Samuel Gawith Cabbie’s Mixture

14 czerwca 2016
By

Czy ktoś palił ten tytoń ? ciekaw jestem opinii bo wydaje mi się, że to nowość.

Pozdrawiam

3 Responses to Samuel Gawith Cabbie’s Mixture

  1. KrzysT
    KrzysT
    15 czerwca 2016 at 08:02

    To jest nowość.
    Paliłem w Kramarzówce, poczęstowany przez Janusza zwanego bacą (dzięki Januszu).
    Jakościowo – dobry tytoń, jak to SG. Trochę się bałem, że jest to po prostu przebrandowany po połączeniu Curly Cut Deluxe z dodatkiem Pq, ale tak nie jest.
    Generalnie – jasna Va z dodatkiem (umiarkowanym) Pq.
    Dość delikatne, dość słodkie, wymaga ostrożnego podejścia i delikatnego palenia. Ja paliłem zbyt mokre i w sytuacji towarzyskiej ;) więc ciężko było się skupić na niuansach, ale chętnie go jeszcze przetestuję, choć wydaje mi się, że dobrze by było, żeby przed tym próbowaniem poleżał rok-dwa.

  2. lkulos
    19 czerwca 2016 at 06:48

    dzięki za odpowiedź z tego co widzę najlepsza lokatą jest tytoń kupujesz i do słoiczka ;) i trzeba to robić systematycznie z tego co zauważyłem chyba każdy tytoń zyskuje przy dłuższym leżakowaniu

  3. Brudny Harry
    14 czerwca 2018 at 09:33

    W ostatnich tygodniach miałem niewątpliwą przyjemność wypalić 40 gramową kopertę tego tytoniu. Nie odważę się go recenzować, ale chętnie podzielę się swoimi związanymi z nim subiektywnymi odczuciami. Pierwsze wrażenie nieco zepsuła mi beznadziejna koperta zaklejona akcyzami (2017) i dodatkowymi naklejkami oraz nierobiącym już żadnego wrażenia „medyczno-makabrycznym” obrazkiem. Po pokonaniu wspomnianych naklejek, dobranie się do jej zawartości uniemożliwiał mi wewnętrzny spaw, który znalazł się w niej zamiast zwyczajowego paska samoprzylepnego. Nie mając innego wyjścia i jednocześnie będąc coraz bardziej zirytowany, musiałem dosłownie rozszarpać te foliowe zapory. I wtedy poczułem zapach – przyjemny ale ciężki, jakby nawiązujący do bardzo dojrzałych owoców lub suszu dobrej klasy czarnego assama. Pierwsze skojarzenie – tonka, 1792. Po paru kolejnych wdechach – korekta, znam ten zapach, to ciemna fermentowana Va, taka jak chociażby w FVF. Rozdarłem kopertę do końca i dopełniłem oględzin organoleptycznych oceniając wzrokowo zawartość torebki. Cabbie’s Mixture cięty jest w dość cienkie „monetki” (curly cut) które jak to w produktach Samuela zwykle bywa, odrobinę się rozpadają i tym samym pomiędzy nimi można znaleźć sporo luźnych tytoniowych wstążek. W całej objętości dominuje barwa brunatna przeplatająca się z rudościami i cętkami złota. Takie barwy zasugerowały mi, że mam w tym przypadku do czynienia z dość skomplikowaną virginiową bazą, w której skład być może wchodzi także trochę czerwonych i złotych va – choć tu akurat nie mam żadnej pewności. Wydobyte ze szczątków „kopertki” krążki, pomimo budzącej moje obiekcje sporej ich wilgotności, złożyłem w ładny słupek i zapakowałem niczym korek do fajki (idealnie pasują do kalibru komina 20mm). Rozpalenie fajki okazało się dość łatwe, po paru próbach w centrum górnego płatka pojawiła się bryłka szybko rozszerzającego się żaru. Smak – no cóż, nie jestem w tym ekspertem, ale pierwsze kłęby gęstego białego dymu utwierdziły mnie w przekonaniu że ten tytoń ma bardzo wiele wspólnego z FVF. Wiele, bo nie jest to FVF z dodatkami, lecz coś niezwykle podobnego, nieco bardziej delikatnego, bardziej gładkiego. Zanim rozsmakowałem się w tych wszystkich ziemistościach, trawiastościach i owocach, zaatakował mnie charakterystyczną pieprznością perique – dość wyraźny, ale też jakby starający się nadążyć za virginiami w ogólnej delikatności – i tym samym nieco odmienny, niż ten znany mi dobrze z St.Jame’s Flake. Moje skojarzenia co do perique zaczęły więc błądzić gdzieś wokół takich tytoni jak Robert McConell Red Virginia czy też Rattray’s Marlin Flake. Niestety, gdzieś tuż przed osiągnięciem dna „komina” te wciąż płynnie zmieniające swą intensywność „pieprzności” i virginiowe smaczki nieco osłabły, a sam finisz fajki okazał się być odrobinkę wytrawny – choć wciąż satysfakcjonujący. Po całkowitym zgaśnięciu fajki, z pięknych „monetek” pozostała mi tylko niewielka kupka drobnego biało-szarego popiołu i pełna satysfakcja zarówno pod względem witaminy N, jak i doznań smakowych. Mówiąc krótko – CM to bardzo treściwy tytoń, o przyzwoitej mocy. Jedyną jego wadą, jest to że zbyt szybko się kończy, no i ta – beznadziejna paskudna „kopertka”. Na koniec muszę jeszcze podkreślić, że CM pomimo pozornie dużej wilgotności jest łatwy w obsłudze – nawet tak mokry rozpala się raczej bez większych problemów, pali bardzo równo i wolno, nie ma tendencji do przegrzewania fajki, spala się całkowicie i pozostawia niespodziewanie mało kondensatu. Co do room note, to oceniała do moja żona kwitując go lakonicznym stwierdzeniem – „może być”. Podsumowując, CM udowodnił mi, że dorożkarze naprawdę wiedzą co należy pakować do fajek.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*