Torben Dansk Black Velvet

19 czerwca 2021
By

Tym razem będzie coś ciekawego. Nie wiem z jakiego powodu kupiłem puszkę tego tytoniu, skoro nazwa sugeruje najpaskudniejszy rodzaj europejskiej mieszanki, jaki można sobie wyobrazić, coś zbliżonego do Connemara Black, którą od niedawna Peterson truje niewinnych ludzi. Chyba zamiast poprzestać na nazwie, wczytałem się trochę w opis, ale to też nie tak, bo na stronie Dan Tobacco stoi (całkowicie niezgodnie z prawdą), że wyrób jest aromatyzowany ananasem, co nie zachęca. W każdym razie kupiłem, jest, i teraz właśnie go palę w starej fajeczce nr 69 wspomnianego właśnie Petersona. Kupiłem ją w Galway całe lata i tych kilka kobiet temu i mimo taniości służy dobrze. Traktuję ją jako roboczą i kiedy mam jakiś podejrzany tytoń, to próbuję go właśnie na niej.

No więc tak, Black Velvet. Po obecnej etykiecie tego nie da się poznać (zobaczycie na zdjęciu), ale wcześniej tę mieszankę oklejano kartką z wizerunkiem kieliszka z czarną cieczą. Płyn w kieliszku to koktajl Black Velvet, złożony z Guinessa i szampana. Musi to być niezły zajzajer razem, bardzo nauseatic, ale Dan Tobacco, zanim wygłupiło się z tym ananasem, twierdziło, że mieszanka jest właśnie tym aromatyzowana. Ciemnym piwem i winem szampańskim. Hmm… Brzmi to jak dosyć wytrawna aromatyzacja i mogłoby zadziałać. Kolejna ciekawa rzecz to sam skład. Otóż ma to być virginia (nie podano rodzaju) plus równa proporcja latakii. VaLa w skali 50/50 to brzmi jak Anglik i to taki poważny, nie dla dzieci. W każdym razie już widać, że ten Black Velvet to nie żaden czarny kawendisz z czarną wiśnią, który palimy w czarnym mundurze od Hugo Bossa, tylko tytoń typu modern English, lekko doprawiana mieszanka dwóch tytoni najważniejszych dla każdego Anglika.

Nie ma co więcej ciągnąć kota za jaja, otwieram pojemnik. Z wierzchu typowy pognieciony papier, pod spodem standardowa karteczka, którą stary Dan wciska do wszystkich puszek, nawet ładna ale opatrzona. Zdejmuję karteczkę. Tytoń pod nią dosyć grubo cięty, trochę wstążki, trochę broken flake, ogólnie brązowy z ciemniejszymi i trochę jaśniejszymi wyprztykami. Bez żółci i prawie bez czerni. Niezbyt przypomina latakię, skoro już o tym mowa. Więc wącham i tutaj ciekawie: prawie nie ma zapachu. No, to już jest poważny delikt, zwłaszcza że po latakii spodziewamy się tych wszystkich atrakcji drzewno-smołowych. Dłuższe węszenie wykazało lekki zapach kojarzący się ze smołą oraz również delikatny aromat czegoś (skoro aromat, to pewnie aromatyzacji). W każdym razie zapach z puszki niewiele mówi o tym, co będzie palone. Dziwne.

Tytoń jest średnio ubity, tak powiedzmy zwyczajnie. Ideałem tutaj były stare Dunhille, wprasowane w puszkę niemal na cegłę, no ale to było w ubiegłym wieku, tak umieli nasi przodkowie, a my już nie potrafimy. Liście są dosyć suche, ale nie przesuszone, w stanie w sam raz do rozpalania. Wystarczą dwie zapałki. Pierwszy dym od razu przypomina, że to jednak angielska mieszanka. Latakia nie jest pierwszoplanowym graczem, ale nie pozostaje całkiem na uboczu i w efekcie zapach i smak jest nieco drzwno-smołowy, wytrawny i bardzo przyjemny. Tytonie chyba są dobrej jakości, nie mam powodu do narzekania, nie ma gryzienia w język. Aromat rozwija się w dobrym kierunku, czuć, że nie jest to czysty tytoń, ale nie przekracza to poziomu niektórych tytoni deklarujących się jako naturalne. Faktycznie dodatek jest lekko wytrawny, może kojarzyć się z Guinessem (w żadnym razie nie z ananasem). Na języku jest przyjemnie, z nutą słodyczy, ale całkiem dobrze wkomponowaną w tytoniowość pozostałych składników. To odległe porównanie, ale przypominają mi się Bengal Slices, przynajmniej w obecnej amerykańskiej wersji. Palę z ciekawością. Dojrzała Va jest głównym składnikiem, natomiast latakia albo jest najdelikatniejsza na świecie (cypryjskiemu pastuszkowi skończyły się ośle bobki?), albo te 50% to taka tylko licencja producencka. Bez kozery, daję trzydzieści. Nie wiem, czy to zasługa aromatyzacji, czy dobrej jakości tytoniu, ale palenie nie jest nudne. Black Velvet smakuje dość świeżo. Z tej samej stajni przychodzi mi na myśl Bulldog (również od Dana, podobno bestseller), ale jego aromatyzacja jest chamska i efekt rozczarowuje. Tam mamy imitację irlandzkiego tytoniu, a tutaj przyzwoitą wariację na temat wsi angielskiej. Wolę to drugie. Bez problemów spalam ładunek do końca i wysypuję czysty szary popiół. Kolejny punkt.

Zanim zakończyłem pisanie recenzji, zapaliłem jeszcze raz, tym razem w innej, starannie przeczyszczonej fajce (limitowany Peterson Dublin Castle, również 69). Właściwie nic nowego nie mogę dodać. Ten tytoń zrobił na mnie dobre wrażenie, jeszcze nie wiem, czy kupię go więcej po spaleniu tej puszki (może się znudzi), ale na razie wszedł na shortlistę aromatyzowanych Angoli, tak smutno osieroconą przez niedostępne u nas Bengal Slices i dawno odżałowane orientale McClellanda. Smakuje mi bardziej, niż Kramer’s Cary Grant Mixture. Widocznie z Dan Tobacco jest jak ze śliwkami, z których tylko niektóre robaczywe. Ale jak się firma postara, to potrafi zrobić coś z dobrego materiału i z talentem.

 

Tags: , ,

3 Responses to Torben Dansk Black Velvet

  1. Grimar
    Grimar
    19 czerwca 2021 at 12:40

    Zastanawiam się, dlaczego niektóre tytonie w Niemczech mają takie „drukowane” etykiety. Jakiś czas temu kupowałem dwa Kriswille i zamiast puszek z piękną, kolorową grafiką, która była zaprezentowana zaprezentowan na stronie sklepu, dostałem coś podobnego jak Ty.

  2. RZG
    RZG
    19 czerwca 2021 at 20:21

    Black Velvet, złożony z Guiness’a i szampana…
    Nigdy nie piłem prawdziwego szampana. Jednak w UK piłem cydr z Guiness’em, a ten do złudzenia przypomina wino musujące.
    Drink o dźwięcznej nazwie DEATH:-) Ponoć oficjalnie nielegalny, więc podawano po pół szklanki obu trunków do samoobsługi:-)
    Jak z nikotyną?
    Zdaje się, że Peterson nadal tak zbija w puszcze te poDunhill’owe tytonie

  3. Julian
    Julian
    28 lipca 2021 at 23:33

    Palę własnie ten tytoń i jestem ponownie pod wrażeniem jego łagodnego zharmonizowania. Jest to zdecydowanie virginia z niezbyt dużym udziałem latakii, dojrzała, zupełnie nie gryzie, bardzo łatwy w obsłudze, nieagresywny tytoń z lekką aromatyzacją. Wszystko to razem się nie narzuca, ale ma swój smak. Nie dla wielbicieli mocnych wrażeń. Chyba kupię ćwierć kilo i zapuszkuję, ciekaw jestem jak wyjedzie po roku leżakowania.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*