianom.

To co odróżnia zdecydowanie Sherlocka od aromatów Petersona to zapach. Room note jest przyjemny dla otoczenia, acz nie powoduje – jak właśnie w przypadku słodkich aromatów Petersona – skojarzeń z tlącym się waniliowym czy różanym kadzidełkiem. Nie znaczy to jednocześnie, że jest mdły. Jest charakterystyczny, rozpoznam go, choć obawiam się, że mógłbym pomylić go z angielską mieszanką, gdzie dodano odrobinę łagodnego aromatu.

Co innego zapach samego tytoniu – zarówno po pierwszym rozpieczętowaniu puszki jak i przedostatnim otwarciu aromat zeń wydobywający się jest dla mnie niewątpliwie wiśniowy. Konsystencja samego tytoniu jest mocno zbita. Do końca zawartości Sherlocka drapię palcem jego krawędzie ażeby rozdrobnić ściśle przylegający do siebie tytoń, co jest nietypowe dla innych mieszanek Petersona. Trzymałem w jednej szufladzie otwarte mniej więcej w tym samym czasie puszki Petersona: Sherlock jako jedyny nie wysychał albo przynajmniej najwolniej, wręcz niewyczuwalnie. Porównuję kolor liści z tym widniejącym na zdjęciach Holmes’a z poprzednich edycji Petersona, kiedy na wieku znajdował się jeszcze wizerunek detektywa. Różnica jest ewidentna: na fotografiach reklamowych widać mieszankę Virginii z Burleyem, podczas gdy ja w wieku puszki miałem złoty tytoń, nieskalany żadną ciemną rysą liścia. Złoty jak popołudniowe słońce po upalnym, sierpniowym dniu. Może trafiła mi się taka a nie inna idealna seria? Być może. Warto nadmienić, że to tytoń dobrze wypalający się do końca, choć miewałem parokrotnie wrażenie, że zbyt szybko. Porządnie nabita nim fajka nie zgaśnie.

Wnioski. Hm. Może coś przeoczyłem, może bardziej doświadczeni fajkowi detektywi zbagatelizują moje odczucia smakowe… ale ja widziałem trzeciego podejrzanego Wysoki Sądzie. Prócz Virginii i Burleya w pokoju był ktoś jeszcze. Być może prawdziwym sprawcą jest szczypta Perique, która pojawiła się tego dnia ażeby zadać cios. Być może dokonała tego wiśnia, która nie ma alibi – ja jednakże nie mam niezbitych dowodów, chyba że pojawiłby się świadek po podobnych do moich wrażeń smakowych. Być może z tego bierze się popularność tego tytoniu. Idealny dla fajczarza, który nie chce palić byle czego, rozkoszuje się legendą Petersona bazującą na XIX wiecznej recepturze, a w rzeczywistości kusi go pogardzany przez innych wiśniowy aromat.  Ot, taka elegancka przykrywka. To mocne zarzuty i mam świadomość, że grono miłośników fajkowego Sherlocka Holmes’a może się poczuć urażone.

Śledztwo muszę niestety zamknąć – pisząc te słowa wypaliłem ostatnią fajkę Sherlocka. Profesor Moriarty wygrał: puszka jest pusta, a mi ciężko skonkretyzować ten tytoń. Do sprawy wrócę za kilka miesięcy, bo jak dotąd to jedyny Peterson, który mnie zaintrygował. Pozostaje miły niedosyt, ten tytoń się nie nudzi. Wart spróbowania przez każdego fajczarza bez względu na jego poziom doświadczenia.

Tags: , , , ,

23 Responses to Peterson Sherlock Holmes

  1. KrzysT
    KrzysT
    23 lutego 2013 at 19:01

    Wiśnia w piwie jest sztuuuuuczna.
    Ale recka jest fajna, pisz więcej ;)

    • Kamerling
      Kamerling
      25 lutego 2013 at 00:30

      Dzięki za dobre słowo. Regionalna Wiśnia w piwie z Warmii i Mazur jak i pozostałe dzieła tegoż browaru są jak najbardziej naturalne, poręczam http://browarkormoran.pl/Tradycyjna-metoda-warzenia.html

      • KrzysT
        KrzysT
        25 lutego 2013 at 08:41

        Chciałbym ci wierzyć, naprawdę… ale ja to piłem ;)
        Tak jak większość piw z tego browaru zresztą. I o ile kilka jest niezłych, tak akurat rzeczona wiśnia przez mój system kontroli jakości nie przechodzi ;)

        • carlos cruz
          carlos cruz
          25 lutego 2013 at 12:47

          Też (ku)piłem w nadziei na polską wersję krieka, a skończyło się na wyrobie browarniczym o smaku identycznym z naturalnym wiśnia nr 5.

  2. Janusz J.
    Janusz J.
    24 lutego 2013 at 05:40

    Swietna recenzja Wysoki Sadzie i za KrzysTem pozwole sobie poprosic o wiecej. Moje wrazenia po spaleniu puszki SH byly totalnie bezsmakowe, co zwalam na brak mojego doswiadczenia i w dalszym ciagu zbyt szybkie palenie. Nie powiedzialem jednak ostatniego slowa tej mieszance i wiem, ze kiedys znowu dam sobie szanse, by doswiadczyc chociaz czesci tego o czym piszesz. Bo w cudownym swiecie fajki nie chodzi tylko o dedukcje, ale i wyuczenie sie rozpoznawania smakow, a do tego mi jeszcze bardzo daleko.
    Pozdrawiam serdecznie.

  3. krycha371
    krycha371
    24 lutego 2013 at 10:52

    Forma recenzji bardzo mi się podoba :) SH paliłem gdzieś z rok temu i co do aromatu cherry miałem podobne wrażenia. Jednakże, prócz tego znalazłem tam troche kwiatowości. Był dla mnie trochę zbyt słodki i mocny na tamten czas i cóż, wymieniłem się z innym palaczem. Ale kiedyś jeszcze do niego wrócę…

  4. jarekm
    24 lutego 2013 at 22:29

    Witam wszystkich serdecznie, bliski juz byłem decyzji o debiucie w roli tytoniowego recenzenta, właśnie na temat SH, a tu niespodzianka, znajduję drugi już, jeśli się nie mylę, opis wrażeń z degustacji mojego pupila wśród petersonowyh mikstur. Odłożywszy na bok swe publikacyjne plany, godząc się z większością opisów zastanych (wyłączając cherry), pozwolę sobie jedynie na pytanie: czy Wasze SH też były, jak moje, tłuste, „maślane”, pozostawiające w ustach i kominie specyficzny ślad? Wspomnienie masła pojawiło się we wcześniejszej recenzji, lecz raczej nie w tym kontekście. Nurtuje mnie ta kwestia, czyżby wszechobecny w e-papierosowych liquidach glikol dodany dla poprawy dymności? Obym się mylił, bo sympatię diabli wezmą. Wszelkie sztuczności aplikowne do tytoniowych mieszanek uważam za zasługujace na penalizację zbrodnie.

  5. jarekm
    24 lutego 2013 at 22:48

    No dobrze, przesadziłem, niech będzie, że występek, w końcu autor ciekawej o SH recenzji zdaje się być specjalistą z prawa karnego i pewnie sam zareagowałby na moją woltę. Jako miłośnik Płatków Sama zaczynam żałować, że wśród „zwiedzonych” uczelni nie znalazła się jakaś rolnicza akademia…

  6. sebzal
    26 lutego 2013 at 13:34

    Gratuluję stylu i smakowitych wrażeń. Nie jestem jeszcze w stanie się zmierzyć się z SH mimo, że próbuję od kilku miesięcy przytulić puszkę tej mixtury. Ale recenzja zbliżona do Twoich wrażeń ze spotkania z „detektywem” – wzmaga moje zainteresowanie, ale jednoznacznie nie przesądza o „dojrzałości zagadnienia do rozstrzygnięcia” – nadal więc nie wiem czy winny, czy też nie. I za tę niepewność Ci dziękuję.

  7. Le Satyre
    14 stycznia 2014 at 19:52

    Między innymi przez powyższą, jakże ciekawie napisaną recenzję, miałem ochotę przekonać się czy moje wrażenia będą podobne. Wypaliwszy jedną próbkę tego tytoniu mam ochotę na kolejne. Pali się go bardzo przyjemnie, jest solidny a zarazem lekki, z miłym dla podniebienia słodkim posmakiem. Tyle w temacie pierwszego wrażenia. Na kolejne będę musiał poczekać do czasu wizyty w trafice.

  8. JerzyW
    14 stycznia 2014 at 21:49

    „czy Wasze SH też były, jak moje, tłuste, „maślane”, pozostawiające w ustach i kominie specyficzny ślad? ”

    JarekM. Nie palilem SH bo to jest ewidentny aromat Petersona. Poza University Flake tytonie Petersona to byly mdle, nudne i cieplo palace sie wyroby tytonio podobne. Przeszedlem Nutty Cut, Sweet Killarney i Sunset Breeze. Tylko ten ostatni dawal minimalna radosc w paleniu towarzyskim i to na wolnym powietrzu. Sam jestem zdziwiony, ze u tego samego producenta moze byc tak dramatyczna roznica w jakosci. UF jest dalece lepszy niz slodkie i znane aromaty Petersona.

    • Julian
      Julian
      14 stycznia 2014 at 23:11

      „Sherlock Holmes” jest ze starej linii Petersona, więc nie jest podobny do żadnego z wymienionych mieszanek „nowoczesnych” opartych na tanim BlCav.

      • golf czarny
        15 stycznia 2014 at 14:13

        JerzyW generalnie te „naty- bryzy” nijak się mają do mieszanek niearomatyzowanych . SH bliżej do tych bardziej klasycznych wyrobów. IMO lepszy jest IrishOak bo SH nieco jednostajny.

  9. JerzyW
    15 stycznia 2014 at 17:15

    Ogromnie dziekuje za sprostowanie. Nie palilem SH nigdy, ale jakos z opisow wydawal mi sie wlasnie kolejna emanacja „petersonowskiego aromatu”. Koncept ten zawiodl mnie na calej lini :)

    • Dexter
      15 stycznia 2014 at 23:26

      Ja na Petersonie sie zawiodłem srogo.
      Przepaliłem UF, SH, Irish Oak, Sunseta, Sweet K. i 3P i… Smakowały mi trzy: UF, 3P i Oak. Na dłuższą metę, po spróbowaniu większej ilości tytoni i tak zostaje tylko 3P (jeśli ktoś lubi ten rodzaj tytoni).

      Pozostałe zwyczajnie rozczarowują. Nie wiem czy moim podziałem trafiłem w granicę „nowych” i „starych” ale jeśli tak- oznacza to tylko, że nawet młody i niedoświadczony fajczarz może te różnice wychwycić.

      • golf czarny
        16 stycznia 2014 at 10:29

        Ja się z Kolegą zgodzę o tyle ,że współczynnik jakość/ cena wychodzi bardzo niekorzystnie. IMO 45 zł za Petersona nawet strego to byłoby już sporo. Jest to zasadniczy powód dla którego Petersonem się nie interesuję mając o wiele smaczniejsze tytonie za cenę niższą.
        Zgadzam się też że 3P to najciekawszy produkt pod marką ale też bardzo mocny.

  10. macior1981
    15 kwietnia 2015 at 15:55

    Tytoń jak dla mnie przy pierwszym, drugim paleniu jakby taki nijaki. Po trzeciej randce zakochałem się i na pewno must have.

    • Mikael Candlekeep
      Mikael Candlekeep
      17 kwietnia 2015 at 14:10

      To ja od dłuższego czasu jestem na etapie „drugiego palenia”. Określenie „nijaki taki” idealnie oddaje mój odbiór Sherlocka Holmesa. Czegoś mi w nim brakuje i nie umiem tego czegoś odnaleźć pomimo wielu już prób.

      • Zyrg
        Zyrg
        17 kwietnia 2015 at 15:00

        Ja się zatrzymałem na pierwszym. Potem przez 1,5 roku fojrzewałem próbując się pozbyć, wreszcie pomieniałem na Wiśniówkę-herbatówkę SG i o. I taki to ten Sherlick Holmes. Ani smaku, ani zapachu, sianowate to to, mizerne, słomą smaczy, baba z domu gania. Wole film.

        • Antemos
          Antemos
          18 kwietnia 2015 at 10:11

          Książka była lepsza ;)

          • Zyrg
            Zyrg
            19 kwietnia 2015 at 10:51

            Neeeeeeh. A wiesz, że Watson palił Navy Flake’a? Ciekawe jakiego.

            • Julian
              Julian
              19 kwietnia 2015 at 21:38

              Watson podobno palił Arkadię. Nie wiadomo jakiego producenta. Być może Drucquer’s. Ale myślę, ze oni wtedy nie byli tak wybredni, wybór był ogromny.

              • Zyrg
                Zyrg
                19 kwietnia 2015 at 23:05

                Zaintrygowało mnie to :) W polskim przekładzie pada słowo „marynarski” (stąd pierwsza myśl – Navy). Poszperałem za oryginałem. W pierwszym opowiadaniu ze „Studium w szkarłacie” pada taki dialog:

                >> Sherlock Holmes seemed delighted at the idea of sharing his rooms with me. „I have my eye on a suite in Baker Street,” he said, „which would suit us down to the ground. You don’t mind the smell of strong tobacco, I hope?”

                „I always smoke ‚ship’s’ myself,” I answered. <<

                Coś Ci to może mówi? Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*