Wrzosiec nie tylko na fajki

23 października 2010
Autor:

Wrzosiec z racji swoich właściwości jest używany do produkcji fajek. Usłojenie tego drewna jest sprawą uboczną, chociaż niektóre rodzaje usłojenia podbijają cenę fajek do niebotycznych pułapów. Wiemy, że jest niesamowicie twardy, że zawiera krzemionkę, tak pożądaną w fajczarstwie. Dobry fajkarz potrafi z kawałka tego drewna stworzyć prawdziwe dzieło sztuki.

A co może zrobić z wrzośca, poza fajką, artysta plastyk. Czy w ogóle są jakieś przedmioty z wrzośca oprócz akcesoriów około fajkowych?

Jacek „Jalens”wydał mi rozkaz :) znalezienia takowych. Przerzuciłem kilkaset stron. Nie ma tego dużo. Zastanawia fakt, że zastosowano go, jako dodatek, do najbardziej ekskluzywnych przedmiotów np. takich

Przybory do golenia

Domyślałem się, że znajdę w necie różnego rodzaju pudełka i znalazłem. Były nawet „pudełka muzyczne”, czyli pozytywki.

Pozytywka

Jacek wspominał o szachach, są, przede wszystkim szachownice,  ale ta cena…

Szachy

Nawet Indianie mają swoje fajki i siekierki z wrzośca.

Indiańska

A jak Indianie, to i kowboje, a jakże – okładki do Colta.

Okładaki do kolta

Również w świecie noży spotkać można takie z okładkami z tego drewna.

Noże

Dla kogoś wrażliwego i łasego na intarsje też coś jest.

Intarsje

Ale największe zaskoczenie dla mnie to zegarek marki Tissot. „W 1980 roku pojawia się na rynku Wood watch (drewniany zegarek), którego koperta została wyrzeźbiona z wrzośca Korsykańskiego, używanego do produkcji fajek.

Tissot

Wędkarze też znajdą swoje wrzoścowe szczęście…

Fishing briar

A taki tekst spokojnie można było napisać wrzoścowym wiecznym piórem…

Pióro

Tak patrząc po cenach, myślę, że wrzosiec jest równy cenie złota, a czasem droższy. Choć, być może, jak w fajkach, wszystko zależy od firmy, która wyrób sygnowała…

Zaszufladkowany w kategorii Kultura i fajka w dniu 23 października 2010 , 10:10

42 komentarzy do “ Wrzosiec nie tylko na fajki ”

  1. jalens dnia 23 października 2010 o godzinie 10:31

    Dziękuję Markowi, jak mówi stopka, członkowi fajkanetowego Zespołu.

  2. sat666sat
    sat666sat dnia 23 października 2010 o godzinie 11:42

    Ciekawy artykuł muszę przyznać. Szczerze mówiąc nie myślałem nigdy głębiej do czego można by użyć jeszcze wrzośca. Teraz nie pozostaje nic tylko przeglądać dziadkowe strychy.

  3. Rheged
    Rheged dnia 23 października 2010 o godzinie 12:41

    Te wrzoścowe szachy są cudowne. Chciałbym je mieć!

    • Pendrive dnia 23 października 2010 o godzinie 13:06

      Ja też, chociaż nie gram w szachy ;)
      Okładki do broni z wrzośca… Operacje AT nabrały by klasy.

  4. JSG mobilnie dnia 23 października 2010 o godzinie 12:51

    Jest taka wersja jeppa xj Breir choc uzyty fornir raczej nie jest wrzoscowy.
    Gdybym kiedys zdecydowal sie na odpicowanie e27- np 635csi wymienil bym dwie rzeczy- wlozyl m60 (3 lub 4l v8) i okladziny wewnatrz z brzozy na wrzosiec.
    A nieco mniej abstrakcyjnie szukal bym obok intarsji podobnego zastosowania co czeczoty.

  5. Alan
    Alan dnia 23 października 2010 o godzinie 13:45

    W sumie dla mnie zaskoczeniem jest tu tylko zegarek, który jest skończenie piękny.

    Mnie zawsze najbardziej ciekawiły akustyczne cechy wrzośca, tj. jak by się sprawował jako surowiec na instrument muzyczny. Niestety chyba się w praktyce nie przekonam, gdyż znaleźć wrzoścowy korzeń o wystarczającej wielkości, by zrobić z niego np. gitarę z litych płatów drewna…ale przy takiej harmonijce już byłoby to chyba możliwe.

    • jalens dnia 23 października 2010 o godzinie 13:56

      Bywają wstawki wrzoścowe przy instrumentach – raczej starego typu: lutniach, violach da gamba, mandolinach… W gitarach widziałem wstawki raczej tylko jako „ochraniacze przed kostką”.

      • Alan
        Alan dnia 23 października 2010 o godzinie 14:00

        Wstawki żadnej różnicy nie czynią (chyba że kołeczki podtrzymujące struny, wtedy jakaś minimalna jest), ale estetycznie to mogłoby nieźle wyglądać – już wyobraziłem sobie wrzoścowe główki kluczy w moim pudle, ach…

  6. Wojtek Pastuch
    keilwerth dnia 23 października 2010 o godzinie 14:03

    Ta pozytywka to chyba raczej jakiś orzech, bo na wrzosiec to mi nie wygląda… A Tissot brzydki jak cholera, lata 80 chyba nie były najlepszym okresem w designie użytkowym:P
    Te okładki do Colta są piękne:) Fajny pomysł na współczesną wersję fajek w kształcie pistoletu, robionych na początku wieku z gutaperki.
    Piękne pióra z wrzośca robi firma Nakaya- to ręcznie robione pióra, które tradycyjne wykonywane są w technice urushi, ale jest też właśnie wersja wrzoścowa.
    Kiedyś czytałem, że Trever Talbert miał w planach szachownicę z wrzośca i morty, ale chwilowo zaniechał pomysłu, bo cena musiałaby być bardzo wysoka i taki przedmiot mógłby nie znaleźć nabywcy.
    Poza fajkarzami chyba bardzo niewiele firm używa wrzośca, bo tak naprawdę to bardzo niewdzięczny materiał, szczególnie na większe przedmioty. Ciężko dostać tak z miejsca odpowiednie kawałki, a firmie niezwiązanej normalnie z tym materiałem raczej nie opłaca się kupować odpowiedniej ilości, żeby móc przebierać w klockach, tak jak to ma miejsce w przypadku fajek. Stąd też wysoka cena niefajkowych przedmiotów z wrzośca.

    • JSG mobilnie dnia 23 października 2010 o godzinie 14:18

      Na telefonie sie nie przyjze zdjeciu ale z takimi pawimi oczkami to czeczot (czy czeczota- nigdy nie pamietam)
      Na takim niewielki przedmiocie moga byc nawet jednolite fragmenty forniru- z meblarstwa znamy raczej roznorodne lustrzane odbicia i inne kompozycje, ale w galanterii mozna spotkac i takie cuda.

    • jalens dnia 23 października 2010 o godzinie 14:59

      Pozytywka została sprzedana jako „Vintage Large Briar Wood Music Box Playing Lara’s Theme” za 1400 baksów.
      [rubylane.com]

  7. marek milczek
    marek milczek dnia 23 października 2010 o godzinie 17:58

    Jakiś rok temu na TVN Turbo, czy Discovery oglądałem program o Rols Roysach. Jakiś szejk zażyczył sobie obicia wrzoścem wnętrza. Zapamiętałem to, bo po wszystkim ich wyśmiał. Pocięli to drewno jak leci. I dopiero jakiś fajkarz im pomógł i wyciągnął z wrzośca jego blask. Szukałem tego w necie, ale nie znalazłem.

  8. Bemoll dnia 23 października 2010 o godzinie 18:54

    kupiłem ostatnio brzytwę firmy Dovo 5/8 oprawioną w impregrnoway wrzosiec. Mówię Wam cudo:)

    • jalens dnia 23 października 2010 o godzinie 19:22

      Palić fajkę, golić się brzytwą, fotografować Leicą… ech, życie jak w życie.

      • Bemoll dnia 23 października 2010 o godzinie 20:59

        …tak palić fajkę, golić się brzytwą ale fotografowac hasselbladem :) Jakoś lubię wadratowe zdjęcia:)

        b

        • jalens dnia 23 października 2010 o godzinie 21:37

          Może być, może być nawet porządny Sinar :)

          • JSG
            JSG dnia 23 października 2010 o godzinie 23:25

            Ja tam wolę tytoń palić niż fajkę, golić się nie zamierzam, sinar… wolę linhof technika IV…
            Co do Hasselblada- od jakiegoś czasu nie jest już kwadratowy więc nie do końca się liczy.. z drugiej strony wyobraźcie sobie że kilka tygodni temu mój ojciec zdjął z allegro 150mm w wyśmienitym stanie do hasselblada- oczywiście do V, za… uwaga: 750 zł.
            Świat schodzi na psy… pamiętam jak ten obiektyw kosztowal grubo ponad 3000zł w opłakanym stanie, że nie wspomnę o nowym- a to było raptem przed wczoraj przecież…

      • marek milczek
        marek milczek dnia 24 października 2010 o godzinie 00:28

        No toś mi pojechał ze wspomnieniami. Jakieś trzydzieści lat z okładem dostałem od ojca brzytwę Solongena w drewnianej oprawie. Po dziadku, Razem z pasem. Nauczył mnie golić się tą brzytwą i do dzisiaj ją mam i używam. Ale pamiętam, jako kilkulatek, chwaliłem się ją i wycinaliśmy nią łódki z kory, a suwmiarka ojca – 25-cio cm robiła za karabin w walkach partyzantów z Niemcami. Oj napsułem ja krwi Ojczulkowi. A kamerę, taką ruską, na sprężynę, ustawioną na pojedyncze ujęcia, sprzedałem jakiemuś facetowi, jako aparat fotograficzny super hiper, japonska technika za skrzynkę piwa „Słupskiego portera”. Się działo….

  9. Wojtek Pastuch
    keilwerth dnia 24 października 2010 o godzinie 01:16

    Oj brzytwa to też piękny przedmiot… Przymierzam się, ale to też cała sztuka i niemało kosztuje razem z całym oprzyrządowaniem.

    • marek milczek
      marek milczek dnia 24 października 2010 o godzinie 02:01

      A już miałem iść spać.
      Wojtek, brzytwa to coś jak fajka. Jutro napiszę coś więcej.
      Dzisiaj palę ostatnią fajeczkę i idę lulu
      marek

      • jazz59 dnia 24 października 2010 o godzinie 11:39

        Odziedziczyłem po Dziadku dwie angielskie brzytwy.Jedna oprawna w kość słoniową , druga w heban…goliłem się nimi przez blisko 30 lat…
        Niestety ,dwa lata temu udar…i już się nimi nie golę , bo mi się łapa trzęsie.
        Schowane głęboko , czekają ,aż mój Syn skończy 20 lat…
        To jeszcze półtora roku…
        Pozdrawiam
        Krzysztof

  10. maciej_faja dnia 25 października 2010 o godzinie 20:26

    Oto jak można zmarnować bulwę :)
    [s191064515.onlinehome.fr]

    • jalens dnia 25 października 2010 o godzinie 20:33

      Swoją drogą, sporo można się z tych „dzieł” dowiedzieć o wrzoścu i jego, hm, „skartofleniu”.

    • miro dnia 25 października 2010 o godzinie 22:18

      … to jest zbrodnia….. lagodnie rzecz ujmujac
      m.

  11. marek milczek
    marek milczek dnia 25 października 2010 o godzinie 22:19

    Jedyne co mi przychodzi do głowy, to ile z tego możnaby zrobić fajek.
    Bo sztuką to nazwać trudno. Ale z drugiej strony, gdzie jest napisane, że wrzosiec – to fajki.

    • jalens dnia 26 października 2010 o godzinie 01:05

      Widzisz możliwość wycięcia jakiejś fajki z tak sparciałych bulw? Ja nie bardzo.

      • marek milczek
        marek milczek dnia 26 października 2010 o godzinie 13:25

        Taaa, przyjrzałem się bliżej, rzeczywiście. W pierwszej chwili myślałem, że gościu pociął dobra bulwy. I to był impuls.
        A nawet gdyby pociął, to co?

        • jalens dnia 26 października 2010 o godzinie 14:23

          To nic, kupił i se porzeźbił :) Dokładnie!

  12. JSG
    JSG dnia 2 grudnia 2010 o godzinie 21:37

    Jakiś czas temu pewna sieciówka jubilerska wpadła na pomysł ułatwienia życia panom poszukującym prezentu. Zaproponowała genialne w swej prostocie rozwiązanie- branzoletkę systemową. Zakupujemy naszej pani łańcuszek na rękę czy też kostkę i na każdą kolejną okazję kupujemy kolejne przywieszki- czyż to nie proste? Zabawa na lata, szczególnie że wraz z wiekiem wymagania rosną i z emaliowanych piesków kurek ipapryczek przechodzimmy do stebrnych kłudeczek aparacików samochodzikow i piesków, byw wreszcie wydać nawet 700zł na złote serduszko z najprawdziwszym diamencikiem- wielkości kryształka cukru na balka flake ale w końcu diamenciekiem.

    Zatem pani mojego serca, gdzie indziej zwana moją drugą zdecydowanie lepszą i niezaprzeczalnie ładniejszą połówką, zbiera takie właśnie paskudztwa- biorąc pod uwagę że ojciec jej koleżanki jest właścieilem jednaj z sieciówek która jako pierwsz się zdaje wprowadziła to jakiś czas temu do oferty, posiada znaczącą kolekcję. Z okazji 11 rocznicy, postanowiłem jej jednak zanabyć coś oryginalnego, skończyło się na tym że zaprojektowałem i wykonałem srebrą jedenastkę, gdzie mniejsza jedynka wchodzi na głowę większe itp… ale nie o tym. Poszukiwałem dość długo takiego serduszka jakie wydaje mi się że do takiego zestawu było by najodpowiedniejsze- nie znalazłem nic co by w jakiś sposób spełniało moje oczekiwania, co tu dużo gadać kicz sam w temacie serduszek z napisem love na środku… to ja za przeproszeniam dziękuję. Dziś mnie coś natchnęło podczas wykonywania kolejnego nikomu nie potrzebnego kołeczka- tym razem jesionowego, po bejcowaniu wygładzałem go kawałkiem wrzośca- bo twadry jest nie da się zaprzeczyć. Coś mnie tknęło przytknąłem ów wrzoścowy odpadek do szlifierki by po chwili uzyskać deszczółkę miniaturkę około 2,5 na 10 na 20mm, następnię chwyciłem ołówek nakreśliłem pękate serduszko, wkręcilem delikwenta w imadło i częściowo orzezałem włosówką w koło zostawiając, jedną ”nogę”, później nudna i mozlona praca iglakiem, aż mnie dopadły zakwasy w zaciskach dłoni, a paznokcie wyglądają jak by ktoś piłą tarczową robił manikjura… Efekt jest… hmmm zawsze miałem problem z opracowywaniem małych form plastycznych, ale kiedy porównuje z cyzylerką na firmowych produktach- wcale nie czuję się gorszy:
    [skitch.com]
    Przepraszam za jakość zdjęcia, sprzęt wywiozlem do studia, a tu potrzebne jest skrajne makro bo w najszerszym miejscu serducho nie ma centymetra.

    • je2bnik dnia 2 grudnia 2010 o godzinie 22:21

      Moja trzynastoletnia siostra mówi, że „słitaśne” i że brakuje napisu „love” na środku…

    • KrzysT
      KrzysT dnia 2 grudnia 2010 o godzinie 23:11

      Jak obraz radiologiczny w III okresie chorobowym przy zwężeniu zastawki dwudzielnej… znaczy ma powiększony prawy przedsionek :>

      • JSG dnia 3 grudnia 2010 o godzinie 07:04

        Sie Krzysiu czepiasz symetrii a ona nie jest najwazniejsza, od kad potrafie olpwek dzierzyc w dloni takie mi wychodza nierowne.

        • KrzysT
          KrzysT dnia 3 grudnia 2010 o godzinie 08:38

          Przecież żartuję. Zresztą, in the immortal words of wuj Józef „Symetria jest estetyką głupców” ;)

          • jalens dnia 3 grudnia 2010 o godzinie 09:10

            No i człowiek jest totalnie asymetryczny. Co jest do udowodnienia na przykładzie Mona Lisy wujka Leonarda oraz każdej sekcji zwłok.

    • je2bnik dnia 2 grudnia 2010 o godzinie 23:46

      A tak poważnie , to co to jest „włosówka” i „iglak”?… I ja też preferuję własnoręcznie zrobione prezenty… :)

      • jalens dnia 3 grudnia 2010 o godzinie 00:16

        Piłka włosowa i pilnik igłowy :D

        • jazz59 dnia 3 grudnia 2010 o godzinie 08:09

          Laubzega i szpilorek… :)

    • marek milczek
      marek milczek dnia 3 grudnia 2010 o godzinie 16:15

      coś mi się omskło.
      Swoją drogą, znajomy chirurg strasznie się zżyma na te walentynkowo-prezentowe wizerunki serca. Twierdzi, że to symbol dupy, a nie serca. Coś w tym jest…Wzięło to się chyba z obrazów Świętych Jezusów, gdzie serce jest właśnie w kształcie dupy. Moja ex jeszcze za daaaawnych czasów, gdy jej kupiłem serduszko z bursztynu, powiedziała, że dupy nosić nie będzie. hi hi hi

      • JSG
        JSG dnia 4 grudnia 2010 o godzinie 08:18

        A czy znajomy chirurg nie mial podstaw antropologii na swoim uniwersytecie? W gruncie rzeczy w milosci, przecierz chodzi o dupe- o przekazazanie puli genetycznej.
        Pomijajac juz fakt ze symbol ten nie wzial sie z nikad. Ale o tym moze nie komorkowow

  13. marek milczek
    marek milczek dnia 4 grudnia 2010 o godzinie 16:49

    u dziewczyny, wiadomo, nie chodzi o to jakie ma nogi, ale jakie między nimi serce bije :)

  14. JSG
    JSG dnia 1 grudnia 2011 o godzinie 20:20
    • oskar dnia 2 grudnia 2011 o godzinie 18:43

      Jeśli kolczyk to tylko Prince Albert ;-)

Skomentuj ten artykuł

*