Stanislaw London Mixture

8 sierpnia 2013
By

i-planta-tabak-tyton-fajkowy-stanislaw-london-mixture-50g

“Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię. (…) A gdy Bóg ukończył w dniu szóstym swe dzieło, nad którym pracował, odpoczął dnia siódmego po całym swym trudzie, jaki podjął” (Rdz 1,1-2,2). Tak głoszą oficjalne kanony, lecz to nieprawda. Kilkadziesiąt lat temu odnalezione zwoje wskazują bez żadnej wątpliwości, że siódmy dzień był dniem fajki. To wtedy Bóg zasadził wrzośce i rozsiał po  Ziemi całej tytoń. A wieczorem, spokojnie paląc Latakię wprowadził podział: śmierdziele/nie-śmierdziele. Niech teologi, filozofy i inne niebezpieczne osobniki głowią się nad tym problemem do końca świata. Niech kłócą się o skład, wilgotność. Niech toczą dysputy.

I mi podział ten jest znany. Choć odkryłem go sam, bez pomocy świętych ksiąg. Nawet udało mi się go zdefiniować. Śmierdzielem jest coś, co można palić w fajce i co w Roku Pańskim 2013, w oficjalnej dystrybucji na terytorium RP, kosztuję mniej niż 50 zł za 50 gramów. Nieważne czy to Poniatowski czy MacBaren. Nie-śmierdziel (roboczo nazwijmy to tytoniem fajkowym) kosztuję więcej. Wielu ten podział oburzy, założą więc kościoły i sekty, będą mówić, że takie MacBareny to dobre tytonie. Niech krzyczą. Stojąc na skale prawdy jedynej wiem, że mam rację.

Ale wracając do siódmego dnia. Fajka uspokaja, pozwala ochłonąć. Odpoczywający z fajką Bóg uległ namowom Szatana i zgodził się na małego psikusa. Ukryli więc w każdej z grup pojedynczy tytoń , który nijak do reszty nie pasuje. Już słyszę, jak ktoś krzyknie: “MacBaren Virginia no.1 – bo na pewno zbyt dobra to Virginia jak na tę klasę!”, inny powie: “to musi być Vintage Syrian”, “Helsingor” padnie z oddali, pijaczek zawoła “Colt wiśniowy”… Ale oni błądzą. Jest tylko jeden jedyny tytoń, który zgodnie z moją, jedynie słuszną wykładnią, był tym psikusem. To Stanislaw London Mixture.

To typowa mieszanka angielska, używając klasyfikacji przedstawionej przez proroka G.L.Pease’a. Idealne proporcje Virginii, Latakii i Orientali. Perfekcyjna wilgotność. Tytoń wyciągnięty  z koperty, odpalony, spali się do końca nie wydzielając przy tym nawet kropli kondensatu. O zadowalającej mocy, ot środek półki średniaków. Rewelacyjnie płaski. Nie ma co w nim szukać niuansów, smaczków. Ale właśnie to jest jego największą zaletą. Zawsze gotowy, zawsze taki sam. To jedyny znany mi tytoń w tym przedziale cenowym, po który sięgnę z radością, nawet mając słoiki wypchane Dunhillami i innymi zbożnymi dziełami. Jedyny tytoń z grupy śmierdzieli, który nie przystaje do niej absolutnie niczym poza ceną. To tytoń doskonały w swej śmierdzielskiej formie.

Tuż za nim podąża jego Bałkański Brat, czyli Stanislaw Balkan Latakia, zbierający podobne opinie. Ci którzy to w tym tytoniu doszukują się bożego żartu , którzy to właśnie Balkana wynoszą pod niebiosa, nie mają racji. Ale daleko od prawdy nie odeszli i traktowani z miłością  mogą swobodnie głosić swoje poglądy w łonie mojego kościoła.

Siódmego dnia wieczorem, odpoczywając , Bóg zapalił Nigctcap’a, a Szatan (z braku środków, a może i z przekory) Stanislaw London Mixture.

Tags: ,

15 Responses to Stanislaw London Mixture

  1. golf czarny
    8 sierpnia 2013 at 18:50

    I to się nazywa tekst kanoniczny!
    Od kiedy nastał taki kapitalizm jak dzisiaj zastanawiałem się czy można wypić dobre piwo za 3 złote w knajpie. Po powrocie z wakacji wiem można byleby 100 m o d Polski. Szkoda ,że w Trutnowie kiosk był zamknięty bo za 20 zł miałby jeszcze dobry tytoń. Nie o taka Polskę… :(

  2. St.Ptr
    St.Ptr
    9 sierpnia 2013 at 15:01

    Parafrazując, aleś zahuczał basem, jakbyś straszył kwiaty!
    Ale tak mnie zaintrygowałeś wyborem Szatana, że przy najbliższej okazji sięgnę po Stanislaw London Mixture i zapalę sobie dnia siódmego, a co!

  3. golf czarny
    9 sierpnia 2013 at 17:06

    Baku_Zlosniku twoje pisma tchną profetyzmem i wyższą duchowością.:) Być może stworzyć by się dało mały raj podatkowy w postaci nowego wyznania np. Stanisławowie Dnia Siódmego.

  4. ajt
    2 stycznia 2014 at 14:54

    Fajna recenzja. W pełni się z wyznaniem wiary zgadzam.
    Doskonałe ziele, bardzo słodkie, wyraźnie wyczuwalna wirginia, suszone zioła ( jakby pokrzywa ) cały czas bardzo orzechowy, pod koniec palenia wyczuwam w nim jakby jałowiec. W tej cenie nie znajdzie się chyba lepszy śmierdziuch. Polecam

  5. Zyrg
    Zyrg
    15 grudnia 2014 at 12:26

    Dla mnie główną zaletą tego tytoniu jest to, że jest, i że kosztuje ile kosztuje. Myślę, że to dobry produkt dla nałogowców spalających po kilka fajek dziennie. W klimacie Savinelli English (który jest jednak nieco lepszy). Jako smakołyk spokojnie można sobie, moim zdaniem, odpuścić…

  6. parck
    parck
    27 maja 2016 at 21:09

    Dzisiaj przybył do mnie ten że Stanisław i jest to pierwszy mój angielski blend, pierwsza moja mieszanka z latakią i orientalami.
    Otworzyłam nawąchałem się, nawąchałem i rozmarzyłem.
    Nie wiem jak pachną orientale a jak latakia więc innymi kategoriami obnażę moje uczucia względem aromatu.
    Tak, uczucia …, to słowo jest chyba bardziej adekwatne, bo po wciągnięciu zapachu z opakowania naszły mnie wspomnienia z dzieciństwa, powróciły miłe, jak i pełne melancholii chwile.

    Ale ten osobisty wątek rozwinę potem, teraz może bardziej obiektywnie zagram z tym zapachem:

    Zapach ten przenosi mnie w wyobraźni do starej drewnianej kapliczki, w której to składowany jest mocny zawilgotniały tytoń, i równie wilgotna czarna herbata w workach (wydzielająca już nieco lukrecjowy aromat). Czarny pieprz, gałka muszkatołowa i ziele angielskie ciasno posortowane po sam szczyt zbutwiałego dachu kaplicy, wymusza zadarcie wysoko głowy i aż przytłacza człowieka na widok monumentalnej konstrukcji z worków.
    No właśnie, jakiem ateista i w gusła nie wierzę, tak wąchanie tej mieszanki jest iście mistycznym przeżyciem, aż chciałoby się uwierzyć, że ktoś w niej przez przypadek ukrył duszę.

    A teraz wracając … . Dlaczego wspomnienia z dzieciństwa?
    Pamiętam na przełomie lat 70-tych i 80-tych poprzedniego wieku mieliśmy w domu taki duży termos na herbatę. Zabieraliśmy go na wszelakie wyjazdy krótkie, długie, wakacje, majówki itd., itp., zawsze napełniony mocną, czarną, porządnie słodzoną herbatą. Stary był ten termos, babcine czasy zapewne pamiętał. Wewnątrz pachniał korkiem z kory dębu korkowego (którym izolowana była zatyczka), nasączonym mocno, aż do zbutwienia zapachem parzonej herbaty.
    Reasumując jednym zdaniem ;) – po otwarciu opakowania Stanislaw London Mixture poczułem zapach korka z zatyczki od starego herbacianego termosu, który jako dziecko się zachwycałem :) .

    A dym, a palenie? Tu będzie krócej (bo się nie znam i porównania nie mam)
    Nie pale już papierosów wiele, wiele lat ale wyrasta mi w głowie taki przekaz tego co czułem paląc Stanislawa.
    Połączenie papierosów Gitanes bez filtra (których karton zakupiłem kiedyś (może w roku 2000) w Austrii, w przygranicznej strefie bezcłowej) i kadzidła żywicznego (mam taką mieszankę zawierającą również mirrę) spalanego na węglu.
    Innymi słowy London Mixture to było dla mnie palenie o dużej mocy, tak dużej, że czasami było czuć tylko moc a nie tytoń (to istotne odczucie), ale aromat kadzidła gdzieś w tle, przez cały czas.

    • Radek_Z
      Radek_Z
      28 maja 2016 at 16:15

      Bardzo fajny opis z termosem. Ja już nie pamiętam, jak pachniał nasz. Może jak już dostanę w swoje łapy Stanislawa, to mi się przypomni, albo zapach skojarzy się z czymś zupełnie innym. W każdym razie moc, którą opisałeś sprawia, że muszę go koniecznie spróbować. Jeśli się sprawdzi, to zapewne ma szansę stać się moim drugim tytoniem codziennym. Pierwszym jest wirdżinia od MB, ale jej tej mocy trochę brakuje.

    • parck
      parck
      21 czerwca 2016 at 19:59

      Niestety nowa partia (następne 2 zakupione koperty) to zupełnie inny tytoń.
      Inny wygląd mieszanki, inny zapach z kopert i co najważniejsze inny smak.
      Nie czuje już wyżej wspomnianego korka z dzieciństwa a smak jest mocno słodko-virginiowy. Chyba zapomnieli o latakii!
      Tytoń nie jest zły, smakuje mi, ma bogaty aromat ale to inny blend.

      Czyżby w mostexie odmierzali garściami do blendu? Inna zmiana inne garści.
      :/

      • Kamerling
        21 czerwca 2016 at 22:58

        Zapewne pierwsza koperta była sprzed kilku lat (niesprzedający się egzemplarz, mógł wrócić do obiegu z nowymi banderolami) i jej zawartość zdążyła odpowiednio dojrzeć :)

        • parck
          parck
          21 czerwca 2016 at 23:17

          Też tak właśnie pomyślałem.

          • Radek_Z
            Radek_Z
            22 czerwca 2016 at 07:25

            Ciekawe. Skończę pierwszą porcję i sam się przekonam po zakupie nowej. Tak się jednak czasem dzieje z tytoniami i nic na to nie poradzimy.

            • Faust
              22 czerwca 2016 at 08:38

              Śmiem twierdzić, że było dokładnie odwrotnie. Mianowicie pierwsza koperta była świeża, obecna jest sezonowana (jeśli sezonowaniem nazwać trzymanie tytoniu w firmowej kopercie).
              Z mojej wiedzy (choć się mogę mylić) wynika, że leżakowane wygładza latakie. Być może to pozwoliło dojść do głosu w tej kopercie virginii. Druga opcja: Dan Tobacco (mylę się czy London`a robi dla Staśka DT właśnie?) zmieniło nieco skład, lub faktycznie „sypnęło” im się inaczej ;)

              • parck
                parck
                22 czerwca 2016 at 09:57

                Nieodgadnione są ścieżki blenderów.
                Jednakowoż ostatnie mieszanki wyglądają na świeższe i więcej jest w nich jasnych skrawków (mniemam że virginii)

  7. parck
    parck
    28 maja 2016 at 18:30

    Dzięki, to moje mocno subiektywne wyobrażenia. Odnośnie codzienności tego tytoniu, to on czasami przypomina bardziej dym z kominka niż spalany virginiowy tytoń, więc … .
    W każdym razie spróbuję również Nightcup_a, aby mieć większe doświadczenie, ale do tego czasu „Stasia” będę spalał z przyjemnością ;) .

  8. Radek_Z
    Radek_Z
    30 maja 2016 at 23:28

    Zapaliłem dziś po raz pierwszy tego Stanislawa. Nie spodziewałem się niczego, bo to po prostu pierwszy tego typu tytoń, którego próbuję. Po otwarciu koperty poczułem zapach, który skojarzył mi się z… mokrą skórą i trochę z wędzonką, ale nie taką z nowocześnie hodowanego świniaka. Raczej z taką z dawnych lat, w których małym chłopcem będąc odwiedzałem dziadka, a on obdarowywał nas mięskiem od miejscowego rzeźnika. Podobny zapach był u nas w komórce, gdzie kiełbasy wisiały na sznurkach, a ja z racji braku wzrostu wyciągałem szyję, żeby je podgryzać. Potem powąchałem znowu. Przypomniały mi się czasy, w których razem z ojcem jeździłem na ryby. Zapach tych ubrań, tego otoczenia, sprzętu, całej wyprawy. Nie da się opisać tego słowami. Tak czy inaczej zapach dla mnie bardzo przyjemny. Natomiast mój Brat, który fajki nie pali, powiedział po prostu, że pachnie kiełbaską. Dziwne, że taki tytoń może przywodzić tyle skojarzeń.

    Później nabiłem fajkę Worobiec 100, która została zakupiona pod takie właśnie eksperymenty. Tytoń trochę wilgotny spróbowałem nabić dość delikatnie metodą „na 3”. Podczas palenia czułem to dziwne podwędzenie, później coś jakby nuty ze starego kościoła, w którym ksiądz używa kadzidła. Kadzidło w kościele było jednak drażniące, smak tytoniu sprawiał przyjemność. Było coś żywicznego, drewnianego. W środkowej fazie palenia zaatakował mnie dziwny smak starej, mokrej skóry. Zaskoczyło mnie to, ale nie było nieprzyjemne. Ciekawie zrobiło się pod koniec, ale tych nut smakowych po prostu nie dam rady opisać. Nie znam się, nie wiem, co się czuję przy takich tytoniach i jak się to nazywa. Nie sugerowałem się żadnymi opisami.

    Samo spalanie było naprawdę bezproblemowe. Tytoń palił się równo, łatwo i sucho. Nawet nie musiałem walczyć z kondensatem, a zdarza mi się to niekiedy w przypadku wirdżini od MB i FVF. Na początku paliłem chwilę w altanie i poprosiłem Brata, żeby ocenił zapach. Okazało się, że w żaden sposób go nie drażni i jednym słowem określił go jako „ciężki”. Palenie zakończyło się wysypaniem jasnego popiołu, fajka była niespodziewanie czysta, czyszczenie bardzo łatwe i szybkie.

    Dodam, że nie tylko zapach palenia był „ciężki”. Tytoń wydaje mi się dość mocny, momentami żałowałem, że nie mam obok piwa, albo chociażby szklanki wody. Parę razy prawie włączyła mi się czkawka, ale to pewnie dlatego, że lubię się pozaciągać w celu uzupełnienia braków nikotyny. Przez wiele godzin nic nie paliłem i taki oto efekt po Stanislawie. Przez dość długi czas po paleniu wciąż czułem smaki dymu w nosie i ustach i muszę przyznać, że są to odczucia przyjemne.

    Na koniec mogę powiedzieć, że tytoń wydaje mi się ponury, mroczny. Dobry na zapalenie wieczorem w dzień powszedni i rozmyślania o troskach dnia i poważnych sprawach. Dziwne to, bo przecież zapach tytoniu i smak dymu przywiodły wcale niezłe wspomnienia. Będę go jeszcze sprawdzał, może bardziej podsuszę, inaczej nabiję i przez to moje odczucia się zmienią. To tylko takie pierwsze wrażenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*