O „dyrektywie tytoniowej” słów kilka

10 maja 2013
By

Nie palę papierosów ponad pół roku (zastąpiłem naturalne świństwo chemicznym świństwem czyli glikolem), z ciekawością śledzę prawo europejskie, no i (last but not least) zostałem recenzentem w jubileuszowej akcji. Co łączy te trzy rzeczy? Jak to w życiu, nic specjalnego, ale jednak ta kumulacja skłania mnie do pisania tych słów, choć bez wątpienia warunkiem sine qua non jest akcja-recenzja. O jak mi się miło zrobiło na samą myśl, że będę mógł (choć, mając na uwadze ekstraordynaryjne kary przewidziane przez Organizatora może należałoby powiedzieć musiał) spróbować czegoś nowego, ale nade wszystko tajemniczego! Ponadto naprawdę przyjemnie dostać coś za nic – moja aktywność na portalu sprowadziła się bowiem do dwóch lub trzech komentarzy. Tak więc wdzięczność za nowe tytoniowe doświadczenie prowadzi mnie do napisania tych kilku zdań na temat, który jak wierzę jest większości bywalców forum znany (wyimaginowany narrator wstawia tu teraz długą pauzę, potrzebną na zaparzenie herbaty i nabicie fajki).

Wracając do rzeczy… jeden z większych w Unii Europejskiej skandali ostatnich lat dotyczył dymisji Komisarza Johna Dalli. Powodem był donos, jaki na maltańczyka złożyła firma Swedish Match. Komisarz miał żądać od firmy łapówki w zamian za liberalizację zapisów regulujących kwestię handlu snusem w przygotowywanej przezeń dyrektywie tytoniowej. Sprawą zajął się OLAF (Office Européen de Lutte Antifraude – Europejski Urząd do Spraw Zwalczania Nadużyć Finansowych) i w konsekwencji José Manuel Barosso „zachęcił” komisarza do podania się do dymisji. Sprawa, ochrzczona już mianem Dalligate, z początkiem kwietnia tego roku zaczęła przemieniać się w OlAFgate. Opublikowano informacje, wedle których główny świadek w sprawie wyimaginował sobie spotkanie, na którym miała paść, od współpracownika Dalli’geo, propozycja łapówki w wysokości 60 mln euro (sic!). Pojawiły się informacje, że OLAF stosował nielegalne podsłuchy. Die Presse pisze: „W zasadzie jego praca nie powinna budzić żadnych wątpliwości. […] Ale od czasu wymuszonej dymisji europejskiego komisarza ds. zdrowia, Johna Dallego w październiku ubiegłego roku, do której OLAF walnie się przyczynił, narasta wrażenie, że stosuje się tam podejrzane metody pracy”. Coraz powszechniejszymi stają się głosy, że cała afera wymierzona jest w rzeczywistości we wspomnianą wyżej dyrektywę tytoniową. O znaczeniu dyrektywy niech  świadczy fakt, że jak pisze Lida Geringer de Odenberg, w Brukseli działa ok. 100 pełnoetatowych lobbystów tytoniowych, dysponujących budżetem ok. 5,5 mln euro rocznie. Ta suma może szokować, lecz pamiętajmy, że reprezentują oni przemysł o rocznym zysku rzędu 350 mld euro (dla porównania: to tyle co łączny zysk Micsosoft’u, Coca-Coli i McDonalds’a).

Dyrektywa wprowadza szereg ograniczeń dla rynku tytoniowego., z których najistotniejsze dotyczą jak sądzę papierosów oraz papierosów elektronicznych. Do najważniejszych zmiana należą:

  • ograniczenie w dymie papierosowym substancji smolistych do 10 mg w przeliczeniu na jednego papierosa, i analogicznie nikotyny do 1 mg, a tlenku węgla do 10 mg (art. 3)
  • zakaz stosowania wyrobów tytoniowych o aromacie charakterystycznym („aromat charakterystyczny oznacza wyraźny aromat lub smak inny niż aromat lub smak tytoniu, wynikający z zastosowania dodatku lub kombinacji dodatków, w tym aromat lub smak owoców, przypraw, ziół, alkoholu, słodyczy, mentolu lub wanilii, odczuwany  przed  użyciem  wyrobu  tytoniowego  zgodnie  z  przeznaczeniem  lub podczas jego używania – art. 1)  oraz  zakaz  stosowania  środków  aromatyzujących  w komponentach  wyrobów  tytoniowych,  takich  jak  filtry etc. (art. 6)
  • informacja o zawartości substancji rakotwórczy (nie smolistych) w tytoniu do palenia (art. 8)
  • nowe regulacje dotyczące wymiarów ostrzeżeń zdrowotnych (ar. 9),
  • zakaz sprzedaży papierosów o średnicy poniżej 7,5 mm
  • uzależnienie wprowadzenia do obrotu e-papierosów (i innych produktów zawierających nikotynę) od uzyskania zezwolenia.

Zestawienie nie obejmuje oczywiście wszystkich proponowanych regulacji. Moim zdaniem, najistotniejsze związane są oczywiście z papierosami klasycznymi, w tym dla poleskich producentów tytoniu  ale przede wszystkim z papierosami elektronicznymi (czy szerzej: ze wszystkimi środkami, które pomóc mają „rzucić” palenie a więc tabletkami, plastrami, gumami etc.). Spotkałem się z danymi, że w Polsce ponad 300 tys. osób zaczęło palić e-papierosy. The Economist z 30.III. 2013 podaje, w Stanach Zjednoczonych wartość rynku e-papierosów w roku 2012 wynosiła od 300 do 500 milionów dolarów. To niewiele w porównaniu z rynkiem „analogów”, którego wartość szacuję się na ponad 80 miliardów dolarów. Jednakże wartość sprzedaży podwoiła się w stosunku do roku 2011 i podwoi się znowu w roku 2013. Mówi się wręcz o tym, że wartość rynku papierosów elektronicznych w ciągu dekady będzie większa od wartości rynku papierosów klasycznych.

Nota bene 8 maja miało miejsce spotkanie robocze dotyczące papierosów elektronicznych, na którym przedstawiciel WHO stwierdził, że w próbkach elektronicznych papierosów stwierdzono glikol (każdy, kto miał styczność z e-paleniem wie, ze wartość tego stwierdzenia jest mniej więcej równa stwierdzeniu następującemu: w próbce tytoniu fajkowego stwierdzono obecność tytoniu).

No i na koniec, jak rzecz się ma z tytoniem fajkowym (definiowanym w dyrektywie jako „tytoń spożywany w drodze procesu spalania, przeznaczony wyłącznie do użycia w fajce” art. 1)? Czy to koniec aromatów a może wręcz tytoni fajkowych? Wydaje się że nie bowiem tytoń fajkowy, cygara, cygaretki mogą być zwolnione z  niektórych  przepisów, takich  jak  zakaz  wyrobów  o  aromacie charakterystycznym, m.in. dlatego, że „są używane przede wszystkim przez starszych palaczy”… Nawet zakładając, że dyrektywa w proponowanym kształcie, wejdzie w życie trudno wyrokować jak wpłynie na kształt rynku tytoniowego, a w szczególności na e-papieros i środki podobne (biorąc pod uwagę pomysły naszych reprezentantów politycznych palacze e-papierosów mogą wpaść z deszczu pod rynnę – jeśli produkty te zakwalifikowane zostaną jako medyczne). A co do fajki: myślę, że problemem mogą być zmiany w sprzedaży na odległość. No ale zobaczymy. Byle nie wprowadzono obowiązkowych oznaczeń na wekach, pojemnikach etc. które to, gdy znajdą się w rękach pomysłowego fajczarze, stają się nieocenione jako miejsca, gdzie leżakują czekając na swój czas, tytonie…

Palę sobie Dunhill Flake i zastanawiam się, czy wyczuwam w nim „aromat charakterystyczny”…

Tags: ,

12 Responses to O „dyrektywie tytoniowej” słów kilka

  1. KrzysT
    KrzysT
    10 maja 2013 at 20:24

    Zgodnie z obietnicą opublikowałem (po poprawieniu paru drobiazgów).

    IMHO fajny debiut, a sama tematyka bardzo na czasie. Nawet, jeśli ktoś starannie ignoruje otaczającą go rzeczywistość legislacyjną usiłując zachować zdrowie psychiczne ;) myślę, że warto wiedzieć. Zresztą, co by nie mówić, wiedzieć ZAWSZE warto.

    …no i strasznie mnie cieszy, że udział w akcji recenzja okazał się tym, czym miał w zamyśle być, czyli tym ostatnim ziarenkiem, które przeważyło szalę i skłoniło Autora do pisania i publikacji.

    Edycja: Ja we flakach Dunhilla czuję ino czystą Va ;)

  2. pigpen
    pigpen
    10 maja 2013 at 21:23

    Bąku Złośniku gratuluję udanego debiutu. Ciekawych rzecz (dla laika jak ja w kwestiach legislacyjnych) można się dowiedzieć. Przyjemnie się czytało, tym bardziej, że na Twoim komputerze … No to poczęstuj tym Dunhillem Flakiem, sprawdzę „charakterystyczną aromatyzację” ;)

  3. Julian
    10 maja 2013 at 22:02

    Mnie w tym interesie zastanowiła jedna rzecz: otóż dyrektywa stworzyła nową kategorię wiekową. Dotąd wyroby tytoniowe sprzedawano dorosłym, natomiast nie sprzedawano nieletnim. Teraz się okazuje, że są jeszcze jacyś „starsi”, którzy na drodze chwilowej łaski KE zostaną wyłączeni spod najgłupszych regulacji.

    • Obzon
      Obzon
      10 maja 2013 at 23:05

      Może ta komisja uważa, że fajczarze to już wymierający gatunek i nie ma sensu sobie nimi głowy zawracać. Niedługo umrze ostatni fajczarz :)

  4. 3promile
    12 maja 2013 at 10:46

    Dyrektywa dyrektywą, ale palacze to znacząca pozycja w krajowym budżecie:
    „Planowane na obecny rok wpływy z akcyzy papierosowej to 18,8 mld zł. Wraz z VAT-em miało być nawet 23 mld zł – około 9 proc. wpływów całego budżetu”

    • MM
      bak_zlosnik
      12 maja 2013 at 12:36

      To prawda. Przy czym planowane na rok 2013 wpływy nie zostaną osiągnięte. O ile pamiętam mogą być mniejsze nawet o ok. 15%. Sądzę, ale jest to opinia laika, że winą są nadmierne obciążenia podatkowe. Pamiętam, że gdy 10 lat temu chodziłem do pubu, obserwowałem bardzo rzadko młodych ludzi skręcających własne papierosy. Dziś, chodź po pubach chodzę właściwie tylko z naszym kółeczkiem fajczarzy, własne robienie papierosów preferuję ponad 50 procent młodych ludzi (to jak wspomniałem mierne dane statystyczne bo bazują jedynie na wizycie w jednym pubie raz na tydzień może dwa). Ponadto papierosy ukraińskie etc.

      Najbardziej złości mnie przy tym polityka państwa oraz organizacji walczących z tytoniem. Nie jestem neofitą, który zostawiwszy analogi walczy z nimi na wszystkich możliwych frontach. Ale naprawdę uważam, że e-papierosy, są realną alternatywą dla palaczu. A jeśli okaże się, że e-palenie nie powoduje tak drastycznych w skutkach konsekwencji to sądzę też, że i budżet, z którego idą krocie na leczenie nikotynistów, zaoszczędzi sporo. No ale w perspektywie kilku, kilkunastu lat. Niestety w umysłach polityków to, co za kilkanaście lat znajduje się już za horyzontem zdarzeń.

      • 3promile
        12 maja 2013 at 17:24

        Niestety masz rację. Krzywa Laffera jest bezlitosna. Skoro taki stary komuch jak Miller potrafił to swego czasu pojąć,obniżając akcyzę na trunki, to dlaczego nie pojmuje tego oświecony liberał Tusk? Zastanawiające…

      • Dexter
        13 maja 2013 at 16:21

        Ty chyba wychodzisz z błędnego założenia, że dla państwa celem jest zdrowie obywateli. Otóż jeśli teraz, nagle 50% palaczy „przerzuci się” na e-palenie (zakładam, że jest mniej szkodliwe) lub rzuci palenie to państwo na tym straci. Nie da się na kosztach leczenia palaczy zaoszczędzić tyle ile się zarabia na akcyzie. Kolejna rzecz, że palacze zwyczajnie żyją krócej na czym państwo też oszczędza.

        Teorii spiskowych snuć nie mam zamiaru, zwolennikiem wizji katastroficznych nie jestem aleśli już, to po prostu dowalą akcyzę nie na wyroby tytoniowe, jak jest teraz ale na „wyroby nikotynowe”.

        • KrzysT
          KrzysT
          13 maja 2013 at 18:34

          Ja bym prosił o zaprzestanie wrzucania tu takich uproszczeń jak powyżej – albo o co najmniej poparcie tego jakimś linkiem do badań/symulacji na poparcie śmiałych tez o tanio (bo wcześniej) umierających palaczach.

          • Dexter
            13 maja 2013 at 21:17

            Racja, przepraszam, zawsze podać źródło należy.

            Martin J. Jarvis, D. Sc., Epidemiology of Cigarette Smoking and Cessation, The Journal of Clinical Psychology, Volume 18, 2003

            Pozdrawiam.

        • MM
          bak_zlosnik
          13 maja 2013 at 21:48

          „Nie da się na kosztach leczenia palaczy zaoszczędzić tyle ile się zarabia na akcyzie”

          Nie jestem do końca przekonany. Bo planowane wpływy z akcyzy=18 mld zł. Państwa UE na leczenie chorób wywołanych paleniem wydają rocznie ponad 100 mld zł. A to koszty leczenia. Do tego renty etc. Zdaję sobie sprawę, że to tylko zabawa z liczbami i straty budżetu państwa, przynajmniej w perspektywie kilkunastu lat, byłyby większe niż zyski.

          A na marginesie: niestety państwo nie kieruje się zdrowiem obywateli – gdyby było inaczej nie uwzględniało by na przykład głosów przeciwników GMO, plecących bzdury etc.

          A humorystycznie: akcyza na wyroby nikotynowe musiałaby objąć i ziemniaka, zwanego również kartoflem, bo i on, o ile mnie pamięć nie myli, nikotynę zawiera:)

  5. maciej stryjecki
    13 maja 2013 at 07:20

    Doskonały tekst, gratulacje.
    Czasem mam wrażenie, że rządzący nie mogą być aż tak głupi. Bo facet, który zaszedł tak wysoko, ewentualnie zarobił pierwszy milion, raczej nie jest idiotą. Jeżeli tak jest, to jeszcze gorzej, bo oznacza to, że ktoś świadomie, z premedytacją działa na szkode narodu/państwa.
    Nie spodziewam sie, niestety, niczego dobrego. Każda podobna inicjatywa przypomina macanie, sprawdzanie, ile ludzie sa w stanie jeszcze znieść. A potem następują kolejne obroty kluczem, śruba dokręca się i dokręca. Byc może też tak jest, że to my czegoś nie wiemy. Na przykład, że załamanie obecnego systemu monetarnego/finansowego jest kwestia niedługiego czasu. A więc można pożyczac, wydawać, wyrzucać pieniądze w błoto, bo zaraz i tak ktoś wyzeruje liczniki i wszystko zacznie sie od nowa.
    Jak by nie było, raczej nalezy sie spodziewać dalszej, radosnej twórczości przeciw ludziom i logice. Machina politycznej poprawności raz puszczona w ruch zatrzyma sie dopiero, kiedy ktos wrzuci w tryby sabota. Najlepiej więc kupować na zapas, napełniac słoiki, hermetyzować puszki i zapełniać szafkę. Oby tylko nie przyszedł czas, kiedy trzeba będzie to palić w piwnicy, we własnym domu, nasłuchując, czy ktoś nie idzie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*