Tytoniowa typologia

17 stycznia 2010
By

Odmian, rodzajów, typów, blendów tytoni są na świecie setki. Warto nieco uporządkować rozgardiasz, jaki panuje w ten materii. Wyróżnia się tytonie ze względu na odmiany i regiony, gdzie jest uprawiany, na metody suszenia oraz fermentacji, na skład gotowych mieszanek i w końcu na rodzaje cięcia i pakowania.

O tytoniu, który trafia do fajczarskich szuflad dałoby się napisać grubą książkę. Na świecie uprawia się kilka gatunków (biologicznych) i kilkadziesiąt odmian Nicotiana. Niemal każdy ma odmienne, specyficzne właściwości – zapachowe, smakowe, odmienną zawartość cukru czy nikotyny. Na dodatek każdy z gatunków można suszyć na kilka sposobów, podkreślając pożądane cechy, a pozbawiając niechcianych. Odmienna może być też fermentacja, sposób cięcia i przechowywania. Gdy dodać do tego liczbę zestawianych mieszanek, wychodzą liczby, od których może się zakręcić w głowie.

Roślina wysiana z nasion typowej Virginii może dać na innej glebie i w innym klimacie całkiem nową odmianę. Wystarczy kilka, kilkanaście lat, aby uzyskać nową odmianę. Niekiedy zmiany są tak znaczne, że słodki i mocny tytoń wielkolistny neutralny w smaku, po paru pokoleniach w nowym miejscu, zmieni się w roślinę o liściach drobnych i z małą zawartością cukru oraz nikotyny, za to o smaku złożonym i bardzo intensywnym.

Dla fajczarza-hobbysty, który nie skąpi wysiłków, by z najróżniejszych źródeł zdobywać wiedzę o własnej pasji, każda informacja o tytoniu, którym nabija fajki, może być istotna. Niestety informacji tych skąpią coraz bardziej producenci, ale na dobrze opisane blendy wciąż się jeszcze można natknąć.

Co warto wiedzieć na początek?

Odmiany tytoniu

Podstawowych odmian nie jest wiele i każdy fajczarz o nich słyszał. To typy tytoniu o odmiennym kształcie, zawartości cukrów i nikotyny, wydajności, smaku, zapachu. Dodanie każdego z nich do zestawianej mieszanki fajkowej determinuje określone cechy blendu

  • Virginie

To rodzaj tytoniu posiadający najwięcej odmian i uprawiany w wielu miejscach na świecie. Wywodzi się z żyznych gleb brytyjskiej kolonii nazwanej na cześć Elżbiety I, królowej dziewicy. Nazwa kolonii dała też miano tytoniowi – nie znano wówczas jeszcze sztuki mieszania poszczególnych odmian, rynek oczekiwał tytoniu mocnego i słodkiego. Taka właśnie była starannie selekcjonowana Virginia – naturalnie suszona, o brązowej barwie – która po Rewolucji Amerykańskiej trafiła do innych stanów.

W Ohio, Pensylwanii i Maryland, na lżejszych, choć wciąż żyznych glebach, tytoń stał się mniej mocny i bardziej jeszcze słodki. Lepiej i równiej palił się w fajce. Wciąż eksperymentowano i odmian Virginii było coraz więcej. Wśród nich coraz bardziej cenione były te, które po wysuszeniu i fermentacji były jaśniejsze od brunatnego standardu.

Niejaki Abisha Slade, kapitan z czasów wojny secesyjnej, zachęcony znakomitą koniunkturą wysiał jaśniejszą odmianę na nieużytkach swojej posiadłości. Wyrosły rośliny wątlejsze, o długich cienkich liściach, ale nadające się do fajki. Aby przyśpieszyć możliwość sprzedaży surowca, postanowił go suszyć w nawiewie ciepłego powietrza – proces skrócił się z 2-3 miesięcy do 10. dni. Na dodatek tytoń był bright – jasny, słoneczny, radosny… A w paleniu lżejszy i słodki.

W kolejnych latach Slade stworzył system produkcji Virginii Brightleaf i ruszył go rozpowszechniać po Ameryce serią wykładów i prelekcji. Niebawem u podnóża Apallachów zaroiło się od plantacji tej odmiany. Wartość ziemi w tym biednym dotychczas regionie skoczyła 20-35 razy. Jasna Virginia stała się modna i dla swych właściwości popularna jest do dzisiaj.

Virginię, zarówno tę jasną, jak i ciemną, uprawia się w chwili obecnej niemal na całym świecie. Niemal wszędzie suszona jest ciepłym powietrzem. Jest składnikiem większości blendów, zestawia się też mieszanki z samej Virginii, ale i one bywają skomplikowane – w ich skład wchodzi niejednokrotnie nawet 20 Virginii z rożnych kontynentów.

  1. Virginia No 1, MacBaren
  2. Full Virginia Flake, S Gawith
  • Burleye

W piśmiennictwie można się dość często natknąć na sformułowanie „amerykański styl palenia fajki”. Typowe amerykańskie mieszanki zawierają zazwyczaj w swoim składzie dużo Burleya. Co prawda tytoń ten używany jest głownie do papierosów, ale wyodrębniono też odmiany czysto fajkowe. Na dobrą sprawę odmiany te mają najbardziej naturalny smak tytoniu – żadnych słodyczy, żadnych kwasków, niekiedy jakiś orzechowy akcent.

Burleye mają dużo nikotyny i mało naturalnych cukrów. Rośliny są wysokie, posiadają wiele dużych liści (20-30), które równomiernie dojrzewają w środkowej części krzewu. Główną zaletą są koszty uprawy i suszenia. Rośliny wycina się w całości i w całości suszy w najbardziej naturalny sposób – pod zadaszonymi wiatami lub w budynkach z żaluzjowymi ścianami i uchylnym dachem, co pozwala na regulowanie przepływu powietrza i odcięcie od nadmiernej wilgotności podczas mgieł i deszczu.

Liście po wyschnięciu mają rożne zabarwienie –  jasnobrązowe, czerwonawe aż do ciemnobrunatnej . Surowcem handlowym są zazwyczaj wysuszone, posortowane i zbite w bele liście.

Burleye mają jeszcze jedną cechę, która zwiększyła ich powszechność w Stanach, są mocno higroskopijne, więc łatwo je sztucznie dosłodzić czy aromatyzować. Do mieszanek fajkowych – głównie aromatyzowanych – używane są odmiany z większą zawartością nikotyny.

Blendy z dużą zawartością mocno aromatyzowanego Burleya bardzo często są sztucznie konserwowane – np. glikolem propylenowym, który dodatkowo „polepsza” spalanie tytoniu.

Europejczycy w większości nie przepadają za mieszankami w amerykańskim stylu, choć są i tacy, którzy nie kupują żadnych innych.

W USA ta odmiana uprawiana jest w Tennessee, Ohio, obu Virginiach, Północnej Karolinie  i Missouri. Burley z Kentucky suszony na słońcu doczekał się nawet odrębnego traktowania przez blenderów, ponieważ jest znakomitej jakości i nie jest nadmiernie „poprawiany”.

Poza Stanami, odmianę tę uprawia się we Włoszech, Brazylii, Meksyku oraz na Półwyspie Koreańskim.

  • Marylandy

Odmiany te wyodrębnione zostały w stanie Maryland i obecnie uprawiane są wokół Waszyngtonu. Tytoń tego typu ma niewielką zawartość nikotyny oraz neutralny smak. Używany jest głownie do „osłabiania” mieszanek zbyt mocnych lub zbyt aromatycznych. Ma doskonałe właściwości palne, stąd powszechne jego dodawanie do mikstur, które same w sobie palą się nienajlepiej.

Interesujące jest pochodzenie „szczepów” marylandzkich. Pierwsze odmiany nie zostały wyhodowane z Nicotiana tabacum, z którego produkowane jest lwia część tytoni do palenia, ale z Nicotiana macrophylla o wielkich liściach. W XX w. klasyczne Marylandy były wielokrotnie krzyżowane, ale zachowały delikatność i lekkość wysuszonego surowca, co powoduje, że jego produkcja przestaje się opłacać.

Plantacje z roku na rok są coraz mniejsze, choć fajczarze chętnie sięgają po blendy wzbogacone tą odmianą. Z racji „łatwopalności” są to znakomite tytonie do coraz bardziej potrzebnych zabieganym palaczom „szybkich fajek”.

W dzisiejszych czasach zamiast poprawiać palność dodatkiem naturalnych liści, skrapia się gotowe produkty wspomnianym glikolem lub innymi alkoholami, estrami czy substancjami oleistymi. Szybko i tanio.

  • Orientalne

Zwane także tureckimi – to tytonie o drobnych liściach wyhodowane na ubogich w azot glebach na terenach dawnego imperium osmańskiego. W Turcji palenie tytoniu zapożyczono od marynarzy brytyjskich oraz holenderskich przybijających do portu w Istambule i stało się powszechne już w XVII w. Zasiano amerykańskie nasiona od Morza Egejskiego po deltę Nilu. Na terenach górzystych, kamienistych i lichej glebie wyrosły rośliny nadzwyczaj smaczne w paleniu, lecz zawierające niewielkie ilości nikotyny i bardzo różne ilości cukru, od śladowego po bardzo duży.

Na wyżynach Grecji, Bułgarii, Rumunii, Republiki Macedonii, Bośni, Turcji oraz Rosji i Włoch wyodrębniono wiele odmian „tureckiego” – lekkiego, naturalnie aromatycznego tytoniu, który zaczął pełnić funkcję wzbogacającą smak europejskich mieszanek papierosowych i fajkowych. Niektóre odmiany pełnią dziś rolę tytoniu przyprawowego. Orientale są importowane głównie do USA, Niemiec oraz Japonii.

Najbardziej znane i cenione odmiany to grecka Basma, Mahalli, Xanthii (Ashton Old Dog), Dubek, Yenidji (Balkan Sobranije) oraz czysto turecka Smyrna.

Suszy się je na słońcu. Mają krótki okres wegetacji i często zbierane są dwa razy w roku.

O powodzeniu tytoni orientalnych może świadczyć fakt, że stanowią one obecnie, wraz z Latakiami,  16 proc. światowej produkcji.

  • Latakie

To odmiany pochodzące z Syrii i Cypru. Początkowo suszone, jak większość orientali, na słońcu. Podczas słabej koniunktury rolnicy przechowywali nadwyżki zawieszone na krokwiach dachu, gdzie przez miesiące poddawane bywały działaniu dymu z domowych palenisk. Między bajki trzeba włożyć legendy o wielbłądzim łajnie, które pustynnym Arabom służy do dziś jako opał. W pobliżu portowego miasta Latakia paliło się karłowatymi dębami oraz krzewami porastającymi kamieniste gleby.

Dziś syryjska Latakia to nie nadwyżki. Zbiera się ją, podsusza krótko na słońcu i dosusza „wędząc” w specjalnych budynkach (szopach) nad tlącymi się ogniskami z drewna syryjskiego dębu z dodatkiem miejscowych ziół i aromatycznych krzewów. Latakia z Cypru wędzona jest w dymie z miejscowych krzewów, mirtu, niekiedy z miejscowych odmian sosny.

Syryjskie tytonie są zwykle jaśniejsze i bardziej aromatyczne od cypryjskich. Latakie używane są do dosmaczania mieszanek angielskich. Nawet dodatek 3 proc. tego tytoniu jest w blendzie wyczuwalny. 15-20 stanowi standard, a niektórzy blenderzy opracowali mikstury, które zawierały go 40-50 proc. Nieliczni wielbiciele Latakii palili ją w postaci „czystej”.

Pod koniec 2004 r. całkowitemu spaleniu uległ wielki magazyn w Syrii, w którym przechowywano niemal cały zapas Latakii.  Rozpacz! Wiele uznanych mieszanek zniknęło na kilka lat z rynku lub zastosowano w nich zapasy z Cypru. Tylko McClelland, MacBaren i Solani posiadały zapasy pozwalające na nieprzerwaną produkcję tytoni z syryjską Latakią.

Po 3-4 latach sytuacja wróciła do normy.

  1. Balkan Flake, S. Gawith
  2. HH Vintage Syrian, MacBaren
  3. Black Mallory, Rattray’s
  • Perique

Typowy tytoń przyprawowy. Ostry w smaku, mocny, interesujący. W mieszankach, szczególnie z Virginią, zmienia charakter tytoniu bazowego – blend staje się pikantny, aczkolwiek nie traci słodkości. Dodanie 5 proc. Perique wystarcza do zmiany smaku. Nie dodaje się go niemal nigdy więcej niż 15, góra 20 proc. Tytoń ten posiada podobny wpływ na spalanie tytoniu jak Marylandy – mieszanki z Perique lepiej się żarzą w fajce.

Jest uprawiany jedynie w kotlinie Św. Jakuba w Luizjanie. Odmianę tę wyselekcjonowali Indianie Chocktaw i Chickasaw. Do dzisiejszego dnia, mimo wielu prób, nie udało się tej odmiany przenieść w inne miejsce. Rośliny wysiane gdzieś indziej z nasion uzyskanych w St. James Parish nie miały pełni właściwości. Mikroklimat kotliny jest nie do podrobienia.

Ale Perique to nie tylko odmiana i mikroklimat – to także sposób przyrządzania. Liście są podsuszane naturalnie przez miesiąc-dwa, a następnie ciasno ubijane w beczkach, aż do wystąpienia soków. Beczki są szczelnie zabijane i przez 9-10 miesięcy tytoń fermentuje pod ciśnieniem, a następnie jest znów suszony. Do beczek dodaje się rozmaitych ziół oraz innych składników, które objęte są najściślejszą tajemnicą przez producentów.

Takie przygotowywanie tytoniu do palenia podpatrzył niejaki Pierre Chenet podczas swych wędrówek po Luizjanie. Indianie w taki sposób fermentowali tytoń z miejscowej uprawy – w wydrążonych kłodach. Znajomi nazywali go Perique – i tym imieniem nazwany został wynalazek jego życia, tytoń z St. James Parish.

  1. Marlin Flake, Rattray’s
  • Rustica

To po prostu dziki tytoń, indiański tytoń, machorka, bakun, czyli Nicotiana rustica. Ma intensywny smak, jest mocny i stanowi niekiedy tajną broń blenderów. Dodanie tego tytoniu do mieszanki podnosi jej moc i dodaje naturalności.

  • Lokalne

Lokalnych odmian tytoniu jest ogromna ilość. Znaczenie globalne mają na dobrą sprawę jedynie tytonie orientalne i niektóre inne przeprawowe. Niestety, konkretne nazwy rzadko padają w materiałach firmowych. Można to poniekąd usprawiedliwić, ponieważ to one nadają niektórym mieszankom ich wyjątkowość.

Np. niemal każdy blender zna właściwości co najmniej kilku tytoni orientalnych…

Xanti jest jednym z najlepszych orientali uprawianych ww pobliżu greckiego miasta, od którego wzięła swoją nazwę. Odmianę tę często nazywają „królową tytoni”. Ma bardzo słodki smak, wydziela przyjemny zapach oraz posiada bardzo dobrą palność. Wystarcza niewiele, by odmienić charakter blendu.

Djebel ma podobne właściwości jak Xanti, ale nie tak intensywny smak i zapach.

Smyrna uprawiana na zachodnim wybrzeżu Turcji ma bardzo słodki smak i intensywny, ciężki zapach. Pali się jednak słabo i jest stosowana do dobrze się palących mieszanek.

Samsoun ma niezwykły, bardzo przyjemny smak. Poprawia smak każdego blendu. To prawdziwy turecki, uprawiany nad Morzem Czarnym.

Djubek to tytoń rosyjski o bardzo podobnych właściwościach jak Xanti.

Mówi się, że człowiek, który zna wiele naturalnych smaków lokalnych tytoni bałkańskich, tureckich, arabskich, rosyjskich i ma do nich dostęp, jest w stanie złożyć na poczekaniu mieszankę, która dogodzi każdemu fajczarzowi na świecie. Konserwatywni miłośnicy fajki podkreślają, że dzięki tytoniom z tych regionów nie jest konieczne dodawanie do blendów syropów oraz innych substancji smakowych. Naturalne smaki i aromaty są na tyle ciekawe i intensywne, że nie należy kalać tytoniu innymi dodatkami.

Suszenie i obróbka

Każdy tytoń z wyżej wymienionych może być suszony na kilka sposobów. Ten proces także wpływa w znaczącym stopniu na zapach i smak oraz na właściwości palne. Jeśli producenci podają te informacje, to mogą być one dla fajczarza istotne.

  • Air-cured

Suszenie powietrzem. Naturalny proces trwający od 4 do 8 tygodni. U małych plantatorów odbywa się w szopach o ażurowych ścianach, a w stodołach czy nawet pod szerokimi okapami przy ścianach budynków. To ostatnie znane jest z okien auta lub pociągu, kiedy jedzie się przez Lubelszczyznę.

Suszenie samych liści ma dwie fazy – najpierw mocno podsuszane są one na sznurach lub drutach, potem się je wiąże w pęczki, by zachowały elastyczność.

Przy wielkich uprawach stawiane są ogromne suszarnie o ścianach żaluzjowych i z uchylnym dachem, które pozwalają regulować przepływ powietrza. Suszy się w nich głównie Burleye, czyli rośliny w całości.

Według znawców ta technologia pozwala zachować najwięcej pierwotnych cech konkretnych odmian. Jest jednak – wbrew pozorom – trudną sztuką i wymaga stałego nadzoru. Za duża wilgotność może spowodować gnicie liści lub wywoływać ogniska pleśniowe, zbytnie przesuszenie natomiast doprowadza do tego, że liście stają się kruche, łamliwe i tracą za dużo na wadze i w skupie osiągają bardzo niskie ceny.

  • Flue-cured

Suszenie ciepłym powietrzem jest obecnie bardzo popularne na całym świecie. Do zamkniętych budynków z możliwością wentylacji doprowadzane jest systemem rur ciepłe powietrze, które równomiernie penetruje całe pomieszczenie i bardzo szybko suszy liście. Temperatura jest stopniowo powiększana. Proces trwa ok. tygodnia i znakomicie eksponuje naturalne cukry, jednocześnie nie zmniejszając zwartości nikotyny. Dodatkowym atutem jest jednolite zabarwienie liści- to właśnie dzięki takiemu ogrzewaniu otrzymuje się m.in. jasne Virginie.

W Stanach Zjednoczonych wielu farmerów posiada takie systemy grzewcze, ponieważ stosowanie flue-cured niesie za sobą wysoką opłacalność produkcji. Technologia ta pozwala przygotować tytoń do sprzedaży z bardzo dużych areałów. Na dodatek jest to zazwyczaj surowiec najwyższej jakości, na który stale utrzymuje się wysoka koniunktura.

Obecnie spora liczba odmian tytoniu nazywana jest Flue-cured. To jasne Virginie, które wyhodował wspomniany wyżej Abisha Slade – uprawiane w południowych stanach USA na gorszych piaszczystych i gliniastych glebach.

  • Fire-cured

Suszenie ogniowe, suszenie z podwędzaniem – trwa od kilku dni do kilku tygodni. W budynkach, które umożliwiają dobrą wentylację liście suszy się nad niewielkimi ogniskami z drewna liściastego oraz z ich wysuszonych liści. Dym wzbogaca smak tytoniu.

Do tego procesu wybiera się w Stanach tytonie z małą zawartością cukru, a z wysoką nikotyny służące do wzmocnienia mieszanek i nadania im intensywnego aromatu i smaku.

Na Bałkanach, w południowo-wschodniej Europie i w Azji Mniejszej podobnej technologii poddawane są niektóre Orientale, głównie Latakie.

  • Sun-cured

Większość tytoni orientalnych podsuszana jest jednak na słońcu. Nieliczne odmiany wysychają do końca w promieniach słonecznych, niektóre dosuszane są pod wiatami, lub w ciepłym powietrzu, niektóre są podwędzane. Na słońcu suszony jest także burley z Kentucky, czyli po prostu Kentucky.

  • Cavendishe

Te tytonie produkowane są z wielu odmian – z Virginii, z Marylandów, z Burleyów. Po raz pierwszy świat o nich usłyszał od Thomasa Cavendisha.

Nazywa się tak Virginie i Burleye powstałe podczas fermentacji liści ze słodkim dodatkiem – syropu klonowego, cukru trzcinowego, ciemnego rumu, miodu.

Określa się tym mianem także mieszanki tytoniowe, w których skład wchodzą pocięte już i zbite w bele Virginie, Burleye z dodatkiem tytoni przyprawowych oraz składnikami słodzącymi i smakowo-aromatycznymi. To tzw. druga fermentacja, a właściwie „dojrzewanie”.

Na dobrą sprawę mieszanka angielska przechowana w puszce przez kilka lat, też staje się Cavendishem. Ale szlachetnym, dobrym Cavendishem…

Bo są i paskudne, i jest ich coraz więcej, gdzie typowy zestaw składników jest następujący: około 54 procent tytoniu, 22 procent wody, 8 procent alkoholu, sztuczne słodziki, czyli gliceryna i sorbitol, oraz cukier i syropy aromatyzujące. Osobiście uważałbym na tanie blendy z Black Cavendishem.

Mieszanki – blendy

Choć ten fragment opracowania traktuje o tysiącach mieszanek gotowych, i o takiej samej ilości sporządzanych w trafikach i domach fajczarzy – będzie krótki, wchodzi bowiem w sferę gustów i osobistych preferencji…

  • Virginia

Czysta Virginia – wielu ludzi lubi ją palić, niektórzy po latach próbowania tak bardzo się do niej przyzwyczaili, że rzadko sięgają po cośkolwiek innego. Wydawać by się mogło, że nie ma nic prostszego – zebrać ziele z pola, wysuszyć, przefermentować, wysuszyć ponownie i palić. Tymczasem virginiowe blendy bywają niezwykle skomplikowane.

Ta odmiany tytoniu – choć wszystkie Virginie są słodkie i zawierają sporo nikotyny – miewają różne właściwości w zależności od kraju pochodzenia, regionu, gleby, stanowiska oraz od metody suszenia i fermentacji. Niektóre gotowe mieszanki zestawione są nawet z 30 i więcej rodzajów Virginii z całego świata.

Mistrzowie tytoniowego kupażowania potrafią określić i nazwać kilkadziesiąt całkowicie naturalnych smaków i aromatów charakterystycznych dla tej odmiany. Dobry blend potrafi zachwycać bardzo bogatym smakiem – słodkościami, kwaśnościami, zaskakującymi analogiami do konkretnych owoców. Bogate mieszanki nigdy się nie nudzą – dostarczają palaczom coraz to nowych wrażeń. Każda fajka może przynieść nieznane dotąd niespodzianki.

Mikstury złożone z mniejszej liczby natomiast dają fajczarzowi pewność, że zawsze mają taki sam, znany i lubiany smak. Zdarzają się też zupełnie prostackie virginiowe blendy.

Virginiowe mieszanki miewają bardzo różną jakość i wartość. Są rzeczywiście „czyste” – nawet te wieloskładnikowe złożone są wyłącznie z różnych odmian tego tytoniu. Do blendów typu Virginia zalicza się również mieszanki, do których dodawane są Burleye (szczególnie Kentucky i Tennessee), Marylandy oraz pikantny Perique, bardzo często sama Virginia jest aromatyzowana lub dosładzana w technologii Cavendish.

Czyste Virginie traktowane są przez doświadczonych i konserwatywnych fajczarzy na całym świecie z ogromną estymą, tym bardziej że można tu znaleźć tytonie lekki i te bardzo mocne… Wielu wśród nich szuka i czasami znajduje swojego fajkowego Graala. Dla ogromnej rzeszy są one natomiast punktem wyjścia do dalszych poszukiwań najlepszego blendu na świecie.

  • Mieszanki angielskie

Ów fajowy Graal, tytoniowy absolut nie może zawierać żadnych obcych dodatków – kategorycznie twierdzą tradycjonaliści. Powinien być złożony wyłącznie z tytoniu. Konserwatywni są Anglicy i to oni specjalizują się w zestawianiu takich mieszanek. Podstawą jest najczęściej Virginia.

Najcenniejszym dodatkiem zaś są tytonie Orientalne w całym bogactwie lokalnych odmian, a przede wszystkim Latakie. Dla swojej pikantności korzysta się też często z Perique.

Dodatek Burleya, jeśli nie był sztucznie „dosmaczany” czy dosładzanych miodem lub syropem klonowym Cavendishy, nie odbiera „angielskości” mieszance, choć puryści kręcą nosami. Ale już dodanie rumu na jakimkolwiek etapie uznawane jest na salonach za grubiaństwo.

  • Aromatyczne naturalne

Rum i dodanie rozmaitych trunków (whisky, brandy, wina) przed i podczas fermentacji znakomicie wpływają na ostateczny smak tytoniu. Dla dobrego smaku wrzuca się do pociętego po fermentacji tytoniu, również drobno pocięte, suszone a nawet kandyzowane owoce, orzechy, aromatyczne zioła oraz przyprawy, kakao, naturalną czekoladę, płatki kwiatów (np. akacji, robinii akacjowej, karagany, lipy, cytrusów, itp.).

Mieszankę taką pracuje się i pozostawia do dojrzewania przez pewien czas. Efekty mogą być nadzwyczajne – o ile mieszanki sztucznie aromatyzowane porzuca się bez trudu, o tyle aromaty naturalne najczęściej pozostają z fajczarzami do ostatniej fajki. O wytwarzanych w Anglii mówi się modern blends.

Niektóre składniki palą się trudno i wydzielają dużo kondensatu i podczas spalania resztek bywają niesmaczne, dlatego sugeruje się, by nie dopalać ich do końca i wystukiwać z fajki tzw. koreczek natychmiast po zgaśnięciu żaru. Jeżeli w całości wypadnie z fajki – decyzja o wygaszeniu była podjęta w najlepszym czasie.

Najdoskonalsze blendy naturalnie aromatyzowane spalają się jednak do siwego popiołu bez obrzydlistwa pod koniec fajkowej sesji.

  • Sztucznie aromatyzowane

W czasach, gdy produkcją wszystkiego rządzi porzekadło „czas to pieniądz” zamiast pracowicie i niekiedy latami komponować naturalne aromaty i czekać potem na ich dojrzałość przez kilka miesięcy – do pociętej i wstępnie złożonej mieszanki bazowej dolewa się soków i syropów owocowych, niekiedy nalewek na etanolu czy glikolu, sztucznych miodów… Także tego, co dobrze znamy z tanich napojów oraz galaretek i kisieli – aromatów identycznych z naturalnymi. Czyli składników dropsów, landrynek, krochmalowych pralin. Miesza się to później oraz suszy w bębnach i natychmiast pakuje w koperty, torebki lub puszki. Niekiedy do blendu trzeba dodać konserwantów, bo bez nich tytoń by się zepsuł jak mortadela w wyłączonej lodówce.

Dodaje się bez oporów.

99 proc. miłośników palenia fajki przechodzi dłuższy lub krótszy okres miłości do skrajnych aromatów. Niektórzy latami wracają do swoich ulubionych smaków. I tak ma właśnie być – fajka ma sprawiać przyjemność tu i teraz.

Wbrew wszystkim fajczarskim dekalogom, tutorialom i manualom, mieszanek sztucznie aromatyzowanych nie należy wypalać do siwego popiołu. Abstrahując od faktu, że niektórych najzwyczajniej w świecie nie daje się spopielić bez poddania ich koksowaniu, smak końcówki bywa ohydny.

Pali się dla przyjemności. Dla sportu pali się, co prawda,  fajkę do dna czymkolwiek by ją nabito, ale profesjonalni organizatorzy nigdy nie wybiorą do turnieju sztucznie aromatyzowanego tytoniu. Fajczarstwo nie jest bowiem sportem ekstremalnym. Choć doszły do mnie słuchy o zawodach ze skrajnymi aromatami w roli głównej.

Może warto jeszcze wspomnieć o angielskiej typologii – casing, to dojrzewanie w syropie i topping, czyli dodanie aromatu na końcu procesu, w wyniku czego powstają tytonie scented oraz soap. Smacznego!

Rodzaje cięcia i formy handlowe

Fajczarze kupujący gotowe mieszanki spotykają się z kilkoma rodzajami cięcia tytoniu. Trudno jest odnaleźć w internecie opracowania szerzej traktujące o tym istotnym zagadnieniu. Najbardziej obszerny jest artykuł Cutting it Fine, którego autorem jest Dmitry Gayev. Niestety, bardzo często zamiast treści można zobaczyć komunikat o błędzie 502.

  • Ready Rubbed

Zestawiony blend jest sprasowany a następnie pocięty na cienkie plasterki. Plastry są roztarte i w luźnej formie pakowane do kopert oraz puszek. Kolejna postać tytoniu, której powszechność jest determinowana przez pośpiech naszych czasów. Nabija się fajkę i zapala. Mieszanki Ready Rubbed szybko wysychają, dlatego lepiej kupować 50. g porcje i szybko je wypalać. Większe albo przeznaczone na dłuższy czas, trzeba przełożyć do szczelnych słoików.

  • Mixture

Także dość szybko wysychają, więc zaleca się podobne przechowywanie jak wyżej. Ich przygotowanie jest niełatwe. Mieszanki wieloskładnikowe przygotowuje się ze względu na aromat i smak. Trzeba jednak uwzględniać inne właściwości tytoniu, na przykład współczynnik palności i postać, w jakiej tytoń na mieszankę ma się w magazynach. Niektóre składniki muszą być pocięte drobniej, inne grubiej, jeszcze inne muszą zostać roztarte. Stąd w blendach określanych jako Mixture znaleźć można ślady wielu rodzajów cięcia.

  • Loose Cut

„Luźna” forma cięcia tytoniu. Najczęściej półprodukt. Tytoń nie jest prasowany przed cięciem – liście są doprawiane w bębnach a po podsuszeniu i dojrzeniu, cięte na paseczki po ok. 1,8 mm. Spotykane też jako tytoń paczkowany. Wykorzystywane są głównie do zestawiania mieszanek i dopiero w tej formie mogą być prasowane i cięte powtórnie.

  • Plug

Tytoń jest bardzo mocno sprasowany – z metrowej warstwy luźnych lub pociętej mieszanki uzyskuje się blok o 2-4 cm grubości. Nacisk prasy może mieć nawet 55 ton i jest utrzymywany przez 3 godziny. Tytoń zajmuje więc mało miejsca, ale i inaczej dojrzewa w formie sprasowanych placków, ponieważ długo zachowuje stałą wilgotność. Ma to więc wpływ na smak tytoniu.

Placki są później cięte na prostopadłościany lub sześciany. Można je długo przechować bez obawy, że wyschną na pieprz.

Nie jest to postać preferowana przez wielu fajczarzy, przegotowanie porcji tytoniu do fajki jest prawdziwym misterium – trzeba odciąć cienki plasterek ostrym nożem, pokruszyć, rozetrzeć, podsuszyć i dopiero nabijać fajkę. Takie jednak postępowanie odwdzięcza się specjalnym smakiem.

  • Flake

To po prostu płatki cięte z postaci plug do grubości 1,5-2 mm. Wysychają dużo wolniej od luźnych mieszanek i wciąż poprawiają swój smak. Można je prędzej przygotować do palenia od plugów, natomiast wsuwany do fajki w nierozdrabnianej postaci pali się bardzo długo.

Niektóre blendy można nabyć w postaci rozdrobnionych flake’ów lub też połamanych i wówczas noszą miano broken flake. Mniej z nimi roboty podczas przygotowywania tytoniu – ale tracą trochę uroku i zajmują więcej miejsca.

Flake

  • Twist

Najbardziej chyba złożona postać tytoniu. Ich przygotowanie porównuje się do zwijania najbardziej markowych cygar. Specjalnie przygotowane liście układane są w określonej kolejności i stopniowo skręcane w linę (grubą na 2-3 cm) i oplatane wilgotnymi liśćmi okrywowymi. Dojrzewają w tej postaci od kilku do kilkunastu tygodni, niekiedy nawet przez wiele miesięcy. Proces ten może być wydłużony przez fajczarzy, o ile nie otworzą puszki.

Przed paleniem odcina się kilka plasterków, nieco podsusza i najczęściej rozkrusza przez nabiciem fajki. Niektórzy jednak nabijają fajkę całymi plasterkami wkładanymi w komin „na płask”. Tak nabita fajka pali się wyjątkowo powoli, bardzo długo.

Tytoń w tej postaci jest żeglarska tradycją i bywa najczęściej wyjątkowo mocny i intensywnie nasycony naturalnymi smakami. Zdarzają się także twisty wyjątkowo słodkie, doprawiane melasa i nasączone rumem – odkrojone plasterki służyły także do żucia, kiedy ręce zajęte były na pokładzie.

  • Curly Cut

Bardziej przyjazna postać Twista – w formie pociętych już plastrów (monet).

  • Birds Eye

Jeszcze bardziej user friendly – plasterki są częściowo przetarte, w mieszance zachowane są jednak ich wewnętrzne, najsilniej sprasowane fragmenty o 5-7 mm średnicy przypominające ptasie oczka.

  • Ribbon Cut

Liście prasowane są cięte wzdłużnie na ok 2 mm paski. Tak cięte tytonie bardzo często stosowane są do mieszanek angielskich oraz naturalnie aromatycznych.

  • Shag

Jak wyżej, ale cięte o wiele węziej.

Niniejszy artykuł jest zapewne najdłuższy w całym poradniku. Tymczasem zawiera on jedynie podstawy wiedzy o tytoniu. Zachęcam do własnych poszukiwań, komentowania, uzupełniania oraz samodzielnych wpisów.

Tags: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,

49 Responses to Tytoniowa typologia

  1. miro
    16 lutego 2010 at 11:04

    hej
    rewelacyjny tekst!
    mam jedna watpliwosc tylko: wniektorzy za Kentucky uwazaja tyton (nie tylko Bu zreszta, ale i niektore Va) wedzony w dymie z orzecha amerykanskiego – czyli raczej nie sun-cured
    lg
    m.

    • 16 lutego 2010 at 11:33

      Dzięki za dobre słowo. Zapewne Twoja wątpliwość nie będzie jedyną. Firmowe receptury i nazewnictwo w tej materii są mocno nieuporządkowane. Tym bardziej że tę cześć oddziaływania na rynek przejęli marketingowcy, a oni często nie liczą się ze starymi, dobrymi czasami.

      Szczerze mówiąc, sam mam tu wiele wątpliwości. Wpisałem to, co w literaturze powtarza się najczęściej. Tytoń zwany Kentucky w samym zamyśle miał naśladować tytonie orientalne. I być – jak to w Ameryce bywa – jak najtańszy. Pochodził więc z gleb o małej zawartości azotu, sadzono mniej kosztowne burleye, suszono go, jak orientale na słońcu.

      Nie wiem, może komuś zamarzyła się amerykańska latakia (to już moje „wolne wnioski”) i postanowił taki tytoń podwędzić? Żeby było lokalnie i patriotycznie, to w dymie z lokalnego gatunku orzecha?

      Skąd te analogie? Otóż po wielkim pożarze magazynów z syryjską latakią w 2004 roku, przyśpieszono jej przygotowanie – na słońcu tytoń był lekko podsuszany, a dosuszał się już w procesie wędzenia. Podobno ten „skrót czasowy” przyjął się na dobre. Nie jest wykluczone że suszenie na słońcu jest powoli wykluczane, a chłopcy z marketingu poszukali dobrze brzmiącego hasła? Tytoń z Kentucky wędzony w dymie orzecha amerykańskiego – dla zarozumiałego amerykańskiego ucha brzmi to równie świetnie, jak „Dobrze posiedzieć przy żubrze”…

      Dziękuję za te uwagę, i mam nadzieję, że bardziej znający się na rzeczy koledzy dodadzą więcej informacji na temat „tytoń kentucky”. Jeżeli wspólnie dojdziemy do wniosku, rze trzba temat skorygować w treści artykułu, uczynię to z prawdziwą pokorą i przyjemnością.

  2. miro
    16 lutego 2010 at 11:20

    protestuje stanowczo:-)))))
    soap mixtures w sekcji o sztucznych aromatach?!
    a SG Grousemoore……?
    lg
    m.

    • 16 lutego 2010 at 11:39

      Czekam na jeszcze jeden protest w tej sprawie – i konkretniejszą propozycję poprawki. Dlaczego na jeszcze jeden? Ponieważ stare żydowskie porzekadło mówi: Gdy dwóch ci mówi, że jesteś pijany, połóż się spać.

      Poza tym, tak już prywatnie, to, moim zdaniem, chłopcy kendallowcy nie są ostatnio bez grzechu.

      • miro
        16 lutego 2010 at 11:53

        oj nie sa, niestety…. (jednak ja nie producenta bronie, a konkretnego blendu:-)
        niektore ostatnie produkty SG – nie do odroznienia od Alsbo i jemu podobnych (Palace Gate, Fire Dance Flake, Celtic Talisman – te probowalem i wiecej nie kupie)
        kiedys ktos pisal (na a.p.f. chyba) ze nowy szef marketingu – baba nota bene – bardzo chce podbic rynek – stad produkcja czegos, co zdecydowana wiekszosc aromaciarzy kupi
        ale GM bede bronil jak niepodleglosci – tyton to z tradycja, ponoc 200-letnia, a wtedy sztucznych aromatow z natury rzeczy chyba/mam nadzieje nie mieli
        w jednej z dyskusji Rotm’a z Hot’em na a.p.f. wyszlo ze jednym ze skladnikow jest takie ziolko „jezyk jeleni”, jakie sa inne skladniki – pojecia nie mam
        m.

        • 16 lutego 2010 at 12:21

          Ja doskonale zrozumiałem Twoją uwagę i chyba w taki sposób jak sobie tego życzyłeś :) Mi także GM smakuje. Jakoś nie bardzo leży mi zaklasyfikowanie go do soap. Mi smakuje bardzo naturalnie.

          O angielskiej typologii wspomniałem raczej ciekawostkowo. I tak, jak napisałem, przeniosę ten akapicik w inne miejsce, jeśli tylko uwaga się powtórzy. A może znajdzie się ktoś, kto temat zgłębił na tyle, by napisać jakiś „kawałek” o tej właśnie typologii?

          Ja jestem za cienki bolek – z takiej szczerej angielskości to do mnie przemawia tylko Jaś Fasola.

          • JSG
            10 maja 2010 at 20:17

            Chciałbym być tym drugim głosem, ale szczerze- mam gdzieś to w jakiej grupie znajdzie się ten tytoń, jest jedynym aromatem po który skłonny jestem sięgnąć, powoli dojrzewam- jak zresztą i on pod postacią plug, do kupienia pierwszy raz tego tytoniu w nieco niefortunnej postaci Bulk (Loose).
            Z mądrzejszych ode mnie a może i od nas wszystkich razem wziętych powołam się na Daniela Schneidera z synjeco który fire dance zalicza do grupy Aromatic Virginia (Cherry-Blackberry) a Grouse-Moor Flavored Virginia choć w tej grupie znajdziemy w zasadzie tylko kilka tytoni SG z czego wszystkie występują pod postacią plug.

  3. sat666sat
    sat666sat
    16 lutego 2010 at 22:38

    Świetny artykuł Drogi kolego – strona przednia, oby tak dalej i powodzenia)

    • yopas
      17 lutego 2010 at 21:40

      „chasing” koniecznie zamienić na „casing”… właśnie się douczam i szykuję jakąś krótką deliberację (nie mylić z libacją).
      UkłonY,

      • 17 lutego 2010 at 21:44

        Zamieniam w ciemno, skoro się douczasz.

        • 17 lutego 2010 at 21:47

          I, tak nawiasem mówiąc, jak zajrzysz do swojego Kokpitu, to zobaczysz, że możesz sam wprowadzać poprawki do każdego wpisu.

  4. Alan
    Alan
    17 lutego 2010 at 21:47

    taka mała uwaga, tym razem do komentarza:
    „…dojdziemy do wniosku, rze…” – jalens, powiedz, że to przez przypadek ;)

    • 17 lutego 2010 at 21:52

      Alan, absolutny przypadek. Paskudny, ale zwyczajny ortograf. Płonię się i płonę ze wstydu. I pozostawiam, jako pokutę, choć mogę edytować komentarze. Czy komentaże? Zgłupiałem.

      • Alan
        Alan
        17 lutego 2010 at 21:55

        „Komentarze”, jeśli serio pytasz ;)

  5. Alan
    Alan
    22 lutego 2010 at 00:38

    Tak mnie teraz naszło…jak nazwać ten typ cięcia tytoniu z jakim mamy do czynienia w Belle Epoque?

    • 22 lutego 2010 at 00:43

      Połamane płatki?

      • Alan
        Alan
        22 lutego 2010 at 00:46

        No niby nie, wszak to są małe sześcianiki…poza tym płatki powstają z mocno zbitych plugów, a kostki BE są jednak dośc luźne.

        • 22 lutego 2010 at 00:51

          No to ja go paliłem jeszcze kiedy był Broken Flake. To, o czym opowiadasz, to może być Cube, choć niektórzy tak nazywają burleja ciętego na drobne kwadraciki. Ale kubik, to miara objętości, więc raczej jest to cięcie na sześcianiki.

          Może wypowie się ktoś, kto to widział.

          • lgatto
            lgatto
            22 lutego 2010 at 09:25

            Z tego co czytałem, to może się to nazywać Cross Cut, czyli cięte w krzyżyk. Spotkałem się z taką nazwą w kilku tytoniach. Tytoń był pocięty na linie jak zwykły tytoń a potem pod kątem 45 stopni, co powodowało widok małych rombów. Różniło się to od Cuba tym, że Cross był płatkiem o kształcie rombu, a Cub kuleczką lub właśnie sześcianem, poskręcanym jak indyjska herbata granulowana. Nie wiem czy o to wam chodziło.

            • Alan
              Alan
              10 maja 2010 at 19:45

              Zwracam honor! To jednak Cross Cut, o czym na FMS mówił Dziku w pierwszym poście.

              • lgatto
                lgatto
                10 maja 2010 at 19:57

                Łomatko, wychodzi na to że ja też na czymś się znam :D Czyli jednak się czegoś uczę.

                Dziękuję Akademii, wszystkim kolegom którzy wspierali mnie swą wiedzą, mamie, tacie i mam nadzieję, że nie ustanę w pobieraniu nauk :D

              • Alan
                Alan
                14 maja 2010 at 17:10

                Emil miał zrobić fotki, ale pewnie ze swojego fajkowego łakomstwa wyjarał wszystko co mu wysłałem ;) Tak mniej więcej wygląda efekt cross cut.

  6. Alan
    Alan
    22 lutego 2010 at 14:28

    Wciąż nie to, sześcianiki BE składają się z małych kwadracików ułożónych jeden na drugim. Możliwe, że to jest broken flake (grubo cięty), choc wydaje mi się to zbyt luźne.
    Emil, jak masz jeszcze trochę tego tytoniu ode mnie to może zrób zdjecie i wrzuć tutaj?

    • lgatto
      lgatto
      22 lutego 2010 at 15:18

      A smaczny jest BE?
      Bo jakoś opisy w sklepach mnie odstraszyły i zniesmaczył . A jak tak opowiadacie to smaczek się rodzi i ślinka cieknie.
      Może jakaś recenzja na portalu?

    • Rheged
      22 lutego 2010 at 17:22

      Chyba zostało jeszcze trochę sześcianików, ale jako, że nie potrafię ich palić, to mielę w młyneczku i tyle. Nazywam te cięcie „Emil Rubbed” ;)

      Zrobię fotki w środę.

      • Alan
        Alan
        22 lutego 2010 at 17:42

        Ja je traktowałem po flejkowemu, po prostu wrzucałem je do fajki i uszczelniałem drobnicą. Raz miałem z tym nabiciem ciekawą sytuację, otóż jak odpalałem ów tytoń w fajce to kostka tuż pod powierzchnią żaru tak gwałtownie się rozprężyła, że wyskoczyła z fajki na biurko :D
        A zmielony w młynku był dla mnie zbyt kwaśny i nieco za gorąco się palił. Ech, zachciało mi się aromatu, chyba niedługo wyposażę się w puchę świątecznego Petersona – chyba najlepszy aromat ever…

        • 22 lutego 2010 at 18:09

          Czy nie zauważyli Panowie we wczorajszym komiksie, ze trójwarstwówka jest po prostu robieniem flejka w kominie fajki?

          • Alan
            Alan
            22 lutego 2010 at 18:36

            Przyznaję się: nie. Chyba za głupi na to jestem albo nie skojarzyłem.

  7. ajt
    27 stycznia 2015 at 17:37

    Odebrałem dziś paczkę zawierającą między innymi 10 gramowe torebki czystego perique i orientali. Ćmię właśnie, z wielką przyjemnością. fajkę nabitą squadron leaderem z dodatkiem perika. Taka kompozycja z lekka przypomina mi nightcupa i jest przepyszna, czemu tak rzadko występują mieszanki La+Pq, tego nie wiem i wielce nad tym faktem ubolewam.

    Zasadniczo moje pytanie dotyczmy jednak orientali, o ile przypadku perique śp Jalens napisał że jego zawartość wacha się od 5-15-40% o tyle nie wiem jak dawkować orientale. Ktoś wie ile ich, i do czego najlepiej, sypać ?

    • Zyrg
      Zyrg
      27 stycznia 2015 at 18:55

      Głównie jadą z La i Va. Ja np. tego stasiowego spróbowałem samego (bardzo lekki, orzechowo-miodny mi smakowało). Drugi eksperyment to dodałem do tego ok 40% Va no 1 (od MacB). Powstał taki fajny mioduch. Nie chce powielać mieszanek brytyjskich i w sumie fajnie to wyszło. Plan następnego eksperymentu: wkroić do tego pare talarków z Balckwoodsa Honey :)

      • ajt
        29 stycznia 2015 at 17:21

        Zrobiłem jak Waść napisał, z tym że zamiast no1 dałem Va Mysore. Jedno z najprzyjemniejszych fajkowych paleń jakie pamiętam, słodki i wyważony smak, pycha po prostu.

        • Zyrg
          Zyrg
          29 stycznia 2015 at 21:43

          A widzi acan!

    • KrzysT
      KrzysT
      27 stycznia 2015 at 19:27

      Mieszanki La z Pq występują w przyrodzie jak najbardziej, ale zazwyczaj po drugiej stronie oceanu.

  8. Julian
    Julian
    27 stycznia 2015 at 19:35

    Znaną mieszanka Per-La jest Bayou Night C&D. Zawiera 50% perique, typowe tytonie amerykańskie i pewną ilość La. Smakuje specyficznie, ale interesująco.

  9. ajt
    29 stycznia 2015 at 17:19

    No właśnie chodziło mi o mieszanki dostępne w Polsce, z tym jest krucho. Ale to nic, będę dosmaczał sam.

    • KrzysT
      KrzysT
      29 stycznia 2015 at 18:33

      Proponuję – dla łatwiejszego znajdowania – uruchomić TR, wrzucić wyszukiwanie rozszerzone po kategorii „skład”, zaznaczyć Latakię i Perique w szukanych i obejrzeć wyniki.
      Żeby było łatwiej – o takie są, o: http://www.tobaccoreviews.com/search?Contents=Latakia%2CPerique
      Zwróć uwagę, że jest ich niemało. Co prawda co do części miałbym wątpliwości, czy ten skład – zwłaszcza Pq – w ogóle czuć, ale co tam.

    • Zyrg
      Zyrg
      29 stycznia 2015 at 21:44

      U nas jest jeszcze Ashton Artisan’s z Pq i La

  10. Buldoger
    Buldoger
    4 lutego 2016 at 18:28

    Czy ktoś z formy Ready Rubbed lub innej luźnej formy tytoniu próbował otrzymać formę Plug? Poprzez sprasowanie w odpowiedniej formie, pod odpowiednim naciskiem itp. Tytoń przyjmie nową postać i będzie inaczej dojrzewał. To wszystko w celu polepszenia walorów smakowych. Próbował ktoś?

    • Andrzej K.
      4 lutego 2016 at 20:18

      tak, zrobiłem tak, sprasowawszy w słoiczku 30 ml prawie 80 gram lataki od GLP. Nie obyło się bez pomocy trzonka tłuczka do ziemniaków i kilku przekleństw. Ale plug wyszedł jak marzenie :) Co prawda, nie miałem takiego zamiaru – po prostu mi brakło większych słoiczków. Ale i tak, większej różnicy smakowej nie odnotowałem.Różnica jest taka, że tytoń trzeba ze słoika niemal wykuwać majzlem żeby nabić fajkę. Następny raz się wypowiem za jakieś dwa – trzy lata. Jak ponownie otworzę ten słoiczek ;)

      • Zyrg
        Zyrg
        4 lutego 2016 at 20:36

        Potwierdzam. Paliłem rzeczony specyfik Andrzeja – smakował zupełnie jak latakia od GLP. Czytałem na TR post gościa który robił flake podkładając H&H Larrys pod nogę od sofy (nie zgadniecie z jakiego kraju był…). Powtórzyłem Andrzejowy eksperyment z Grousemoorem i rzeczonym Larrysem. Na razie czekam…

        • miro
          5 lutego 2016 at 08:13

          Jeden z Kolegów (u nas chyba zalogowany, ale nie wiem, pod jakim nickiem) na „pamietnym” spotkaniu w Krakowie miał tez takiego „pluga” ubitego w jakiejś rurce – można to było kroić do formy DDLNR, tylko średnica monetek wychodziła większa.

          Moim zdaniem (ale to tylko luźne przemyślenia) takie ubicie tytoniu pierwotnie obrobionego do innej formy raczej nie przyspieszy dojrzewania (bo dostep powietrza bedzie ograniczony tylko do warstwy na powierzchni, a powietrze – zgodnie z różnymi teoriami – przynajmniej na początku dojrzewania jest bardzo potrzebne), a czy zmieni finalnie smak – nie sądzę. Plugi „fabryczne” są przecież prasowane już na etapie produkcji (w kombinacji z temperaturą, parowaniem, ewentualnym dodaniem różnych składników smakowych) i w takiej formie wydaje mi się, że plug dalej sobie (w puszce czy słoiku) powoli dalej dojrzewa. Natomiast jeśli po wyciągnięciu spod prasy robimy z tego ribbon, ready robbed czy loose cut, to cała historia zaczyna się od początku i w ponowne „plugowanie” mozna się bawić, ale raczej tylko po to, by zaoszczędzić miejsce na przechowywanie.

          • yopas
            5 lutego 2016 at 08:27

            W Kramarzówce udało mi się upuścić słoiczek z MyOwnVaNo1CigarLeafBlend i też wyszedł z tego zgrabny a’la Plug nazwany potem przez Janka Broken Jar Plug.
            Ale czy się lepiej dojrzał. Nie wiem. Nie mam takiej obsesji.
            UkłonY,

          • Piotrek
            5 lutego 2016 at 08:44

            Tak, tak miałem „pluga z rurki”, rok sobie leżał. Ale muszę potwierdzić słowa Mirka i Andrzeja.

            • Andrzej K.
              5 lutego 2016 at 09:22

              swoją drogą – takie „splugowienie” tytoniu w rurce jest ciekawą i wydaje się – fajną, praktyczną metodą na zmniejszenie „gabarytu magazynowego”, a po drugie – na zabezpieczenie przechowywanego tytoniu przed utratą wilgotności/aromatu. Wszak brykiet będzie wysychał nieporównywalnie mniej niż ready rubbed. Szczelność słoika przestaje być priorytetem absolutnym. Może sam pomyślę o wykombinowaniu specjalnej praski do takich kombinacji… Oczami wyobraźni widzę brykiety 100 gramowe tytoniu, skompresowane do gabarytów dropsów :) To może być fajne dla takich „palaczy” jak ja – co to zbierają tytoń, a praktycznie go nie spopielają. I półki w szafie zaczyna brakować ;)

              • pigpen
                pigpen
                5 lutego 2016 at 10:05

                Hmmm, można by użyć na ten cel szklanych tubek na cygara. Problemem byłoby wydobycie naszego tytoni. Co by nie zrobił to pewnie koniec końców i tak by wyszedł Broken Jar :)

              • Piotrek
                5 lutego 2016 at 10:35

                Dokładnie tak. Ja wykorzystałem fragment rurki do zewnętrznej instalacji wodnej (takiej doprowadzającej wodę do domu/budynku). To jest taka niebieska rurka z tworzywa sztucznego (nie wiem dokładnie jakiego) o w miarę grubych ściankach. Zakładałem że jest obojętna chemicznie (tytoń) i ma w wystarczająco wysokie parametry wytrzymałościowe (prasowanie)- u mnie się sprawdziła. Dorobiłem korki, a do prasowania wykorzystałem ściski stolarskie.

  11. Janusz J.
    Janusz J.
    5 lutego 2016 at 09:35

    Znając Twoje możliwości, to jesteś w stanie stworzyć prasę, która ścisnęł by cały Twój zapas do opakowania po tiktakach. Waga pewnie ze 3kg.

    • yopas
      5 lutego 2016 at 09:39

      Ale wtedy palenie tylko w kiseru. Jeden buch na rok.

      • Andrzej K.
        5 lutego 2016 at 09:45

        wyobraź sobie za to, jaka kondensacja smaczków, kwasków i niuansów…. czysta esencja! ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*