Dunhill Early Morning Pipe

23 lipca 2010
By

Na dworze aura na którą wszyscy narzekają, a ja jestem zachwycony – niech tak będzie przez 364 dni w roku; przez jeden niech pada, aby człowiek się nie odzwyczaił od deszczu. Jak co czwartek wróciłem do domu w godzinach wieczornych. . Mało tego – w lodówce czekało na mnie piwo, więc wieczór zapowiadał się na udany. Szybki prysznic i od razu wszedłem na dobrze znaną mi drogę : lodówka, potem pokój i półka nad akwarium, finalnie – miejsce naprzeciw tego ostatniego.

Nabiłem fajkę tytoniem od Yopasa (dzięki Ci bardzo!) – Dunhill Early Morning Pipe. Na początku było miło – aksamitnie, lekko, rzekłbym nawet jedwabiście. Chwilę potem zacząłem się zastanawiać : Panie Jarek, czegoś tu brakuje, nie ? Nie piekło w kubki smakowe tak jak w przypadku McBarren HH VS, nie było tak ziemiście jak w przypadku Westmorland Mixture. Stwierdzam z rozczarowaniem, że było nijako. No nic, to może chociaż we łbie zakręci. Parę mocniejszych „buchów”. Niestety, a przyznać muszę, żem delikatny chłopiec. Tyle dobrego, że spalił się ładnie, bez bulgotania.

Jeśli ktoś szuka nieopisanych doznań smakowych – nie polecam. Jeśli ktoś chce się sponiewierać – do tego również się nie nadaje. Taki jakiś zwyczajny ten tytoń. Bez szaleństwa, bez choćby krzty nadziei na jakiekolwiek uniesienia. Spodziewałem się więcej, a przyznać muszę, że nie „zanieczyszczałem” smaku żadnym napojem, oddałem się paleniu w całości. Możliwe, że dokonałem swojego rodzaju herezji – tytoń przeznaczony na poranki, spaliłem po zachodzie słońca. Całe szczęście, że nikt mnie nie monitorował, tego aktu sabotażu na nazewnictwo. Całkiem prawdopodobne, że jest to bezsmakowa dawka nikotyny na poranek, takie śniadanie w stylu „papieros do kawy”. Jeśli tak, to trzeba nim załadować sporą brujerę, inaczej – ledwo co się poczuje.

Tags:

9 Responses to Dunhill Early Morning Pipe

  1. heretico
    23 lipca 2010 at 08:42

    mój Fajkanetowy debiut, jakby co :)

    • jalens
      23 lipca 2010 at 09:34

      Ale tytuł muszę skrócić, bo już nam rozrabia na marginesie. Ale debiut ekstra. Może sobie zapalę kiedyś. Bo nie paliłem.

  2. yopas
    23 lipca 2010 at 09:08

    Nie piekło, bo i nie ma co tam piec. Ani Perique, ani Kentucky. Orient, Latakia, Virginia. Choć, jak się tak głębiej zastanowić, to nie wiem, czy chciałbym kolejną puszkę tego tytoniu. Balkan Flake duuuużo lepszy imo – choć nie wiem, czy to w pełni adekwatna alternatywa.

    Jutro wezmę na ryby MCBry albo Westmoorlanda.

    (Technicznie tekst bez zarzutu. Możesz śmiało wynurzać się bardziej.)

  3. KrzysT
    KrzysT
    23 lipca 2010 at 09:21

    Ha!
    Dokładnie moje pierwsze wrażenia – że owszem, sympatyczny, ale jakiś taki nijaki.
    W tej chwili jest to mój ulubiony Dunhill. Wydaje się nijaki, ale on jest delikatny po prostu (podobnie jak Presbyterian Mixture czy Germain’s Special Latakia Flake). Nie tak słodki jak London Mixture, nie tak lekko winnie duszący i pełny jak 965, nie tak latakiowo ukierunkowany jak DSMM (o Nightcapie się nie wypowiadam, bo paliłem go na razie raz).
    Bardzo, ale to bardzo zyskał od pierwszego poznania. Może to zasługa konkretnej fajki, którą bardzo lubię, ale dla mnie w tej chwili ma wśród Dunhill pierwsze miejsce. A – i jest to tytoń, który – w sensie właściwości palnych i utrzymania żaru w środku komina – ma u mnie zdecydowaną palmę pierwszeństwa, co jako początkujący bardzo doceniam. Praktycznie nie używam przy nim wklęsłej części kołeczka.
    A co do alternatywy, to moim zdaniem jest nią coś pomiędzy Skiff Mixture a Germain’s Special Latakia Flake.

    PS. A ja jeszcze przeżywam wczorajszego 1792. Gaśnie mi skurczybyk strasznie. Pali się sucho, ale gaśnie niemożebnie. W małej fajce palę, fakt, ale żeby aż tak?

  4. Jacek A. Rochacki
    23 lipca 2010 at 09:48

    – a czy to n ie jest tak, że owa łagodność, „bezsmakowość” nawet jest niejako zaawizowana samą nazwą tego tytoniu?

    Przy tej okazji niech mi będzie wolno podać, iż najpewniej od dnia 9 sierpnia w USA będą znów osiągalne nowe edycje tych oto tytoni Dunhilla:

    Deluxe Navy Rolls
    The Royal Yacht
    Standard Mixture
    Early Morning Pipe
    My Mixture 965
    Nightcap
    London Mixture
    Standard Mixture Medium
    Three Year Mature Virginia
    Stardard Mixture Mild
    Flake
    Light Flake

    Podałem więcej na FMS, link:

    http://fajczarze.pl/forum/viewtopic.php?f=16&p=55929&sid=a2900bb99d49cf7ab9e1c85ceabb7d53#p55929

    • jalens
      23 lipca 2010 at 10:25

      A ja ta z rana to lubię sobie zapalić coś mocnego. Siusiu i pan Nicotte. I to jest Erly every morn’

      • jazz59
        23 lipca 2010 at 11:21

        Też z rana lubię tęgiego dyma do kawy…ostatnio pomieszałem Westmorland z Black Malloty i rozdrobnionym Bracken Flake i wyszedł mi taki Early Morning Delight…moim zdaniem oczywiście.
        Ale polecam…

        • jalens
          23 lipca 2010 at 11:33

          Też do virginii porannej „domieszywam” – np 1-2 monetki 1792 czy XXBlacka. Pipemorninguje jak złoto.

  5. Julian
    Julian
    27 stycznia 2011 at 22:55

    Właśnie nabijam fajkę EMP, żeby odświeżyć sobie wrażenia. W dzieciństwie uważałem go za „ostry” tytoń – był to mój okres „późnej amfory”, nad którym nie ma potrzeby sie rozwodzić. Obecnie EMP jest dla mnie niezwykle łagodną mieszanką orientalną z latakią, taką, którą lubię palić. Właściwie jest to moja ulubiona latakia, bowiem mimo że palę tytonie wytrawne, to jednak nie jestem hardkorowym palaczem, który ma przełyk tak wygarbowany i uwędzony, że można by go wypreparować i postawić oparty o ścianę. EMP jest tak przyjazny i słodkawy, ze niemal posądzam go o obecność jakiegoś ultra delikatnego aromatu. Bardzo przyjazne cięcie (ribbon, chociaż w nowej edycji gorszy niż kiedyś) ułatwia nabijanie i palenie. Obecnie przedkładam go nad Balkan Supreme od Stokkebye oraz nad Balkan Sasieni – oba znakomite orient-latakie, ale bez gładkości EMP. Noże za rok smak mi się zmieni, ale na dziś taka jest moja opinia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*