Fajkowe akcesoria

4 lutego 2010
By

Dlaczego fajka typu niemieckiego, ta myśliwska, nazywana jest często fajką rezerwistów? Odpowiedź jest oczywista – bo tylko rezerwista wybierający się do cywila miał wystarczająco wiele wolnego czasu, aby z takiej skomplikowanej fajki korzystać. Rozkładać ją na poszczególne elementy, każdy z nich starannie czyścić, a potem całość złożyć i przygotować do powtórnego palenia…

Dla młodszego wojska wymyślono fajki, które palimy obecnie – dwuczęściowe, umożliwiające szybkie wyczyszczenie i przygotowanie do palenia. Można ją było w każdym momencie włożyć do kieszeni i popędzić na zbiórkę czy poderwać się do ataku, a potem zapalić powtórnie i uzupełnić deficyt nikotyny w organizmie.

Nikotynowe zastrzyki jednak trudno nazwać paleniem fajki. I choć niemal każdy fajczarz posiada co najmniej jedną niewielką fajeczkę do szybkiego palenia, to sednem są fajki, których zapaleniu towarzyszy cała obrzędowość, wręcz misterium. Gdyby policzyć każdą odrębną czynność, którą wykonuje się podczas „pełnej sesji” fajkowej – od sięgnięcia po fajkę, tytoń, czy nawet przysunięcia podnóżka do fotela – to mogło by się okazać, że zebrało by się tych czynności i kilkadziesiąt.

Misterium takie dane jest jednak zaawansowanym fajczarzom – niekiedy po miesiącach wcale niełatwych treningów. Zaawansowany fajczarz to wcale nie ten, kto potrafi palić długo, chłodno i sucho, umiejętnie przesuwać żar kołeczkiem, odnowić i nawoskować fajkę, dobrać tytoń i wymienić z pamięci wszystkie nazwy i daty związane z Dunhillem… Zaawansowanie to nie tylko technika palenia – to pewien stan ducha, który pozwala na zapalenie fajki i „odbycie” całego związanego z paleniem obrzędu. To znalezienie czasu na naukę operowania kołeczkiem, na zaglądanie do komina. To znalezienie czasu i siły ducha na odstawienie fajki na popielniczkę lub stojaczek, kiedy zaczyna być zbyt gorąca. To także znalezienie czasu na wyszukanie informacji o odnawianiu fajek i odnowienie pierwszej, drugiej, dziesiątej. To – i znów to samo – znalezienie czasu na staranne wyczyszczenie fajki po paleniu, a nawet szybkie zatarcie jej woskiem carnauba i wypolerowanie, bo to istotna część fajczarskiej obrzędowości.

Palenie fajki zasadza się na posiadaniu jednej, jedynej umiejętności – umiejętności znalezienia czau na fajkę. A o to jest w dzisiejszych czasach najtrudniej, prawda?

Dlaczego na te dywagacje wybrałem akurat rozdzialik o fajkowych akcesoriach? Przecież to tylko przybory do palenia, które ułatwiają poszczególne czynności. Ale to właśnie one mogą znacząco pomóc w wypracowaniu sobie własnej obrzędowości – na każdą okoliczność. I na tę najpełniejszą sesję fajkową, i na te krótsze spotkania.

Niezbędniki fajkowe

Sama nazwa nie pozostawia wątpliwości. To trzeba mieć. Za czasów mojej młodości to sprytne urządzenia nazywano „ginekologiem” – służyło do ubijania, przepychania, łyżeczkowania, grzebania… Wzorcowy niezbędnik składa się ze stopki do lekkiego ubijania tytoniu oraz popiołu w trakcie palenia; z przepychacza, którym można udrożnić zatkany kanał dymowy i zrobić nim kanaliki do dna komina, kiedy zbyt ubity i zawilgocony tytoń przestanie przepuszczać powietrze; z łyżeczki lub skrobaczka, którym można wydłubać popiół i niedopalone resztki tytoniu, jeśli nie ma możliwości bezpiecznego wystukania fajki.

Niezbędnik jest urządzeniem kompaktowym, doświadczonym kolegom służy głównie podczas wypraw na obcy teren – na spacery, do knajpy, w gości czy do pracy. Powinien być przede wszystkim praktyczny i trwały, ale warto też, by był ładny i elegancki.

Wzorów jest dużo – od prostych i tanich kompakcików z grubej blachy, po skomplikowane jak szwajcarskie scyzoryki cuda wzornictwa okładane drogocennym drewnem czy metalami.

Kołeczki

Nazywa się je często po prostu ubijakami. Nazwa wprowadzająca w błąd – pewnie stąd się biorą fajki nowicjuszy nabite jak armata prochem, na sztywno. I jak to się ma potem „gładko” palić. Fajkę nabija się palcem, zaś fajek o kominie, do którego palec nie włazi, po prostu się nie kupuje.

Kołeczek (lub stopka niezbędnika), służy głównie do przyciskania żaru do głębiej leżących warstw tytoniu oraz wyrównywania powierzchni, co ułatwia równomierne palenie.. Żar ma tendencję do podnoszenia się i co pewien czas warto go przygnieść do nie tlącej się jeszcze powierzchni. Można to nazwać ubijaniem, ale jest to czynność delikatna, wymagająca wyczucia i nie mająca nic wspólnego z artylerią.

Podczas przyciskania warto kołeczkiem pokręcić, rozluźnić popiół i ostrożnie odsypać jego część do popielnicy. Po odsypaniu należy ponownie docisnąć zawartość komina i znów pokręcić – tym kręceniem można rozłożyć żar równomierniej. Wprawni fajczarze dociskaniem i kręceniem robią z żarem, co się im podoba – kołeczek w kominie pełni też rolę swoistego szyberka, podobnie jak otwieranie i domykanie drzwiczek od popielnika w piecu, reguluje szybkość spalania.

Na turniejach fajkowych „zawodnicy” praktycznie niemal nie wyjmują kołeczka z paleniska i w pełni „zarządzają” procesem spalania się tytoniu. Akurat w ich przypadku, kołeczek spełnia dodatkowo istotną rolę – jako że nie wolno im odwracać fajki do dołu kominem i odsypywać popiołu, to dzięki temu kręceniu osadza się na nim nadmiar popiołu, który wycierają w białą kartkę.

Kołeczki dostępne w trafikach i salonach fajkowych są jeszcze bardziej różnorodne niż niezbędniki. Najbardziej cenione są stosunkowo proste kołeczki z wrzośca – z jednej strony zakończone płasko, z drugiej ukośnie lub ukośnym, wklęsły pazurkiem. Ten skos służy do „odsuwania” żaru od ścianek komina i może znacznie podnieść jakość i komfort palenia oraz przedłużyć żywotność fajki.

Są także kołeczki o zakończeniu półokrągłym, które służy głównie do utrzymywania w czystości wnętrza komina i na który nawija się miękki papier lub materiał podczas czyszczenia.

Wykonywane są głównie z neutralnego w smaku i zapachu, twardego i odpornego na wysokie temperatury drewna. Z dębowego, grabowego, wiązowego. Także z wrzośca, z czarnego dębu, z akacji, buka, palisandrów, drewna owocowego – czyli z każdego, z którego wycina się główki fajek.

Kołeczki bywają niekiedy szczytem sztuki designerskiej, a czasami prawdziwymi dziełami sztuki. Bywają rzeźbione, inkrustowane, zdobione we wstawki z metalu, intarsjowane.

Wykonuje się także ubijacze ze stopką z metalu a rękojeścią z różnych tworzyw, w rożnych kształtach… Od metalowych odlewów, przez tworzywa sztuczne z wtryskarki, po kość słoniową, alabaster i złoto. Od funkcjonalnych uchwytów, po rzeźbiarskie miniatury.

Tu jedna uwaga – stopka z reguły jest wykończona na grubym kamieniu szlifierskim – i tak ma być, dzięki tej „zgrubności”, można prowadzić żar podobnie jak kołeczkami z drewna.

Spotyka się też kołeczki z chowanym do wnętrza przepychaczem. Praktyczniejsze są te z wkręcanym gniazdem igły – można korzystać z obu stron kołeczka bez obawy, że przepychacz wypadnie.

Niezbędniki, ubijaki i kołeczki w fajkowo.pl

Wyciory

Kolejne akcesorium, bez którego palenie fajki nie ma szans powodzenia. To znaczy, palić można, ale wyczyścić fajki bez wyciorów się po prostu nie da. Służą do czyszczenia kanału dymowego – zarówno w ustniku, jak i w szyjce.

Najprostsze, z włókien bawełnianych przeznaczone są do codziennej toalety po każdym paleniu. Można też zanurzyć ich cieńszą część w alkoholu i staranniej wyczyścić kanały co kilka paleń.

Do generalnego czyszczenia służą wyciory skręcone z włókien o różnej twardości – są zazwyczaj naprzemiennie dwukolorowe: biało-czerwone, biało-niebieskie, biało-zielone. Można ich też używać po każdym paleniu i wówczas kanał dymowy dłużej zachowa świeżość.

Poleca się również wyciory w których można wyodrębnić dwie części – miękką oraz twardą. Są znakomite podczas okresowego pucowania kanału w szyjce, kiedy fajkę się „zapuści” lub higienizuje używaną.

Do czyszczenia ustników churchwardenów przeznaczone są specjalne, niemal dwukrotnie dłuższe wyciory.

Zaleca się również zabieranie wyciora do trafiki, jeśli planuje się kupienie nowej fajki, szczególnie z wygiętym ustnikiem. Zdarzają się egzemplarze, przez które wycior się nie przeciśnie, co fajkę całkowicie dyskwalifikuje.

Wyciory w fajkowo.pl

Filtry

Palenie bez skraplacza i filtrów jest trendy. Zresztą zawsze było, choć rzesze wynalazców prześcigały się w walce o patenty, które ograniczać miały ilość smoły, nikotyny i innych substancji wdychanych do płuc palaczy. Cóż, prawdziwy smak tytoniu można zapewne poczuć, jeśli kupi się go w prymkach do żucia i zacznie międlić w zębach.

Z pewnością stosowanie filtrów ma sens. Przede wszystkim powinni z nich korzystać ci, którzy zaczynają palić fajkę bez papierosowych doświadczeń. I tak będą się truć, ale z filtrem – nie tak intensywnie. Zaleca się je też mniej wprawnym kolegom, którzy oby nigdy nie wciągnęli do ust kondensatu z dna fajki, a już, boże broń, nie zaciągnęli się gorącym popiołem.

Ja sam nie korzystam z filtrów tylko i wyłącznie podczas samotnych sesji, kiedy mam czas i pewność, że nikt mi w spotkaniu z fajką nie przeszkodzi, kiedy mogę zająć się w pełni paleniem. Faktycznie, więcej się daje ze spopielanego tytoniu wyciągnąć smaków, zapachów, akcentów… Jeśli jednak rozmawiam z kimś, oglądam film, dziennik, jeżeli pracuję czy zażywam relaksu z innymi używkami – zabezpieczam się przed traumatycznymi przeżyciami rozmaitego rodzaju filtrami. Zawsze!

Znam więc chyba wszystko, co można kupić w trafikach oraz w internecie i z wielu patentów korzystam na co dzień.

Jeśli palę Virginie, Latakie oraz naturalne aromaty – używam filtrów balsowych lub z bibułki filtracyjnej. One przede wszystkim wchłaniają wilgoć wytwarzaną podczas palenia i zapobiegają wciągnięciu do ust strasznego w smaku kondensatu. Kiedy nie jestem uważny, zdarza mi się wessać dym z wielką łapczywością – bez zabezpieczenia się filtrem, w mojej buzi znalazłaby się potężna ilość kondensatu. Zdarzało mi się to. Jeśli mógłbym taki wypadek porównać z czymkolwiek, to chyba tylko do spotkania ze skunksem, które przytrafiło mi się podczas wyprawy do Kanady. Wielodniowe skutki – strach wziąć fajkę do ust, a i papierosy smakowały przez tydzień okropnie.

Do mocno aromatyzowanych mieszanek, osobliwie do niektórych  „duńczyków” oraz obowiązkowo do wyrobów Planty, używam aktywnych filtrów węglowych. Pochłaniają one spora część sztucznych i mydlanych smaczków.

Do aromatów bardziej naturalnych korzystam z filtrów ze żwirkiem z pianki morskiej – podobnie jak balsa, znakomicie wchłaniają wilgoć.

Natomiast, jeśli zdarza mi się konieczność zapalenia zbyt mokrego tytoniu (nie wiem, z łakomstwa, pośpiechu, za przyczyną nałogowego myślenia…), to przynajmniej staram się na dno fajki wrzucić kilka okruchów pianki morskiej lub kryształek Denicool czy Only-One. Niemal zawsze wrzucam kryształki do Falcona.

Kryształki oraz okruchy podnoszą także dno fajki, więc jeśli mam jakąś ze zbyt wysokim nawiertem a nie potraktowałem jej jeszcze pipe mudem, to też je sypię do komina.

Kryształki Denicoolu, które są półprzezroczyste jak mleczne szkło, potrafią zmienić kolor na czarny – i uzmysławiają, co się wsysa do buzi bez filtra. Najlepiej jednak wykazują to aluminiowe skraplacze. Niemal z nich nie korzystam, bo ich czyszczenie jest uciążliwe i śmierdzące. Za dużo przy nich brudnej roboty.

Filtry w sklepie fajkowo.pl

Popielniczki

Niepotrzebne początkującemu fajczarzowi? Na ładne rzeczy przyjdzie czas? Być może…

Mówi się: po co komu przedmiot za cenę podobną do sensownej fajki z wrzośca? Większość doradców uważa fajkowe popielniczki za przesadny wydatek na inaugurację fajkowej przygody. Ja napiszę tak – jeżeli kogoś na to stać, powinien taki przedmiot kupić sobie już na początku. Z dwóch powodów – po pierwsze, naprawdę pali się wygodniej, jeśli jest gdzie odłożyć fajkę i odsypać popiół. Po drugie, większość ludzi u progu nowej pasji kupuje nowe fajki, które trzeba opalić.

Powtarzam to po raz któryś – opalanie nowej fajki, a także fajek z nagarem zdartym do drewna, wyklucza grzebanie w kominie metalową łyżeczką. Większość nadpaleń, o których piszą koledzy w sieci, nie jest wcale winą zbyt gorącego palenia, a ciągłego zdrapywania nagaru podczas procesu narastania ochronnej warstwy.

Komina opalanej fajki nie powinno się nawet wycierać zbyt mocno dżinsowymi szmatkami – wystarczy wyczyścić go pędzelkiem z grubszej sierści. Nie zrani się wówczas warstwy ochronnej, a nagar będzie przyrastał szybciej, niż w kominie pucowanym zbyt mocno.

Popiół z opalanej fajki „wypukuje się” z komina – nie o kant popielnicy do papierosów, ale o koreczek. Stukanie fajką o byle co jest nagminnym – i obrzydliwym – obyczajem. Niemal każdy, kto kupował fajki z drugiej ręki, wie, ile szkody może to wyrządzić.

Jeśli kogoś na popielnicę nie stać, niech choć przyklei do dna zwyczajnej korek po jakiejś siwusze czy szampanie. Ale i tak podczas palenia będzie się rozglądał, gdzie fajkę postawić…

Popielnice w sklepie…

Frezy

Wreszcie coś, co nie jest potrzebne na początku przygody z fajką. Frezy do zdejmowania części nagaru ze starszej fajki mogą w ogóle okazać się niepotrzebne. Jeśli komin prawidłowo opalonej fajki co pewien czas będzie się czyścić szmatką z dżinsu lub podobnego grubo tkanego materiału, jeśli po każdym paleniu popiół i sadzę usunie się chusteczką higieniczną lub odrywkiem papierowego ręcznika – nagar nie osiągnie nadmiernej grubości.

Frezy

Frezy poleca się przede wszystkim kolegom, którzy kupują fajki do odnowienia. Wciąż dość powszechne jest niechlujstwo i trafiają się kominy zaczopowane wręcz czarnym obrzydlistwem.

Sam mam prosty frez nastawny, ale nie kryję, że marzę o pięknym zestawie w pudełeczku. Pewnie sobie go w końcu kupię. Na rynku – także wtórnym – podobnych => narzędzi jest już sporo.

Podstawki, stojaki, szafki

Fajka najlepiej „odpoczywa” w pozycji do góry ustnikiem. Tworzy się w niej ciąg podobny jak w piecu. Przepływające powietrze o wiele szybciej wysusza wówczas komin i kanał dymowy, aniżeli w fajkach spoczywających w innej pozycji.

Stojaczki lub podstawki potrzebne są od razu. Najtańsze nie kosztują nawet pięciu złotych. Potem przyjdzie czas na kupowanie droższego wyposażenia eksponującego stale powiększający się zbiór fajek i akcesoriów. Prawdę mówiąc, nie znam osobiście żadnego palacza, który swoje fajeczki i przybory do palenia ukrywa w szufladzie.

Mój kącik

3 fajki to już kolekcja – a potem dochodzi się do takiego kącika. Od razu wyjaśniam – do góry główkami wiszą sobie fajeczki, które są palone bardzo rzadko. Palone na co dzień stoją na głowach.

Wyposażenie ekspozycyjne w fajkowo.pl

Kosmetyki do fajek

W fajczarskich szufladach, szczególnie u kolegów pedantycznie zabiegających o higienę swoich fajek, można znaleźć najróżniejsze kosmetyki poprawiające jakość palenia i wygląd ulubienic. Niejeden z nas ma ich więcej, aniżeli środków do pielęgnacji własnego ciała.

I wcale nie trzeba być zdeklarowanym amatorem renowacji używanych fajek – swoim własnym warto co kilka, kilkanaście paleń poświęcić nieco uwagi i odświętnie je oczyścić, wysuszyć i nabłyszczyć. Na początku wystarczą ze dwie „małpki” kupione w sklepie monopolowym – zarówno do czyszczenia jak i nasączania smakiem kanału dymowego, czy mycia pokrytych sadzą rimów wystarczą z pewnością. Ale przyjdzie też kolej na specjalistyczne środki do fajek.

Każda fajka jednak – lakierowanych nie zalecam – po kilku użyciach matowieje, wosk jest ścierany, wietrzeje, spływa po wrzoścu. Warto więc głowkę nabłyszczyć. Jeśli ktoś jest cierpliwy i metodyczny, może wetrzeć w drewno wosk carnauba, natomiast śpieszący się mogą posmarować główkę znakomitym „Pipe Polish” od Savinellego. I choć jest on mniej trwały od wosku, to wypolerowana potem fajka i tak wygląda pięknie.

Warto też mieć w szufladzie którąś z past do czyszczenia i polerowania ustników – nawet w fajkach nieużywanych miewają one tendencję do przebarwiania się.

Fajkowa drogeria w sklepie

Pojemniki i mieszki na tytoń

Tytoń w kopertach i puszkach wysycha dość szybko… Dla kolegów palących 2-3 gatunki, nie stanowi to problemu, firmowe opakowanie zostanie puszczone przez komin, zanim zawartość wyschnie. Ci, którzy lubią zmieniać często smaki i otwierają po kilka czy nawet kilkanaście puszek, muszą przechowywać swoje zapasy w szczelnych pojemnikach.

Pojemniki na tytoń

W trafikach realnych i wirtualnych jest ich spory wybór – można znaleźć pojemniki ceramiczne, drewniane, szklane, a nawet z tworzywa sztucznego. Jednak z cenami produkowanych specjalnie dla fajczarzy, poradzą sobie ci, którzy ograniczają się do kilku tytoni, miłośnicy bogatych piwniczek bobrują więc po sklepach z wyposażeniem kuchennym i wyszukują w nich co ładniejszych słoików, pojemników, pudełek. Inni, tak ja ja, wynajdują w sklepach niedrogie przetwory w ładnym szkle i cieszą się tą racjonalizacją.

Na fotografii mojego kącika powyżej widać takie rozwiązania.

Na miasto zabieram tytoń do swoich wyjściowych fajek w kopertach czy puszkach albo pakuję mniejsze porcje do pokrowca na kilka fajek, znam jednak fajczarzy, którzy nie wyobrażają sobie wyjścia z domu bez mieszka na tytoń, czyli bez kapciucha, jak zwano go niegdyś. Kapciuchy też spotyka się w sklepach. Poza tym trafiają się portfele na tytoń oraz niebrzydkie metalowe puzdra.

Galanteria tytoniowa w fajkowo.pl

Pokrowce, etui, saszetki

Palenie fajki kojarzy się z elegancją i z dobrym stylem? Z pewnością tak. Jest pewną formą luksusu? Na pewno. Elegancję i luksus podkreślają wszystkie towarzyszące fajce obrzędy i przedmioty. Także – a może nawet przede wszystkim – te, które towarzyszą nam podczas wyjścia na spotkania poza domem, na przechadzkę a nawet na ławeczkę przed domem.

Fajkowe pokrowce

Trudno mówić o elegancji, jeśli fajkę wyjmuje się z dna kieszeni czy bezpośrednio z czeluści torby, nawet jeśli jest w firmowym woreczku. Te firmowe woreczki to w większości najczystszej postaci szmaciany obciach.

Między nami mówiąc, jeżeli na mieście nie znajduję odpowiednio „dostojnych” warunków do zapalenia fajki i odpowiedniej ilości czasu, to wolę uzupełnić deficyt nikotyny jakąś smakową cygaretką czy nawet „mocnym”, niż wypalać fajkę w pośpiechu.

Ale jeśli skręcę do knajpki, trafię do jakiejś palarni, a nawet przycupnę po zakupach na skwerze przed hipermarketem – to wyciągam mój pokrowczyk na 2 fajeczki i nabijam komin z zachowaniem wszystkich prawideł. Na dłuższe wyjazdy – na ryby, na eskapady fotograficzne, na delegacje tudzież w odwiedziny, pakuję mój fajczarski majdan w porządną podróżną saszetkę. Sam lepiej się czuję z czymś takim na podorędziu i wiem, że otoczenie lepiej wówczas odbiera moją słabość do tytoniu.

Moim zdaniem, rzecz niezbędna, jeśli zamierza się – nawet od czasu do czasu – zapalić fajkę poza domem.

Trochę elegancji w sklepie

Fajkowe zapalniczki

O nich bardzo krótko, bo wybór w tej materii jest tak ogromny jak liczba osobistych nawyków. Aczkolwiek można zapalić fajkę wszystkim, co się pali – moim zdaniem najdoskonalsze są zapalniczki gazowe z palnikiem, który da się wsadzić do komina. Wszystkie inne wynalazki – od zapałek zaczynając – przypalają rim i ciągle trzeba go przecierać szmatką kąpaną w alkoholu.

Zapalniczki

Mam, co prawda, elegancką zapalniczkę fajkową, ale korzystam z niej wyłącznie w damskim towarzystwie, a i to tylko podczas pierwszych spotkań.

Ten wybór zapalniczek palnikowych jestem w stanie udowodnić każdemu stanem krawędzi komina w moich wszystkich fajkach – jest nieskazitelny. Ale nie jest wykluczone, że istnieją koledzy, którzy są w stanie pięknie zapalać swoje fajki zapałkami czy srebrnymi zapalniczkami z mozaiką kryształków Svarowskiego…

Zapalniczki fajkowe

Tags: , , , , , , , , , , , , ,

52 Responses to Fajkowe akcesoria

  1. miro
    16 lutego 2010 at 19:37

    Czy aby na pewno nie mozna odsypac popiolu w rakcie zawodow w wolnym paleniu fajki…?
    Z tego co pamietam (a to teoria tylko, bo dosc poczatkujacy jestem i w nijakich zawodach jak dotad nie mialem przyjemnosci uczestniczyc), to regulamin CIPC pozwala na wysypanie popiolu z komina, z zastrzezeniem, ze przypadkiem wysypanego w ten sposob tytoniu juz do fajki wsadzic z powrotem nie mozna.
    lg
    m.

    • 16 lutego 2010 at 21:11

      Mam podobne doświadczenie do Twojego. Ja nawet nie wiem, co to jest ten, za przeproszeniem, CIPC. Może leci z nami wyczynowiec?

      • miro
        16 lutego 2010 at 22:30

        oj, dworuje sobie szanowny Kolega z amatora, dworuje…..
        CIPC – Comite International des Pipe Clubs
        Art. 16 pkt e) regulaminu (albo Regulaminu): zawodnik moze wysypac popiol z fajki , lecz nie moze wlozyc z powrotem tytoniu, ktory wypadl podczas tej operacji (wedlug tlumaczenia Macieja Stolzmanna, Poznan, 13. kwietnia 2002)
        :-P
        lg
        m.

        • 16 lutego 2010 at 22:42

          Miro, absolutnie nie dworuję. Na turnieju byłem dwukrotnie, jednego nie bardzo pamiętam z powodu opilstwa, ale na drugim nie wolno było odsypywać popiołu.

          Wszystkie artykuły zapewne zawierają nieścisłości i obnażają autorską indolencję. Nie mogę w materii fajkowej być żadnym, jak mawiali kaprale za komuny, alfonsem i omegą. Stąd ta prośba, by podpowiedzieli nam ci, którzy uczestniczą w tych francuskich, heh, cipcach.

          • miro
            16 lutego 2010 at 22:58

            ja nie imputuje w zadnym razie!!!
            jestem szczesliwy ze powstala ta strona
            nie bralem udzialu w zadnym turnieju jak na razie
            (i nie wezme – to moim zdaniem nie ma nic wspolnego z fajczeniem, ale moze ja nienormalny jestem :-))
            a z powodu opilstwa nie pamietam wielu rzeczy :-)
            na cale szcescie jak sadze :-D
            lg
            m.

            • 11 marca 2010 at 17:58

              Masz więc bardzo konkretne pytanie do Jacka Schmidta. On się na tym zna!

  2. Rumcajs
    17 lutego 2010 at 15:29

    Cholernie fajna strona!
    Kawał dobrej roboty. Powodzenia

  3. larta
    11 marca 2010 at 16:56

    Czym tak właściwie różni się aluminiowy skraplacz od filtru ‚jednorazowego’? Jakie są jego wady i zalety (oprócz tego, że jego czyszczenie dostarcza wrażeń estetycznych wątpliwej natury)? I jaki jest związek między filtrem a tym wydobywającym się bulgotem po dłuższym paleniu fajki (czy raczej powinnam napisać w fajce)? I czy wprawny palacz potrafi tego bulgotu całkowicie uniknąć i jeśli potrafi w istocie to jakim cudem ja się pytam?

    • Alan
      Alan
      11 marca 2010 at 17:14

      Bulgot powstaje przez nadmierną ilość wytrąconego kondensatu. Można ten nieprzyjemny dźwięk zlikwidować, kwestia praktyki. A czy da radę całkiem wyeliminować kondensat? Cóż, znajomy z forum o całkiem suchym paleniu powiedział tak: „Z tym jest jak z duchami – wszyscy o tym mówią, a nikt tego nie widział.”

      Co do filtra i bulgotu: nie wiem czy jest jakiś związek (albo nie rozumiem pytania) – powiem tylko, że filtry z balsy dobrze walczą z kondensatem, gdyż świetnie chłoną wilgoć.

      Co do skraplacza: gwarantuje bulgotanie podczas palenia.

    • lgatto
      lgatto
      11 marca 2010 at 17:19

      Sam niedawno zacząłem wywalać filtry i skraplacze, zaświadczam, że bulgotanie pojawia się okazyjnie gdy coś spierniczę przy nabijaniu fajki lub podczas palenia.
      Filtry i skraplacze mają za zadanie przefiltrować to co wciągamy nie pozwalając zaciągnąć się drobiną tytoniu lub popiołem. Powodują one jednak skraplanie się dymu, IMO przez zmniejszenie przekroju kanału dymowego, a co za tym idzie zwiększaniu ciśnienia w jednym miejscu (tak mi się wydaje nie jest to podparte jakąkolwiek wiedzą książkową). Wydaje mi się także że różnica temperatur pomiędzy dymem a powierzchnią ustawioną w poprzek kanału też ma swoje do powiedzenia. Skroplony dym (kondensat) spływa w najniższy punkt kanału dymowego i to powoduje dym.

      Druga rzecz że filtry węglowe zmieniają w pewien sposób smak tytoniu, IMO go spłycając. Balsy i piankowych nie paliłem. Ogólnie w moim przypadku wywaliłem wszystko co tam jest z 2 wymienionych powodów: dym jest bardziej sycący i brak bulgotania. A przez 8 lat paliłem z filtrami i skraplaczami i mi smakowało. De gustibus i jak to napisał jalens trend.

      • lgatto
        lgatto
        11 marca 2010 at 17:21

        „Skroplony dym (kondensat) spływa w najniższy punkt kanału dymowego i to powoduje dym”
        Oczywiście miałem na myśli nie „dym”, a „bulgotanie”

      • Alan
        Alan
        11 marca 2010 at 17:25

        Balsę polecam, jedyne filtry które mi przypasowały. Węglowe całkowicie zabierały mi smak, z piankowymi było już nieco lepiej, ale i tak dużo za mało.

    • 11 marca 2010 at 17:46

      Elias Canetti, noblista od „Auto da’fe” napisał kiedyś” „Znam filozofa, który nie odpowiedział na ani jedno pytanie – ale jak on pytał!”

      Czym tak właściwie różni się aluminiowy skraplacz od filtru ‘jednorazowego’?
      Aluminiowy skraplacz jest jeszcze bardziej nie lubiany od filtrów przez „prawdziwych fajczarzy”. Służy głównie do wyrzucania przed pierwszym paleniem, bo po nim już brudzi palce. Skrapla wilgoć z dymu – co powoduje rubaszne bulgoty w szyjce. Jego obecność zapobiega też wchłonięciu kondensatu oraz gorącego popiołu do jamy chłonnej palacza. To dość paskudne przeżycie – ale lepsze ze 2-3 traumy, niż aluminiowa bariera. Kolejną rolą skraplacza, jest uniemożliwienie fajczarzowi (fajczarce) nauczenia się wolnego, suchego i chłodnego palenia. Bo przecież się nie nałyka tego świństwa, więc się nie nauczy.

      Filtry jednorazowe, poza nieuctwem fajczarza (fajczarki), nieżle zasysają wilgoć (balsa, węgiel aktywny oraz okruchy sepiolitu są bardzo higroskopijne) i w szyjce raczej nie bulgoce, chyba że ktoś pali szybko i gorąco, a więc skrajnie mokro.

      Poza tym, filtr zatrzymuje też część świństw, zanim dostaną się do wspomnianej jamy chłonnej. „Prawdziwi fajczarze” (nie wiem, jak jest z prawdziwymi fajczarkami, bo nie znam) twierdzą, że filtr osłabia smaki tytoniu.

      Jakie są jego wady i zalety (oprócz tego, że jego czyszczenie dostarcza wrażeń estetycznych wątpliwej natury)?
      Nie ma sensu tego rozważać, bo to jest rzecz do natychmiastowego wyrzucenia. Sam mam jedną fajkę ze skraplaczem, którego nie wrzuciłem, ale jest to urządzenie same w sobie piękne i skomplikowane. Męczę się podczas czyszczenia, ale pozostawiłem. Kiedy oczyszczam ten skraplacz, to przypominam sobie Leibniza – otóż aluminiowy skraplacz stanowi odrębny od fajki byt, czyli jest monadą. Natomiast ten, kto wymyślił skraplacze, był skrajnym subiektywistą – miał otóż złudzenie, że to coś da.
      Reasumując – wyjąć, wyrzucić, nie dociekać, zapomnieć!

      I jaki jest związek między filtrem a tym wydobywającym się bulgotem po dłuższym paleniu fajki (czy raczej powinnam napisać w fajce)?
      To związek przyczynowo-skutkowy. Czysta przechodniość implikacji – jeśli raz i drugi nie zapalisz bez filtra, to nie zassiesz kondensatu i nie sparzysz języka. Jeżeli raz i drugi nie zassiesz fajkowej esencji, to nie nauczysz się palić sucho i chłodno. Jeśli nie nauczysz się palić chłodno i sucho, to będzie bulgotać.

      Ergo, jeśli będziesz palić z filtrem, będzie bulgotać.

      I czy wprawny palacz potrafi tego bulgotu całkowicie uniknąć i jeśli potrafi w istocie to jakim cudem ja się pytam?
      Nie ma cudów, co było do okazania, okazałem powyżej, zgodnie z zasadami logiki retorycznej. I bawiłem się przy tym świetnie :)

      • 11 marca 2010 at 17:51

        Aaaaa, i dla jasności – najczęściej palę z filtrem.

        • larta
          11 marca 2010 at 18:36

          Drogi Jacku, twa odpowiedź zaiste wprawiła mój umysł w stan informacyjnej satysfakcji. Zdecydowanie, więc zaprzysięgam się wyrzucić ów twór nieczysty zwany także skraplaczem aluminiowym, a uczynionym jedynie by nigdy niewtajemniczonych do wtajemniczenia nie doprowadzić!

          Logika faktycznie bezbłędna, dla nienasyconych jednak tą dawką proponuję przetłumaczyć ów dowód na jakiś rachunek logiczny i zapisać jako pierwszy aksjomat fajczarskiego rachunku logicznego.

          Co do Leibniza warto także dodać, że skraplacz tak potępiony znalazł się jednak w świecie najlepszym z możliwych ;)

          • Rheged
            11 marca 2010 at 21:32

            Z moich studenckich zajęć logiki wyniosłem wrażenie, że logika jest nielogiczna. Głównie przez zasadę wyłączonego środka. Na szczęście współczesne logiki owej zasady się pozbywają, dzięki czemu będą mogły, jak wiesz, uniknąć zarzutu o korespondencję słabą, czyli jedynie teoriomodelową. Jeśli jesteś filozofką powinnaś wiedzieć, że aksjomat jest prawie tym samym co dogmat, tylko w formie „naukowej”. Sprowadzając sprawę do owego nieszczęsnego skraplacza (którego ja również wyrzucam), można stworzyć tautologię, iż niektóre skraplacze nie służą do tego, by je wyrzucać. Natomiast nie znam takowego. W każdym razie jednak fajczarstwo nie jest w żaden sposób aksjomatyczne (i całe szczęście!).

            • 11 marca 2010 at 21:36

              Hihihi…. Obaj jesteśmy najlepszym przykładem na pewną prawdę filozoficzną, którą bez wykształcenia akademickiego głosił mój dziadek…
              Gdy w szwadronie pojawi się jakaś baba, to wszyscy ułani kogucieją
              Tfu, na psa urok.

              • larta
                11 marca 2010 at 21:57

                I to nie jest koniec! Mam zamiar umieścić swojego Avatara, autoportret z fajką. Czekam tylko na sesję fotograficzną ;)

              • 11 marca 2010 at 22:02

                Już Cię z Emilem oglądaliśmy na GoldenLine. Nie jesteśmy wojsko, żeby głupieć w ciemno.Ja czekam na awatara, ciekaw jestem, jak będziesz wyglądała z brodą…

              • Rheged
                11 marca 2010 at 22:08

                Byle awatar nie filozoficzny, proszę. Rozmawiać o filozofii przy fajce się nie godzi. Nie kala się hobby pierdołami.

                Rzekłem – filozof na doktoracie.

            • larta
              11 marca 2010 at 21:54

              Nie ma sensu rozwodzić się na temat aksjomatów skoro nie dotyczą one jednak fajczarstwa ;). Zdecydowanie miałam na myśli, iż będzie to aksjomat nowego rachunku, więc w nim samym dowodzić się go nie będzie – dlatego aksjomat a nie tautologia. Ale z całą pewnością pokręciłam cosik jak to baby w zwyczaju maja gdy biorą się za sprawy logiczne ;)

              Logike na studiach kochałam tak mocno, że bardzo cieszyłam się gdy mogłam pozwolić jej już odejść, wiedziałam, że beze mnie będzie szczęśliwsza… sama też poczułam się wyzwolona.

  4. larta
    11 marca 2010 at 17:26

    Tak właśnie myślałam, że o bulgot tu idzie :). Chyba najlepszym rozwiązaniem będzie kupienie zestawu filtrów i popróbowanie to tego, to tamtego, lub też braku owego… Przyznam szczerze natomiast, iż bardziej mnie obrzydza nasiąknięty filtr niż obsmarowany skraplacz… nawet jeśli wymieniać filtry po każdym paleniu (co jest konieczne, choć nie każdy się do tego stosuje co wiem z własnych obserwacji) to i tak nabierają one jakiegoś takiego złowrogiego charakteru czegoś skrajnie zepsutego. Skraplacz natomiast jak go wyciągnąć swego charakteru raczej nie zmienia, może trochę upodabnia się do górnika po ciężkiej, lecz dobrze wykonanej robocie.

    • Alan
      Alan
      11 marca 2010 at 17:34

      Brak owego jest dla mnie najlepszym rozwiązaniem. Balsy używam tylko przy aromatach, a takowe rzadko palę. I przyznam, że nasiąknięta wilgocią balsa to najbardziej paskudna rzecz po paleniu jaką widziałem. O zapachu nie wspomnę ;)

      • larta
        11 marca 2010 at 18:44

        Właśnie nie wiem czy przypadkiem brak owego nie odbierze mi satysfakcji z fajeczki na rzecz ciągłej świadomości zatrówania swojego organizmu.

        Filtry przynajmniej dają solidne podstawy by oszukiwać się, że takie palenie prawie wcale nie szkodzi ;)

        • 11 marca 2010 at 18:53

          A’propos nieszkodzenia – w 1952 roku firma Kent wynalazła niesamowite filtry papierosowe Micronite. Reklama zachwalała – najlepsze dla zdrowia palących.

          Okazało się, że były z azbestu.

        • Alan
          Alan
          11 marca 2010 at 18:55

          A z filtrem to się człowiek nie truje? Ja wychodzę z założenia, że skoro już bardzo chcemy dbać o zdrowie, to po co w ogóle palić?

  5. larta
    11 marca 2010 at 19:13

    Przecież nie mogę być przeciwniczką palenia i palić fajkę, bo takiej hipokryzji niepodobna ukryć ani z nią w ogóle żyć. Z jednej strone dworuję sobie z własnej naiwności, z drugiej jednak staram się sama uspokoić tak, by – jak już wyżej wspomniałam – komfort palenia był najwyższych lotów.

    Zdecydowanie także, zapalę fajkę bez filtrów bo jestem istotą ciekawską, a do tego perfekcjonistka nieszczęsna ze mnie – skoro najelpiej nauczyć się palić bez filtra – będzie bez!

    Uważam, że wszystko jest dla ludzi… może poza azbestem faktycznie ;)

    • 11 marca 2010 at 19:22

      Możesz! To nie byłaby wcale hipokryzja, to zwyczajna babska niekonsekwencja, która tylko dodaje uroku. HOWGH!

      • larta
        11 marca 2010 at 19:55

        Ja sobie (dla siebie) uroku dodawać nie musze, a zdecydowanie odejmuje go mi (dla mnie samej) stan permanentnej hipokryzji ;). Pozostanę więc raczej przy tej mało urokliwej konsekwencji poglądowej…

        Ale jak słusznie zauważyłeś Jacku, można także hipokryzję nazwać babską niekonsekwencją (jeśli dotyczy kobiet lub pewnego sortu mężczyzn;) ). Jeśli więc ktoś przyłapie mnie na hipokryzji, od razu mówię, że to nic innego tylko babska niekonsekwencja – i nie dość, że każdy od razu mnie rozumie, to jeszcze dodaje mi to uroku! ;D …

        no i chyba ostatecznie tego uroku sobie dodałam… ;)

    • 19 września 2015 at 11:37

      Żadna w tym hipokryzja, raczej prawdziwa pasja – jednocześnie wiesz, że coś jest złe, z drugiej zaś strony właśnie ta wiedza sprawia, że to coś jest bardziej atrakcyjne i przyjemne. Zakazany owoc smakuje najlepiej i może ta nutka świadomości, że tytoń szkodzi właśnie dodaje uroku paleniu fajki i z każdym dymkiem zawala życiową poprawność? Też lubię bez filtra … jakby to nie zabrzmiało :)

  6. Smoker
    31 marca 2010 at 19:55

    Witajcie,

    Z dużym zainteresowaniem przeczytałem Wasze wywody fajczarsko-logiczne. I w związku z tym mam pytanie: Czy usunięcie aluminiowego lub każdego innego skraplacza i zastąpienie go filtrem czy to z balsy,tektury lub papieru jest dużym faux pas ? Bowiem wydaje się, że zdrowie oraz odczucia smakowe sa chyba ważniejsze. Ja właśnie poszukuję teraz filtrów 4 mm aby w miejsce aluminowych „górników” wstawić ich substytuty filtrowe. Co Wy na to?

    :D

    • 31 marca 2010 at 20:09

      Jakie „fopa”? Ja, jeśli uda się kupić bibułkowe filtry 4 mm, to korzystam z nich z wielką frajdą. Jak mi się nie uda, to kupuję 3 mm Passatore i je „wypłaszczam” i też jest dobrze. A jak już w ogóle nic mi się nie udaje, to kupuję paczkę filtrów do kawy i sobie sam zwijam filterki na druciku.

      I mojej filtracyjnej manii nie zaburzają w żadnej mierze opinie kolegów palących wyłącznie bez filtra.

    • JSG
      29 kwietnia 2010 at 09:22

      wydaje mi się że papierowy filtr ci na zdrowie nie pomoże, a włożone cokolwiek w miejsce po skraplaczu zawęża na tyle prześwit ustnika że palenie może być doć trudne, szczególnie kiedy to wszystko zawilgotnieje, chcesz zdrowia, kupuj tylko fajki na filtr i używaj filtrów węglowych, które są najmocniejsze, albo rzuć palenie.

      Co do samego palenia ze skraplaczem, paliłem tak kilka lat i powiem szczerze że nigdy nie odczuwałem z tego powodu dyskomfortu, kwestia odpowiedniego przygotowania tytoniu, nabicia i palenia. Faktem jest że między innymi pozbycie się skraplaczy pozwoliło mi olać te bzdury.

  7. Alan
    Alan
    12 kwietnia 2010 at 16:30

    Ja jeszcze apropos kryształków chciałbym coś rzec: otóż jak ktoś pali bezfiltrowo w fajce na filtr 9mm lub 6mm, to w komorę filtra może wrzucić taki kryształek. Praktykuję to od niedawna i jest to bardzo fajny pomysł. Oprócz „oczyszczania” dymu jest jeszcze ten plus, że owa komora, w której kryształek się znajduje, jest po paleniu bardziej sucha, co ułatwia czyszczenie.

    W sumie metoda jest dobra przede wszystkim podczas opalania fajki, kiedy nie możemy sobie pozwolić na „podniesienie dna”.

    • nrvr
      12 kwietnia 2010 at 21:45

      potwierdzam – kryształki całkiem fajnie się sprawdzają jako filtr. zwłaszcza dla osób, które chcą czuć cały dymek i mają kłopoty z utrzymaniem idealnej suchoty (np. ja ;)).

    • Alan
      Alan
      21 grudnia 2010 at 20:15

      Jakiś czas temu przyuważyłem, ale zapomniałem wspomnieć – mozna również kupić filtry z kryształkami denicool =>LINK< = wprawdzie one sa do cygarniczek, ale do fajki też powinny pasować

  8. Alan
    Alan
    28 kwietnia 2010 at 21:57

    Tak jeszcze zapytam apropos pozycji spoczynkowej fajki: naprawdę jest taka duża różnica w tempie jej „wywietrzania”? Czy to też jest kwestia indywidualna, jak z pozostawianiem po paleniu rozłożonej fajki…? Tak teraz podziwiałem swój mały zbiorek i wpadłem na pomysł zaoszczędzenia miejsca (którego i tak mam za mało) i kasy na stojak – umieszczenie fajek na wieszaczku, tak jak jest pokazane na zdjęciu jalensowego zbiorku.

  9. jalens
    28 kwietnia 2010 at 22:10

    Alan, różnica jest. Ustnikiem do dołu wiszą sobie fajki rzadko palone. Niektóre raz na tydzień, dwa, niektóre jeszcze rzadziej.

    PS. Mam problemy z czynnym uczestnictwem. W domu będę jednak dopiero w piątek.

    • Alan
      Alan
      28 kwietnia 2010 at 22:17

      Ech…no to kombinujemy dalej :)

      • JSG
        29 kwietnia 2010 at 09:10

        Niby to logiczne, ale ja nie zauważyłem różnicy mam fajki w kubkach i fajki na stojakach, więc jakieś porównanie mam. Faktem jest że minimalna rotacja to 3 dni, a często i większa,Te trzymane w kubkach, powinny być tragiczne, bo w końcu ogranicza się im przepływ powietrza do minimum.

  10. Pendrive
    1 sierpnia 2010 at 19:50

    Gdyby ktoś szukał ładnej zapalniczki. Przypadkiem natrafiłem na internetową witrynę firmy, produkującej zapalniczki, Sarome.
    http://www.sarome.com/
    W ofercie ma kilka bardzo interesujących modeli, przeznaczonych do celów fajkowych. Przykładowo, bardzo ładna jest ta:
    http://www.sarome.com/products/smokingarticles/flint/psd36.html
    oraz ta:
    http://www.sarome.com/products/smokingarticles/flint/sd1.html
    i jeszcze ta
    http://www.sarome.com/products/smokingarticles/piezo/psp.html
    Pozdrawiam

    • jalens
      1 sierpnia 2010 at 20:07

      Ładne. Najprędzej kupi je sat666sat, bo na Cyprze Japońce mają dystrybutora.

      • Pendrive
        1 sierpnia 2010 at 20:26

        Na Polskim Allegro też są, więc… Nie zawsze oficjalni dystrybutorzy są potrzebni :)

  11. Kocur
    21 kwietnia 2011 at 00:59

    Witam!
    Niedawno zakupiłem po raz pierwszy filtry z balsy. Mają one kształt z obu stron skośnie ściętego walca, a wzdłuż całej długości są wyżłobione cztery rowki. Myślałem, że te rowki mają ułatwiać wkładanie
    (czy też wyciąganie) filtra jednak po włożeniu okazało się że one się nie zasklepiają i mam wrażenie że większość dymu zamiast przez filtr przechodzi właśnie przez te rowki. Dlatego prosił bym o rade czy to tak ma być, czy może ja coś robię nie tak?

    • yopas
      21 kwietnia 2011 at 08:36

      Stare wygi radzą, żeby je jeszcze na pół przekrajać (wzdłużnie).

      • Alan
        Alan
        21 kwietnia 2011 at 10:43

        Albo po prostu kupować filtry 6mm dla komory 9mm.

  12. goowpea
    21 kwietnia 2011 at 01:24

    Witaj,
    obawiam się, że to normalne ponieważ moje filtry z balsy są trójkątne ;) Jakby zajmował cały kanła dymowy to byś nie miał szans sie zaciągnąć. Filtr z balsy z tego co zaobserwowałem działą trochę jak skraplacz. Dym sie na nim osadza i tam wchłaniane są nieczystości. Nie jest to może najefektywniejsza metoda filtrowania ale zawsze coś ;)

    • Alan
      Alan
      21 kwietnia 2011 at 01:29

      Bo balsa przede wszystkim chłonie wilgoć.

      • Kocur
        21 kwietnia 2011 at 13:09

        To w takim razie nie wiem jakim cudem panowie z Centrum Badań w ISPRA otrzymali wyniki, że filtr absorbuje 77% nikotyny i 91% substancji smolistych (informacja z opakowania filtrów). O ile w fakt, iż chociaż część nikotyny jest wchłaniana wraz z wilgocią jestem w stanie uwierzyć, to filtracja substancji smolistych bez przepuszczenia dymu przez jakikolwiek materiał wydaje mi się niemożliwa. Chociaż mogę się mylić :)

        • Alan
          Alan
          21 kwietnia 2011 at 13:17

          Balsa jest na tyle higroskopijna, że raczej nie ma problemu z wchłanianiem różnych paskudztw. A procenty bywają zdradliwe :)

  13. kozak
    3 kwietnia 2012 at 21:55

    Do całego artykułu mam jedną tylko uwagę (może to kwestia gustu) ale nawet gdy nie mam innej możliwości zapalenia fajki to mam opory przed rozpalaniem jej zapalniczkami gazowymi. Jak dla mnie gaz i fajka to rzeczy których nie powinno się łączyć. Gaz po prostu psuje smak (jak dla mnie) nawet papierosów i zwykłych cygaretek a co dopiero fajki…

  14. 22 czerwca 2013 at 18:07

    Co za świetny artykuł. Mamy nadzieje że coraz więcej polaków będzie wiedziało jakie akcesoria fajkowe są im potrzebne. No i co ważne co z nimi zrobić :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*