F&T Wingate Mixture

29 czerwca 2011
By

„Pewnego dnia, wszedłszy do sklepu z papierosami na Haymarket, poprosiłem o tytoń. Od razu spostrzegłem, iż popełniłem błąd. Nie wchodzi się do Fribourg and Treyer, Tobacconist, Established 1720 prosząc po prostu o tytoń. Sprzedawca nie byłby bardziej zdumiony, gdybym zażądał plastra miodu. Tytoń? Zgoda, ale jaki tytoń? – Jeżeli pan chce – podszepnął mi major Thompson, który mi towarzyszył – może pan poprosić o Waterloo Mixture, Wingate Mixture albo o jakąkolwiek inną mieszankę zapisaną z ojca na syna przez klientów Fribourg and Treyer w ich książce zamówień od 1720 roku. Może pan, jak piękny Brummel, Mrs. Siddons lub Disraeli, dostać mieszankę Masulipatam i Latakia, ale – na miłość Boską! – niech pan nie żąda tytoniu… Czy po to wzywam specjalnego kelnera do win, gdy jestem w Tour d’Argent, aby poprosić o karafkę zwykłego wina? Niechże pan spróbuje raczej mojej mieszanki… Jest to mieszanka Williama Pitta…Nawet gdy Major pali, z jego fajki wydobywa się historyczny kłąb dymu.”  („Tajemnica majora Thompsona”, P. Daninos, 1959).

Dałem powyższy cytat zamiast wstępu, żeby czytelnicy od razu wiedzieli, z czym będą mieli do czynienia. Jakbym się nie starał oddać istoty tego, czym były dawne brytyjskie firmy tytoniowe (i czym w większości już nie są), francuski pisarz zrobił to przede mną lepiej. Jednak nawet na Haymarket czas płynie, i gdy 15 lat temu będąc w Londynie, wpadłem do sklepu firmowego Fribourg and Trayer, zastałem w jego miejscu sklep papierniczy. Na jednej z bocznych szyb zachowały się jeszcze resztki dawnego szyldu…

Obecnie pewną liczbę mieszanek F&T produkuje ktoś w Danii lub Niemczech. Nie ma już mieszanki Williama Pitta i zapewne nigdy nie dowiem się, jak smakowała Masulipatam i Latakia. Z mieszanymi uczuciami zamawiałem opakowanie innej ze znanych mikstur Fribourga – mieszanki Wingate. Skąd obawy? Otóż wiadomo z doświadczenia, że mieszanki tytoniowe przechodząc pod inny szyld z czasem mogą ulegać swego rodzaju dryfowi składników. Nawet jeśli z początku receptura jest przestrzegana, to po paru latach producent zaczyna ulegać pokusie zastąpienia jakiegoś składnika łatwiej dostępnym lub po prostu zaczyna z wolna upodobniać dany tytoń do innych ze swojej dotychczasowej  oferty. Co do Wingate, to zetknąłem się już z opinią, że „stary” Fribourg dawał tam nieco inne liście, i że obecny skład jest złagodzony. Na ile więc z mojej fajki wydobywa się historyczny kłąb dymu, a na ile współczesne kopcenie?

Opisy dostępne w sieci sugerują, że w mieszance znajduje się virginia i latakia, a także perique. Producent melduje bardzo enigmatycznie, że jest to „angielska mieszanka z dodatkiem perique”, co może oznaczać wszystko, począwszy od niemal czystej Va. Nadszedł zatem czas na otwarcie puszki. Pierwsze wrażenie jest przyjemne. Tin note to zdecydowanie łagodna mieszanka angielska ze stosunkowo niewielkim, ale wyraźnym udziałem latakii. Wyczuwam lekki dodatek bardzo klasycznego aromatu, coś jak to, o co podejrzewa się Dunhilla Early Morning Pipe. Byłem zaskoczony, że w składzie nie ma orientali, bo taki dymno-łagodny zapach kojarzyłem zwykle z dodatkiem słodkich tytoni orientalnych. Z wyglądu mieszanka jest jasno-ciemna, ribbon cut,  z dużym udziałem czarnych pasemek. Nie może to być sama latakia, bo w smaku tyle jej nie ma. Przypuszczam, że część czarnego to mocno fermentowana Va (ale nie w nielubianej przeze mnie postaci czarnego cavendisha). W smaku tytoń jest bardzo dobry, lekko latakiowy, odrobinę tez mi przypomina orientale z Dunhill EMP, jednak jest w tym coś odmiennego, co kojarzę z większą ilością ciemno fermentowanej virginii. Room note jest lekki i przyjemny, klasyczny, dym dobrze się rozcieńcza, nie zostawia papierosowego odcienia i nie czepia się firanek. Tytoń nie gryzie i nie drapie, zachowując się nie jak megiera, ale raczej jak dobra kochanka. Do fajki ładuje się łatwo, dzięki stosunkowo cienkiemu cięciu i średniej wilgotności, zatem mogą się go nie bać początkujący palacze.

Jakie jest moje ogólne wrażenie z obcowaniem z tą mieszanką? Sądzę, że wyrobię sobie na nią pogląd z czasem, na dziś odbieram ten tytoń jako dobry, nadający się zarówno dla regularnych palaczy, jak i dla początkującego, który chciałby zacząć palić angielskie mieszanki nie ponosząc przy tym nadmiernych ofiar w ludziach. Gdy będę miał okazję, chciałbym też bezpośrednio porównać ten tytoń z EMP Dunhilla, nie ze względu na ewentualne podobieństwa, ale raczej na różnice. Na zawsze też pozostanę z pytaniem, na ile ten tytoń odpowiada oryginalnej recepturze Fribourg & Trayer?

Tags:

4 Responses to F&T Wingate Mixture

  1. Julian
    29 czerwca 2011 at 17:14

    Na marginesie, popełniłem błąd w nazwie firmy. Pisałem za panem P.Daninos „Trayer”, podczas gdy prawidłowo jest „Treyer”.

  2. 29 czerwca 2011 at 21:03

    No widzisz; sam paliłem Cut Virginia Plug – F&T oraz Negrohead – i mam jeszcze bodaj Vintage (jeśli mnie pamięc nie myli) i wszystkie zupełnie mają inny wygląd niż Twoja puszka – inny niż Twoja a tym samym są podobne do siebie – różnią się kolorem i detalami od siebie tylko.
    Sam nie wiem ile „staroci” w nich jest; cut va plug – cenię – bo dobry; negrohead cenia – bo bardzo dobry; są z tych – co to po wypaleniu puszki, mając okazję – kupię ponownie;

    ten Twój – nie znam – a chętnie bym skosztował kiedyś;

  3. Julian
    4 lipca 2011 at 20:08

    W tej chwili jestem daleko od cywilizacji, paląc na przemian dwa gatunki tytoniu, z których jednym jest Wingate. Cały czas odnosze wrażenie pewnej niekompletności tej mieszanki, po spaleniu połowy puszki doszedłem do wniosku, że Wingate jest nudny. Ma dwa wymiary, całkiem porządne, ale braki w trzecim. Odczuwam niedostatek głębi, takiej solidnej, organicznej nuty. Może też trochę chodzi o moc – to jest stosunkowo słaba mieszanka, można ją palić garściami bez specjalnego wrażenia.

  4. Julian
    Julian
    9 lipca 2011 at 15:39

    Puszka Wingate się skończyła, powinienem więc dać jakąś ostateczną konkluzję. Przy ostatnich fajkach miałem niespotkane wcześniej wrażenie lekkiej naturalnej słodkości na języku, chyba latakiowej. Ale do rzeczy Wnioski? Dosyć lekka mieszanka angielska z latakią, ustawiona raczej na łagodność. Mało sycąca, nie przyciągająca uwagi. Bardzo dobrze skomponowany tytoń, jeśli chodziło o efekt palenia „mild”. Sam raczej go nie kupię ponownie, ale jeśli ktoś czuje się zachęcony tym opisem, z pewnością nie zrobi sobie krzywdy, jesli spróbuje Wingate Mixture. Za tydzień wracam do domu, a tam z tej branży czekają na mnie Red Rapparee i Standard Mixture Mellow. Sądzę, ze to będzie palenie o większym ciężarze gatunkowym.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*