Śledztwo w sprawie Ser Jacopo

4 września 2010
By

To pierwsza recenzja nie będąca recenzją. Recenzent bowiem stanął przed dylematem – bardzo chciał opisać swoje wrażenia z palenia Ser Jacopo English Mixture, ale nie jest w stanie. I to nie z jego winy. Obowiązek jednak obowiązkiem jest – recenzja musi zawierać tekst, że tak autor sparafrazuje Kasię Nosowską. I tak mamy artykuł, który będąc opisem wrażeń z palenia, z pewnością jest nie tylko tym. O co więc w istocie chodzi? Przekonajmy się!

Chodzi o śledztwo w sprawie Ser Jacopo, bo naprawdę nie jest łatwo rozgryźć, co jest w tym przypadku prawdą, a co nie.

Najpierw parę słów wprowadzenia w temat.

Ser Jacopo to tajemnicza firma. Utworzona w 1982 roku z inicjatywy Giancarlo Guidiego. Guidi to niegdyś jeden z głównych fajkarzy Mastro De Paja. Był on na tyle wpływowym twórcą, że zgromadził wokół siebie, w Pesaro kilku innych fajkarzy, próbujących naśladować jego styl. Dziś ten fenomen znany jest jako słynna Szkoła Pesaro, a zaliczane są do niej takie firmy jak Il Ceppo, Don Carlos, Rinaldo, Le Nuvole, L’Anatra, czy Ser Jacopo właśnie. Ser Jacopo przyszło na świat, gdy Guidi rozstał się z Mastro De Paja. Od tamtej pory produkuje ona fajki zarówno seryjne, jak i ekskluzywne autografy. W jej ofercie są także akcesoria fajkowe, humidory oraz cygara. Mogłoby się wydawać, że także tytonie fajkowe. Na polskim rynku obecne są bowiem trzy mieszanki – English, Irish oraz Scottish. Problem jest taki, że żadne ze znalezionych przeze mnie źródeł tego nie potwierdzają.

Z pewnością Ser Jacopo to firma wyspecjalizowana w fajkarstwie i obocznościach. Guidi to urodzony animator ruchu fajkowego – ma w tej dziedzinie znaczne osiągnięcia, wywiera dalej bardzo mocny wpływ na twórców z Pesaro. Dzieła Ser Jacopo są obecne w internetowych trafikach, wystawiane są na aukcjach kolekcjonerskich, można także znaleźć kilka opinii na ich temat. O tytoniu jednak nie ma nic. Nawet na stronie samego producenta.

Naklejka jednak nie kłamie – logo jest firmowe. Można podejrzewać więc, że mieszanki te traktowane są nieco po macoszemu. Jako odpryski głównych gałęzi działalności Ser Jacopo. Gdzieś na boku, zapomniane, sprzedawane w najgłębszej tajemnicy. Można dojść do wniosku, że firma się ich wstydzi – że wypuszcza je na rynek tylko po to, żeby uzupełnić niedobory budżetowe. Tytonie jako karta przetargowa – jeśli nastąpi znaczny spadek w sprzedaży fajek, zawsze mieszanki Ser Jacopo będą w stanie uratować od biedy.

Trzeba przyznać, że dość nietypowe i tajemnicze to zachowanie. Planta chwali się wszystkim, cokolwiek by to nie było. Samuel Gawith również. Czemu więc nie Ser Jacopo? Pikanterii dodaje fakt, że marketingowy opis tytoniu, który za chwile zrecenzujemy niekoniecznie odpowiada prawdzie…

Przyjrzyjmy się więc wreszcie English Mixture: „Jasne i czerwone liście Virginii połączone z wędzoną Latakią, orientalnym tytoniem z odrobiną przypraw oraz unikalnym tytoniem Perique. Mieszanka dodatkowo wzbogacona szkocką whisky”.

Wszystko się zgadza, oprócz owej latakii, odrobiny przypraw, unikalnego tytoniu perique oraz szkockiej whisky.

Albo to ja jestem idiotą, albo producent. Na początek załóżmy, że ja.

Niech będzie, że na potrzeby tego eksperymentu myślowego damy wiarę producentowi i marketingowcom i zgodzimy się, że jest w English Mixture wszystko, co zostało wyżej wymienione. Spróbujmy zanalizować to, co widać i czuć, by zobaczyć, czy faktycznie tak jest.

Już pierwsze wątpliwości budzi kolor tytoniu po otwarciu puszki. Otóż jest jasny jak słońce. Na pierwszy rzut oka widać małe morze czystej virginii. Latakia jest raczej zdecydowanie ciemniejsza, perique także. Niech będzie więc, że owa szkocka whisky odbarwiła wszystko (co jest hipotezą bardzo słabą, ale postarajmy się sobie to wyobrazić…). Tak więc mamy jasną virginię, jasną latakię, jasny perique. No dobrze, ale kto często pali latakię, wie, że w dotyku bywa ona dosyć… puszysta. Jak na wędzonkę przystało, bywa skręcona, wydziela specyficzną woń. Tymczasem w Ser Jacopo English Mixture nie ma nic puszystego, ani też w zapachu latakiowego. Przejdźmy do perique – ten również ma swój niepowtarzalny, nieco mniej wyraźny, ale jednak rozpoznawalny ostry zapach. Ale jego także nie odczujemy. Jeśli nawet tam jest, gubi się w aromacie… wiśni? Tak, to chyba wiśnia…

Z whisky została więc wiśnia, z perique pozostała virginia, a z latakii nic nie zostało. A nawet nie zaczęliśmy palić.

Albo więc naprawdę jestem idiotą, albo ta mieszanka jest tak wściekle chemiczna, że nic nie da radę w niej rozróżnić. Jestem skłonny stwierdzić, że jednak idiotą jest producent, a na pewno producenta marketingowcy. Jeśli nawet użyli latakii, perique i szkockiej whisky, to wszystko tak zmiksowali i doperfumowali, że nic z pierwotnej natury mieszanki nie zostało.

Jeśli myślicie, że to koniec tajemnic, głęboko się mylicie…

Sądziłem bowiem, że ktoś może pomylił się na taśmie produkcyjnej i do mojej puszki zapakowano coś innego, niż English Mixture. Tylko co? Załóżmy, że byłby to Scottish Mixture, o którym czytam, iż „Złote i czerwone liście Virginii oraz podwójnie fermentowany tytoń Black Cavendish wymieszane wraz z egzotycznym aromatem owoców tropikalnych i doskonałą szkocką whisky”. To by bardziej odpowiadało temu, co zastałem w swoim tytoniu. Okazało się, że nasz kolega, TomekB, obecny również tutaj, jako czytelnik, ma w swoim posiadaniu właśnie English Mixture. Porównaliśmy więc wrażenia…

Tomkowi dokładnie zgadza się opis o virginii, latakii oraz perique. Wszystko jest tam wyczuwalne.

I teraz można podejrzewać, że jednak producent to idiota.

Bo jak można pomylić English Mixture ze Scottish Mixture? To dowodzi tezie postawionej przeze mnie kilka akapitów wyżej – iż firma traktuje swoje tytoniowe wyroby bardzo po macoszemu, nie przejmując się nawet ich jakością. Nie interesuje ich nawet to, co pakują do puszek.

Można byłoby na tym skończyć, pozostając w swojej wściekłości, ale i tutaj pojawiają się schody.

Bowiem to, co paliłem, jest smaczne…

Naprawdę nie wiem, co to jest – czy English, czy Scottish, ale z pewnością jeszcze nie raz nabiję tym swojego wrzośca. Jest bowiem dobrze zaopatrzone w nikotynę, dlatego sycące, a także pomimo wyczuwalnej chemiczności, naprawdę dobre. Pali się równo, bez tendencji do przegrzewania, chociaż bywa, że ugryzie w język. Jednak palenie tego specyfiku, czymkolwiek by nie był, satysfakcjonuje. Po wypaleniu całej fajki ma się ochotę na więcej. Nie jest to oczywiście żadna ambrozja, ale zadziwia solidnością.

Trzymane w słoju przez kilka miesięcy nie traci na wartości – zapach nie wietrzeje, jest dalej silny, uparcie słodki, wręcz gryzący, ale podczas palenia miły. Smak wydaje się nawet pełniejszy. Jakby zarówno naturalna baza tytoniu dojrzewała, ale również perfumowanie, co przyznam, jest paradoksem.

Takich paradoksów jest mnóstwo jeśli chodzi o Ser Jacopo. To prowadzi do zaskakującego wniosku, że obie możliwości – że recenzent jest idiotą oraz że producent jest idiotą – są nieprawdziwe.

Prawdą jest, że recenzent oraz producent są idiotami. Równocześnie. I choć wszystko opiera się na fałszu, to w ogólnym rozrachunku jest dobrze. A nawet świetnie.

I nie bądź tu, człowieku, idiotą…

Zdjęcia pochodzą ze strony producenta oraz sklepu internetowego fajkowo.pl

Tags: , , , , , , , , , , , , , , ,

23 Responses to Śledztwo w sprawie Ser Jacopo

  1. Tomek
    Tomek
    4 września 2010 at 19:34

    w razie czego u mnie EM już ponad rok w słoiku, wcale smaczny dowód na prawdziwość nazwy English Mixture… Ciekawe, co obecnie jest pakowane w tych puszkach :)

    • Rheged
      4 września 2010 at 23:20

      Sam jestem ciekaw, czy ten mój EM to naprawdę wielki bubel, czy po prostu wtopa. Tak czy siak, zaciekawiła mnie ta firma, od jakiegoś czasu staram się ją obserwować, co jest trudne, bo od 2007 r. nie aktualizują strony…

  2. miro
    5 września 2010 at 19:27

    … ja kiedys kupilem opakowanie Peterson Old Dublin po brzegi wypelnione… Petersonem Sherlock Holmes :-)
    Jak sie dowiedzialem po fakcie – dystrybutor (Promotorzy) nakleil nie takie naklejki na puszkach. Mozliwe, ze tak samo bylo w w Twoim przypadku.
    m.

    • KrzysT
      KrzysT
      5 września 2010 at 21:36

      Hm, ja mam Nightcapa od Altadisa, który smakuje jak niedorobiony MM965 – może też pomylili nalepki na torebkach ;)

      • Alan
        Alan
        5 września 2010 at 21:40

        Nie strasz, ja mam tego prawie ćwierć kilo! :P

        • KrzysT
          KrzysT
          6 września 2010 at 08:43

          A ja myślisz ile? ;)Dorwę kiedyś puszkowego, to porównam.

    • Genzo
      Genzo
      6 września 2010 at 21:35

      Szlag by trafił! Jak to czytam to mam retrospekcję z Old Dublinem, który nijak nie był tym czym miał być, a właśnie czymś na kształt Sherlocka, sądząc po barwie.

      • Alan
        Alan
        6 września 2010 at 21:36

        Skutecznie mnie zniechęcacie do Old Dublina :)

        • Genzo
          Genzo
          6 września 2010 at 22:01

          A ja z kolei czuję się zobowiązany dać jeszcze jedną szansę nieszczęsnemu Dublinowi, aby może tym razem spróbować faktycznie WŁAŚCIWEGO blendu.

        • Rheged
          6 września 2010 at 22:09

          A mnie jednak takie mylenie naklejek zachęca, a nawet prowokuje, do kupna tych właściwych. Ale ja jestem idiotą, co dowiodłem w artykule ;)

          • Genzo
            Genzo
            6 września 2010 at 22:24

            Nie da się ukryć, że prowokacja do kupna tych właściwych działa w 100%. Nie wiem skąd to idiotyczne porównanie, ale skojarzyło mi się to z moim dzieciństwem, kartridżami do Pegasusa na bazarze, które miały notorycznie pomylone naklejki. Wiesz, kupujesz Metal Slug a tam Mario etc. :D

            • Alan
              Alan
              6 września 2010 at 22:32

              I tak napędzają sprzedaż swoich produktów, spryciarze…Emil miał rację, Ser Jacopo wypuścił na rynek tytonie z pomylonymi naklejkami, żeby zawsze był z czegoś stały dochód. Nieźle, Sherlocku ;)

  3. pinkplato
    5 września 2010 at 20:31

    Mi osobiscie EM- jaoś nie przypadł do gustu- bo istotnie to nie EM, a może nawet nie dlatego.
    Po wypaleniu połowy fajki zrobiło mi się niedobrze… sprezentowałem więc ustrojstwo…. może rzeczywiście inną naklejkę przykleili.

  4. Genzo
    Genzo
    6 września 2010 at 21:20

    Ciekawa sprawa z tymi blendami – na tobacco reviews nie ma choćby jednej recenzji tytoniu spod znaku Ser Jacopo. Jutro przyjdzie paczka, miedzy innymi bedzie tam EM więc zobaczymy czy „ulotki nie pomylili” :D pozdrawiam. Ciekawy tekst.

  5. Genzo
    Genzo
    8 września 2010 at 22:58

    Czołem Waszmościom! Przyszedł EM i wszystko można o nim powiedzieć tylko nie to, że to English. Gdzie ta latakia? gdzie ten perique? Hehe zaśmiałem się tylko litościwie otwierając niedługo potem puszeczkę Commonwealth’a. Sam smak i zapach EM to już inna sprawa – te akurat są niczego sobie.

    • Rheged
      9 września 2010 at 10:37

      Też taki jasny przyszedł? Pachnący czymś wiśniopodobnym?

  6. bogdan
    bogdan
    6 stycznia 2011 at 11:09

    Palę już drugą puchę tego tytoniu. Bardzo mi zasmakował. Właśnie ten smaczek, którego nie potrafię okreslić przypadł mi do gustu.
    Musi być bardziej podsuszony, wtedy pali się bez obsługowo do białego popiołu.

  7. Kilgore2
    kilgore2
    26 stycznia 2011 at 14:57

    A bo też ten „włoski” Ser Jacopo to nic innego jak specjał wyprodukowany przez niemiecką Kolhase,Kopp @ Co. …

  8. daddas
    daddas
    22 lutego 2011 at 23:36

    Na stałe mam na stanie Commonwealth i „Samolocik” ze stajni SG. Trzy miesiące temu poprosiłem w mojej trafice o jakąś mieszankę angielską z mniejszą zawartością latakii. Polecono mi Englissh Mixture od Ser Jacopo właśnie. Po otwarciu puszki wydobył się z niej niesamowicie przyjemny, ale zaskakująco słodki zapach. Zajrzałem do środka – jasno! Widocznie latakia została dodana jedynie w opisie, zapach też nie zdradzał jej obecności i to właśnie za jego sprawką – zapachu – uznałem by spróbować tego tytoniu w mojej rzadko używanej fajce do aromatów. I to był strzał w dziesiątkę! W sensie, by pod żadnym pozorem nie pchać tego tytoniu do fajek przeznaczonych pod mieszanki angielskie! Tego słodkiego, aczkolwiek podobnie jak zapach przyjemnego smaku, trzeba by się z fajki pozbywać przez długi czas.
    Jak na aromaty nie jest złym tytoniem, ale zaznaczyć trzeba – to ewidentnie aromat i właśnie z tego względu nie do końca trafia w mój gust. Palę go sporadycznie; po słodkiej przekąsce, by oczarować bywające u mnie kobiety – gdyż przepadają za jego zapachem, lub w stanach, w których nie do końca potrafię kontrolować prowadzenie żaru, gdyż jest to jedyny tytoń, jaki posiadam, który jest tak odporny na technikę palenia. A po trzech miesiącach w puszce nadal jest sprężysty i wilgotny. Cóż, tylko potwierdzić mogę, że to chemia, ale taka, o której złego słowa nie można powiedzieć! Ale ja wolę inaczej…

  9. oskar
    29 marca 2011 at 11:55

    To ja może pomogę…
    Poniżej zestawienie tytoni Ser Jacopo.
    http://img864.imageshack.us/i/emsmimlo.jpg/

    oraz
    English Mixture:
    http://img34.imageshack.us/i/72383712.jpg/
    Scottish Mixture
    http://img832.imageshack.us/i/43964080.jpg/
    Irish Mixture:
    http://img340.imageshack.us/i/75233949.jpg/

    Przepraszam, za jakość zdjęć (komórka).

    • Rheged
      29 marca 2011 at 21:09

      No to mamy, za przeproszeniem, jaja, bo ja nie rozpoznaję w tych fotkach swojego tytoniu. Może mi jakąś limitowaną edycję dali, typu „sprawdź jakim jesteś fajczarzem i domyśl się, co palisz!”?

      • oskar
        30 marca 2011 at 09:12

        Być może masz rację. Ja kupiłem EM i SM bo bardzo zasmakowałem w IM (moim zdaniem najlepszy z całej trójki). Nawiasem mówiąc zawartość puszki IM kupionego przedwczoraj nie różni się ani wyglądem ani smakiem od tego który otrzymałem 2 miesiące temu.

      • oskar
        23 maja 2011 at 08:41

        Odświeżam nieco temat. Spaliłem po 3 puszki English Mixture i Scottish Mixture oraz 4 puszki Irish Mixture.
        Wnioski:
        – IM i SM są stałe. To samo cięcie, ten sam aromat i smak.
        – EM to z kolei prawdziwa zagadka. Jednym razem jest to tytoń drobno cięty w którym ciężko znaleźć ogonki liści i łodygi, a innym razem otrzymujemy grubo ciachany tytoń, który śmiało można uznać za śmieci. Jeżeli mamy szczęście i trafimy na tytoń drobno pocięty to można cieszyć się dobrym smakiem. Jeżeli trafimy na tytoń w którym znaczną część stanowią łodyżki i nerwy liści to niestety mamy jakiś nędzny aromat wiśniowy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*