Dunhill Nightcap

24 października 2010
By

Dunhill od zawsze prowadził bardzo nowoczesną politykę public relation. Przede wszystkim idealnie wybrał już na początku docelową grupę swoich odbiorców. Celował otóż w najbardziej fajkopalną grupę początku XX stulecia – w konserwatywną w poglądach klasę średnią.

Nightcap

To ważne dla opowiadania o bardzo angielskiej mieszance Dunhill Nightcap. Zresztą jest to istotne dla opowiadania o Dunhillu w ogóle. Przełom wieku XIX i XX to schyłek epoki wiktoriańskiej. Ostatnie lata życia tej najdłużej rządzącej w historii angielskiej monarchini. Nie był to jednak schyłek swoiście ukształtowanej grupy społecznej – klasa średnia w brytyjskim dominium oraz w Stanach Zjednoczonych, jak twierdzą socjologowie, pozostawała wiktoriańska co najmniej do II wojny światowej. Zaś do dzisiejszego dnia spokojnie daje się na nią reklamowo i publicystycznie oddziaływać niemal tymi samymi socjotechnikami, co 100 lat temu.

Zanim jednak ponownie zagłębię się w psychologię społeczną, chciałbym pokrótce zrecenzować tytoń, którego od pewnego czasu smakuję – czyli Nightcap, głównie od Altadisa, choć dane mi było próbować także produkt orlikowski, a nawet wypalić jedną fajkę super-dojrzałego oryginału. Dla moich mało doświadczonych, a już na pewno nie poddających się mitologii kubków smakowych różnice są niemal niedostrzegalne. To blend bardzo angielski, powiedziałbym nawet, że skrajnie angielski w stylu i smaku.

Dość mocny – ale nieprzesadnie. Bardzo intensywny w zapachu i smaku – ale też w żadnym razie nie przekraczający dobrego tonu. Skoro to mieszanka angielska, to w pewnym sensie także imperialna – wzięto otóż do niej wszystko, co najlepsze (zdaniem Anglików) w myśli tytoniowej i dostępne pod słońcem imperium i w brytyjskiej strefie wpływu. Mocną, słodką, dojrzałą i bardzo tradycyjnie przyrządzoną wirginię, intensywną latakię, równie intensywne odmiany orientalne i dodatkowo okraszono to wszystko pikanterią perique.

Wyszedł – to, rzecz jasna, moja prywatna opinia – tytoniowy porter. Daje mocny, gęsty od bukietu, słodki a zarazem mający spory akcent wytrawności dym. Łącznie – angielski używkowy balans, swoisty konglomerat wykluczeń dający łącznie sedno przyjemności… Porter był najpierw mieszaniną rożnych w charakterze piw typu ale – mild, brown i pale, a potem zaczęto wytwarzać odrębny gatunek piwa smaku tej mieszaniny.

Angielscy gentlemani mieszali rozmaite w charakterze tytonie, aż firma Dunhill zaczęła wytwarzać Nightcap…

I spokojnie można wrócić do socjologii… Nieodmiennie z fajką kojarzy się ten angielski gentleman. Za rządów Wiktorii Hanowerskiej podstawą rozszerzania i utrzymania imperium nie była już wyłącznie arystokracja. Gentleman to niekoniecznie szlachcic, gentlemanem nie zostawało się wyłącznie dzięki wysokiemu urodzeniu – można było do tej warstwy awansować przez właściwe wykształcenie, własne zdolności oraz przez odpowiedni majątek. Za życia Wiktorii unowocześniły się kodeksy honorowe w całej Europie – podstawą rozwoju państwa stała się klasa średnia… Oprócz książąt, markizów, hrabiów, baronów, szlachciców za pojedynkowe pistolety chwycili także ziemianie, zamożni kupcy, przedstawiciele wolnych zawodów…

Całymi połaciami Imperium Brytyjskiego władali na przykład kupcy – jak choćby ci z Kompanii Wschodnioindyjskiej, z Hong Kongu, z północnych ziem Kanady czy stowarzyszeń bliskowschodnich. Podobnie, a może nawet wcześniej i bardziej, działo się w Stanach Zjednoczonych, gdzie do dzisiaj termin gentleman bywa miarą statusu społecznego.

Ideałem jednak gentlemana wciąż pozostaje Anglik królowej Wiktorii – lojalny wobec państwa, ekspansywny, dobrze (w znaczeniu „prawidłowo”) wychowany i wykształcony mężczyzna o określonym statusie majątkowym. Taki człowiek musiał – takie są prawa ludzkiej natury – mieć poczucie wyższej wartości, czyli, mówiąc bez ogródek, być odpowiednio zarozumiały.

Brytyjska klasa średnia pod względem moralności była mocno purytańska, ale jak każda warstwa wiodąca potrafiła sobie folgować w wielu przyjemnościach. Anglicy w koloniach mocno pili, korzystali z opium, pili litrami mocną herbatę i kawę… No i palili… Na dodatek posiadali nadzwyczajną umiejętność – umieli swoje złe przywary wprowadzić do obyczajowości, na dodatek na poczesne miejsce…

Nightcap to w znaczeniu słownikowym nocne nakrycie głowy, czyli po prostu szlafmyca, bez której nie potrafiono się kiedyś obyć. Mało który angielski gentleman umiał też zasnąć bez kielicha na zakończenie dnia. W czasach wiktoriańskich nie dało się jednak wprowadzić do obyczajowości setki przez snem, bo nieumiarkowane pijaństwo było grzechem. Nightcapa – jak rychło nazwano przedsennego drinka – wprowadzano więc na raty i podstępem…

Dobre gospodynie, dobre małżonki, a nawet kolorowi służący w domach brytyjskich kupców i urzędników podawali przez snem duży kubek gorącego mleka. To miało zabezpieczać mocny, dobry sen. Nie wiadomo kto pierwszy dolał do tego wieczornego mleka rzęsistą porcję rumu. W każdym razie takiego nasennego Nightcapa serwował sobie niemal każdy gentleman na świecie. Do dzisiejszego dnia klasyczny przepis na drinka o nazwie Nightcap wygląda powalająco – 6 uncji mleka, 2 uncje rumu oraz odrobina kawy i czekolady…

Nawet lekarze wyrażają się dobrze o takim drinku, nawet prawo drogowe w normalnych krajach uwzględnia te nightcapowe pół promila alkoholu we krwi… Wszak doktor medycyny – o ile nie był Żydem, Hindusem czy Murzynem – stawał się z racji wykształcenia gentlemanem, a więc dzień kończył wg tradycji. Mógł wszak zostać wezwany do pacjenta – i drogówka nie powinna się go czepiać…

Doskonale o Nigtcapie nasennym wyraża się też brytyjska tradycja: podobno angielska królowa-matka, wdowa po Jerzym VI, zmarła w wieku 101 lat, chętnie powtarzała, że przyczyną jej długiego życia był ten nasenny drink wypijany co wieczór przez ponad 80 lat. O Nightcapie mówiło chętnie wielu sławnych Anglików oraz gentlemanów z Ameryki. Nazwanie tak tytoniu zestawionego w bardzo angielski sposób, było więc genialnym posunięciem firmy Dunhill. Każdy chce być wszak gentlemanem. Co procentuje do dziś dnia – choćby faktem, że o tę latakię biją się koncerny tytoniowe.

I do dziś dnia – mimo różnych głosów i kontrowersji – jest to pyszna mieszanka. Ale nie dla każdego… 6 uncji mleka z 2 uncjami rumu, to jednak skład dla niespecjalnie licznej grupy ludzi.

Tags: , , , ,

41 Responses to Dunhill Nightcap

  1. 24 października 2010 at 14:59

    Pieknie i o niczym. Opisales zycie w wiltorianskim swiecie a recenzji tytoniu w tym nie ma, mimo to tak swoj tekst otagowales.

    • jalens
      24 października 2010 at 15:20

      Janek, masz łatwość ferowania wyroków i twardych opinii. Moim zdaniem życie wiktoriańskie jest najlepiej oddającą smak i jakość recenzją tego tytoniu. I ja także napiszę coś „po wiktoriańsku” – to, że coś nie jest współgra z Twoją wrażliwością i odczuciami nie oznacza nic więcej ponad to, że nie jest to recenzja dla Ciebie. Niektóre Twoje oceny – czyli to, co zwykłeś uważać za szczerość, odbieram jako nieuprzejmość.

      • Rheged
        24 października 2010 at 17:34

        Świat jest pełen złośliwości.

        • miro
          24 października 2010 at 19:46

          … JSG jest do bolu bezposredni :)
          ale tym razem sie z nim zgadzam… dla mnie recenzja tytoniu to cos troche innego, niz ten tekst (nota bene bardzo ciekawy): podanie skladu (to akurat jest), sposobu krojenia, wilgotnosc, zapach, jakosc opakowania, latwosci pakowania do fajki, latwosci odpalania i palenia, kultury tegoz palenia, etc.
          dlatego tak lubie recenzje na DAFT
          m.

          • KrzysT
            KrzysT
            24 października 2010 at 21:03

            To, o czym mówisz, to są, khem, dane techniczne. I można je znaleźć wszędzie – na DAFT, TR, czy nawet w opisie producenta. To jeszcze nie jest recenzja ;)
            Jacek napisał recenzję pełną gębą, przemycając w genialnym opisie epoki mnóstwo informacji o samym tytoniu. A że zrobił to poetycko, to jego zbójeckie prawo, a nasza dodatkowa korzyść i przyjemność z czytania. Takiej recenzji jeszcze tu nie było, może poza Alanową recenzją Commonwealth Mixture.
            I… trochę dziwi mnie wasz odbiór, przyznam. Ja jestem prosty inżynier i do mnie konkrety docierają więcej niż dobrze, dlatego powiadam wam – to jest kawał konkretu, a nie żadna cholerna przenośnia.

  2. Mateusz
    Mateusz
    24 października 2010 at 15:10

    Własnie palę nightcapa’a w międzywojennym Petersonie. Bardzo lubię ten tytoń.

  3. jazz59
    24 października 2010 at 16:27

    Może czystą recenzję zdominowała pozostała treść jakże pięknego tekstu ,ale mnie się to podoba…i już coś o charakterze Nightcap’a wiem.
    Jacku , ten tekst jest fajny , czyta się go jednym tchem…
    A o całej reszcie sam się dowiem , kiedy już otworzę puszkę :)
    Pozdrawiam – pisz więcej
    Krzysztof

  4. KrzysT
    KrzysT
    24 października 2010 at 17:17

    Jacku,
    To jest jedna z Twoich najlepszych recenzji.
    Dzięki.

  5. Rheged
    24 października 2010 at 17:33

    Dołączam do braw i oklasków. Recenzja na modłę publicystyczną, ale i analityczną zarazem. Ciekawa forma, wykonanie mistrzowskie. Dowiedziałem się więcej o Nightcapie niż gdybym przeczytał jakiekolwiek recenzenckie „widzimisię”.

  6. Wojtek
    Wojtek
    24 października 2010 at 19:56

    po tej recenzji żałuję że latakia mi nie podchodzi :/ ale już wiem chociaż skąd się wzięły „białe ruskie” ;)

  7. 24 października 2010 at 21:47

    UUUUUU, a ja szukam tego tytoniu od dwóch miesięcy.:( Nigdzie nie mogę namierzyć :(

    • jazz59
      24 października 2010 at 22:33

      A próbowałeś w Synjeco?

      • Alan
        Alan
        24 października 2010 at 22:46

        W Synjeco już od dawna nie można dostać Dunhilla. Mozna za to na przykład tu – http://pipesandcigars.com/dunbultob.html

      • KrzysT
        KrzysT
        24 października 2010 at 22:58

        Na specjalne życzenie ponoć sprowadzają – tak przynajmniej mają napisane na stronie. Ale chyba łatwiej kupić w Niemczech, chociaż angielskie sklepy też powinny już mieć. U nas oczywiście nikt nie rozprowadza, bo po co :(

    • jalens
      24 października 2010 at 23:15
      • 25 października 2010 at 15:33

        o dziekuje, juz zamowilem 3 puszeczki. Skoro juz koledzy tak poinformowani są doskonale to może wiecie gdzie moge kupić mojego ulubionego śmierdziucha Carter Hall , o Prince albercie nie wspomnę. Moj dostawca już nie przywozi egzemplarzy kolekcjonerskich z USA , szukalem w niemieckich trafikach jak ostatnio bylem ale patrzyli na mnie jak na ufoluda.

        bemol

  8. Alan
    Alan
    28 listopada 2010 at 15:16

    Z początku również trochę sceptycznie podszedłem do takiego opisu tytoniu, ale kiedy już fajka dobrze nasiąknęła Nightcapem – posypałem głowę popiołem z tejże fajki.

    Jest podobny do Standard Mixture, jednak ma pewien dodatkowy charakter, który bez przerwy daje mi się we znaki. Otóż…ten tytoń jest stary. Zupełnie jakby do gotowej mieszanki wsypać funt kurzu. Albo jakby zapalić inną mieszankę angielską na strychu, gdzie warstwa kurzu uniemożliwia identyfikację przedmiotów. Może brzmi niezbyt smacznie, ale dla mnie taki jest klimat Nightcapa. I dla Jacka, recenzenta, chyba również, skoro pokusiło go o taką recenzję.

    Bo ja bym zrobił tak samo…

  9. obruno
    obruno
    2 lipca 2011 at 22:50

    Niedawno udało mi sie kupic ten tytoń na Allegro… Wiele o nim czytałem. Z pewną dozą ciekawości pomieszanej z zaniepokojeniem otworzyłem puszke…nabilem fajkę i odpłynąłem :) Bałem się że mnie rozczaruje…ze zbyt wiele sobie po nim obecywałem..a tu prosze… same pozytywy.
    Smak łagodny, syci, spala się bezobsługowo do białego popiołu. Szkoda tylko, że taki niedostępny w Kraju :(

  10. montoya
    montoya
    11 sierpnia 2011 at 11:48

    Wykopaliska. Jest zimno i pada. Z pracy nici. Studenci się porozjeżdżali. Siedzę w namiocie typu NS i próbuję pracować, ale mi palce grabieją przy klawiaturze. Otworzony właśnie na pocieszenie Nightcap jest jedynym pozytywnym aspektem tego listopadowego dnia w połowie sierpnia. Gentlemański tytoń, który potrafi sprawić, że jeszcze chce się powalczyć z rzeczywistością błotnistą i frontową, w której na usta cisną się słowa absolutnie niegentlemańskie.

    • admin
      11 sierpnia 2011 at 22:31

      Można sie rozpić na takich niekopnych wykopaliskach. Dobrze, że masz najtkapa.

      • Alan
        11 sierpnia 2011 at 22:37

        Oj dobrze, dobrze…tylko wzmoże chęć na przepłukanie gardła :)

    • Julian
      Julian
      12 sierpnia 2011 at 12:13

      Angielski tytoń pasuje i do wykopalisk i do deszczu. Carter też pewnie palił Dunhilla. A już lord Carnarvon na pewno.

      • KrzysT
        KrzysT
        8 lutego 2012 at 14:54

        Trafiłem na tę recenzję w ramach czytania wykopalisk (nomen omen ;)) pojawiających się na pasku.

        Alku, nie mogli.
        Nightcapa wprowadzono do sprzedaży w 1951 roku.
        Carterowi zmarło się w 1939, a lordowi Carnavonowi nawet wcześniej, w czasie wykopalisk przecież (czyli, właśnie sprawdziłem, w 1923). Ale na pewno jakieś My Mixtures palili ;) Wiem! Royal Yacht palili! :)

  11. mareek
    mareek
    23 kwietnia 2012 at 00:13

    Wypaliłem jakiś czas temu puszkę by Orlik, ostatnio natomiast wpadł mi w ręce ten dwuletni Nightcap robiony przez Altadis, różnica jest, na korzyść Orlikowego. Szczególnie jeśli chodzi o moc, Orlikowy wydawał mi się sporo mocniejszy. No ale by Altadis wypaliłem dopiero jedną fajkę, więc wrażenie może być mylne, ciekawe czy ktoś jeszcze oprócz mnie miał podobne odczucia.

  12. h2o
    h2o
    16 lipca 2012 at 23:44

    hmmm… fajna historia. Mnie ten tytoń zatyka. Na początku jest super ale w połowie fajki nie jestem w stanie oddychać… zamknę go na kilka lat w słoiku.

    • mareek
      mareek
      17 lipca 2012 at 14:36

      a nie lepiej nabijać mniej albo mniejszą fajkę ? ;P

      • h2o
        h2o
        19 lipca 2012 at 01:42

        wiesz, uczę się i organoleptycznie doszedłem do tego, że takie mocne, latakiowe tytonie lepiej palić w małej fajce. Dlatego przeznaczyłem na nie Worobca 93 i Capitola 106. Po nabyciu Klupiński 7 mam dylemat. Oczywiście Klupkę zacząłem dziś opalać Balkan Mixtute od GH. I chyba zostawię ją do latakiowych tytoniu, bo szkoda mi to cudeńko „wyjarać” czystą Virginią. Do tego mam Worobca 73, a do mieszanek VA ale głównie celem palenia w biurze (mam własny pokój) nabyłem ze względów praktycznych Stanwell Gilt Edged 207 poker ;-) Może bardziej by mi leżała Savinelli Oscar Dry 310 poker ale myślę, że ze Stanwellem się polubimy. Szukam teraz dla niego dobrej mieszanki virginiowej, może z dodatkiem Perique.

        • maciej stryjecki
          19 lipca 2012 at 15:57

          No tak… Przymierzałem się do tego Stanwella, przymierzałem, oglądałem, oglądałem i…
          Mam nadzieje, że będzie Ci dobrze służył :)

    • Krzywy
      18 lipca 2012 at 21:22

      Dla mnie ten tytoń to bomba, nie tylko wieczorem. Nie ubijam go mocno, palę powoli w średniej fajce i utrzymuje smak do samego końca.

      • h2o
        h2o
        19 lipca 2012 at 01:44

        Bomba dla mnie to jest EARLY MORNING. Jest zajebisty i wykłada wszystkie tego typu mieszanki na łopatki! Do nightcapa zapachowo i smakowo jest podobny OldDublin. Ale może byłem podziębiony i miałem problem z akceptacją NC. W każdym razie już wiem jak je palić i nabijać.

        • Krzywy
          19 lipca 2012 at 08:17

          Dla mnie EMP też jest bomba:) choć to stwierdziłem odrobinkę później niż w przypadku nightcup. Czytając opinie na internecie można wysnuć wniosek, że smakosze EMP lubią NC i odwrotnie, choć oczywiście nie musi być to regułą.

          • KrzysT
            KrzysT
            19 lipca 2012 at 09:27

            Ja bym powiedział raczej, że jeśli komuś generalnie podchodzą dunhillowskie latakie, to będzie je lubił w ogólności, z jakimś pojedynczym wyjątkiem (zazwyczaj, ja na przykład nie przepadam za Standardem).
            Dla mnie Nightcap jest bliżej London Mixture niż EMP, przynajmniej na razie, bo jeszcze się w niego dobrze nie wgryzłem.

            • Krzywy
              19 lipca 2012 at 14:55

              Mi np 965 nie pasowała aż na tyle, by wypalić drugą puszkę, tak jak Standard. A Nightcup porównałem z EMP, żeby odnieść do tytoni, które porównywał i smakował kolega h20. A żeby porównywać, czy Londonowi bliżej do NC, czy EMP to tez jeszcze się nie wgryzłem na tyle, choć mam takie wrażenie, że te dunhille szybciej wgryzają się w moje fajki:)

              • archadam
                26 października 2012 at 10:27

                Standard Mixture Mellow jest bardzo ale to bardzo podobny do EMP, chociaż korzystniej jednak wypada EMP.

              • KrzysT
                KrzysT
                26 października 2012 at 10:33

                Całkiem, ale to zupełnie się nie zgadzam :) Z tym podobieństwem do EMP. Może do Standarda. Ewentualnie.

  13. sp
    22 lipca 2012 at 13:17

    Mimo, że teraz jest to duńczyk to jakość pozostała – spala się prawie bez kondensatu, nie zostawia guana w fajce..
    Gdyby nie perique (nie lubię) to byłaby to wybitna mieszanka.

    Mały spam na koniec, gdyby ktoś miał pustą, starą puszkę (malowana, bez naklejek) to chętnie przyganę, w zamian proponuję banknoty NBP albo próbki tytoni.

Pozostaw odpowiedź admin Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


*