Lista pierwszych zakupów

2 lutego 2010
Autor:

Fajka nie jest tanim nałogiem. Jeśli zmienia się w pasję – a tak bywa najczęściej – jeszcze głębiej zagląda do kieszeni. Każdy, kto chce palić fajkę, powinien jej dać szansę i od samego początku szukać w niej przyjemności. Twierdzenie, że każdy musi przejść przez etap paskudnego smaku, poparzonych palców i języka, zachłyśnięcia się obrzydliwością wessanego kondensatu i popiołu – nie jest prawdą.

Tu pora na kategoryczne zaznaczenie – każda droga do fajczarstwa jest właściwa, jeśli tylko jej efektem jest fajczarska namiętność. Wszystko, co piszę poniżej, a także język, jakiego używam, cechuje skrajny, patologiczny wręcz subiektywizm…

Twierdzenia z pierwszego akapitu nie są więc prawdą objawioną… W każdym razie – nie są całą prawdą… Nikt chyba nie prowadził badań i nie określono naukowo liczby pozostających przy fajce spośród tych, co się do fajki przymierzali. Jednak po wielu latach obserwacji – a także po własnych doświadczeniach i doświadczeniach znajomych – odważę się stwierdzić, że nie jest to wysoki procent, może 10 proc, może piętnaście, a może tylko 7…

Fajczane niepowodzenia są efektem braku wiedzy, braku we własnym otoczeniu doświadczonych fajczarzy. Przeświadczenie o tym że fajka jest fajna, zdrowsza od papierosów, że można dzięki niej rwać panienki czy w ogóle się dowartościować – nie wystarcza. Palenie fajki jest bowiem sztuką. I to sztuką niełatwą.

I kolejne przeświadczenie – że wystarczy na początek kupić tanią fajeczką i tani tytoń, by stać się miłośnikiem fajki… Większość argumentuje, że przecież bez sensu jest inwestowanie w coś, co może wszak nie zasmakować, co może okazać się zbyt trudne i po prostu obrzydliwe… I w chwilę po takim stwierdzeniu w pierwszej napotkanej trafice nowy amator palenia fajki uczyni wszystko, aby swoją przygodę ze szlachetną formą zażywania tytoniu – przemienić w piekło. Kupuje najgorszą fajkę, najgorszy tytoń i nie daje się namówić sprzedawcy na żadne dodatkowe akcesoria. Bo może nie zasmakować.

Mam znajomego fajczarza, który jest szefem kuchni w znanej restauracji. Cały świat odnosi do własnej knajpy, także powyższą „filozofię” pierwszych zakupów w trafice…

- To tak, jakby ktoś, kto chce zostać smakoszem, kupił sobie na pierwszy elegancki posiłek puszkę psiego żarcia z najgorszej firmy i butelkę denaturatu na popitkę…

Po takiej próbie niedoszły smakosz do końca życia będzie pewny, że bycie smakoszem nie ma sensu… 90 proc. tych, którzy przy pierwszych zakupach postanowili skrajnie zaoszczędzić nigdy nie będą fajczarzami. Nie dali szans ani sobie, ani fajce. Umrą w przeświadczeniu, że słabo się pali, że gaśnie, że jest gorzko, gorąco, a tytoń fajkowy pięknie pachnie dopóki się go nie… zapali.

Ile trzeba mieć?

Ile więc powinien mieć ktoś, kto zdecydował się na palenie fajki? Ale w czym? W portfelu? Nie, nie w portfelu, ale w głowie! Dziś omawiamy minima – jaki jest minimalny zasób wiedzy u kogoś, kto po raz pierwszy trafił do trafiki?

  1. Istnieją dobre i złe fajki, tak jak istnieją dobre i złe tytonie. Rozpiętość między nimi jest ogromna – jak między gównem, a befsztykiem a’la Rossini, kawiorem astrachańskim czy homarem. Mocno? Może i mocno, ale tak właśnie jest. I kropka.
  2. Nawet w najlepszej fajce nabitej najprzedniejszym tytoniem nie da się palić bez narzędzi do tego służących.
  3. Fajka palona się brudzi, trzeba więc posiadać akcesoria do czyszczenia. Można też stosować filtry, dzięki którym fajka nie zarasta paskudztwami tak szybko. Uwaga – filtry oraz wyciory są do jednorazowego użytku. Fajka nie czyszczona po każdym paleniu będzie śmierdzieć. Zaniedbana przez dłuższy czas, będzie cuchnąć jak dworcowe kible za najgłębszej komuny.
  4. Żeby fajka się nie zaśmiardła, musi odpocząć po każdym paleniu, aby odparowała zeń wilgoć oraz najprzykrzejsze i najbardziej szkodliwe substancje. Między kolejnymi paleniami minimalny czas odpoczynku to – 24 godz. w przypadku fajek drewnianych i 12 godz. przy fajkach z morskiej pianki oraz gliny.
  5. Fajki lakierowane to zły wybór – błyszczą, ale nie „oddychają”. Łatwiej je zapaskudzić.
  6. Warto wybrać na początek tytoń, który pali się lepiej, chłodniej i niezbyt „mokro”.

I właściwie taka porcja wiedzy jest wystarczająca do tego, aby sobie i fajce dać minimalne szanse przy pierwszych zakupach… Potrzebne jest jednak jeszcze jedno – samookreślenie. Przede wszystkim ważne jest, czy do palenia fajki zabiera się ktoś niepalący w ogóle lub sporadycznie, czy też nałogowy palacz papierosów. Dla pierwszego – będzie to przygoda, przed którą warto sobie uzmysłowić, że zmieni się szybko w nałóg nikotynizmu. Dla drugiego – przejście na fajkę, będzie tak samo męczące i trudne, jak całkowite rzucenie tytoniu i szczególnie im polecam lekturę artykułu => Od papierosa do fajki

Pierwszy zapewne zmieści się w 150-200 złotowych kosztach, drugi może mieć problemy, by nie przekroczyć 300, 400 czy nawet 500 zł.

Minimum dla niepalącego…

Czy temu, kto nie palił w ogóle lub bardzo sporadycznie i ma zamiar palić jeden raz dziennie, wystarczy jedna fajka? Otóż może nie wystarczyć. Mało kto bowiem sięga po tytoń, by eksperymentować z nim w samotności. No, może raz, drugi, trzeci, siódmy – by nabrać trochę ogłady i się nie kompromitować. Ale kiedy nowicjuszowi już nie gaśnie tak często, kiedy poczuje się pewniej z fajką w zębach czy w dłoni – nie omieszka wyruszyć na miasto.

Z fajką wygląda się fajnie, fajka przysparza elegancji, jest oznaką pewnego rodzaju wtajemniczenia, poprawia samopoczucie i dodaje poczucia własnej wartości. Facet palący fajkę jest bardziej seksowny, męski i ma narzędzie do zwrócenia na siebie uwagi nawet w zadymionej knajpie. Wystarczy tytoń z wabiącym zapachem i energiczniejsze „pufanie”, żeby większość dziewcząt i kobiet w okolicy zaczęła się rozglądać i lokalizować źródło przyjemnie odmiennego zapachu. Nawet w parku miejskim.

Pierwszy krok zrobiony, reszta zależy od palącego. Nie zawsze pierwsze zapalenie przyniesie efekt, może trzeba będzie dalej wabić. Więc potrzebna jest druga fajka. A potem, jak już wszystko wyjdzie jak trzeba, to niemal każda dama poprosi:

- Zapal fajkę, ona tak ładnie pachnie

Warto więc mieć trzecią. I może czwartą, domową do smakowania i nauki. Bo trzeba się uczyć palić.

Co więc powinien kupić dorosły człowiek dotychczas niepalący, skoro już podjął decyzję o truciu się tytoniem?

I.

3-4 fajki. Na początek. Ze 3 gruszkowe (może być wiśnia, czereśnia lub inne drewno owocowe, są bowiem neutralne w smaku) w różnych wielkościach i jedną, dość pojemną  oraz naprawdę elegancką fajkę wrzoścową do… hi hi, wabienia i zwracania na siebie uwagi. Wiadomo, w tych czasach nie podrywa się pań na trabanta i nie imponuje kolegom byle czym. Poza tym naprawdę warto od samego początku poznać różnicę w smaku między tytoniem palonym w gruszce a tym spopielanym we wrzoścu. Jeśli ktoś jest zamożny – może sobie fajki z owocowego drewna na początku odpuścić zupełnie i kupić same brujerki. Fajki powinny mieć różną pojemność, być może odmienne kształty czy rodzaj wygięcia – tak aby zorientować się, w jakiej się najprzyjemniej i najwygodniej pali.

Na początek znawcy sugerują fajki lekko wygięte, trudniej jest zassać kondensat…

I, uwaga, trzeba pamiętać, że średnica komina u wylotu nie powinna mieć mniej niż 19 mm. W węższym kominie pali się bardzo ciężko nawet doświadczonym fajczarzom, zresztą żaden z nich nie kupi fajki z kominem o średnicy np. 1,8 mm. Im średnica jest większa, tak do 2,3 cm, tym łatwiej się fajkę pali i rzadziej ona gaśnie. Dlaczego tak jest – pewnie potrafiłby to wyjaśnić jakiś specjalista od kominów i wentylacji, fajczarz musi tylko zapamiętać tę magiczną liczbę 19.

II.

Przynajmniej 3 tytonie, w kopertach lub 50 g puszkach. Dwie mieszanki aromatyczne i jedną tzw. czystą Virginię. Sugeruję roztropność przy nabywaniu tzw. tytoniów smakowych. Wszelkie rumy, brandy, whisky, wanilie, wiśnie, od których zaczyna niemal każdy – koniecznie z wyższej półki. Te z dolnej strefy cennika „zaprawiane” bywają dropsowymi syropami, czyli „aromatem identycznym z naturalnym”. Bywają „doprawiane” glikolami – aby się lepiej paliły oraz nie psuły, nie pleśniały, nie fermentowały. To wszystko, niestety, zagraża fajce i kubkom smakowym.

I trzeba zapamiętać – palona wanilia czy wiśnia, to nie to samo co zjadana wanilia i wiśnia.

Sugeruję raczej na początku rezygnację ze smakowych aromatów i wybór jakiegoś średnio-aromatyzowanego blendu, powiedzmy medium (średni) a nawet mild (łagodny) flavoring, większa jest szansa na tytoń bez sztucznych substancji czyli kolokwialnie mówiąc – bez chemii i mydła…

Kolegom, którzy zaczynają palić tytoń, szczerze i serdecznie sugeruję wybieranie mieszanek z jak najmniejszą zawartością nikotyny, czyli najsłabszych. Taki wybór mniej im skróci życie.

Nie napiszę, jakie mieszanki odradzam – po pierwsze i najważniejsze, nie chcę nikogo, komu one smakują, urazić, po drugie, nie mam ochoty na procesy sądowe. Co komu i dlaczego coś smakuje albo wprost odwrotnie, – da się znaleźć po polsku => tutaj, po angielsku => tu. Za jakiś czas także i w fajka.net.pl będzie, mam nadzieję, sporo recenzji. Szczerze polecam – nawet kilkudniowe – poszukiwania z ołówkiem w ręku, może jeszcze przed pierwszymi zakupami. Kolegom władającym innymi niż angielski językami, sugeruję Firefoxa i wtyczkę z google’owskim tłumaczem – nawet z tego bełkotu charakterystycznego dla translatorskich automatów daje się dużo wyczytać.

Warto też przewertować opisy w sklepach internetowych.

Nie doradzę też, jakie konkretne ja sam bym nabył – no, może trochę później, kiedy pod tym tekstem pojawią się komentarze, w których koledzy podzielą się „swoimi smakami”.

III.

Koniecznym narzędziem podczas palenia jest niezbędnik fajkowy – z ubijaczem, przepychaczem oraz tzw. łyżeczką lub skrobaczkiem. Jak sama nazwa wskazuje, to pierwsze narzędzie służy do ubijania tytoniu i popiołu, może bardziej do spłaszczania jego powierzchni i przyciskania „żaru” – który ma tendencje do podnoszenia się – do tytoniu w kominie. Ubijaczem można także w pewnym stopniu kontrolować żar – jego położenie, czy wielkość powierzchni. Przepychaczem udrażnia się kanał dymowy w szyjce fajki. Kanał niekiedy się zapycha, szczególnie jeśli podczas nabijania nie kontroluje się ciągu albo pod koniec palenia. Łyżeczką wygarnia się resztki z wygaszonej fajki – uwaga, nigdy tego nie należy robić w fajce nieopalonej , nieposiadającej zwartej i mocnej warstwy nagaru, nawet jeśli pokryta jest tzw. prekarbonizatem. Łyżeczką można łatwo zdrapać zbyt cienką warstwę ochronną.

Umiejętność kontrolowania żaru drewnianym kołeczkiem  – a można nim zwiększać i zmniejszać żarząca się powierzchnię, kontrolować głębokość, temperaturę, a nawet położenie, przychodzi z czasem. Jest ważna dla tych, którzy fajkę chcą palić dłużej – godzinę i więcej. Warto tego się uczyć już przy pierwszej fajce.

Koniecznie podczas pierwszych zakupów należy nabyć odpowiedni zapas wyciorów. Należy nimi – bezwzględnie po każdym paleniu – wyczyścić ustnik i szyjkę. Najczęściej wystarcza jeden wycior, aczkolwiek zdarzają się tytonie i sytuacje, kiedy trzeba zużyć ich więcej. Zaleca się nabyć co najmniej 50 sztuk. Po raz kolejny w tym tekście powtórzę – wyciora używa się tylko jeden raz.

Wprawiającym się dopiero kolegom sugeruje się palenie z filtrem lub skraplaczem. Aluminiowy skraplacz należy wyczyścić po każdym paleniu, co jest zabiegiem kłopotliwym i obrzydliwym. Można go zastąpić bibułkowym filtrem 4 mm. Filtr, wszystko jedno jaki, należy wyrzucić po każdym paleniu. Obecnie wiele fajek przystosowanych jest do 9 mm filtrów.

Filtry zatrzymują część najbardziej szkodliwych substancji oraz wchłaniają wilgoć, ograniczają nieco zawartość nikotyny wdychanej do płuc… Przede wszystkim zaś chronią niewprawnego jeszcze palacza przed wciągnięciem do ust obrzydliwego kondensatu czy zaciągnięcie się spopielonym tytoniem. To nie tylko zagrożenie arcypaskudnym smakiem, to może być naprawdę traumatyczne przeżycie, do poparzenia języka i podniebienia gorącym popiołem włącznie.

Tym, którzy zaczynają palić tytoń, i posiadają fajki z 9 mm komorą, sugeruje się używanie filtrów aktywnych, węglowych. Po co od początku mają się truć na całego…

Minimum dla palącego papierosy

Link do terapii podałem pod koniec pierwszego podrozdziału tego artykułu. Trzeba go przeczytać, bo inaczej trudno będzie w pełni zrozumieć odmienne zalecenia od zamieszczonych powyżej.

Praktycznie nie ma żadnych różnic odnośnie części III, czyli koniecznych i zalecanych akcesoriów do fajek. Poza filtrami – wystarczą te, które wchłaniają wilgoć i część smoły, a przepuszczają większość nikotyny. Sugeruję filtry z balsy lub papierowe ze żwirkiem z pianki morskiej. Dla fajek ze skraplaczem – filtry z bibułki cięte na połowę. Zresztą filtry z balsy także można dzielić na dwa.

Co do części I - od razu można poradzić staremu nikotyniście kupienie większej ilości fajeczek, w zależności od zaawansowania w nałóg 5, 6, 7… Ile się da. Na ile fantazji wystarczy i pieniędzy.

Jeśli jednak ktoś jest oszczędny i nie lubi ryzyka, to wystarczą tak jak wyżej – 3-4 fajki. Ze dwie niewielkie, do szybkiego wypalenia i zlikwidowania deficytu nikotyny w organizmie, np. w pracy, na mieście, na spotkaniu, w domu… I dwie większe, do porządnego „napalenia się” w wolnych okolicznościach.

Jako że decyzję o przejściu z papierosów na fajkę podejmują ludzie, kiedy palenie im już dopiekło i przywykli do wydawania pieniędzy na własne nałogi, to sugeruję kupienie na starcie co najmniej dwóch wrzoścówek. Te do szybkiego palenia mogą być gruszkowe, bo pośpieszny zastrzyk nikotyny z fajki ma niewiele wspólnego z paleniem fajki…

Część II, czyli wybór tytoniu… Rzucający papierosy, jak pisałem poprzednio, wydaje na swoje uzależnienie ciężkie pieniądze. Przywykł do tego, więc w ogóle nie powinien brać pod uwagę najniższej półki w trafikach – teoretycznie nie grozi mu więc palenie glikolu, melasy z buraków i trzciny, sztucznego miodu, chemicznie wyekstrahowanych smaków owocowych, ersatzów waniliowych, rumowych, brendowych oraz konserwantów. Wiadomo jednak, że w opozycji do palonych pośpiesznie papierosów, chętnie się sięgnie po mieszanki aromatyczne, ale raczej nie tak wonne jak zaczynający palić koledzy.

I znów nie podam konkretów – jest ich kilka w tekście terapeutycznym – lecz zachęcę do wertowania recenzji na Forum Polskiej Fajki oraz na tobaccoreviews.com. Zawartość aromatów raczej mild, zaś moc od medium do strong – w zależności od mocy i ilości wypalanych dotąd papierosów.

Ogólnie więc – 2 mocne tytonie do uzupełnienia niedoboru nikotyny w fazie przechodzenia od papierosów do fajki, jedna „czysta Virginia” i dość mocny naturalny blend aromatyczny…

Więcej niż minimum…

Tym razem bez dzielenia fajkowych nowicjuszy… Warto wykosztować się na „profesjonalną” fajkową popielniczkę, taką z koreczkiem do wystukiwania popiołu z fajki. W trakcie opalania nowych fajek z drewna kategorycznie nie wolno grzebać w kominie łyżeczką czy skrobakiem. Nawet usuwanie przyklejonych resztek grubszą stroną wyciora musi odbywać się z ogromną dbałością o jednorodność warstwy ochronnej. Mało kto o tym pisze – ale koreczek do wystukiwania i popielniczka, na którą można fajkę odłożyć i wystudzić w położeniu zapobiegającym „zalaniu” kanału dymowego, po prostu pomagają miłośnikom fajki, bez względu na ich poziom zaawansowania.

Stojaki – fajka powinna „odpoczywać” ustnikiem ku górze. Szybciej odparowuje, wykorzystując naturalny „ciąg”, jaki wytwarza się w tej pozycji. Najtańsze, plastikowe stojaczki kosztują grosze. Ale można też wybrać droższy wariant – fajki na pięknym stojaku, to po prostu piękne ozdoby na męskim biurku lub półeczce.

Kosmetyki – do czyszczenia kanału dymowego wystarczy odlany do małego słoiczka nasz ulubiony wysokoprocentowy trunek. Ale w trafikach znaleźć można całą gamę fajkowych kosmetyków. Fajka potrzebuje nie tylko codziennego potraktowania wyciorem. Elegancka jest tylko fajka czysta i zadbana. Warto zacząć od pasty do ustnika oraz do wrzośca a także wosku carnauba.

Lista pierwszych zakupów

  1. Konieczność

1. 3-4 fajki

2. Inny tytoń do każdej fajki

3. Niezbędnik fajkowy

4. Wyciory

5. Filtry

  1. Zalecane

1. Kołeczek

2. Popielniczka

3. Kosmetyki

A potem i tak – jak każda przyjemność i pasja, pochłonie to straszne pieniądze. Ale facet bez pasji, to żaden facet. I nie jest to pocieszanie swój swego – tak twierdzą panie. Czasami dopiero po rozwodzie.

Zaszufladkowany w kategorii Fajka w praktyce w dniu 2 lutego 2010 , 19:02

136 komentarzy do “ Lista pierwszych zakupów ”

  1. tatar.tatar dnia 16 lutego 2010 o godzinie 10:26

    Literówka ;)
    Warto też przewertować opisy z sklepach internetowych.

    • jalens dnia 16 lutego 2010 o godzinie 10:37

      Dziękuję, poprawiłem.

  2. miro dnia 18 lutego 2010 o godzinie 20:21

    Ja nie musze byc obiektywny… anonimowosc chroni mnie tez poniekad mam nadzieje przed pozwami sadowymi :-)
    NIGDY NEVER NIMMERMEHR na poczatek Borkum Riff Vanillia – skrajnie subiektywna, aczkolwiek poparta wlasnym doswiadczeniem wypowiedz… nawet biorac poprawke na brak umiejetnosci na poczatku przygody z fajka (a i teraz) – NIE DA SIE tego dobrze palic. Zmasakrowalem tym gownem moja pierwsza fajke – i to nie nadpaleniami o dziwo, tylko smrodem, ktorego nawet litry spirytu nie potrafily zabic – lepiej bylo to wypic… ale coz – fajka sentymentalna, pierwsza, prezent od zony – i do tego nie taka calkiem zla (Pet Donegal Rocky XL 90). Na zapoczatek polecam 4 tytonie: MacBaren Virginia No.1, DTM Malthouse, Peterson Irish Whiskey, Samuel Gawith Full Virginia Flake (wiem: to flake, ale zawsze mozna rozdrobnic). Wszystkie wymienione daja mojem skromnem zdaniem to, czego poczatkujacy fajczarz szuka – kuszacy zapach, a i pala sie latwo dosc (FVF raczej „dosc” niz „bardzo”).
    Fajka: jednak moim zdaniem wrzosiec – material to cierpliwy i poczatkujacy nie tak latwo go nadpali, jak inne drewno. I nie musi duzo kosztowac (choc fajczenie – jak celnie stwierdzil Autor, tanie nie jest) – ja bym polecil Capitol (second Savinelli, bejcowane wprawdzie na ciemno, bo i drewno delikatnie mowiac bez wad nie jest, ale nielakierowane i nienaganne konstrukcyjnie, 120-150 zlotych), Kulpinskiego (bardzo very gut IMO, okolo 150 zlotych), wrzosce od Broga (sam mam do dzisiaj 85 i 86, bardzo je lubie – ponizej 100 zlotych), Petersony (tansze serie – chocby Aran, okolo 200 zlotych). Uwazam, ze lepiej dwie w miare dobre niz 4 zupelnie do dupy…
    Nie zdzieralbym tez na poczatku fabrycznego prekarbonizatu, na tym etapie nie poczuje sie roznicy w smaku, a nadpalic zdecydowanie trudniej.
    Zaczalbym zdecydowanie od palenia z filtrami, tyle, ze od balsy – imo wszystkie, ktore owiniete sa papierem (weglowe i pianka) przy poczatkowo bardzo mokrym paleniu tak blokuja ciag, ze obrzydza palenie, zamiast je ulatwic. Po napecznieniu prowokuja do mocniejszych pociagniec, czyli robi sie goraco i jeszcze bardziej mokro.
    Artykuly do czyszczenia – oczywistosc, i podkresle z uporem godnym lepszej sprawy – do JEDNORAZOWEGO uzytku. Dobrze tez miec chusteczki higieniczne (lub substytut – recznik kuchenny, papier toaletowy) – do czyszczenia gniazda czopa i otworu czopowego w glowce fajki. I skrawki twardego bawelnianego lub lnianego materialu do czyszczenia komina po paleniu (ja czyszcze i w trakcie w miare ubywania jego zawartosci). I nie oszczedzac – szczegolnie na wyciorach – czyszczenie mozna zakonczyc, gdy ze stosownych fajkowych otworow wychodza czyste.
    Ale sie nawymadrzalem…. nie pamietal wol, jak …… :-)
    To wszystko ofkors imo i subiektywnie.
    (ALE ku…wa zadnego tytoniu waniliwego nie zapale do konca zycia :-D )
    lg
    m.

    • Faja dnia 21 lutego 2010 o godzinie 16:09

      Przypadkiem trafiłem na tę pouczającą dyskusję, a że jakieś doświadczenie w kwestii palenia fajki zaposiadywam pozwolę sobie wtrącić malutkie co nieco. Przygodę z fajką zaczynałem gdy w pewexie można było nabyć amphorę, a w kiosku ruchu fajkowy lub bosman. Około dwudziestu lat szukałem swojego tytoniu katując się różnymi wynalazkami. I oto trafiłem na tytonie firmy Mac Baren stwierdzając, że to jest to. Nie twierdzę, że inne tytonie są do luftu. Każdy lubi co innego. Jeśli zaś idzie o tytoń od którego można bezpiecznie rozpocząć fajową przygodę to myślę, że z „ręką na cybuchu” można polecić Gold Block. Jest lekki, nawet delikatny, nie narzucający smakowo. Niestety obawiam się,że może być kłopot z „wyrwaniem lachona” na powyższy aromat ale to pikuś-Pan Pikuś. Pozdrawiam Braci w Fajce-Lulka.

  3. jalens dnia 18 lutego 2010 o godzinie 20:39

    Obiektywizm w kwestiach dotyczących własnych przyjemności jest nie tylko że niemożliwy, ale jest zupełnie bez sensu.

    Piszesz to jednak z perspektywy zgryzienia paru ustników – tymczasem większość ludzi sięgających po fajkę, bywa zauroczona mocnymi aromatami – z kawiarni, imprezy, bankietu czy nawet z Łazienek Królewskich czy krakowskich Plantów. Do anegdot weszła ta reakcja z kawiarni, kiedy wonny dym do kogoś dolatuje, „Amphora?”. Więc niech sobie ludzie zaczynają przygodę od skrajnych nawet wonności. Szczególnie, że coraz więcej Panów Towarzystwa wstępuje do nas po wypaleniu w klubach kilku shish… Shishów? No, fajek wodnych… Trudno więc, żeby sięgali po Irish Flake.

    Równie wielu aromatami kontruje smrodek papierosów, którymi wytrawiali swoje płuca i kubki smakowe. Ja jestem zdeklarowanym miłośnikiem virginii i latakii, ale mam kilka aromatów, którymi sobie życie uprzyjemniam tak, jak je czynię słodszym, pożerając Prince Polo.

    Na pewno jednak nie są to żadne Borkumy i wanilie, bo jako student piłem w nadmiarze Kordiały Waniliowe i w ogóle tego zapachu i smaku nie trawię, nawet w ciastkach.

    • miro dnia 18 lutego 2010 o godzinie 22:00

      Pewnie, kazdy ma prawo zaczynac jak chce! Nie kwestionuje wolnego wyboru, jesli ktos ma ochote na Tillbury wisniowo-czekoladowo-waniliowo-cholera-wie-jaki, to nic mi do tego. Jesli komus to smakuje – to tym lepiej.
      Jednak – po cos ten dzial stworzyles :-P
      Moglby ktos zaczynac od „goralskiej” sosnowej „fajki” z blaszka wewnatrz – wolny wybor. Ale czy taki ktos zmiescilby sie w tych 7 procentach, ktory po pierwszym kontakcie pozostaje przy fajce….?
      Sam ostatnio na krakowskim Kazimierzu, w bardzo sympatycznej knajpie, dwoch osobnikow palacych w swoich fajkach – wlasnietakich „goralskich” cos… nie wiem co…. ale smierdzialo niemozebnie!!! I obaj ogladali sie tesknym wzrokiem za kazda kobieta przechodzaca obok. I obydwu wydawalo sie, ze robia wrazenie. Szkoda mi sie ich zrobilo. Bo kazda z tych kobiet odwracala wzrok. To naprawde smierdzialo…
      Te panie patrzyly raczej na tu piszacego, ktory siedzial z zona i jej znajomymi, rozmawial, byl podchmielony, bawil sie swietnie, pykajac od niechcenia Bracken Flake. Ot, fenomen. Toz to tyton raczej nie do wachania dla niepalacego otoczenia :-;
      Whatever, summa sumarum masz racje. Chyba kazdy musi przejsc przez najgorszy syf palony w byle czym. Jesli bedzie wystarczajaco madry i uparty, stwierdzi, ze warto poszukac czegos lepszego. Jesli nie i zrezygnuje – jego sprawa. Jednak wierze, ze wielu skorzysta z opcji pierwszej :-)
      jak zawsze
      lg
      m.

      • jalens dnia 18 lutego 2010 o godzinie 22:31

        Jest taka scena w filmie Lawstorant, gdzie bohater grany przez Buczkowskiego pali w gruszce z klapką, chcąc zrobić wrażenie na Pieczyńskiej… Mnie to rozbawiło do łez, ale Buczkowski ją poderwał. Do dziś nie wiem, czy to świadomy wybór reżysera-fajczarza czy scenarzysty, czy skutek takiego odbierania fajki, o jakim piszesz…

        Pomyślę – jeśli uda się na tym portaliku osiągnąć przyjacielski poziom szczerości – nad jakimś konkursem na tekst o pierwszych motywacjach i wyobrażeniach fajkowych. Jak pomyślę o własnych… O rany, to się powinno czytać jak Marka Twaina. Pod warunkiem, że się ma do siebie odrobinę dystansu…

  4. lgatto
    lgatto dnia 19 lutego 2010 o godzinie 11:53

    Cóż pierwszy tekst napiszę o początkach fajczenia.

    Muszę przyznać że do niedawna nie rozumiałem fajczarzy, którzy fajki z gruszy wyśmiewali. Otóż od tygodnia rozumiem, gdy moja gruszka się po prostu rozszczepia na kawałki. Cóż nie kosztowała majątku , ale też nie przetrzymała długo, bo 4 miesiące. Muszę jednak przyznać że udało mi się trafić na perełkę, mam gruszę już 10 lat, dziś popaloną w kilku miejscach, wytrzepywaną o elewację budynku, z podrapanym i pogryzionym ustnikiem, w której paliłem wszystko, od Amphory, po Dunhilla My Mixture. I jest, działa, a do dziś lubię w niej dymnąć jakiś tytoń. I to dla mnie jest właśnie ta pierwsza fajka, w której się uczyłem, na którą dziś patrzę z rzewnym uśmieszkiem, jak to długą drogę przeszedłem i ile mnie jeszcze nauki czeka. Jednym słowem początkującym od siebie POLECAM fajki z gruszy, ale muszą pamiętać, że NAJPRAWDOPODOBNIEJ PO 6 MIESIĄCACH NIE BĘDĄ W STANIE W NIEJ NIC JUŻ PALIĆ. Są to fajki do nauki palenia . De gustibus…

    Według mojej opinii można spokojnie zacząć palić fajkę już za 150zł kupując 1-2 fajki z gruszy i jakiś tytoń w granicach 30zł + niezbędne rzeczy do czyszczenia. Gdy człowiek nauczy się już utrzymywać żar, czyścić fajkę i czerpać z niej przyjemność, wtedy dopiero powinien zacząć inwestować w porządne wrzośce które wytrzymają te kilka, -naście lat. No i oczywiście testowanie tytoni, smaków i sposobów krojenia. Osoby zaczynające przygodę z paleniem nie potrzebują od razu się „rozpalać” na kilka fajek dziennie, a palacz może zacząć od smakowania fajki raz dziennie, by odczuć różnicę w smaku po papierosku przed chwilą skończonym.

    Fajka palona dla smaku rzeczywiście powinna być palona dopiero następnego dnia o mniej więcej tej samej porze. Jeśli ktoś jest nałogowcem, lub niedowiarkiem, niech spróbuje palić wcześniej i zobaczyć jaki smak ma tytoń .

    Pozdrawiam

    • jalens dnia 19 lutego 2010 o godzinie 11:57

      Witaj :D I pisz jak najwięcej.

      • lgatto
        lgatto dnia 19 lutego 2010 o godzinie 14:18

        Wolę czytać ludzi mądrzejszych od siebie w temacie fajki, bo widzę jak mi daleko do prawdziwych speców (vide sprawa fajek z gruszy). Ale jeśli będę miał swoje zdanie na pewno nie zawaham się go wyrazić.
        Pozdrawiam

        • Rheged
          Rheged dnia 19 lutego 2010 o godzinie 15:16

          Z tymi gruszami to bywa różnie. Ja mam dwie, z czego obie kupione na początku przygody z fajczarstwem. I obie oczywiście podniszczone, przepalone (obie także z wadami konstrukcyjnymi), a na dodatek nie oszczędzałem ich. Nadal nie oszczędzam. Palę w nich jedynie aromaty, ale przeróżnej marki i jakości, zupełnie jak Ty eksperymentuję w nich z tytoniami. I trzymają się dzielnie, nawet lepiej niż bym się spodziewał. A nawet smakują wybornie. Ostatnio palę w nich Belle Epoque i jest cudnie (do połowy palenia, bo potem tytoń raptownie traci smak, ale to jego wina, nie moja, ani tym bardziej fajek). Po pół roku żadna gruszka mi się nie rozleciała.

          Poza tym, jak się rozleci – to nie żal, bo tania. Z drugiej strony – można się na niej nauczyć renowacji. Ja wiem, że renowacja takiej fajki to większy koszt, który najpewniej się nie zwróci, ale do ćwiczeń jak ta lala!

  5. jalens dnia 19 lutego 2010 o godzinie 15:58

    Mam z 10 fajek z gruszy. I jak spotkam ładną za gruszkowe pieniądze, to ją kupię, opalę starannie i będę się nią cieszył bardzo długo.

    Fajki z gruszki przepalane są głównie dlatego, że kupują je koledzy zaczynający przygodę z fajką. A jak już obkupią się we wrzośce, to gruszczanki mają w pogardzie.

    Przypadek sprawił, że kiedy przyjechała do mnie paczka z Brown No4 oraz z Irish Flake, to na tzw. rynku z małych były wyłącznie „osiemnastki” Broga. Po pierwszym zapaleniu w/w tytoni w pełnowymiarowych kominach, pokornie poszedłem do sklepu i kupiłem kilka tych zgrabniutkich fajeczek. Są akuratne do tytoniu, którego nie dam rady bez traumy wypalić w dużej fajce. Opaliłem je, jakby były od Jakuszyna – i pewnie będę w nich palił po obiadku moje ukochane zajzajery. Na dodatek stać mnie na to, by palić w nich tylko jedną mieszankę. Jedna fajka, jeden tytoń. Marzenie.

  6. miro dnia 19 lutego 2010 o godzinie 17:23

    Panowie, zeby nie wyszlo, ze jestem arystokrata i pogardzam fajkami, ktore nie maja 100 lat minimum i wybitego znaku wybitnego producenta – sam mam 2 gruszki i pale w nich z przyjemnoscia. Nie widze najmniejszych oznak zuzycia, a ten specyficzny drewniano-kwasny posmaczek wrecz dziala na korzysc smaku palonego w nich tytoniu. Co wiecej – mam swietnego pokera od Zbyszka B. wykonanego z klepki z debowej, starej, winnej beczki. I jest pyszny.
    Jednak twierdze, ze NA POCZATEK, jesli pominiemy wzgledy finansowe, paradoksalnie, lepszy jest wrzosiec. Bo trwalszy i odporniejszy. Moje „plebejskie” (niewrzoscowe) fajeczki kupilem, gdy poczatki poczatkow mialem juz za soba. Wedlug mnie wlasnie dlatego potrafie w nich palic, nie zmasakrowalem zadnej i je uwielbiam.
    lg
    m.
    PS. jalensie – powinienes wylaczyc mozliwosc komentowania tego tekstu :-) Zawsze kazdy bedzie madrzejszy, a jesli zajrzy tu jakis poczatkujacy, to zamiast klarownych wskazowek, znajdzie pomieszanie z poplataniem ;-)

    • Rheged
      Rheged dnia 19 lutego 2010 o godzinie 17:51

      Ale przecież nie ma jednej jedynej słusznej drogi na start! Właśnie pluralizm jest potrzebny. Każda wypowiedź tutaj da nowicjuszom możliwość rozeznania się w temacie, a co za tym idzie – bardziej świadomego wyboru. Dlatego właśnie trzeba komentować!

      • jalens dnia 19 lutego 2010 o godzinie 20:17

        Miro napisał: PS. jalensie – powinienes wylaczyc mozliwosc komentowania tego tekstu :-) Zawsze kazdy bedzie madrzejszy, a jesli zajrzy tu jakis poczatkujacy, to zamiast klarownych wskazowek, znajdzie pomieszanie z poplataniem ;-)

        Wskazówki są w tekście i pewni także w nich można znaleźć pomieszanie z poplątaniem. Jednak całą siłą – na razie jeszcze tylko w założeniach – są nasze rozmowy.

        O reszcie napisał Rheged.

        • miro dnia 20 lutego 2010 o godzinie 01:04

          :-) oraz ;-) nie byly bez powodu
          dzolk
          m.

  7. larta dnia 10 marca 2010 o godzinie 12:09

    Jako początkujący fajczarz (fajczarka) powiem, że mam dwie fajki. Pierwszą kupiłam osobiście, wrzoścowa Mr.Bróg 14. Wybrałam wrzosiec ze względu na przeczytane opinie. Kształt fajki, cóż… muszę przyznać, że kierowałam się pewnymi obawami. W końcu kobieta paląca fajkę w obecnych czasach spotyka się raczej ze zdziwieniem i raczej dezaprobatą. Postarałam się więc kupić fajkę, która swoim kształtem najbardziej pasowałaby do kobiety. Teraz jak o tym myślę, to wydaje mi się dość niepoważne… tym niemniej jednak w ten sposób zakupiłam swoją pierwszą fajeczkę. Drugą fajkę dostałam od wujka, który twierdzi, że dostał ją od mojego ojca. Fajka ma z pewnością koło 10 lat, jest z jakiegoś owocowego drzewa, najpewniej z gruszy. Zbieram się do jej odrestaurowania… ale jeszcze nie czuję się na siłach.

    Gdzieś przeczytałam, że należy mieć conajmniej trzy fajki bo każda fajka potrzebuje pare dni odpoczynku. Z racji amatorstwa, nie wiem czy faktycznie konieczne są te dni, natomiast zdążyłam już zauważyć zdecydowaną różnicę w paleniu fajki, która ‘odpoczęła’ i takiej, która była całkiem niedawno palona.

    • Rheged
      Rheged dnia 10 marca 2010 o godzinie 12:19

      Witamy koleżankę po dymku!
      Czytaj, ucz się. W wolnej chwili zerknij na mój artykuł o kobietach w fajczarstwie. Może Cię zaciekawi. No, jesteś rodzynkiem w tym gronie, to zdecydowanie cieszy! :)
      Smacznego!

      • jalens dnia 10 marca 2010 o godzinie 12:24

        I ja witam, i uprzedzam Lartę, że komentarze pod artykułem Emila (w tym moje osobiste) raczej nie wykraczają poza, hm, stereotyp. Kobieto, bądź dzielna!

        Fajka drewniana powinna „odpoczywać” co najmniej 24 godziny między paleniami. A lepiej, jak ma dłuższe przerwy.

    • lgatto
      lgatto dnia 10 marca 2010 o godzinie 13:15

      Witam/-my koleżankę :)
      Fajczarz powinien być asertywny, by palić tytoń który mu/jej smakuje, fajkę która mu/jej najlepiej leży w dłoni i w ogóle by nie dawać się przekonywać Prawdziwym Fajczarzom o wyższości jednego tytoniu nad innym lub jednej fajki nad inną.
      Więc nie przejmuj się i pal dla przyjemności i niech ci dymek smakuje.
      P.s. zajrzyj w [fajka.net.pl] i dobierz sobie najbardziej ci pasujący. Z tego co wiem sporo kobiet wybiera churchwardeny i czasami są nazywane damskimi fajkami ;)

    • Alan
      Alan dnia 10 marca 2010 o godzinie 15:34

      „Postarałam się więc kupić fajkę, która swoim kształtem najbardziej pasowałaby do kobiety.”

      No nie, kolejny argument, że jestem kobietą?
      A tak poważnie – fajka, jeśli z wrzośca, to raczej ma numer 114. Numer 14 ma ta sama fajka, ale z gruszy.

      • larta dnia 10 marca 2010 o godzinie 15:48

        Sama się zaczynam już w tym gubić… może jeśli jednak nie jesteś kobietą to ja jestem mężczyzną!…

        I fakt, bardzo cenna uwaga, wrzośce mają nr 114. Ja mam fajkę wrzoścową, ale najwyraźniej Mr. Bróg nie dobił 1 przed 14 w moim modelu.

        • Alan
          Alan dnia 10 marca 2010 o godzinie 15:57

          Swoją drogą gratuluję zakupu, to również była moja pierwsza fajeczka :)

      • Yeti dnia 14 lipca 2010 o godzinie 04:55

        Witam
        Jeśli chodzi o numer 14 czy 114 to przez chwilę wrzosiec był pod numerem 14 a jedynie na kartoniku była mała literka w. Właśnie takową posiadam. Mała bardzo przyjemna fajeczka (piszę jako ”gandalf” tak a propos komentarzy pod artykułemo krztałtach fajek.

        • jalens dnia 14 lipca 2010 o godzinie 08:52

          Witaj Gandalfie z Himalajów :)

  8. KJzSZ dnia 10 marca 2010 o godzinie 13:21

    Rozważam zakup:
    [fajkowo.pl]
    Czy ten zestaw będzie dobry dla początkującego fajczarza?

    • jalens dnia 10 marca 2010 o godzinie 13:35

      W saszetce jest miejsce na 2 fajki. Jeśli paliłeś papierosy, to dość szybko będziesz musiał puste miejsce wypełnić. Jeśli nie, to dwie fajki wystarczą. Ale w zestawiku, faktycznie, wszystkiego jest za mało. Także sugeruję samodzielne skompletowanie zestawu – i wcale nie musi być drożej :)

      • KJzSZ dnia 10 marca 2010 o godzinie 13:39

        Papierosy rzuciłem prawie dwa lata temu. Wyciorki i filtry sobie dokupię. Drugą fajkę pewnie później. Chciałbym raz dziennie popykać fajeczkę. Myślałem, że ta jest dobra (wrzosiec).

        • jalens dnia 10 marca 2010 o godzinie 13:57

          O jakości wrzośca, a raczej o kolosalnych różnicach w fajkach z niego wykonanych, sporo znajdziesz w dwóch artykułach „Fajkowy Graal”.

          Masz fantastyczny luksus, że nie zamierzasz zwalczać papierosów fajką. Może jednak tak być, że fajka przywróci Cię „papierośnictwu”. Tęsknisz na nikotyną… Oby nie.

          Nie doradzam, nie sugeruję, ale mogę napisać jak ja bym się czuł w takiej luksusowej sytuacji – jak mlody Bóg. I nie chciałbym, jak sądzę, fajki second a nawet third hand.

          Ale i tak mierzenie we wrzoścówkę na początek jest ponadstandardowe :)

          • KJzSZ dnia 10 marca 2010 o godzinie 14:10

            Powrót do papierosów? W moim przypadku nie ma mowy. Paliłem jakieś 10 lat. Kilkukrotnie próbowałem rzucić, ale dopiero kiedy obiecałem żonie, że jak zajdzie w ciążę to przestanę to pewnego dnia po prostu przestałem. Bez żadnych problemów. Po prostu powiedziałem sobie: „ten jest ostatni”, wypaliłem, zgasiłem i tyle. Dziś dym papierosowy to dla mnie najgorszy smród. Z kolei zapach palonej aromatycznej fajki jakoś zawsze mi się podobał stąd też postanowiłem spróbować.
            Jako, że sporo jeżdżę po kraju zależy mi na fajkowym etui. Z drugiej strony nie chcę wydać na początek więcej jak 150 zł. Jak znalazłem ten zestaw to myślałem, ze skoro skoro to wrzosiec to warto. Ale sam już nie wiem.

            • jalens dnia 10 marca 2010 o godzinie 14:18

              Nie chcę Ci mieszać w głowie. Skoro się podoba – sru :)

              • KJzSZ dnia 10 marca 2010 o godzinie 14:35

                Podobać się podoba. Przeczytałem sporo artykułów na tej stronie i doszedłem do wniosku, że skoro na razie mam zamiar fajczyć raz dziennie to lepiej będzie kupić jedną wrzoścówkę niż np. dwie gruszki. Jak się wdrożę to kupię drugą fajkę. Na wrzośćcowe fajki za kilkaset zł mnie nie stać najzwyczajniej. Rozważam jeszcze kupienie jakiejś fajki firmy BRÓG np [fajkowo.pl] ale fajki tej w zestawie?
                Jak się nie zdecyduję i nie kupię to znów temat pójdzie w zapomnienie na kilka miesięcy…

              • KJzSZ dnia 10 marca 2010 o godzinie 14:37

                Miało być:
                „ale czy jej jakość jest lepsza niż fajki w zestawie?”

  9. PiotrekN
    PiotrekN dnia 10 marca 2010 o godzinie 13:25

    Zdecydowanie polecam skompletowanie zestawu samodzielnie, fajka w tym zestawie nie jest wysokich lotów.

    • KJzSZ dnia 10 marca 2010 o godzinie 14:19

      A może lepsza byłaby:
      [fajkowo.pl]

      • Alan
        Alan dnia 10 marca 2010 o godzinie 15:29

        Mam tę fajkę, polecam.

      • miro dnia 10 marca 2010 o godzinie 18:12

        Broga 81 mam od roku, rewelacyjna jak za ta cene fajka.
        POLECAM! A i pojemnosc oraz proporcje komina na zapoczatek (i nie tylko, pozniej do srednio mocnych tytoni) – wrecz idealna.
        m.

    • KJzSZ dnia 10 marca 2010 o godzinie 13:33

      na serio aż tak straszna porażka? na zdjęciach nie wygląda źle.

  10. yopas
    yopas dnia 10 marca 2010 o godzinie 14:32
  11. larta dnia 10 marca 2010 o godzinie 15:28

    Myślę, że perzede wszystkim w końcu kup fajkę KJzSZ zanim się rozmyślisz:)

    Mnie absolutnie zafascynowała ta fajeczka [allegro.pl].

    Z całą pewnością moim kolejnym zakupem będzie jakaś krótka masywna fajka np. [allegro.pl]. I tu moje pytanko do znawców, jaki to w ogóle jest kształt, chodzi mi o klasyfikację:)

    • jalens dnia 10 marca 2010 o godzinie 17:30

      Nie jest masywna. W każdy razie w mojej łapie ginie. Kształt jest pozastandardowy, ale spotykany – spotkałem się z określeniem tear oraz cigar. Mam i lubię. Do Bellini Torino.

  12. takvindu dnia 10 marca 2010 o godzinie 23:22

    Dodam i ja cuś
    Konieczność 3-4 fajki ale aby na czwartą była gliniana

    :)

    • jalens dnia 10 marca 2010 o godzinie 23:30

      Dokładnie, gliniane fajeczki uważam za najlepsze do testowania smaków nowych tytoni.

      • takvindu dnia 10 marca 2010 o godzinie 23:54

        Popieram oraz te banalne czyszczenie to jej urok

        • larta dnia 11 marca 2010 o godzinie 10:14

          No i jak spadnie to nie trzeba się po nią schylać…

          Ale fakt, sama tez chciałabym mieć w swojej kolekcji gliniankę, jednak póki co skupiam się na drewnianych no i zbieraniu tytoniu.

          • takvindu dnia 11 marca 2010 o godzinie 10:29

            Jednak nadal obstaję przy swoim , skupienie na moment skieruj na ceramikę koszt niewielki a zrewanżuje się ona tobie po 100 kroć

          • jalens dnia 11 marca 2010 o godzinie 10:33

            Kamila, zbieranie tytoniu to dobra koncepcja :)
            Nad glinianą fajeczką niespecjalnie się trzeba skupiać – w Warszawie te klasyczne, najprostsze clay pipes to 12 PLN.

  13. OK dnia 12 marca 2010 o godzinie 22:44

    Jestem nowy w temacie fajczenia, przeczytałem sporo artykułów na tym portalu, ale nie znalazłem odpowiedzi na dręczące mnie pytanie. Liczę na Wasza pomoc.

    Zastanawiam się nad wkładaniem filtra do fajki, a w zasadzie momentu kiedy można to zrobić. Czy po wypaleniu fajki, po jej wyczyszczeniu mogę włożyć świeży filtr i odstawić fajkę na stojak do następnego wieczora? A może powinienem włożyć filtr przed samym paleniem następnego dnia?

    Przepraszam, jeżeli poziom mojego pytania jest żenująco niski…
    BTW. Co sądzicie o fajeczkach BRÓG 81 i 89? Nadadzą się na początek?

    • jalens dnia 12 marca 2010 o godzinie 23:04

      Sam będziesz musiał wybrać. Bo fajczarze robią różnie. W zasadzie najlepiej to po wyczyszczeniu warto fajki nie składać przez kilka, a nawet kilkanaście godzin. Niech schnie. Wielu jednak kolegów bardzo lubi, jak fajka spoczywa na stojaku. Schnie jednak wolniej, jednak, gdy stoi ustnikiem do góry, to wysusza ją naturalny ciąg powietrza. To wciąż jednak o wiele wolniejsze pozbywanie się wilgoci, niż wysychanie po rozłożeniu. Można proces przyśpieszyć przez włożenie chłonnego filtra – z węglem aktywnym lub okruchami sepiolitu. Niektórzy, by schnięcie zintensyfikować wkładają też do komina kryształek Denicool. Ten ostatni, oprócz wilgoci, chłonie także „smrody”.

      Nic jednak nie zastąpi rozłożenia fajki i pozostawienia jej na noc.

    • miro dnia 12 marca 2010 o godzinie 23:11

      Pytanie WCALE nieglupie. Bardzo rozsadne wrecz.
      Po wyczyszczeniu (byle dokladnym) jak najbardziej mozna. Higroskopijny filtr pochlonie resztki wilgoci. ALE: zwroc uwage, ze najlepiej fajke po wyczyszczeniu skrecic w jedna calosc dopiero na drugi dzien, czyli filtry – tez dopiero wtedy! Filtry wkladasz w ustnik, a nie w otwor czopowy w szyjce fajki (to dosc istotne) – wiec jesli bardzo chcesz – mozesz i zaraz po wyczyszczeniu wsadzic wegiel, pianke lub balse w czop, (tylko po co) ale nie lacz ustnika z drewniana czescia od razu (tak jak pisalem – na drugi dzien).
      Rzeklbym wrecz, ze „instalacja” filtra przy laczeniu fajki w jedna calosc to jedyna rozsadna praktyka: gdybys chcial to robic bezposrednio przed paleniem, musialbys po raz kolejny rozmontowywac fajke i niepotrzebnie luzowac polaczenie ustnika z szyjka.
      Ale w Twoim przypadku: piszesz „Czy po wypaleniu fajki, po jej wyczyszczeniu mogę włożyć świeży filtr i odstawić fajkę na stojak do następnego wieczora? A może powinienem włożyć filtr przed samym paleniem następnego dnia?” – sadze zatem, ze fajka nie odpoczywa dluzej niz dobe. Dlatego u Ciebie – filtr bedzie wkladany wlasnie bezposrednio przed paleniem :-)
      Broga 81 polecam bardzo. Sam mialem go jako jedna z moich pierwszychg fajek i bardzo sobie chwale. 89 nie znam, wiec sie nie wypowiem.
      m.

      • OK dnia 13 marca 2010 o godzinie 07:28

        Dziękuję za odpowiedź. Już wszystko wiem. Czy temu luzowani połączenia fajki można jakoś zapobiegać?

        • miro dnia 13 marca 2010 o godzinie 10:50

          Mozna – wlasnie czekajac az fajka wyschnie i dopiero wtedy laczac ja w calosc. Drugi element dbania o scislosc polaczenia: rozkladanie fajki NATYCHMIAST po paleniu, jest kontrowersyjny – rozni pisza roznie. Ja stosuje i nie narzekam – laczenie staje sie z czasem nawet scislejsze chyba (a moze mi sie wydaje?). Uzasadnienie naukowe praktyki jest: ponoc wlokna drewna/jakies tajemnicze wlosowate cos/i jeszcze inne takie sie prostuja i zapobiega to luzowaniu. Ale i argumenty w druga strone sa chyba.
          m.

          • OK dnia 13 marca 2010 o godzinie 13:12

            Na [fajka.przemysl.pl] znalazłem:
            6. Czyść i osuszaj fajkę (przy pomocy specjalnych zestawów).
            Odkładaj fajkę ustnikiem do góry.
            Dobrze jest oczyścić fajkę niezwłocznie po jej całkowitym wypaleniu i odłożyć na kilka godzin z pochłaniaczem (cleaner) zostawionym wewnątrz ustnika. W ten sposób większość wilgoci zostanie pochłonięta przez pochłaniacz. (Z drugiej strony nie należy na stałe zostawiać pochłaniacza w ustniku gdyż fajka potrzebuje przewietrzania.)

            Widzę, że palenie i konserwacja fajki jest bardzo wałęsowskie. Takie być za a nawet przeciw :-)

  14. Wojtek Pastuch
    keilwerth dnia 13 marca 2010 o godzinie 17:09

    Różne są sposoby… Wydaje mi się, że jeśli mamy psychiczne przekonanie o prawidłowości naszego sposobu to nasz mózg wysyła jakieś fale w stronę fajki i sprawia, że jej też jest dobrze :D Jeśli nic nie niszczymy to najważniejsze jest samopoczucie. Osobiście rozmontowuję i czyszczę fajkę natychmiast po paleniu, a potem od razu składam z powrotem- zero problemów.
    P.S. Właśnie dlatego zadałem Panu Jackowi Schmidtowi pytanie o jego zwyczaje fajkowe- każdy ma swoje przyzwyczajenia :)

  15. miro dnia 13 marca 2010 o godzinie 17:54

    A SP. Redaktor Turek w grobie sie przewraca widzac taka anarchie :-)

  16. Wojtek Pastuch
    keilwerth dnia 13 marca 2010 o godzinie 22:18

    Ale ja mam na swój sposób bardzo logiczne (według mnie) wytłumaczenie- fajkę łatwiej się czyści, kiedy jest jeszcze ciepła. Jeżeli czop i dół czopowy są na tyle dobrze spasowane, że można bez problemu fajkę rozmontować nie czekając zbyt długo, to MSZ lepiej to zrobić od razu. Po co smoły i osady z dymu mają w fajce zasychać? Lepiej ją wyczyścić od razu, kiedy smoły są jeszcze w miarę płynne i łatwiej je usunąć. Wydaje mi się, że jeśli dajemy fajce się schłodzić przed czyszczeniem, to część tych produktów ubocznych spalania zdąży wniknąć w drewno. Tak to sobie tłumaczę… :)

    • jalens dnia 13 marca 2010 o godzinie 22:30

      Też tak robię, ale nie mam tak dobrych argumentów.

  17. OK dnia 15 marca 2010 o godzinie 11:43

    Jako początkujący fajczarz tym miejscu chciałbym podziękować za wszystkie artykuły i komentarze na tym portalu. Bardzo mi pomogły. Zwłaszcza te o tym jak zacząć, jak opalać fajkę i jak ją czyścić. Gdyby nie one to pewnie bym już fajkę przepalił albo uszkodził ją przy czyszczeniu. Innym początkującym polecam najpierw lekturę, a potem zakupy. Sam nie myślałem, że z fajczeniem wiąże się taki „obrządek”. Raz jeszcze dziękuję autorom zamieszczonych na tym portalu tekstów oraz komentarzy.

  18. sam dnia 28 kwietnia 2010 o godzinie 20:05

    Witam. Jako początkujący przeczytałem i OK, szanowni Koledzy mają rację, ale trochę pesymistycznie to wszystko przedstawiacie. Nie każdy bierze do ręki fajkę w sposób nieprzemyślany. Osobiście od samego początku byłem nastawiony na problemy, bo nie mam nikogo ze znajomych kto pomógłby mi opalić, czy nabić fajkę na początku. Ale nie trzeba się zrażać. Powiem tak: warto walczyć, bo satysfakcja z pierwszego spalenia „na sucho” jest oszałamiająca :)
    Przyznam, że sam, na własnych błędach przekonuję się w tym co Koledzy piszą. Zacząłem od jednej gruszy i ją zajechałem, bo stale lubię siedzieć w dymie. Momentalnie da się zauważyć różnicę w odpaleniu fajki mokrej i wypoczętej. Szybko też zrozumiełem, że bez niezbędnika i wyciorów nie ma mowy o paleniu. Niestety, nie wystarczy przeczytać – trzeba się przekonać :)
    Co do tytoniu na początek. Również bardzo, ale to bardzo odradzam full aromy itp. Z paru tytoni które miałem na początek poleciłbym Scotish Blend Mixture Mac Baren’a. Wiem, praktycznie bez samaku (jak dobrze spalić to jednak smaczek jest ale delikatny). Ale to tytoń „niegrożny”. Palił mi się łatwo i sucho. Na prostej gruszy właściwie „nie potrafiłem” wciągnąć syfu (z filtrami). Ale jak sobie zafundowałem full aromę, to dopiero doświadczyłem koszmaru, który faktycznie może zniechęcić. Lepiej się zrobiło jak sobie wykombinowałem, żeby ją podsuszyć.
    I druga rzecz. Bardzo odradzam „słabym palaczom” palenie na wietrze. Jest to rzecz trudna, a dla nowicjusza chyba niemożliwa. Najlepiej uczyć się w spokoju w domu, gdzie można dokładnie obserwować co dzieje się z fajką i tytoniem, no i, jakie są nasze odczucia.
    I na koniec. Z własnego doświadczenia powiem, że nie ma co się śpieszyć. Jak się fajkę przegrzało to trudno, lepiej ją odłożyć. Jak coś zabulgotało – odłożyć. Jak piecze – odłożyć. Nic na siłę, bo to ma być przyjemność, a nie kara.

    • Alan
      Alan dnia 28 kwietnia 2010 o godzinie 20:16

      Pesymistycznie? My po prostu wprost pokazujemy, co czeka nowicjusza jesli nie będzie nas słuchał :P

      Sam się przekonałeś, że brak wiedzy na samym początku może przynieść opłakane skutki. Jednak upór, ciekawość (no i cierpliwość) pozwoliły Ci dojść do celu, czym wielu nie może się poszczycić.Per aspera ad astra, czy jakoś tak…Gratuluję!

  19. JSG dnia 20 maja 2010 o godzinie 18:03

    Nie przeczytałem całości więc jak kogoś papuguje to przepraszam.
    Internet z mapami google lub zumii, oraz wyszukiwarką która podpowie nam gdzie jest najbliższy targ staroci, powiedzmy że ma każdy więc gratis
    Zestaw startowy- bilet autobusowy, lub trochę benzyny 10zł.
    Nieco zapuszczone real breir na kocyku w reklamówce, po pięć złoty sztuka, bierzemy 3-5- 25zł
    spirytus przemysłowy 20zł za 1,5l
    tytoń.. nie najdroższy nie najtańszy niech będzie macbaren jak nie va to 7see 30zł
    Paczka wyciorów 2,5
    Kołeczek- a mało to leży patyków w lesie? W szawce kuchennej nie ma połamanej łyżki drewnianej, u babci w drewutni nie wala się bukowe łóżeczko dla niemowlaka? ubijak ze szpilką… szczerze? do czego, choć on kosztuje 3zł to w sumie czemu nie, dla mnie może być kawałek drutu, a w krytycznych sytuacjach spinacz biurowy.
    87,5-90zł Jak nie doliczymy biletu tylko pojedziemy na rowerze 75-85zł.
    Można też popytać, dziadek, wójek, ojciec kolegi, teść, szwagier męża ciotki… fajki często gdzieś są obok nas, nawet jeśli okaże się że to co najwyżej M.Walat warto się nad nimi zastanowić, przedewszystkim jeśli były już opalone to mamy z głowy podstawowy problem, jeśli nawet je zedrzemy do zera żeby opalać na nowo, to już i tak jest łatwiej i prościej niż z nową fajką..

    • oskar dnia 21 maja 2010 o godzinie 10:06

      Można i w ten sposób. Zresztą każdy sposób rozpoczęcia przygody z fajczarstwem jest dobry :-) Ja jednak jakoś przemóc się nie mogę, by kupić używaną fajkę. Nie dlatego, że nie chce mi się lub nie mam czasu na renowację fajki. Po prostu tak jak nie uznaję kupowania używanego obuwia, nie wyobrażam sobie kupna używanej fajki. Ot takie osobiste estetyczne uprzedzenie. Mogę kupić używane spodnie, pić gorzałkę z jednego kieliszka, ale do fajki po kimś raczeja się nie przekonam.

    • Piotr_B dnia 21 maja 2010 o godzinie 12:48

      Można też kupić po około 20pln dwie białe glinianki, wraz z tytoniem zaproponowanym przez Ciebie mieścimy się poniżej 100pln, wliczając przesyłkę (akcesoria jw.). Nie każdy zechce rozpoczynać od używanej fajki- patrz wypowiedź @oskar. W glinie odpada problem opalania, jak pociągniemy za mocno to zjemy trochę popiołu lub język kołkiem stanie. Po kilkudziesięciu paleniach można sobie wyrobić niezłe nawyki, w sam raz aby spokojnie opalać brujerkę.
      Przy okazji- dzień dobry Szanownym Userom, gdyż to mój pierwszy wpis na tym portalu :)
      Piotr.

      • oskar dnia 21 maja 2010 o godzinie 13:21

        I chyba najfajniejsze jest to, że zacząć można różnie. Jeden zacznie od używanej opalonej już brujerki, inny od nowej gruszki lub glinianki, a ktoś od wrzośca za kilkaset PLN.
        Wg mnie podstawą aby nie popełnić kardynalnych błędów i się nie zrazić po pierwszych kilku paleniach jest lektura. Najlepiej jeszcze przed dokonaniem zakupu fajki i tytoniu. Taka lektura na pewno przydatna jest osobom, które długo paliły papierosy. Bo jednak fajczarstwo różni się od szybkiego „bach w płuco” w pracy, na uczelni, na przystanku, czy w telewizyjnej przerwie na reklamy. Fajka to jednak takie wrzucenie na luz… Mój znajomy dał sobie spokój z fajką, bo dla niego palenie fajki było za długie. Wydawało mu się, ze to jak z papierosem: bach, bach, kłęby dymu i po kilku minutach gasi się fajkę jak peta w popielniczce. No i dał sobie spokój bo fajka parzyła, a dolne warstwy tytoniu nie chciały się palić, bo pływały w kondensacie.
        Dlatego najważniejsza rzecz moim zdaniem to poczytać wpierw jak nabijać, jak palić i czyścić. A potem to już tylko palić co się chce w czym się chce…

        • JSG dnia 21 maja 2010 o godzinie 23:43

          Pogadaj z Jackiem, też miał opory w kupowaniu fajek używanych. Buty to zła analogia, proces higienizacji fajki jest o wiele prostszy niż w przypadku butów.
          Odbierasz sobie możliwość zapoznania się z fajkami z czasów kiedy było ono na naprawdę wysokim poziomie- oczywiście są fajki kilkudziesięcioletnie nie używane, ale cóż. de gustibus non est disputandum

  20. terry dnia 31 grudnia 2010 o godzinie 12:56

    Witam Szanownych Fajczarzy!

    Na Święta dostałem od żony pierwszą fajkę. Grusza, Bróg 40. No i zaczęło się czytanie i pierwsze palenia. Wcześniej popalałem różne rzeczy (cygara, cygaretki, papierosy fajka wodna), ale nie nałogowo – incydentalnie raczej. Już teraz wiem, że fajka to całkiem inna para kaloszy i warto poszerzyć wiedzę na ten temat by palić świadomie i z przyjemnością.

    Mam pytania o „zimne palenie” – czy to znaczy, że główka fajki ma przez cały czas palenia pozostać chłodna czy też po prostu nie może parzyć w palce tak by nie można było jej utrzymać? Pytam, bo ani razu nie udało mi się palić tak, żeby główka pozostałą zupełnie chłodna (w temp. otoczenia/ciała), ale jednocześnie ani razu mi coś bulgotało, palący dym gryzący w język zdarza się incydentalnie, nie miałem też tak, żebym nie mógł w dłoni utrzymać główki fajki…
    Fajkę obecnie „opalam”, mimo, że artykuł o opalaniu (i mitach z tym związanych) rozsiał w mojej głowię wątpliwość czy dla karbonizowanej gruszy (w której klasyczny nagar się nie wytworzy) jest w ogóle taka potrzeba.

    Wczoraj dokupiłem drugą fajkę – maluśkiego Broga 29 (wbrew zaleceniom z artykułu kciuk się nie mieści, ale plan był taki, żeby mieć małą fajkę na krótkie palenie z kolegami przy fajku. Wczoraj zapaliłem ją pierwszy raz i było kiepsko. Ciężko było rozpalić, potem często gasła, szybko się nagrzewała (to akurat zrozumiałe – mikruśna główka). I tutaj pytanie – jestem niemal przekonany że ją zbyt ściśle nabiłem… to jest raczej przyczyna czy też tak małe fajki po prostu się słabo palą?
    Pytanie nr. 2 do tej fajki przydałby się jakiś mocniejszy tytoń… jaki polecacie? (odpadają wanilie, czekolady wiśnie etc – ma być tytoń pachnący tytoniem :) )

    W ogóle czas pomyśleć nad kolejnym tytoniem. Obecnie mam Amphorę czerwoną. Co byście polecili (dobry jakościowo ale uniwersalny, neutralny do opalania przyszłego wrzośca, pewnie jakaś virginia?)?

    Zamierzam jeszcze rozejrzeć się za 1-2 fajkami (już wrzoścowymi). W kilku artykułach doświadczeni koledzy polecali by nie kupować „najtańszego wrzośca” tylko co najmniej średniej jakości. Dla laika powstaje zasadnicze pytanie – co jest tym „najtańszym wrzoścem”, którego unikać a co jest już fajką którą warto kupić? Najtańsze jakie znalazłem to właśnie wrzoścowe Brogi (60-80 PLN), jednocześnie te Brogi są raczej polecane w komentarzach… to co, mogą być na pierwszy wrzosiec czy lepiej poszukać czegoś >100 PLN?

    To tyle. Wydaje się dużo, ale w głowie kłebi się jeszcze mnóstwo pytań, wątpliwości, które mam nadzieję wraz z doświadczeniem i dalszą lekturą konsekwentnie rozwiewać :)

    Pozdrawiam

  21. KrzysT
    KrzysT dnia 31 grudnia 2010 o godzinie 13:28

    Przeczytaj to:
    [fajka.net.pl]
    Z tytoniami jest ten problem, że każdemu smakuje co innego, ale bezpiecznie trzymać się określonej półki jakościowej – mniejsze jest ryzyko wtopy).
    Ciepła może być, gorąca nie powinna.
    Warto pomóc sobie kołeczkiem.
    Fajki… temat rzeka. Jeśli nie brzydzi cię odrestaurowana używka, to może uda mi się coś wygrzebać, myślę, że w okolicach 100 powinienem dać radę. Od Broga będzie dzielić ją różnica kilku klas na pewno ;)

    • terry dnia 2 stycznia 2011 o godzinie 19:52

      Dzięki za odp. Artykuł który zlinkowałeś oczywiście czytałem. Bardzo interesujący i przydatny.

      Kołeczek jest na pierwszym miejscu na liście zakupów. Rozważam także zrobienie sobie kilku z łyżki. Czy taki kołeczek diy trzeba koniecznie bejcować?

      Co do fajki – bardzo chętnie. Podaję maila voyteckk@tlen.pl. Jak będziesz miał jakąś propozycję – napisz.

      Pozdrawiam noworocznie.

      • KrzysT
        KrzysT dnia 2 stycznia 2011 o godzinie 20:02

        Kołeczka nie trzeba bejcować – kolor to tylko kwestia estetyki. Alternatywą dla łyżki mogą być buczynowe pręty, które można kupić w OBI – metr kołeczka o interesującej nas średnicy (jest wybór większych i mniejszych) kosztuje coś ok 3-4 pln.
        Istotne jest natomiast ścięcie kołeczka – te dwustronne z jedną końcówką ściętą pod kątem/soczewkowato wybitnie poprawiają wygodę użytkowania.

  22. Nigarte
    Nigarte dnia 6 lutego 2011 o godzinie 23:03

    Ile kosztuje ‘fajka na start’. Gdzie nie gdzie na portalu napotkałem, że dobra fajka to w granicach 200-400zł. I widząc w necie ceny 20-40zł za fajke nasuwa mi się pytanie czy to nie lipa itp. Jaki jest koszt fajki na start? Podajcie jakieś linki ze sprawdzonymi fajkami.

    • Nigarte
      Nigarte dnia 6 lutego 2011 o godzinie 23:05

      Btw, początkowo chciałem zrobić fajkę z Wiśni, ale jak znalazłem na działce dobry kawałek to jak zabrałem go do domu to cały popękał ;/

      • JSG mobilnie dnia 6 lutego 2011 o godzinie 23:25

        Fajka na start to wydatek rzędu 100-150 zł. Na FMS znajdziesz w pytaniach początkujących jakieś trzy wątki o fajkowych pierwszych zakupach w budżecie 200zł.

        Co do popękanej wiśni i zrobienia z niej fajki. Sezonowanie drewna na fajkę nie trwa trzy dni, ja używam drewna które schło bez kory minimum rok, początkowo pod wiatą, później w komórce lub garażu jeszcze kilka miesięcy. Fajki dębowe robiłem z meblówki i te smaczne najlepiej wychodzą z drewna które było używane 150lat, drewno suszone współcześnie, o meblowej jakości też daje niezłe wyniki, ale wyraźnie czuć różnicę.

        Wiśnia jest wyjątkowo złośliwa w tej materii, jak większość owocówek. zbyt szybko oddaje wilgoć przez co pęka, nawet drewno sezonowane bez kory, a przeniesione od razu do zbyt suchego pomieszczenia lubi pękać- ale jeśli jest go spora masa jest szansa że popęka tylko na wierzchu, wystarczy odciąć po 3-5 cm z długości i może być dobrze.

  23. New_Man dnia 7 lutego 2011 o godzinie 14:57

    Kolejarz1986 nie zgodzę się z Tobą.
    Fajeczki nie takie złe. Mam 3 z nich i w jednej popalam TNN w drugiej VA no.1 a w ostatniej BE i smakują bardzo dobrze, a przynajmniej nie przejmuję się tym że jak by gdzieś upadła czy pękła to że właśnie rozwaliła mi się fajka za 200 zł tylko fajeczka za 20 zł.
    Fakt faktem na początek jakiś używany wrzosiec to też naprawdę bardzo dobra opcja tylko kwestia jest taka że jeżeli kupisz taką fajeczkę na np. Alledrogo to co z tego że zapłacisz za nią 50 – 100 zł jak może się okazać że będziesz musiał ją skrobać, zatrudnić profesora żeby komin wyczyścił i inne takie rzeczy będziesz musiał zrobić. Wtedy koszta są w granicach 150 zł . A za tą kasę kupisz 2 gruszki, tytoń i jakieś przybory i będziesz mógł się uczyć. Ja od takiego zestawu zaczynałem i nie żałuję.

    Z resztą wybór należy do Nigarte.

    • KrzysT
      KrzysT dnia 7 lutego 2011 o godzinie 15:23

      Obstawiam, że jeśli mamy wskazać na rozwiązanie najlepsze ekonomicznie, to żaden Bróg i grusza nie pobije gliny.
      1 gruszka = 3 glinianki.

      Za rozwiązaniem tym przemawia ponadto również to, że glina to lepszy materiał od gruszy – lepiej chłonie, ma większą odporność na temperaturę (praktycznie nie sposób ją przepalić) i jest bardziej neutralna w smaku.
      Jedyne ryzyko, to ewentualna zła inżynieria – ale to ryzyko jest absolutnie porównywalne z wystąpieniem błędów nawiertu w gruszankach, a powiedziałbym nawet, że biorąc pod uwagę powszechne sarkanie na jakość wyrobów B&B to jest nawet niższe.
      Oczywiście pozostaje kwestia poręczności i ergonomii trzymania w paszczy i tu fajki gliniane zapewne ustępują gruszkom. Ale szczerze mówiąc nie bardzo wyobrażam sobie początkującego, który planuje spacery z rozwianym włosem ze swoją pierwszą fajką i w czasie powiedzmy kilkudziesięciu pierwszych paleń. A jeśli takie ma, to rzeczywistość i tak mu je zweryfikuje.
      No i wreszcie kwestia wyglądu: cóż, osobiście uważam, że glinianki są 10x bardziej stylowe niż jakakolwiek gruszka, która z zasady niejako próbując udawać pełnoprawną fajkę wygląda nieco tandetnie, ale to jest tylko moja opinia. Zdaję sobie sprawę, że najczęściej fajkę kupuje się oczami i to w jakiś sposób tłumaczy moim zdaniem popularność gruszek (w przeciwieństwie do fajek z gliny).

    • yopas
      yopas dnia 7 lutego 2011 o godzinie 15:26

      A jak już wystartowałeś, to jak zmienił się Twój zbiór fajkowy? Ewentualnie, czy masz w planach zakup kolejnej fajki, jeśli tak, to jakiej?
      UkłonY,

      • New_Man dnia 7 lutego 2011 o godzinie 20:47

        Oczywiście że nie poprzestałem na gruszkach :)
        Mam teraz jeszcze Petersona 301 System Standard, Picadilly London, Kaywoodie 500 sztuk dwie, Bróg Wrzosiec chyba 85 , Passatore Churchwarden, a w drodze do mnie jest jeszcze Fajka nie znanej mi firmy ani materiału od mojego najlepszego przyjaciela który znalazł ją na strychu w domu dziadka. Więc może być ciekawie :)

        Do tego zbiór tytoni się powiększył
        2 pudełka SH, 2 pudełka 100g VA no.1 , Malthouse, Shannon Sweet and Mellow, 2 paczki TNN , BE, 2 pudełka FVF.

        Tak mówiąc szczerze to na drugich zakupach fajkowych wydałem prawie całą miesięczną wypłatę :D

        • yopas
          yopas dnia 7 lutego 2011 o godzinie 21:47

          I co? żadnej różnicy między tymi fajkami?

          • New_Man dnia 7 lutego 2011 o godzinie 23:01

            Różnica jest, ale to zależy od tytoniu. Bo TNN świetnie mi smakuje w gruszy a w Passatore już nie to samo :D
            Ale różnica jest.

            • yopas
              yopas dnia 8 lutego 2011 o godzinie 09:50

              To ja taki przykład:
              Kup sobie chleb w Tesco, posmaruj masłem, połóż na tym górę czosnku i zjedz.
              Kup chleb z małej piekarni stosującej stare receptury (pewnie 3-4 razy droższy), posmaruj masłem, połóż na tym górę czosnku i zjedz.
              Co poczujesz? – pewnie czosnek.

              A gdyby tak zrezygnować z czosnku? Co jest lepsze?

              O, i to jest taki mniej więcej przykład.

              TNN pewnie będzie smakował, jak TNN, nawet gdyby go się paliło w szklance – może koniec będzie jeszcze bardziej mokry i zajadły niż zwykle, ale przecież nikt nikomu nie każe palić do końca.

              UkłonY,

              Ps. Użycie Passatore, jako materiał porównawczy obciąża eksperymentatora…
              Ps.Ps. Najważniejsza w fajce jest zabawa (jak podkreśla zawsze Pan Jacek) – nie uważam, że to źle palić TNN w gruszce. Uważam natomiast za nietaktowne proponowanie pewnych rozwiązań na początku drogi, choć z tą opinią też można się nie zgadzać.

    • kolejarz1986
      kolejarz1986 dnia 7 lutego 2011 o godzinie 15:46

      Tu bym z Twoim zdaniem polemizował. Można na allegro kupić dobrą fajkę do 100 zł i nie trzeba nic w niej robić. Wystarczy dobrze poszukać, zapytać na fajka.net, zawsze ktoś poradzi kto ma podobna fajeczkę.
      Można w podobnej cenie kupić na fajkanetowej giełdzie. Na forum też czasami ktoś się ogłasza i fajki ma w stanie gotowym do palenia.
      Sam chętnie sprzedam wrzośca za 60 zł, fajka w której nie palę, bo mam inne, nie trzeba nic przy niej robić. Do tego mogę dodać próbki tytoni, żeby początkujący zobaczył co mu smakuje. Za jakiś czas wystawię ją później pewnie na giełdzie, na razie nie mogę się do tego zabrać.
      Co do ceny to fakt że za gruszę jest ona niewielka ale gruszę o wiele łatwiej przepalić, nie tworzy się jako taki nagar zapewniający dobre użytkowanie fajki.

      • New_Man dnia 7 lutego 2011 o godzinie 20:53

        Masz rację co do przepalenia i nagaru ale te fajeczki naprawdę dobrze się użytkuje.
        Choć nie przeczę że masz rację co do zakupów na allegro czy forum. Bo można kupić gotową do palenia fajeczkę do 100 zł. Nawet KrzysT ma taką na sprzedaż , w ładnym stanie i zastanawiam się czy sam jej nie kupić :D
        Ale jeżeli nie zasmakuje albo się znudzi to jest jednak 100 zł a nie 2O jak za gruszkę. No ale wiadomo że jednak wrzosiec to wrzosiec.

        Więc co do wrzoścowych fajek się z Tobą zgadzam i jeżeli trafi się za 100 zł ładny wrzosiec to brać nie pytać. Ale moim zdaniem gruszanki nie są też złe.

    • JSG mobilnie dnia 7 lutego 2011 o godzinie 21:37

      Na chwilę jeszcze w sprawie uszkodzeń, po stokroć wolę kiedy pęknie mi fajka warta kilka stówek, bo wiem że bez problemu ją naprawię, a gdybym nie potrafił znajdzie się ktoś, nawet jeśli nie u nas w kraju, kto wykona nawet naprawdę skomplikowaną naprawę. Ratuje się nawet przepalone na wylot fajki, czasem ze względu na wartość historyczną, kolekcjonerską, czasem ze względu na wartość sentymentalną czy użytkową. Widziałem główki pęknięte wzdłuż od rimu po dno paleniska naprawione tak że nie było śladu po pęknięciu, że o najpowszechniejszym pękaniu szyjek, ułamanych czopach, zjedzonych ustnika nie wspominając. Żaden to zatem argument…

      • New_Man dnia 7 lutego 2011 o godzinie 23:08

        Rozumiem Cię i podzielam Twoje zdanie, jednakże osoba która na początku wydała 200zł na fajkę i ta fajka jeszcze nie opalona po upadku pękła może się znacznie zniechęcić. Nie ze względu na to że pęknie kawał dobrej fajki , tylko że pęknie 200 zł , zwłaszcza gdy budżet jest cienki. O to w moim argumencie chodziło. I nie odbierajcie mojego sprzeciwu co do lichości gruszek , jako próby wyniesienia ich na piedestał, tylko z własnego doświadczenia wiem że są to dobre fajki na początek, które odpowiednio traktowane mogą przynieść wiele radości.

    • JSG mobilnie dnia 8 lutego 2011 o godzinie 00:56

      Z tych kilku… żadna? A jeśli już co kolwiek to chyba lorenzo, choć pewnie ten filar to podobna jakość.
      Lorenzo ma przynajmniej jakąś udokumentowaną historię, wiadomo z czego i gdzie produkują fajki [pipedia.org]

    • Rheged
      Rheged dnia 8 lutego 2011 o godzinie 01:43

      Wyjątkowo zgodzę się z JSG. Lorenzo z tych, co podlinkowałeś wydaje się najsolidniejsze. Mam i Lorenzo i Filara, co prawda nie te modele, nie te serie, etc., natomiast Lorenzo jest w moim mniemaniu znacznie lepsze.

      No i za tą cenę to spokojnie dwie używane fajeczki co najmniej możesz przygarnąć. I to wcale przyzwoite.

      • yopas
        yopas dnia 8 lutego 2011 o godzinie 09:29

        Z Lorenzo jest ten problem, że się wydaje. O fajkach Lorenzo kilka słów było napisanych kiedyś na [groups.google.com]

        Tę fajkę odradzam… jak i każdą nową „fajkę wrzoścową” wycenianą na mniej niż 150PLN. To nie mogą być dobre fajki… Jeżeli chcecie mi mówić per snobie, polecam Wam stronę: [alpascia.com], tam są ceny jakichś fajek współczesnych… a przecież niektóre z nich to i tak zwykła masówa.

        • JSG mobilnie dnia 8 lutego 2011 o godzinie 10:48

          Zgadzam się z tobą w 100%, sam osobiście fajki kupionej na alpascia pozbyłem się z obrzydzeniem w trybie błyskawicznym.
          Tu jest inny problem, co byś nie zrobił, jak byś nie namawiał, czego byś nie sugerował i tak skończy się na takiej fajce, potem ta wyląduje w szufladzie, czy na strychu, bo to wstrętne gówno przecież cała ta fajka… nie poradzisz, nie wytłumaczysz… więc olej.

          • yopas
            yopas dnia 8 lutego 2011 o godzinie 11:57

            Ooo, a to ciekawe świadectwo. Janku, a to była taka fajka opisana jako al pascia, czy jakiś konkretny wykonawca? W przypływie fantazji marzyło mi się kiedyś coś stamtąd kupić. Np. oliwkę, albo jakąs fajkę zrobioną przez Toma Spanu…

            • JSG mobilnie dnia 8 lutego 2011 o godzinie 12:41

              nie, no to była z tych masówek… Stanwell z lat 70 tych, o ktorym juz wspominalem gdzie niegdzie.

  24. jsf dnia 23 lutego 2011 o godzinie 17:32

    Witam.

    Mam pytanie o Warszawę. Zdecydowałem się na zakup fajki z pianki morskiej, ale takowej dostać nie mogę. Na Kruczej dwa modele – 210 i 840 złotych. Oba bez filtra. Poszedłem więc na Dworzec Centralny, obszedłem wszystkie kioski, kilka sklepów z upominkami, ale tam nawet złamanego MrBróg’a nie mają. Można sobie co najwyżej bongo kupić. Jest jakiś dobry sklep z fajkami w tym mieście, czy wszystkiego trzeba już szukać w internecie?

  25. SZCZooR dnia 20 listopada 2011 o godzinie 21:37

    Koledzy mam pytanie z innej beczki. Na samej górze artykułu jest kilka fajek na popielnicy i akcesoria. Jedna z tych fajek jest identyczna z ta co posiadam. Czy ktoś zechciałby mi powiedzieć jaką fajke ja mam i z jakiego drewna? No wiecie taki mały opis. A chodzi o tą fajkę na pierwszym planie. Tą z ustnikiem siodłowym.

  26. Krzaq
    krzaq dnia 21 listopada 2011 o godzinie 12:52

    Masz jakieś sygnowanie na niej ?

    • SZCZooR dnia 21 listopada 2011 o godzinie 15:10

      tak na jednej jest „reak briar” a na drugiej prawie identycznej ale z innym typem ustnika jest prawie nie czytelny napis „bruyere granie” czy cos takiego

      • SZCZooR dnia 21 listopada 2011 o godzinie 15:11

        przepraszam literówka „real briar” jest na pierwszej

  27. Krzaq
    Krzaq dnia 21 listopada 2011 o godzinie 18:47

    No to są wrzoścówki. Ale tymi firmami nigdy zbytnio się nie interesowałem więc nie opiszę ich dokładniej.

    • JSG
      JSG dnia 21 listopada 2011 o godzinie 19:10

      Bo to nie firmy, to tzw albanki, fajki które powszechne były w demoludach- ale nie tylko, nie do końca wiadomo czy były produkowane na Bałkanach, czy produkowane z albańskiego wrzośca we wszystkich krajach, temat był wałkowany wielokrotnie na forum fajczarze.pl ale nidy do końca, same hipotezy bez dowodów.
      Fajki te zdarza się że są wyśmienitymi fajkami użytkowymi, czesto wynika to z bardzo forsownego profilowania ich przez poprzednich użytkowników, tytoniamy typu duńskiego.
      Ja mam taką jedną fajkę, ukradzioną ojcu lat temu będzie naście, mimo że nie zdjąłem z niej lakieru, fajka nie odstaje smakowo od reszty mojego zbioru, a poziom jest całkiem wysoki nie przez marki które ten zbiór tworza, a bardziej przez ich właściwości użytkowe.

      Fajkę taką waro poddać metodom uzdatniania, jeśli jest zapuszczona, na pewno zdjąć lakier, jeśli są lakierowane- a jest to dalece prawdopodobne i po ogólnej higienizacji po prostu użytkować…

  28. krycha371 dnia 22 stycznia 2012 o godzinie 11:43

    Witam wszystkich serdecznie:)
    Mam pytanie ponieważ natrafiłem na pewną sprzeczność podczas czytania artykułów na stronie. Mianowicie, w powyższym tekście znalazło się stwierdzenia, że na początek potrzebne są 3/4 fajki z tego 3 gruszki i jeden wrzosiec. Z kolei w artykule „Moje startowe Nie” jest informacja, że na początek żadnych gruszek tylko wrzosiec. Mógłby się ,któryś z Panów do tego ustosunkować?

    Jest to mój pierwszy post w serwisie, dopiero zbieram wiedzę przed rozpoczęciem palenia dlatego z góry przepraszam za banalność moich pytań :)

    • KrzysT
      KrzysT dnia 22 stycznia 2012 o godzinie 12:01

      Witaj,

      Ta sprzeczność wynika z tego, że się w tzw. międzyczasie autorowi poglądy zmieniły ;)
      Odpowiadając i precyzując:
      Tak, 3-4 fajki.
      Nie, nie gruszki ;)

      • krycha371 dnia 22 stycznia 2012 o godzinie 13:32

        W sumie faktycznie są rozłożone w czasie:) Dziękuję za informacje ;)

  29. doc
    doc dnia 22 stycznia 2012 o godzinie 13:18

    Zakładając, że nie stac nas na zakup kilku wrzoscówek a nie zamierzamy palic wiecej niż raz dziennie. Zastanawiam się, czy wielką zbrodnią byłoby polecenie komuś zakupu jednej fajki i do tego kilku paczek tytoniu ( powiedzmy Va, jakiejś mieszanki z La oraz silnego aromatu). Palone w tej kolejności nie powinny w znaczący sposób psuc smaku. Zresztą nie oszukujmy się, początkujący musi skupic się na cwiczenniu techniki palenia a nie na smakowaniu tytoniu. Po wypaleniu wszystkiego będzie już wiedziec co mu podchodzi a co nie i wtedy zaopatruję się w fajkę lepszej jakości tylko pod jeden rodzaj tytoniu. Oczywiście to wariant ekstremalny, tylko i wyłącznnie jeśli z jakiegoś powodu nie możemy zastosowac się do porad z tego artykułu. Zastanawiam się co wy na to?

    • Alan
      Alan dnia 22 stycznia 2012 o godzinie 13:26

      początkujący musi skupic się na cwiczenniu techniki palenia a nie na smakowaniu tytoniu. – a to przypadkiem nie jedno i to samo? ;)

      Co do Twojej koncepcji: jeśli ktoś chce najpierw popróbować tytoni, a potem przeznaczać do nich wrzoścówki, to imho najlepiej zacząć od glinianek :)

    • doc
      doc dnia 22 stycznia 2012 o godzinie 13:44

      Chodziło mi o takie minimum z minimum. Dla ludzi, którzy zastanawiają się czego nie zjeśc zeby zapalic ;) ( jak ja pare lat temu na studiach). Coby nie byli skazani na Tilburego i gruszkę albo papierosy ;)

      • Alan
        Alan dnia 22 stycznia 2012 o godzinie 13:49

        Niemniej trzy glinianki i/lub kukurydzianki i tak wychodzą ekonomiczniej (taniej niż przystępny wrzosiec) oraz praktyczniej (jedna fajka – jeden rodzaj tytoniu). Ale to nie znaczy, że jest to jedyna słuszna droga ;)

        • KrzysT
          KrzysT dnia 22 stycznia 2012 o godzinie 14:43

          Ale ile razy tego nie napiszemy i tak przeczytamy po raz 154, że właśnie kupiłem śliczną gruszczankę pod postacią gandalowskiego churchwardena i czemu polecany przez panią w kiosku malinowy aromat tak mi w niej jakoś nie smakuje, chociaż wydałem całe 70 (słownie: siedemdziesiąt!!) złotych :>

          (to absolutnie nie jest kpina z małej ilości zainwestowanych pieniędzy, przeciwnie – 3 glinianki + 1 dobrej klasy tytoń = ok. 70 pln. Z dostawą)

          Aha – mój model minimum zalecany brzmiałby: glinianka, 1 tytoń, kołeczek hand made.
          Zestaw minimum plus, jeśli chwyciło: 2 dodatkowe glinianki, 2 dodatkowe tytonie.
          Zestaw „zaczynamy palić na poważnie” – pierwsza fajka wrzoścowa dedykowana do jednego z trzech wybranych tytoni.

  30. Daro dnia 6 lutego 2012 o godzinie 22:07

    Witam
    Palę fajkę około pięc tygodni. Przez ten czas używałem fajek które kupiłem na początku lat dziewięcdziesiątych podczas mojej pierwszej próby zerwania z papierosami. Teraz chciałbym kupic coś nowego. Podobają mi się rhodesiany i buldogi Petersona. Więszośc z nich ma ustnik typu P-Lipe. I tu mam wątpliwosci. Jak się w nich pali i czy nie ma większych problemów podczas czyszczenia. Proszę o jakieś opinie.

    • KrzysT
      KrzysT dnia 6 lutego 2012 o godzinie 22:54

      Witaj Daro,

      Z Petami to jest tak:
      P-lip jest wynalazkiem specyficznym. Nie każdemu leży. Znam takich, co natychmiast go odpiłowują przerabiając go na „standardowy” ustnik. Znam takich (np. siebie ;) ) co w ogóle tego typu ustników nie kupują.
      Jego główny minus jest taki, że wyprowadza dym na podniebienie, gdzie kubków smakowych jako żywo nie ma ;)
      Ale skoro wynalazek istnieje na rynku tyle lat, znaczy, że są na niego amatorzy i posiada jakąś wewnętrzną logikę.
      Czyścić się toto daje, może trochę się trzeba nakombinować z wyciorem – ale się da. Kombinowanie nie jest wygodne, jeśli wyciorujesz w trakcie palenia, ALE – tu dochodzimy do zastrzeżenia nr 2 – znakomita większość Petersonów na naszym rynku, to fajki filtrowe (czyli, o ile palisz z filtrem, wyciorowanie w trakcie jest i tak upośledzone ;) ).
      Teraz modele. Peterson ma ledwie kilka modeli, które spełniają Twoje kwalifikacje – 150 – prosty bulldog, 80s – bent bulldog/rhodesian (jeśli kwalifikujemy wg klucza – co gięte – to rhodesian) i 999 – klasyczny rhodesian z okrągła szyjką. Są jeszcze jakieś mniej typowe modele XL80, B5, XL21, B2, może coś jeszcze z rzadszych serii (nie jestem specjalistą od Petersonów).
      150, B5 i XL80 to są wielkie klocki (jak większość Petersonów zresztą, bo oni mają jakiś taki „solidny” design). W sensie duże gabarytowo faje. 80s i 999 są znacznie mniejsze. Koniecznie weź zatem w rękę przed zakupem, bo na zdjęciu wyglądają podobnie, a w realu całkiem, ale to zupełnie nie.
      Natomiast czy nowy Peterson dobrze się pali – tego nie wiem. Nie posiadam i nie planuję posiadania. Niech się wypowie ktoś z doświadczeniem z pierwszej ręki.

      • Daro dnia 6 lutego 2012 o godzinie 23:23

        Myślałem właśnie o B5,te wymiary podane na fajkowie wydawały mi się dośc spore ale nie mam jeszcze wyczucia. A co powiesz o Kenmare 999. Podoba mi się też Stanwell Red Polish RO 25 – Rhodesian 173 i Royal Danish 15 ale te są chyba też dośc duże a ten ostatni trochę drogi. Którą z nich byś polecał, chyba że maszjakiś inny typ z dostępnych na fajkowie

        • KrzysT
          KrzysT dnia 6 lutego 2012 o godzinie 23:44

          B5 ogólnie ma coś w sobie jako shape. Zabawne, bo z przedstawionych na zdjęciach w Fajkowie egzemplarzy najładniej wygląda ten z najtańszej serii ;)
          Kenmare 999 nie ma P-lipa, to plus ;) Zapytaj o wykończenie, bo nie pamiętam, czy nie jest lakierowana.
          Ponadto ma dość standardowy, płytszy proporcjonalnie komin. W Stanwellu te 20×41 mm to już sporo, chociaż nie dramatycznie.
          No i jeden z nich waży 60 gramów, jak dla mnie to ciut za dużo (ale znowu, to osobiste preferencje, ja jestem delikatny i nie lubię się przemęczać :>)
          Nie masz możliwości pojechać do jakiejś trafiki i wziąć ich w rękę? Tak byłoby najlepiej… (wiem, nie zawsze się da).

          I jeszcze: niestety żadna z tych fajek nie jest w moim typie, więc ciężko coś szczerze doradzić ;) Ja mam przewrócone w głowie i dla mnie te fajki są o jakieś 50 lat za nowe, żeby były interesujące ;)

  31. maly dnia 12 marca 2012 o godzinie 22:10

    witam.
    proszę o radę, czy lista pierwszych zakupów będzie okej
    chcę spróbować palić fajkę
    dlaczego?cięzko powiedzieć-może trochę ograniczyć skręty,coś znowu zmienić w moim paleniu
    papierosy paliłem koło 13 lat.od 5 lat palę skręty, skręcam na bieżąco w paluszkach, gdy chcę zapalić.palę często.
    zazwyczaj palę red bull-kiedyś wiśniowy, od jakiegoś czasu aromatyzowany(mniej czuć tej wiśni -bardziej mi smakował),lubię też drum czarny i golden virginia.
    plan na 1wsze zakupy
    3 fajki kukurydzienki
    2 glinianki
    mb virginia no.1
    mb 7 seas cherry
    mb vanilla choice
    private club classic

    co o tym myślicie?
    jak będzie wena twórcza i czas to mam zamiar spróbować zrobić fajkę- model cavalier-z czereśni.kształt mnie rozbroił
    uszanowanie.mały

    • Alan
      Alan dnia 12 marca 2012 o godzinie 22:20

      Fajki OK. Tytonie: MB Va 1 w porządku, z innych tanich Va polecam Dan Tobacco Tordenskjold Virginia Slices oraz Hamborgeer Veermaster (niedługo mają byc dostępne).

      Co do aromatów to lepiej wziąć coś od SG – Grousemoor (bardzo specyficzny, polecam przeczytać recenzję), Kendal Cream Flake, Firedance Flake, ewentualnie Palace Gate. Petersonowski University Flake również bardzo dobrze się nada (aromat i do tego sycący nikotyną).

  32. maly dnia 14 marca 2012 o godzinie 17:57

    dzięki alan
    z tańszych tytoni coś mocniejszego polecisz?

    • BenZin dnia 14 marca 2012 o godzinie 18:49

      IMHO, mocny, łatwy w paleniu i trochę papierosowy jest Peterson Irish Flake. Tyle że tańszy to on nie jest, ale warto. Mocniejsze (no i słodsze, bardziej cygarowe niż papierosowe) są skrętki SG (Brown No 4, Black XX), tyle że więcej z nimi zabawy z rozdrabnianiem i podsuszaniem. No i ciężej się palą. To jedyne mocne tytonie jakie znam. Tanich, dobrych i mocnych jednocześnie chyba nie ma :(

  33. likitiki dnia 17 marca 2012 o godzinie 14:05

    Witam,
    planuje zacząć przygodę z fajką, po przeczytaniu poradników (nie wszystko jeszcze rozumiem) jestem zdecydowany na pierwsze zakupy o wartości ~200zł. Ponieważ są rożne opinie co do tego jakie fajki na początek ( kukurydza, grusza, wrzosiec itd) prosił bym o pomoc przy zakupach. Posiadam aktualnie jedną fajkę z tego co pamiętam z dębu kupioną na wycieczce szkolnej jakieś 15 lat temu (jest 3 częściowa posiada cybuch). Mam na oku kilka modeli:
    1. [fajkowo.pl]
    2. [fajkowo.pl]
    3. [fajkowo.pl]
    4. [fajkowo.pl]
    5. [fajkowo.pl]
    6. [fajkowo.pl]
    7. [fajkowo.pl]
    8. [fajkowo.pl]
    9. [fajkowo.pl]
    10. [fajkowo.pl]
    11. [fajkowo.pl]
    12. [fajkowo.pl]
    13. [fajkowo.pl]
    14. [fajkowo.pl]
    15. [fajkowo.pl]
    16. [fajkowo.pl]
    17. [fajkowo.pl]
    18. [fajkowo.pl]
    19. [fajkowo.pl]

    numery:
    1,11,15,16,17,18,19- podobają mi się najbardziej. Czy są odpowiednie
    na początek? I Jeśli je kupie zostanie mało
    pieniędzy na tytonie i resztę. 19 i 17
    zdecydowanie najbardziej mi się podoba.
    2,3,4,5,6,10- może być nie są drogie. Pytanie czy warto? i jak na
    początek.
    12,13- ładne :D
    14- wygląda śmiesznie i z tego co czytałem nie nadaje się na początek
    proszę o weryfikacje
    I czy opłacalne jest kupowanie któregoś z tych zestawów( do 200 zł)\
    [fajkowo.pl]

    Nie wiem czy istotne jest że nie pale i nigdy nie paliłem tytoni za to w formie tabaki jest mi dobrze znany.

    • yopas
      yopas dnia 17 marca 2012 o godzinie 16:22

      Fajka nr. 19. + Tytoń Rattray’a (Old Gowrie lub Hal’o the Wynd) + wyciory + dorobienie sobie kołeczka z łyżki i jesteś gotów :)
      UkłonY,

      EDIT:
      Koledzy słusznie zauważyli, że ta kulpinka może być jakościowo niekoniecznie.

    • Alan
      Alan dnia 17 marca 2012 o godzinie 16:28

      Po odsianiu pozostaje Peterson Speciality Barrel oraz Worobiec 106 – przemawia za nimi marka oraz, co ważne dla początkującego palacza, gabaryty (nie wyglądają na pojemne). Za Petersonem przemawia bezfiltrowość, ale jeśli pogadasz z Piotrkiem N (szef Fajkowo.pl) to możesz poprosić o wykonanie przez Henia Worobca modelu 109 w wersji bezfiltrowej i nieprekarbonizowanej (bo po co mieć jakieś paskudne mazidło w fajce). Czyli wszystko przemawia za Worobcem ;)

      Zestawy sobie odpuść.

      No i tytoń. Najpierw powiedz czego od niego oczekujesz – ciężkiego aromatu, lekkiego aromatu, tytoniowej naturalności? Jako że nie paliłeś do tej pory wiemy tyle, że nic mocnego :)

      • likitiki dnia 17 marca 2012 o godzinie 19:33

        Dziękuję bardzo za odpowiedz rozumiem że na początek dobra fajka będzie służyć lepiej niż dwie , trzy słabsze. A czy ten model Worobiec 109 można gdzieś zobaczyć bo w googlu nie mogę znaleźć :D . Nie zwróciłem uwagi ale Peterson Speciality Barrel nie jest dostępny. Jeśli chodzi o tytoń to chce czegoś delikatnego co będzie się długo i przyjemnie palić podczas rozważań nad fizyka, a nie będzie rozpraszać mocą. Może być smakowe tylko już powiem że średnio lubię smak wanilii a w dużej ilości tytoniów jest on wyczuwalny (przynajmniej w opisie). I czy na początek kupić jeden tytoń czy może więcej?? Najbardziej ideologicznie podoba mi się Peterson Sherlock Holmes ale to może przez sentyment do osób które używają intensywnie mózgu, a tytuł może być mylny.

        • likitiki dnia 17 marca 2012 o godzinie 19:52

          A niech stracę a spośród tych modeli która najlepsza na początek:
          1. [fajkowo.pl]

          2.[fajkowo.pl]

          3.[fajkowo.pl]

          4.[fajkowo.pl]

          • yopas
            yopas dnia 17 marca 2012 o godzinie 20:07

            Ja bym wybrał 407.
            (Ale generalnie Petersona bym nie wybrał :) )

            • likitiki dnia 17 marca 2012 o godzinie 20:10

              A co z petersonem jest nie tak?? i można prosić o rade odnośnie tytoniu post wyżej opisałem na czym mi zależy.

            • KrzysT
              KrzysT dnia 17 marca 2012 o godzinie 20:19

              407 wygląda sensownie, chociaż ja bym się bał średnicy. To jest 18 mm komina, czyli ciut mało.
              Ale sama fajka wygląda ok – lekka, nie strasznie pojemna, raczej płytka, bezfiltrowa. Ścianki grubawe, jak w Petach, więc dla początkującego plus ;)
              „Kominem” rozpatrywałbym też 999 – ale filtr.

              Tytoń – kup ideologicznie tego SH, nie ma tam wanilii. A czy więcej… i tak będzie więcej z czasem.

              Wyedytuję, żeby było łatwiej czytać:
              Do Petersona mamy pretensje z Pawłem, że nie jest taki dobry, za jakiego uchodzi. Ale weź pod uwagę, że my mamy przewrócone w głowach ;) Poza tym każdy ma własne preferencje firmowe i tak dalej. Peterson na początek to nie jest zły wybór.

              • likitiki dnia 17 marca 2012 o godzinie 22:29

                W takim razie mogę liczyć na jakieś konkretne nazwy fajek dla początkującego do 200 zł?

              • yopas
                yopas dnia 17 marca 2012 o godzinie 23:09

                Worobiec, Savinelli, Capitol (nie Capitello). Ja ostatnio kupiłem w fajkowie to: [fajkowo.pl]
                I jestem pozytywnie zaskoczony. Ale to jest fajka Kulpińskiego ze starej produkcji (jest kilka modeli w fajkowie. Koniecznie poprosić o model dobrze nawiercony. Te fajki mają jednak ustniki gorszej jakości).
                I poproś o wersję bez prekarbonizacji.
                Peterson też w gruncie rzeczy nie jest złym wyborem. My się go raczej czepiamy, że kiedyś robił lepsze fajki, a teraz to marka-wydmuszka.

            • Alan
              Alan dnia 17 marca 2012 o godzinie 21:48

              Bo Peterson ma „profesjonalnie” zabejcowany komin. Jak Dunhille ;)

              • yopas
                yopas dnia 17 marca 2012 o godzinie 22:26

                dziś st.Patrick. nie wypada mówić o petersonach źle.
                :)

  34. krycha371 dnia 17 marca 2012 o godzinie 16:29

    Ja osobiście niedawno rozpocząłem swoje życie z fajką dlatego też nie będę zbyt wylewny w swoich radach :) myśle, że starsi koledzy ewntualnie zweryfikują moje zdanie i dodadzą coś od siebie. Mianowicie, na początek żadnych gruszek, wiśniówek dębów czy choler wie jescze czego. Tylko wrzosiec. Z tego co podałeś to słyszałem, że Worobiec i Kulpiński robią dobrą robotę. Jakbyś chciał coś pogadać tak między nami nowicjuszami to wal śmiało na gg 1711047 :P

  35. likitiki dnia 17 marca 2012 o godzinie 22:54

    Panowie w takim razie co polecacie dla początkującego??

    • Alan
      Alan dnia 17 marca 2012 o godzinie 23:10

      Odpowiedzi w sprawie fajek dostałeś. Tytoń: Rattray’s Marlin Flake, Old Gowrie, Hal’o The Wynd (kolejność nieprzypadkowa). Do tego wyciory. Kołek, jak Yopas napisał, można wystrugać sobie z drewnianej łyżki (do dostania w każdym markecie za grosze, a będą od razu ze trzy).

      EDIT: w sprawie fajek – możesz zamiast jednego ładnego wrzośca kupić sobie kilka glinianek i kukurydzianek. Zapłacisz mniej, palideł będzie więcej, a i na tytoń więcej zostanie. Chyba że Ci zależy na wyględności, to odpada ;)

  36. likitiki dnia 18 marca 2012 o godzinie 12:36

    Dziękuje bardzo wszystkim za pomoc. Poukładam całą wiedzę którą zdobyłem i niebawem moja przygoda się rozpocznie.Jeszcze raz dziękuje

  37. dragon197 dnia 30 marca 2012 o godzinie 13:12

    Świetny poradnik. Pochodzę z rodziny palaczy, dziewczyna, którą lubię też lubi zapalić… Papierosy odpadają, kilka razy próbowałem ale nic z tego. Cóż, paliłem biernie przez wiele lat i tytoń bardzo mi przeszkadza. Myślę, że fajka pomoże mi nie tylko oswoić się z tytoniem, ale też zmienić sposób palenia moich bliskich, którzy na nałóg wydają fortunę, a tymczasem ja nie mam czego wrzucić do studenckiego gara… Szanuj siebie, inni też będą cię szanować:)

    Zanim jeszcze przeczytałem artykuł wybrałem sobie pierwszą fajkę – „domową”. [sklep-tytoniowy.abc24.pl] i artykuł tylko mnie upewnił, że to właściwy wybór, zatem jestem na dobrej drodze. No i ostatni powód, jako fanatyk Tolkiena i fantasy po prostu muszę spróbować „fajkowego ziela”.

    Serdecznie pozdrawiam!

    • dragon197 dnia 30 marca 2012 o godzinie 13:22

      Jeśli o coś chciałbym zapytać, to o tytoń. Po pierwsze, dobrze, żeby nie był za drogi, po drugie, nie zawierał za dużo nikotyny, po trzecie, żeby posiadał smak lekki, ale z wyraźną goryczką (jestem wielkim amatorem piwa i preferuję jęczmień, kocham portery).

      • dragon197 dnia 30 marca 2012 o godzinie 13:48

        I jeszcze… Zauważyłem, że fajki drewniane mają zwykle akrylowe ustniki. Fajki ceramiczne odpadają dla mnie z pewnych powodów… Może kiedyś. Planuję zakup kukurydzianej i „wyjściowej” z drewna oliwnego. Czy jest coś takiego jak uniwersalne ustniki do pewnego typu fajek? I czy są ustniki rogowe?

Skomentuj ten artykuł

*