Fajki Sherlocka Holmesa

10 czerwca 2018
By

Sherlock Holmes to fikcja przepotężna, która w cień spycha rzeczywistość. Łatwiej spotkać kogoś, kto nie słyszał o królowej Wiktorii niż osobę, która nie wie, kto to Sherlock Holmes. Temu zresztą, kto by coś pamiętał o brytyjskiej monarchini, trudno będzie ją opisać, ale jak wyglądał detektyw z Baker Street, powie od razu: szczupły, wysoki w czapce o dwóch daszkach, z zakrzywioną fajką w ustach, z lupą w dłoni. Jego zewnętrzne atrybuty określają jego samego. Jan Kowalski nie przestanie być sobą bez względu na to, czy zawiąże na szyi pasiasty krawat, czy szalik Legii Warszawa; czy będzie dreptał w lakierkach, czy w sandałach naciągniętych na białe skarpety. Tymczasem Sherlock Holmes bez dymiącego benta lub kalabasza i bez owej czapki, deerstalker hat, traci wiarygodność. Co więcej, jeśli Kowalski pokaże się z atrybutami detektywa, z deerstalker hat na głowie i z kalabaszem w ustach, ludzie będą go pokazywali palcami, mówiąc: „He, he, Kowalski przebrał się za Sherlocka Holmesa!”

Ponieważ kluczową rolę w tym wizerunku odgrywa fajka, warto zbadać, co na jej temat pisze sam autor w czterech powieściach i pięćdziesięciu sześciu opowiadaniach o Sherlocku Holmesie, a także w tekstach spoza tzw. kanonu, czyli w rozmaitych szkicach, autoparodiach i sztukach teatralnych. Aby uniknąć nieporozumień, biorących się z możliwych błędów w tłumaczeniu, nie odwołujemy się do przekładu dzieł Arthura Conana Doyle’a na język polski, lecz jedynie do ich angielskiego oryginału, w nawiasach jedynie podajemy tytuły w ich polskim brzmieniu.

Sherlock Holmes według Sidneya Pageta

Najpierw kilka słów o samym bohaterze i o jego fajczarskich nawykach. Tak jak gust i majętność fajczarza mają bowiem wpływ na kryteria, którymi się on kieruje przy zakupie fajki, tak też w jej wyglądzie, wraz z upływem lat, uwidaczniają się pewne cechy fajczarza i jego upodobania. Nie bez wpływu na jej urodę pozostają bowiem tempo i stabilność palenia, biorące się tyleż z praktyki, co z temperamentu palacza; to także, jak ją trzyma w ustach, czy np. zagryza ustnik pod wpływem emocji bądź w zamyśleniu i którą stroną ust to robi; podobnie sposób, w jaki ją czyści, czy np. stuka główką fajki o popielniczkę i którą dłonią to czyni; czy jeśli będąc osobą nieco bardziej schludną, tym tylko się on nie zadowala, lecz usuwa nagar; i czy robi to cierpliwie i systematycznie, czy może raz na jakiś czas zeskrobuje go byle czym i pospiesznie; co wreszcie robi, kiedy fajka się okopci albo zapcha, albo kiedy jej ustnik pęknie przy samym cybuchu. Związek taki między wyglądem fajki a cechami jej właściciela zakładał zresztą sam bohater, który w opowiadaniu The Yellow Face (Żółta twarz) ogląda fajkę pozostawioną przez roztargnionego klienta i z tego, że z jednej strony jest ona całkiem okopcona, troskliwie jednak spięta na cybuchu i na ustniku, gdzie pękł materiał, srebrnymi obręczami o wartości wyższej niż ona sama, wysnuwa kilka wniosków na temat jego osoby. My natomiast, w przekonaniu, że zgodność taka zachodzi też między osobowością bohatera a jego fajkami, naszkicujemy kilka cech jego charakteru, te miedzy innymi, które go określają jako palacza, potem dopiero przyjrzymy się jego fajkom, tak jak je opisuje główny narrator dr Watson, to zaś, co w owych opisach nie jest jasne, zrekonstruujemy na podstawie wiedzy o samym detektywie.

Zalety Sherlocka Holmesa są powszechnie znane. Wyróżnia go spostrzegawczość, biegłość we wnioskowaniu indukcyjnym (mylnie zwanym przez autora dedukcją), pamięć, zdolność koncentracji i kojarzenia z pozoru odległych faktów, skrupulatność, upór i odwaga, wreszcie niezwykła intelektualna ciekawość, wyrażająca się pracami badawczymi nie tylko dla potrzeb kryminalistyki, jak jego fundamentalne dzieło o rodzajach tytoniowego popiołu, lecz także z wielu innych dziedzin, od muzyki aż po języki orientalne. Wspomnieć też warto jego urozmaiconą, choć wolną od nadmiaru dietę i troskę o formę fizyczną, tak że jeszcze w wieku czterdziestu kilku lat Sherlock Holmes wcale dobrze biegał i boksował. Daleki jednak od ideału, chłodny uczuciowo – z wyjątkiem chwil, kiedy mierzył się z zawikłanym problemem – nieskory do przyjaźni, mizoginiczny, protekcjonalny, zarozumiały, łasy na pochlebstwa, na co dzień nieschludny, gotów bez porannej toalety zamienić szlafrok na płaszcz, rzępolący nieznośnie, mimo niewątpliwej muzykalności, na opartych o kolano skrzypcach, a w chwilach nudy oszołomiony morfiną czy kokainą, nie był on żadną miarą w latach, kiedy dr Watson i on mieszkali razem, łatwym w obejściu współlokatorem. Tym, co najbardziej wystawiało na próbę cierpliwość przyjaciela, jak można wnosić z prologu do The Valley of Fear (Dolina trwogi) i z innych prac, były nawet nie towarzyszące wciąż Holmesowi kłęby cuchnącego dymu, bo również on, Watson, palił zrazu nieznośny dla otoczenia tytoń, zwany ship’s (później dopiero pojawia się wzmianka o jego bardziej wyrafinowanym tytoniu Arcadia Mixture), lecz ironiczne uwagi Holmesa na temat jego ograniczonej inteligencji. Jeśli jednak chodzi o charakterystykę detektywa z Baker Street jako palacza, to największe znaczenie miały trzy jego cechy: zamiłowanie do prostoty, niedbalstwo i uzależnienie od nikotyny.

Holmes wedle Franka Wilesa

Sherlock Holmes nie gustował w zbytku. Przez ponad trzy dziesięciolecia kariery detektywistycznej, od początku lat 80. XIX wieku, aż do wybuchu pierwszej wojny światowej, niezależnie od honorariów i otaczającej go sławy, warunki jego życia się nie zmieniały. Kiedy Holmes i dr Watson mieli po dwadzieścia kilka lat, poznali się dzięki temu, że każdy z nich poszukiwał współlokatora. Wynajęli razem, jeden w związku z pracą detektywa, drugi – z praktyką lekarską, dom w szykownej okolicy, na który żadnego z osobna nie było stać.  Z czasem młody lekarz wyprowadził się z domu przy 221B Baker Street i w pełni usamodzielnił, a detektyw nie tylko wyrobił sobie wystarczającą markę, żeby samemu zarabiać na wysoki czynsz, lecz także znalazł klientów wśród członków rodzin królewskich i innych majętnych osób, skłonnych sowicie wynagradzać jego usługi. Mimo to nie żądał wygórowanych honorariów ani nie pławił się w luksusach. Kosztowne, kontrastujące z otoczeniem przedmioty, które dr Watson ze zdumieniem odkrywał czasem w pokojach Sherlocka Holmesa, w rodzaju wspomnianej w opowiadaniu A Case of Identity (Sprawa tożsamości) złotej tabakierki z ametystem, były upominkami od zamożnych klientów, on sam sobie ich nie sprawiał. Dotyczy to też jego fajczarskich akcesoriów, te same proste, niewyszukane fajki, umieszczone na stojaku czy rzucone gdzieś w nieładzie, po które sięgał podczas dysput i przemyśleń w latach 80., widzimy u niego zarówno w latach 90., jak i w pierwszym dziesięcioleciu wieku XX. Nasuwa się stąd ważny wniosek. Otóż nigdzie tam, gdzie autor wspomina, że bohater pali fajkę, a jej samej nie opisuje (w didaskaliach utworów scenicznych czytamy na przykład: fills pipe, lights pipe, nawet bez przedimka), nie mamy powodu przypuszczać, że Sherlock Holmes wyciąga jakieś wytworne, ciężkie od srebra dzieło sztuki fajkarskiej. Co więcej, nawet gdyby sam autor ukazał go nagle z rzeźbionym kunsztownie sepiolitem w stylu wiedeńskim, fajka taka w żaden sposób nie licowałaby ze skromnym stylem bohatera.

Druga z owych cech, niechlujstwo, nie ma wprawdzie wpływu na wybór fajki, uwidacznia się za to w coraz jej szpetniejszym wyglądzie. Nie troszcząc się zbytnio o jakiekolwiek fajczarskie akcesoria, Sherlock Holmes trzyma tytoń w perskim kapciu, a fajki – na stojaku, w węglarce, na gzymsie kominka, gdziekolwiek. Daleki od tego, żeby celebrować palenie, zadumany nad kryminalną zagadką, potrafi palić, jak czytamy w opowiadaniu The Man with the Twisted Lip (Człowiek z wywiniętą wargą), w tej samej fajce wrzoścowej przez całą noc, by ją kurzyć jeszcze rano. Wzbija przy tym gęste kłęby dymu, zasłaniające mu twarz. Cała pielęgnacja fajki sprowadza się do tego, że po paleniu wytrząsa się z niej popiół i niedopalony tytoń. Nietrudno zgadnąć, jak praktyki te odbijają się na jej urodzie. Kiedykolwiek narrator zadaje sobie trud, żeby opisać fajkę Holmesa, używa przymiotników takich jak: old, black, oily, unsavoury („stara”, „czarna”, „wytłuszczona”, „nieapetyczna”), nigdy natomiast słów w rodzaju „nowa”, „wypolerowana” czy „połyskująca”.

Trzecia cecha wiąże się ściśle z drugą. Sherlock Holmes, jako osoba silnie uzależniona od nikotyny, nie delektuje się nigdy fajką, nie sięga po nią dla relaksu, on ją pali, żeby zaspokoić nikotynowy głód. Jego ulubiony tytoń to czarny, najmocniejszy shag o przykrym zapachu (okoliczność, że i Watson gustował w podobnie mocnym tytoniu, ship’s, ułatwił im, jak wspomniano, wspólne mieszkanie). Rozpala tytoń zapałką albo żagwią i w kłębach gęstego dymu pali zachłannie, by w pięćdziesiąt minut, jak w opowiadaniu The Red-Headed League (Związek rudowłosych), uporać się z trzema fajkami. Dnia nie zaczyna bynajmniej, czytamy w The Engineer’s Thumb (Sherlock Holmes w Eyford), od śniadania, lecz od fajki nabitej resztkami tytoniu, które wydłubał po paleniu dnia poprzedniego i osuszył z kondensatu. Po śniadaniu, zanim dokądkolwiek się uda, pali ponownie. Kiedy w opowiadaniu The Adventure of the Dying Detective (Umierający detektyw) zasadza się na przestępcę i udaje śmiertelnie chorego, łatwiej mu powstrzymać się od posiłków niż od tytoniu. Z jakąż ulgą, skoro tylko policja ujmuje zbrodniarza, sięga on po papierosa! Fajce zresztą nie jest oddany bez reszty, w podróż chętnie zabiera cygara, pali je też w domu z klientami albo z Watsonem, tu i ówdzie pokazuje się z papierośnicą. W opowiadaniu The Adventure of the Golden Pince-Nez (Złote binokle), poczęstowany przez rozmówcę nabytkiem z Aleksandrii, wypala podczas rozmowy, przypalając jeden od drugiego, cztery papierosy.

Można stąd wysnuć wniosek, choćby nawet autor nie udzielił wyraźnych wskazówek, że fajki Sherlocka Holmesa nie będą ani szykowne, ani dobrze utrzymane. Jakoż wszystko, co znajdujemy w mniej lub bardziej dokładnych ich opisach, a fragmentów takich jest w dziełach Doyle’a czternaście, pozostaje w harmonii z psychologicznym portretem bohatera. Używa on trzech typów fajek o wyglądzie leciwym bądź zużytym, jeśli nie opłakanym. Pierwsza jakkolwiek określona fajka pojawia się w drugiej powieści o Sherlocku Holmesie The Sign of Four (Znak czterech), jest nią stara fajka wrzoścowa. W pierwszym tomie opowiadań, The Adventures of Sherlock Holmes (Przygody Sherlocka Holmesa), oprócz steranego wrzośca, pojawiają się jeszcze dwie fajki, jedna gliniana, czarna, stercząca poza kontur głowy „niby dziób jakiegoś osobliwego ptaka”, a druga z drzewa czereśniowego, o długim cybuchu. Od publikacji tego tomu, w kolejnych powieściach i opowiadaniach, aż po The Case Book of Sherlock Holmes, nic już się już w kwestii fajek nie zmieni, zawsze będzie to jeden z trzech typów: albo stary wrzosiec, albo cherrywood, albo fajka gliniana. W przypadku tej ostatniej przypuścić tylko można, ze względu przynajmniej na kruchość materiału, że chodzi nie o jedną, lecz o kilka fajek glinianych, o różnym stopniu okopcenia. Słowa black clay pipe, użyte kilka razy przez narratora, nie są zresztą jednoznaczne. Mogą one równie dobrze oznaczać fajkę poczerniałą od brudu, jak i fajkę wykonaną z czarnej gliny (istnieją takie osobliwości). W świetle jednak charakterystyki bohatera, co jeszcze wzmacniają pojawiające się dodatkowe epitety w rodzaju oily czy unsavoury, bardziej prawdopodobna jest pierwsza ewentualność.

W późniejszym nieco opowiadaniu The Adventure of the Priory School znajdujemy obraz tyleż ciekawy, co enigmatyczny. Sherlock Holmes wskazuje obiekt na mapie bursztynowym ustnikiem. Nie można wykluczyć, że to coś innego, np. luksusowa fajka z sepiolitu, nie zapominajmy jednak, że w latach 90., które jakoby wskrzesza owo opowiadanie, bursztynowy ustnik mógł być równie dobrze umocowany na owej fajce z wrzośca, którą świetnie znamy z innych utworów. Jeśli do tego porównamy ten fragment z wypowiedzią Holmesa z The Yellow Face, dojdziemy do wniosku, że słowo amber nie musi tu oznaczać drogocennego materiału. Wyraża on we wspomnianym opowiadaniu wątpliwość, czy aby to, co sklepy tytoniowe zachwalają jako bursztyn, jest nim naprawdę (w powszechnym użyciu była już wówczas tańsza, urabiana ze sprasowanych opiłków masa bursztynowa). W opisie też nie mogło zabraknąć pewnej negatywnej właściwości, brzmi on bowiem dosłownie: reeking amber of his pipe, „dymiący bursztyn [tj. ustnik] jego fajki”, przez co wielu czytelników, w związku z dwuznacznością słowa reek („dymić”, „cuchnąć”), będzie miało skojarzenia z jakąś przykrą wonią, fetorem.

Co do kształtu jego fajek, to nigdzie expressis verbis nie powiedziano, że Sherlock Holmes palił benta. Nie mówi się też, że było inaczej. Wiadomo, że fajka z czereśni albo z gliny mogła mieć cybuch prosty albo łagodnie zakrzywiony, ale od typowego benta był to kształt dość odległy. Co do wrzośca, to można go sobie właściwie wyobrażać, jak się chce, jako biliard, buldog albo bent, teksty tego nie rozstrzygają. Gdyby miało znaczenie, z jaką fajką przedstawiano Holmesa na najstarszych ilustracjach, doskonale znanych autorowi, a zdobiących jego opowieści w latach 90. w czasopiśmie The Strand Magazine, odpowiedź byłaby łatwa. Uwielbiany przez czytelników ilustrator Sidney Paget, który pierwszy uwiecznił fajkę detektywa, rysował ją nieodmiennie jako fajkę prostą. Poza tą jedną właściwością nie miała ona jednak na jego ilustracjach określonego charakteru; bez zaznaczonego ustnika, o szczegółach niewyraźnych, ni to glinianka, ni wrzosiec, dopełniała jedynie kompozycji.

Tak czy inaczej, teksty mówią o fajkach z gliny, z czereśni i z wrzośca, z których dwie pierwsze były produktami niedrogimi i pospolitymi. Nasuwa się z pytanie, skąd się wziął w stereotypowym wizerunku Holmesa kosztowny i wymuskany kalabasz z wymiennym wkładem piankowym. Fajki takiej nigdzie w opowieściach nie wspomniano. Sam detektyw nie tylko podczas większości swoich przygód nie mógłby jej palić ani, jak się domyślamy, zachować jej w czystości, lecz nawet jej oglądać u innych fajczarzy czy na wystawie sklepu. Pierwsze kalabasze seryjne, ozdobione zrazu obrączką ze srebra, na ogół ze srebrną kopułą, wieńczącą główkę, powstały po drugiej wojnie burskiej w latach 1902-1903, by przez dobre kilkanaście lat zachować swój pierwotny wygląd. Ponieważ większość przygód Sherlocka Holmesa i jego przyjaciela dr. Watsona, także ze zbiorów opowiadań wydanych dużo później, rozgrywa się w latach 90. XIX wieku, pokaźny kalabasz z lat 20., ze sferycznym, wymiennym wkładem z sepiolitu jest w tych opowieściach anachronizmem.

Popularny wizerunek Sherlocka Holmesa z kalabaszem w dłoni ewoluował nie z książek, lecz z wcieleń scenicznych i z przedstawień ilustratorów. Frank Wiles,  kolejny zatrudniony przez Strand artysta, ukazał go w wieku jakichś czterdziestu kilku lat, a więc bardziej z czasu The Baskerville Dog niż Adventures i innych opowiadań, lekko łysiejącego, o ostrych rysach twarzy. Wizerunek ten przypadł nadzwyczaj do gustu samemu autorowi jako najbardziej zbliżony do jego własnego wyobrażenia. Podobnie jak jego poprzednik Sidney Paget, tak też Wiles przedstawia Holmesa z fajką prostą, ale pod jego ręką nabiera ona cech indywidualnych: jest to ni mniej, ni więcej, tylko billiard z wrzośca, typu army mount, ze srebrną obrączką. Kruszec wydaje się wprawdzie zbyt wypolerowany jak na zwyczaje literackiego Holmesa, stanowi za to dobry przykład fajczarskiej mody z pierwszych dziesięcioleci XX wieku i pozostaje w pełnej zgodności z domniemanym wiekiem detektywa, urodzonym, jak można wnosić ze Study in Scarlet, mniej więcej w latach 1859-1860. Dzięki też ustnikowi, który można bez ceregieli wyjąć podczas palenia, by usunąć nadmiar kondensatu, i równie bezceremonialnie wetknąć go w cybuch, a w razie potrzeby – wymienić go w byle sklepie tytoniowym na nowy, army mount wydaje się  wymarzoną fajką dla kopcącego bezustannie Holmesa.

William Gillette jako Sherlock Holmes, rok 1901

Zarówno Paget, jak Wiles tworzyli portrety detektywa z Baker Street, czy to z wyobraźni, czy z jakiegoś modela, niezależnie od jego wcieleń scenicznych. Tymczasem amerykański ilustrator Frederic Dorr Steele za wzór swój obrał aktora Williama Gillette’a, również Amerykanina, który grając na scenie Holmesa, odziewał się wytwornie i chętnie sięgał nie tylko po fajkę prostą, lecz także po pokaźnego benta. W ten oto sposób narodził się dobrze już nam znany wizerunek detektywa. Stąd już tylko jeden krok do portretu, który z czasem przypadnie najbardziej do gustu reżyserom i widzom: aktor Clive Brook grając w 1929 roku filmie The Return of Sherlock Holmes, fotografuje się, odziany równie elegancko jak Gillette, z kalabaszem o odsłoniętym wkładzie piankowym. Jak już wspomniano wizerunek ten jest anachronizmem, gdyż historycznym tłem przygód z Return są lata 1894-1895, a fajka tego typu, ostatni krzyk mody lat 20., w swojej najbardziej pierwotnej formie pojawia się w latach 1902-1903.

Clive Brook jako Sherlock Holmes, rok 1929

To natomiast, że postać Holmesa kojarzy się w ogóle z fajką, znajduje w opowieściach Doyle’a pełne uzasadnienie. Chociaż jego bohater nie stroni od cygar i papierosów, fajka ma niezwykłe znaczenie dla jego duchowej natury. Zatrzymuje ją w drodze do ust na znak zdumienia. Wyjmuje ją z ust nagle, kiedy przychodzi mu do głowy jakiś pomysł. Mierząc się z danym problemem, sięga po nią jako po swego rodzaju intelektualny afrodyzjak. Jedną z zagadek określa w opowiadaniu The Red-Headed League jako „problem trzyfajkowy”. Najszpetniejsza, czarna od sadzy fajka z gliny, wzbijająca obłoki cierpkiego dymu, jest wierną towarzyszką jego medytacji. Kiedy w towarzystwie przyjaciela ogarnia go nastrój polemiczny, wymienia ją na długą fajkę z czereśni.

Fajka pojawia się też w tle, jest ona wszędobylskim rekwizytem. Palą ją dr Watson, klienci detektywa, postaci epizodyczne i najrozmaitsze indywidua, w tym przestępcy. Kiedy Holmes wychodzi z domu przebrany za robotnika, wtedy też nabija sobie fajkę, pospolitą gliniankę naturalnie, nie wrzosiec, i zapala ją od naftowej lampy. Fajka zdaje się nawet towarzyszyć człowiekowi w jego drodze ostatniej, tak że detektyw z Baker Street znajduje ją nieraz na miejscu zbrodni, pośród dowodów rzeczowych, przy trupie nieszczęśnika.

(Tekst niniejszy to poprawiona i rozbudowana wersja szkicu, który ukazał się w piśmie Baker Street na okoliczność XXIII Mistrzostw Polski w Wolnym Paleniu Fajki, Ostrzyce 2018.)

18 Responses to Fajki Sherlocka Holmesa

  1. Szymon L
    10 czerwca 2018 at 23:49

    Bardzo przyjemny i dokładny artykuł. Co do fajek palonych przez Holmesa, wydaje się że najwierniejszym odwzorowaniem jest wcielenie Bretta- choć i on raz zostaje przedstawiony z kalabaszem i to w dodatku na wędrówce w górach. tam właśnie fajki wydają się być dość zaniedbane, gliny przybrudzone, odpalane węglem z kominka.
    Gratuluję popełnionego tekstu.

  2. Marek Mr❂
    Marek Mr❂
    11 czerwca 2018 at 07:10

    Dziękuję. Tak, ów węgiel z kominka, jeśli nawet nie pojawia się w opowieściach, w pełni by do tej postaci pasował. A co do „dokładności”, to ten cel mi istotnie przyświecał. Po lekturze „Adventures” stwierdziłem, że nic co znajduję w internecie, tak po polsku, jak po angielsku, nie jest dość ścisłe i wyczerpujące. Ktoś jednak przyjdzie może i wykona tę robotę jeszcze gruntowniej.

  3. szydlo
    11 czerwca 2018 at 11:49

    Świetnie się czytało a i wiedza nieco się wzbogaciła. Dziękuję

  4. KrzysT
    KrzysT
    11 czerwca 2018 at 12:13

    Marku, bardzo fajny tekst. Podoba mi się lingwistyczna analiza przymiotników ;)

  5. Marek Mr❂
    Marek Mr❂
    11 czerwca 2018 at 17:42

    Dzięki, Panowie, za miłe słowa. Analizy językowe są bardzo ciekawe dla ich autora, o ile lubi on dłubać w takich szczegółach, nieco trudniej jednak zainteresować nimi rozmówcę czy czytelnika. Tym bardziej więc doceniam, że ktoś zwrócił na nie uwagę.

  6. zielony
    zielony
    11 czerwca 2018 at 23:24

    Świetny tekst, ilustracje, a i analizę lingwistyczną też doceniam : )

  7. Marek Mr❂
    Marek Mr❂
    12 czerwca 2018 at 05:52

    Dzięki. Tych starych ilustracji, wykonanych po mistrzowsku, odzwierciedlających minioną epokę, powstało tyle, że można by z nich skomponować cały album.

  8. Mieszko
    12 czerwca 2018 at 08:32

    Tak upadają mity. Zawsze miałem Sherlocka Holmesa za wyrafinowanego dżentelmena podlanego intelektualnym sosem, a tu okazuje się, że to była niezła fleja ;)

  9. Marek Mr❂
    Marek Mr❂
    12 czerwca 2018 at 08:42

    Cha, cha! Pierwszy raz z tą postacią zapoznałem się przed laty w polskim tłumaczeniu, a kiedy wpadł mi w ręce oryginał „Adventures” sam byłem zaskoczony. Postanowiłem więc zapoznać się ze wszystkimi opowieściami w oryginale i zbadać je pod kątem nawyków bohatera, a zwłaszcza jego upodobań tytoniowych. Przy okazji odkryłem kilka innych rzeczy, które odbiegają znacznie od jego stereotypu kulturowego, ukształtowanego najpewniej przez kinematografię.

  10. Marek Mr❂
    Marek Mr❂
    13 czerwca 2018 at 06:19

    Literacki pierwowzór Holmesa przez to zresztą jest tak plastyczny i wiarygodny, że będąc daleki od jakiejkolwiek jednowymiarowości objawia najrozmaitsze wady i dziwactwa. Jest w nim coś, co przypomina mi osoby, z którymi zetknąłem się w życiu, jakby niezwykłym cechom umysłu z konieczności towarzyszyła jakaś ułomność w sensie relacji społecznych. Holmes Doyle’a ma to niejako we krwi, gdyż jego brat Mycroft zdaje się objawiać te same cechy, tylko jeszcze bardziej uwypuklone. Myśl jego jest jakoby bystrzejsza niż Holmesa, ale też relacje z ludźmi – osobliwsze. Należy on np. do klubu dżentelmenów, w którym obowiązuje zasada, że nikt z nikim absolutnie nie rozmawia. Każdy siada sobie w swoim ulubionym fotelu i, niezajęty jakąkolwiek rozmową z bliźnim, w ciszy zajmuje się lekturą gazety.

  11. Mieszko
    13 czerwca 2018 at 12:20

    O, jeśli chodzi o aspołeczne czy wręcz patologiczne zachowania osobników przejawiających wybitne uzdolnienia, zwłaszcza w zakresie nauk ścisłych, to można by niejeden doktorat napisać. Mój kumpel ma takiego własnie syna i niestety wiele wskazuje na to, że i ja niedługo mogę stanąć przed podobnym problemem. :(

    • szydlo
      13 czerwca 2018 at 16:38

      Najczęściej są to zaburzenia z zakresu autyzmu, jak zespół Aspergera. Zaburzone relacje z innymi ludźmi, nie mają jednak wpływu na czysto analityczne procesy w mózgu czy zdolność do zapamiętywania. Wręcz zdaje się, że te braki społeczne pomagają zagłębiać się w naukowe rozważania, zwłaszcza w zakresie przedmiotów ścisłych. Prawdziwe znane postacie z Aspergerem to np. Albert Einstein, Thomas Edison czy bliżej nas żyjący Bill Gates

  12. Marek Mr❂
    Marek Mr❂
    13 czerwca 2018 at 19:49

    No, właśnie, zarówno w biografiach wybitnych postaci, jak wśród osób z naszego otoczenia odnajdujemy podobne rysy. Postać jest zmyślona, ale sposób jej funkcjonowania taki nie jest. W odniesieniu do niej nie użyłem słów „zespół Aspergera”, choć cisnęły mi się one na usta. Skoro jednak słyszę je od Lekarza, sam nabieram więcej śmiałości, by ich użyć.

  13. maciej_faja
    14 czerwca 2018 at 11:03

    Część z fajczarzy wie, gdzie pracowałem :) Niemal codziennością było korzystanie z lupy, a fajka to już zazwyczaj po wykonaniu czynności (podczas spisywania protokołu). Stad też często słyszałem „jak Sherlock Holmes” :) Wierzcie mi jednak, że to nie S.H. zainspirował moją fajczarską przygodę :) Marku tekst rewelacja! Od chwili ukazania się tekstu szukałem chwili, gdy będę mógł przeczytać go w spokoju, przy fajce, stąd kilkudniowy poślizg. Mam nadzieję, ze znajdziesz czas na napisanie jakiegoś tekstu dla „Pykadełka”. Pozdrawiam.

  14. Marek Mr❂
    Marek Mr❂
    14 czerwca 2018 at 16:35

    Znajdę, dziękuję, Maćku. W związku z zawodowym doświadczeniem, o którym wspominasz, przy lekturze tych opowieści dostrzegasz zapewne szczegóły niewidoczne dla innych.

    • maciej_faja
      15 czerwca 2018 at 00:23

      Hmmm, S. Holmes nie był nigdy moja ulubiona postacią, zawsze wolałem Wołodyjowskiego, Skrzetuskiego czy tego opoja Zagłobę. Niemniej S.H. jest gdzieś w planach :)

  15. AnonimowyCzytelnik
    17 czerwca 2018 at 20:46

    Bardzo przyjemnie się czytało. Dzięki!

  16. Marek Mr❂
    Marek Mr❂
    17 czerwca 2018 at 22:31

    My pleasure!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*