Wszystko, co u nas napisano, może być niebezpieczne w użyciu przez osoby postronne, ewentualnie można tego próbować używać wyłącznie pod opieką lekarza lub farmaceuty…
4 Responses to Sutliff – Chocolate Truffle (video recenzja)
Puffalo Bill
16 listopada 2018 at 13:40
Ja tam lubię czekoladopodobne wyroby zza wielkiej wody :) Chocolate Truffle to bardzo przyjemny, prawie bezobsługowy tytoń, jedyna jego wada to moc – a w zasadzie jej brak :) Nie wyczuwam tej gorzkości o której wspominasz, nie mam problemu z przygasaniem. Ale suszę go przed paleniem przynajmniej parę godzin. Nabijam na raz – jak to z aromatami zazwyczaj czynię – niby lekko ubijając, ale na koniec nie jestem już tak delikatny. W trakcie palenia sporadycznie pomagam sobie kołeczkiem. Zastanawiam się jednak nad wprowadzeniem pewnej modyfikacji w postaci dodatku LA. Zrobię chyba taki mały testowy słoiczek i za czas jaki dam znać co z tego wyszło. No i czekam na kolejne filmy :)
Nie tyle gorzki, co na początku kwaśny. Z tym przygasaniem to jest tak, że co bym nie zrobił, jak nie nabił i podsuszył, to i tak wielokrotnie podczas palenia wszystkie tytonie mi gasną, jestem pod tym względem beznadziejnym przypadkiem, więc nie dziwię się, że Tobie akurat pali się dobrze. Osobiście jakoś nie widzę tego LA, ale próbuj Panie, próbuj.
Znalazłem ostatnio coś takiego jak Mac Baren Solent Mixture – jeszcze z „Syrian latakia”. Robią go raptem od 1950 roku :) Nie paliłem, ale dostałem właśnie dwie puszki, które odpoczywają po podróży. Kojarzysz ten tytoń?
Nie kojarzę niestety, ale zrobiłem szybki riszercz na necie i faktycznie, bardzo apetycznie się prezentuje. Może latakia z aromatem typu Va+Bu+BlCav wcale nie była by taka zła. Zaciekawiłeś mnie tym tytoniem.
Serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na wykorzystywanie plików cookies, w zakresie odpowiadającym konfiguracji Twojej przeglądarki. Czytaj więcej.
Ja tam lubię czekoladopodobne wyroby zza wielkiej wody :) Chocolate Truffle to bardzo przyjemny, prawie bezobsługowy tytoń, jedyna jego wada to moc – a w zasadzie jej brak :) Nie wyczuwam tej gorzkości o której wspominasz, nie mam problemu z przygasaniem. Ale suszę go przed paleniem przynajmniej parę godzin. Nabijam na raz – jak to z aromatami zazwyczaj czynię – niby lekko ubijając, ale na koniec nie jestem już tak delikatny. W trakcie palenia sporadycznie pomagam sobie kołeczkiem. Zastanawiam się jednak nad wprowadzeniem pewnej modyfikacji w postaci dodatku LA. Zrobię chyba taki mały testowy słoiczek i za czas jaki dam znać co z tego wyszło. No i czekam na kolejne filmy :)
Nie tyle gorzki, co na początku kwaśny. Z tym przygasaniem to jest tak, że co bym nie zrobił, jak nie nabił i podsuszył, to i tak wielokrotnie podczas palenia wszystkie tytonie mi gasną, jestem pod tym względem beznadziejnym przypadkiem, więc nie dziwię się, że Tobie akurat pali się dobrze. Osobiście jakoś nie widzę tego LA, ale próbuj Panie, próbuj.
Znalazłem ostatnio coś takiego jak Mac Baren Solent Mixture – jeszcze z „Syrian latakia”. Robią go raptem od 1950 roku :) Nie paliłem, ale dostałem właśnie dwie puszki, które odpoczywają po podróży. Kojarzysz ten tytoń?
Nie kojarzę niestety, ale zrobiłem szybki riszercz na necie i faktycznie, bardzo apetycznie się prezentuje. Może latakia z aromatem typu Va+Bu+BlCav wcale nie była by taka zła. Zaciekawiłeś mnie tym tytoniem.