Jak nie zjarać rimu?

2 lipca 2010
By

Nic mnie osobiście tak nie doprowadza do szewskiej pasji, jak popalony i brudny rim. Obsesyjnie tego nienawidzę i bardzo rzadko kupuję używane fajki ze sponiewieraną nadmiernie krawędzią komina. No, chyba, że jakaś fajka zauroczy mnie kształtem, proporcjami i tym czymś, o czym wszyscy wiemy, choć nie zawsze potrafimy to wyrazić…

Nie kupuję jednak z reguły fajek o wartości kolekcjonerskiej, jeśli mają spaskudzoną tę krawędź. Mam bowiem paskudny obyczaj bez najmniejszych oporów planować bez najmniejszych oporów postukane i popalone rimy. Niekiedy konieczne są – zdaniem mojej obsesji – nawet kilkumilimetrowe skrócenia komina. Poddałem się wojującej argumentacji i pozostawiam takie fajki kolegom z konserwatorskim nastawieniem. A jeśli mi się czasem nawet zdarzy przeprowadzenie takiego zabiegu, to za skarby się do niego nie przyznam.

Zjarany rim

Krawędzie kominów w moich fajkach są, jak się łatwo domyśleć, pedantycznie zadbane. Jak należy zabiegać o to, by ich nie spalać, nie pozwalać im na pokrywanie się czarną, tłustą sadzą, a jednocześnie użytkować fajkę w sposób w miarę naturalny i zgodny z przeznaczeniem?

Przecież nie chodzi o to, by napełniać komin wyłącznie do połowy, a tytoń rozpalać palnikiem do rozpalania gazu poprzez, za przeproszeniem, głęboką penetrację…

Zanim wymyślono zapalniczki z bocznym płomieniem – choć uczyniono to już bardzo dawno – tysiące fajczarzy przypalało tytoń zapałkami i bynajmniej nie wszyscy mieli spalone, czarne rimy. Naprawdę nie trzeba podczas podpalania i palenia uskuteczniać jakiejś fajczarskiej Kamasutry – przeciwnie, tylko skrajnie swobodne i naturalne obchodzenie się z fajką zapewni nieskazitelny rim.

Zasada pierwsza, nigdy – nawet jak ktoś poczęstuje nas najlepszym i najrzadszym tytoniem – nie wolno nabijać komina po sam brzeg. Tytoń na początku palenie ma tendencję do „wstawania”, gorącego żarzenia się, aż do trzaskania włącznie. Krawędź główki jest wówczas zawsze w ogromnym niebezpieczeństwie…

Górne 3-4 mm komina to strefa absolutnie nieładowalna. I tak się zaczerni, nawet jeśli będzie się przypalać tytoń z największą pieczołowitością. Ale ani żar, ani „trzaskające węgle” nie wyskoczą przy takim nabijaniu na rim. Kolejna sprawa – o tym już było na naszych łamach – staranne nabicie to przytarcie tamperem (najlepiej, rzecz jasna, drewnianym kołeczkiem) wierzchniej warstwy tytoniu. Najlepiej „na nieskazitelny płask”, aż do roztarcia odrobiny tytoniu na proszek.

Dlatego nabicie fajki zajmuje tak wiele czasu zaawansowanym fajczarzom – od staranności zależy zarówno łatwość podpalania tytoniu, jak i jakość późniejszego palenia. A od tej łatwości i od tej jakości zależy – w prostym następstwie – stan fajki.

Zasada druga – należy prawidłowo i bez pośpiechu zapalić tytoń… O dwóch zapałkach, które na turnieju dostaje każdy uczestnik zawodów, jeszcze w Fajkanecie nie było. Większości z nas na początku fajczarskiej przygody wydaje się, że po to one są startującym wręczane, żeby tą drugą rozpalić fajkę, kiedy ta zgaśnie i w ten sposób zapewnić sobie dłuższy czas łączny. W każdym razie mi się tak kiedyś wydawało, co przyznaję cały oblany pąsem… I były to czasy, kiedy szczytem fajczarskiego kunsztu było dla mnie zapalenie tytoniu jedną zapałką i jak najdłuższe utrzymanie go bez zgaśnięcia… Chyba taka podświadoma analogia do powiedzonka, że harcerz zapala ognisko jedną zapałką, a jak mu się nie uda, to mu powinni zabrać jakąś sprawność…

Fajka to nie harcerskie ognisko, fajkę zapala się dwoma zapałkami!

Także po to, aby nie „poparzyć” rimu. Czy wiecie po czym poznać fajczarskie kompetencje scenarzysty piszącego o brytyjskim pułku w koloniach czy o okręcie Jej Królewskiej Mości? Przypalanie fajki w oficerskim klubie czy w mesie na okręcie celebrowane jest w większości filmów o angielskiej armii… Otóż, świadomy scenarzysta nakaże angielskiemu gentlemanowi wyłożyć na pudełko dwie zapałki. Jedną będzie co najwyżej przypalał cham od Yankesów czy prostak z awansu społecznego…

Anglik z dobrego domu zapala tytoń w fajce na 2 razy. Bo od małego patrzył, jak to robią wszyscy dorośli mężczyźni w tym jego dobrym domu i był na 100 procent przekonany, że to jest jedynie słuszny i najpraktyczniejszy pod słońcem sposób. I jest!

Pierwszą zapałką zapala się tytoń NA CIEMNO! Nie po to, by go podpalić i skierować żar w głąb komina, ale po to, by tytoń przyciemnić i przez jego przyprażenie wyrównać wilgotność na powierzchni i lekko w głąb, a także spalić wszelkie grudki olejków i estrów, jakie mają zwyczaj skwierczeć a nawet strzelać w zetknięciu z płomieniem oraz lekko nadwęglić włókna tytoniu, ułatwiając ich właściwe rozpalenie. Najważniejsze jest to wyrównanie palnych właściwości tytoniu – jak się je wyrówna, to potem fajka się będzie palić… równo. Cała tajemnica pierwszego etapu zapalania – na ciemno.

Rzecz jasna, ciągnie się wówczas porządnie, kręci ubijakiem, rozciera żar, przyciska gorące do zimnego, kieruje płomień o poziom niżej…

Drugą zapałką lub drugim płomieniem zapalniczki zapala się fajkę NA JASNO. Przedtem starannie przyklepując i wygładzając podniesiony, pociemniały tytoń. Tu już nie ma jednoznaczności – niektórzy starannie wygaszają tlący się węglik, inni pozostawiają wyraźne ognisko żaru. Na ogół ci drudzy są to zawodnicy, którzy się boją, że druga zapałka im zgaśnie.

Jedno i drugie podpalanie nie odbywa się poprzez długotrwałe wsadzenie płomienia w komin i nieustające ssanie. Kilka krótkotrwałych dotknięć płomieniem do podpalanej powierzchni, tak aby nie przypalać rimu. Liznąć płomieniem „na zasysie” i natychmiast wyjąć go na zewnątrz. Choćby po to, by nie pozwolić wnikać w komin produktom spalania. Po co komu w fajce tłusta sadza i nagar o konsystencji towotu?`

Pisałem wyżej o naturalności, swobodzie podpalania fajki… I to jest naturalne, a nie wsadzanie zapałki ile wlezie, zwęglanie rimu i obłamywanie węgielka w czeluściach komory spalania, tudzież rozgrzewanie palnika zapalniczki do czerwoności…

Naturalność? Kiedy obserwuje się uważnie starych fajczarzy, to daje się niekiedy przez zapalaniem i kilkakrotnie w górnej części palenia zauważyć, jak liżą opuszkę palca wskazującego i nawilżają nią krawędź komina. Obrzydliwe? Nie, jakoś tak to robią, że nie ma to obscenicznego charakteru, a jest nadzwyczaj skuteczne. Proces trawienia zaczyna się w ustach. W ślinie zawarte są pierwsze związki rozpuszczające tłuszcze, skrobię i rozluźniające białka. A ten czarny błyszczący syf osadzający się na krawędzi komina podczas przypalania, znakomicie poddaje się mocy enzymów zawartych w ślinie.

Kompetentny scenarzysta na początku palenia fajki włoży jeszcze dowódcy pułku do ręki chusteczkę lub serwetkę – jak się nawilży rim, żeby drewno się nie poddawało temperaturze, to warto tę ślinę wytrzeć razem z rozpuszczanymi przez amylazę i lipazę produktami spalania. Raz, drugi, trzeci – i można tę chusteczkę odłożyć. Tytoń pięknie się w fajce żarzy, a rim jasny jak drugie przypalenie.

Tags: , , ,

18 Responses to Jak nie zjarać rimu?

  1. maciej_faja
    2 lipca 2010 at 20:45

    Zawsze się zastanawiałem, jak opowiedzieć początkującemu koledze o zapalaniu fajki. Ponieważ krasomówcą raczej nie jestem, pozwolisz Jacku, że będę kierował zainteresowanych do tego artykułu.

    • jalens
      2 lipca 2010 at 21:08

      Jak to się mówi? Będzie to dla mnie… i dalsze grzecznościowe pierdoły. Ale naprawdę mi miło.

  2. JSG
    2 lipca 2010 at 20:59

    Tak jak na zdjęciu przypieczony rim to sztuka.
    Jako przedstawiciel tych „ekstremistów” i ortodoksów- co jest ciekawe zważywszy na fakt że swoje fajki przyrównuje często do XVII wiecznych weneckich prostytutek (co druga obywatelka tego miasta niezależnie od stanu dorabiała w ten sposób, czy jakoś tak), a zbiór użytkowy fajek do burdello, w sprawie szlifowania rimów- jeśli nie faktycznie jest on przypalony i nie ma możliwości usunąć warstwy syfu w inny sposób to jest to jedyna metoda. Liczyć się trzeba z tym że będzie on przez jakiś czas jaśniejszy od reszty fajki, co z kolei wiele osób popycha do zdzierania boków fajki, co już w ekstremistycznych poglądach już się nie mieści. Rim ciemnieje szybko, w kilka tygodni wróci do właściwości koloru.

    • miszapopiel
      3 lipca 2010 at 10:47

      O rany.
      Wyobraziłem sobie jak musiałaby wyglądać prostytutka z tak nadpalonym rimem

    • sat666sat
      sat666sat
      26 grudnia 2011 at 14:53

      Tak jak Janek pisze – ciemnieje po kilku tygodniach tudzież paleniach. Kilka fajek z takowym posiadam. Czasem 1-2 mm trzeba było ,,złapać” papierkiem i po sprawie. Koloru nabiera wraz z czasem i pięknieje w oczach)))

  3. Rheged
    2 lipca 2010 at 21:42

    Kolejny bardzo mądry, dobry i potrzebny artykuł.

  4. 3 lipca 2010 at 13:54

    Świetny tekst utwierdzający w wielu samopowstałych nawykach :) Zrodził we mnie pytanie o sprawy elementarne. Piszesz Jacku o przycieraniu tytoniu przed rozpaleniem: „Najlepiej „na nieskazitelny płask”, aż do roztarcia odrobiny tytoniu na proszek”, tutaj właśnie moja wątpliwość i zastanowienie, na ile kruchy i suchy musi być tytoń przed rozpaleniem, aby przycieranie kołeczkiem mogło zamienić go (choćby częściowo) w proszek? Zauważyłem, że przy tytoniu typu Virginia nr 1 mała różnica w wilgotności kolosalnie wpływa na jakość późniejszego spalania, suchszy wydawał się lepszy. Nigdy jednak nie odważyłem się nabić fajki „na tyle” podeschniętym, a może to moja niemoc w przycieraniu wprowadza mnie w błąd? Dzięki za kolejny tekst z gatunku „must know” :)

    • 3 lipca 2010 at 14:15

      Na 12. zdjęciu w tym => komiksie jest pokazane, co trzeba rozumieć jako to „na płask”. Jeśli tytoń nie ocieka wodą, to przy okazji takiej przycierki rozkruszy się akuratna ilość tytoniu. Przy rozpalaniu na czarno tytoń wyschnie i kolejna przycierka przed jasnym rozpaleniem ponownie rozproszkuje odrobinę tytoniu.

      Niestety, jeszcze nie mam odpowiedniego zasobu słów, aby podjąć się opisania, kiedy tytoń jest akuratny do wkładania do fajki. Ale pracuję nad tym. Jeśli mi się to uda opisać kiedyś jasno i precyzyjnie, zapewne powinienem otrzymać fajkowego Pulitzera. Do tej pory sugeruję wyczucie własne i odrobinę cierpliwości przy podsuszaniu. Mokry tytoń, to udręka :D

  5. KrzysT
    KrzysT
    3 lipca 2010 at 15:56

    Kolejny fajny artykuł.
    Ale zamieszczone zdjęcie nie przedstawia chyba zjaranego rimu, tylko narośnięty na nim nagarowaty syf. Zjarany=przypalony, nieprawdaż? Tymczasem to, co zostało pokazane na zdjęciu można zlikwidować poprzez położenie fajki na nasączonym spirytusem ręczniku i pocieranie co pewien czas kolistym ruchem. Większość puści. Sam robię to tylko przy piaskowanych/ryflowanych fajkach, gładko wykończone traktuję jednak papierem ściernym.
    Warto również dodać, że zgodnie z zaleceniami Rotm-a warto przecierać rim suchą szmatkę w trakcie palenia.

  6. sat666sat
    sat666sat
    4 lipca 2010 at 23:14

    Odrobinka wódeczki wystarczy by za pomocą płatka kosmetycznego pozbyć się ,,syfu”. U mnie działa, a że wódeczka owa to Zivana (taki Cypryjski bimberek produkowany tylko na Cyprze) sprawdza się w 100 %)

    • 4 lipca 2010 at 23:45

      Każdy dopowiedziany sposób jest nie do przeceniania. Już będę wiedział, co robić, jak mnie zawieje na Cypr.

  7. pinkplato
    7 lipca 2010 at 00:32

    Podobnie… nie znosze przypalonego rimu, a co ciekawe- pierwszy raz przydżyło mi się to paląc
    pierwszys raz aromat bodaj Larsena. Ciężko się zdziwiłem, zauważajac jakaś czarną maź, choć co ciekawe fajka Winsowa mieści dwa wiadra tytoniu- a ja ją nabiłem do połowy. jednak dym unoszący się do góry ciężko zapaskudził mi górna część wewnętrznego komina i niestety część rimu.
    Wkurzyłęm się na aromaty- teraz palę je w tych pośledniejszych fajkach… i rzadko.

  8. cezare
    cezare
    26 grudnia 2011 at 14:42

    długo myślałem nad jedną starą fajką w zasadzie po kompletnej renowacji jak z tym rimem postąpić, oczywiście z początku splanowalem go zbyt na płasko co jak już koledzy zauważyli prezentuje się fatalnie. Z pomocą przyszły kamienie szlifierskie… wziąłem kamień w kształcie walca, po czym drugim kamieniem delikatnie wytoczyłem mu wzorzec rimu, czyli kształt wgłębienia… i gotowe, oczywiście prace manualne każdy z nas musi już wziąć na siebie, a jest to praca bardzo precyzyjna, przy której sugeruję najwyższe skupienie.. całość później wygładzam papierami 1000, 1500, 2000 choć kiedy się delikatnie prowadzi rim jest to praktyczie zbędne..

  9. Witold
    21 lipca 2018 at 10:32

    Czy można używać zapałek do odpalania fajek i z jakim skutkiem dla rimu?
    Co zrobić, gdy przy odpalaniu ogień bucha z komina fajki i opala część rimu od ustnika?
    Pochylać fajkę jakoś?

    • Grimar
      Grimar
      21 lipca 2018 at 12:33

      Tak jak stoi w artykule: można używać zapałek, tylko należy się trzymać zasady, żeby nie pchać tytoniem komina do pełna. Ogień z fajki buchać będzie. Nie pochylałbym jej, ponieważ wtedy w mojej opinii tym bardziej narazisz jedną część rimu na opalenie. Trzeba zdać sobie sprawę, że rim zawsze trochę się przyciemni, nawet od dymu. Widać to zwłaszcza w fajkach z pianki morskiej: odpalam je bardzo delikatnie zapalniczką z płomieniem bocznym, a i tak rim nie jest nieskazitelnie biały, ponieważ uwalniający się z komina dym go barwi. Musiałbym chyba trzymać fajkę przez cały okres palenia idealnie prosto, co byłoby jednak groteskowe i męczące.

      Także zawsze trochę Ci się rim przyciemni. Chodzi tylko, żeby go nie przypalić. Stosuj się do rad w artykule i się nie przejmuj.

  10. Witold
    11 sierpnia 2018 at 16:21

    Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*