Samuel Gawith 1792 Flake

16 kwietnia 2013
By

Fajką początkującego – Samuel Gawith 1792 flake

 

i-samuel-gawith-tyton-fajkowy-s-g-1792-flake-50g

 

Zakupiłem ten tytoń z zamiarem zapalenia dla odmiany czegoś mocniejszego. Wcześniej paliłem głównie tytonie słabe, ewentualnie o średniej mocy. Moje główne tytonie to GH Broken Scotch Cake, GH Glengarry Flake, Mac Baren Vanilla Cream. Tytonie bazujące głównie na VA. Z wyboru na fajkowie, który na początku roku był mocno ograniczony zdecydował się właśnie na 1792. Zachęciła mnie opinia zamieszczona na fajkanecie.

Patrząc na ładnie wyglądającą puszkę, widzimy na obrazku Pana w cylindrze jadącego poprzez pole na koniku, a za nim, napisane czcionką jak z Westernu – 1792 Flake Tobacco. Wiele ciekawego wydarzyło się w roku 1792 w Polsce i na Świecie. Dla nas najważniejszym wydarzeniem zdaje się być 1 czerwca 1792. To właśnie w tym dniu do Unii jako 15 stan dołączyło Kentucky. Według opisu na TR tytoń ten składa się z Virginii i właśnie Kentucky. Tytoń jest dodatkowo aromatyzowany whiskey i fasolką tonka. W ten oto sposób otrzymujemy zapowiedź mocnych wrażeń.

Po otwarciu puszki dało się wyczuć bardzo intensywny zapach. Trochę suszonych śliwek, trochę wędzonki (ale nie chodzi o LA), ale także taki prawdziwy tytoniowy. Takiego flake’a jeszcze nie widziałem. Ciemny, mocno zbity (sklejony). Przy tym bardzo wilgotny. Nigdy nie miałem do czynienia z tytoniem pod postacią pluga, ale ze względu na konsystencję tego flaka, myślę że do takiego cięcia mu niedaleko. Ponieważ byłem bardzo spragniony tej nowości, odłamałem połowę płatka i postanowiłem nabić od razu do fajki. No i oczywiście problem. Dodam, że ja się boję flaków. Nie potrafię sobie dobrze nabić nimi fajki i później męczę się podczas palenia. No ale wiadomo, że człowiek się cały czas uczy, a ja tak łatwo się nie poddaję.

Wracając do 1792, tak wyciągnięty prosto z puszki płatek nie chciał się w żaden sposób zwinąć w snopek. Ba, nawet trudno było go rozdrobnić ze względu na jego „zlepienie” oraz wilgotność. Zniecierpliwiony zwinąłem jednak coś na kształt snopka, nabiłem i … gehenna. Pół pudełka zapałek poszło z dymem. Co chwilę gasł. Docieranie kołeczkiem dawało minimalny efekt. Jednak pomimo tych trudności, udało mi się tytoń spalić ze smakiem. Ponadto spalił się wyśmienicie. Do białego popiołu. Pomiędzy ponownymi rozpaleniami dało się wyczuć w smaku porządny mocny tytoń. Taki powiedziałbym cygarowy. Dodatkiem wyczuwalnym dla mnie było coś ala „wędzonka” (nie LA) w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Moc tytoniu powalała. Ta pierwsza fajka dała mi do myślenia.

Kolejną fajkę nabiłem już inaczej. Całego płatka pociąłem na 3 części. Stwierdziłem, że jego moc jest tak duża, że nie potrzebuję więcej. Najpierw tytoń podsuszyłem, dość długo na kaloryferze. Chyba trochę przesadziłem, bo przy próbie roztarcia dość mocno się kruszył. Zrezygnowałem z zwijaniem snopków i postanowiłem go zwinąć w kulkę. Pomimo wydawać by się mogło dość wyraźniej „suchości” pozostawił zdecydowany ślad na dłoniach. Dla odmiany nabiłem tym razem fajkę na filtry. O tak to było to. Poczułem zdecydowanie więcej smaków. Po pierwsze moc już była bardziej przyswajalna (pewnie zasługa filtra). W smaku przyjemnie gorzkawy, ale nie odrzucający. Pewnie powinienem więcej słodyczy w nim wyłapać, ale dla mnie bardziej dominująca byłą przyjemna goryczka. Spalił się wyśmienicie do białego popiołu i tak jak w przypadku pierwszego palenia, bez kondensatu. Kończąc fajkę smak stawał się coraz bardziej intensywny. Starałem się go uchwycić, nazwać, ale mi się nie udało. Kiedy już miałem „to” na końcu języka, w fajeczce pozostawał popiół.

Od drugiego palenia zostałem przy dawce wspomnianej wyżej, czyli 1/3 płatka do fajeczki. Zamiast lepienia kulek postanowiłem, po podsuszeniu, rozcierać go w dłoniach i ta metoda okazała się jednak dla mnie najlepsza. Zdecydowanie też najlepiej tytoń spisywał się w fajkach filtrowych, których mam 3. Paliłem go 1 do 2 razy dziennie. Jedna puszka nie wystarczyła aby go dobrze poznać i opisać. Wciąż czułem niedosyt. Tytoń przechowywałem w słoiczku i dzięki temu zachował wilgotność. Polecam nałogowcom, ale nie tylko.

Noty końcowe:

Moc – najmocniejszy tytoń jaki paliłem. Ale z mocnych to paliłem jeszcze GH Dark Flake. Teraz czekam na Condora

Aromatyzacja – zdecydowanie wyczuwalna

Smak – intensywny/pełny

Room note – raczej mało akceptowalny

 

Opinia napisana po 1 puszce. Myślę, że na pewno jeszcze powrócę do tego tytoniu.

Tags: , , , , , ,

13 Responses to Samuel Gawith 1792 Flake

  1. KrzysT
    KrzysT
    16 kwietnia 2013 at 16:16

    Gwoli wyjaśnienia/uzupełnienia/sprostowania: w 1792 do Kendal zakupiono
    UŻYWANE maszyny do produkcji tytoniu. Te maszyny działają do dziś ;)
    I to stąd nazwa.
    Która – przy okazji – została wprowadzona po „inwazji” SG na rynek amerykański. Wcześniej 1792 zwany był po prostu Cob Flake.

    Co do samego tytoniu natomiast, to zamieszczę uwagę dla tych, którzy go nie palili, a recenzja zachęca: aromatyzacja 1792 jest BARDZO specyficzna. Powiedziałbym, że jest bardziej specyficzna, niż Grousemoore’a (a to jest pewna sztuka). Ciężko nazwać ten tytoń scentedem, to już jest właściwie pełnoprawny aromat. Ciężki, mocny, obfity. Przytłaczający. I ma bardzo, bardzo intensywny room note. Na przedostatnim spotkaniu zapalił go Julian i pomimo tego, że ludzie palili tam najróżniejsze rzeczy, z ciężkimi latakiami włącznie, tonka przebijała się przez absolutnie wszystko. Nawet przez to cuchnące coś, co palił Piotrek (dla nieuświadomionych: Piotrek jest zdeklarowanym aromaciarzem ;)).

  2. Obzon
    Obzon
    16 kwietnia 2013 at 19:27

    To już druga recenzja tego tytoniu – bardzo udana wg mnie. Spotkałem się z tym tytoniem niedawno i posmakował mi od pierwszej fajki. Moc jest do wytrzymania. Room note ponoć ekstra – „tak ładnie pachnącego tytoniu jeszcze nie paliłeś” – to była opinia bliskiej mi osoby. Na ostatnim spotkaniu fajkowym w Lublinie ten tytoń był palony przez jednego z nas i nie zauważyłem, żeby aż tak mocno wybijał się z innych zapachów. Mimo intensywności chyba przegrywał z Cannon Plugiem albo Grousemoorem o ile dobrze pamiętam. Zdzwiwiła mnie forma tytoniu jaki zobaczyłeś w puszce, taki flake mocno zbity. Ja do tej pory otwierałem dwie puszeczki i w obu zastałem broken flake – bez śladów nawet jednego płatka. Może to miało wpływ na moc?
    pozdrawiam i gratuluje recenzji.
    P.S
    Dziś doszedł do mnie Condor. Właśnie sobie go palę ze smakiem.

  3. Julian
    19 kwietnia 2013 at 00:41

    Dal mnie zapach tych płatków, tak od połowy fajki, kojarzy się z tlącym się aromatycznym drewnem iglastym.

  4. Krzysztof
    Krzysztof
    11 czerwca 2013 at 12:52

    Jak spalę SG XX, to kupię własnie ten tytoń, ciekawe jak smakuje.

  5. Dexter
    19 września 2013 at 00:14

    Kupiłem. Zapaliłem ledwo do teraz chyba 4 fajeczki. I dla mnie jest PASKUDNY. Moc tego tytoniu nie jest „mocą” nikotyny tylko mocą kopa w gardziel czymś, co najbardziej kojarzy mi się z paloną herbatą i zgrabionymi liśćmi. Pierwsze zapalenie to była jakaś mordęga. Mi się trafiła puszka gdzie całego flejka niemal z lupą szukać (dobra, znalazł się jeden prawie cały, dałem Grimarowi :D)a i wilgotności brak. Nie jest to wiór ale na wyczucie w paluchu był dość suchy, taki do nabicia prosto z puszki. Myślę- suchy, super, nabijemy, posmakujemy, będzie git. Roztarłem, jak zwykle flake’a, nabiłem lekko, przypalam, rozcieram, poprawiam… Nic. Nie pali się. Poprawiam, rozcieram- kilka pociągnięć i klapa. Gasł mi dosłownie co chwilę, zupełnie jak bym MacBarenowskiego Velveta załadował prosto z koperty. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie jest domieszkowany azbestem ;] ale mędrca szkiełko i oko nie wykazało obecności. Moc? Cóż, jeśli mamy na myśli drapanie w gardło to zdecydowanie przebija wszystko co dotąd paliłem (nie było tego duzo ale jednak). To było gorsze niż przegrzana i przeciągnięta FVF, University Flake i wszelkie specyfiki mocno burleyowate i perique’owate razem wzięte. Natomiast mocy nikotyny toto nie posiada (o ile w ogóle posiada nikotynę…). Drugie podejście było w Falconie i tu, nie wiem czemu, gryzło mniej niż w churchwardenie z pierwszego podejścia (zwykle mam dokładnie odwrotnie). Nawet smakował, udało się wyłapać kilka ciekawych smaczków ale nadal GRYZŁ w gardziel okrutnie. Dam mu jeszcze szansę, popróbuję z filtrem.

    Kultura palenia- tak jak pisałem- przygasa. Bardzo przygasa mimo, że spaliłem go raz prosto z puchy (określił bym to nabicie jako „suche”) i raz po dodatkowym podsuszeniu po rozdrobnieniu- to już było suche na wiór. Jak już w bólach i mękach udało się go jako-tako zapalić to tli się prawidłowo i spopiela niemal do zera. Tylko, że kapie mi kondensatem. Zadziwiająco kapie jak na tak suchy w odczuciu tytoń. Nawet w smaku on jest suchy :D. Dosłownie- zapomniana, przesuszona próbka jakiejś Va.

    Na pewno dam mu jeszcze szanse. Z filtrem takim owakim, z innej fajki, wolniej, szybciej. Podwilżę go czy coś, popróbuję. Obawiam się jednak, że pierwsze wrażenie jest na tyle odstraszające, że 1792 pozostanie u mnie jedynie w charakterze przyprawy do smakujących mi tytoni, dla eksperymentu. Mam nadzieję, że od kolejnych pale`n zacznę z nim dochodzić do jeśli nie komitywy to przynajmniej zadowalającego i kompromisowego porozumienia.

    Pozdrawiam, Dexter.

    P.S. W środę na krakowskim spotkaniu mogę szczodrze obdarować próbkami :D.

    • miro
      19 września 2013 at 00:26

      Z moich dosiadczen by wynikalo, ze lepiej go palic raczej dosc wilgotny, zbyt suchy rzeczywiscie drapie. Zgadzam sie co do przygasania (niewazne – mokry czy suchy, gasnie tak samo latwo i czesto). Natomiast kondensatu nie stierdzilem, moz wedlug mnie ma sluszna. Poradzilbym nawilzyc.
      PS. Jak bedziesz we srode to zabiore tego Bellini, lezy u mnie i wietrzeje.

      • Dexter
        19 września 2013 at 12:44

        Planuję być, mam nadzieję, że nic mi nie wyskoczy (a nie powinno). Nawilżę.

  6. Julian
    Julian
    3 lipca 2014 at 09:16

    Specyficzny posmak i pewna ostrość przy paleniu na sucho to (jak wydaje mi sie teraz) w znacznym stopniu wpływ kentucky. Palę teraz Kentucky Shag (G&H), to mam to w pełni.

  7. Buldoger
    Buldoger
    3 lipca 2014 at 10:20

    Julian, a czy mógłbyś określić bardziej ten specyficzny posmak?

  8. Julian
    Julian
    4 lipca 2014 at 11:38

    Pomyślę. Na razie brakuje mi określenia. Specyficzny.

  9. 3k
    1 grudnia 2014 at 22:49

    odgrzewane kotlety poniekad: przyznam ze koncowke pierwszej (i na dlugo ostatniej) puchy tego specyfiku juz mieszalem z jakims lagodniejszym tytoniem. niedawno, dzieki probkom 10 g zaczynam sie przekonywac do tego tytoniu. przeciagany faktycznie gryzie jak diabli ale spokojnie palony staje sie lagodny i aromatyczny jak najslodsze petersony ;) w dodatku dajac niezla dawke „witaminy N”. w tej chwili „lubie to”.

  10. Zyrg
    Zyrg
    22 kwietnia 2015 at 14:56
  11. X-claw
    X-claw
    24 lutego 2016 at 19:20

    Uzależniłem się od niego dla mnie to miód , myślałem po 1 fajce ze to koniec , ale potem , rozdrobnilem ubiłem .,
    „Szczęście to po pros­tu dob­re zdro­wie i zła pamięć ” i dodałbym 1792 . Polecam .

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*