Mac Baren Velvet Red

7 sierpnia 2013
By

Zdaje się, że jestem drukarzem. Wprawdzie nie wykonuję tego wielce czcigodnego zawodu, który poniósł na swoich umęczonych barkach wiedzę pod strzech ludu prostego, to zdecydowanie Velvety Mac Barena to moja bajka.

Kiedy pierwszy raz zapaliłem czerwoną wersję, zaskoczenie było tak wielkie, że oniemiałem. Nie dlatego, że nie wiedziałem co powiedzieć. Po prostu nie mogłem przestać palić.

Velvety są wilgotne, to prawda, pod tym względem bliżej im do shishy niż do szlachetnych mieszanek z niezmienną od trzystu lat recepturą, z utrzymaniem ognia nie miałem jednak problemu. Krtani nie drażni, wręcz przeciwnie – delikatny jest jak jedwab. Kłęby dymu z niego znakomite można kondensować, nawet bez wprawy, nimbocumulusy istne. Przyjemny w smaku, amatorów słodyczy owocowych z naciskiem na wiśnie, które czuć już po odpieczętowaniu zachwyci. Pieczętowanie to warto wspomnieć, życzyłbym sobie żeby każdy tytoń był tak dobrze zaklejony.

Skończmy jednak z tym słodzeniem. Żeby nie było, że jestem jakimś bezkrytycznym cukiernikiem. Mam wrażenie, że rozrzut jakości w paczkach jest dość poważny. I tu ostrzeżenie – jeśli trafi się wam zbyt wilgotna, wręcz bagnista sztuka to kłopoty z  żarem to mały pikuś. Problem to smak okropny, posmak wręcz popielniczny i to rodem z popielniczki w najbiurniejszym biurze PRL-owskiego kombinatu. Takiej z kiepami z popularnych i mocnych i wiarusów. Wysuszyć się da, ale wtedy jest jeszcze gorzej.

Wydaje mi się, że sekret to świeżość produktu lub/i jego właściwe przechowywanie. Więc jeśli widzisz velveta na nasłonecznionej wystawie swojej trafiki i mijasz go od dwóch lat zastanawiając się, czy wydać na niego pieniądze, to nie. Jeśli jednak wiesz, że możesz zaufać sprzedawcy polegając na jego rzetelności w utrzymaniu wysokiej jakości oferowanego produktu, to jak najbardziej tak.

Podsumowując: Velvet Red Mac Barena to słodki, niewyrafinowany wiśniowy tytoń. Palony w towarzystwie osób, które normalnie krzywią się na jakikolwiek dym, będzie odebrany jako miły w zapachu niczym (i tu cytat): „Pachnie jak owocowa herbatka. Wiśniowa?”.

Tags: , , ,

7 Responses to Mac Baren Velvet Red

  1. Holmes
    8 sierpnia 2013 at 00:06

    Paliłem zielonego Velveta i muszę przyznać, że jest to bardzo ciekawy tytoń. Co do czerwonego, to jest to mój obecny „must try” – przekonałeś mnie do spróbowania.

  2. Dexter
    8 sierpnia 2013 at 00:24

    Ha, zagadka. Niby paskudny, mokry, na wskroś chemiczny aromat ociekający syropem. Z drugiej jednak strony spośród tytoni z tejk półki cenowej a raczej jakościowej (bo to często nie idzie w parze)- jest to tytoń INTERESUJĄCY. Nie wiem czy dobry, czy zły. Jeszcze nie umiem ocenić. Na pewno jest INNY niż pozostałe tytonie tej klasy. A paliłem i zielonego i czerwonego.

    Zaintrygowały mnie na tyle, że za jakiś czas, kiedy palę bardziej świadomie i przede wszystkim- lepiej technicznie- na pewno zakupię. Oba. Ponownie.

  3. KrzysT
    KrzysT
    8 sierpnia 2013 at 07:59

    Myślę, że założenie, że sprzedawca ma jakikolwiek wpływ na jakość mieszanki jest jednak nieuzasadnione. Warunki przechowywania w przeciętnym kiosku to loteria. Nawet w specjalizowanych sklepach rzadko kiedy przechowuje się tytoń fajkowy w jakiś konkretnych warunkach – umówmy się, że to nie są cygara i humidor jest zbędny. Tak więc jedyne, czym można się ewentualnie kierować to to, czy towar po prostu schodzi i jest w miarę świeży. Oczywiście w wypadku produktów typu Velvet, bo w wypadku mieszanek bardziej naturalnych upolowanie czegoś z kilka razy przeklejoną akcyzą gratką – w wypadku puszek rzecz jasna. Wtedy jedynym ryzykiem jest rozszczelnienie (ale to zazwyczaj widać), a w ekstremalnych przypadkach – korozja.

    • St.Ptr
      St.Ptr
      8 sierpnia 2013 at 10:50

      Ależ dokładnie o to mi chodziło. Wydawało mi się, że tak napisałem, ale dzięki za doprecyzowanie.

  4. Cyntel
    Cyntel
    9 sierpnia 2013 at 13:35

    Paliłem go we wrzośowej denicotea i cholernie mi smakował,a jak nabiłem nim gruszkowego churchwardena, był niezbyt smaczny. Mokry i kleisty, słodki ale bez przesady. Taki cukierek na wieczór :) Właśnie dziś mam zamiar nabić nim fajeczkę.

  5. Julian
    Julian
    12 sierpnia 2013 at 07:37

    Cóż, jeśli jest lepszy do 7 Seas (a od tego wszystko powinno być lepsze)… No to dobrze.

  6. kusznik
    kusznik
    9 października 2015 at 17:49

    Paliłem „Reda” dość dawno, a ponieważ zbliża się nieuchronnie okres jesienny (kiedy to jakikolwiek latakiowy tytoń jast w domu niemile widziany) więc zakupiłem z lekkimi obawami „Green Velveta”.
    Miły,słodki,”room note” zachęcający…cóż chcieć więcej? I zaskakująco jak na aromat bezproblemowy.Spokojnie spopielił się do końca i ani razu nie „zakondensacił”! Godny polecenia jako typowy deser…na spotkanie towarzyskie z Paniami jak znalazł!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*