F&T 34th Mixture: recenzja @Boro

22 października 2012
By

Wychodzę z założenia, że nie ma złej Latakii. Są dobre i lepsze. Do tej pory właśnie z wędzonką miałem najwięcej „tych paleń” i jakoś bez strachu zgłosiłem swoją kandydaturę do tej edycji „Akcji Recenzja”. Nie spodziewałem się nawet jak wiele skrajnych przeżyć dostarczy mi próbka, którą dane było mi wypalić…

Gdy dotarła do mnie koperta, jej zawartość była odrobinkę zbyt wilgotna, żeby palić bezpośrednio z torebki. W czasie gdy tytoń podsychał miałem więc wystarczająco dużo czasu, aby zbadać jego skład dostępnymi mi metodami (czyt. oko-nos-palce).

Blend cięty jest w dosyć grubą wstążeczkę, szczerze mówiąc nie spotkałem się do tej pory w tak fajnie układającą się w fajce formą. Składem wygląda mi to na dobrze zbalansowaną mieszankę Va i La, dosyć wyraźny jest podział na jasne i ciemne. Może jestem nieobyty, ale nie potrafię wskazać innych składowych. Wiem jednak, że coś tam jeszcze jest, bo mimo ewidentnie słodkiego zapachu Va owiniętego w wędzoną sukienkę z (transkrypcja fonetyczna z babci) ciulu, przemyka się za nimi jakiś pomidorowy potwór, psujący niejako czystość aromatu. Nie mam pojęcia co to jest, na pewno nie Amerykaniec, bo tam ten pomidor to taka trochę śliwka czy grillowany bakłażan, którego w paleniu jednak aż tak nie czuć. W przeciwieństwie do…

…tej mieszanki. Pierwszy raz postanowiłem wypalić ją w ogrodzie w dosyć pojemnym Chacom Virgin. Dosyć ciasne nabicie starczyło mi na półtorej godziny wątpliwego rozkoszowania się… pomidorówką. No jak Boga kocham, za nic nie mogłem znaleźć tam nawet akcentów sugerujących, że to jest Latakia. Czułem same pomidory z leciutką słodyczą Va i nie mogłem uwierzyć, że ja to dalej palę. Totalna porażka.

Następne palenie w tej samej fajce przebiegało na spokojnie w kawiarni. „Take your time Mateo…” – se mówię. I tejkłem. Godzinne palenie w mojej wodzącej fajce do Latakii (Chacom Elite, bardzo fajny straight saddle billiard) całkowicie zmieniło wizerunek tego tytoniu w moich oczach. To jeden z najsłodszych anglików jakie dane mi było palić. Naprawdę czuć wyraźnie Va, która nadaje całemu blendowi słodyczy, i La, która jest miękka i kremowa. Może nie rozwodziłem się nad nią aż tak, aby wychwycić charakterystyczne niuanse, które przywodzą mi na myśl jakieś znane smakowo punkty odniesienia, ale samo słowo „słodki” obrazuje mieszankę w stu procentach.

Kolejne dwa palenia potwierdziły tylko moje wcześniejsze doznania. Odbyły się we wrzoścu i również były bardzo przyjemne. Dobrze podsuszony i prawidłowo nabity spala się do samego końca bez potrzeby wystukiwania koreczka. Dym jest chłodny, a kondensat zabulgocze tylko łapczywie palącym.

Mimo początkowych niepowodzeń na szczęście udało mi się przegryźć przez tę La i bardzo się z tego powodu cieszę. W przeciwnym razie ominęłaby mnie świetna okazja do spróbowania lekkiej Latakii z mocno wyczuwalną słodyczą. Polecam wszystkim, bo nie wierzę z mit teorii Alsbo. Ten blend z pewnością podpasuje zarówno zjadaczom ebonitu jak i stiliamidowym nowicjuszom.

No i najbardziej cieszę się z tego, że po 10 gramach mogłem powiedzieć coś więcej niż: pomidor.

Tags: , , , , , ,

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *


*