Mój wymarzony klub fajkowy: Dunadan

10 lutego 2012
By

Podobno nikt nie lubi słoty. Podobno nikomu nie chce się, jeśli nie musi, wychodzić z domu, gdy aura jest tak bardzo niesprzyjająca, jak to tylko możliwe pod koniec listopada. Wtedy w każdej kropli padającego deszczu widać już zapowiedź zimy, każda kropla staje się symbolem zbliżającej wegetacji przyrody. Człowiek również zaczyna wegetować, chęć do spacerów zmienia się w ogólna niechęć do aktywności.Tak, zdecydowanie większość ludzi nie lubi późnej jesieni…

On w takim wypadku nie był „każdym”. Szedł spokojnym krokiem, jakby nie zauważając mżawki, którą większość ludzi wprawiała w iście wisielczy nastrój. Spokój z Niego wręcz emanował. Widać go było w kąciku ust lekko uniesionym do góry – tak jakby On był myślami zupełnie gdzie indziej. Tezę tę potwierdzały Jego oczy, w których jedno marzenie walczyło o lepsze z drugim. Można by wręcz przyjąć założenie, że jest rozkojarzony. On by się jednak z tym nie zgodził. Widział doskonale wszystko, co się dookoła Niego dzieje, zarówno kłótnię pijaczków jak i znaczące spojrzenie dziewczyny, która Go mijała. Wiedział, że Jego ciemnozielony płaszcz staje się coraz bardziej wilgotny, czuł również coraz więcej wilgoci we włosach. Tyle, że zupełnie Go to wszystko nie obchodziło. Szedł bowiem na spotkanie.

Otoczenie dookoła Niego zaczęło się zmieniać, nowoczesne budynki Jego osiedla powoli ustępowały miejsca starszym, strzelistym kamienicom. Kącik Jego ust powędrował odrobinę wyżej. Po chwili dołączył do niego brat bliźniak. Uśmiech na Jego twarzy zdawał się wyrażać niezmącone niczym zadowolenie. Wreszcie stanął przed jedną z najstarszych kamienic w mieście. Zawsze przed wejściem przystawał i patrzył na szyld, który wszem i wobec ogłaszał, że mieści się tu „Ostatni przyjazny Dom”. Wstrząsnął Nim dreszcz, wywołany raczej ekscytacją niż chłodem pojawiającym się nieodłącznie z wczesnym, jesiennym zmierzchem. Uśmiech zmienił się teraz z zadowolonego w nieco psotny, gdy spojrzał na doskonale znaną tabliczkę „dla fajek wstęp wolny – papierosów tu nie palimy”. Pchnął drewniane, zielone, drzwi. Od razu uderzył Go zapach drzewa świerkowego płonącego na kominku. Uśmieszek na Jego twarzy zmienił się w pełen radości uśmiech. Takie uśmiechy można spotkać na przykład u marynarza, który po długiej żegludze wraca do swojego portu. Można powiedzieć, że „Ostatni przyjazny Dom” był Jego ukochanym portem. Nigdy nie mógł odmówić sobie przyjemności podziwiania tego miejsca. Były tu cztery pomieszczenia. Pierwszym – tym, w którym właśnie zostawiał na wieszaku swój płaszcz, był pokój kominkowy. Przy długim barze siedzieli ludzie mogący stanowić idealny przykład przekroju społecznego. Studenci rozmawiali tu ze swoimi wykładowcami palącymi fajki, kobiety piły ulubione drinki i plotkowały na wszelkie możliwe tematy, dwaj staruszkowie rozgrywali kolejną partię szachów i palili ulubiony tytoń. Nikt nikomu w niczym nie przeszkadzał. Za barem stał właściciel tego lokalu – młody człowiek, który skończywszy studia, szukał pomysłu na życie. On podszedł do baru i przywitał się z Kamilem (takie imię nosił bowiem ów właściciel). Obaj znali się z niedawno ukończonych studiów. Kamil miał mocny uścisk dłoni, jak na barmana przystało. Zamiast standardowego „cześć”, wypuścił tylko kłąb aromatycznego dymu ze swojej fajeczki i rzucił:
– Już na ciebie czeka

On tylko uśmiechnął się w odpowiedzi i skierował się w głąb lokalu. Mijał wielki kominek, dookoła którego były ustawione przytulne fotele i półokrągła kanapa. Siedziało tam kilkoro ludzi. Jakieś starsze małżeństwo rozmawiające ściszonymi głosami i popijające gorącą czekoladę okupowało część kanapy. Jakaś para zajęła jeden z foteli. Dziewczyna siedziała na kolanach chłopaka, który czule obejmował jej dłonie całując raz jedną raz drugą. Wsłuchani byli w trzaski dobiegające z paleniska oraz w muzykę, która byłą domeną tego lokalu. Grała tu bowiem znajoma Kamila i Jego ze studiów, Ania. Zawsze mówili o niej, że urodziła się ze smyczkiem w dłoni. Muzyka, którą tworzyła na swoich ukochanych skrzypcach, każdego wprawiała w stan błogiego uniesienia. On podszedł do przyjaciółki i lekko, żeby nie przeszkadzać w grze, pocałował ją na powitanie w policzek.

Potem skierował swoje kroki do następnej sali pełnej małych dwu- i czteromiejscowych stolików. Sporo było już zajętych. Pojawiali się tu ludzie, którzy chcieli zjeść coś pysznego przygotowanego przez kolejnych przyjaciół ze studiów. Sebastian i Łukasz mieli talent do gotowania i, co ważniejsze, do komponowania własnych dań, ta sala zaś była ich sceną – codziennie dawali przedstawienie na niezliczoną ilość aromatów i smaków. Codziennie zbierali też pochwały za swoją sztukę. Odwiedzi ich potem, gdy będą mogli na spokojnie usiąść i porozmawiać.

W następnym pokoju (największym po sali barowej), do którego wspinał się na piętro, również stał kominek. Otoczony był regałami pełnymi książek. Półki uginały się od literatury wszelkiego typu – od historycznej po kryminał, od książek specjalistycznych po traktaty filozoficzne. Było tu kilka tysięcy pozycji, istniało więc małe prawdopodobieństwo, że ktoś wyjdzie stąd zawiedziony. W różnych miejscach stały wygodne fotele, zaś obok nich małe stoliki z lampkami. Siedziało tu troje ludzi zatopionych w lekturze. Jeden z nich, młody biznesmen (wnioskując po stroju), palił w małej fajeczce jakiś wyjątkowo ciekawie pachnący tytoń. Pomyślał, że zapyta tego człowieka potem, czym dokładnie nabija fajkę. Zostawił gości wraz z książkami i przeszedł do ostatniego pomieszczenia.

Lubił je nazywać alkową. Było dosyć niewielkie w porównaniu z innymi w „Ostatnim przyjaznym Domu”, lecz miało w sobie dużo więcej uroku, niż którekolwiek z pozostałych. Stało tam kilka oddzielonych przepierzeniami wygodnych kanap przeznaczonych głównie dla par lub ludzi chcących spędzić czas tylko ze swoimi myślami. Muzyka Ani była tu dobrze słyszana, pogłębiając tylko przyjemny nastrój. Wsunął się do jednej z nisz i wpadł w objęcia swojej ukochanej. Uśmiech, który tym razem pojawił się na jego twarzy mówił „Boże, jak dobrze ,że jesteś”. Do pełni szczęścia brakowało mu już tylko starej przyjaciółki. Wciągnął swoją fajkę, którą kupił jeszcze na studiach, nabił ją ulubionym tytoniem swojej połówki, o którym mówiła, że pachnie jak letnie popołudnie i… W tym miejscu zostawmy Jego, bowiem nie godzi się wnikać w prywatne sprawy zakochanych.

Opowiadanie to nie jest o typowym klubie fajkowym. Jest to przelanie mojego marzenia w cyfrową rzeczywistość. Nie ma tu słoików z tytoniem stojących na specjalnej półce. Nie ma dokładnego opisu wyglądu wnętrz. Nie ma nawet sprecyzowanego bohatera. On może bowiem być każdym z nas. „Ostatni przyjazny Dom” z założenia ma być miejscem, gdzie ludzie mogą przyjść by wypocząć. Takim właśnie bezpiecznym portem, w którym można robić, na co się ma ochotę, o ile tylko nie będzie to przeszkadzać innym. Zapewniającym zarówno odpowiedni nastrój jak i prywatność. Wydaje mi się, że tak powinno wyglądać miejsce, w którym fajczarz może oddać się w pełni swojemu hobby – bez narzekań żony dotyczących „śmierdzących” firanek, bez konieczności palenia na zewnątrz, bo w domu dla fajki miejsca brak. Jeśli kiedyś zrealizuję moje marzenie, którym jest „Ostatni przyjazny Dom”, tak właśnie będzie to miejsce wyglądać. A co do papierosiarzy – po prostu nie lubię smrodu papierosów nieskręcanych własnoręcznie z lepszego tytoniu, więc musiałem to zaznaczyć. Miała być dowolność, oby więc wam moja wizja się spodobała. Za możliwe błędy w składni bądź stylistyce przepraszam, ale jako filolog wyznaję zasadę pisania impulsywnego, nie wszystko da się czasem wyłapać.

Tags: , , , ,

15 Responses to Mój wymarzony klub fajkowy: Dunadan

  1. Dunadan
    Dunadan
    10 lutego 2012 at 14:40

    Dziękuję za przeniesienie, oczywiście zagapiłem się.

    • Alan
      10 lutego 2012 at 14:48

      Nie ma problemu, zawsze do redakcyjnych usług :) BTW: jestem w tej mniejszości, której marzy się jesień przez cały rok, niezależnie od jej odmiany ;)

  2. Dunadan
    Dunadan
    10 lutego 2012 at 14:54

    Hm, no to jest nas dwóch:)

  3. KrzysT
    KrzysT
    10 lutego 2012 at 14:55

    Z zapartym tchem czekałem, aż wstrzelisz na końcu jakąś dekonstruującą szyderę, ale niestety opowiadanie do końca pozostało laurką :(
    Rozczarowany cynik ;)

    • Dunadan
      Dunadan
      10 lutego 2012 at 15:05

      Auć:p Marzenie nie może być szydercze. A może może? No to w każdym razie nie było, ale winny się nie czuję:)

      • KrzysT
        KrzysT
        10 lutego 2012 at 15:13

        Odrobina ironii dodałaby IMHO realizmu. Malarze holenderscy malowali ludzi starych i pokurczonych, itd. :>
        Ale, jak mawiają anglojęzyczni, to twój pogrzeb ;)

        • Dunadan
          Dunadan
          10 lutego 2012 at 15:15

          No cóż, następnym razem się poprawię;) Goście będą brzydcy albo pokurczeni:p

        • JSG
          JSG
          10 lutego 2012 at 23:29

          Ale Dunadan po prostu Ciebie zaprosić, wtedy nie musiał by sobie pokurczonych brzydali wyobrażać….
          Mnie by zaprosił, też by miał wiecznie skrzywionego garbusa za stołem… na wszystko przyjdzie czas, Ty byś tako od razu chciał.

          • KrzysT
            KrzysT
            11 lutego 2012 at 09:19

            Złośliwość klasy Tomkowej :>
            …to nie jest komplement :P

            • Dunadan
              Dunadan
              11 lutego 2012 at 19:07

              Jeśli powstanie kiedyś „Ostatni przyjazny Dom”, wy tam będziecie mięli swoje własne miejsca – takiej dawki zdrowego cynizmu potrzeba w każdym miejscu, chociażby dla równowagi:p

              • KrzysT
                KrzysT
                12 lutego 2012 at 11:19

                Ja poproszę fotel przy oknie. Ze skrzypaczką w komplecie, bo przecież do tego czasu, to ona tego egzaltowanego ideała na pewno rzuci :>

  4. JSG
    JSG
    12 lutego 2012 at 19:44

    Ech, kiedyś robiłem zdjęcia takiej jednej skrzypaczce….

    http://tnijurl.com/skrzypaczka/

  5. Dunadan
    Dunadan
    12 lutego 2012 at 20:30

    KrzysTowi jej nie dawaj, zepsuje dziewczynę. A to byłby wielki grzech…

    • KrzysT
      KrzysT
      12 lutego 2012 at 22:44

      Krzysiowi można w ciemno ;)
      Etatową psują jest u nas na portalu inny kolega ;)

  6. piotrkowski
    27 sierpnia 2012 at 00:04

    Miejsce iście wymarzone. Pomyślałeś prawie o wszystkim. :) Dostawić jeszcze tylko gdzieś te słoje z tytoniem, aby każdy rządny nowych wrażeń podróżnik, trafiający do tego portu spokoju mógł spróbować i odnaleźć coś nowego dla siebie.

    Jeśli kiedyś zaczniesz realizować to marzenie koniecznie daj znać. ;)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*