University Flake

18 lipca 2010
Autor:

Marketingowcy Petersona nie mogli lepiej trafić z nazwą. University Flake JEST bowiem tytoniem typowo studenckim. Na tym jednak nie można poprzestać, gdyż ów aromat jednocześnie NIE JEST przeznaczony dla profesorów. I tu powstaje zagadka – jak to studencki, a nie profesorski, skoro w końcu uniwersytecki?! Jest tak dlatego, iż tak jak każdy prawdziwy student, tak palacz University Flake, nie ma bladego pojęcia o o co w tym wszystkim chodzi.

Metafora to trudna, piętrowa i głęboka. Winien więc jestem wyjaśnienia. Nie ma jednak obawy – nie zamienię się w profesora (nie będę tłumaczył ją jak belfer uczniom), bo nawet nie jestem doktorem. Jeszcze.

Otóż w poszukiwaniach informacji na temat recenzowanego produktu natrafiałem co i raz na szum dezinformacji. Strona producenta mówiła mi coś innego, niż jest napisane na puszce. Znowuż witryny internetowych trafik podawały jeszcze inaczej. W portalach społecznościowych, gdzie sami użytkownicy piszą opinie o swoich tytoniach, był mętlik. Nikt nie wie, z czego tak naprawdę składa się University Flake. Mam podejrzenie, że sami blenderzy nie mają pojęcia, co tam do środka nawsadzali…

Podobno bazą jest burley i jestem w stanie się z tym zgodzić. To wybitnie burleyowa mieszanka – jej orzechowość i lekką „szorstkość” można wyczuć bez problemu. Ale jaki to burley! Najwyższej klasy, znakomity, aksamitny i nawet pomimo owej „szorstkości” delikatny. Pali się wyśmienicie, równo, choć czasem przygasa.

Niektóre źródła mówią o obecności kentucky – to też może być prawda, bowiem podczas palenia nieśmiało przebija się jakaś pikanteria i ostrość. Jest to jednak swego rodzaju „zabarwienie”, z całą pewnością nie powoduje to, iż University Flake miałby być mocny. Nie jest. Choć syci nikotyną porządnie.

I teraz dochodzimy do momentu, w którym muszę pokrótce opisać swoje internetowe śledztwo. Jacek miał ostatnio problemy z czerwoną virginią – szukał, błądził, pytał, próbował namierzyć jakieś wiarygodne informacje na jej temat. Odnalazł swoją odpowiedź, choć nie jest ona do końca jasna. Ja natomiast próbowałem dowiedzieć się czegoś o tajemniczej nazwie „mahogany”, która jakoby stanowi składnik smakołyku Petersona. Starałem się, ale to, co wyszukałem, jest dość kontrowersyjne. Rodzi kolejne pytania.

„Mahogany” to z angielska mahoń… Czy ktoś słyszał o tym, żeby do tytoniu dodawano drewno? Ja nie i w najśmielszych snach nie jestem sobie w stanie tego wyobrazić. Być może istnieje na zachodzie jakiś gatunek tytoniu o tej nazwie, ale o tym źródła uparcie milczą. Przeszukałem sporo stron na Sieci, aż mi kabel się zepsuł i używam teraz bezprzewodowego modemu. W pewnej chwili miałem wrażenie, że zaraz pokaże mi się napis „Gra skończona. Przeszedłeś cały Internet, gratulacje!”. Udało mi się dotrzeć do nowinek, że można niejako „wędzić”, czy też „aromatyzować” mięso dzięki mahoniowi. Czy jest to możliwe w kontekście tytoniu? Jest. Choć mało to prawdopodobne.

Bardziej prawdopodobne jest, iż virginia, którą również wymienia producent w składzie, jest fermentowana w taki sposób, iż nabiera ciemnego koloru, a smak staje się nieco mniej słodki, za to również niejako „mroczniejszy”.

I tu powstaje kolejne pytanie – fermentowana virginia, owa „mahogany”, to już cavendish, czy jeszcze nie cavendish? Odpowiedź jest jedna – tak, to już cavendish. Czyżby zatem producent po prostu robił sobie z nas – palaczy – pospolite jaja?

Już wiecie, dlaczego jest to tytoń studencki?

Niemniej jednak mam jedną radosną informację. University Flake jest po prostu znakomity.

To aromat, ale żadna tam mydlanka. Wydaje się być tylko lekko „doperfumowany” jeżynami, czy też jagodami, aczkolwiek w smaku można wyczuć owocowy niuansik. Nie zmienia to jednak natury całej mieszanki – ta jest na wskroś burleyowata i jak już wspominałem, doskonała. Delikatna, kremowa, sycąca nikotyną, wręcz deserowa pomimo minimalnej pikanterii. Nie ocieka sosem, jest najbardziej tytoniowa jak tylko to możliwe wśród aromatów. I jest równa – dozuje smak przez całe palenie. Nie jest jakoś przesadnie słodka, aczkolwiek w ostatecznym rozrachunku, po fajczarskiej sesji, jest naprawdę słodko. Ale, na szczęście, nie cukierkowo.

Rozkochałem się w tym tytoniu i jego tajemnicy. To zdecydowanie najlepszy aromat Petersona i jeden z najlepszych w ogóle. Przy okazji bardzo solidny tytoń, w którym chodzi o smak tytoniu właśnie. Cała reszta, te zapaszki, posmaki, to tylko dekoracja.

W moim prywatnym rankingu – absolutny „Must have”. Niezawodny, smaczny, wabiący delikatnością zapachu oraz elegancki. Może i faktycznie nie jest przeznaczony dla profesorów, ale dla studentów, bakałarzy, magistrów, doktorów oraz doktorantów – wręcz idealny.

A i profesorowi nikt przecież palić nie zabroni.

Tytoń dostępny na stronie Fajkowo.pl

Zaszufladkowany w kategorii Peterson w dniu 18 lipca 2010 , 23:07

42 komentarzy do “ University Flake ”

  1. mackill dnia 19 lipca 2010 o godzinie 01:29

    hmmmmmm…

    Czuję się zachęcony…

  2. jazz59 dnia 19 lipca 2010 o godzinie 07:10

    Tak „smacznie” opisałeś ten tytoń , Emilu ,że już mam na niego chrapkę.
    I nabędę.I zapalę…I się posmakuję…
    Dzięki za piękny opis:)

    • Rheged
      Rheged dnia 19 lipca 2010 o godzinie 13:20

      Cała przyjemność po mojej stronie.

  3. JSG dnia 19 lipca 2010 o godzinie 08:47

    Może poszukując odpowiedzi o typy i sposoby przygotowania tytoniu warto spróbować prywatnej korespondencji z p. D. Shneiderem? Od wielu lat zajmuje się on konfekcjonowaniem tytoniu, zdarza mu się również robić własne mieszanki, a jest człowiekiem bardzo serdecznym i myślę że chętnym do pomocy.

    Co do pytania retorycznego Już wiecie, dlaczego jest to tytoń studencki?
    przeczytałem dwa razy i nadal nie wiem…

  4. KrzysT
    KrzysT dnia 19 lipca 2010 o godzinie 08:52

    A propos „mahoniu” – to znalazłeś?

    „ciekaw jestem ‘mahogany’?

    był taki angielski tytoń, w typie Duńczyk,
    palony niegdyś przez bryt. oficerów w Indiach
    w aromacie m. inn. cynamon ?
    w zach. katalogach ‘mahogany’ jako typ ‘dunkel rot’,
    czyli Red V., zrobiona jak Cavendish”

    APF oczywiście.

    • admin dnia 19 lipca 2010 o godzinie 09:43

      Red V. to okropne bydle i pewnie jeszcze będzie robić problemy. Jak na razie zgadza się to, co powiedział mi telefonicznie pan z lokalnego Tobacco House w Pasie Centralnym.
      Aby uzyskały czerwonawą lub brązowoczerwoną barwę można je suszyć powietrzem w tzw. stodołach i „podfermentować” do pożądanego, czerwonawego odcienia. Metoda ta jest stosowana coraz rzadziej, bo nawet roztropek z Wirginii idzie za postępem, choć w swoim tempie. Większość tytoniu tego typu suszona jest ogniowo-rurowo. Oddaje wodę w wystarczającym stopniu do dalszej przeróbki stosunkowo szybko i staje się ciemnożółta, pomarańczowa i jasnobrązowa. Podgrzewana dalej – co da się regulować zmianami temperatury – czerwienieje a potem brązowieje aż do ciemnobrunatnej.

      Może petersonowcy mają taką zaczerwienioną do mahoniu? Albo, że taką barwę przybiera ona pod wpływem powtórnej fermentacji, czyli kawendiszowania.

      (Droga dociekań i cała opinia „konsultanta” => tutaj.)
      Zgadzało by się to także z jego twierdzeniem, iż RV nie jest tak bardzo słodka jak Gold, ani tak głęboka smakowo jak Dark.

      APF to jednak nieocenione źródło. Bydłu, które doprowadziło do zaniku tej grupy, należy się przebicie serc specjalnie wyciachcianymi kołeczkami! Osinowymi lub osikowymi.

      Pytałem się o możliwość odnowienia życia grupy oficjalnie w hierarchii .pl. Nic się nie zmieniło, a nawet jest jeszcze gorzej. Ta grupa propaguje ZŁO. Podobnie jak Fajkanet, podobnie jak FMS, podobnie jak wszystkie internetowe strony o fajce na całym świecie z wyjątkiem Andory.

      • jalens dnia 19 lipca 2010 o godzinie 09:49

        I jeszcze jedno – te wspólnie prowadzone „śledztwa” bardzo mi się podobają. Po pierwsze prowadzą bliżej sedna, po drugie stanowią bezcenne działania wspólne, po trzecie dają prawo autorom, by nie byli wszystkowiedzący. Krzysiu, serdeczne dzięki za pomoc i kompetencje w kwestii poszukiwań na grupie nieboszczce :D

        Niestety, pytanie o RV zadane przez Jacka Rochackiego na [smokersforums.co.uk] utknęło bez odpowiedzi.

    • Rheged
      Rheged dnia 19 lipca 2010 o godzinie 13:19

      Nie wiem, czy dalej jest produkowany, aczkolwiek znalazłem go – na tobaccoreviews poszukaj tytoniu o nazwie właśnie „Mahogany”. W składzie jest tylko virginia. To był pierwszy ważny trop. Potem dotarłem do strony, gdzie jakiś palacz podsumował dyskusję o „mahogany” na którymś fajczarskim forum zachodnim (nie tylko my, jak widać, mamy problem z dowiedzeniem się, co to jest), że jedyną odpowiedzią, wszakże niepewną, do jakiej dotarło całe forum, było właśnie fermentowanie virginii. Ergo – cavendishowanie. Ale poczułem się w obowiązku wskazać i inne drogi, bo naprawdę nie wiem, co o tym sądzić.

  5. Jurek
    Jurek dnia 1 września 2010 o godzinie 17:28

    Witam wszystkich, jest to mój pierwszy komentarz na tej stronie. :)

    Na pierwszy komentarz wybrałem właśnie ten temat, ponieważ jest to mój ulubiony tytoń w mojej krótkiej karierze fajczarza. Zagościł w mojej fajce jako 3 kupiony tytoń (żeby nie było dorwałem UF Petersona w jego ojczyźnie :) ). Jako student zaciekawiłem sie nazwą iście uniwersytecką. Po rozdrobnieniu płatków UF, ubiciu fajki, a następnie jej odpaleniu doznałem szoku, że tytóń fajkowy może tak świetnie smakować! Postaram się odpowiedzieć na pytanie dlaczego ten tytoń nosi nazwę UF: jest idealny dla młodych fajkarzy (młodych duchem również), którzy już doświadczyli czegoś w życiu i więdzą mniej więcej czego chcą od życia (oczywiście fajkowego życia :) ).

    Tak po za tematem. Będąc w Dublinie odwiedziłem salon fajkowy Petersona. Już same witryny sklepowe zapierają dech w piersiach, a wnętrze jest poprostu rewelacyjne. Całe ściany w fajkach (niektóre ściany podwójne – przesuwane), gabloty pełne tytoni – pięknie :) . Wychodząć z salonu widzi się mężczyzn z fajkami w zębach (pewnie Petersona). I to jest trochę właśnie dziwne; w kraju którego populacja jest prawie 10 razy mniejsza od populacji Polski widziałem więcej ludzi z fajkami (baa w Polsce widziałem jedengo polityka z fajką i to w gazecie :) ).

    Pozdrawiam wszystkich!

    • KrzysT
      KrzysT dnia 1 września 2010 o godzinie 20:55

      Kurczę, chłopaki, no co jest, nikt nie pełni honorów, tej, no, redakcji? ;)
      Witaj Jurek, fajna wypowiedź, dobrze, że się odezwałeś, pisz więcej!
      Ciekawe to, co piszesz o Irlandii, bo z rozlicznych innych relacji wynikało, że prohibicja dotarła i tam.
      A ja sobie właśnie wylicytowałem na secondowego petersonowskiego bulldoga Shamrock (shape 150) sygnowanego „made in… England” (była taka produkcja, podobno trwająca do lat 70, niektórzy twierdzą, że nawet później, ale najwięcej produkowano ich wg ASP w latach 40-50. Niestety pięknego systemowego prostego (jest taki!) Peta z lat 50 ktoś mi zwinął sprzed nosa (czytaj: był bardziej zdeterminowany ;) ).

      • KrzysT
        KrzysT dnia 1 września 2010 o godzinie 21:07

        Heh, jest nawet lepiej niż myślałem. Z Pipedii wynika, że albo jest to późne „pre-Republic” albo wczesne Republic era (logo „Made in England” w formie bloku, czyli wskazanie na raczej wcześniej niż później). Teraz tylko aby doszło, bo poczta mnie ostatnio nie rozpieszcza :(

      • Rheged
        Rheged dnia 2 września 2010 o godzinie 08:37

        „Kurczę, chłopaki, no co jest, nikt nie pełni honorów, tej, no, redakcji?”

        No przecież spełniłeś ;)
        Jakbyś nie zauważył redakcja jest wymieniona z nicków w stopce.

        I tak w ogóle, to witamy :) . I cieszymy się (ja szczególnie), że UF Ci zasmakował

        • KrzysT
          KrzysT dnia 2 września 2010 o godzinie 08:48

          Eee, ja się nie poczuwam ;) Ja tam jezdem przez przypadek.
          A PUF bym spróbował, ale jak już zdecyduję się na jakiś tytoń od Petersona, to na początek sprawdzę, co umieją zrobić z latakią i orientalami – czyli zacznę od Old Dublina ;)

          • Jurek
            Jurek dnia 2 września 2010 o godzinie 11:41

            Old Dublin – paliłem :) . Muszę przyznać że było to jakieś kilka miesięcy temu, no ale coś jeszcze pamiętam z tego smaku. Jak dla mnie był to mocny tytoń – takie mi smakują :) . Jeżeli chodzi o smak to słodkich aromatów raczej w nim nie znajdziemy. Nie miałem doczynienia z dużą ilością angielskich tytoni, ale myslę że Old Dublin Petersona jest klasyczną angielską mieszanką (lub wyspiarską mieszanką – trzeba być poprawnym politycznie :) ). Jeżeli chodzi o palenie tego tytoniu, to palił się wolno i sucho. Chyba właśnie na nim ośiągnąłem mój rekord w wolnym paleniu: 1h 10 min. Ogólnie rzecz biorąc po wizycie w Irlandii Mam sentyment do Petersona (3-cią fajkę zamierzam własnie kupić ze stajni Petersona – jakiś pokerek/bilard pewnie i obowiązkowo zielony :) ).
            A z tytoni Petersona chciałbym na pierwszym miejscu spróbować 3P Perfect Plug i Limited Edition 2010 S.R. – czy może ktoś palił?

            Tak na konieć dodam: rozmawiając z jakąś irlandką o tym, że palę fajkę, sama ona opowiedziała o swoim dziadku, który pali fajkę i w szczególności pali Condor in Plug. Będąc w sklepie tytoniowym poprosiłem o „Condora”. Pani mi wyjmuje zapakowany w folię prostopadłościan o wymirach 2cmx1,5cmx4cm w cenie 4€ – wyglądało to jak czekoladka. Muszę przyznać, iż jest to bardzo mocny i bardzo świeży tytoń. Link do opakowania jak to w ogóle wygląda: [ballymoreshoponline.ie] .

            • Jurek
              Jurek dnia 2 września 2010 o godzinie 11:59

              Przepraszam, że tak piszę o tej Irland, ale jest to dla mnei wziąż żywe wspomnienie, a i temat pasujący :) .

              Chciałem jeszcze coś opowiedzieć o sklepach tytoniowych w Irlandii. Są w pewien sposób magiczne. W każdym salonie tytoniowym w jakim byłem w Irlandii można kupić miesznki danego salonu (nie sądze żeby były to orginalne receptury danych salonów, tylko możemieszanki lokalnych producentów). Krótko mówiąć jeżeli jest się zainteresowanym takimi mieszankami Pani/Pan otwieraj gigantyczne słoje i można powąchać co tam jest w środku :) czy aby nam ta mieszanka pasuje. Muszę przyznać, że jest to super uczucie.

            • KrzysT
              KrzysT dnia 2 września 2010 o godzinie 13:39

              Condor to jest, AFAIR czysta Virginia? I to jeszcze w plugu, fajnie. Spróbowałbym :)

              • yopas
                yopas dnia 2 września 2010 o godzinie 15:07

                Nie wiem, czy nie właściwsze byłoby jednak uzycie czasu przeszłego, bo coś mi się tak wydaje, że tytoń ten podzielił los innych brytolskich marek, jak St. Bruno, Capstan, Three Nuns i jest już czymś z zupełnie innej beczki. Ale dowodów nie mam. Nochal mi tylko podpowiada.

                Petersonowski Old Dublin od jakiegoś czasu popalam. Nawet mi się podoba to popalanie, choć inne niż DEMP. Bardziej proste, bardziej wytrawne. Ktoś na FMSie napisał nawet, że mroczne, deszczowe. I miał nieco racji. Przyznać niestety muszę, że próbka z fajkowa smakowała mi bardziej niż puszka, którą teraz otworzyłem. Nie wiem, czy to kwestia egzemplarza, czy fajki po SG BF…

                Z nowych petersonów (szczególnie tych ekonomicznych) to bym sugerował Jurkowi jednak zrezygnować. Marka, fakt, zacna, ale o petersonach do palenia pisze Krzyś. Nie pamiętam, czy to pod recenzją MacBrr HH Vintage Syrian opisuję swoją przygodę z petersonem z lat osiemdziesiatych (też, ale głównie opisuję [fajka.net.pl]… leży w spirytusie. Oddaje.

              • KrzysT
                KrzysT dnia 2 września 2010 o godzinie 16:05

                Heh, Cpastana czy St. Bruno to bym spróbował tak czy inaczej. Daj znać, czy spirytus poprawił sytuację, czy nie, ciekaw jestem. A jakbyś chciał wygrzać, bo o ile pamiętam nie masz możliwości, to daj znać. Ja mam ;)

      • Jurek
        Jurek dnia 2 września 2010 o godzinie 11:47

        Jeżeli chodzi o prohibicję to jest i rozgościła się tam na dobre. Weszła w życie w roku 2004 i w pubach i innych lokalach jest całkowity zakaz palenia. Ludzi, których spotkałem w Irlandii z fajkami, spotykałem na ulicach. Można powiedzieć, że palili sobie pod chmurką (jeszcze tego nie zakazali :) ).

  6. Alan
    Alan dnia 18 listopada 2010 o godzinie 23:40

    Zgadzam się z autorem, że jest to znakomity tytoń. Burley pełną gębą, z aromatem jakby owoców leśnych. Niestety, taka ilość burleya to dla mnie jednak trochę za dużo – nie mogłem wymęczyć resztek w puszce. Kiedy ostatnie dwa płatki wysłałem przyjacielowi, westchnąłem tylko: UF…

    Niemniej, tak jak pisałem przy SG Kendal Cream Deluxe Flake – polecam w szczególności przeciwnikom burleya :)

    • jalens dnia 18 listopada 2010 o godzinie 23:56

      Ciągle powtarzam – są różne burleye, jak są diametralnie różne tzw. cavendishe. Ostatnio jeden z kolegów w ramach akcji ratunkowej podesłał mi kilka płatków Aged Burley Flake od Solaniego. Po pierwsze, burleye z 3 stron świata, po drugie, bardzo odmiennie przygotowanie do palenia, po trzecie w jakiś tajemniczy sposób jest to wszystko usmażone, aż do uzyskania skrajnej słodyczy z opracowywanego jako podróbka orientów burleya z Kentucky.. Do tego odrobina kakao jako jedyny dodatek ubarwiający – w sumie orzechowa czekolada gorzka. Coś pysznego. Pewnie bym się nie znudził, nawet gdybym miał wielką paczkę.

      Alan, jak będziesz miał okazję, spróbuj. To 100 proc. burleyów z „kakałkiem”. Szok dla tabacznych stereotypiarzy (to nie jest inwektywa, nie trzeba szukać w słowniku).

  7. montoya
    montoya dnia 22 listopada 2010 o godzinie 18:11

    a ja nie umiem :( albo się pali jak w piecu martenowskim, albo w ogóle. nawet z kołeczkiem nie idzie. siedzę z jedną małą worobcówką już chyba ze trzy godziny, zużyłam z pół pudełka zapałek i jestem w połowie. no dramat po prostu. przypuszczam, że kulpa jest moja, a nie tytoniu, ale tak czy inaczej porażka.

    • Rheged
      Rheged dnia 22 listopada 2010 o godzinie 18:32

      Rozkruszaj przed paleniem i na kaloryfer, najprawdopodobniej płatek był w środku mokry.

      • jalens dnia 22 listopada 2010 o godzinie 18:39

        Emil, jak zawsze, skrajnie praktyczny, a ja znowu o procedurach :) Na kaloryferze jak najbardziej można :)

    • jalens dnia 22 listopada 2010 o godzinie 18:37

      Wydłub i wysyp do popielnicy. Weź inną fajkę. Z szerszym kominem. O tym szerszym kominie pisał i JSG, i wyżej nadpisany przy gadaniu o flake’ach.
      Nie bądź nadmiernie ambitna – rozkrusz flaka, czyli zmień go w ready rubbed. Rozetrzyj mocniej, niż Ci się wydaje, że trzeba. Podsusz na kartce – bardziej, niż Ci się wydaje, że trzeba. Nabij „trójwarstwówką” – koniecznie z kręceniem przy nabijaniu każdej warstwy, tak by tytoń z każdej wzajemnie się „przenikał”. Nabij luźniej, niż Ci się wydaje, że trzeba. Podpal na dwa razy – pierwsza zapałka przyczernia, przyciemnia, zwęgla tytoń => potem przybicie, przypłaszczenie kołeczkiem i właściwe zapalenie…
      Noe gmeraj w kominie jak się dobrze pali :)
      Smacznego :D

      • montoya
        montoya dnia 22 listopada 2010 o godzinie 18:52

        szkoda mi tej traconej flejkowatości, jakże zachwalanej przez wyżej podpisanych i innych tyż :) może krakowskim targiem podsuszę zatem na kaloryferze cały płatek bez kruszenia. bitwę przegrałam, ale wojnę wygram. z tym że jutro, na dziś mam chyba dosyć wrażeń :) dzięki!

        • Alan
          Alan dnia 22 listopada 2010 o godzinie 19:07

          Jeśli już chcesz podsuszać bez rozkruszania, to kontroluj wilgotność, żeby płatek był juz w miarę suchy, ale wciąż sprężysty – inaczej się pokruszy ;) Zresztą, rozdrabniając nie tracisz żadnej flejkowatości – toż po to one są, by można było z nimi różne rzeczy do nabijania robić :)

        • jalens dnia 22 listopada 2010 o godzinie 19:27

          Alan dobrze gada!

        • Rheged
          Rheged dnia 22 listopada 2010 o godzinie 19:30

          Flejkowatość to nie forma – to sens. Nie tracisz tego sensu tracąc formę.

          • montoya
            montoya dnia 22 listopada 2010 o godzinie 19:50

            hmmm, to brzmi logicznie. przekonaliście mnie! dziękować :)

          • montoya
            montoya dnia 22 listopada 2010 o godzinie 20:34

            no i jest bosko! raz jeszcze dzięki!
            faktycznie baaaaardzo przyjemny tytoń, jak już się wie, jak się za niego zabrać :)

            • jalens dnia 22 listopada 2010 o godzinie 21:22

              Smacznego!

            • Rheged
              Rheged dnia 22 listopada 2010 o godzinie 22:31

              Prawda, że niezły aromacik?

              • montoya
                montoya dnia 23 listopada 2010 o godzinie 00:51

                dobry aromacik nie jest zły :)

  8. Michas dnia 25 listopada 2010 o godzinie 22:26

    Też walczyłem trochę z tym tytoniem i faktycznie mocniejsze podsuszenie zdecydowanie zmienia sprawę ;)

    I robi się wtedy naprawdę sympatyczny :)

  9. Franek dnia 26 stycznia 2011 o godzinie 11:28

    Doskonały tytoń – ja nie miałem najmniejszych problemów z jego paleniem, wystarcza jedna zapałka, z tymże jak już wspomniano, służy mu delikatne podsuszenie.

  10. tower
    tower dnia 20 listopada 2011 o godzinie 11:07

    Mam pytanie do Kolegów, może ktoś zna ten tytoń lepiej niż ja, pali go częściej itd.

    Pierwszą puszkę opisanego specyfiku kupiłem w okolicach września zeszłego roku. Tytoń swym smakiem powalił mnie na kolana. Jako, że nadal testuję różne tytonie, minął dość długi czas zanim kupiłem następną puszkę. Zrobiłem to ponownie kilka dni temu i zdziwienie.

    Płatki wyglądają zupełnie inaczej. Pierwszą puszkę kupiłem na fajkowie. Płatki były dość jasne i cienkie (ok. 2 cm) ułożone w puszce jak na zdjęciu w tym artykule. Były ciut jaśniejsze od tych ze zdjęcia. Obecną puszkę kupiłem w Fajce na Kruczej w Wawie. Płatki są znacznie ciemniejsze oraz znacznie szersze (3,5 cm). Ułożone w puszce w 2 kolumnach. Ze względu na chwilową fajczarską prohibicję w domu jeszcze nie miałem okazji skosztować tego tytoniu. Pytanie moje brzmi. Co się zmieniło? Czy to zmiana technologii produkcji u Petersona (osobiście nie chce mi się w to wierzyć), czy może któraś z tych puszek pochodzi z tzw. „niepewnego źródła”? Może jest jakaś inna przyczyna zaistniałej sytuacji? Mam nadzieję niedługo już skosztować, to napiszę 2 słowa o różnicach smakowych. Będzie to jednak trudne, gdyż już wtedy wyczuwałem ogromną różnicę w paleniu tego tytoniu w różnych fajkach (na szczęście pamiętam w których go paliłem). Po takim czasie wspomnienia też już mam nieco zatarte. No nic, pożyjemy, zobaczymy…

    Będę wdzięczny za rozjaśnienie mi tej kwestii.

  11. vitek dnia 20 listopada 2011 o godzinie 20:57

    Ze wzgledu na dosc krotki staz fajczarski (5 miesiecy), nie jestem godzien Tobie nic rozjasnic. Spiesze jednak doniesc, ze piszac te slowa, spalam wlasnie ostatnie nabicie z mojej pierwszej puszki tego tytoniu… bylo wybornie – od pierszego nabicia do ostatniego wlasnie. Na pewno kupie kolejna puszke tego tytoniu. Pierwsza kupilem podobnie jak Ty w trafice i potwierdzam: ciemne, rowno przyciete, pieknie pachnace, ulozone w 2 rzedach platki. Zycze smacznego Kolego :)

  12. Lemek dnia 30 listopada 2011 o godzinie 14:40

    Hm… A ja po pierwszym paleniu UF jestem odrobinę zdegustowany… Dobra nie poddaję się wiem, że momentem trochę go przegrzałem. Ale pierwsze pociągniecie było cóż „zniewalające” bo mało z krzesła nie spadłem… Chyba dla mnie odrobine za mocny tytoń. Ale jako że to mój pierwszy flake, użekła mnie łatwość nabicia i bez obsługowe palenie.

  13. Boszczak
    Boszczak dnia 30 stycznia 2012 o godzinie 00:50

    Mam pytanko, co to za kształt fajki (zulu?) i jakiej jest ona firmy (capitol?)

    • goowpea dnia 30 stycznia 2012 o godzinie 00:58

      „Zulu jest lekką wersją Dublina z główką podaną nieznacznie ku przodowi, co nadaje tej fajce interesujący charakter.” Cytat zaczerpnięty z artykułu „Kształty fajek” spod pióra jalensa. Jeśli chcesz więcej na ten temat poczytać lub zobaczyć zdjęcie to odsyłam do tego własnie artykułu. Znajdziesz go po lewej stronie w poradniku :)

  14. Boszczak
    Boszczak dnia 31 stycznia 2012 o godzinie 22:07

    Chodziło mi o fajkę na zdjęciu, obok puszki University Flake :D

Skomentuj ten artykuł

*