Prażenie tytoniu

21 września 2010
Autor:

Przy okazji popełnienia przeze mnie wątku „palenie imprezowe”, wpadł mi do głowy szatański pomysł. Mianowicie prażyć tytoń. Sam jestem cieni bolek, więc nie będę się wypowiadał i wymądrzał, ale sądzę, że efekty mogą być ciekawe. Czy ktoś już tego próbował? Jaką metodę wybrać, jaki tytoń i przecież nie na patelni z olejem jak orzeszki buhahaha!
A może robię z siebie misia pluszowego – to błagam o litość w komentarzach.

Tagi:
Zaszufladkowany w kategorii Zamiast Forum w dniu 21 września 2010 , 23:09

19 komentarzy do “ Prażenie tytoniu ”

  1. Alan
    Alan dnia 22 września 2010 o godzinie 09:35

    Komentuję, coby wpis był widoczny z głównej :)

  2. jalens dnia 22 września 2010 o godzinie 11:33

    Prażony tytoń? Palenie imprezowe? Szczerze?
    Tak się, Marku, zastanawiam, czy nie za dużo kombinujesz, żeby zapalić fajkę po pijanemu… Mam zbliżone problemy „uzależnieniowe” i moim zdaniem po prostu wymyślasz rozmaite idee na rozmaite tematy wyłącznie po to, aby z bardziej spokojnym sumieniem się upić. Też tak miewam… W moim przypadku to czysta pijacka obrzędowość i opracowany do perfekcji tzw. mechanizm zaprzeczeń.

  3. marek milczek
    marek milczek dnia 22 września 2010 o godzinie 13:48

    Cóż… Jacku, jestem dużym chłopcem. Z roku na rok staję się coraz młodszy, licząc od setki. Uwierz mi nie miewam wyrzutów sumienia przed i po pijaństwie. Po – mam przeważnie kaca. Głównie papierosowego.
    „Tak się, Marku, zastanawiam, czy nie za dużo kombinujesz, żeby zapalić fajkę po pijanemu…”. Być może… Jestem skończonym nikotynistą i umiem się do tego przyznać.
    Mój problem to nikotyna, nie alkohol, który nadużywam w miarę rzadko, ale w zacnym towarzystwie i wtedy raczej z fantazją.

  4. jalens dnia 22 września 2010 o godzinie 14:06

    Wybacz. Bywam szczery.

  5. JSG
    JSG dnia 22 września 2010 o godzinie 20:03

    A tak na temat- co to miało by ci dać? Nie rozumiem. Ożeszki czy zboża praży się by je jeść, a tytoń? Chcesz czuć smak oleju w fajce? Powodzenia.

  6. marek milczek
    marek milczek dnia 23 września 2010 o godzinie 00:38

    domyślałem się, że komentarze będą właśnie takie. A ja spróbuję. W piekarniku, na pergaminie. I oczywiście wszyscy mnie obśmieją….Bo to nie zgodne z filozofią fajczarzy.
    Jak nie wyjdzie, odszczekam i posypię głowę popiołem….

    • Rheged
      Rheged dnia 23 września 2010 o godzinie 01:03

      A to jest jakaś jedna wspólna filozofia, czy po prostu poczuwasz się nazwać tak palenie tytoniu?

  7. marek milczek
    marek milczek dnia 23 września 2010 o godzinie 01:07

    diabli wiedzą, po prostu chcę spróbować. Nie powielać schematy, i klaskać z tłumem.

    • Rheged
      Rheged dnia 23 września 2010 o godzinie 01:12

      Pamiętaj o BHP! ;)

      • marek milczek
        marek milczek dnia 23 września 2010 o godzinie 01:21

        „Ty nie boj sia”, jak mówił Pawlak. Właśnie jestem na etapie suszenia grzybów, więc mam wprawę. Małe porcje, w różnych temperaturach będę testował. W puszce i „luzem”. Obadamy. Dam znać.

  8. marek milczek
    marek milczek dnia 23 września 2010 o godzinie 01:08

    , przed „i”… to omsknięcie

  9. Wojtek Pastuch
    keilwerth dnia 23 września 2010 o godzinie 01:24

    Domowa „obróbka termiczna” gotowych mieszanek ma sens, tylko żeby otrzymać satysfakcjonujące i powtarzalne rezultaty trzeba się trochę nakombinować :) Ale pewnie warto. Kiedyś czytałem o kontrolowanym pieczeniu w piekarniku zamkniętych (fabrycznie) puszek tytoniu, w celu poprawienia smaku. W przypadku virginii efekty mogą być ciekawe, przecież wiemy jak różni się jasna va od ciemnej, podobny proces można próbować przeprowadzić w piekarniku. Oczywiście to eksperymenty dla ciekawskich, mnie by się osobiście nie chciało w to bawić ;)

    • KrzysT
      KrzysT dnia 2 października 2010 o godzinie 18:56

      Przypadkiem trafiłem na coś takiego:

      Super Fast Tobacco Aging

      Now that the warm weather has arrived (at least here in Vegas where it has been 105+) I’d like to share an aging trick that I discovered quite by accident. Take a tin of tobacco and place it on your dashboard in full sunlight or on a window sill in full sunlight. Leave it there for about 30 minutes +/-. Now take the tin inside and allow it to cool to room temperature. You’ll find that your tobacco will now taste and smoke very similar to tobacco that has been aged about 6 – 12 months. Of course there’s no substitute for properly aged tobacco but this is a great way to improve the smoking quality of just about any type of tobacco. This technique works especially well with Virginia style tobacco. If you’d like to try this with your favorite bulk tobacco simply use an old tin or small coffee can. Only do 2 – 4 ounces at a time. Enjoy!

      Pomysł jest ciekawy. Dla tych, którzy chcieliby spróbować – 105 stopni Fahrenheita to 40,6 stopni Celcjusza (tu uwaga – biorąc pod uwagę, że autor proponuje postawienie puszki w pełnym słońcu nagrzewa się ona prawdopodobnie mocniej). Tu raczej nie powinniśmy się obawiać o utratę walorów smakowych, bo trick polega na podgrzewaniu względnie szczelnej puszki w celu podwyższenia aktywności biochemicznej przetwarzających tytoń mikroorganizmów.
      Co prawda nie wierzę, że będzie to równie efektywne jak dojrzewanie, ale – w przeciwieństwie do wyprażania – temu patentowi dałbym szansę.

      źródło tutaj

      • JSG
        JSG dnia 2 października 2010 o godzinie 19:09

        Kilka dni temu kupilem tyton do skretow o dumnej nazwie heros, kupilem go z ciekawosci jak to te polskie tytonie smakuja, a przypuszczam ze taki grodzki wiele sie od Herosa nie rozni. Paczka ni jak nie jest hermetyczna wiec musialem to jakos nawilzyc. Puszka sg, kilka kropel rumu i do piekarnika 50′ przez jakis 2/3 godzinki. Efekt blyskawiczny, zmienia glownie zapach, tyton pachnie jak rasowy Cawendish, ale nie smakuje rumowo a wirginiowo. Robilem tak juz wczesniej, czasem z woda czasem z alkoholem… Poza nawilzeniem nie widze efektow ubocznych, ewentualnie gdzyby proces trwal pare tygodni to moze …

        • marek milczek
          marek milczek dnia 2 października 2010 o godzinie 19:59

          nie chciałem tego wątku ciągnąć, bo i tak nikt nie będzie eksperymentował. Ale ja od pewnego czasu, niewielkie dawki Va nr 1 przysmażam. Uważam, że jest super, zupełnie inna w smaku, trochę „orzechowa” i bardzo mocna. Rzeczywiście suszenie w piekarniku jest bez sensu. Robię to tak, że porcję normalnie wilgotnego tytoniu rozkładam na blasze i palnikiem gazowym „liżę” go intensywnie, ale bardzo krótko. Tytoń robi się prawie czarny. Cały proces trwa kilka sekund. Ot i wsio.

          • JSG
            JSG dnia 2 października 2010 o godzinie 20:39

            to masz tytoń prekarbonizowany :D

  10. miro dnia 23 września 2010 o godzinie 07:18

    Pomysl moze byc nieglupi, ale – zapewne ku niepomiernemu smutkowi inicjatora dyskusji – niekoniecznie jest nowy :-P

    Na przyklad – instrukcja samodzielnego przygotowania mieszanek mydlanych publikowana tu i owdzie (www grupy APF, niestety od dawna nie dziala, rowniez linki zamieszczone na fajkanecie przez JAR-a). Tyle, ze tam chodzilo raczej o wygrzewanie mocno upchnietego tytoniu w puszce (100 g w puszce 50 g) w celu „przegryzienia sie” smakow i zapachow.

    Prazenie „na sucho” – na pergaminie, jak piszesz, da zapewne… tyton suchy jak pieprz. Mozna go ewentualnie pozniej zmielic i zazywac w formie tabaki :-)

    lg
    m.

  11. marek milczek
    marek milczek dnia 24 września 2010 o godzinie 14:17

    wątek napisałem impulsywnie, ale teraz jak się zastanawiam, to nie chodzi mi o suszenie tytoniu, bo to rzeczywiście bez sensu. raczej o prażenie do momentu lekkiego przypalenia. Jak słonecznik – smak surowego jest zupełnie inny niż prażonego. Może nic z tego nie wyjdzie, a może wyjdzie. Oczywiście prażyć na sucho. Później być może „nawodnić”.
    Tylko ten się nie myli, kto nic nie robi.
    pozdrawiam

    • jalens dnia 24 września 2010 o godzinie 17:29

      Smak na pewno będzie inny zakładając, że zrobisz to z Va – rozpadną się połączenia tłuszczowe, estrowe, aromatyczne. Cukry złożone albo się skarmelizują, albo wyparują i zwęglą. 3/4 flaworków pójdą w piekarnik :)

      To jednak coś innego, aniżeli podgrzewanie tytoniu w szczelnym słoiku, które G. Pease porównuje do długiego gotowania wieloskładnikowej zupy w szybkowarze w celu uzyskania nowego, jednolitego smaku…

      Rozumiem, że Twoje dociekania są pochodną od artykułu „Palenie imprezowego”. Prażenie tytoniu jako żywo może przypominać podgrzewanie na mocnym gazie Dom Perignon w aluminiowym garnku – po to, aby bąbelki nie wierciły w nosie albo nie skłaniały do głośnego bekania.

      I ja czyniłem rozmaite próby z tytoniem, by móc go palić szybko i intensywnie w małych fajkach. Co prawda, nie przesuszałem do w grillu, a na kaloryferze – ten suchy jest i mocniejszy, i lepiej, i szybciej się pali szybkomachowo. Tytoń fajkowy, niechby i Va No 1, kiepsko się pali w małych fajkach, ciągnięty histerycznie rozgrzewa się do czerwoności i zalewa dno fajeczki kondensatem do gaśnięcia…

      Pytałeś o te malutkie wrzoścowe „pięćdziesiątki” – może zamiast prażyć tytoń fajowy, kup shagową Golden Virginię, nieco ją podsusz. Da się palić w takim mikrusku nawet do dna. A Zware Shagiem da się nawet całkiem, całkim najarać. Ja, na przykład, jak mam ochotę na wiśniowe szybkie smaczki, to sobie w tym ustrojstwie „wyjarywam” MB Cherry Choice do skrętów i jest pięknie.

Skomentuj ten artykuł

*