Giveaway: Empire Made (apple)

11 stycznia 2012
By

Po tak znakomitych artykułach moich Szanownych Poprzedników ciężko będzie przebić się z tradycyjnymi metodami, które większość z nas tutaj zgromadzonych dobrze zna. W ręce moje wpadła fajka ryflowana, podczas uzdatniania której na światło dzienne wyszły wady lub uszkodzenia, których nie sposób zauważyć na zdjęciach o niskiej rozdzielczości z ebay czy allegro. Sam fakt rzeźbień jest odrobinę bardziej kłopotliwy niż fajka o gładkim wykończeniu, postaram się więc przybliżyć metody, którymi obcowałem z tym pociesznym kawałkiem wrzośca, aluminium i ebonitu.

Fajką, którą dostałem w ramach akcji giveaway (dziękuję Krzysiu!) jest małe apple z aluminiowym pierścieniem opisane przez Zacnego Darczyńcę jako „no name”. W istocie jest tam drobny napis „EMPIRE MADE” nie wyróżniający się zbytnio czcionką, natomiast odrobinkę wyżej wybite było chyba „BRIAR”. Pipephil ze swoją obszerną bazą stempli i oznaczeń zaprowadził mnie w ślepy zaułek. Jedyna firma produkująca fajki z wybitym „EMPIRE MADE”, jaką udało mi się odnaleźć to niejakie Cool & Sweet, ale to dosyć kiepski trop ze względu na znaczek „C&S” wybity w ebonicie (mój ustnik jest bez niczego), do tego kawałek gładkiej powierzchni wrzośca na sygnaturkę nie pomieściłby ich zamaszystego autografu, już samo wytarte „BRIAR” jest wybite odrobinkę na rzeźbieniach. Pipedia do tego wcale nie pomaga, bo nie ma słowa o tym mikroprzedsiębiorstwie. Zezłoszczony wpisałem w ebay „empire made” i wyskoczyła mi jedna jedyna fajka opisana jako „Little Gem”. Wrzuciłem to do Pipedi i Pipephila – zero efektów. Zezłoszczony poddałem się, bo jeżeli informacje są tak szczątkowe i opierają się w większości na moich domysłach to mogło mnie to zaprowadzić wyłącznie donikąd.

Ale dosyć o przypuszczeniach – przejdźmy do części praktycznej. Fajka, gdy zawitała już u mnie w domu, wydawała się być w całkiem dobrym stanie. Ustnik właściwie nie był utleniony, kilka ostrożnych szlifów, aby go delikatnie wyrównać i zatrzeć płytsze ślady zębów i wyglądał jak nowy. Odmoczyłem go później w spirytusie wkładając zamoczony wycior i później suchym do czysta.

Pierścień był przyklejony do szyjki, jednak został już na tyle obluzowany, że mogłem go delikatnie zsunąć, przez co nie musiałem się martwić, ze wszystko, co zrobię z wrzoścem – mając na celu polepszenie jego kondycji – wpłynie źle na aluminium. Na końcu ponownie przykleiłem go „Kropelką” do szyjki.

Główka fajki sprawiała natomiast wrażenie mało pieszczotliwie traktowanego, w miarę zdrowego drewna, w którym palił ktoś podchodzący do fajczarstwa bez większego namaszczenia. Rim był umiarkowanie uświniony smółkami i resztkami tytoniu, skala problemu nie była jednak dobrze widoczna przez hebanowo – wiśniową bejcę, która skutecznie ukrywała wady, sama będąc jedną z większych. Dwa kitowanka znalazłem pod spodem główki i przy sygnaturach, jeszcze jedno zauważyłem dopiero po ściągnięciu pierścienia. Komin wyglądał w miarę, mało nierówności, pęknięć nie stwierdzono, nawiert jednak mógłby być odrobinę niżej, ale nie jest to odchylenie na tyle fatalne, żeby trzeba było podnosić dno pipemudem. Podsumowując: wyglądało to na normalny poziom trudności uzdatniania, zastrzegając, iż jest to fajka ryflowana.

Nadmienię jednak, że żadna fajka nie dostarczyła mi do tej pory tylu „zamaskowanych” niespodzianek jak ten – bezimienny w gruncie rzeczy – egzemplarz.

Zacząłem od szlifowania komina. Użyłem papierów o gradacjach 120 i 240 do zdarcia nadmiaru nagaru oraz 500 i 600 do wygładzenia powierzchni. Gdy zauważyłem zdrowe drewno na ściankach nie szorowałem już dalej, wystarczyła mi pewność, że nie ma nadpaleń, pęknięć i jest gładziutko. Niekiedy rwanie komina „do żywego” – w nadgorliwym tego słowa znaczeniu – może prowadzić do zmiany kształtu fajki (inżynierii chyba w mniejszym stopniu), spłycenia ścianek. Jeżeli nie ma takiej potrzeby – wolę nie szlifować, kiedy jestem pewien, że jest ok.

Następnie zająłem się osmalonym rimem. Z pewnością gdyby była to fajka o gładkim wykończeniu spróbowałbym to świństwo zeszlifować, gdyby nie sięgało zbyt głęboko, natomiast tutaj zbytnio takiej możliwości nie miałem. Zacząłem więc odmaczać rant komina na nasączonym rozpuszczalnikiem do szelaku waciku kosmetycznym. Zapieczona smoła zaczęła powoli schodzić, jednak niektóre miejsca i tak pozostały nieestetycznie przyrumienione. Postanowiłem jednak nie robić z tym nic, dopóki fajka jest ciemna do tego stopnia, że nie widać tego wyraźnie. Mógłbym zrobić przez to coś głupiego, a potem bym się wstydził.

Wrzuciłem więc główkę do rozpuszczalnika i zacząłem kilkudniowe odmaczanie do momentu, aż prawie czysty etanol przestanie się barwić. Zużyłem ok. 0,5 litra płynu zanim przestał wyglądać pod koniec jak wiśniówka (proszę się nie sugerować tym, że jest płytko w słoiczku, stał on pod kątem na półce, przez co główka była zanurzona w całości). Wyciągnąłem fajkę ze słoika, osuszyłem lekko ręcznikiem papierowym czekając, aż przeschnie do tego stopnia, że „stanie się jasność”.

I wtedy zgłupiałem.

Część drewna według moich przewidywań nabrała naturalnego koloru, część utrzymała jeszcze swój subtelnie wiśniowy charakterek, jednak oprócz przyjaranego rimu na główce znalazłem jeszcze trzy duże, ciemne plamy wyglądające jak przepalenie na wylot. „Cannot be!” myślę se wtedy. Przecież komin przeszlifowałem do tego stopnia, iż widać było jak na dłoni, ze nic nie idzie w głąb. Dla pewności wydarłem jeszcze troszkę nagaru, ale sprawdziło się moje wcześniejsze przekonanie, że to nie stąd.

Zasięgnąłem wtedy pomocy u JSG (dziękuję za rozpoznanie sił wroga i maila z instrukcją!), który doszedł ze mną do tego samego wniosku, że jest to przypalone z zewnątrz. Używając scyzoryka odkryłem fragment przypalonej powierzchni i okazało się, że pod spodem jest zdrowy wrzosiec. Wychodzi więc na to, że ktoś musiał przypalić fajkę zapalniczką z zewnątrz, czego nie było widać przez bejcę. Oby poprzedni właściciel miał słuszne powody…

Jan zaradził mi, abym dłutkiem albo innym ostrym odtworzył w tych miejscach fakturę rzeźbień. Popracowałem więc trochę nad miejscami przypalonymi i byłem do tego stopnia zadowolony z efektów (z początku bałem się w tak inwazyjny sposób podchodzić do fajki), że zacząłem poprawiać również inne, nie potrzebujące tak bardzo interwencji dłuta, ale „dobrze by było, gdyby”.

Tak wyłysiałą fajkę wrzuciłem jeszcze raz do spirytusu, później wygrzałem dwie godziny w piekarniku w 70 stopniach i po dniu odpoczynku wziąłem się za bejcowanie. Dwie warstwy cedrowej bejcy spirytusowej przecierane twardymi szczotkami równomiernie pokryły główkę fajki, nadając jej we wglębieniach ciemnej, a na wypustkach ciepłej barwy. Bardziej gładkie powierzchnie fajki bardzo ostrzożnie przetarłem jeszcze papierem 1500, aby uzyskać odrobinę jaśniejszy odcień, zależało mi na ciekawym kontraście.

Odstawiłem główkę do wyschnięcia na trzy dni, a później na miękkiej, bawełnianej tarczy natartej najpierw carnaubą dokładnie ją wypolerowałem. Efekt jest dosyć przyjemny dla oka, ładnie się błyszczy na gładkich powierzchniach. Efekt końcowy można podziwiać na poniższych zdjęciach.

Jak widać to, na widok czego nierzadko ślinimy się przeglądając aukcje na allegro czy ebay w rzeczywistości wygląda równie dobrze lub równie źle. Niekiedy uświniony egzemplarz wyglądający jakby dwa szympansy grały nim w badmintona z nudów wkładając go od czasu do czasu do mrowiska, względnie d… ma szansę stać się piękną fajką, którą jednak trzeba odkopać spod (swoją drogą rewelacyjne zabezpieczających drewno) smół i warstw nagaru. Kiedy indziej widzimy wypacykowaną lalunię, która prezentuje się na zdjęciach rewelacyjnie, lecz gdy trafi już do naszych rąk mamy chęć cytowania co drugie słowo epickich tekstów Lindy z Psów.

Mam nadzieję, że artykuł rzucił jakieś światło na temat uzdatniania fajek o powierzchni nieregularnej, a ja nie popełniłem rażących błędów. A teraz wybaczcie, ale Skiff już się podsuszył. Sami rozumiecie…

Tags: , , ,

14 Responses to Giveaway: Empire Made (apple)

  1. yopas
    11 stycznia 2012 at 20:19

    Myślę, że ten wariant daje radę, choć zdjęcie formatowo odstaje ;)
    Są mądrzejsi na sali?

    • Rheged
      11 stycznia 2012 at 20:55

      Done.

      • Boro
        Boro
        11 stycznia 2012 at 21:11

        Dziękuję serdecznie za poprawienie formatu zdjęć, mam nadzieję, że redagowanie tekstu nie przysporzyło większych problemów.

        • Rheged
          11 stycznia 2012 at 23:27

          A to podziękowania za redakcję do Pawła idą, dla mnie ino za zdjęcia ;). Cała przyjemność po mojej.

          • Boro
            Boro
            12 stycznia 2012 at 20:27

            Tak więc Yopas – dziękuję za przeredagowanie, Rheged – dziękuję za poprawienie formatu zdjęć. :)

            • yopas
              13 stycznia 2012 at 08:31

              Ależ nie ma za co. Ja tylko „opublikuj” wcisnął. Tekst był i jest prima!

  2. KrzysT
    KrzysT
    11 stycznia 2012 at 22:02

    Mnie się podoba, Boro.
    Dowiedziałem się czegoś nowego (przypalenia z zewnątrz! Też coś… swoją drogą historia kupowania tej fajki (dokładniej zestawu, z którego pochodziła), to mrożąca krew w żyłach historia ;) którą mogę kiedyś opowiedzieć przy piwie).
    I powiem coś, czego myślałem, że nie powiem nigdy: bardzo fajne, potrzebne i poprawiające wygląd bejcowanie.
    Mam nadzieję, że będzie się smacznie palić.

    • Rheged
      11 stycznia 2012 at 23:30

      Odnośnie bejcowania fajek ryflowanych/piaskowanych – ja jestem generalnie bardzo za. I to na kolory ciemniejsze najlepiej, tak jak tutaj. To po prostu estetycznie wygląda dobrze, choć oczywiście zależy od fajki. Sam mam billiarda panelowego, piaskowany. Jest czarny i wygląda kosmicznie, mnie się podoba. Ten tutaj po zabiegach upiększających naprawdę został upiększony.

      • R.Woźniak
        zogaor
        12 stycznia 2012 at 08:41

        Przyznaję Ci rację choć sam wzdrygam się przed bejcowaniem fajek, zwłaszcza na ciemne kolory to fajki ryflowane w postaci czarnej są najpiękniejsze. Szczególnie jeśli są to Oom Poule. Choć ostatnio zakupiona przeze mnie mini fajeczka (nie jestem w stanie określić co to za kształt) też wygląda niczego sobie. Tylko zapytam jak taką nabłyszczyć? No bo kołeczkować nie bardzo się da a papiery ścierne raczej nie wchodzą w grę.

  3. carlos cruz
    Carlos Cruz
    12 stycznia 2012 at 00:11

    Litery EP w takiej formie jak na obrączce często znajduję się na japońskich aparatach, występowały do mniejwięcej lat 70tych, oznaczano tak przedmioty do sprzedaży w ramach sklepów obsługujących amerykańskie bazy wojskowe. Więcej tu http://camerapedia.wikia.com/wiki/Post_Exchange
    a obrazki np. tu http://www.mir.com.my/rb/photography/companies/nikon/nikkoresources/RF-Nikkor/RF105mm/index.htm
    Prawie na pewno kupiona w Japonii ’empire made’ chyba to podpowiada, pewnie przez kogoś z amerykańskich sił okupujących. Mam nadzieję że nie prowadzę na fałszywy trop.

    • KrzysT
      KrzysT
      12 stycznia 2012 at 07:45

      Lol. EP jest skrótem od „electroplated” ;)

  4. carlos cruz
    Carlos Cruz
    12 stycznia 2012 at 08:51

    W tej formie nie koniecznie, litery wpisane w romb są dosyć charakterystyczne, ale oczywiście mogę się mylić. Też mi to przeszło wcześniej przez głowę, ale szybkie google ‚ep markings on silver’ nie ujawniły nic podobnego.

  5. je2bnik
    12 stycznia 2012 at 10:01

    A mnie trochę zaskoczyło przyklejenie wirolki metodą „na kropelkę”… można-li tak?

  6. Boro
    Boro
    12 stycznia 2012 at 20:36

    Postaram się rozwiać wątpliwości z komentarzy. :)

    Bejcowanie było jak najbardziej potrzebne, wysycone później oliwą z oliwek Ładnie oddało delikatny kontrast hebanu i cedru. Jestem zadowolony z tego rozwiązania estetycznego, jak widać fajka miała liczne przebarwienia, a mimo tego, że dłutem zdjąłem nadpalenia to jednak na większych wypustkach ostały się osmalone fragmenty. Właściwie to nie bejcuję moich fajek, jeśli pozwala na to ich stan wizualny, a zawsze jakieś tam wady akceptuję z pokorą, gdy nie rzucają się wyraźnie w oczy. Tutaj natomiast sytuacja wyglądała (patrz zdjęcia po kąpielach) mniej optymistycznie

    Co do nabłyszczania to standardowo miękka bawełniana tarcza natarta carnaubą, dociera w płytsze zagłębienia a fakt, że głębsze rowki nie są wypolerowane wygląda całkiem estetycznie, też na zasadzie kontrastu. :) Bodajże seria Kapet Petersona ma takie fajne ryflowanie, że z wierzchu część jest na gładko i wypolerowana, a rowki są ciemne i matowe. Co do szlifowania natomiast to są szczotki o różnym włosie, jest wełna ścierna, która łatwiej dociera wszędzie niż papier, a ten też ma swoje (chociaż delikatne) zastosowanie.

    Klejenie na „Kropelkę”. Nie wiem, czy pytanie, które o to padło dotyczy tego, czy możliwe jest przyklejenie czy jest to bezpieczne i „zdrowe” (beznadziejnie to słowo wygląda na tym portalu :) ). Otóż wirolka jest z aluminium i była na tyle fajnie spasowana i plastyczna, że bez problemu można było nanieść klej na drewno i ją spowrotem tam wsunąć bez ściągania całego kleju z powierzchni drewna. Co do szkodliwości to były już na tym portalu poruszane tematy odnośnie pogrubiania czopa nanoszeniem cienkich warstw cyjanoakrylu i podobno jest to bezpieczne, bo temperatura panująca przy czopie nie jest w stanie do tego stopnia rozgrzać kleju, żeby zaczął w ogóle reagować.

    Myślę, że udało mi się odpowiedzieć na wszystko. :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*