Miksturka-podpórka.

26 listopada 2013
By

Od dłuższego czasu prześladowała mnie myśl natrętna,że coś mi w tym całym próbowaniu, sondowaniu i degustacji umyka. Gapię się gdzieś hen za horyzont rzeczy w pobliżu nie doceniając. Chociażby z racji rzetelności powinienem sięgnąć po tytonie popularne znaczy takie , które pali cały fajczarski świat.

Okazja była z Amphorą „czerwoną’. Niczym potwornym się nie skończyło. Od czasu do czasu będę wracał.

Z pewnością jednak częściej nabiję sobie, bodajże jeszcze bardziej rozpoznawalną, Mac Baren Mixture -Scottish Blend.
Mieszanka, niedawno opiewana w batalistycznej epopei, może nie podcięła pęcin do przyklęku ale też nie przyprawiła o wzdryg. Sam brak rozczarowania jest już wartością samą w sobie.
Otóż forma bałaganiarska trochę odstręcza. Oprócz połamanych flaków jest wszystko inne co do drobniejszej gradacji należy.

Warto odrobinę podsuszyć.

Zapach, niezbyt wiele obiecujący. Taki zwyczajno- tytoniowy.

Samo palenie natomiast pozytywnie zaskakujące. Oczywiście należy sobie zdać sprawę , że wypełniaczem nie jest Virginia (chociaż jest obecna) a Burley i to ten najzwyklejszy. Co dziwne, smak fajkowy jednak uratowano. Początkowo przez zręczną, delikatną aromatyzację imitującą smaki virginiowe , a potem przez aromat samej virginii uzupełniony powyższym dodatkiem. Tak to się spalanie układa w sensowną całość.
Moc jest średnia.
Nie znalazłem w tym tytoniu natomiast żadnego aromatu waniliny. Znowu zaskoczenie ale także przyjemne.
Ponadto mieszanka technicznie dosyć łatwa. Czasami pojawia się odrobina kondensatu ale gwałtownych zmian smaku nie ma nawet przy szybszym paleniu .Zresztą spala się dosyć szybko sama z siebie.

I pozostaje jeszcze ta budująca świadomość , iż SM  jest do dostania w każdej trafice. Można, w razie braków, poratować się tytoniem nie wybitnym ale po prostu smacznym.

4 Responses to Miksturka-podpórka.

  1. kusznik
    kusznik
    26 listopada 2013 at 18:35

    Moja Żona nazywa ten tytoń „miodek”. Tak jej zostało,kiedy dałem jej otwartą puszkę do powączania i oceny.
    „Oooo, fajny miodek!” I zero diagnozy organoleptycznej typowej dla Kobiet w takiej sytuacji:”Aaaa…śliwki suszone czuję!”
    Lubię jego miękkość i prostotę zarówno w smaku,zapachu jak i paleniu! A przeleżakowany wsłoiku jeszcze pięknieje….

  2. Antemos
    Antemos
    27 listopada 2013 at 08:02

    Lubię go wieczorami. Jest lekki, nieprzesadnie słodki i niezobowiązujący. Nie powoduje zawrotów głowy, a zbyt łapczywe pociągnięcia nie wywołują efektu żucia smoły. Może się wówczas mocno przegrzać, ale bardzo szybko odzyskuje stabilność. Łatwo się rozpala, nawet nabity prosto z puszki (a skoro już przy tym, to zdarza mi się kilka minut siedzieć z nosem wetkniętym w ten tytoń, bo, mimo, że bez fajerwerków, to jednak zapach ma w sobie coś bardzo przyjemnego). Spala się też raczej szybko. Dopiero raczkuję w kwestii fajczarskiej, po długiej przerwie sprowokowanej przez gruszkę i Tilbury, ale mój wewnętrzny „dziadek z fajką” mówi mi, że polubimy się z tym tytoniem na dłużej :)

  3. jarekm
    27 listopada 2013 at 08:38

    Kiedyś kupiłem go dla eksperymentu, nic wcześniej o nim nie wiedząc, w jakiejś słabo zaopatrzonej stołecznej trafice. Produkty MB leżały tam na najwyższej półce. Nie żałuję. Co prawda jest dla mnie trochę za słabo wyposażony w witaminę N, ale mimo to sięgam po niego od czasu do czasu z powodu przyzwoitego spalania i smaku. No właśnie, niby przewidywalny, po wypaleniu jednej koperty wiadomo już o nim wszystko, jednak to coś intrygującego, kojarzącego się z jakimś wciąż niezidentyfikowanym smakiem/zapachem z dzieciństwa kusi, by spróbować tego szkockiego Macarena ponownie. Poza tym ekspresowe spopielanie czyni go atrakcyjnym do krótkich sesji.

  4. golf czarny
    27 listopada 2013 at 09:45

    Wypada mi napisać jeszcze :
    1) Serdeczne podziękowania dla Kolegi z FMS Ulysee za sporą próbke :). Dzięki niemu mogłem cokolwiek się wypowiedzieć.

    2) Post sciptum: Tym razem dzięki Koledze Sławkowi (Podziękowania!) paliłem własnie tytoń podobny w smaku, a mianowicie SG „Mayflower”. Bardzo podobny pomysł tylko użyte lepsze jakościowo składniki,co w rezultacie daje wyrażniejsze poszczególne składowe. Chociaż juz nie spala się tak komfortowo, co oznacza ,że lepiej poświęcić na seans spokojne chwile. Jest też inaczej cięty w równe 2mmm pasma i sprawia wrażenie bardzo suchego. Występuje zatem w dużej,zamykanej plastikowym wieczkiem puszce i wydaje się ,że jest go bardzo dużo. Gdyby tak zapakować FVF byłoby z pół kilo ;). Smak naturalny lekko orzechowy, lekko papierowy Burley z rozbłyskami słodkiej Va. Bardzo różny od prasowanych Va tegoż producenta. Naturalny smak tytoniu bez dojrzewania. Być może występuje lekka aromatyzacja. W połowie fajki przez chwilę miałem wrażenie jakbym czuł wanilinę. Ale było to bardzo niewyraźne. Moc znikoma.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*