Churchwarden – „Gandalf” no. 150, Mr Bróg.

8 lutego 2018
By

Wybór modelu.

Kiedyś musi być „ten pierwszy raz”. Nie powiem, aby churchwardeny śniły mi się po nocach, ale już od pewnego czasu chodziło za mną zapalenie w tego typu długiej fajce. Jaką wybrać? Pierwszym kryterium, jakie wziąłem pod uwagę przy wyborze, była długość fajki. Dla mnie churchwarden z prawdziwego zdarzenia to taki, który mierzy co najmniej 30 cm długości. Dlaczego? Sporo obecnych producentów tworzy fajki o dość długim ustniku, ale nie na tyle długim, by pozwalał na przykład na swobodne oparcie dłoni z fajką o blat stołu przy którym palimy i równoczesne pykanie! Jak się okazuje, tu liczy się każdy centymetr, a im dłuższe ręce mamy (większą posturę), to tych pożądanych centymetrów przybywa. Po przeprowadzeniu stosowanych pomiarów, postanowiłem więc poszukać fajki w odpowiadającym wymiarze. Co do kształtu, to zawsze podobał mi się ten inspirowany tolkienowskimi powieściami i chyba najbardziej zbliżony do klasycznych pierwowzorów, jakim były, i nadal są, stożkowe kapturki na drążkach służące do gaszenia świeć w klasztorach i kościołach.

Szybki przegląd w Internecie, i… oczywiście, „nie ma róży bez kolców”: fajeczki takowe są dostępne, a i owszem, ale w cenach dość wysokich, ale i większość jednak nie tak długa, jak bym tego chciał. Ciekawą linię churchwardenów z serii „Lord of The Rings” („LoTR”) ma w swej ofercie np. Vauen, czy kanadyjski MacQueen Pipes. Piękne tego typu fajki można też znaleźć np. w The Tolkien Shop. Ale te ceny…

Po przekopaniu ofert rodzimych firm i producentów oferujących fajki, natknąłem się na churchwardena „Gandalf” firmy Mr Bróg. Kilka wariantów kolorystycznych, ładny wrzosiec, klasyczny „tolkienowski” kształt, no i wreszcie słuszna długość 34cm za akceptowalną cenę – biorę! Wybór padł na wersję w kolorze brązu. Muszę dodać, że obsługa sklepu była bardzo pomocna i chętna w dosyłaniu dodatkowych zdjęć, co nie zawsze jest nagminne w naszej rzeczywistości, a ułatwia przecież zakup na odległość i podjęcie ostatecznej decyzji .

Wybór tytoniu

Fajka ma prekarbonizowany komin, więc nie powinna pachnieć zbytnio „stolarnią” przy pierwszym razie i odpada tzw. opalanie. Ale po kolei. Tu stanąłem przed kolejnym wyzwaniem: jaki tytoń? Coś zdecydowanego, czy delikatnego? Typowy aromat czy oriental a może jakiś tradycyjny „anglik”? Oczywiście, to zbytnie uogólnienie, ale tak właśnie podszedłem w kwestii tego wyboru. Chciałem, aby to palenie umożliwiało skorzystanie z powszechnie znanych możliwości churchwardena, a więc dawanie chłodnego dymu, a tym samym lepszą możliwość wyłuskania delikatnych aromatów, czasem zbyt niezauważalnych przy paleniu w krótkiej fajce. W związku z tym, zdecydowałem się na ten pierwszy raz wybrać tytoń jak najlżejszy i lekko aromatyczny, jaki był w mym posiadaniu, a okazał się nim „Kentucky Bird”, który w swym składzie prócz Virginii i Kentucky Burley`a, ma płatki kwiatów, ponoć róż.

Pierwsze palenie

Delikatne nabicie „Kentucky Bird”, i – pierwsze, a i kolejne pociągnięcia okazały się nad wyraz odkrywcze. Ciąg był bardzo dobry, co jest zasługą odpowiedniej średnicy kanału dymowego – pociągnięcia, nawet bardzo lekkie, dawały odpowiednią ilość dymu. Paliłem „ptaszka” wielokrotnie w różnych fajkach, ale to palenie było jakże inne! Dym był chłodny, pełen smaku i aromatów, jakich wcześniej nie uświadczyłem! Czuło się bardzo dobrze te ulotne, delikatne kwiatowe smaczki i subtelną słodycz Virginii – tytoń jakby ożył i dawał chyba maksimum jakie można z niego wydobyć. Eureka!

Drugie palenie

Wiem. Fajka powinna odpocząć, ale na spotkanie nie wziąłem innej i po około godzinie od pierwszego palenia, „Gandalfa” nabiłem innym delikatnym tytoniem, ale charakteryzującym się już bardziej zdecydowanym aromatem i smakiem, a był nim użyczony W.O. Larsen „Classic”. I w tym przypadku palenie było bardzo przyjemne i wydobywające całą gamę niuansów, co potwierdził także (pykając chwilę z „Gandalfa”) kolega użyczający i palący ten sam tytoń w krótkiej fajce.

Trzecie palenie

Pisząc ten tekst, paliłem w małej, bezfiltrowej gruszeczce ulubionego Grousemoor`a, zastanawiając się, czy aby to też nie jest odpowiedni tytoń do „Gandalfa”? No i, stało się. Tym razem palenie odbyło się warunkach jak najbardziej przyjaznych dla churchwardena a więc w domu, i bez filtra by nic nie zakłócało skali porównawczej. Pierwsze pociągnięcia nie były już tak „różane” jak w poprzednich przypadkach a dym ostrzejszy niż podczas palenia w gruszeczce, co trochę psuło przyjemność płynącą z bogatej palety aromatów. Od połowy palenia sytuacja uległa jednak poprawie. Przypadek? A może jednak tylko z filtrem? Tak, czy siak, w kontekście poprzednich doznań, stawiam nieśmiałą tezę, że „Grousemoor” woli bardziej „prozaiczne” fajkowe klimaty, a „Gandalf” zdecydowanie bardziej „bajkowe” mieszanki:).

Czwarte palenie

Co za dużo, to niezdrowo (dla jednej fajki oczywiście), ale nie mogłem oprzeć się pokusie, aby nie spróbować czystej Virginii. Myśli me podążyły do Mac Baren „Virginia No.1”. Niestety, „No.1” w jakiś cudowny sposób „wyparował” z mego humidora, a w takiej sytuacji wskazane jest jednak palić to, co się już paliło i się ma. I tak, do fajki powędrował filtr i virginiowy blend „Broken Scotch C(ake)” od Gawitha Hoggartha. Krótko: zmiana wyraźnie pozytywna. Paląc wcześniej „ciasteczko” w krótkich fajkach (z filtrem), miałem wrażenie pewnej szorstkości czy też ostrości. W „Gandalfie” te wrażenia uległy zdecydowanemu wygładzeniu, wręcz zanikowi, a aromaty nabrały większych krągłości. Udany mariaż!

Ocena własna

Daję fajce „Gandalf” przysłowiową piątkę. Pali się w niej wygodnie i dystyngowanie, doświadczając schłodzonej i przez to bogatszej palety smakowej i aromatycznej. Tu zdecydowanie wybieram palenie z filtrem i subtelne, lekkie, najlepiej naturalnie aromatyczne mieszanki. Średni czas palenia z pełnego nabicia to ok.1,5 godz. (Jako ciekawostkę dodam, że piękne kółeczka dymu można z niej pykać przez… komin(!), a i piękne panie częściej zerkają na to długaśne cudo, niż na krótszą „konkurencję”). Wykonana jest bardzo dobrze: świetne spasowanie ustnika, cybucha i szyjki, średnica przewodu dymowego perfekcyjnie dobrana do długości fajki. Mimo sporej grubości główki, fajka jest lekka i dobrze leży w dłoni. Ładnie usłojony wrzosiec, bardzo dobre proporcje i odpowiednia kolorystyka, tworzą z niej fajkę atrakcyjną. Główka jest wklęsło sygnowana na spodzie a cybuch w dolnej części ozdobiony złotymi runami (tzw. język Tengwar, jak podaje producent). Gustownie zdobiona drewniana skrzyneczka, w której dostarczana jest fajka, jest świetnie wykonana, z porządnym zamknięciem i dobrze chroni fajkę.

Ale, żem paskudny perfekcjonista, to i parę „minusików” jestem zobowiązany przedstawić. Przy dokładnym oglądnięciu fajki, dało się zauważyć minimalne boczne skrzywienie górnej części cybucha (nie chodzi tu oczywiście o charakterystyczne wygięcie przynależne praktycznie wszystkim churchwardenom/bentom). Można to złożyć na karb stylu (toż powstała w mrocznym lesie pełnym elfów, więc ta ledwie dostrzegalna przypadłość w tym kontekście, dodaje jej wręcz uroku. Główka, mimo dość grubej ścianki, dość mocno się nagrzewa, co bywa czasem kłopotliwe, o ile oczywiście nie mamy stojaka. Materiałowy, ochronny woreczek zawarty w zestawie jest zdecydowanie za mały – praktycznie na samą główkę, a powinien umożliwić schowanie całej złożonej fajki. Także skrzyneczka mogłaby być ciut dłuższa – złożona fajka wchodzi na styk i to po przekątnej.

 Ocena komisyjna:)

Na dziesięciu fajczarzy uczestniczących w spotkaniu, „Gandalf” dostał średnią ocenę 4,5. Trzy osoby pykające z tejże fajki, potwierdziły me spostrzeżenia dotyczące delikatności i jakości dymu jaki dawała – tu ocena na 5. Dziękuję.

 Podsumowanie

Fajka wykonana bardzo starannie z możliwością wyboru kilku wariantów kolorystycznych. Idealna do delikatnych i lekkich mieszanek z których potrafi wydobyć pełną paletę smakową i aromatyczną. Wymaga spokojnego i nieśpiesznego palenia, najlepiej w warunkach domowych. Przystosowana do używania z wymiennymi filtrami o średnicy 9mm. Komin o wymiarach 2x4cm zezwala na zapakowanie sporej ilości tytoniu. W związku z okrągłym wykonaniem ustnika (styl „LoTR”), fajka ta nie nadaje się do trzymania w zębach. Zdecydowanie warto posiadać do niej stojak oraz odpowiednio długie wyciory. Świetna na niebanalny prezent.

 

Tags: ,

7 Responses to Churchwarden – „Gandalf” no. 150, Mr Bróg.

  1. Radek_Z
    Radek_Z
    8 lutego 2018 at 12:42

    No i fajnie. Recenzje fajek to raczej rzadkość.;) „a i piękne panie częściej zerkają na to długaśne cudo, niż na krótszą „konkurencję”. Ha! I co teraz właściciele krótkich fajeczek, którzy tyle mówicie o technice!;)

  2. szydlo
    8 lutego 2018 at 14:53

    Bardzo fajnie się czytało. Troszkę mi narobiłeś apetytu na spróbowanie palenia w takiej fajce

  3. Patryk
    9 lutego 2018 at 09:51
    • JackTe
      9 lutego 2018 at 13:57

      Na Allegro sporo podobnych w cenie circa 30-50zł(z wysyłką), więc kwestia kalkulacji kosztów:).

  4. Tadeiro
    Tadeiro
    9 lutego 2018 at 09:51

    O! Coś dla mnie! Churchwarden z filtrem to dość rzadki okaz. ;-)
    Dzięki za fajną recenzję.

  5. krzysztofm
    12 lutego 2018 at 20:02

    Dzięki za recenzję, z przyjemnością poczytałem i gratuluję udanego nabytku

  6. P_iter
    P_iter
    15 lutego 2018 at 22:02

    Widzę, że fajki typu Churchwarden z filtrem 9 mm są poszukiwane. Te w trafikach mają dość zaporową cenę. Może takie komuś podpasują? https://www.tabakonline.com/fajki-jean-claude-c726
    Nie oglądałem, tym bardziej nie paliłem ale cena wydaje się zachęcająca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*