Pasta do wrzośca

2 lutego 2011
By

Jestem leniwy. Niektórzy uważają to za wadę, inni za zaletę. Osobiście uważam, że lenistwo jest przyczynkiem kreatywności. Wiele wynalazków powstało tylko i wyłącznie po to aby ułatwić sobie życie. Poza tym nie chce mi się tego zmieniać.

Jeśli chodzi o ułatwianie sobie życia, to i w tym przypadku ta stara prawda dała o sobie znać. Bardzo lubię dobrze nawoskowane fajki. Kolor nabiera dużej głębi, nie mówiąc o ślicznym połysku. Należy więc fajkę regularnie woskować. Większość z nas używa do tego celu wosku carnauba w postaci twardej bryłki. Leniwi wybierają w tym celu gotowe pasty polersko-woskujące. Długo się zastanawiałem przed dokonaniem zakupu. Już byłem niemal przekonany na korzyść gotowej pasty Savinelli, pech jednak chciał, że akurat jej nie było. Poza tym kostka jest znacznie tańsza i na znacznie dłużej wystarcza. Ostatecznie padło na kostkę. I się zaczęło – wcieranie, polerowanie, wcieranie, polerowanie, poprawki, polerowanie… Aż do zesztywnienia palców. Efekty? Nigdy mi się nie udało idealnie fajki nawoskować, poza tym po 1-2 paleniach operację należało powtórzyć. I cała zabawa od początku. Odezwało się we mnie lenistwo – zamiast rzucić kostkę w kąt i palić matową fajkę, postanowiłem sobie życie nieco ułatwić…

Potrzebne materiały:

  • mały słoiczek (ok. 50 ml). Użyłem słoiczka po próbce miodu.
  • kostka do woskowania
  • spirytus spożywczy
  • mały garnuszek
  • patyczek do uszu
  • polerka lub szmatka do polerowania

Z kostki wosku za pomocą ostrego noża uszczypałem kawałek, tak ok. 1/5 kostki. Wrzuciłem do słoika i zalałem spirytusem. Zakręciłem i czekam. Po tygodniu czekanie mi się znudziło, więc podziałałem temperaturą. Wstawiłem słoiczek do małego garnuszka, zalałem wodą i postawiłem na małym ogniu. Po kilku-kilkunastu minutach gotowania wosk się rozpuścił. Wystaczyło mocno potrząsnąć i zostawić spokojnie do wystudzenia (nadal w garnuszku z gorącą wodą, aby szybkie ochłodzenie nie „ścięło” pasty). Powstała biała mazia o konsystencji zimnego budyniu. Co ciekawe o miłym śmietankowo-waniliowym zapachu.

Gotową pastę nakładam patyczkiem do uszu na fajkę. Kilka minut schnięcia i polerowanie. Powstaje piękna, równomierna warstwa wosku. Głębia i połysk jakich nie udało mi się nigdy wydobyć woskując fajkę w tradycyjny sposób. Efekty można podziwiać poniżej.

Zestaw upiękrzający

Kolejny raz moje lenistwo ułatwiło mi życie, czego i Szanownym Kolegom życzę.

Tags:

87 Responses to Pasta do wrzośca

  1. KrzysT
    KrzysT
    2 lutego 2011 at 10:51

    Czy ja dobrze rozumiem, że w efekcie powstała swego rodzaju emulsja? B. fajny pomysł, wypróbuję. Co prawda ja nakładam carnaubę raz, po odnowieniu fajki, potem mi się nie chce, ale jakby miało być tak łatwo… :)
    Napisz proszę, używałeś zwykłego spożywczego spirytusu, czy rozpuszczalniku do szeklaku?

    • tower
      tower
      2 lutego 2011 at 11:11

      Gorący wosk znacznie lepiej się rozpuszcza w alkoholu niż ostudzony. Na ciepło to było zupełnie przezroczyste, po ostudzeniu zrobiło się mlecznobiałe. Muszę jeszcze spróbować nakładać na gorąco.

      Użyłem spirytusu spożywczego. Stratę zaledwie 2 kieliszków można przeboleć :). Usiłowałem dostać rozpuszczalnik do szelaku w Castoramie, jednak jedyne co znalazłem to rozpuszczalnik do farb sopirytusowych skażony czymś innym niż alk. izopropylowy. Śmierdzi strasznie i zniszczyło mi ustnik. Wolę zrezygnować z tego wynalazku do odnowy fajek.

      Wydaje mi się, że tą pastę można by było znacznie bardziej rozcieńczyć. Na dnie osiadły kryształki zkrystalizowanego wosku. Będę jeszcze eksperymentował z proporcjami do czego również zachęcam Kolegów.

      • KrzysT
        KrzysT
        2 lutego 2011 at 11:28

        Rozpuszczalnik do szeklaku kupuje się na Allegro – dostępne są opakowania 1, 5 i 25 litrów ;)
        Ja kupuję u tego sprzedawcy: http://allegro.pl/my_page.php?uid=6168217 i serdecznie polecam, choć na mój nos dostawy są różne jakościowo (w sensie dodatków – różnie pachną).
        Uczulam na pięciolitrowe kanistry, potrafią przeciekać (na szczęście nieznacznie).

        Czy mógłbyś jeszcze podać orientacyjne proporcje swojej pasty? Tj. gramaturę carnauby i ilość spirytusu? Jezdem niestety techniczny i przemawiają do mnie cyferki…

        • tower
          tower
          2 lutego 2011 at 11:33

          O zgrozo, ja inżynier nie odważyłem ingrediencji. Jesli chodzi o konkrety, to spirytusu było ok 50ml. Jeśli chodzi o wosk to na pierwszym zdjęciu przedstawiona jest kostka z której odkroiłem fragment. Ten oto brakujący fragment został rozpuszczony w spirytusie. Było to nieco mniej niż 1/4, około 1/5 kostki. Zalecam użyć jeszcze troszkę mniej.

          • Alan
            Alan
            16 lutego 2011 at 15:01

            Dzisiaj zrobiłem w takich proporcjach – 10g carnauby i około 100ml (+/-10ml) rozpuszczalnika do szelaku i jest fajna pasta.

            POPRAWKA: wosku było coś koło 15g

      • yopas
        2 lutego 2011 at 11:36

        To ja tylko dodam, że po ostatnich dwóch moczeniach ustnika w rozpuszczalniku do szelaku, jednak wybieram spirytus. Bo mi jakieś smaki potem felerne zostają. A po spirycie tylko kac ;+).

        • KrzysT
          KrzysT
          2 lutego 2011 at 11:52

          A wygrzewasz, czy tylko suszysz? Moim zdaniem, oczywiście czysty spirytus lepszy, ale przy odpowiednio długim suszeniu plus wygrzewaniu efekt jest absolutnie porównywalny. A może po prostu słaby węch mam :) Natomiast, niestety, finansowo nie ma porównania, no chyba, że ktoś ma dojścia do miejscowego Polmosu – ale moje skończyły się na studiach ;)

          • yopas
            2 lutego 2011 at 12:28

            Uwaga! Mówię tylko o ustniku. Jeśli chodzi o główkie, to nie mam się czego czepić. Fajek nie wygrzewam. Odstawiam i czekam. Długo czekam. Ostatnio jakieś 3 miesiące, a zdarzało mi się i pół roku czekać między wyjęciem z alkoholu i pierwszym zapaleniem.

            • jazz59
              2 lutego 2011 at 12:49

              Podziwiam Cię szczerze , Pawle…Moja niecierpliwość nie pozwoliłaby mi czekać tyle czasu…ja wygrzewam… :)

              • KrzysT
                KrzysT
                2 lutego 2011 at 13:01

                No ale po wygrzewaniu też musisz swoje odczekać, żeby nie rozpirzyć fajki. Moje też czekają czasem po kilka miesięcy, więc ja Pawła rozumiem. A po wykończeniu to już w ogóle potrafią zalegać miesiącami, zanim zdecyduję, że coś jednak w środku zagości. Ale może to kwestia ilościowa, ja takich zrobionych i niepalonych mam kilka… naście ;)

              • jazz59
                2 lutego 2011 at 13:31

                Ja czekam tydzień – dwa…mimo iż mam wykończonych fajek…trochę… :)

              • yopas
                2 lutego 2011 at 13:59

                [stupid joke mode on] Jakbym miał tyle wykończonych fajek, to też bym z następną nie czekał ;+)))) [stupid joke mode off]

              • jazz59
                2 lutego 2011 at 14:15

                Jakoś tak się porobiło ,że mam 142 faje , w tym jeszcze ze dwadzieścia do „zrobienia”…
                A chciałem mieć sto…
                Ale teraz już nie biorę nic nowego , a niedługo zacznę się części pozbywać…

              • tatar.tatar
                2 lutego 2011 at 17:13

                Czekamz niecierpliwością na tę wyprz ;D

      • tatar.tatar
        2 lutego 2011 at 17:20

        A czy dało by rade – piszę z poza domu więc na razie nie sprawdzę, ponadto chyba nie mam spirytusu (ooops) – ugotować taką woskową kredkę tylko bardziej miękką niż sam wosk ?

        • tower
          tower
          2 lutego 2011 at 17:34

          Alan napisał poniżej o dyskutowanych na FMS praktykach rozpuszczania kostki woskowej nad garnuszkiem z gorącą wodą. Zakładam, że się da i efekty mogą być bardzo dobre, chociaż obawiałbym się o wydajność wosku.

  2. Alan
    Alan
    2 lutego 2011 at 11:19

    O podobnym patencie było już na FMS, tyle że tam chyba po prostu rozpuszczano wosk leżący na folii aluminiowej trzymanej nad wrzącą wodą – Twój pomysł jest w sumie lepszą imho wersją :)

    Może w końcu się zabiorę za to, bo mnie zawsze ciekawiło takie łatwe woskowanie…

    • 2 lutego 2011 at 17:58

      Wosk najlepiej rozpuszczać w płaszczu wodnym, karnauba ma temperaturę topnienia trochę ponad 80 stopni, więc topiąc go bez płaszcza, łatwo jest wosk przypalić, ale egzamin zdaje również np ogrzewanie nagrzewnicą, wystarczy utrzymywać strumień powietrza w odpowiedniej odległości.

      Co do lenistwa- zanurzanie w takim roztopionym wosku, malowanie pędzelkiem itp, nie zdaje specjalnie egzaminu. Można za to taką nagrzewnicą zrobić sobie narzędzie woskujące- pył woskowy, lub niewielkie kostki roztopić na kawałku szmatki, porządnie ją nasączając, potem taką szmatką polerować fajki, daje to bardzo dobry efekt, lepszy od nacierania szmatki woskiem na papierze ściernym.

      • Alan
        Alan
        2 lutego 2011 at 18:27

        Fajkowa akwatinta nam tu zaczyna wychodzić…

        Pomysł ze szmatką jest faktycznie ciekawy, szczególnie praktyczny przy czyszczeniu fajki po każdym paleniu – będę musiał spróbować. Jednak efekt po pędzelkowaniu byłby chyba trwalszy? Skoro podczas palenia wosk się topi i częściowo wsiąka w drewno, to grubsza warstwa może wystarczyłaby na dłużej?

        • KrzysT
          KrzysT
          2 lutego 2011 at 20:11

          Grubsza warstwa będzie się lepić do paluchów.
          Ponadto przy pokrywaniu jakąkolwiek warstwą nabłyszczacza czy lakieru trwalszy efekt uzyskuje się pokrywając powierzchnię kilkakrotnie cienką warstwą niż jednokrotnie grubszą.

  3. Pyzdralinski
    Pyzdralinski
    2 lutego 2011 at 11:30

    Hej! no fajnie ze lenistwo pomaga w wynalazkach i probach szybszego woskowanie…trzeba to wybrobowac……

  4. jazz59
    2 lutego 2011 at 11:48

    No , zrobiłem…4g carnauby , 80 ml spirytu…i całkiem to fajne.Właśnie dwie faje już posmarowane czekają na polerkę.
    Znakomity pomysł!!!

    • KrzysT
      KrzysT
      2 lutego 2011 at 11:54

      Oooo, jest konkret, dzięki! A jaka z tego konsystencja wyszła? Też taki „budyń”?

      • jazz59
        2 lutego 2011 at 12:02

        Taka galaretka śmiszna…

  5. 2 lutego 2011 at 13:28

    metoda jest stara jak świat, tylko że zamiast wosku stosuje się terpentynę, co starsi koledzy powinni pamiętać ten zapach parkietów i mebli. O pomyśle ze stosowaniem pasty tego typu dyskutowaliśmy dawno temu na fms, lub grupie altfajka, ale temat przeszedł bez echa. W końcu można przecież kupić pastę savinelli która jest dokładnie tym samym.
    Ja jednak zostanę przy polerce, tylko nie takiej jak pokazują twoje zdjęcia, a takiej która ma ręce i nogi i poleruje naprawdę, tarczą fi 100mm, na scisle okreslonmych obrotach itp itd- o tem tez juz wiele razy było.

    • 2 lutego 2011 at 13:53

      zamiast spirytusu- terpentyna, przepraszam

    • jazz59
      2 lutego 2011 at 14:00

      No i po polerce – dosłownie minuta bawełnianą szmatką – i świeci jak psu…I TO UNPLUGGED…

      • yopas
        2 lutego 2011 at 14:24

        Eeee, takiego czegoś nie możemy zaliczyć. Nie ma ani tarczy z fi ani obrotów… no chyba, że polerowałeś na stojąco przeskakując z nogi na nogę i kręcąc się wokół własnej osi.
        Wtedy byłaby klasa!

        • jazz59
          2 lutego 2011 at 14:41

          PŁONĘ WSTYDEM…NA SIEDZĄCO… :(((.
          zawsze brak mi było klasy…

          • yopas
            2 lutego 2011 at 14:55

            A mi kasy :+)))))))

            • jazz59
              2 lutego 2011 at 15:39

              Ha , mnie brak jednego i drugiego…z tym ,że o ile kasy periodycznie , o tyle klasy – permanentnie… :(

        • Jacek A. Rochacki
          2 lutego 2011 at 15:06

          Z prawdziwym zainteresowaniem śledzę rozwój tego wątku. Co prawda już Tadeusz „Boy” Żeleński pisał o takich, którzy „dużo, byle jak i prędko”, ale co on się tam znał w swoich śmiesznych staroświeckich czasach. Zawsze bylem zdania, iż fajka ma radość przynosić, i to jest najważniejsze, a te tam, panie, warości fi, obrotów na minutę, typu czy mocy polerki są mniej jak widać ważne, skoro więcej radości można mieć i bez nich. I o to przecież chodzi.

          Jakoś na początku minionego stulecia wybitny taternik – Roman Kordys wypowiedział zdanie: „przyszłość taternictwa leży poza Tatrami”. Miał na myśli Alpy i alpinizm. Można więc domniemywać, iż przyszłość fajkownictwa leży poza fajkami i postępowaniem z nimi w sposób tradycyjny. Szczególnie zabawne było by polerowanie w podskokach z obrotami wokół własnej osi. A radości – co niemiara. No i zbiera się nam materiał na kolejną szopkę.

          • yopas
            2 lutego 2011 at 16:06

            U mnie na wsi, starsi ludzie mówią, o krowie, która dużo muczy. A w tej konwencji raczej należy mówić o degeneracji wątku, choć patrząc na to z innej strony – rozwój w kierunku ujemnym, też jest jakimś rodzajem rozwoju. Mógłbym w tym momencie zwinąć dłoń w kułak i uczynić sobie kilka siniaków w okolicach mostka. Ale, o ile dobrze pamiętam, ten portal ma dość frywolną formę.

            Ad rem:
            Warto pamiętać, że oprócz samego faktu próby przekazania czegoś, choćby to się matce z piersi wyssało, ważna jest również forma.
            Wykładowców niekoniecznie ceni się za to ile wiedzą (bo i nie ma tego za bardzo, jak zmierzyć – tu i teraz), tylko jak tę wiedzę potrafią przekazać.
            UkłonY,

            • jazz59
              2 lutego 2011 at 16:28

              Oj , Paweł , Paaweł…znowu teoryzujesz… i za to Cię , cholera , szanuję :) :) :)

          • Julian
            Julian
            4 lutego 2011 at 20:07

            Przyszłość fajkownictwa leży w cygaretach? :-))

  6. sat666sat
    sat666sat
    2 lutego 2011 at 14:26

    a jak zachowuje się owa substancja po kilku dniach? nie zastyga w słoiczku?

    • jazz59
      2 lutego 2011 at 14:43

      Zobaczymy za kilka dni…jak spiryt nieco odparuje…

    • tower
      tower
      2 lutego 2011 at 15:03

      Wynalazek zrobiony w niedzielny poranek. Póki co się trzyma doskonale. Myślę, że podstawą trwałości jest szczelny słoiczek. A w najgorszym wypadku można dodać spirytusu i ponownie podgrzać.

  7. sat666sat
    sat666sat
    2 lutego 2011 at 15:28

    Albo dolać spirytu i co jakis czas wymieszać…

    • tower
      tower
      2 lutego 2011 at 15:30

      Na zimno nie chce się mieszać. Może to prowadzić do rozwarstwień. Ale aż tak intensywne grzanie już chyba nie będzie konieczne.

  8. sat666sat
    sat666sat
    2 lutego 2011 at 15:31

    Zaraz kombinuję…

  9. jazz59
    2 lutego 2011 at 15:46

    15 minut – i 12 wypolerowanych na błysk fajeczek. :)
    I nawet się dziadzio nie zasapał… :)

  10. sat666sat
    sat666sat
    2 lutego 2011 at 15:47

    Hurtem lepiej chyba…)))a ile jeszcze Tobie zostało-hohoho)))

    • jazz59
      2 lutego 2011 at 15:48

      Eee tam … dwie godziny trzy koniaki – i po sprawie… :)

      • sat666sat
        sat666sat
        2 lutego 2011 at 15:50

        A potem wystawisz na allegro)))

        • jazz59
          2 lutego 2011 at 15:56

          Niektóre zapewne tak…ale po lecie…nacieszyć się muszę…

      • tower
        tower
        2 lutego 2011 at 15:50

        2 godzinki i cała kolekacja będzie błyszczała jak nowa. Bardziej niż na wystawie sklepowej :).

        A tak wogóle to cieszę się, że moje lenistwo przyniosło wymierne korzyści i zadowolenie :).

        • jazz59
          2 lutego 2011 at 15:54

          Dzięki Ci za Twe lenistwo…ja też nygus jestem :)

          • tower
            tower
            2 lutego 2011 at 15:57

            Tam od razu nygus… Można eufemistycznie pewne rzeczy ująć.

            A skoro bratnią duszą jesteś z przyjemnością poczytam o Twoich patentach i ułatwieniach.

            • jazz59
              2 lutego 2011 at 16:31

              Ja to pijawa jestem…wolę korzystać z czyichś pomysłów. :)
              Czasem jakieś mieszanki tytoniowe wymyślam , aczkolwiek niewiele i niechętnie :)

              • sat666sat
                sat666sat
                2 lutego 2011 at 16:41

                Krzysiu to ,,tylko ” kolekcjonuje fajury)))

              • tatar.tatar
                2 lutego 2011 at 17:17

                A szkoda, szkoda bo jeden z miksów miło wspominam do dziś :)

            • jazz59
              3 lutego 2011 at 09:11

              Wymyśliłem taki sposób…nie wiem , czy tylko ktoś już tego nie wymyślił , bo podobno jak chodzi o faję , to już wszystko wymyślono.
              Do rzeczy…nie lubię pipemud , w ogóle nie lubię popiołu i wody w fajce…
              Stosuję mieszankę pyłu wrzoścowego ,pyłu morskiej pianki – zamiast wody dodaję szkła wodnego.
              Jest toto trwałe , ognioodporne i bezsmakowe.I nie pęka tudzież nie jest tak delikatne , jak pipemud.
              Niejednej fajeczce zrobiłem już piękne denko :).
              Nie wiem tylko , czy to mój pomysł , czy już ktoś to wymyślił. A zbyt leniwy jestem , aby źródeł szukać :)
              Pozdrawiam
              Krzysztof

              • jazz59
                3 lutego 2011 at 09:31

                Odpowiedź dla Kolegi tatar,tatar.
                Dzięki za miłe słowa. Cały czas robię ten mix – i na pewno go zapalimy , kiedy się spotkamy
                Pozdro
                Krzysztof

              • 3 lutego 2011 at 11:24

                Prkarbonizacja jest Be i fu, ale jak przychodzi co do czego to zatykasz fajkę dokładnie tym samym paskudztwem które najpierw wycierasz zawzięcie ładujesz do fajki na nowo? Może w tym szaleństwie jest metoda.

              • yopas
                3 lutego 2011 at 11:41

                Myślę, Janku, że tu jest troszeczkę inaczej, bo wrzucasz ten „wkład” tylko na dno, więc 80-90% fajki jeszcze „oddycha”.

              • Alan
                Alan
                3 lutego 2011 at 13:21

                Z jednej strony fajnie, bo efekt „mokrego dna” będzie przy czymś takim wręcz niespotykany, zaś z drugiej – gdzie ten kondensat w takim razie ma się podziać?

              • jazz59
                3 lutego 2011 at 13:26

                Włazi toto w tytoń przy dnie i jest lekko z góry przez żar poddsuszane. Tak myślę.

              • jazz59
                3 lutego 2011 at 13:27

                Zresztą jest jeszcze denicool

              • Alan
                Alan
                3 lutego 2011 at 13:29

                Skoro jest denicool, to pipemud niepotrzebny ;) A co do wsiąkania w tytoń – wprawdzie rzadko zdarza mi się dopalać tytoń do samiusieńkiego dna, to jednak wolę, aby fajka wchłonęła tę wilgoć i potem się z niej wywietrzyła

              • jazz59
                3 lutego 2011 at 13:31

                potrzebny ten pipemud , bo ja dno podnoszę , a wilgoć , to już inna bajka…są jeszcze wyciory i metoda amerykańska.

              • yopas
                3 lutego 2011 at 13:31

                Swoją drogą ciekawe czemu marketing nie wymyślił jeszcze by takich źle nawierconych fajek nie nazywać dobrze nawierconymi fajkami, ale z miejscem na kryształki pochłaniające kondensat.

                Boję się, że to napisałem ;+)

              • Alan
                Alan
                3 lutego 2011 at 13:34

                A zęzę nazwać cud-osadnikiem na kondensat?

                I co to jest ta metoda amerykańska?

              • jazz59
                3 lutego 2011 at 13:35

                Się bój…bo jak znam dzisiejszy marketing i ktoś z branży to przeczyta…

              • jazz59
                3 lutego 2011 at 13:37

                Wsadzasz wycior w ustnik i prowadzisz go aż do komina…wilgoć wchłania się w wycior…

              • Alan
                Alan
                3 lutego 2011 at 13:38

                To wyciorowanie ma takom mondrom nazwe? Ciekawe…Dzięki za oświecenie :)

              • jazz59
                3 lutego 2011 at 13:39

                Ponoć to amerycki wynalazek…

              • tower
                tower
                3 lutego 2011 at 14:09

                Myślałem, że pod tą nazwą kryje się włożenie monety kilkucentowej na dno komina coby skompensować zbyt wysoko wykonany nawiert…

              • jazz59
                3 lutego 2011 at 14:50

                To była jednocentówka i to ponoć gen. Mac Arthur wymyślił , aby dna szybko nie wypalić w corncobie

              • tower
                tower
                3 lutego 2011 at 14:56

                Wieść neisie, że McArthur palił cygaretki, fajke wkładał w zęby jedynie na zdjęciach. A delikatny corncob aż się prosi aby włożyć coś niepalnego, okrągłego i na srednicę pasującego na denko :).

  11. Stibons
    2 lutego 2011 at 19:48

    Ciekawi mnie jak długo wosk nałożony tą metodą utrzyma fajkę błyszczącą. U mnie po standardowym woskowaniu fajka robi się matowa po 3-4 paleniach. Mam jedną fajeczkę nawoskowaną firmowo i do tej pory błyszczy się jak nowa. Przez chwilę myślałem, że jest polakierowana…
    Konia z rzędem temu, kto powie mi jak nawoskować fajkę tak aby po kilkudziesięciu paleniach cały czas błyszczała się jak nowa :).
    A teraz idę podgrzać trochę carnauby ze spirytem… :)

    • 2 lutego 2011 at 20:01

      Tak jak się to robi w fabryce, na surowe, polerowane drewno nakłada się wosk na polerce, stosunkowo niskie obroty i sotosunkow duża bawełniana tarcza porządnie pokryta woskiem wieloletnim używaniem.
      Tak przynajmniej jest to pokazane na kilku yutubowych filmikach producentow. Zakładam że sukce leży w pokrywaniu fajki świeżo dartej papierem. Jeśli się nie mylę- znów to tylko moje przypuszczenia, fajki produkowane seryjnie, polerowane są jedynie trzycyfrowymi papierami, nie tak jak to poleca większość tekstów dot. odświeżania starych fajek poprzez czterocyfrowe do past polerskich i dopiero wosk. Możliwe że bardziej chropowata powierzchnia lepiej przyjmuje grubszą warstwę wosku.

      • 2 lutego 2011 at 20:14

        A i jeszcze, co do użycia papierów, jeśli używamy stosunkowo grubych papierów, ale na tarczy, lub taśmie, dają taki efekt jak papiery drobniejsze nawet o kilka gradacji „z ręki”

  12. vlasij
    vlasij
    2 lutego 2011 at 21:48

    Pomysł mi się podoba i postaram się go zrealizować. Tym bardziej, że nie woskuję fajek, nawet używanych. Po przemyciu główki spirytusem przez jakiś czas (kilkakrotnie) przecieram papierem (do drukarki). Połysk nie jest zadziwiający, ale daje niezłe efekty.

    Pozdrawiam.

  13. Alan
    Alan
    2 lutego 2011 at 23:26

    No więc, Tower, to działa. Dałem chyba nieco za dużo spirytu, bo maź daje alkoholem, jednak dalej wyszło tak jak to opisałeś. Odpicowałem z rozpędu 6 fajek i błyszczą się bardziej niż te wszystkie ebayowe refurbishe.

    • tower
      tower
      3 lutego 2011 at 08:17

      Super,cieszę się, że działa. Co do zapachu spirytusu, owszem, nie można powiedzieć, żeby był nieobecny, ale to co mnie zdziwiło, że całość nie pachniała już tylko spirytem, ale tak jak pisałem budyniowo-spirytusowo:).

  14. jazz59
    3 lutego 2011 at 08:17

    UWAGA KOLEŻANKI I KOLEDZY!!!
    Broń Boże toto mieszać i dolewać spirytusu. Robi się rzadka kaszka.
    Teraz spróbuję podgrzać i wymieszać ponownie.
    O efektach oczywiście poinformuję.
    Pozdrawiam
    Krzysztof

    • jazz59
      3 lutego 2011 at 08:58

      Podgrzałem , wymieszałem – i znów jest sympatyczna galaretka.
      Spoko :)
      Krzysztof

      • Alan
        Alan
        3 lutego 2011 at 10:58

        Jeśli emulsja spirytowoskowa zastyga, to nie ma sensu dolewać do niej spirytusu, bo tylko się ją rozcieńczy. Tak jak Krzysztof napisał – podgrzać i wsio.

  15. bogdan
    bogdan
    3 lutego 2011 at 20:25

    To i ja w sobotę pomieszam. Pochwalę się za tydzień na spotkaniu :)

  16. johnny
    27 kwietnia 2011 at 23:12

    http://www.aldi.co.uk/uk/html/offers/special_buys3_18676.htm

    Zdaje się, że w branży motoryzacyjnej też się taka pasta sprawdza :)

    Ciekawe, jaki faktycznie jest skład tego specyfiku.

  17. tatar.tatar
    19 czerwca 2012 at 16:09

    Używam tej pasty z powodzeniem już od jakiegoś czasu. Właśnie ostatnio mi się słoiczek skończył więc ugotowałem nową. Wykorzystałem wosk ten sam co ostatnio i rozpuszczalnik do szelaku (tu nie pamietam, ale ostatnio chyba zrobiłem na spożywczym co jak się okazuje nie jest bez znaczenia). Pasty używam do całej fajki zatem ustniki też nią sobie smaruje. No i tu dochodzimy do sedna. To najnowsze wydanie pasty jest tak niesamowicie gorzkie, że posmarowany nią i wypolerowany ustnik nie nadaje się do trzymania w ustach … Jeśli zatem ktoś jak ja smaruje pastą całą fajke – lepiej chyba użyć spirytusu spożywczego.

    • tower
      19 czerwca 2012 at 16:30

      Co do rozpuszczalnika do szelaku mam podobne odczucia, mimo iż nie pastuję ustnika tą pastą. Używam za to wyciora nasączonego rozpuszczalnikiem do okresowego przeczyszczenia zasyfionego ustnika. Jak kupuję fajkę do higienizacji, to wręcz moczę ustniki w tym rozpuszczalniku. Fakt, pierwszych kilka pyknięć wykręca twarz, jednak szybko ten smak z ustnika schodzi. Jak to jest w przypadku wosku? czy resztki substancji skażającej alk zostają w wosku i ciągle gębę drażnią? A może ten smak też szybko mija?

      Do ustników używam pasty do ebonitu:
      http://www.fajkowo.pl/pl/p/Pasta-do-ustnika-Ebonite-Cleaner-15g/489.

      • KrzysT
        KrzysT
        19 czerwca 2012 at 16:50

        Chyba czegoś nie zrozumiałem – dlaczego pierwsze pyknięcia miałyby wykręcać twarz? Przecież chyba po tym, jak je wymoczysz to spolerowujesz je jakoś jeszcze? Po spolerowaniu smak się nadal utrzymuje?
        Sam rozpuszczalnik jest faktycznie paskudnie gorzki w smaku i dlatego miałbym wątpliwości odnośnie użycia go jako rozpuszczalnika w będącej tematem wpisu paście.

        • tatar.tatar
          19 czerwca 2012 at 20:15

          Utrzymuje się bardzo długo. Polerowanie po napastowaniu wykonuję raczej dokładnie – choć ręcznie. Zdarzyło się że paskudnie gorzki posmak pojawił się jeszcze w 2-3 paleniu (a przecież po każdym paleniu ustnik też przecieram). I to nie jest gorycz wynikająca z nieumiejętnego palenia. Daje się go wyczuć bez problemu w niezapalonej fajce.

          • KrzysT
            KrzysT
            19 czerwca 2012 at 21:06

            Przemyj spirytem ustnik, zwycioruj i pokryj jak człowiek carnaubą na „sucho”, nie pastą.

            • tatar.tatar
              19 czerwca 2012 at 22:23

              Teraz już wiem ;) Wszystkie zapastowane tą edycją pasty ustniki już poprawione, a sama pasta posłużyła do nawoskowania łoża karabinka :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*