Full Service

11 marca 2010
Autor:

Jakoś pod koniec września ubiegłego roku stałem się szczęśliwym posiadaczem fajki firmy Peterson: Churchwarden Dublin. Wraz z wrzoścowym Brógiem #81 była to kolejna fajka po debiutanckiej gruszce. Szalenie lubię churchwardeny, jednak jestem co do nich dość wybredny – a ten Pet mnie najzwyczajniej w świecie oczarował.

O jego zaletach i wadach rozpisywać się nie będę, temat o starych i nowych fajkach tego producenta nadaje się  na osobny artykuł. Mam tu coś innego do opowiedzenia…

Ponad dwa miesiące później siedziałem późną porą przy biurku i czyściłem swoje fajeczki… Miałem akurat owego churchwardena w rękach. Pucowanie bawełnianą szmatką, rysowanie miękkim ołówkiem po czopie ustnika i wnętrzu szyjki. Jeszcze raz wyczyściłem szmatką ustnik, wkręcam go w fajkę… TRACH!!!

Czop złamany, został w szyjce… oczom swym nie wierzyłem. Nagły wzrost ciśnienia, tętno niczym strzały z maszynowego karabinu – juz w głowie kołatała mi wizja najbliższego OIOM-u.

Kiedy już w miarę do siebie doszedłem, przypomniałem sobie o forum FMS: byłem na 100% pewny, że ktoś przedstawiał tam swoje doświadczenia z identycznym problemem (i również z tą samą marką). Szybkie wklepywanie w wyszukiwarkę, chwilka przeglądania wyników – JEST!

Przeczytałem, nawet zostało napisane, że ustnik za darmo wymienili. Napisałem prywatną wiadomość do autora. W odpowiedzi dostałem poradę, aby uderzać z tym do samego Petersona. Tak też uczyniłem.

Tutaj mała uwaga: maili, które wymieniłem z przedstawicielami Petersona już nie posiadam, ze względu na mój pedantyczny stosunek do porządku każdego miejsca, w którym pracuję. Cóż, żałuję, ale dobrze jeszcze pamiętam nasze rozmowy, więc będę przytaczał je z pamięci.

Napisałem maila na adres znajdujący się na oficjalnej stronie internetowej. Szczegółowo opisałem problem, załączyłem zdjęcie złamanego czopa tkwiącego w fajce. Odpowiedź uzyskałem już kolejnego dnia, ale z innego adresu. Pomocą służyła mi bardzo miła pani, Angela Fortune. Tradycyjnie podziękowała za zakup produktu ich firmy, po czym zapewniła, że zajmą się moim problemem – proszą tylko o wysłanie fajki do ich siedziby w Irlandii. Jednak była jeszcze informacja, która troszkę mną zmieszała:

„Proszę jednak wziąć pod uwagę, że wysyłka zreperowanej fajki może się opóźnić ze względu na problemy naszego systemu płatności. Fajka będzie wysłana od razu po naprawie systemu i otrzymaniu należności za naprawę.”

Co jest!? To jednak mam płacić? Na szczęście szybko przypomniałem sobie o pudełku, w które była zapakowana fajka przy kupnie… „Tam była jakaś karteczka mówiąca o gwarancji” – pomyślałem. I nie myliłem się – mała, prostokątna ulotka informująca o 90 dniach terminu reklamacji, tudzież bezpłatnej naprawy fajki. Napisałem maila do Pani Angeli o tym, że jeszcze mieszczę się w owym terminie. Odpowiedź była korzystna – koszt naprawy i wysyłki pokrywają oni. Proszą jedynie o załączenie tej wymiany maili. Super!

W pewnym momencie trochę się jednak zaniepokoiłem – gdy nabyłem fajkę, była ona bejcowana, nawet komin od środka był tym wymazany. Wziąłem więc dremela i spokojnie tej bejcy się pozbyłem. Teraz to był kłopot, dosłownie sen mi spędzało z powiek.

Zamiast napisać maila o tym, i natychmiast sprawę wyjaśnić zastanawiałem się, jak to zostanie potraktowane. Męczyłem się, biłem z myślami, co z tym fantem zrobią. Zwlekałem z tym kupę czasu. W końcu doszedłem do wniosku – najwyżej będę musiał zapłacić, jakoś to przeżyję. Maila nie napisałem. Zawinąłem fajkę w bawełniany mieszek i wysłałem w bąbelkowej kopercie na adres podany na stronie internetowej. Priorytet kosztował mnie nieco ponad 4 zł.

Po tygodniu otrzymałem maila od Pani Angeli, iż kilka dni wcześniej otrzymali oni moją fajkę i że jest ona w trakcie serwisowania. Ulżyło mi, cholernie bałem się o kopertę, gdy była ona jeszcze w rękach Poczty Polskiej. Trzeba było wziąć pod uwagę fakt, że kopertę wysłałem między Bożym Narodzeniem a Nowym Rokiem (wspominałem coś o zwlekaniu?), a w takich dniach różnie bywa.

Po kolejnym tygodniu otrzymałem maila, że fajka właśnie W TYM MOMENCIE przechodzi serwisowanie. Wow, nieźli są… Brakowało jeszcze danych serwisanta i dokładnej godziny rozpoczęcia naprawy.

Po kilku dniach zapytałem, czy fajka już wysłana – odpowiedziała mi jak zawsze przemiła Angela, że przesyłka jest w oczekiwaniu i prosiła o uzbrojenie się w cierpliwość, gdyż byli na etapie wysyłania nieco starszych paczek. A niech nawet pół roku tam siedzi, byle do mnie wróciła!

Luty dokonał już połowy swego czasu, a listonosz wciąż nic dla mnie nie miał. Kilka razy dziennie, już niemal maniakalnie, sprawdzałem skrzynkę na listy. Nic…

„Cholerna Poczta Polska, pewnie znowu daje ciała”. W końcu nie wytrzymałem i napisałem maila, czy wysłali już do mnie fajeczkę. Odpowiedź otrzymałem mniej więcej taką:

„We are really sorry for the delay, it is because of our employee’s dawdling. Your pipe will be send during the next couple of days.”

(„Przepraszamy za zwłokę, to z powodu opieszałości naszych pracowników. Twoja fajka będzie wysłana w przeciągu kilku nastepnych dni”)

Przyznaję, uśmiałem się serdecznie. Ale Pani Angela napisała jeszcze coś takiego:

„Soon our employer Eamon will contact you to tell everything about repair charge”
(„Wkrótce nasz pracownik Eamon skontaktuje się z Tobą w celu omówienia zapłaty za naprawę”)

No pięknie, czyli jednak zdremelowany komin nie uszedł na sucho. Ale byłem dobrej myśli i jeszcze raz wspomniałem o tym, że data stempla pocztowego mieści się w przedziale darmowej naprawy. Na szczęście Pani Angela przeprosiła za swój błąd, a fajka zostanie wysłana jak najszybciej. W międzyczasie Pan Eamon zdążył już napisać do mnie maila z danymi do wpłaty i kwotą, na jaką wycenili naprawę. I w ten sposób się dowiedziałem, że kosztowałoby mnie to dokładnie 21.50€ włącznie z przesyłką. Swoją drogą, maila znalazłem w folderze ze spamem. Widać, nawet Gmail ma swój instynkt samozachowawczy.

Słowa dotrzymali i już jakieś 4 dni później listonosz, zdyszany wchodzeniem na drugie piętro, wręczył mi kopertę, mówiąc niemal z wyrzutem „Proszę, nie zmieściła się do skrzynki”.

A na kopercie pieczątka firmy Peterson. WRESZCIE! Po otwarciu znalazłem pudełko: identyczne jak to, w którym dostaje się nowo nabyta fajkę. Czyli obecnie mam już dwa. W nim znalazło się osiem mięciutkich, trzydziestocentymetrowych wyciorów oraz ulotka traktująca o tytoniach Petersona.

Dosłownie jakbym nową fajkę kupił. A sama fajka? Solidna robota, nie ma śladu po złamaniu. Ustnik nawet bardziej miękko wchodzi w szyjkę. Ale zrobili coś jeszcze – na nowo zabejcowali komin. Calutki. No cóż, żaden problem, dremel w łapę i czyścimy komin. Najważniejsze, że fajka jest już u mnie i dzielnie obsługuje SG Perfection, o którym niebawem…

Podziękowania za „pierwszą pomoc” dla tomek_z, użytkownika forum FMS oraz dla Jacka za zmotywowanie mnie do napisania tego tekstu.

I dla mojej przyjaciółki Adriany za szlifowanie zdjęcia ;)

Zaszufladkowany w kategorii Fajka w praktyce, Wolne dyskusje w dniu 11 marca 2010 , 20:03

9 komentarzy do “ Full Service ”

  1. jalens dnia 11 marca 2010 o godzinie 20:56

    Fortune Ci sprzyjała :)

  2. Rheged
    Rheged dnia 11 marca 2010 o godzinie 21:44

    Jak to „zabejcowali” komin? Chyba „dokonali ponownej prekarbonizacji”?

    • Alan
      Alan dnia 11 marca 2010 o godzinie 21:47

      Otóż nie, komin był wypełniony bejcą po samo dno. Nieraz na forum mówiło się o tym, jak to (podobno) główki fajek Petersona są w całości zanurzane w bejcy.

      • Rheged
        Rheged dnia 11 marca 2010 o godzinie 21:51

        Barbarzyństwo!

        Ale artykuł niezły. I przydatny. Niezły chrzest, czekam na następny tekst.

  3. sat666sat
    sat666sat dnia 11 marca 2010 o godzinie 23:36

    Następnym razem trzeba uważać)

  4. Alan
    Alan dnia 11 marca 2010 o godzinie 23:45

    Swoją drogą to jestem ciekaw tego 90-dniowego okresu gwarancyjnego. Przecież nie prosili mnie o dowód zakupu, a sprawdzić tego u siebie nie mają jak. Jakbym fajkę użytkował rok, po czym po takim incydencie wysłał im mówiąc, że fajka ma dwa miesiące, to…? W jakiś sposób mogliby potwierdzić nieprawdziwość moich słów? To już jest naciąganie, ale ciekawi mnie, dlaczego takie proste.

    • jalens dnia 12 marca 2010 o godzinie 12:42

      Bo to prostolinijni, po bożemu katoliccy Irlanczycy są. W mordę dadzą, bombę podłożą, ale wierzą, że nie próbujesz ich oszukać. Opłaca się im, zobacz, jaką „dobrą prasę” im zrobiłeś. Przełóż ten tekst na irish-english i wyślij z linkiem do pani Fortunnej. Może się jeszcze na wierszówkę załapiesz :)

  5. JSG dnia 13 marca 2010 o godzinie 15:08

    1) coś mi nie leży to bejcowanie… ja bym był bardziej dociekliwy, sorry winetua, ale jak bym im wysłał 50 letniego peta też mi go pobejcują?
    2) Kolega poprosił mnie o pomoc w naprawieniu ustnika, który jakiś barbarzyńca skatował nad palnikiem- w dodatku ustnik owszem peta ale nie od tej fajki… mogę ten ustnik przerobić, zrobić nowy czop itp… ale napisałem do petersona, po dwóch dnia podobna miła odpowiedz- Wyślij nam swoją fajkę, pocztą, dorobimy nowy ustnik, koszt to ok 22 euro z wliczoną przesyłką zwrotną.
    Ogólnie to miło, w sumie fajka warta dołożenia takich pieniędzy bo to wysoka seria z lat 60 tych.

    Miły z ich strony jest support dla starszych modeli. Taka prawdziwa perełka w dobie wszechobecnego marketingowego „nie opłaca się”

    • Alan
      Alan dnia 13 marca 2010 o godzinie 15:23

      Przy starych okazach chyba nie byliby tak inwazyjni. Najwyżej należałoby pamiętać o poinformowaniu, że nie życzysz sobie „gratisowego” bejcowania.

Skomentuj ten artykuł

*