Condor Ready Rubbed

26 kwietnia 2021
By


Jakby mało było problemów z fajkowym tytoniem na Starym Kontynencie, to jeszcze Brexit wsadził kij w szprychy i import produktów z Wysp stanął pod znakiem zapytania. Takie czasy! Zatem, niezależnie od tego czy pogłoski okażą się prawdziwe, poszedłem ostatnio uzupełnić zapas mydeł z Kendal. Wybór był słuszny, budżet niewielki, a chęci ogromne. Założenie natomiast proste: tylko GH i SG. No i pełen sukces, wróciłem z jakimś VaPerem i dwiema kopertami… Condora (zielony, ready rubbed).

Ale finalnie to nie był zły wybór, bo mam więcej mydła w mydle, niż bym się kiedykolwiek mógł spodziewać. Japoński koncern, irlandzki rodowód, produkowany podobno w Polsce, musi być dobrze. Ten Condor, oj – to dobry tytoń, mocno… skoncentrowany. Przy nim Kendal Kentucky, Dark Bird’s Eye czy 1792 Flake sprawiają wrażenie młodszych braci. Tutaj wszystkiego jest DUŻO, przytłaczająco wręcz. Po kilku wypalonych fajkach nie chcę się rozpisywać, ale dawno nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia – nie mówię, że dobrego – wrażenia po prostu. Trzy słowa, które doskonale opisują ten tytoń (chociaż jest to z pewnością bardzo subiektywne): cholernie smutny, melancholijny i mroczny. Gdybym przeprowadzał jakieś czarne obrzędy to paliłbym Condora w długiej fajce (oczywiście czarnej, smukłej i piaskowanej). Wszystko przede mną, ubyło dopiero trochę ze 100 gramowej porcji.

Pozwolę sobie wrzucić fragment z opisu Kendal Flake kolegi Krzyśka (Grimar), który można przeczytać na portalu – tenże doskonale oddaje moje wrażenia dot. głównie uzapachowienia (i owego smutku w moim mniemaniu):

„Winę ponosi zapewne zapach różanego olejku, który zawsze kojarzył mi się ze starymi, upudrowanymi babami oraz z wonią domów pogrzebowych. Ale u każdego efekt proustowskiej magdalenki może manifestować się inaczej, nie koniecznie tak turpistycznie jak u mnie. Łapię się na tym, że w wyobraźni nakręcam się (…), wącham co rusz jego zawartość, ale gdy w końcu decyduję się zapalić, czuję się często przytłoczony jego duchotą. Przez róże i depresyjną nikotynę.”

I to jest klucz do tego tytoniu, bo zanim róże i geranium wyparują z nieszczelnego słoja, to dostajemy pudernicą po twarzy. Nie ma tutaj znaczenia jakie są bazowe tytonie, jeśli ktoś nie radzi sobie z mocniejszymi scentami (jak Ennerdale) to podejmuje próbę na własne ryzyko. Co ciekawe, nie jest to scent bardzo intensywny (jak ponoć było w wersji produkowanej poza Polską), ale jego kadzidłowy charakter utrudnia przebicie się do środka. Nota bene przyzwoitego środka, który na przekór dostępnym opisom (czysta virginia) wydaje się całkiem złożony. Poza bazową virginią da się wyczuć burleya i charakter dark fired, przyzwoicie skomponowany, gładki, składowe są dobrze ze sobą zaprzyjaźnione dając jednolity i pełny smak.

To perfumowane szaleństwo ma jednak pewną skazę, jednym uczyni ona ten produkt „zdatnym do spożycia”, dla innych pozbawi specyficznego charakteru – drobne cięcie i niezbyt duża wilgotność. Condor jest gotowy do nabicia prosto z koperty i ma tendencję do szybkiego podsuszania. Pomimo szczelnego zamknięcia każda kolejna fajka zdaje się mieć nieco mniej perfum, na wierzch wychodzi tytoń. Staje się przez to przystępniejszy, ale poziom mistycyzmu maleje. W poszukiwaniu tego drugiego zapewne warto będzie sięgnąć po wersję we flejku lub plugu.

Dla fanów mocnych lakelandów – super propozycja, dla pozostałych ciekawostka i dowód na to, że poza Kendal można zrobić całkiem szlachetną perfumę.

8 Responses to Condor Ready Rubbed

  1. Buldoger
    Buldoger
    27 kwietnia 2021 at 11:20

    Gdzie kupiłeś Condora?

    • andzejus
      27 kwietnia 2021 at 11:23

      Trzeba pytać w warszawskim Sherlocku.

  2. arasshater
    arasshater
    28 kwietnia 2021 at 12:39

    Muszę spróbować… Ciekawość mnie zżera.

  3. cortezza
    cortezza
    7 maja 2021 at 11:44

    W moim prywatnym rankingu wysoko notowany. Na specjalne okazje. Fajny tekst!

    • andzejus
      7 maja 2021 at 12:14

      Dziękuję! Dodam przy tej okazji, że zaopatrzyłem się ostatnio w Kendal Flake od GH, do którego nawiązuje cytatem Grimara w powyższym tekście. Co prawda mój sort jest z bieżącego roku, ale warto słowem wspomnieć – w tytoniu GH faktycznie są podobne nuty (róża, geranium + ogólna kwiatowość), ale to zupełnie inny kaliber. Kendal Flake to jednak smaki dosyć jasne, słoneczne i całkiem wesołe. Róże od GH to takie nadzienie w pączkach, nie jak w Condorze – ciężka perfuma wsiąknięta w leciwy filcowy kożuch :) Oba tytonie świetne i zupełnie inne pomimo pewnych podobieństw.

      • cortezza
        cortezza
        10 maja 2021 at 10:24

        „Filcowy kożuch” – mocne!

      • Julian
        Julian
        23 maja 2021 at 15:56

        Kiedy przeczytałem „ciężka perfuma wsiąknięta w filcowy kożuch”, nagle uderzeniowo przypomniałem sobie smak Condora, który wcześniej błąkał mi się gdzieś po krawędzi podświadomości. Muszę do niego wrócić, to był zdecydowany charakter, kiedyś typowy dla angielskich aromatycznych virginiowców, obecnie rzadko spotykany.

  4. szydlo
    11 maja 2021 at 15:56

    Dzięki za opis. Tytoń bardzo smaczny w moim odczuciu, tylko trochę mocny, zwłaszcza po dłuższej przerwie od nikotyny. Co do wilgotności, to mi się trafiały wersje dość wilgotne, wymagające dłuższego podsuszania lub późniejszej walki o utrzymanie żaru.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*