Jak palić aromaty. Część praktyczna.

9 czerwca 2013
By

IMG_1621

Witam wszystkich i dziękuję za sympatyczne komentarze do mojego postu o aromatach. Teraz część druga. Twarde dowody w jakości HD. Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli. Na filmie widać zdjęcie porównujące wagę tytoniu po załadunku klasycznym (3,5 grama) i po załadunku modo Adam (2,0 grama). Różnica wagi w procentach to 75%. Chyba 75, bo w każdym semestrze zaczynałem się uczyć matematyki dopiero gdy miałem trzy dwójki w dzienniku. Nie wcześniej. Na zdjęciu oba ładunki są podobne objętościowo, bo zważyłem je już po załadowaniu i ubiciu klasycznym ładunku prawego. Zatem tytoń z klasycznego ładunku jest ściśnięty jak pośladki studenta przed egzaminem. Dlatego wydaje się, że jest go objętościowo tyle samo. Efekt nabijania był taki, że fajkę nabiłem ponownie swoim sposobem tytoniem z lewej (2,0 grama) i wypaliłem. Bez kondensatu, a na końcu macie dowód ostateczny: bez koksu. Aromat utrzymywał się do końca. Fajczarze-audiofile: szum z przedniego kanału na zaraz po rozpaleniu fajki ustaje po chwili palenia. Wzmacniacz musi się wygrzać, a tytoń rozprężyć.

Ważne: nie jestem gościem od Stanwella, przedstawicielem, spindoktorem, Kubą Rozpruwaczem, Dr. Who, kapitanem Nemo.

Model fajki to Stanwell Silke Brun No.11 zakupiony na fajkowo.pl, z którego jestem super zadowolony. Tak bardzo, że trochę mi się rim zjarał. Coś mnie szepnęło, żeby kupić lakierowaną. Niech to!

Pozdrawiam mając nadzieję, że ktoś skorzysta z mojej porady.

Adam

Tags: , ,

11 Responses to Jak palić aromaty. Część praktyczna.

  1. Jacek A. Rochacki
    9 czerwca 2013 at 20:09

    Z przyjemnością ale i pewną zadumą przeczytałem powyższy tekst. Toż to „oczywista oczywistość” – i dobrze, że ona powraca. Z mego punktu widzenia Autor nie jest „człowiekiem Stanwella” etc., jest raczej „przesłaniem z przeszłości. Dobrej, rozsądnej przeszłości. Może poza tym, że nakłada tytoń wprost z fabrycznej puszki, a więc być może puszki świeżo nabytej i tak tytoń nie „odleżał” w „spiżarni” Autora z rok – dwa, lub lepiej więcej lat.

    Sądzę iż użyte określenie „klasyka” aplikuje się do sposobów używania fajki rozpowszechnionych w czasach ostatnich. Nie mogę wykluczyć braku związku pomiędzy modą na niezbędne używanie kołeczków – o których istnieniu dowiedziałem się po moim powrocie do fajki serio bodaj 5 czy 6 lat temu – a zbytnim ubiciem tytoniu w fajce, co Autor określa jako „klasyka”. Tytoń zbyt mocno nałożony a zwłaszcza, jeśli ubity nijak się dobrze palić nie da, tytoń zawsze nakładało się – im „młodszy”/świeższy i wilgotny a na dodatek z zawartością Kawendiszy – tym luźniej, nieco przygniatało od góry kciukiem bacząc, by ciąg był łatwy, a po przypaleniu EWENTUALNIE nieco powstający tytoń delikatnie „poziomowało” się stopką ubijaka. Wiadomo iż przypalony tytoń „puchnie”, a tytoń świeży/wilgotny puchnie tym bardziej, i nabijając fajkę zawsze o tym pamiętam.

    Skoro nawiązałem do kołeczków, to się przyznam iż nie pamiętam z lat ubiegłych kwestii prowadzenia żaru – żar prowadził się sam, będąc wynikiem odpowiednio podsuszonego i rozdrobnionego oraz właściwie nałożonego tytoniu. Moim nieliczni dziś nadal palący znajomi po fajce (o sobie samym nie wspominając) nijak żaru nie prowadzimy; fajka nałożona pali się od pierwszego przypalenia do końca – chyba że się zagadam zaburzając rytm pykania.

  2. Jacek A. Rochacki
    9 czerwca 2013 at 20:24

    Errata:
    jest:
    …Nie mogę wykluczyć braku związku pomiędzy modą na niezbędne używanie kołeczków – o których istnieniu dowiedziałem się po moim powrocie do fajki serio bodaj 5 czy 6 lat temu – a zbytnim ubiciem tytoniu w fajce, co Autor określa jako „klasyka”.

    Winno być:
    …Nie mogę wykluczyć związku pomiędzy modą na niezbędne używanie kołeczków – o których istnieniu dowiedziałem się po moim powrocie do fajki serio bodaj 5 czy 6 lat temu – a zbytnim ubiciem tytoniu w fajce, co Autor określa jako „klasyka”.

    Przepraszam.

  3. Franz
    Franz
    9 czerwca 2013 at 21:45

    File not found :-(

  4. Perry
    Perry
    10 czerwca 2013 at 10:23

    Bardzo przyzwoite oba teksty. Podoba mi sie podejście autora aczkolwiek troche sceptycznie podchodze do tego typu wiedzy.

    Jestem palaczem takze tureniejowym. 3 gramy tytoni pale od 1h 30 do 2h. Kilka turniejów udało mi się wygrać nawet. To co pali się na turniejach to w większości są aromaty. Na przygotowanie tytoniu i nabicie fajki mamy 5 min. Tytonie są o różnej wilgotności i różnym cięciu.

    Generalnie każdy rozdrabnia tytoń na pył wręcz. Co do ubicia to rzeczywiście lepiej jest zrobić luźno i na końcu ciaśniej aczkolwiek kilka razy spaliłem do białego bardzo mocno ubity tytoń, mokry i słabo rozdrobniony (fajka była teoretycznie na 3-3,5 g a przy luźnym ubiciu właziło 2 więc trzeba było gdzieś upchnać reszte :). Z efektem koksowania nigdy sie nie spotkalem jak pale.

    Polecam też oddzielić elementy grube (zylki, zbitki tytoniu) i ulozyc je na dnie. Bardzo pomaga przy końcówce palenia.

    Ułożenie tytoniu w fajce też ma ogromny wpływ. Mozna by o tym napisać książke.

    Na każdy tytoń trzeba znaleźć metode niezaleźnie od tego czy jest to aromat czy latakia czy Va. Ja mając fajkę w ręku i biorąc tytoń nawet którego nie znam wiem już mniej wiecej jak podejść do tematu ale to są spore ilość treningów, turniejów i zwykłego palenia na codzień.

    Polecam pobawić się w palenie turniejowe i przetestowac metody których uzywaja zawodnicy. W większosci wypadkow sprawdzaja sie one do kazdego tytoniu zeby smacznie i długo nacieszyc sie fajką. Różnice w technikach wynikają już potem żeby np zamiast tej 1h 40 mieć 2h..

    Prywatnie dodam że paląc w domu tytoniu praktycznie nie podsuszam i nie rozdrabniam. Pale wręcz bardzo mokre tytonie.

    • KrzysT
      KrzysT
      10 czerwca 2013 at 11:22

      O, to ja przy okazji pociągnę zawodowca za język.
      Wolne palenie wolnym paleniem, ale to rozcieranie na drobno. Nie chrzani smaku? Wszelkie flake też tak normalnie rozdrabniasz i grubiej cięte tytonie? Jak to wypada w porównaniu do palenia rozdrobnionych/roztartych minimalnie?

      • Perry
        Perry
        10 czerwca 2013 at 12:12

        Rozcieranie na drobno zmienia smak owszem ale w przypadku turniejowego palenia to jest na plus. Tytoń jest delikatniejszy i bardziej przewidywalny ale mniej zdecydowanych akcentow jest (akcent borkumowy nie jest porządany :P :P ). Za mocnym rozdrobnieniem przemawia jedna zasadnicza rzecz. Mamy tylko 2 zapalki na początku na rozpalenie fajki. Do uzycia przez minute. W ciagu tej minuty musisz rozpalic tak fajke zeby potem przez poltorej godziny ja palić.

        Pierwsze 10-15 min to dramat. Komin jest zimny i tyton nie jest rozgrzany dymem i bardzo czesto ludziom gasna wtedy fajki. Na tym etapie rozdrobnienie jest szczegolnie wazne.

        Ostatnie minuty palenia tez sa problematyczne bo mamy kupe popiolu w kominie ktorego mozna sie tylko pozbyc ubijaczem albo wysypac do popielniczki co najczesciej konczy sie calkowitym oproznieniem fajki :)

        Sa nieliczni zawodnicy ktorzy pierwsza polowke zostawiaja nie rozdrobniona druga na wierzch rozdrabniaja na pyl. Czasy uzyskuja dobre. Kazdy ma swoje metody.

        Normalnie jak pale w domu i nie trenuje to wogole nie rozdrabniam tytoniu :) Wszystkie tytonie typu flake i grubo ciete najczesciej pakuje tak jak wyciagam i zwijam czy to w kulke czy w snopek. Bez spacjalnego cackania sie i rozdrabniania. To niestety wymaga uzycia ukochanego marumana od czasu do czasu :)

        We wszystkim trzeba znaleźć kompromis. Ja uzywam akurat skrajnych podejsc i oba mi pasuja. Jeden do turniejowego drugi do palenia w domu. Aczkolwiek czesto zdarza mi sie rozdrobnic bardzo mocno tyton jak pale dla siebie zeby poznac jego inne oblicze :)

        Kołek Adamie na turniejach to zwykly drewniany walec o srednicy 12-15 mm id lugosci ok 10 cm. Nie zaostrzony. Po prostu zwykly walec. Przy umiejetnym poslugiwaniu sie nim spalasz tyton do zera.

        • andzejus
          18 maja 2016 at 12:50

          Zaskakujące odkrycie z wczoraj, kiedy to 3 dzień z rzędu zaznajamiam się z workiem rozmaitych VaPerów, który na pocieszenie przesłał mi w zeszłym roku Janek po (niedoszłym dla mnie) spotkaniu w Kramarzówce. Wór pełen dobroci (głównie zza „Wielkiej Wody”) jak do tej pory urzekł mnie jednym tytoniem: C&D Exhausted Rooster. Szukając smaków w kolejnych fajkach pomyślałem, że poeksperymentuję ze sposobem nabicia.

          Tutaj refleksja. Chcąc wypróbować metody Franka, Boba czy innego Air Pocketa musiałem nabić pełną fajkę. Normalnie staram się unikać więcej niż połowy komina. Dlaczego? Nie chwaląc się, palę fajkę najwolniej na świecie. Pół średniej wielkości komina to najmniej 2 godziny, przy pełnej fajce po 3 godzinach często miałem dosyć, a do końca daleko.

          No przecież palić trzeba wolno, jak najwooolniej. Treningi rozmaite doprowadziły do tego, że byłem w stanie – odpalając co jakiś czas – palić z małą ilością dymu oraz kompletnie zimną fajką, ale (uwaga) sporą ilością kondensatu. Skoro kondensat to i gorzko, czyli co? Za szybko palę, trzeba wolniej. Tak mijały miesiące.

          Preparing niedużego lovata będącego secondem Orlika, czyli fajki Matchless zakończyłem około godziny 21. Fajka pełna, pół centrymetra poniżej rimu. „No to mnie północ zastanie” pomyślałem.
          Nic to jednak, po 2 falselightach tytoń wcale nie chciał się zająć. O stabilności palenia nie było mowy. Fajkanet, cierpliwość, kolejne próby i nagle się ocknąłem. Po przeczytaniu powyższego komentarza, którego autorem jest Perry (a który to już kiedyś czytałem) dotarło do mnie, że skoro pełną fajkę na zawodach wypala się w półtorej godziny, to chyba z moją hiperpoprawną techniką jest coś MOCNO nie tak.

          Nie zmieniając sposobu palenia, a jedynie częstotliwość, intensywność pociągnięć i (podstawa) nie zważając na to, że fajka jest ciepła wypaliłem praktycznie do dna w godzinę i minut 20. Kilka odpaleń, prawie brak kondensatu i SMAK – równy, słodki do końca. Szok.

          Punkt, w którym fajka lekko się nagrzewała dotychczas był dla mnie znakiem do zwolnienia i odstawienia. To był często moment gaśnięcia, odpalenia = kondensatu. Od połowy palenia robiło się gorzkawo.

          Wydaje mi się, że przekroczenie tego punktu pozwoliło fajce osiągnąć temperaturę, w której spalanie, odparowywanie i inne procesy zachodzą wyraźnie sprawniej. Jeszcze wolniej i chłodniej w tym przypadku zdaje się być przykładem na to, że trzeba zachować umiar. Lepsze jest wrogiem dobrego.

          Oczywiście ostrożność wskazana, można przesadzić także w drugą stronę, przegrzać, przepalić. Ciekaw jestem jak to będzie przy kolejnych podejściach. Miałem już kilka punktów zwrotnych w przygodzie z fajką, niektóre z nich to były typowe jaskółki nie czyniące niczego. :)

          • KrzysT
            KrzysT
            18 maja 2016 at 16:24

            Ciekawe jest to, co piszesz, bo pięknie unaocznia, że ze wszystkim można przesadzić.
            Myślę, że ten mem, że wolniej=lepiej wziął się stąd, że jednak 99% fajczarzy ma jednak problem ze zbyt ciepłym paleniem – a normą jest ogół, a nie margines ;)
            Tym niemniej, warto powiedzieć, że rozwinięcie smaku ma miejsce wtedy, kiedy fajka „złapie” właściwą temperaturę, co dzieje się zazwyczaj po kilku minutach od odpalenia. Dodajmy, że ta temperatura bywa różna w wypadku różnych fajek i różnych tytoni i że jest tu miejsce na tolerancję, zarówno osobniczą, jak i sprzętową, a „chłodne palenie” należy traktować jako wskazanie kierunku raczej aniżeli dosłownie (jak się coś pali, to zasadniczo jest więcej niż ciepłe i tego się nie przeskoczy ;))

            • hykasy
              18 maja 2016 at 19:14

              Podpisuję się obiema rękoma! Ten sam problem miałem i to samo rozwiązanie.

              • andzejus
                19 maja 2016 at 10:11

                Co by kropkę nad i postawić. Wczorajsze palenie Grousemoora w niełatwej fajce (Dr Boston, canadian z dosyć wąskim i zwężającym się kominem) tylko potwierdza, że właśnie tak to się robi prawidłowo. ;) Pełna fajka, około półtorej godziny, minimalny koreczek przy wysypaniu popiołu. Smacznie i satysfakcjonująco, jest nad czym pracować.

    • Adam
      10 czerwca 2013 at 11:25

      Dzięki za uwagi, choć nie za bardzo wiem co to jest „ten typ wiedzy”. Nie mam pojęcia o turniejach i nie wiem zbyt wiele o fajce. Podejrzewam, że palenie turniejowe różni się mocno od zwykłego. Koks każdy palący aromaty widzieć musiał chyba że mistrzowsko nabija fajkę. I do tego zmierzam w swoich postach. Nabijanie jest podstawą przyjemnego palenia. Żaden kołek do prowadzenia żaru, nawet złoty nie zastąpi porządnego nabicia fajki tytoniem. Dzięki. Pa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*