7 wspaniałych – Davidoff No. 5

11 maja 2014
By

Kiedyś musi być ten pierwszy raz ale jaki on będzie zależy już energii, zaangażowania i doświadczenia na polu podobnych mu doświadczeń. Także tu pojawia się pewien problem. Doświadczenia na polu smakowania tytoniu mam niewiele, zaangażowanie mimo, że jest to stłamszone zostało przez brak energii. Dlaczego więc w ogóle podszedłem do tej recenzji? Tu sam uśmiecham się pod nosem pisząc te słowa bo skromnie uważam, że zadanie zostało przydzielone niewłaściwej osobie a całą hecę traktuje jedynie jak rodzaj eksperymentu literackiego okraszonego dobrym humorem. Głownie dla mnie samego, bo w oczach krytyków na uznanie, ba nawet na niewielki rodzaj entuzjazmu nie oczekuję. W końcu nie jestem jednym ze wspaniałych ale wyrokiem sądu okręgowego zostałem w całą kabałę zręcznie wrobiony. Więc dopowiem że nie wiem jak Wy ale ja tu siedzę za niewinność. :) Jeśli czytasz jeszcze te słowa to wiedz, że trafiłeś na totalnego lamera w świecie tytoniu i uprzedzam, że jedyne co dobrze potrafię w temacie siedmiu wspaniałych to dobrze władać bronią – ot taki nie wspaniały ale brudny Harry. Napisałem bronią? O nie, nie tym orężem który literaci przyrównują do miecza – choć mieczem akurat też potrafię władać- mam tu na myśli pióro, klawiaturę (akurat zepsutą, dzięki czemu męczę się okrutnie poprawiając gramatykę prawym kliknięciem myszki). Co więc tu będziemy robić? Otóż drogie dzieci, jesteśmy tu by określić wartość spalania tytoniu marki Davidoff sweet mixture No 5. Choć moje zainteresowanie tematem aromatów jeszcze 5 tygodni temu było znaczące, jak nie jedyne, to dokładnie cztery „weeky” temu przesiadłem się totalnie na mieszanki brytyjskie okraszone odrobiną Latakii. Co zrobiłem z aromatami? Hmmm, aromat to twój wróg – spal go :). Tak się stało. Nie ściemniam ani nic nie urywam. Zjarałem cały shit jaki miałem na stanie. Po sam popiół, a teraz delektuje się woniami śmierdzącymi gównem wielbłądów:). Co by tu napisać o tym Davidoffie? Że no e… No jest drogi – hahaha – ale próbkę dostałem dzięki uprzejmości, więc temu koniowi w żeby zaglądać nie będę ale zajrzę po okowy i zbadam dym, oraz samo paliwo. O, moją żona chce dodać, że teraz palę takie g… że koniec już palenia za oknem, bo w domu i tak śmierdzi ale Davidoff ją zauroczył. No i mamy pierwszy plus. Opinia o room note wystawiona przez żonę, jest pozytywna. Lecimy dalej. Spalanie. Dla mnie norma. Badam wilgotność, nabijam albo przesuszam, zapalam raz, czekam aż przygaśnie, działam kołkiem, zapalam drugi raz i palę. Pali się dobrze, a w trakcie 40 min sesji działam kołkiem 2 razy i raz zapalam w połowie palenia. Smak tytoniu jak zwykle wywołuje u mnie skojarzenia z orzechami. Słodkości nie czuje bo kubki smakowe mam zniszczone przez przedawkowywanie chilli. A tak, tej przyprawy nie żałuje. Potrafisz kolego pić tabasco z gwinta? Nie? Żałuj bo czasem słyszę jęki konających bakterii gnieżdżących się w mojej jamie gębowej :). Wracając do tematu uważam że Davidoff no 5 jest dobry ale nie tak dobry jak to sobie wyobrażałem. Kończąc te męczarnie dla czytelnika dodam tylko, że za jasną cholerę nie wiem jakim cudem przetrwałeś do kończą tej marnej recenzji. Poniżej jednak jest doskonałe miejsce do besztania, rugania i ogólnego wyzywania. Mi osobiście ręce same składają się do Boga jak czytam pierdoły, które sam pisze.

2 Responses to 7 wspaniałych – Davidoff No. 5

  1. Antemos
    Antemos
    11 maja 2014 at 20:58

    „Potrafisz kolego pić tabasco z gwinta?”
    TAK! Nareszcie bratnia dusza! Twoje zdrowie!

  2. Kamerling
    18 marca 2019 at 00:29

    Tydzień temu wypaliłem ostatnią puszkę, słodki, ciut wiśniowy, taka wyraźnie szlachetniejsza wersja petersonowego Sherlocka Holmesa. Pozycja najprawdopodobniej już nieosiągalna, 5 lat temu wyszło na cały świat 5000 puszek tej limitowanej edycji, dobrej, ale przecenionej (niecałe 200 zł za puszkę).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*