Never again…

6 czerwca 2017
By

Gdy piszę te słowa, właśnie wybija druga w nocy. Jestem zmęczony jak pies Pluto, ale i tak nie ma mowy, abym poszedł szybko spać – siedzę i krytycznie spoglądam na swoje najnowsze dzieło. Jakiś dobry tydzień temu, zachciało mi się trochę podłubać we wrzoścowym klocku. Tym razem jednak, postanowiłem nie ułatwiać sobie zadania i wykonać fajeczkę bez użycia narzędzi elektrycznych i zaawansowanej chemii. Tak więc, zabrałem się ochoczo do pracy, uzbrojony jedynie w tarniki, papiery ścierne, piłę do metalu i ręczny świder. Niestety, po paru godzinach nierównej walki z opornym drewnem stwierdziłem, że mogę ostatecznie pójść na niewielki kompromis i dopuściłem „okazjonalne” użycie wiertarki elektrycznej. To wręcz genialnie użyteczne urządzenie załatwiło szybko i do końca sprawę rozbabranych nawiertów, z którymi okrutnie zmagałem się ręcznym świdrem. Rozwiązało też problem „podtoczenia” tenon’a w ebonitowym ustniku. Całą resztę prac wykonałem jednak tylko dzięki sile mięśni i własnemu uporowi. Trochę to wszystko trwało, ale pomimo odcisków i zadrapań na dłoniach, w końcu osiągnąłem (mniej więcej) zamierzony efekt:

Fajka „Never again – 17” – Średnica komina 20mm, głębokość komina 36mm, bezfiltrowa 3mm, długość całkowita 170mm, masa 62,4g.

Robocza nazwa fajki chyba mówi sama za siebie – bo raczej już nigdy więcej nie zdecyduję się ponownie na taką katorżniczą pracę. Niemniej, ta konkretna sztuka jest rzeczywiście wykonana niemal całkowicie ręcznie i do tego barwiona „ekologicznie” – bez użycia chemii. Barwienie, oprócz podniesienia (mam nadzieję…) walorów estetycznych fajki, maskuje także parę drobnych wad wrzośca, które ujawniły się w trakcie obrabiania klocka. W sumie, wad tych jednak spodziewałem się od początku pracy, gdyż użyłem wrzośca greckiego, w którym sandpity, a niekiedy i drobne pęknięcia wzdłuż usłojenia nie są niczym nadzwyczajnym. Zaletą tego materiału jest jednak, moim zdaniem, jego naprawdę duża gęstość, co przekłada się bezpośrednio na sporą wagę fajki i, jak domniemywam, jej trwałość. Ostatecznie, grecki wrzosiec połączyłem z polskim czarnym dębem, a krótki, mocny ustnik wystrugałem z niemieckiego ebonitu. Całość wybarwiłem naturalnymi barwnikami pochodzenia roślinnego, przykrywając przy okazji dość ciemną wyjściową barwę wrzośca. Wszystko wypolerowałem (również ręcznie) na lusterko, a następnie lekko pociągnąłem cieniutką warstwą carnauby. Czy jestem zadowolony z efektu? No cóż, to zależy. Jak nikt inny wiem, co mogłem wykonać w tej fajce lepiej, więc pewien „niedosyt” mnie wciąż nie opuszcza. Z drugiej strony, wiem że dałem z siebie tyle, na ile tylko pozwolił mi materiał, moje siły i cierpliwość – więc jest to jednak pewien skromny sukces. Najważniejsze jednak jest to, że zamiast dalej narzekać na przechlapaną dolę polskiego fajczarza i popadać w powszechny marazm i tumiwisizm, zająłem się wreszcie czymś ciekawym i twórczym.

Tags: , ,

22 Responses to Never again…

  1. Ravirro
    6 czerwca 2017 at 20:46

    Naprawdę ładna.
    Ile zajęła Ci całość?

  2. Brudny Harry
    6 czerwca 2017 at 23:07

    Naprawdę nie liczyłem, bo czas był tu dla mnie zupełnie nieistotny. Mogę tylko szacować, że było to pewnie jakieś dobre 40 godzin.

  3. szydlo
    6 czerwca 2017 at 23:57

    Szacunek za cierpliwość, a i fajeczka bardzo ciekawa :-)

  4. ajt
    7 czerwca 2017 at 00:17

    Wspaniała robota. Najbardziej podoba mi się kolor i usłojenie, kształt komina też, chociaż myślę że całość lepiej by wyglądała przy gdyby była lekko wygięta. Przede wszystkim, podziwiam upór. Kiedyś, dla przyjaciela strugałem ręcznie fajkę z gotowego klocka, z nawiertami i ustnikiem. Bez odpowiednich narzędzi to ciężka i mozolna praca.

    • Brudny Harry
      7 czerwca 2017 at 08:53

      Masz na myśli wygięcie ustnika? Pierwotnie, ustnik miał być lekko wygięty, ale w trakcie pracy zmieniłem zdanie. Prosty ustnik jakoś bardziej mi pasuje do zupełnie płaskiego rimu tworząc z nim układ linii prostych łamiących dominujące krzywizny fajki. Mam wrażenie, że właśnie to w połączeniu z podciągniętym niczym kamuflaż wzorem usłojenia wrzośca nadaje tej fajce nieco bardziej „drapieżnego” charakteru. Oczywiście, jest to tylko moje jak najbardziej subiektywne odczucie, a ustnik – zawsze jeszcze można wygiąć.

  5. cortezza
    cortezza
    7 czerwca 2017 at 07:35

    Bardzo ładna, bardzo lubię takie barwienie wrzośca, w fajkach produkcyjnych coraz rzadziej je widuję. Znakomita robota, dawaj więcej!

  6. szydlo
    8 czerwca 2017 at 13:16

    Czy mogę zapytać o sposób łączenia wrzośca z dębem? Jeśli to nie tajemnica oczywiście.

    • Brudny Harry
      8 czerwca 2017 at 13:47

      Jasne, że możesz, bo to nie jest żadna tajemnica. Do łączenia dopasowanych i wyszlifowanych powierzchni drewna używam zwykłego kleju cyjanoakrylowego – jest on nietoksyczny, wodoodporny a do tego tworzy niezwykle cienką (niewidoczną po oszlifowaniu) i naprawdę bardzo wytrzymałą mechanicznie spoinę.

      • szydlo
        8 czerwca 2017 at 16:31

        dziękuję za odpowiedź :)

  7. Aleksander
    Aleksander
    8 czerwca 2017 at 15:52

    Bardzo fajna fajka, gratuluję! Z czystej ciekawości: na zdjęciach widać, że rim jest szerszy od zewnątrz niż od wewnątrz (tzn jest węższy od strony ustnika) – czy to znaczy, że komin jest prostym walcem na tyle, na ile pozwalało wejście prosto w dół do zagięcia, czy raczej też zagina się równolegle do zewnętrznej krzywizny?

    • szydlo
      8 czerwca 2017 at 16:32

      No właśnie, przydałoby się jeszcze zdjęcie wnętrza komina

    • Brudny Harry
      8 czerwca 2017 at 18:50

      Dziękuję. :)
      Oś komina biegnie pod kątem do płaszczyzny rimu, ale sam komin jest zupełnie prosty. Lekko zaokrąglone dno komina umieszczone jest maksymalnie głęboko i „centralnie” w zwężającej się ku dołowi główce zachowując wciąż jednak ok. 6-7-mio milimetrowe ścianki. Krawędź tak nawierconego komina jest oczywiście elipsą, a więc ten sam kształt musiał powtórzyć także i rim. Trudno mi to wszystko słowami wytłumaczyć, ale ewentualna fotografia także raczej niewiele by tu wniosła – bo tego wszystkiego po prostu nie byłoby na niej widać.

  8. cortezza
    cortezza
    8 czerwca 2017 at 16:31

    I cena. Jaka cena???

  9. Radek_Z
    Radek_Z
    8 czerwca 2017 at 17:36

    Przepiękna fajka. Mimo, że jestem miłośnikiem zupełnie prostych fajek, ta robi na mnie niesamowite wrażenie. Ten drapieżny kolor sprawia, że fajka pasuje do prawdziwego twardziela, który nie boi się, że ta go podczas palenia ugryzie.;) Gratuluję dobrej roboty!

  10. mayavada
    mayavada
    8 czerwca 2017 at 20:52

    Witam kolegę, mnie się fajka bardzo podoba. Od dawna planuję wykonanie podobnej w kształcie ale walczę teraz z modelem który „ciągle stawia mi opór”.
    Czy morzesz zdradzić jakąż to substancją organiczną barwiłeś fajkę bo bardzo fajny odcień wyszedł no i która to już fajka z kolei, bo widzę profesjonalizm.
    pozdrawiam

    • Brudny Harry
      9 czerwca 2017 at 08:57

      Do profesjonalizmu to mi jeszcze bardzo daleko, ale dziękuję – staram się. Fajkarstwem zajmuję się hobbystycznie, więc do tej pory wykonałem może kilkanaście fajek, głównie na potrzeby własne i moich przyjaciół. Co do wybarwienia – no cóż, to wynik dość żmudnych doświadczeń i wielu eksperymentów, więc szczegółów nie będę zdradzał – a szczególnie, że bardziej liczy się tu niż same barwniki, sposób i kolejność ich nakładania. Niemniej, mogę Ci podpowiedzieć, że podstawą tego barwienia jest szeroko opisywana w internecie metoda wykorzystująca reakcje soli żelaza.

  11. 9 czerwca 2017 at 22:15

    Pięknie Ci wyszło. Gratuluję uporu i pomarudzę: Dlaczego nie zrobiłeś relacjiiiiiii! Pewnie dlatego, że nie miałeś już siły. Barwienie to pewnie chemiczne „wypalanie” drewna. Jak kiedyś w fajkach Eltanga. Co do wrzośca greckiego, sandpitów i wagi. Nie jest istotne skąd jest wrzosiec, ważny jest briarcutter, sposób przygotowania i selekcja. A potem powtórna selekcja u fajkarza. Waga – może po prostu klocek jeszcze jest niedosuszony. One są zazwyczaj cięższe. Aaaa byłbym zapomniał (mi się nie podoba) ale szacunek za te niepomalowane ringi przy rimie i czarnym dębie.

    • Brudny Harry
      11 czerwca 2017 at 13:25

      Dzięki. :)
      Początkowo rzeczywiście miałem zamiar udokumentować proces powstawania tej fajki, ale skończyło się na kilku fotografiach na wczesnym etapie doprowadzania klocka do pożądanego shape’u. Mówiąc szczerze, chyba praca nad fajką tak mnie wciągnęła, że po prostu o tym zapomniałem… ;)
      Jeżeli chodzi o wrzosiec, to użyłem drewna przygotowanego i określonego jako „selected briar” od Alexanda Zavvos’a. Z tego co wiem, to materiał przygotowywany w okresie świetności jego przedsiębiorstwa (lata 70/80-te) był szeroko wykorzystywany przez wielu znanych producentów producentów fajek (np. Charatan , Dunhill, Tilshead, Orlik, Stanwell, Nording, Peterson, Savinelli). Bez względu jednak na markę, fajki z jego wrzośca są oceniane bardzo dobrze i wyróżniają się zazwyczaj tendencją do wyjątkowo „suchego palenia”. Obecnie opinie o jakości wrzośca Zavvos’a (a właściwie, teraz to już jego syna Konstantin’a) są dość podzielone – zdarzają się klocki świetnej jakości, ale i dużo takich w których masowo występują różne ukryte wady. Z pewnością jest to jednak nadal całkiem porządnie cięty i przygotowany materiał i kwestie nadmiernej wilgotności raczej nie wchodzą tu w rachubę. Charakterystyczna jest natomiast dla niego dość ciemna barwa (zapewne związana z procesem wstępnego gotowania) i stosunkowo duża gęstość drewna (podobnie jak we wrzoścach algierskich) przekładająca się na jego twardość i ciężar.
      Co do ringów – jasne, to kwestia gustu. Ale samo wykonanie ich było wręcz banalnie proste. :)

  12. Marek Mr❂
    Marek Mr❂
    17 czerwca 2017 at 11:30

    Gratulacje, niezwykła fajka! Niepokoi mnie wprawdzie ów klej cyjanoakrylowy (czy na pewno jest nietoksyczny?), ale Twoje osiągnięcie robi wrażenie. Każdemu niemal fajczarzowi przychodzi do głowy spróbować sił w tej dziedzinie, większość jednak takich eksperymentów, tak ze względu na formę, jak urodę usłojenia, nie może się z tą fajką równać. Barwy po prostu niesamowite.

    • Brudny Harry
      17 czerwca 2017 at 14:10

      Myślę, że naprawdę nie ma się czego obawiać – tego typu kleje to głownie cyjanoakrylan etylu z dodatkiem polimetakrylan metylu i hydrochinonu. W stanie ciekłym i podczas parowania duża dawka tego kleju rzeczywiście może działać toksycznie, np poprzez inhalację, spożycie (LD50 – 5000mg/kg) lub wnikanie poprzez skórę (LD50 – 2000mg/kg). W stanie suchym, odparowanym jest jednak całkowicie stabilny i zupełnie nieszkodliwy. W przypadku fajki ilość użytego kleju jest dosłownie śladowa, a dodatkowo łączy on powierzchnie które nie mają kontaktu z dymem lub kondensatem.

  13. Kamyk
    27 czerwca 2017 at 15:25

    Przepiękna…. chętnie kupię te rękodzieło… ile za te cudeńko?

  14. MSS
    11 października 2017 at 23:56

    Czy jest do kupienia?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*