Amphora Full Aroma

13 stycznia 2013
By

To nie jest tytoń, lecz w pewnym sensie zjawisko, symbol. Być może dlatego nikt nie podjął się jeszcze jego opisania. A tymczasem to najbardziej dostępny produkt na rynku. Na tyle znany, że każdy dyletant, osoba nie mająca żadnej styczności z puszczaniem dymka, na hasło „fajka” odpowie bezwiednie: Amphora.

Pozycja Amphory przypomina mi jako żywo perypetie rynku hi-fi w Polsce. Taką legendą były owiane klocki Technicsa. Stanowiły przedmiot marzeń przeciętnego Kowalskiego, były jedynym rozpoznawalnym brandem (Sony musiało trochę popracować, żeby nadrobić zaległości), choć dostępne w Peweksach najpierw kosztowały słono, potem jednak stały się tym, czym zawsze były na Zachodzie – sprzętem o ugruntowanej pozycji, gwarancją „firmowości”, a jednocześnie pod tym płaszczykiem stosowano bardzo rozsądną politykę cenową, co każdemu pozwalało spełnić marzenia dzieciństwa. Technics szedł jak woda, tym razem w specjalistycznych sklepach. A kiedy pojawiły się sieci, trafił do nich od razu.

Nie mam pojęcia, dlaczego koncern Matsushita (Panasonic) zawiesił tak wypromowane logo. Ale najpierw próbował przemycać pod nim droższe produkty, co najwyraźniej oznaczało, że specjaliści od marketingu nie za bardzo wiedzą, co z tym dobrem zrobić.

Czy przypadkiem nie przypomina Wam to historii pewnego tytoniu? Rozbieżności są, na etapie wahań wizerunkowych, ale dalsza historia znowu potoczyła się podobnie. Na rynku pojawiło się mnóstwo marek, produktów firm specjalistycznych, z wyższej półki, a klienci zareagowali na to z pewnym zakłopotaniem. Jedni (początkujący, albo tak zwani „zwykli użytkownicy”) zaczęli macać, szukać. Drudzy (rodząca się klasa audiofili) przyjęli Technicsa jako sposób na odreagowanie straconych lat. W ten sposób „znawcy” zaczęli odsądzać Technicsa od czci i wiary, stawiając ten sprzęt jako przykład tandetnej masówki. Koncernowego produktu dla mas, a więc nie dla nich. Coś dla plebsu.

Czy widzicie tu kolejne analogie? Myślę, że tak. Natomiast z dalszymi obserwacjami możecie się zgodzić, albo nie. To znaczy – albo dostrzeżecie kolejne podobieństwa, albo uznacie, że autor ma nie po kolei w głowie. A chyba ma, skoro zdecydował się o Amphorze pisać.

Rozwój marketów, ich polityka marżowa i recepta na poszukiwanie klienta wymusiły poszukiwania marek jeszcze bardziej masowych albo kompletnie nieznanych, za to oferujących prawdziwy żer dla skner. Prawdziwy wysyp no-name’ów, a także urządzeń firmowanych znanymi logami, za to w cenach kilku kilogramów sera, nastąpił w sposób powolny, ale konsekwentny. Wiązało się to z kupowaniem marek małych producentów i pod ich „osłoną” wciskaniem ludziom jednorazówek albo plastikowych zabawek. Ceny leciały w dół, a klienci nie zauważali tego, jaką wartość otrzymują w zamian za kolejne promocje. Wówczas „znawcy”, czyli audiofile, dostrzegli, że Technics nie był taki zły, a stare, używane klocki z wyższych serii stały się nawet modne.

Rożnica tkwi w tym, że Technicsa już nie ma, a Amphora jest. Nadal w każdym kiosku.

Zanim jednak napiszę o tym tytoniu zwrócę uwagę, że przekazuję Wam jedynie moje, bardzo subiektywne, wrażenia. Część osób uzna, że moich recenzji (po tej) nie warto w ogóle czytać. Inni do nich sięgną, a jeszcze inni, po przeczytaniu tej, spokojnie pójdą do kiosku i zrobią to, co zwykle. Każdy będzie miał też swoje odniesienie do przeczytanych opinii, bo raczej palił ten tytoń. Niektórzy może zrewidują swoje opinie, inni się w nich utwierdzą.

Na początek jednak radzę wziąć pod uwagę jedną rzecz: ile ten tytoń kosztuje, jak się układa jego pozycja na tej bazie w ofercie trafik, co oferuje konkurencja (w tej samej cenie). Jeszcze rozsądniej będzie oderwać się od stereotypów i potraktować Amphorę jako jeden z setek tytoni na półkach. Odciąć się od emocji.

Amphora

Tytoń

Choroba wie, co oni tam dodają, bo koncern nie dzieli się zbyt chętnie informacjami. To łatwo zrozumieć, bo siła blendu jest ogromna. Z drugiej strony, czasy podróbek już chyba minęły, a oryginał jest na tyle tani, że nikt nie będzie kombinować. W każdym razie, w mieszance siłą są Virginie. Myślę, że jest tam też Burley i coś jeszcze, ale nie wiem tego na pewno, więc nie chcę nikogo wprowadzić w błąd. Wstążki cięte są wąsko, na milimetr. Zdarzają się też resztki flejków, ale już mocno „rozpracowane”. O zapachu z puszki słyszałem sporo: śliwki-robaczywki, wanilia, rodzynki. O ile tych ostatnich mogę się jeszcze doszukiwać, to chyba pod wpływem sugestii. Ja czuję jedno: miód. Kolor wstążek to wariacje w podobnym odcieniu – jasnego brązu. Zdarzają się czasem kołki, ale na tyle rzadko, że nie ma co narzekać. Wilgotność jest w sam raz i zauważyłem, że ani suszenie, ani nawilżanie Amphorze dobrze nie robi. Najlepiej pali się prosto z koperty, ale tu każdy będzie mieć zapewne własne doświadczenia.

Amphora rozpala się opornie. Dość długo trzeba ją zdecydowanie i ostro traktować płomieniem zapalniczki, a kiedy wydaje się, że jest OK – przygnieść kołeczkiem i jeszcze raz omieść, tym razem krótko. To niby standardowa technika, ale niektóre tytonie poprawki nie potrzebują. Za to po rozpaleniu nie gaśnie, pali się równo i długo. A wypala do końca. Na tle konkurencji właściwości palne można uznać za bardzo dobre, bo w efekcie wymagają pracy tylko na początku.

Moc

Średnia. Tytoń ma moc taką, że można się spokojnie napalić średnią fajką, może nawet jest lekko powyżej centrum skali. Nie szczypie w język. Można się nim (z filtrem) zaciągać, nie powoduje kaszlu, ale daje to miłą „ulgę” w płucach, której na przykład aromaty Patersona nie znają. Jeżeli szukacie satysfakcji, to jest spora szansa, że ją tu znajdziecie. Tym bardziej, że pali się długo. Nawet mała fajka może mieć więc sens.

Smak i aromat

I to jest zagwozdka. Na samym początku powiem, że każdy przecież zna „ten” smak, więc nie ma co pisać. Ale ja napisze to, co może niektórym wyda się dziwne. Amphora palona powoli nie smakuje niczym specjalnym, oprócz… tytoniu. Słodkawo, choć nie owocowo, nie śliwkowo, ani rodzynkowo, ani waniliowo. Nie wiem, kto to czuje, ja nie. To tak zwany „prosty tytoń” nie dający żadnych wielkich odczuć i rozumiem, że jeżeli ktoś zaraz potem „zażyje” Timma No Name, to otwierają mu się wrota czasu. Tutaj jest zwykłe palenie. Nie Virginii, ale raczej dobrego, słodkawego papierosa.

Kiedy zechcemy palić szybciej, łapczywiej, poznamy chyba prawdziwe oblicze tytoniu. Staje się lekko gorzkawy, dymny i czysto nikotynowy. Znowu jak papieros. Tym razem mocny, męski, ale nadal z wysokiej półki jak – nie przymierzając – Sobranie. Czasem drapnie, ale to chyba nadal daje satysfakcję.

Room note

Każdy kto palił Amphorę zastanawia się, skąd ten genialny, piękny i niepowtarzalny zapach w pokoju? Ja myślę, że tym nie powinniśmy się zajmować, tylko wziąć dobrodziejstwo inwentarza, jak swoje.

Fajka

Amphora brudzi, ale nie zasmradza.

Konkluzja

30 zł. Dla palacza papierosów jeden z najlepszych wyborów, do tego akceptacja otoczenia – to chyba tajemnica sukcesu Amphory. A że są lepsze tytonie? Są, ale ten swojej cenie na pewno jest jednym z faworytów. I przypomina papierosy, które dla wielu palaczy fajki są, mimo wszystko, miłym wspomnieniem. Albo dopełnieniem.

Tags: , , , , ,

67 Responses to Amphora Full Aroma

  1. TomekKG
    14 stycznia 2013 at 01:15

    Nie zdecydowałem się napisać recenzji ze względu na legendę tego ziela. Jak w opisie. Długo nie mogłem się nadziwić, tytoń sprzedawany praktycznie wszędzie okazuje się niebywale dobry. Dane było mi poczuć te wrzosowiska bagna i rzekę nad którą się bawiłem w młodości. Moc jest idealna, taka jak trzeba nie za mała nie za duża. Klasyk legenda tradycja, historia. Podczas palenia tego specyfiku wróciłem do lat swojej młodości i za to kocham ten tytoń, dał mi więcej niż nie jeden Gawith czy Dunhill. Palenie tego tytoniu to jak powrót do czasów picia w plenerze,”klimat” i wspomnienia.

  2. Alan
    14 stycznia 2013 at 01:50

    Świetna recenzja, podołałeś legendzie. Ale i tak mnie nie przekonałeś ;)

  3. maciej stryjecki
    14 stycznia 2013 at 02:03

    Wcale nie miałem takiego celu. Legenda zyje bez misjonarzy :) To oni sie nia karmią. To po prostu dobry tytoń, w swojej cenie. I będe go bronić, choć sam tez nie musze kupowac, jak mnie stac na 40 zł za koperte/puchę :)
    A jak nie stac, to Amforę pocisnę bez lęku i uprzedzeń!

  4. Tomaszb
    14 stycznia 2013 at 09:36

    Należę do osób darzących Amphorę wielką atencją mającą swój rodowód w bardzo przyjemnych doznaniach, których doświadczałem ponad 20 lat temu. Kiedy w lipcu podjąłem decyzję o powrocie do fajki, natychmiast kupiłem czerwoną kopertę. Jeszcze nie wiedziałem, co się o nim wypisuje w sieci, więc nie ma mowy o sugestii, ale po pierwszej fajce pomyślałem „kurde, ktoś mi sprzedał zepsuty tytoń”. Fajki, które wiele lat przeleżały w pudełku, wydzielały łagodny, arcyprzyjemny aromat, jakieś rodzynki, miód – no, Amphora. Po obecnej Amphorze walą wspomnianymi przez Ciebie papierosami. Należy chyba przyjąć, że w przypadku tego ziela odniesienia do przeszłości są nieuzasadnione, bo to po prostu kompletnie inny tytoń. W każdym razie zakupionej paczki nie dałem rady skończyć, mimo że nie jestem wybredny. Próbowałem dodawać po odrobinie do innych tytoni żeby koperta nie walała się w szufladzie. Wszystko na nic, psuje nawet intensywne w smaku Latakie.

    Dym po prostu śmierdzi. Na przełomie lat 80. i 90. żona prosiła mnie czasem żebym zapalił czerwoną Amphorę żeby poczuć ten przemiły aromat. Teraz tylko się krzywiła i wspominała o papierochach. No właśnie. Gdybym chciał zapalić fajora, to jako duży już chłopiec, mógłbym to zrobić. Ja chcę palić tytoń fajkowy. Papierosy rzuciłem 7 lat temu i nie zamierzam do nich wracać nawet w aspekcie smaku.

    Oczywiście pojawia się kwestia, czy rzeczywiście kiedyś ten tytoń był znacznie lepszy, czy to kwestia sentymentu, wspomnień lat młodzieńczych (zacząłem palić fajkę jako świeżo upieczony student) kiedy to kombinowało się te 60, a później 90 centów na czerwoną, zieloną, niebieską lub brązową kopertę. Sądzę, że raczej to pierwsze. Swoją ocenę opieram na fakcie, że udało mi się drogą korzystnej wymiany za pół paczki Simply Unique wejść w posiadanie niewielkiej ilości 30-letniej Amphory. Inaczej zapamiętałem jej smak, ale jakie to jest pyszne! Jestem przekonany, że dzisiejsza Amphora po 30 latach nie smakowałaby tak pięknie. Może zresztą trzeba by to było sprawdzić…

    Reasumując: mam żal do panów blenderów o zniszczenie legendy. Ten tytoń nadal sprzedaje się znakomicie i to jest dopiero zagwozdka, ponieważ pozostający w tym samym przedziale cenowym Stanwell jest moim zdaniem przynajmniej o klasę lepszy. Co tam Stanwell, jest też znakomita Jedynka Mac Barena!

    Moje narzekania nie zmieniają faktu, że bardzo się cieszę, że i Amphora doczekała się, bardzo zresztą udanej, recenzji. W ogóle należą Ci się brawa za dobrą robotę, którą tu robisz swoimi barwnymi opisami tytoni. A Technicsa kupowałem z fajką nabitą Amphorą w zębach. W dalszym ciągu sprawuje się jak nowy. W odróżnieniu od Czerwonej, nie oddam go nikomu :)

    • Palmrad
      Palmrad
      8 lutego 2013 at 20:09

      Ciekawie napisana recenzja i fajne porównania. Aczkolwiek po przeczytaniu bałem się że to ze mną cosik nie tak. A tu czytam, że moja żona podobnie krzywiąc się reaguje i porównuje zapach dymu tytoniowego do smrodu z papierosów. I fakt, że i ja do tej pory mam nie wypaloną kopertkę a to już parę latek od jej zakupu minęło. Oczywiście odbiór zapachu i smaku tytoniu jest bardzo indywidualny, to jednak i ja stwierdzam, że to nie ta sama „Czerwona Amphora” co te 25 i więcej lat temu (zresztą tak jak większość rzeczy).

      • RobakDE
        14 grudnia 2013 at 13:33

        Myślę, że ten sam gatunek Amphory sprowadzony np. z Niemiec byłby taki sam jak ten kupiony dawno temu w Pewex. Mój znajomy z Londynu nałogowo palący papierosy silky slim (nie pamiętam dokładnie nazwy) zażyczył sobie abym mu kupił takowe w Polsce, bo 2-3 razy tańsze. Oczywiście to nie był ten sam smak i aromat co sprzedawane w Anglii ;-)

  5. Grimar
    Grimar
    14 stycznia 2013 at 11:38

    Czekałam, aż ktoś zrecenzuje ten tytoń, stokrotne dzięki!

    A co do składu mieszanki:
    Na opakowaniu amfory, którą kupiłem około 10 lat temu, a dziś schnącej gdzieś w odmętach innych rupieci ze starego domu, wyczytałem ostatnio skład:
    wirginia, burley i (uwaga) ORIENTALE.

  6. maciej stryjecki
    14 stycznia 2013 at 11:49

    Czyli identycznie, jak w… Marlboro :)

  7. kusznik
    kusznik
    21 stycznia 2013 at 10:55

    Ze wzruszeniem przeczytałem tą recenzję.Tak,tak…taka kiedyś była Amphora! Mieszałem ją z „Najprzedniejszym” w proporcjach „dowolnych” i pokój w akademiku stawał się inny! Ale z przykrością potwierdzam-to już nie ten sam tytoń! Po stokroć nie ten sam! A szkoda…

  8. Czubek
    23 stycznia 2013 at 04:08

    A ja powiem tak… Jestem młody i niby nie miałem okazji palić dawnego tytoniu Amphora. Jednakże dziadek, który kiedyś kurzył, miał zachowaną paczkę Amphory starej czerwonej (zieloną niestety wyrzucił), którą odziedziczyłem razem z kompletem fajek.

    To był mój pierwszy tytoń.
    Po wypaleniu i zachwycie, kupiłem następną paczuchę i… klapa. Absolutnie nie to! Ja wiem – tytoń dojrzewał te kilkanaście/kilkadziesiąt lat. Ale taka różnica w smaku wydaje się wręcz nieprawdopodobna! Jak dla mnie – zmieniła się mieszanka, została marka i legenda, która wielu ludzi przyciąga.

    Jedynie room note mogę uznać za wysoki, bo to jedyny tytoń, który znosi moja matka i nawet wącha z nostalgią, przypominając sobie czasy mego palącego dziadka, a jej ojca.

    Amphory nie kupiłem już daaawno. A kupuję ją tylko w czasach, kiedy wydatek tych 30 zł to i tak dramat (ech, studia!). Z drugiej strony – palę nienałogowo… Dlatego Amphory już dawno nie dotykam i wolę przyoszczędzić na porządny i smaczny tytoń.

    Amphora jest gorzka, ma dziwny posmak. I nie wiem jak Wam, ale mi zostawia fajkę po jednym paleniu tak ubabraną smołą jak po prawie puszce latakii! (koloryzuję, oczywiście, ale smoli niesamowicie)

    Pamiętam, że jak kiedyś jeszcze, będąc naiwnym i sentymentalnym, na Kruczej poprosiłem o Jolly Jokera i Amphorę, pani się wybałuszyła, pytając czy jestem pewien, bo to jest syf i tego już nikt nie pali… Byłem pewien. Nie wypaliłem. Tytoń oddany znajomym skręcającym papierosy ręcznie. Dla nich to był miły, smakowy tytoń… A to już chyba wiele o tym mówi, czyż nie?

    Może dlatego, że jeszcze nie mam ćwiary nawet na karku, nie jestem skażony legendą, choć miałem okazję jej dotknąć.
    I szczerze mogę powiedzieć, że, mimo iż od Amphory zaczynałem i ona mnie wciągnęła w fajkowy świat, to najgorszy tytoń, jaki miałem w mojej fajce.
    Wiem, rzucam się na legendę… Ale naprawdę mi przestała smakować…

    • Czubek
      23 stycznia 2013 at 04:10

      Ech, muszę tylko dodać, sam po sobie, że Jolly został wypalony ze smakiem, a pani na Kruczej chodziło wyłącznie o Amphorę ;)

  9. Julian
    Julian
    23 stycznia 2013 at 12:06

    Skład i prawdopodobnie sposób produkcji mieszanki Amphora Full Aroma niewątpliwie uległ zmianie, i to nie raz. W czasach największej popularności (nie świetności, bo to zawsze mył tytoń masowy, tzw. nowoczesna mieszanka) producentem był Douwe Egberts, potem nastąpiły ze dwie zmiany właściciela. Nastąpiło też okrojenie, praktycznie likwidacja oferty. Większość pamięta, że Amphora ZAWSZE występowała jako Mild, Rich, Regular i Full Aroma (Niebieska, Zielona, Brązowa i Czerwona) plus odmiany pojawiające się na jakiś czas (Black Cavendish, Oriental itd.). Obecnie produkuje się pod brandem Amphora Full Aroma, czasem też podobno dostępna jest Regular, ale pod jakąś zmienioną nazwą. Zapewne linia produkcyjna przestawiana jest na Amphorę ruchem wajchy, gdy akurat skończy się czas przewidziany w grafiku na jakieś lepiszcze pod inną marką. Osobiście wspominam Amphorę jako solidnej jakości tytoń, podobnie jak niektóre mieszanki MacBarena, a dostępna kiedyś Amphora na czarnym kawendiszu była jedyną mieszanką zawierajacą ten rodzaj tytoniu, która mi smakowała. Te czasy niewątpliwie nie powrócą, pozostaje nam cieszyć się aromatyzacją, która pozostała mniej więcej ta sama, i mieć nadzieję, ze liście są przynajmniej znośnej jakości.

    • 3promile
      23 stycznia 2013 at 16:23

      Niestety liście nie są tej samej jakości – w zeszłym roku kupiłem kopertę w chwili nostalgii za peweksowskim tytoniem, peweksowskimi dżinsami „Wildcat” i peweksowską zytnią z kłoskiem; natrafiłem na nieakceptowalną ilość gwoździ, czyli zasuszonych żyłek. W porównaniu z dawną produkcją Douwe Egberts – żenada, porażka, masakra i w ogóle. Tamtą peweksowską mieszałem sobie z Najprzedniejszym nie tyle z powodów ekonomicznych, ile z powodu mocy jej aromatu. Teraz to tylko gwoździe, klej stolarski, olejek do ciast i sztuczny miód.

      • Julian
        Julian
        23 stycznia 2013 at 23:25

        Też miałeś Wildcaty?? To był denim, sztywne jak deska. Ech…

  10. kusznik
    kusznik
    24 stycznia 2013 at 21:05

    A ja ostatnio zostałem obdarowany przez dalszych członków rodziny prezentem w postaci dwóch kopert Amphory i…jednej Albso Cherry! Zesypałem to do jednego słoika,dodałem troche „łyskacza” na waciku i sruuu! Do piwnicy! O wynikach poinformuję Was najbliżej za 6 miesięcy!
    Jakieś prognozy, przewidywania tego śmiałego eksperymentu? ;-)

    • KrzysT
      KrzysT
      24 stycznia 2013 at 21:28

      …szkoda łyskacza.

      • kusznik
        kusznik
        25 stycznia 2013 at 14:31

        A propos mieszania:
        Do podrzędnego pubu gdzieś w Szkocji wchodzi typowy Anglik.Podchodzi do baru pod obstrzałem wrogich spojrzeń i nienagannym, oksfordzkim akcentem prosi barmana o piwo z sokiem!
        Barman z przymrużonymi oczyma cedzi pogardliwie:
        „Sorry…we don`t do THE COCTAILS!!!!!”

    • Julian
      5 września 2013 at 19:40

      Ściany w piwnicy zapaskudzi.

  11. Dragosani
    1 lutego 2013 at 17:53

    Witam,
    mam pytanie odnosnie whisky na waciku w sloiczku z tytoniem – ciekawi mnie to – co to nam da? zmieni aromat tytoniu? ile trzeba trzymac?
    a recka super ;)
    pozdrawiam,
    d.

    • Alan
      1 lutego 2013 at 23:16

      Krótko – szkoda łychy :)

      A dłużej – smak pewnie zmieni, ale po dłuższym czasie, kilku(nastu?) zmianach wacika, a w międzyczasie tytoń będzie pływał od wilgoci. Nie ma co się bawić.

  12. Dragosani
    2 lutego 2013 at 13:54

    dzieki, przyznam ze 1szy raz o tym przeczytalem, znam metode ze kawalkeim jablka w tytoniu coby wilgos podtrzymac.

  13. Wiatrak
    Wiatrak99
    23 lutego 2013 at 22:45

    Sporo napisano w tym wątku o tym tytoniu, a wniosek jest jeden: nie jest Waszym faworytem delikatnie mówiąc.

    Fajkę zacząłem palić od niedawna.
    Ja też kupiłem go jako jeden z pierwszych tytoni. Przez sentyment do młodzieńczych lat kiedy był tylko w Pewex`ie.
    Ale wtedy nie paliłem fajki, dane mi było być w pobliżu palacza kilka razy.
    Od tamtej pory miałem syndrom który opisał autor recenzji. Fajka = Amphora.
    Już mi przeszło, ale i tak aromat bardzo mi odpowiada.
    Wypróbowałem kilka innych smaków, do niektórych nie wrócę, niektóre zagoszczą na dobre.
    Ale Amphorę – mimo że nie będę jej palić za często – zamierzam mieć pod ręką.
    Ma pewną cechę której nie posiada żaden z tytoni jakie miałem okazję palić.
    Tylko Amphora sprawia że dwie godziny po paleniu nadal czuję jej aromat, i to w najlepszym, bo delikatnym wydaniu.
    Po prostu przesiąka tym zapachem zarost na twarzy.
    I bardzo mi to odpowiada.

  14. Krzysztof
    Krzysztof
    19 marca 2013 at 13:52

    Witam, Amphora ? Za to się powinno karać. Uproszona moja żona, w końcu sama kupiła mi tytoń, oczywiście jedyny dostępny w tej zapyziałej Pile, poza łajnem alsbo, czyli legendarną AMPHORę !!! Którą ostatnio paliłem 15 lat temu (okazjonalnie dopiero teraz fajka na poważnie. )
    Otwieram paczkę zamykam oczy, wkaładam w nią swój nie mały nosek, i co ?……… A no dosłownie nic. W jednym byli tylko zgodni, smakowało tak jak wyglądało,oraz tak jak pachniało.

  15. tomimazur
    19 marca 2013 at 20:25

    Witam! Trochę późno, ale dorzucę swoje trzy grosze. Fajkę zacząłem palić na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. i oczywiście – Amphora… Tak, wtedy to była produkcja Douve Egberts. Aromatyczny, sycący tytoń, mokry, ciemny, ale – to był świetny smak, świetna kompozycja, dająca prawdziwy przedsmak fajkowych przyjemności. Otwierało się nową kopertę i znów wkraczało się w to małe fajkowe niebo. Kawa, fajka i godzina dla siebie. Przeważnie czerwona, najbardziej dostępna. Kiedyś udało mi się kupić Amphorę w 200 gramowej (o ile dobrze pamiętam) puszce. Wspomnienie tego tytoniu, jego charakterystycznego aromatu na zawsze będzie dla mnie związane z tamtymi studenckimi czasami. Niestety, potem było już tylko gorzej. I myślę, że najbardziej brakuje tego równego poziomu jakości jakiego można się było być pewnym wcześniej. Dzisiaj Amphora jest jedną z tych rzeczy, które pod starą nazwą podaje coś zupełnie innego. Co jednak każe mi uważniej oglądać taki na przykład Standard Mixture Dunhill’a. Czy to ciągle to samo, co kiedyś?… Tego tak naprawdę się nie dowiem.

  16. dajkow
    4 lipca 2013 at 19:57

    Absolutnie zgadzam się z każdym zdaniem napisanym przez twórcę tej bardzo przydatnej recenzji. Biorąc pod uwagę cęnę, oraz dostępność jest to tytoń więcej niż przyzwoity. Paliłem tytonie o wiele droższe, a dużo od Amphory gorsze.
    Śmiem nawet twierdzić, że w swoim przedziale cenowym nie ma sobie równych.

  17. jarek
    5 września 2013 at 15:00

    Dzieki wielki za recencje, powracam do fajki po jakichs 15 latach;-)

    Ale ja chcialem slow kilka o tym jaka byla Amphora i jaka jest teraz, kupilem osttanio czerwona i czekam na dostawe i troche sie obawiam czy faktycznie smak/aromat jaki pamietam az tak bardzo sie zmienil???
    Ciekawostka, ostatnio widzialem wlasnie puszke Amphora Full Aroma…30 letnia i nie otwierana puszka, wypuszczone pod szyldem Douve Egberts wlasnie i tak sie zastanawiam czy jej n ie kupic i sprobowac zapalic? bedzie sie nadawac? jak myslicie?

    • Tomaszb
      5 września 2013 at 17:27

      Gdyby mnie było stać, starą puszkę Amphory brałbym w ciemno (na przełomie lat 80. i 90. kupowałem w kopertach w Peweksie, nie wiedziałem, że Amphora występowała/występuje w puszkach). Na ile rzeczywiście kiedyś była ona pyszna, a na ile to kwestia sentymentu czy też wspomnień – nie wiem. Wiem jedno: obecna Amphora do palenia nadaje się słabo, a i chomiki narzekają. Mówią, że jednak wolą siano. A ja wcale nie jestem wybredny ani nie głoszę snobistycznych tez typu „co tańsze niż 50 zł, to syf”!

      • jarek
        9 września 2013 at 10:01

        Dzieki za info, niestety nie udalo sie jej kupic, ale bede polowac bo widzialem juz nie raz na ebay takie okazy wlasnie 30 letnie. Obawialem sie tylko ze byc moze niebedzie nadawac sie do palenia z uwagi na czas jaki przelezala w puszcze, ale w takim razie zaryzykuje;-)

        • hanemann
          18 listopada 2016 at 17:29

          Jak szczelna puszka brałbym w ciemno.

  18. golf czarny
    5 września 2013 at 15:37

    Jarku ja zupełnie nie wiem jak mogła smakować Amfora przed rokiem 2000 i czy wiele się zmieniło od tego czasu.
    O ile puszka szczelnie zamknięta to tytoń powinien się nadawać . Gdybym mógł taki nabyc prawdopodobnie sam bym się zdecydował.
    Ja dostałem ten tytoń od kolegi i tylko z ciekawości , spodziewając się zresztą najgorszego zapaliłem. Ku mojemu zaskoczeniu nie było absmaku. Co prawda , nie jest to mieszanka wysokich lotów a raczej najniższej półki ze średnich ale pozostaje palna , w miare komfortowa , raczej nie mocna. Smak ? No cóż lekkie tylko wzbogacenie aromatem powszechnego zastosowania-waniliną a tak tytoń nie wybitny ale też nie podły. Czuć raczej burleya (czyli lekko papierosowo) Moim zdaniem bywają gorsze produkty , których producenci obiecują więcej . A to jest poprostu średniak, któremu daleko do wysokiej klasy ale też nie razi niską jakością .

    • KrzysT
      KrzysT
      5 września 2013 at 17:33

      Napiszę o moim jednostkowym doświadczeniu ze starą Amphorą. Piotr Głęboki na spotkaniu plenerowym częstował taką właśnie trzydziestoletnią puszką. Nabiłem, odpaliłem, po paru minutach wysypałem do popielniczki – rzadko mi się to zdarza.
      Może coś było nie tak z przechowywaniem tej puszki, zanim ją Piotr kupił, może po prostu miałem pecha. Ale smak był po prostu żaden i na dodatek potwornie grzała fajkę (a palę raczej chłodno). W każdym razie nie nie jest to doświadczenie, które chciałbym powtarzać.

      • Lolek
        Lolek
        5 września 2013 at 18:17

        Też paliłem tą Amphorę od Piotra. Smak (aromatyzacja) nie wiem jaka powinna być bo nigdy wcześniej tego tytoniu nie paliłem, ale mi to smakowało. Delikatna Virginia, z lekkim kwaskiem i zapachem czegoś tam, nie pamiętam dokładnie. Fajkę grzała, trzeba było obchodzić się z nią delikatnie, tak jak z 30 letnią Virginią No.1 Mac Barena (kto palił ten wie jak), która poczęstował mnie Alan.

        • Boro
          Boro
          5 września 2013 at 20:15

          A tę Va no. 1 też paliłem. Też od Pawła. Odpalało się toto spojrzeniem. :) odrobina ostrożności i było bardzo przyjemnie.

  19. Jarek
    9 września 2013 at 13:33

    Jako ze jestem aromaciarzem i wracam do fajki juz juz wczesniej wspomnialem, to mam pytanie, a raczej pytan kilka;-)

    Lata dlugie temu upajalem sie Amphora wlasnie, do tego dochodzily jeszcze tyotnie Dunhilla ale juz nie spamietam nazwy. Pierwsze przygody z Dunhillem pamietam…jako nastolatek, jezdzilismy na wies do kolegio gdzie jego rodzice kupili dom, jako ze ojeciec mojego kumpla pracowal w Niemczech (wtedy jeszcz RFN) to mial sporo tytoni w tym domu i tak mu wlasnie podkradalismy te jego aromaty;-)

    Ale wracajac do pytanie jako ze zgubilem sie w mnogosci i wyborze, owszem czytalem rozne recenzje i opinie jednak pomyslalem ze moze WY Koledzy macie sugestie dla mnie w kewstii tytoni? tak aby uniknac rozczarowan-choc pewnie tego nie da sie nigdy uniknac z uwagi na preferencje, osobliwosci zwiazane ze smakiem/aromatem

    Wiec, zakladjaac ze macie przed soba zatwardzialego milosnika Amphory to jakie tytonie mu polecicie? takie na ‚mus’ ktore warto sprobowac lub ktore trzeba miec!

    • Zyrg
      zrg
      9 września 2013 at 14:02

      Możesz spróbować Gawith Hoggarth RED – to niby odpowiednik współczesny Amphory. Mnie nie podszedł, ale dobra baza tytoniowa (aromat mocno krówkowy ale nietrwały – zostaje tytoń.) Jest polska Amphora z Imperial Tobbacco, ale to niestety mnie nie leży (choć room note przypomina tamten). Mixture Scottish MacBarrena. Dunhill to głównie mieszanki angielskie (z wędzonką latakiową). Z aromatów to chyba tylko Royal Yacht, ale opinie są różne (gusta). Jak zależy Ci na dobrej bazie tytoniowej to polecam Samuela Gawitha i Gawitha-Hoggartha. Zwłaszcza aromatyzacje typu scented. To zupełnie inna klasa aromatyzacji niż „duńczyki”. Dla mnie numerem jeden zostaje tam GH Ennerdale choć to specyficzne bardzo, ale dla mnie to aromatyczne wrota raju (myślę, że zawsze z chęcią ktoś się tu zamieni jak Ci nie podejdzie). Z niskiej półki cenowej polecam WO Larsen Simply Unique (taki orzechowo – czekoladowy trochę). Z ciężkich aromatów polecam Black & Bright (aromatyzacja calvadosem i wanilią) mnie bardzo odpowiada choć zdarzają się głosy, że ma mdlący zapach.

      • Jarek
        9 września 2013 at 14:13

        dzieki bardzo za sugestie, zaraz zabieram sie za szukanie w sieci gdzie mozna je online zamowic, co do ciezkich aromatow to ja akurta je lubie i nie ma obawy o odruchy mdlace.
        Mysle tez intensywinie o tytoniach Mac Baren i chyba zamowie kilka na rozeznanie

        • Zyrg
          zrg
          9 września 2013 at 14:28

          McBareny to ostrożnie – poczytaj recenzje. Co do zakupów to proszę Cię… :) Kto tu jest sponsorem tytularnym ;) To jeszcze z ciężkich, które lubię od czasu do czasu to Holger Danske Mango Vanilla, i ostatnio bardzo pozytywnie Captain Black (obie moje recenzje masz na serwisie. Pozdrawiam!

          • Jarek
            9 września 2013 at 16:35

            dzieki raz jeszcze, przeczytalem i zmawiam;-)
            niesmialo tylko zapytam o sponsora….masz na mysli fajkowo.pl mam nadzieje;-)

            • KrzysT
              KrzysT
              9 września 2013 at 17:17

              Odpowiem za zrg: miał na myśli Fajkowo ;)
              Ja bym tylko delikatnie wtrącił, że aromaty w stylu brytyjskim (czyli znaczna część tego, co am w ofercie SG i GH) są specyficzne i nie każdy je trawi. Dlatego sugerowałbym zakupienie również jakiegoś bardziej „regularnego” aromatu z ich oferty, czyli w wypadku GH np. Ultimum, American Delight, DVC Chocolate, Black Cherry, Cherry & Vanilla czy wspomnianego Gawith Reda, najlepiej niezależnie od Ennerdale (który IMHO jest dobrym wyborem na początek). Szok będzie mniejszy ;)
              Swoją drogą: nieustająco czekamy, aż jakiś kompetentny aromaciarz nam je wyczerpująco zrecenzuje ;)

              • Jarek
                10 września 2013 at 11:03

                dzieki, sprobuje wszystkie na 100%

        • Julian
          10 września 2013 at 10:33

          Co do MacBarena „na rozeznanie”, proponuję zamówić paczkę „Scottish Mixture” (nie: modern, nie danish). Ten tytoń jest niezłej jakości, lekko aromatyzowany, i daje dobry pogląd na temat tego, jak MacBaren smakuje ogólnie, tj. duńskim kawendiszem. Jeśli się spodoba, można w miarę bezpiecznie szukać (zależnie od upodobań) w kierunku bardziej aromatyzowanych, lub przeciwnie, mniej. Osobiście odradzałbym tylko serię 7 Seas, którą uważam za wypadek przy pracy.

          • Jarek
            10 września 2013 at 11:08

            obiecalem sobie ze pomimo recenzji bede pytac jednak o opinie, dostalem dzis moja paczke (fajkowo.pl) jednym z tytoni ktore zamowilem jest Dunhlill Standard Mixture Mellow….i nie palilem go, tylko wachalem w puszce, i nie wiem czy odwaze sie go zapalic- ‚pachnie’ mi on jak nici konopne do uszczelniania! przepraszam za porownanie ale nie znalazlem innego.
            Tak wiec pojde za dora rada i zamowie MacBarena „Scottish Mixture’ na poczatek;-)

            • Zyrg
              zrg
              10 września 2013 at 11:53

              Zapal, zapal. Ogień zabija ten ser… ;) Tylko fajka osobna!

              • Jarek
                10 września 2013 at 11:57

                ha ha wtakim razie bedzie musial poczekac, musze najpierw kupic jakas fajke bo z tych co mam to nie poswiece zadnej;-)
                A swoja droga licytuje wlasnie to cudo i mam nadzieje ze cena nie przerosnie moich mozliwosci bo juz mi sie snilto cudo wrzoscowe ;-)
                http://www.ebay.ie/itm/221279753121?ssPageName=STRK:MEBIDX:IT&_trksid=p3984.m1431.l2649

              • yopas
                10 września 2013 at 12:31

                Hehe… no nie liczyłbym że nie wzrośnie. Niestety.
                (I nie dlatego, że zamierzam podbijać czy coś).
                Moretti

            • golf czarny
              10 września 2013 at 12:56

              Powiadasz: nici KONOPNE. Trzeba spróbować. Dunhill to nuda ;)

  20. Julian
    10 września 2013 at 10:57

    Robi sie ciekawie: Amphora Black Cavendish Special Reserve oraz Rich Aroma. Czyżby wielki powrót?
    http://www.imparato.it/shop/index.php?target=categories&category_id=149

    • Jarek
      10 września 2013 at 11:14

      Dzieki za newsa Julian! teraz wiec czekamy kiedy beda na fajkowo.pl!

      Natomiast ja dzis dostalem moja przesylke (jak juz wyzej wspominalem) z drzacymi rekami rozpakowalem wszystko i pierwszym tytoniem ktory nabilem do fajki byla oczywiscie Amphora….powiem tak, wielkie rozczarowanie! to nie ta Amphora ktora pamietam sprzed more/less 15-20 lat! rzeklbym pozbawiona tego cudownego aromatu i magii ktora wydobywala sie z fajki.

      pozdrawiam wszystkich Fajczarzy;-)

  21. kusznik
    kusznik
    25 grudnia 2013 at 09:00

    …pod choinką czerwona koperta od dawno nie widzianego siostrzeńca. „Bo pamietam, że palisz fajkę,Wujku!”.Wyściskałem,ucałowałem,zapewniłem o szczęściu („Super,dawno jej nie paliłem!”-to akurat prawda) i oczywiście natychmiast zapaliłem (dla uhonorowania Darczyńcy).
    Nie wiem…może to magia Świat, ale…nie jest aż tak źle, jak mogłoby się wydawać! Może Amphora zacznie powracać do dawnego poziomu? Paliłem megaspokojnie i jakby coś z dawnych wspomnień błąkało się po podniebieniu i pomieszczeniu…Może jeszcze będzie pięknie?
    WESOłYCH ŚWIĄT!!!

  22. Mikael Candlekeep
    Candlekeep
    3 lutego 2014 at 12:02

    Kłaniam się wszystkim nisko. To mój pierwszy wpis na f.n.p, a że niemal każdy przygodę z fajką zaczynał od Amphory ;-), to i ja swoją obecność tutaj zacznę od tego właśnie wątku. Dzień dobry zatem.
    Z tego, co czytam, dla wielu z tu obecnych zapach Amphory to jedno ze wspomnień dzieciństwa, gdy fajkę pykał ojciec/wuj/dziadek. Nie inaczej było u mnie. Fajka od zawsze była dla mnie tożsama z zapachem Amphory. I podobnie, jak wielu innych początkujących – gdy dorosłem do fajkowania (czyli ledwie parę miesięcy temu), pierwszy zakup tytoniowy to była właśnie Amphora. Podobnie również odczułem potężne rozczarowanie, że dzisiejsza Amphora to już nie to, co drzewiej. Nie wiem – na co zwrócił już wyżej uwagę Tomaszb – na ile jest to faktyczna zmiana jakościowa, a na ile podsycone sentymentem wspomnienie, ale faktem jest, że we współczesnej Amphorze wyczuwam ślad, cień ledwie TAMTEGO tytoniu i tamtej magii.
    Podejrzewam, że kolejny etap mojego fajkowania (czyli ten, który obecnie przechodzę) również jest identyczny z tym, który wielu z Was, Szanowni Fajczarze, przeszło. Mianowicie poszukuję tytoniu, który w możliwie NAJWIĘKSZYM stopniu przypomina zapach tej klasycznej Amphory.
    Moje dotychczasowe poszukiwania „w ciemno” nie przyniosły rezultatów, dlatego postanowiłem poszukać pomocy tutaj. Kilka razy padła w różnych miejscach sugestia, że GH Red stanowić ma niejako kontynuację tradycji amphorowych, ale… No właśnie równie często, jak wspomnienia tego tytoniu, pojawiają się też głosy sceptyczne, że to jednak wcale nie to.
    A zatem jeszcze raz: czy istnieje współcześnie inny tytoń, który zbliża się swoim aromatem do dawnej Amphory i co może stanowić jej zamiennik? Nie chodzi mi tu o odwieczne pytanie „Jaki tytoń dla żółtodzioba?” – bo takich dyskusji jest tu wiele i nie śmiałbym pytać po raz kolejny. Ale czy jest szansa znaleźć dziś tytoń, który przywodzi na myśl to tajemnicze coś, co pamiętamy z dawnych lat jako „legendarną Amphorę dziadka”?

  23. Mikael Candlekeep
    Mikael Candlekeep
    4 kwietnia 2014 at 12:55

    Nie ustając w poszukiwaniach wspomnień i tej na poły już mitycznej „amforowości”, jednocześnie z nadzieją, że można ją jeszcze gdzieniegdzie poczuć, zakupiłem Amphorę w Austrii. Wierzyłem, że może to tylko polska jej odmiana jest tak bezbarwna, że może to, co oferują trafiki na Zachodzie Europy będzie bogatsze, pełniejsze, lepsze.
    I co? I totalna klapa. Austriacka odmiana okazała się jeszcze gorsza, jeszcze bardziej „papierosiana”, jeszcze bardziej bezbarwna od polskiej. O kondensacie nawet nie ma co wspominać, bo mniej więcej od połowy fajki w kominie bulgotało, jak w butach po deszczu :(
    Wynika więc, że Amphora wciąż pikuje i nic nie zapowiada wielkiego powrotu, o którym parę postów wyżej (i ponad pół roku temu) pisał Julian. Szkoda.
    Pytanie o tytoń zbliżony do Amphory (i do jej dawnej magii) nadal pozostaje więc aktualne :(

  24. Anna
    6 czerwca 2014 at 10:49

    Co robi kobieta na fajkowym Forum… ;)

    Szukałam właśnie nazwy ulubionego zapachu – jednego z dwóch zapachów ulubionych w czasach PRL-u.
    Pamiętałam nazwę Old Spice, a zapach tytoniu uleciał z pamięci. No i jest, znalazła – internet jest wielki! ;) – czytam i smutno trochę…

    O wodzie Old Spice przeczytałam przed chwilą, że zapach został zmodyfikowany, nie jest już tak „ostry” – a kiedy był?! – no i że zmieniono grafikę na opakowaniu, nie ma już wspaniałej fregaty, tylko mały okręcik..

    A teraz w komentarzach Panów czytam, że cudowny zapach tytoniu Amphora, za którym zawsze miałam ochotę pobiec na ulicy, żeby dłużej się nim upajać ;) również został zepsuty.

    Szkoda, wielka szkoda, że głupota ludzka psuje wszystko, co było absolutnie wystarczająco dobre i nie wymagało poprawiania…
    „Lepsze jest wrogiem dobrego” – jak zawsze.

  25. golf czarny
    6 czerwca 2014 at 11:45

    „Co robi kobieta na fajkowym Forum…”

    Pięknie ,że jest :)

    Otóz Anno percepcja nostalgiczna ma to do siebę ,że idealizuje jakieś dawne, niezbyt wyrażnie nawet zapamietane wrażenia. Niewątpliwie dawny Pewex, tudzież Baltona oraz inne kramy na halach były matecznikiem silnych bodżców. Niemniej teraz Amphora nie pachnie dla otoczenia żle , a inne lepsze tytonie , których jest teraz bardzo wiele, pochną jeszcze lepiej.

    • Anna
      10 czerwca 2014 at 11:41

      ;)
      Dziękuję, to miłe :)

      A co do nostalgii… no cóż, nieraz czytałam o tym, jak to działa, że inaczej pamiętamy coś, co nam się na różne sposoby dobrze kojarzy (tu: młodość, zdrowie, spokojne, słodkie życie w tym „złym” PRL-u) ale ja w to nie wierzę! :p
      Jestem pewna, że moja pamięć i percepcja nie idealizują, że tak naprawdę było. ;)
      Jestem tego tak samo pewna, jak każdy, kto opisuje piękne wspomnienia, czy też zapachy i smaki dzieciństwa i młodości. ;)

      • Mikael Candlekeep
        Mikael Candlekeep
        10 czerwca 2014 at 12:56

        „Jestem pewna, że moja pamięć i percepcja nie idealizują, że tak naprawdę było. ;)
        Jestem tego tak samo pewna, jak każdy, kto opisuje piękne wspomnienia, czy też zapachy i smaki dzieciństwa i młodości. ;)”
        I bardzo słusznie! :) Wierzę w to samo. A to może dlatego, że jeszcze rok – dwa lata temu Amphora miała w sobie ślad tego zapachu, który nas urzekał w dzieciństwie. Dziś już niemal go nie czuć – zatem moim zdaniem to jednak nie jest kwestia „kolorowych” wspomnień, tylko sukcesywnego „upadku” marki. Nawet, jeśli był to od zawsze tytoń masowy, to i tak się wyróżniał. Teraz już nie.
        Ale wierzę, że jeszcze kiedyś, gdzieś, uda się poczuć ten cudowny zapach, o czym świadczą m.in. moje wpisy powyżej ;)

  26. ajt
    18 lipca 2014 at 21:06

    Amphorę paliłem dobre 3 lata temu jako drugi tytoń po Białym domu. Nie odnotowałem wówczas nic szczególnego na jej temat, może dlatego że były to początki palenia i smaków jeszcze nie rozróżniałem. Ochota by wrócić do tej klasyki pojawiła się nie wiadomo skąd. I szybko ją zaspokoiłem, w końcu nie trzeba w tym celu jechać do dużego miasta ani robić przelewów, wystarczy spacerek do kiosku przy dworcu.

    No i stwierdzam że bardzo mi to ziele smakuje. Czuć tytoń, aromat także, ale delikatny i utrzymujący się do końca. Spalanie eleganckie, bez litrów soku no i room note. Osobiście uważam że są lepiej pachnące tytonie, ale skoro nawet siostra powiedziała że ładnie pachnie, to musi coś w tym być.

  27. Mikael Candlekeep
    Mikael Candlekeep
    9 września 2014 at 13:12

    Moich poszukiwań ducha dawnej Amphory ciąg dalszy. Bawiąc w słonecznej Italii również wypatrywałem oczy i nos, żeby porównać ją z Amphorą dostępną u nas. I co? Otóż w każdej trafice można znaleźć Amphorę. Ale nie jedną, ale CZTERY! A więc to, o czym wspomniał Julian równo rok temu, to nie mit, ale prawda. Amphora zielona, brązowa i czarna rzeczywiście istnieją, i można je kupić! :-)
    Póki co zakosztowałem jedynie czarnej, pozostałe jeszcze czekają nieotwarte. A czarna (nosząca pełną nazwę Black Cavendish Special Reserve) to tytoń dokładnie taki, jakiego można spodziewać się po nazwie. Jest to klasyczny aromat, o przyjemnym zapachu okołoorzechowym, niewielkiej mocy, i typowym „aromatowym” smaku (czyli coś tam jest, ale próżno szukać głębi). Brak tu niestety jakichkolwiek podobieństw do Full Aroma (zwłaszcza tej dawnej), ale nie jest to zły tytoń. Typowy średniak o miłym wpływie na otoczenie.
    W miarę otwierania kolejnych kopert będę meldował o wrażeniach :-)

  28. student '87
    22 września 2014 at 13:48

    w połowie lat ’90 balując po dyskotekach warszawskich dla wygody palenia nie zabierałem fajki, lecz tytoń Amphora skręcałem w bibułki papierosowe i takie grube niby cygara popalałem w lokalach. pamiętam sytuacje jak około północy gdy zabawa rozgrzana była w najlepsze i powietrze w dyskotece było przesiąknięte kurzem, pyłem, potem i dymami dyskotekowymi – gdy ja odpalałem ówcześniejszy tytoń amphora zawinięty w bibułki papierosowe – to ludzie z kilku stolików dalej podchodzili i prosili bym udostępnił tajemnicę co ja palę i bym poczęstował – taki aromat był w ówczesnej amphorze i działał na odległość kilku metrów!!! :)… a dzisiaj? SIKI WERONIKI! jak nos wsadzę do koperty z tytoniem – to pachnie wanilią, lecz gdy wyłożę i palę w fajce to nikt z otoczenia łącznie ze mną nie czuje innego zapachu niż jak ze zwykłego PAPIEROSA i to nie aromatyzowanego, tylko takiego zwykłego prostackiego – żeby nie powiedzieć bez filtra! żenada. i żal.

  29. student '87
    22 września 2014 at 14:11

    ps.
    wiem, że (dzisiaj) nie można oczekiwać cudów od tytoniu za 35 pln, ale jeżeli ktoś ma wiedzę gdzie można kupić (z Niemiec, Angli, itp.) tytoń Amphora (z zajebistym aromatem) to bym chętnie zapłacił ponad 100 pln – byleby Amphora pachniała tak bym nie tylko ja był usatysfakcjonowany, ale by na ulicy mijani ludzie byli zafascynowani tym zapachem ;) pomóżcie i podajcie kontakt – gdzie można ten tytoń o takiej finezji kupić :))

    • Kien2
      22 września 2014 at 17:20

      O ile mi wiadomo, takiej Amphory już nie ma, a jedynym znanym mi tytoniem wywołującym pośród okolicznej gawiedzi reakcje podobne do opisanych przez Ciebie powyżej jest Danish Black Vanilla firmy Planta. Amphorę paliłem ostatnio jakieś 3 lata temu, DBV rok z okładem. W moim odczuciu ten drugi tytoń jest o niebo smaczniejszy i lepszej jakości. Ale ponieważ wielbicielem aromatów nie jestem i palę je jedynie okazjonalnie (to znaczy gdy ktoś mi je podaruje), więc moją opinię proszę traktować jako li tylko sugestię dyletanta… :)

    • Mikael Candlekeep
      Mikael Candlekeep
      23 września 2014 at 09:54

      Studencie’87, na wersję „angielską” za bardzo bym nie liczył. Miałem okazję zakosztować Amphory z tamtego rynku jakieś pół roku temu – niestety, jeszcze mniej w niej dawnej Amphory, niż w tej dostępnej w Polsce :-(
      A jeśli wersja „niemiecka” ma choć trochę wspólnego z „austriacką”, o której pisałem parę wpisów wyżej – to nie obiecuj sobie za wiele. Przeznacz te 100 zł na coś innego.

  30. maciej stryjecki
    23 września 2014 at 00:44

    Gdzie się lokuje rocznik 2009? :)

  31. frm
    23 września 2014 at 22:33

    Jestem z pokolenia które miało jeszcze szansę załapać się na Amphorę z pewexu albo z gdańskiej ( gdyńskiej ? ) hali targowej . Problemy ze smakiem ,jakością tytoniu zaczęły się zaraz po upadku pewexów kiedy do trafik trafił tytoń robiony specjalnie na polski rynek – z polskimi napisami . Ta sprawa była poruszana na łamach Kalumetu ( ktoś pamięta to pismo ? ). Nie wiem , nie pamiętam czy ta ,,polska ” A. smakowała tak jak dzisiejsza ale różnica do pewexsowskiej była bardzo wyraźna . Mimo to tytoń był dość wysoko na ,,liście przebojów ” kalumetu . Nawiasem mówiąc na samym jej szczycie przez jakiś czas był też Alsbo … ktoś z kolegów głosował ? :)
    Co by nie mówić o dzisiejszej Amphorze to jest to , niestety , zupełnie inny tytoń . Ale …co jakiś czas go kupuję . Powiem więcej, to jeden z niewielu aromatów które w ogóle palę . I zgodzę się z recenzją kolegi Macieja – nie jest aż tak źle . Zresztą prima aprylisowa akcja recenzja moim zdaniem to udowodniała .

    • Zyrg
      Zyrg
      27 września 2014 at 23:19

      Jako uczestnik rzeczonej akcji (i posiadacz niemalże nienaruszonego słoika omawianego specyfiku) powiem krótko: dobrze też nie jest. Za te 35 PLN można naprawdę lepiej trafić…

      • frm
        17 października 2014 at 16:53

        Cóż , to już nie tylko sprawa obiektywnej oceny ale też gustu . Osobiście znam jeden tytoń w podobnej cenie nadający się do palenia – V No1 od Mac B . Dobry ale ubogi nikotynowo .

  32. Mikael Candlekeep
    Mikael Candlekeep
    27 września 2014 at 20:43

    To, co napisał frm o zmianie jakościowej Amphory ćwierć wieku temu jest chyba całkiem mocnym argumentem na poparcie tezy, że urok tamtego aromatu nie jest li tylko efektem nostalgii i wspomnień czaru.
    Tymczasem ja otworzyłem Amphorę Full Aroma zakupioną we Włoszech. Liczyłem, że skoro na tamtejszym rynku dostępne są aż cztery rodzaje Amphory, to marka ta cieszy się jakimiś szczególnymi względami i że czerwona będzie przypominała tę dawną nieco bardziej, niż dostępna u nas. Niestety, nic z tych rzeczy. Znów rozczarowanie. Zapach z koperty bliższy jest zapachowi kauczuku i naprawdę nijak nie przypomina tego, co chciałoby się znaleźć w tym tytoniu.
    Wrzuciłem do słoika, skropiłem Metaxą (a co mi tam – zobaczymy, co to da), zakręciłem szczelnie i niech czeka na lepsze czasy. Albo gorsze…

  33. Rafalgdansk87
    4 kwietnia 2018 at 02:54

    Spróbowałem ostatnio słynnej Amphory i przyznam, że się rozczarowałem. Sugerując się ‚kultowością’ tej mieszanki liczyłem na jakiś obłędny i pełen niuansów bogaty aromat, tymczasem nic spektakularnego nie odnotowałem. Autor recenzji dobrze trafił z tym porównaniem do trochę lepszego papierosa. Niby jakiś tam aromat jest, ale trudny do zdefiniowania i niespecjalnie ujmujący. Nazwa ‚full aroma’ wprowadza tutaj w błąd, więcej aromatu i słodyczy ma w sobie jak dla mnie czysta Virginia no.1 od Mac Barena. Pewnie, że można na siłę doszukiwać się jakichś nut smakowych, ale jak dla mnie nie rzecz w tym by tytoń analizować, tylko aby palić i czerpać przyjemność. Tutaj można odnieść wrażenie jakby poszczególne składniki mieszanki nie współgrały ze sobą, zabijały się nawzajem tworząc dość nijaką kompozycję. Mam odczucie że właśnie ta ‚nijakość’ jest kluczem popularności Amphory. Ot taki tytoń dla ludu. Raczej nie zagości on u mnie na stałe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*