Pęknięta fajka

3 lipca 2010
By

Tak to już jest, że fajki pękają. Pękają z różnych powodów. Czasem drewno za bardzo napęczniało i wkładając czop ustnika trochę na siłę, sami takie pęknięcie powodujemy, czasem fajka złośliwie wyjdzie nam z kieszeni koszuli na spacer i z dużą dość energią spotka się z koleżanką podłogą, czasem fajka, która długo leży, po prostu się rozeschnie, czasem usiądziemy na fajce majtającej się w kieszeni płaszcza, czasem na kolana wskoczy nam druga zdecydowanie lepsza i ładniejsza połówka czy pociecha… powodów można by wypisywać ilości nieskończone –  tak zaczerpniętych z praktyki jak i tych hipotetycznych.

Fajka pęka zwykle na końcu szyjki, popularnie (i błędnie) nazywanej cybuchem, choć zdarzają się również pęknięcia w okolicach rimu. Zgodnie z tradycją napraw fajkarskich, należy na taką fajkę nałożyć metalowy pierścień. Materiał na pierścień może być różny, należy ocenić wartość fajki, tak tą użytkową, jak i kolekcjonerską. Pamiętajmy, że często przedmioty żyją dłużej niż my, nie możemy przewidzieć, czy kiedyś nasza fajka nie stanie się obiektem muzealnym, więc należy zadbać o projekt obrączki. Metale, które najczęściej znajdują zastosowanie, to złoto, srebro, nowe srebro (brąz wysokoniklowy, alpaka) brąz i miedź. Wynika to po części z jubilerskiego charakteru takiej naprawy, po części z łatwości obróbki i dostępności tych materiałów. Wybór materiału uzależniony jest od charakteru fajki, którą naprawiamy. Innego materiału użyjemy do ciemno wykończonej fajki piaskowanej czy ryflowanej, a innego do niebejcowanej fajki z jasnego wrzośca. Wykończenie fajki ma również wpływ na ostateczne wykończenie pierścienia, na które jest naprawdę wiele sposobów.

Po pierwsze, należy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy wykonana operacja ma być (zgodnie z głównym prawidłem towarzyszącym konserwacji dzieł sztuki czy rzemiosła) w pełni odwracalna. Tu pojawia się pewien techniczny problem – wszelkie pęknięcia należy zabezpieczyć, by nie pogłębiały się one w przyszłości. Podstawową, stosowaną we wszystkich rzemiosłach metodą jest nawiercenie końca pęknięcia. Okrągły kształt otworu zapobiega przenoszeniu energii dalej, dlatego jest to metoda najskuteczniejsza. Nie wykonując nawiertu, podejmujemy bardzo duże ryzyko, że nasza fajka będzie pękać dalej.

Otwór należy wykonać jak najmniejszy, warto zaopatrzyć się w wiertło poniżej 1mm, specjalne wiertła o pogrubionym mocowaniu dostępne są w sklepach dla jubilerów w cenie ok 5 zł. Do tego typu zabezpieczeń wystarczy wiertło 0,6-0,8mm. Wyżej wspomniana konserwatorska zasada determinuje nam również to czy wpuścimy pierścień w drewno czy założymy go jedynie powierzchownie. Decydując się na pierścień wpuszczany, charakter fajki zmieniamy nieodwracalnie.

W fajce bardzo ważne są sygnatury, nie mają one wpływu na smak fajki, ale są nieodłącznym elementem jej charakteru, dlatego podczas naprawy należy za wszelką cenę starać się je zachować. Nie zawsze jest to możliwe, ale jeśli jest choć cień szansy, warto tak wykonać naprawę, by nie pozbawić fajki tego elementu. Każdy przypadek jest inny, dlatego zawsze należy uważnie rozpatrzyć wszystkie za i przeciw przed rozpoczęciem prac.

Tak się złożyło, że niedawno pękła mi jedna z moich najciekawszych fajek: Kriswill Bernadotte 12. Fajkę tę kupiłem już kilka lat temu na ebay, jako student historii sztuki zafascynowany dziejami wzornictwa. Jak zapewne niektórzy wiedzą – syn króla szwedzkiego Gustawa VI, Sigvard Bernadotte, był świetnym designerem, pracował między innymi dla Georga Jensena projektując srebra, znany jest również z projektów przedmiotów codziennego użytku wykonanych z tworzyw sztucznych.

Postanowiłem tę fajkę naprawić. Kształt i wielkość pierścienia determinują niestety bardzo głębokie pęknięcia na dwóch ściankach fajki, w tym na tej z sygnaturami. Początkowo wybór materiału padł na czyste srebro, jednak po dłuższym zastanowieniu pierścień wykonałem z nowego srebra – wpływ na to miał fakt, że nie jestem biegły w lutowaniu metali kolorowych i szkoda było mi trochę pieniędzy na srebro, poza tym na blaszkę srebrną musiałbym czekać powrotu z urlopu znajomego jubilera, a alpakę miałem pod ręką.

Kolejnym problemem do rozważenia było, czy zagłębiać pierścień w drewno tak, by zlicować go z powierzchnią fajki, czy nałożyć na wierzch. Tu chęć odsłonięcia sygnatury w specjalnym oknie i jej kiepski stan, wskazujący na to, że może ona nie przetrwać nakładania zbyt mocno spasowanego pierścienia oraz fakt, że blaszka jaką dysponuję, to tylko 0,25 mm, a do tego jeszcze szyjka fajki jest  wycinkiem ostrosłupa o trójkątnej podstawie o zaoblonych kantach – spowodowały, że zdecydowałem się na nieskrawanie drewna tak, by powstały wgłębienia na metal.

Drugi przykład, jakim się posłużę, to fajka wiśniowa mojej własnej produkcji, gdzie pierścień będzie prostym owalem zlicowanym z drewnem. Za ostatni przykład posłuży kołeczek- a w zasadzie nieudana fajka, która stanie się kołeczkiem warsztatowym, na którym pokażę jak omijać sygnatury, jeśli wykonanie pierścienia nie wymaga tak drastycznych środków jak w przypadku Kriswilla.

Przygotowanie fajki do nałożenia zlicowanego pierścienia wymaga poddania jej obróbce skrawaniem. Przede wszystkim musimy dokładnie wyznaczyć granicę do której będziemy pracować – najlepiej spisują się tu suwmiarki wyposażone w specjalny rylec, ale jeśli nie mamy takiej, możemy użyć np. mocno zaciśniętego cyrkla (tak by się nam nie rozjechał przy pracy).

Za pomocą rylca wyznaczamy granicę pracy. Jeśli konieczne jest ominięcie sygnatury, musimy to oznaczyć ręcznie lub przygotować sobie szablon (na ilustracji z wiertłem widać wyznaczoną suwmiarką granicę na drewnie).

Następnym krokiem jest obróbka drewna. Możemy do tego zastosować różne narzędzia. W amatorskim warsztacie świetnie spisują się ostrza noży technicznych (takie odłamywane) – doskonale nadają się do cyklinowania wszelkich powierzchni. W rzemiośle popularnym narzędziem jest tak zwany szaber –  specjalne ostrze służące do skrawania. (zdjęcie z Popeyem w tle pokazuje sposób użycia szabra)

Potrzebne nam będą również pilniki iglaki, raczej grubsze.

Przygotowujemy zatem drewno, spokojnie, nigdzie się nie śpiesząc, jeśli jest taka potrzeba, dając często wytchnienie palcom – pomyłka grozi koniecznością przesunięcia granicy pracy, co często wiąże się ze zbyt dużą zmianą charakteru fajki.

Kiedy przygotujemy już drewno, mamy dwa wyjścia: pierwsze to zaopatrzenie się w konieczne narzędzia – palnik, lut, lutówkę, kwas, odpowiedni metal. Ja miałem tyle szczęścia, że mój brat jest absolwentem Liceum Rzemiosł Artystycznych, dlatego mam wszystkie niezbędne narzędzia. Jeśli jednak ich nie mamy, zawsze możemy udać się do jubilera, który wykona nam profesjonalnie taką obrączkę za relatywnie niewielkie pieniądze. Przy fajkach o mniejszej wartości, takiej jedynie użytkowej i o okrągłym przekroju, możemy dopasować odpowiedniej średnicy pierścień z istniejących materiałów. Poszukiwania zacząłbym w sklepach z metalami kolorowymi, a zakończył na sklepach z częściami do alternatorów i rozruszników (do starszych typów tulejki są z brązu). Można też udać się do ślusarza, który za naprawdę niewielkie pieniądze wytoczy nam potrzebną tulejkę np. z miedzi. Podkreślam jednak, że na takie prymitywne rozwiązanie nie należy decydować się w fajkach o większej wartości i nikomu nie polecam tego rozwiązania do fajek innych niż gruszki Bróga.

Przykład zastosowania tulejki rozrusznika

Materiał, którym się posługuję, to kawałek szerokiej na 100 mm i grubej na 0,25 mm taśmy z nowego srebra, kupiony dawno dawno temu w sklepie z metalami kolorowymi; koszt kilka złotych. Mierzę suwmiarką potrzebną mi szerokość i mniej więcej długość paska metalu, którego użyję i wycinam nożycami do blachy.

W przypadku dużego pierścienia na pierwszą fajkę, szerokość musi znacznie przekraczać tą rzeczywiście potrzebną – w końcowej fazie tarczą do cięcia na dremelu lub włosówką zetnę końcówki tak, by stanowiły kąt prosty z szyjką fajki.

W związku z tym, że taśma jest hartowana, muszę ją wygrzać i nie chłodzić w wodzie, tylko pozwolić ostygnąć – to przywróci jej plastyczność.

Korzystając z siły palców, owijam blaszkę wokół szyjki fajki. Przy prostym pierścieniu zaznaczam jedynie długość blaszki, musi być przycięta na styk. W przypadku, kiedy odsłaniamy sygnatury, najpierw zaznaczyć trzeba miejsce, które nie było opracowane podczas przygotowania drewna i w tym miejscu wyciąć blaszkę.Można to zrobić na wiele sposobów – pilnikiem, nożycami do blachy, kamieniem lub tarczą do cięcia na dremelu. Kiedy mamy już nasze oczko, mierzymy długość blaszki.

Przypadek pierwszy jest bardziej skomplikowany, bo blaszki będą stykały się pod specyficznym kątem. Ja owinąłem całość drutem, po zdjęciu z fajki zapunktowałem lutem i opracowałem tarczą do cięcia na dremelu, po czym zlutowałem, lekko ściskając w imadle.

Oba prostsze przypadki po prostu lutujemy. Pokrywamy powierzchnie lutówką, nagrzewamy palnikiem, przykładamy lut (który szybko rozpływa się po szczelinie) i wrzucamy do kwasu. Kamieniem na dremelu wyrównujemy środek i przymierzamy pierścienie.

Pierścień na Kriswillu najpierw wymagał przycięcia końcówki z szerszej strony. Pierścień musi być tak spasowany, by nie wymagał klejenia. Dlatego nie może być pod żadnym pozorem zbyt luźny, drewno to materiał pracujący. Jeśli jest zbyt ciasny, możemy trochę dopracować drewno – oczywiście jeśli nie spowoduje nam to tego, że po szlifowaniu pierścień będzie poniżej linii drewna. Jeśli jest za luźny, przecinamy lut, poprawiamy obwód i lutujemy raz jeszcze.

W pierścieniu pierwszym (Kriswill) jest trochę więcej pracy, wymaga on jeszcze przycięcia od strony ustnika i wycięcia okienka na sygnaturę.

Do wszystkiego używamy suwmiarki lub cyrkla. Najpierw dokładnie zdejmując miarę z fajki, a potem przenosząc ją na nasz pierścień. Wycinam kamieniem na mikroszlifierce. Ostatnim etapem przygotowania pierścienia jest szlif i wykończenie. Jeśli powierzchnia pierścienia ma mieć fakturę, musimy w większości przypadków wykonać ją przed lutowaniem, na płasko, za pomocą noży grawerskich i puncyn. W moim przypadku grubość blaszki spowodowała, że szlif na błysk byłby ryzykowny, mógłbym miejscowo przetrzeć blaszkę, więc lepszą opcją jest np. potraktowanie blaszki papierem ściernym na kółku na mikroszlifierce, nadając ciekawą fakturę ładnie pasującą do rysunku wrzośca. Oczywiście pozostawienie chropowatej powierzchni wiąże się z ryzykiem zbierania się brudu w zakamarkach, dlatego można powierzchnię wypolerować później mosiężną szczotką i na końcu pastą polerską.

Zdjęcia i artykuł powstawały niezależnie, dlatego treść ilustracji niekiedy odbiega od treści artykułu.

Może to zabrzmi trochę moralizatorsko, ale jako absolwentowi technikum wpojono mi zasadę- zawsze przestrzegaj zasad BHP. Pamiętajcie o tym wchodząc do warsztatu, wyjmowanie opiłków metalu z oka przez chirurga, czy stracenie węchu od oparów kwasu na kilka tygodni  nie jest niczym przyjemnym, zapewniam.

Podkreślam, że nie jestem specjalistą w tej dziedzinie, wszystko to są zabiegi amatorskie, nie mające charakteru pracy rzemieślniczej. W wielu sprawach mogę się mylić, dlatego opisuję jedynie swoje doświadczenia i prezentuję efekty własnej pracy, podkreślając ich indywidualny charakter. Mam kilka fajek, naprawionych przez profesjonalistę i kiedy pojawi się poważniejszy problem, nie podejmę się samodzielnej naprawy. Nikomu też takiej nie polecam. Jeśli jednak ktoś ma zdolności i możliwości, dzieląc moje słowa przez 5 i uzupełniając wiedzą z profesjonalnych źródeł może wyciągnąć jakieś wnioski z tego tekstu.

Tags: , , , ,

38 Responses to Pęknięta fajka

  1. 3 lipca 2010 at 21:36

    Ja to bym chętnie po prostu dorobił sobie pierścienie do co niektórych swoich paskudek. Mam też jedną z pękniętą szyjką z logiem Tillbury, a więc zapewne nie zostanie obiektem muzealnym i mógłbym pozwolić sobie na dowolną dowolność. Tylko znów trzeba było by latać po sklepach, nawet wydać te kilka złoty.
    W każdym razie, zachęciłeś mnie – na razie do „myślenia w tym temacie”. Dzięki za znakomite korepetycje.

  2. JSG
    JSG
    3 lipca 2010 at 22:19

    Kurcze, tekst wisiał w szkicach, bo jeszcze nad nim miałem pracować. Dziś wykonałem szereg ilustracji pokazujących to o czym mowa w tekście, bez zdjęć może on się wydać bez sensu… No cóż, zdjęcia wrzucę na stronę: http://skitch.com/jsgolowacz/ trochę będzie to nie wygodne ale może się udać. A może wypuszczę pdf w ostatecznej wersji i podeślę do Ciebie i z pozycji administratora poustawiasz zdjęcia w odpowiednich miejscach?

  3. 3 lipca 2010 at 22:31

    Jasne, że zdjęcia dodam wg wskazówek, możesz je zresztą także pododawać sam. Tekst zastałem na stronie :) Koledzy więc zobaczą, jak powstaje artykuł na żywca :)

    • Alan
      Alan
      4 lipca 2010 at 00:08

      Wybacz Janku, tekst wisiał i wisiał, wyglądał na skończony – więc poprawiłem parę drobnostek i opublikowałem. Mogę dorzucić zdjęcia, prześlij tylko linki i instrukcję gdzie je wepchnąć

      • JSG
        JSG
        4 lipca 2010 at 00:24

        Był sobie taki koleś z drewna który zachęcał zawsze do tego by nie być pochopnym w działaniach… tekst wisiał raptem od wczorajszego popołudnia, więc nie tak długo bo raptem 24 godziny. Nauczka na przyszłość by teksty tworzyć offline, w programach do edytowania tekstu a dopiero gotowy wrzucać na portal. Mam odpowiednie do edytowania tekstu uprawnienia, poradzę sobie…

        • Rheged
          4 lipca 2010 at 11:34

          Co jednak nie zmienia faktu, że koszmarne powtórki są w leadzie…

          Jak dla ostatni fragment mogłeś sobie darować – nie wiem o co chodzi z charakterem pracy rzemieślniczej, ale jasnym jest dla mnie, iż tekst do kompendium nie aspirował.

          • JSG
            JSG
            4 lipca 2010 at 11:52

            Ważne że ja rozumiem po co jest ostatni fragment.
            Powtórzenia, nawet jeśli koszmarne są zamierzone, może zraz można by użyć jakiegoś synonimu do słowa „pęknięcie” pytanie czy warto. skoro tekst jest taki zły? Jak się nie podoba administracji to go po prostu usuńcie.

            • Rheged
              4 lipca 2010 at 12:01

              Chodziło mi raczej o nadmiernie nadużywane „czasem”. Sam jeszcze nikt sobie nie zdołał być sterem, żeglarzem i okrętem. Redaktorzy są potrzebni. Autor swoich błędów nie zobaczy, a na dodatek nie jest w stanie odciąć pępowiny od tekstu.

              A odkąd tekst opublikowałeś naprawdę przestało chodzić o to, czy Ty sam, jako autor, rozumiesz swoje intencje. Ważne, żeby je czytelnik zrozumiał. Ja nie do końca pojąłem. Przyjmij proszę tę krytykę z godnością.

              • JSG
                JSG
                4 lipca 2010 at 12:24

                Korekta to jedno, a wmawianie autorowi że jego intencja nie ma znaczenia to drugie. Jak pisałem już wielokrotnie, nie podoba lub się nie nadaje do publikacji, usunąć, poprosić żebym nic więcej nie pisał. Nie ma problemu. Piszę paskudnie, niepoprawnie i z błędami, przyznaje się do tego otwarcie, byłem, jestem i zostanę ignorantem w tej i w wielu innych dziedzinach. Widzisz moje inicjały w zakładce autor- nie czytaj. Nikogo nie zmuszam. Zaniżam poziom wywal.

  4. 4 lipca 2010 at 12:31

    No i miejsce na rozmowę się wyczerpało :) Mądry jest ten skrypt do komentarzy.

  5. JSG
    5 lipca 2010 at 10:12

    Są lutownice gazowe na te malutkie wkłady do butli turystycznych. Trzeba by sprawdzić czy nie ma takich z mniejszymi dyszami, wtedy w granicach 200 zł można by się zmieścić. Bo te dostępne w supermarketach nadają się do opalania prosiaków raczej.
    Tak naprawdę najlepszym pomysłem jest przygotowanie elementów drewnianych i zamówienie pierścienia u jubilera, koszt srebrnego ok 20 zł z tego co się orientowałem no i znaki probiercze wybije, co może mieć znaczenie w przyszłości przy sprzedaży fajki.

    • Jacek A. Rochacki
      11 lipca 2010 at 21:18

      Nie wchodząc w kwestie warsztowe, narzędzi, palników, etc. pragnę tylko przypomnieć, iż u nas wykonawca zwany tu jubilerem nijak nie ma jak wybić urzędowych znaków probierczych. Polska należy bowiem do tych licznych krajów gdzie obowiąje tzw. system probierczy obligatoryjny (jak np. w Wlk. Brytanii). W takim systemie każdy wyrób podlegający obowiązkowi probierczemu musi być dostarczony do odpowiedniego terytorialnie do miejsca zarejestrowania wytwórcy urzędu probierczego, gdzie, po sprawdzeniu, czy deklarowana próba jest zgodna z faktyczną próbą zgłaszanego wyrobu, pracownik urzędu wybija daną cechę/zespół cech. Pisałem o tym szeroko na Forum FMS.

      W przypadku obrączek do fajek sytuacja może być nieco prostsza, gdyż obecne przepisy polskie zwalniają z obowiązku probierczego wyroby srebrne o masie do 5 gram. Do tego: urzędy patrzą niekiedy „przez palce” na umieszczania przez wytwórców w przypadku wyrobów drobnych=poniżej 5 gram oznakowań nie urzędowych, jak np. napis: sterling, sterling silver czy cyferki 925. Tyle, że takie oznakowanie nie ma mocy prawnej. A koszt zgłoszenia do urzędu i nabicia cechy przez urząd także należało by wliczyć w koszt wykonanej przez „jubilera” obrączki.

      W przypadku obrączki srebrnej za którą wykonawca liczy dziś ca 20 zlotych upewniłbym się, czy aby została ona zlutowana właściwie dobranym/wykonanym lutem, czy po przeprowadzeniu lutowania obrączkę poddano profesjonalnym procedurom usuwania tlenku miedzi (pamiętamym że „srebro” to stop srebrowo-miedziowy, a na skutek lutowania czyli operacji termicznej przeprowadzanej w wysokiej temperaturze tlen z płomienia palnika wchodzi w reakcję z miedzią zawartą w stopie tworząc w strukturze materiału skupiska tlenku miedzi, charakteryzujące się bardzo ciemną barwą, tzw. zud. Usunięcie tegoż zudu jest niezbędne, jeśli praca ma być wykonana przyzwoicie. Warsztat profesjonalny stosuje w tym celu pasty polerskie wysokoaktywne – np. Menzerna 106A, którą jakże często trzeba zakupywać za granicą, i wówczas znacznie lepiej jest zrobić taką obrączkę po prostu w prezencie, gdyż rzetelnie przeprowadzona kalkulacja zaskutkuje kwotą diametralnie różną od wspomnianej kwoty 20 PLN.

      Jasne, w procedurach rozpowszechnionych w Polsce nadal nagminnie stosuje się przy pracach w srebrze środki tańsze, acz zupełnie się do opracowywania srebra nie nadające. Przykład – pasta o barwie zielonej, „zbudowana” z użyciem tlenku chromu, przeznaczona do mosiądzu i brązu, a niestety nagminnie z racji swoistego poziomu wiedzy stosowana u nas do srebra. Skutkuje to m.inn. przyspieszonym „ciemnieniem” (świadomie stosuję cudzysłów, nie będziemy tu chyba wchodzić w propedeutykę metalurgii złotniczej).

      • JSG
        11 lipca 2010 at 23:04

        Dziękuję serdecznie za to sprostowanie. Jak podkreślałem tekst ten i opis procedur jest na wskroś amatorski, a na celu ma jedynie zaprezentowanie prostej metody naprawy fajki traktowanej jako przedmiot użytkowy. Rzecz w tym że nie ma w naszym kraju wyspecjalizowanego warsztatu który by profesjonalnie fajki naprawiał. Mało jest też osób, które jak Pan Panie Jacku które łączyły by wiedzę z wielu dziedzin sztuki i rzemiosła na poziomie profesjonalnym, pozwalającym na w pełni profesjonalną naprawę. Dlatego też w myśl zasady „jakoś trzeba sobie radzić” przedstawiłem tą metodę, tak jak ja to widzę. A widzę efekt, który pozwala cieszyć się smakiem ulubionej fajki pomimo jej uszkodzenia i zapobiega pogłębianiu uszkodzenia. Oczywiście słowa „jubiler” używam w potocznym znaczeniu tego słowa, mając na myśli osoby parające się wykonywaniem biżuterii z metali szlachetnych i kolorowych.

        • Jacek A. Rochacki
          11 lipca 2010 at 23:24

          – to ja bardzo dziękuję, Panie Janie, za przyjęcie ze zrozumieniem mego wpisu, zamieszczonego z jak najlepszych intencji. Zapewniam o swej sympatii i szacunku tak do Pana Osoby jak i do Pańskich dzielnych działań. Mimo zastrzeżeń naszego Gospodarza że ten portalik nie ma ambicji stania się Wikipedią, chcąc nie chcąc trzeba się jednak liczyć, iż może on niekiedy spełnić rolę podobną, takiego poradnika, i stąd pozwoliłem sobie na rozwinięcie tematu a nawet na sprostowania.

          • 11 lipca 2010 at 23:37

            Zastrzeżenia z mojej strony są czystą kokieterią :D

  6. JSG
    5 lipca 2010 at 10:56

    Są też lutownice gazowe, o mniejszych dyszach, napełniane butanem do zapalniczek. Ciekaw jestem jak się by to spisywało. Kosztuje niewiele a z opisów wynika że nadają się do prac jubilerskich.

    • jalens
      5 lipca 2010 at 12:12

      Cóż, wydatek na srebrną obrączkę o jakim piszesz, czyli te 20, a niechby i 30 zł, to nie jest powalająca kwota. Pomaluśku mógłbym zaopatrzyć w coś takiego wszystkie moje najserdeczniejsze fajki (za niektóre nie płaciłem nawet tyle). Punca probiercza to bajer sam w sobie. Mam nawet 2 gruszki, które bym w coś takiego zaopatrzył – rzecz jasna operacja byłaby rozłożona w czasie.

      Jednak pierścionek od profesjonalisty to jest coś :D Mam wrażenie, że kwota podana przez Ciebie jest prawdopodobna, bo mój lokalny jubiler sprawia wrażenie pana, który żyje ze sprzedaży bateryjek do zegarków i nad precjozami widuję go niezwykle rzadko.

      • Jacek A. Rochacki
        16 lipca 2010 at 17:46

        – znakomicie rozumiem,iż z pewnego punktu widzenia „punca probiercza to bajer sam w sobie”.

        Pamiętając wszelako, że to, co jest napisane tutaj chcąc nie chcąc jest, a w każdym razie być może traktowane jako materiał do nauki, jako opracowanie źródłowe, pragnę przypomnieć, iż znaki występujące na srebrach, w tym na srebrnych obrączkach którymi zaopatrywane bywają fajki, są niesłychanie przydatne w procesie datowania danych egzemplaży. Nawet pomijając znakomity, o wielowiekowej historii brytyjski system probierczy, umożliwiający, jak wiemy, datowanie z dokladnością do jednego roku, wszystkie inne systemy w tym systemy stosowane w Polsce bardzo ułatwiają datowanie i atrybuowanie rozeznawanego obiektu. Obok znaku probierczego występować musi także znak wytwórcy, a w Urzędzie Probierczym są dokładne dane na temat tegoż wytwórcy, a więc i zanotowany jest czasokres jego aktywności.

        Istnieje rozbudowany dział historii sztuki użytkowej zajmujący się znakami na wyrobach złotniczych, w tym znakami występującymi na srebrze. W Polsce wydano sporo poważnych opracowań na temat znaków u nas spotykanych, przede wszystkim warto zwrócić uwagę na książki p. MIchała Gradowskiego.

  7. JSG
    11 lipca 2010 at 17:34

    Mały suplement odnośnie nawiercania końców pęknięć.
    Dwie kwestie- średnica otworu i przewiercanie na wylot.
    W jednej z moich zapierścieniowanych srebrem fajek, marki Londoner (2nd Barlinga) dziś odkryłem że pęknięcie wylazło z pod pierścienia. Przyczyny doszukuję się właśnie w nieco za małej średnicy otworu- ok 0,4mm i tym że nie był on przeprowadzony przez całą grubość ścianki. Oczywiście w większości przypadków to zdaje egzamin, jednak tu nie zadziałało. Przypadek był dość ciekawy, bo jeszcze niedawno ustnik z tej fajki nieomal wypadał i miał dużo luzu, podobnie pierścień swobodnie dał się z fajki zdjąć. Zastosowałem więc metodę woskowania- woskiem pszczelim, czopu ustnika. Tak się złożyło że fajkę tę od jakiegoś czasu palę dość często, jest to fajka tarasówka- głównie ze względu na jej kształt- patelniowy pot czy jakoś tak. Po tygodniach palenia luz znikł i przestałem używać wosku. Nie paliłem tej fajki ok. miesiąca, dziś biorę ją do ręki i widzę że pęknięcie przesunęło się o dobre 4mm od nawiercenia. Utwierdza mnie to w przekonaniu że wiertła 0,8-1mm są zdecydowanie lepszym rozwiązaniem, a otwór należy wykonać na wylot i później zakitować pyłem wrzoścowym z klejem.

    • 11 lipca 2010 at 18:16

      Z jakim klejem?

      • JSG
        11 lipca 2010 at 18:21

        Ja bym używał polioctanu winylu (kleju stolarskiego) Jest eleastyczny, w gruncie rzeczy to jego się używa w stolarce najczęściej. Zastanawiam się chwilę nad temperaturą, czy ona nie będzie miała na niego wpływu, ale biorąc pod uwagę że fajki pękają zwykle na końcu szyjki, gdzie pemperatura nie jest wysoka, to jest on najlepszym rozwiązaniem. Można by użyć kleju typu kropelka w żelu (wolniej schnie) ale on daje sztywne połączenie, więc może się skończyć tak że będzie on przenosił energię przez pęknięcie.

  8. marek milczek
    marek milczek
    21 sierpnia 2010 at 22:20

    Poczytałem i mam kilka uwag. Co innego opaski ze srebra – wtedy inna historia, ale opaski w tzw kit, czyli aby fajka nie pękała mogą być robione zupełnie inaczej. Zrobiłbym po prostu tulejkę z metalu, mosiądzu lub nierdzewki i wcisnąłbym na np kropelkę i po sprawie. W przypadku szyjki rozszerzającej się lub, gdyby opaska miała licować się z szyjką, wystarczy nagrzać tulejkę i nią wypalić drewno. Gotowe. Taką tulejkę (dłuższą o np 2cm, którą później obetniemy już na fajce) tokarz wykona za przysłowiowe piwo.

    • JSG
      JSG
      21 sierpnia 2010 at 22:44

      z jednej strony tak, ale tu trzeba się zastanowić nad wartością fajki. Jeśli nie mamy jak wykonać naprawy pierścieniem z metalu szlachetnego wykonany ją z alpaki, w przyszłości zawsze możemy ją zmienić na srebrną. Twoja metoda jest na amen. Zresztą wspominałem o takim rozwiązaniu w tekście. Jakieś real Breir bym może i tak naprawiał, choć szczerze? Mając możliwości wolę to zrobić z alpaki, lub srebra, zajmuje to maksymalnie kilkadziesiąt minut…

  9. marek milczek
    marek milczek
    21 sierpnia 2010 at 23:19

    Janku, to nie chodzi o to co Ty byś zrobił czy ja. Jesteśmy na portalu społecznościowym. Zaglądają tu ludzie o różnej wiedzy, poglądach na tematy około-fajkowe i możliwościach. Trzeba im dać alternatywę.
    Można jeszcze obciąć pęknięty kawałek szyjki i dokleić (ja tak zrobiłem z gruszką) metalową tulejkę. Można, a co, kto zabroni.

  10. JSG
    JSG
    22 sierpnia 2010 at 15:05

    Cały czas obracamy się w kręgu jednego problemu. Czym fajka tak naprawdę jest.
    Jeśli potraktujemy popsutą fajkę jak złamany kij od szczotki mamy dwa wyjścia, możemy go wywalic i kupic nowy, mozemy wziąć taśmę lub drut, okręcić, skleić i zamiatać dalej. Co jeśli jednak ten kij od szczotki, jest naszym ulubionym kijem, lub jest jednak zabytkowym, zdobionym i cennym drzewcem od sztandaru? Wówczas pojawia się problem… bo należało by przeprowadzić naprawę tak by zachować pierwotny charakter, lub przynajmniej wykonać ją tak by charakter ten nie uległ znaczącym zmianom.
    Twoja metoda, opisana zresztą przeze mnie w zasadniczym tekście:
    Przy fajkach o mniejszej wartości, takiej jedynie użytkowej i o okrągłym przekroju, możemy dopasować odpowiedniej średnicy pierścień z istniejących materiałów. Poszukiwania zacząłbym w sklepach z metalami kolorowymi, a zakończył na sklepach z częściami do alternatorów i rozruszników (do starszych typów tulejki są z brązu). Można też udać się do ślusarza, który za naprawdę niewielkie pieniądze wytoczy nam potrzebną tulejkę np. z miedzi. Podkreślam jednak, że na takie prymitywne rozwiązanie nie należy decydować się w fajkach o większej wartości i nikomu nie polecam tego rozwiązania do fajek innych niż gruszki Bróga.
    to takie oklejanie kija od szczotki taśmą…

  11. marek milczek
    marek milczek
    22 sierpnia 2010 at 17:27

    mam pomysł na profesjonalnie wykonanie obrączki. Muszę tylko najpierw sam pokombinować i zobaczymy jak wyjdzie. Wtedy opiszę. Dość powiedzieć, że będzie wykonana z blaszki np srebrnej, ale nie będzie łączona, a mimo to w kształcie tulejki lub kielicha
    marek

  12. JSG
    JSG
    22 sierpnia 2010 at 18:14

    Można wykuć tzw. drykierkę, tak wykonane są tuleki do army mount.
    Bez specjalnej maszyny, wymaga to trochę pracy, ale nie jst zbyt skomplikowane.
    Należy przygotować formę z twardego drewna lub metalu i okuwać ją metalem kolorowym niejako naciągając blachę na formę. Maszyna ma formę wklęsłą i wypukłą lub specjalne dociski które ustawiają się w odpowiedni kształt. Maszyna nazywana jest drykierką lub wyoblarką.

  13. marek milczek
    marek milczek
    22 sierpnia 2010 at 18:38

    jeżeli coś ma być zrobione porządnie, to ma. Wolałbym już ten sposób (spróbuję to jakoś ogarnąć prostą metodą), niż ciąć, palić i krzesać iskry.

  14. marek milczek
    marek milczek
    30 sierpnia 2010 at 19:01

    kupiłem na eby’u prześliczną fajkę 3/4 Oz Orlika. Potwornie zaniedbaną. Po czyszczeniu i higienizacji okazała się niesamowicie smaczna. Bardzo ją polubiłem. I stało się, nie pytajcie jak, ale cybuch pękł na długości prawie trzech centymetrów. Pękł tak fatalnie, że pęknięcie przebiegało przez sygnaturę. Opaska nie wchodziła więc w rachubę. Zresztą, przy całym szacunku dla Janka JSG, uważam, że opaska z okienkiem na sygnaturę szpeci fajkę.
    Zrobiłem więc tak:
    Fajka, a właściwie jej cybuch, została wykąpana w acetonie by usunąć ze spoiny brudy. Wcześniej nawinąłem na ustnik folię aluminiową i wcisnąłem go w cybuch. Dzięki temu pęknięcie rozszerzyło się. Następnie tym klejem http://www.loctite-kleje.pl/sg_obrazki_/00026035_zalac_001.pdf skleiłem posmarowałem pęknięcie. Po wyjęciu ustnika, fajka powędrowała w imadełko na dwa dni.
    W tzw międzyczasie wygrzebałem w garażu wiertło 1mm. Niestety było to normalne wiertło. Nasadziłem na nie koszulkę termokurczliwą i mam już wiertło do wiercenia w palcach. Następnie z kawałka wrzośca wykonałem kilka sztyftów o średnicy wiertła.
    Po dwóch dniach, wzdłuż spoiny pracowicie wywierciłem co pięć mm otwór na wylot. W te otwory wcisnąłem posmarowane klejem sztyfty uprzednio włożywszy w cybuch ustnik, by sztyfty nie wyszły w głąb (zaraz po tym go wyjąłem). Odczekałem jeszcze dwa dni…
    Następnie wystające kawałeczki sztyftów spiłowałem, po czym całość zapolerowałem papierem 2500 i metodą kołeczkowania wygładziłem.
    Po czterech paleniach nie ma śladu po spoinie i sztyftach.
    Postanowiłem jeszcze sprawdzić moc spoiny, więc naprawdę mocno „próbowałem złamać” cybuch ustnikiem. Wytrzymał, chyba się udało.
    A cha, klej można kupić na allegro za grosze http://allegro.pl/loctite-435-super-cena-wysylka-gratis-i1208069642.html

  15. marek milczek
    marek milczek
    30 sierpnia 2010 at 22:48

    I tu jest problem, bo nie mam aparatu. Jestem biednym zawodowym operatorem wózka inwalidzkiego. Od paaaaru lat. Całą forsę wydaję na WARSZTAT, z którego żyję. Ale….
    Postaram się….
    Za kilka dni zrobię zdiątka.

  16. marek milczek
    marek milczek
    31 sierpnia 2010 at 01:22

    on był już pęknięty. kupiony taki, na dodatek w lakierze. Taka fujka po flei.Ale fajeczka super. W sumie 3 fajki kupione za 30 zeta. Zostawiłem ją na koniec do naprawy. Napisałem do Moderacji maila o czyszczeniu fajek. Jak dostanę odpowiedź – opiszę. Podejrzewam, że to będzie moja najfajniejsza fajka.
    pozdrawiam
    marek

  17. JSG
    JSG
    31 sierpnia 2010 at 22:18

    Metoda ciekawa, efekt prawdopodobnie estetycznie całkiem przyzwoity. Mimo to od zarania dziejów w niekiedy skrajnie róźnych rzemiosłach pękn^ęcia zabezpiecza się spasowanymi obejmami i nawiertami.
    Gdyby porównywać prawdopodobnieństwo ponownego pęknięcia fajki, twoja jest na większe ryzyko niż fajka okryta pierścieniem. oczywiście analizując setki przypadków moźna wnisokować że klejenie wystarcza, szczególnie jeśli jest przeprowadzone z takim pietyzmem jak w twoim przypadku, jednak gdyby bazować na setkach, jeśli nie tysiącach lat doświadczeń i tysiącach lub milionach przykładów z innych dziedzin wnioski będą inne.
    Ale w gruncie rzeczy najwaźniejsze jest by fajka smakowała, była w dobrej kondycji i była niezawodna.

  18. strzxelec44
    8 lipca 2013 at 09:10

    Moja ulubiona fajka Wallat, mająca ponad 20 lat, wykonana z wrzościa pękła na szyjce cybucha około 20 mm.Chcę ją skutecznie naprawić, proszę o poradę.

Pozostaw odpowiedź Jacek A. Rochacki Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*